Ridero
978-83-8126-217-0

Wybranka kosmity

Drukowana Elektroniczna

Stefania Jagielnicka-Kamieniecka

Autor książki

O książce

Jest to powieść z głębszym przesłaniem, przeznaczona nie tylko dla zainteresowanym gatunkiem fantasy i science fiction, lecz również romansami i powieściami obyczajowymi. Książka niewątpliwie wyjątkowa. Bardzo interesująca, dojrzale, błyskotliwie napisana. Na szczególne podkreślenie zasługuje konstrukcja psychologiczna i emocjonalna postaci. Fabuła oparta jest na motywie przewodnim religii starożytnego Egiptu, który stanowiła wiara w życie wieczne. Jeden z kapłanów o imieniu Imhotep przeżył iluminację, że jest ono możliwe jedynie na innej planecie. Wybrał sporą grupę samotnych kolegów, którzy poświęcili się wyłącznie studiowaniu astronomii. Wszyscy oni doznali podobnej iluminacji, podczas której odkryli w swojej świadomości pewien szczególny wzór matematyczny. Głównie dzięki niemu poznali nieziemskie tajniki fizyki, mechaniki, astrofizyki i kosmologii. To on umożliwił im badanie uniwersum i wybudowanie pojazdu kosmicznego. Odkryli, że w innym układzie gwiezdnym istnieje planeta podobna do Ziemi. No i wybrali się na tę planetę, gdy Egipt został zajęty przez Aleksandra Wielkiego, ponieważ stracili wówczas rację bytu. Sądzili, że udają się na niechybną śmierć, lecz nie mieli nic do stracenia. Podróż trwała przeszło dwieście lat. Gdy dotarli do celu, natychmiast zaczęli pracować nad pojazdem szybciej pokonującym przestrzeń kosmiczną, żeby podróżować na Ziemię w celu wyszukiwania ludzi predysponowanych do zaludnienia owej planety. Z powodu jej nieopisanego piękna nazwali ją imieniem egipskiej bogini nieba, miłości i muzyki Hathor. Akcja powieści rozpoczyna się w dwudziestym trzecim wieku, podczas ich ostatniej misji na Ziemię. Musieli wybrać jeszcze parę osób, aby na Hathor znalazło się sto czterdzieści cztery tysiące mieszkańców posiadających w świadomości ów doniosły wzór matematyczny zapewniający życie wieczne, jak to zostało przewidziane w Apokalipsie św. Jana. Tymczasem na Ziemi, dzięki postępowi genetyki i medycyny, wydłużył się okres ludzkiego życia do stu pięćdziesięciu lat. Nastąpiła powszechna globalizacja we wszystkich dziedzinach, a rozwój nauki umożliwił „niektórym kręgom” manipulowanie jaźnią i sterowanie postępowaniem jednostek, a nawet swoistą „transplantację” duszy. Rozszerzenie zdolności psychicznych człowieka nie spowodowało stabilizacji na tle napięć międzyludzkich, wręcz przeciwnie ugruntowało wszechobecną inwigilację i manipulację. System demokratyczny stał się jeszcze bardziej opresyjny, a wyeliminowanie lęku przed chorobami doprowadziło do narkomanii, rozwiązłości i „plagi” samobójstw. Rozziew pomiędzy tradycjonalistami, a „postępowymi” doprowadził do kolejnego podziału na dwa bloki. Linia demarkacyjna znów dzieli świat na Wschód i Zachód. Na tym niezwykle wyrazistym i złowieszczym tle toczy się życie wciąż młodej, pięknej dziennikarki o imieniu Konfucja, popularnym wówczas ze względu na licznych wyznawców filozofii Konfucjusza. Ma ona za sobą burzliwą przeszłość — działalność polityczną, pobyt w podejrzanej wspólnocie religijnej i w szpitalu psychiatrycznym, trudne kontakty z rodziną, niewłaściwy dobór przyjaciół — same rozczarowania. A na domiar złego zmuszona jest do emigracji i życia na obczyźnie w Niemczech, gdzie prześladują ją tajemniczy osobnicy usiłujący uczynić z niej Niemkę i skojarzyć ze swoim agentem. Sprzysiągł się przeciw niej cały świat. Ezoteryka, magia, technika, siły diabelskie… Kobieta dwukrotnie przeżywa zawód miłosny, raz w Polsce, a raz w Stanach, gdzie jej ukochany okazuje się zakamuflowanym manipulatorem, funkcjonariuszem „Unii Globalnej Świadomości”, który usiłuje ją zabić, jako że jest ona działaczką walczącej z tą partią „Wolnej Jaźni”. Jej świat traci sens. Osamotniona, nękana przez tajemniczych wrogów, usiłuje znaleźć w otaczającym ją świecie przestrzeń, w której spokojnie mogłaby zapuścić korzenie. Przemieszczając się z miejsca na miejsce, znajduje przystań w Heidelbergu, gdzie początkowo zachłystuje się pełnią życia i wolności. Ufna w ludzką naturę, afirmująca życie wbrew temu, czego od świata doświadczyła, liczy na to, że w końcu się jej uda. Nie wie, że Wielki Brat czuwa. I nigdy nie wybacza tym, którzy mu odmówili. Ona popełniła ten błąd. Dosięga ją za to okrutna zemsta. Kiedy zgnębiona postanawia wstąpić do klasztoru karmelitanek w Polsce, zjawia się w jej życiu wybitny astrofizyk Ahmed Imhotep. Jest to jeden z byłych egipskich kapłanów, przybyłych z Hathor, który odkrywa w jej świadomości matematyczny wzór wiecznego życia. Mężczyzna zakochuje się w Konfucji na swój kosmiczny sposób, co wzbudza w niej nieufność prowadzącą do niesamowitych perypetii. Czy uda mu się zdobyć jej zaufanie. Emocjonująca, pełna zwrotów akcja powieści i napięcie osiągają zenit, by zakończyć się w zaskakujący sposób.

