Ridero
978-83-8126-408-2

Wprost do… wieczności

Drukowana

Stefania Jagielnicka-Kamieniecka

Autor książki

O książce

Romans z wątkiem fantasy sprawiającym, że tragiczne na pozór zakończenie okazuje się szczęśliwym. W poszukiwaniu nieznanego ojca naiwna dziewczyna przenosi się z Polski do Wiednia, gdzie wpada w tarapaty i przeżywa kryminalną przygodę, z powodu której ląduje w szpitalu psychiatrycznym. Wygrywa z chorobą dzięki wielkiej romantycznej miłości. Jednak na drodze do jej spełnienia stoją poważne przeszkody.

O autorze

Stefania Jagielnicka-Kamieniecka

Stefania Jagielnicka-Kamieniecka jest dziennikarką, poetką i powieściopisarką, absolwentką Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W 1983 roku uzyskała honorowe dożywotnie członkostwo Arizona Press Club w Phoenix (USA), dokąd wyemigrowała po internowaniu. Obecnie mieszka w Wiedniu. Na polskim rynku wydawniczym ukazało się dotąd jej przeszło dwadzieścia powieści.

Ania Ana

Martynę, gówną bohaterkę powieści poznajemy, kiedy ta stoi przed wystawą sklepu jubilerskiego w Wiedniu. Jest zafrapowana oglądaniem pierścionka z brylantem, który zapewne kupi jej ojciec. Ech! Są to jednak tylko godne pożałowania mrzonki. Kobieta nie zna swojego ojca, ba ona nigdy nie widziała go nawet na oczy! I właśnie akcja książki głównie rozwija się wokół tego wątku. Jest to nieustanne poszukiwanie ojca, które ma także inny wymiar, wymiar psychologiczny.. Miałam wrażenie, że brak ojca definiuje Martynę jako człowieka. Bez niego jest ona jakby niekompletna, pozbawiona własnej tożsamości. Wychowywana niegdyś tylko przez apodyktyczną matkę, nieustannie wplątywała się w nowe, destrukcyjne romanse. To tak jakby poprzez nowych kochanków starała sobie zrekompensować brak ojca lub podświadomie lgnęła do takich, którzy mogliby jej go zastąpić. Martyna wciąż trzyma się nadziei, że jednak prędzej czy później pozna swojego ojca. Gdy dowiaduje się od matki jak ma na imię, wpada na niedorzeczny pomysł w jaki sposob go znajdzie. I to niestety zaprowadzi ją do zguby. Dalej już rusza lawina tragicznych zdarzeń. My jako czytelnicy stajemy się świadkami upadku młodej kobiety. Jest to upadek w znaczeniu dosłownym, jak i przenośnym. Akcja powieści rozgrywa się zarówno w Wiedniu jak i w Polsce. Martyna nie jest pewna swojej tożsamości narodowej. Niby jest Polką, ale mieszka w Wiedniu i ma pewną awersję do rodaków. Czuje się jednak Półaustriaczką — pochodzi z Bielska — Białej — „…miasta związanego z Austrią od czasów Austro-Węgier, gdy to wchodziło w skład austriackiego Śląska”. Poza tym mówiąc kolokwialnie, mam wrażenie, że wyssała z mlekiem matki zamiłowanie do Wiednia. To matka Martyny w pewnym stopniu zaszczepiła w niej fasynację stolicą Austrii, kiedy to często opowiadała o swoim dziadku, który tam ukończył studia. Ponadto wyobraźnia Martyny podsuwa jej różne obrazy na temat ojca — m.in. to, że jest on Austriakiem z pochodzenia. Kiedy zagłebiamy się w treść książki, widzimy jak szereg przykrych zdarzeń wstrząsa nieco światopoglądem Martyny, w jej głowie dochodzi do przewartościowania pewnych rzeczy. Czytając „Wprost do… wieczności” niejednokrotnie żałowałam Martyny (i to bardzo!). Jej dziwaczne zachowanie — być może efekt choroby afektywnej dwubiegunowej sprowadził na nią szereg nieszczęść. Jednak dzięki silnej woli, sile do walki o szczęście, o miłość Martyna podnosła się z kolan. „Wprost do … wieczności” fasycynuje swoją autentycznością w odbiorze. Ile jest podobnych historii, który nie jesteśmy świadomi?! Ile jest podobnych zagubionych kobiet, które swoim niechlubnym zachowaniem wołają o namiastkę prawidzwej miłości?! Łatwo jest kogoś osądzać, krytykować, nie znając jego prawdziwych motywów postępowania. Książka Pani Stefani Jagielnickiej — Kamienieckiej jest wielopłaszczyznowa, bowiem traktuje o wielu problemach. Dlatego tak wiele myśli kłębi się w mojej głowie, tak wiele spostrzeżeń, które trudno mi jest ująć w słowa. Pisząc tę recenzję, nie wiem czy na wszystko, co istotne, zwróciłam należytą uwagę. Bo ile czytelników, tyle interpretacji. Sama nie wiedziałam czy lepiej skoncentrować się na motywie tęsknoty za ojcem, na chorobie psychicznej Martyny czy na wątku o miłości. Pozostaje mi zachęcić do lektury, bo książka na długo pozostanie w mojej pamięci.

