Ridero
978-83-8126-235-4

Cios w samo serce

Drukowana Elektroniczna

Stefania Jagielnicka-Kamieniecka

Autor książki

O książce

Gdy zasapany komisarz Uwe Gruber wszedł do jednego z pokoi na parterze budynku, zadzwonił telefon na jego biurku. Była ósma godzina, a on był jeszcze niezupełnie rozbudzony. Do późnej nocy grał z kolegami w karty, pociągając z butelki, więc wstał za późno. Nie usłyszał budzika. — Dzień dobry panie komisarzu — odezwał się głos dyżurującej policjantki. — Jakiś mężczyzna przed chwilą zadzwonił na telefon alarmowy. Zdążył powiedzieć drżącym głosem: „Ona już nie żyje” i wypadła mu z ręki słuchawka…

O książce

O autorze

Stefania Jagielnicka-Kamieniecka

Stefania Jagielnicka-Kamieniecka jest dziennikarką, poetką i powieściopisarką, absolwentką Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W 1983 roku uzyskała honorowe dożywotnie członkostwo Arizona Press Club w Phoenix (USA), dokąd wyemigrowała po internowaniu. Obecnie mieszka w Wiedniu. Na polskim rynku wydawniczym ukazało się dotąd jej dwadzieścia powieści.

www.facebook.com/sjagielnicka/
Brak opinii o tej książce. Napisz pierwszą opinię.

Blog

Jest to niezwykła historia kryminalna stanowiąca zarazem świetną powieść obyczajową i wzruszający romans. Początek jest intrygujący. Gdy komisarz Uwe Gruber wszedł rano do swojego pokoju, zadzwonił telefon na jego biurku. — Dzień dobry panie komisarzu — odezwał się głos dyżurującej policjantki. — Jakiś mężczyzna wybrał numer alarmowy. Zdążył tylko powiedzieć drżącym głosem: „Ona już nie żyje” i wypadła mu z ręki słuchawka. Słychać było, jak runął na ziemię. Okazało się, że mężczyzna, który zgłosił morderstwo był kochankiem ofiary, lekarzem. Przyjechał po nią rankiem, żeby zabrać ją do siebie. Jednak komisarz współpracujący z neonazistami zatrzymał go w areszcie jako podejrzanego, co wzbudziło sprzeciw młodego aspiranta Birknera, który przesłuchał sąsiadów i stwierdził, że istotnie lekarz przyjechał dopiero rano, podczas gdy ofiara została ugodzona nożem w nocy przed paroma godzinami przed jego przybyciem. W jednej z walizek, spakowanej przez Danutę Konecką do przeprowadzki, aspirant znalazł maszynopis jej autobiograficznej powieści, w której spodziewał się kluczowych informacji. Komisarz zlecił mu przeczytanie książki do następnego dnia, znalezienie w niej poszlak, a może nawet dowodów wskazujących, że ofiara została ugodzona nożem przez lekarza i napisanie szczegółowej notatki, na podstawie której mieli nazajutrz rozpocząć przesłuchiwanie podejrzanego. Birkner zagłębił się w lekturze. Z przerażeniem stwierdził, że ofiara była zawadą nie tylko dla PRL-owskiej bezpieki i KGB, lecz również dla zachodnioniemieckiej. Po zwolnieniu z internowania wyemigrowała wraz z czternastoletnim synem do egzotycznego Phoenix w Stanach, gdzie oboje fatalnie się czuli, ale tylko do czasu, gdy Danuta poznała przystojnego dziennikarza polskiego pochodzenia, który otoczył ich opieką. Miejscowemu konserwatywnemu środowisku udało się namówić ją do akcji propagandowej przeciwko komunistycznemu reżimowi, co nie przypadło do gustu agenturze KGB, której agentem był jej ukochany, czego zbyt późno się domyśliła. Usiłowano ją początkowo skompromitować, a w końcu zatruto środkiem, po którym wylądowała w szpitalu psychiatrycznym. Po wyjściu z niego osaczyła ją sieć intryg i szykan. Najbardziej dramatycznym przeżyciem było dla niej zgwałcenie przez ukochanego jej syna, po czym postanowiła przenieść się do byłych teściów mieszkających w niemieckim Funden, gdzie wpadła z deszczu pod rynnę, gdyż jej teść również okazał się agentem KGB. Wylądowała w zapyziałym miasteczku, opanowanym przez dawnych nazistów. Spotkana w kościele szkolna koleżanka wprowadziła ją do swojego towarzystwa stanowiącego siatkę wywiadowczą składającą się z tak zwanych „wypędzonych”, którzy postanowili uczynić z niej agentkę. Gdy kobieta zorientowała się w czym rzecz, postanowiła uciec do Radia Wolna Europa w Monachium, a następnie wrócić do Stanów, skąd dostała propozycję wydania powieści. Wówczas członkowie siatki w obawie, że dziennikarka zdradzi ich tajemnice, zatruli ją narkotykiem, po którym wpadła w ciężką psychozę. Przez wiele lat nieszczęsna kobieta przeżywała koszmar kolejnych pobytów w szpitalu psychiatrycznym i mrożących krew w żyłach prześladowań ze strony nazistów, dążących do jej ubezwłasnowolnienia i zamknięcia do końca życia w przytułku dla psychicznie chorych, czego udało się jej uniknąć dzięki uczciwej niemieckiej lekarce psychiatrii. Po wypadku samochodowym spowodowanym prawdopodobnie przez nich lub przez jej byłego teścia, leżąc w szpitalu, rozpamiętywała po kolei wszystkie wydarzenia w ciągu lat spędzonych w Niemczech. I wówczas niespodzianie los uśmiechnął się do niej. Opiekujący się nią po wypadku lekarz okazał się Polakiem. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Na jej prześladowców padł blady strach, że wyjdą na jaw ich ciemne sprawki, gdyż lekarz postanowił zatrudnić najlepszego adwokata, który miał zająć się odszkodowaniem dla ukochanej za jej wieloletnie pobyty w klinice psychiatrycznej. Po przeczytaniu jej autobiograficznej powieści aspirant Birkner z przerażeniem stwierdził, że to bezpieka spowodowała usunięcie jej z drogi. Podejrzanych było wielu, lecz ich mocodawcy byli nietykalni. Jednak naczelnik wydziału kryminalnego przekazał sprawę profilerowi i ten wykrył mordercę, którego nie domyśliłby się nawet najdociekliwszy czytelnik. Książka trzyma do tego stopnia w napięciu, że nie sposób się od niej oderwać, a przy tym napisana jest świetnym stylem. Historia wielkiej miłości lekarza i ofiary jest nadzwyczaj wzruszająca. Śmierć pięknej bohaterki wyciska łzy z oczu. Jeszcze bardziej wstrząsająca jest reakcja zakochanego mężczyzny na śmierć ukochanej