O autorze

Stefania Jagielnicka-Kamieniecka

Stefania Jagielnicka-Kamieniecka jest dziennikarką, poetką i powieściopisarką, absolwentką Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, mieszkającą obecnie w Wiedniu. 1983 roku uzyskała honorowe dożywotnie członkostwo Arizona Press Club w Phoenix (USA), dokąd wyemigrowała po internowaniu. Otrzymała je za „walkę o możność pisania prawdy”, jak uzasadniono. Na polskim rynku wydawniczym ukazało się dotąd jej dwadzieścia powieści.

Stefania Jagielnicka-Kamieniecka

Recenzja Magdaleny Liszki Napisana z wielkim rozmachem, pomysłem i olbrzymią wyobraźnią, powieść zaliczana do gatunku fantasy i science fiction, pozwalająca w szerszy sposób spojrzeć na liczne aspekty życia codziennego. Mimo początkowych obaw, co do zawartej w lekturze treści (książki z tego gatunku nie należą do moich ulubionych), okazała się nieść głębokie przesłanie, wpływając jednocześnie na rozwój wyobraźni moralnej człowieka. „Wybranka kosmity”, to książka której przydzieliłabym kategorię „dziwna” (bo to pierwsze skojarzenie, które nasunęło mi się zaraz po jej przeczytaniu), jednak niech was nie zmyli, to najczęściej banalne i negatywne znaczenie, przypisywane temu wyrażeniu. Inna niż wszystkie, oryginalna, nietuzinkowa z mocno rozbudowanym tłem psychologicznym i sporą dawką niejasnych wydarzeń powieść, pod której tajemniczymi warstwami, kryje się znacząca wymowa całej opowieści. Czytelnik naprawdę musi się porządnie skupić i dobrze orientować w przekazywanej przez autorkę treści – szczegółowe opisy, oraz bardzo wiele poruszanych przez nią tematów, w których nawiązuje do historycznych wydarzeń, religii, a wręcz filozoficznych rozważań o świecie idei – mogą utrudniać jej odbiór i ogólne przesłanie. „Wybranka kosmity”, nie jest typową pozycją zaliczaną do gatunku fantasy i science fiction. Opisywane w niej historie – nawiązania do ciekawych, ale jakże życiowych tematów, takich jak śmierć, rodzina, narkotyki, religia, czy ojczyzna – bardziej przypominają powieść obyczajową, z mocno dominującymi elementami fantasy w tle. Główna bohaterka powieści – Konfucja, pewnego dnia odkryła w swojej świadomości pewien szczególny wzór matematyczny, dzięki któremu została wybrana do długiego i wiecznego życia na tajemniczej planecie Hathor. Zaludnić miało ją sto czterdzieści cztery tysiące osób (autorka posłużyła się tu nawiązaniem do Apokalipsy Świętego Jana), którzy uznani za wyjątkowych, zostali przeznaczeni do życia wiecznego. W tym czasie nauka i technika bardzo posunęły się do przodu (wydarzenia rozgrywają się w dwudziestym trzecim wieku), a to co miało ułatwić codzienne życie, jak zwykle