0 odpowiedzi

Blog

RECENZJA Główna bohaterka jest zahukana, melancholijna i skryta, gdyż nigdy nie zaznała matczynej czułości i w ogóle nie zna swego ojca. Jedyny sposób na złagodzenie poczucia wyobcowania stanowi dla niej akt seksualny. Gdy poznaje jakiegoś mężczyznę, od razu idzie z nim do łóżka i zakochuje się nieprzytomnie. Niestety, zawsze bez wzajemności, na co ma też wpływ pewna jej wstydliwa, intymna ułomność. Tęskni za nieznanym ojcem, o którym jej matka nie chce z nią rozmawiać. Zamknięta w sobie i osamotniona ma tylko jedną przyjaciółkę, syjamską kotkę Micię. Przenosi się do Wiednia, gdyż ubzdurała sobie, że jej ojciec jest Austriakiem. Przez całe życie nosi w sercu jego obraz, który zmienia się wraz z jej dorastaniem, aż w końcu staje się tak wyraźny, że czasami dziewczyna widzi go i rozmawia z nim po niemiecku. Opowiada mu o swoich troskach i kłopotach, zasięga jego rady w różnych sprawach. Istna fantasmagoria. Po polsku gawędzi sobie z Micią. Szukając ojca, naraża się na zadurzenie w zboczeńcu, który ją oszałamia kokainą, więzi i maltretuje, co doprowadza ją do psychozy. Ratuje ją zakochany w niej młody muzyk uwikłany w homoseksualny stosunek z krytykiem muzycznym. Jest to powieść pokazująca głęboką prawdę o ludzkich sercach. Wciąga od pierwszej strony i trzyma w napięciu do ostatniej. Dramatyczna, nabrzmiała emocjami. Jej ułomni bohaterowie wzbudzają naszą empatię, gdyż autorka sięga w głąb kobiecej duszy i serca wrażliwego młodzieńca. Świetna, wciągająca i poruszająca lektura. Spodobał mi się delikatny sposób przedstawiania drastycznych niekiedy scen z seksem w roli głównej. Jednak najbardziej ekscytujące są karty przedstawiające namiętną, romantyczną miłość jako „związek dwóch dusz, skutych nierozerwalnym, zapisanym w gwiazdach, łańcuchem przeznaczenia”. Monika Solecka

Fragmenty powieści 1. Dagmar… to jest namiętność, biologiczno-chemiczna burza hormonów. A Martyna — prawdziwa miłość, pomyślał wzruszony. To jest… innego rodzaju siła. Przyciągająca nas od chwili naszego poznania. To związek dwóch dusz, skutych nierozerwalnym, zapisanym w gwiazdach łańcuchem przeznaczenia. O tym, że zakochałem się w Dagmar zdecydowało tylko moje ciało, natomiast w przypadku Martyny — i ciało, i dusza. 2. Ogarnęła ją tak silna depresja, że nie mogła ruszyć się z miejsca. Przesiedziała tak w kuchni do późnego wieczora. W końcu musiała się położyć, by rozprostować obolałe członki. Nie umyła zębów, a nawet rąk. Z trudem rozebrała się i włożyła nocną koszulę. Usnęła wprawdzie dość szybko, ale przez całą noc dręczyły ją koszmary. Raz była „Białą” i brnęła w kanale wraz z „Czarnym”, który miał twarz Martina. To znów znęcał się nad nią Rudolf w mundurze gestapowca. 3. Wstał z miejsca i podszedł do niej. Podniósł ją z krzesła, objął i zaczął namiętnie całować. Oboje stracili głowę. Zaczęli się nawzajem rozbierać, podeszli do wersalki, na której połączyli się w szalonym uścisku. Kochali się nieprzytomnie, zachłannie. Stało się to tak spontanicznie, że stracili poczucie rzeczywistości. To była pełnia szczęścia. Dla obojga. Gdy skończyli, Martinie zdawało się, że płynie po niebie jako jedna z gwiazd.

Poleć znajomym

Twoi znajomi mogą rozpowszechnić informację o Twojej książce,
bo jest to łatwe a Tobie sprawi przyjemność