Długa droga powstania mojego pierwszego kryminału Już w okresie pracy dziennikarskiej najbardziej lubiłam reportaże o ciekawych ludziach, dzięki czemu poznałam niezliczoną ilość przeróżnych postaci. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy napisanie powieści. Gdy po wyjściu z ośrodka internowania zmuszona zostałam do opuszczenia kraju, wyemigrowałam najpierw do Stanów, następnie do Niemiec, gdzie przeżyłam — godne niejednego kryminału — burzliwe lata, by wreszcie znaleźć spokojną przystań w Wiedniu. Na północy Niemiec, zaczęłam pisać do miejscowej gazety i do pisma Polskiej Misji Katolickiej, a później w Heidelbergu współpracowałam regularnie z „Rhein-Neckar-Zeitung”, co umożliwiło mi poznanie z kolei ciekawych Niemców. Wszystkie te postaci stały się pierwowzorami bohaterów moich późniejszych książek. Nie było to dziennikarstwo wysokich lotów, które by mnie satysfakcjonowało. Postanowiłam zatem opisać swoje tragiczne przejścia. I w ten sposób powstała moja pierwsza powieść autobiograficzna. Niestety, okazało się, że nie odpowiada mi pisanie o sobie, a jedynie — tak jak w dziennikarstwie — o innych i o ciekawych problemach. A przy tym — po opisaniu swoich dziejów, doszłam do wniosku, że nigdy tego nie opublikuję. Stwierdziłam, że wolałabym stworzyć fikcyjne postacie, co pozwoliłoby na uniknięcie procesów o zniesławienie, jak mogłoby się zdarzyć w przypadku realistycznego opisu, aczkolwiek zmieniłam imiona i nazwiska bohaterów. Jednak wszystkim znajomym łatwo byłoby się domyślić, kto kim jest. Zaczęłam pisać fikcyjne historie, wymyślać postacie niewiele mające ze mną wspólnego. I tak zaczęła się moja przygoda z wyobraźnią, w rezultacie której powstało już dwadzieścia powieści. W dalszym ciągu nie dają mi spokoju kolejne pomysły. Czasami nie wychodzi to na dobre, gdyż pisaną aktualnie książkę staram się jak najszybciej skończyć, bo dręczy mnie już następna fabuła. Moim największym problemem jest natłok pomysłów utrudniający mi wybór jednego z nich. Przez wszystkie te lata dręczyło mnie niewydanie swojej pierwszej autobiograficznej powieści, lecz nie miałam odwagi jej opublikować, chociaż występujące w niej postacie obecnie już nie żyją. I nagle przyszedł mi do głowy pomysł, żeby przerobić ją na kryminał z fikcyjnym zakończeniem i wątkiem miłosnym. W ten sposób powstał „Cios w samo serce”. Dręczył mnie jednak jeszcze inny problem. Proces wydawniczy trwa bardzo długo, na samą odpowiedź, czy powieść zostanie przyjęta do druku, trzeba czekać pół roku. Zdecydowałam się więc na wydawnictwo Psychoskok, w którym książka ukazuje się w ciągu czterech miesięcy, lecz na publikację następnej też trzeba swoje odczekać. Uzbierało mi się już parę powieści w szufladzie, więc zdecydowałam się sama je wydawać. I oto jak z nieba spadła na mnie wiadomość w sieci o wydawnictwie Ridero, w którym można samemu publikować książkę za książką. Pierwszą z nich jest właśnie mój kryminał „Cios w samo serce”.

Poleć znajomym

Twoi znajomi mogą rozpowszechnić informację o Twojej książce,
bo jest to łatwe a Tobie sprawi przyjemność