przysporzyło dodatkowych kłopotów. Pojawili się manipulatorzy, którzy mieszają szyki i próbują usuwać ze świata najwartościowszych ludzi (sterują postępowaniem niektórych jednostek, stosują różne formy przekazu podprogowego, przesyłają różne myśli do świadomości swoich ofiar). Powszechna globalizacja wpłynęła na wszystkie sfery ludzkiego życia, wzrasta liczba samobójstw, narkomania staje się powszechnym zjawiskiem, a liczne nałogi i rozwiązłość seksualna prowadzą do cierpienia i problemów psychicznych. Konfucja czuje się zagubiona, nie potrafi się odnaleźć w zwykłej codzienności, niektóre sprawy zaczynają ją przerastać, rodzina się od niej odsuwa, a manipulatorzy coraz bardziej próbują wpływać na jej świadomość. Wstępuje, więc do „Wolnej Jaźni”, angażuje się w działalność polityczną, nieustannie emigruje (z Polski do Niemiec, później trafia do Stanów Zjednoczonych), w między czasie zalicza pobyt w szpitalu psychiatrycznym, poznaje różne szemrane osoby, jej wiara poddawana jest różnym próbom… Kanfucja stale walczy z trudami życia, bezustannie szuka swojego miejsca na ziemi, jednocześnie próbuje odnaleźć na tej planecie spokój i szczęście. W książce nie brakuje licznych perypetii miłosnych, oraz ciekawych historii, a dodatkowo – co ciekawe – dosyć często pojawiają się wiersze, w których bohaterka opisuje swoje emocje. Fabuła książki „Wybranka kosmity” została naprawdę starannie przez autorkę przemyślana – znajdziemy tam mnóstwo odniesień do religii, historii czy filozofii, a każdy opis (miasta, budowli, rozgrywających się wydarzeń), bardzo wnikliwie przedstawia nie tylko dane miejsce czy sytuację, ale również daje szersze spojrzenie na różne sprawy. Nic w tej książce nie jest przypadkowe, a autorka nie poszła na łatwiznę – zgrabnie wplata nam w fabułę różne fakty z życia, starając się jednocześnie wszystko sensownie i logicznie tłumaczyć. Tak dla przykładu, nazwę planety Hathor zaczerpnęła od imienia egipskiej bogini, która jawi się jako patronka piękna i miłości; a imię głównej bohaterki odnosi do konfucjańskiej filozofii. Przeplatające się w opowieści wątki wciągają czytelnika coraz mocniej i coraz głębiej. „Wybranka kosmity” jest książką dziwną – inną, bardzo oryginalną, zaskakującą, budzącą emocje i pobudzającą wyobraźnię. Postacie są dobrze wykreowane, a wszystko to, za sprawą psychologicznych aspektów działań i decyzji bohaterów. Myślę, że autorce udało się stworzyć nietuzinkową historię, obok której nie sposób przejść obojętnie. Autor recenzji: Magdalena Liszka

Autor książki
Stefania Jagielnicka-Kamieniecka odpowiedział (a) na 1 opinia Stefania Jagielnicka-Kamieniecka
Doskonała recenzja!

Blog

FRAGMENT POWIEśCI Odurzona zapachem perfum, który przypominał rozgrzaną w słońcu łąkę, oszołomiona urodą kobiety Konfucja, poczuła niespodzianie dreszcz przerażenia, jakby obejmowała ją stara, żywcem wzięta z bajek Baba Jaga, a nie piękna dama. Przez ułamek sekundy ujrzała w niej siwą staruchę z pokrytą siatką zmarszczek obrzydliwą twarzą z zakrzywionym nosem, ubraną w długi, obszerny, czarny płaszcz z kapturem. Mam halucynacje, pomyślała zgnębiona. Nie dając niczego po sobie poznać, weszła z damą na werandę, na której znajdowały się ogromne figury ubrane w barokowe stroje, podobnie jak gospodyni. Wewnątrz też wszystko było utrzymane w jakimś dawnym stylu. Ogromny salon miał jedną ścianę całkowicie oszkloną. Rozciągał się za nią wspaniały widok na całe miasto. Stół zastawiony był wyszukaną porcelaną i srebrami, udekorowany kwiatami. W salonie znajdowało się już kilka atrakcyjnych, szczupłych, wysokich pań w nieokreślonym wieku, w odróżnieniu od gospodyni ubranych nowocześnie. Miały na sobie barwne, ozdobione cekinami T-shirty i kolorowe, satynowe spodnie. Właściwie nie pasowały do tego otoczenia. Elegancka liliowa długa suknia Konfucji lepiej z nim harmonizowała, chociaż popołudniowa pora nie zobowiązywała do zakładania wieczorowych strojów. Z kieliszkami szampana w ręku kobiety zgromadzone były wokół figurek z glinki, których lepienie — jak się okazało — stanowiło hobby gospodyni. — To takie skromne babskie spotkanie przy kawie — wyjaśniła oszołomionej przepychem sprzątaczce stawiającej pierwsze kroki jako niemiecka dziennikarka. — Mam nadzieję, że będzie się pani dobrze czuła w naszym towarzystwie. Nastąpiła prezentacja kobiet, których nazwiska nic jej nie mówiły, a Hilda tylko ją przedstawiła jako dziennikarkę. Zajęcia pozostałych pań przemilczała. Siedząc już przy stole, onieśmielona Konfucja przyjrzała się dokładnie współbiesiadniczkom. Od razu można było stwierdzić, że są genetycznie spreparowane. Zrobiły na niej ogromne wrażenie. Nigdy dotąd nie widziała takich zjawiskowych istot. Wszystkie były wysokie, każdą z ich kształtnych, pięknych głów otaczała aureola rozjaśnionych do bieli, długich włosów. Najbardziej niesamowite były ich ogromne, błękitne oczy, okolone niczym jeziora sitowiem długich, gęstych czarnych rzęs. Był to ostatnio najpopularniejszy kolor gałek. Zmieniano go w zależności od kaprysów mody. W miarę zwyczajnie wyglądała na tle przyjaciółek Hilda, której rysy twarzy nie były tak banalnie regularne, usta i oczy nie tak duże, a nos miał lekki garbek. Konfucja odniosła wrażenie, że znalazła się w środku wyświetlacza fluorescencyjnego, w jakiejś kiczowatej telenoweli. Wszystkie kobiety były tak piękne, miały tak miłe dla ucha, melodyjne głosy, zaś konwersacja, do której tło stanowiła barokowa muzyka, była tak błyskotliwa, że Konfucja odniosła wrażenie, iż znajduje się w niebie wśród aniołów. Zastanowiło ją tylko, dlaczego w żaden sposób nie mogła sobie przypomnieć, o czym one rozmawiały. Pamiętała tylko, że sama milczała, gdyż nie miała zielonego pojęcia o sprawach stanowiących przedmiot rozmowy, a mianowicie o kosmicznych podróżach. Jedna z pań spędziła niedawno urlop w hotelu na Marsie. Inna na księżycu. Było to najgorętsze pragnienie Konfucji. Wiedziała jednak, że jest to marzenie ściętej głowy. Jedynie pewien bulwersujący dialog dwu pięknych pań utkwił jej w pamięci. — Wyjątkowi ludzie nie mają potrzeb seksualnych, gdyż nie muszą się rozmnażać. Sami mogą żyć wiecznie na innej planecie o nazwie Hathor. To są właśnie te przypadki zaginięć bez śladu. Przecież znikają tylko wybitni ludzie: astrofizycy, poeci, kompozytorzy… — Nieprawda, zdarza się też, że giną całkiem przeciętni ludzie — przerwała jej inna kobieta. Po prostu nasza policja jest beznadziejna, bo to niemożliwe, żeby istniała taka planeta. Spiskowe teorie — machnęła ręką. — Ależ już w dwudziestym pierwszym wieku zespół OGLE odkrył za pomocą astrometrii planetę typu ziemskiego w innym odległym układzie słonecznym. — Co ty pleciesz? Taka planeta w odległym układzie słonecznym byłaby oddalona o wiele lat świetlnych, co znaczy, że podróż tam w najlepszym przypadku, jeżeli mielibyśmy jakąś niesłychaną technologię, zajęłaby setki lat, bo nic ciężkiego nie może podróżować z szybkością światła. — W miarę rozwoju ośrodka lotów kosmicznych i stacji sił powietrznych Cape Canaveral skonstruowano rakietę, która do niej dotarła. Z powodu jej nieopisanego piękna nazwano ją Hathor, jak nazywała się egipska bogini nieba, miłości i muzyki. Istnieją na niej istoty ludzkie i warunki podobne do naszych, tylko o wiele wspanialsze, z wysoko rozwiniętą techniką i cywilizacją. Jest to po prostu niebo, z tą różnicą, że idzie się do niego za życia, a nie po śmierci. Ludzie ci nie rozmnażają się, lecz sami żyją wiecznie, więc poszukują na naszej kończącej powoli żywot Ziemi wyjątkowych jednostek godnych do zasiedlenia tej planety obracającej się wokół gwiazdy, która nigdy nie przestanie istnieć. Została ona stworzona przez Najwyższą Inteligencję, którą nazywamy Bogiem, a która wykreowała cały wszechświat. Istnieją bardzo wygórowane kryteria dostępu do Hathor. Tylko niektórzy z nas należą do „Wybranych”. — A skąd ty to wszystko wiesz? — To jest wiedza tajemna. Ujawnił mi ją ojciec, który był kosmologiem i właśnie należy do tych zaginionych osób. Zdradził tę tajemnicę mnie i matce, żebyśmy się o niego nie martwiły, bo wiedział, że pewnego dnia zniknie. Podobno została ona przewidziana już przez biblijnych proroków, zwłaszcza w Apokalipsie św. Jana. Widocznie tata dostał się na Hathor. — A dlaczego nie zabrał ze sobą ciebie i twojej mamy? Fantazjujesz. — Nie, to wszystko prawda. Nie mógł nas zabrać, bo nie należymy do „Wybranych”. Jest to określona liczba osób, które rodzą się na ziemi, ale mają szczególne właściwości. Wynosi ona sto czterdzieści cztery tysiące, co przewidział w Apokalipsie św. Jan. Inwigilatorzy i manipulatorzy zajmują się głównie wyszukiwaniem tych osób, ponieważ chcieliby je zniszczyć i zastąpić swoimi ludźmi. Upowszechnili w tym celu tabletki eutanazyjne, przy pomocy których popełniane są samobójstwa. Stąd ta niesamowita inwigilacja i… — Zamknij się! — krzyknęła ni stąd ni zowąd Hilda. — To kompletna bzdura. Unia Globalnej Świadomości upowszechniła tabletki eutanazyjne, ponieważ świat jest przeludniony. Środowisko naturalne jest wyniszczone przez globalne ocieplenie, straszliwe kryzysy ekonomiczne, polityczne i katastrofalne przeludnienie. Wielcy świata alarmowali już pod koniec dwudziestego pierwszego wieku, wołali o redukcję, o depopulację. Już wtedy mieli dość tej ciżby i ciasnoty. Tabletki eutanazyjne, z których bez ograniczeń korzystają ludzie niepełnowartościowi, pragnący zakończyć swój nędzny żywot, mają na celu ich zlikwidowanie. A ty opowiadasz jakieś bajki, że manipulatorzy unicestwiają najwartościowszych ludzi, przeznaczonych do życia na jakiejś cudownej planecie, żeby zająć ich miejsce — podsumowała tę polemikę. Zaczęła się rozmowa na inny temat, z której Konfucja już niewiele rozumiała i niczego nie zapamiętała. Po deserze składającym się z szampana, kawy, herbaty, przepysznych malutkich ciasteczek, wielosmakowych pralin i egzotycznych owoców gospodyni zaprezentowała swoje filigranowe dziełka. Wywiązała się długa dyskusja na ich temat i pytania dotyczące poszczególnych egzemplarzy. Potem był podwieczorek. Śliczna, młodziutka pokojówka w białym czepku i fartuszku przynosiła tace z przeróżnymi kanapeczkami, do których popijano doskonałe gatunki wina, zmieniane w zależności od rodzaju kanapek. W miarę rozwoju sytuacji Konfucja z przerażeniem stwierdziła, że znajduje się w samym centrum sabatu pięknych czarownic. W salonie zapanował zmrok. Ściany uginały się od luster i płaskorzeźb przedstawiających dziwne postacie. Na długim stole stały świeczniki o nietypowych kształtach, świece, kadzidełka, kryształy, celtyckie krzyże. Aż kipiało od magicznych symboli i znaków. Znów poczuła przejmujący dreszcz na całym ciele, podobnie jak podczas serdecznego objęcia Hildy przy powitaniu. Zerwała się z miejsca. — Przepraszam, ale źle się czuję, muszę wyjść bez pożegnania — powiedziała drżącym głosem i wybiegła z salonu. Pędem przebyła park i biegiem udała się do domu.

Fragment powieści — Kochanie, wybacz, że nie powiedziałem ci całej prawdy, ale nie mogłem. Wszystkie te miejsca i jeszcze wiele innych zwiedzimy na Hathor. Zostały tam odtworzone. A na ziemi już ich nie ma. Oszukałem cię, mówiąc, że pracuję nad projektem w Max Planck Instytucie. Tak naprawdę byłem pochłonięty przygotowaniami do tej doniosłej podróży. — Co ty opowiadasz?! — krzyczała. — Przecież byliśmy na ziemi w różnych pięknych… lasach, teatrach, operach, salach koncertowych, galeriach obrazów… a ty mówisz, że one nie istnieją. Mieliśmy w Polsce szukać „Wybranych”. — Tych miejsc już naprawdę na Ziemi nie ma. Przenosiliśmy się w dwudziesty pierwszy wiek, kiedy jeszcze istniały, przed kataklizmami i działaniem złych, głupich ludzi. A żyjemy na razie, jak wiesz, w dwudziestym trzecim wieku, gdy ludzie dobrej woli usiłują jeszcze coś niecoś uratować, ale manipulatorzy mieszają im szyki. Co się tyczy tych, których mieliśmy poszukiwać, to wszystkich spotkamy na Hathor. — Nie. To niemożliwe — pokręciła przecząco głową. Nie można przenieść się do przeszłości. Jestem żywą istotą, a nie bohaterką science-fiction. — Po prostu — wzruszył ramionami. — Jak wszyscy „wybrani” posiadasz zdolność przenoszenia się w czasie. Zdarzało ci się to nieraz. Przenosił cię wewnętrzny, płonący w tobie ogień, gorące pragnienie piękna. Patrzyłaś wówczas oczyma duszy. Po wyjściu ze szpitala w Stanach powróciłaś do obecnych czasów. Wtedy poznaliśmy się i wielokrotnie wspólnie przenosiliśmy się do dwudziestego pierwszego wieku. Nie chciałem ci o tym mówić, żebyś się nie przeraziła, że jesteś pod wpływem środków poszerzania świadomości, albo że masz halucynacje. Ale nie martw się. Na Hathor znajdziesz wszystko, co było na Ziemi najpiękniejsze. Naturę, architekturę, muzykę, literaturę… Całe ziemskie piękno zostało tam odtworzone. Ale nie tylko. Już powstały i dalej będą tam powstawały nowe obiekty architektoniczne, nowe dzieła sztuki, nowa muzyka, poezja i literatura. A przyroda będzie przeżywała wieczną wiosnę z kwitnącymi drzewami i zapachem kwiatów… Zobaczysz zapierające dech w piersi krajobrazy z całego świata i jeszcze piękniejsze nie z tej ziemi. Wiele ci jeszcze opowiem o tej cudownej planecie podczas naszej długiej podróży. Kiedy wylądujemy na Hathor oddalonej od nas o czterdzieści lat świetlnych, na Ziemi pozostaną już tylko mikroorganizmy żyjące w niszach pozwalających im na przetrwanie w warunkach podniesionych temperatur. — Jak to? Przecież miała przed sobą parę miliardów lat.

Poleć znajomym

Twoi znajomi mogą rozpowszechnić informację o Twojej książce,
bo jest to łatwe a Tobie sprawi przyjemność