Jak głosi stare powiedzenie: „z tem największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz” – książka pt. „Za Tobą pojadę. Ta nie ta Wiślica” autorstwa Piotra Poznańskiego stanowi idealne odzwierciedlenie tego cytatu. Gdy główny bohater zakochuje się w Sarze, wydaje mu się, że wystarczy podjąć kilka odważnych kroków, by zyskać jej uczucie. Tyle że miłość rzadko bywa tak prosta jak w wyobrażeniach, tym bardziej gdy druga osoba niesie ze sobą swoje doświadczenia i traumy.
Czy miłość od pierwszego wejrzenia jest naprawdę możliwa? Czy uczucie może być tak mocne, że zakochany postanowi zmienić całe swoje dotychczasowe życie? Krzysztof Pielczyk – bohater powieści Piotra Poznańskiego – zdaje się stanowić dowód na to, że niekiedy wystarczy jedno przypadkowe spotkanie, by dotychczasowy porządek świata przestał mieć znaczenie.
Krzysztof ma 29 lat, mieszka z rodzicami w Wiślicy i prowadzi życie, które trudno nazwać szczególnie ekscytującym. Jest introwertykiem, miłośnikiem książek i filmów, człowiekiem o bujnej wyobraźni, skłonnym do marzeń i fantazjowania. Nie spieszy mu się do małżeństwa ani do realizowania planów, których oczekuje od niego otoczenie. Wszystko zmienia się w chwili, gdy nad Nidą spotyka Sarę – młodą kobietę podróżującą kamperem. To spotkanie staje się początkiem uczucia, które wystawia na próbę jego dotychczasowe przekonania i wyobrażenia dotyczące jego przyszłości i samego siebie.
Poznański opowiada historię dwojga ludzi, którzy mają za sobą różne doświadczenia i nieco inne powody, by ostrożnie podchodzić do bliskości. Sara przyjeżdża do Wiślicy, próbując poradzić sobie z bolesną stratą, Krzysztof natomiast dopiero odkrywa, czym jest prawdziwe zakochanie. To nie tylko romantyczna historia, ale też opowieść o gotowości do opuszczenia bezpiecznego, choć niekoniecznie satysfakcjonującego świata.
Jednym z ciekawszych elementów powieści jest postać Krzysztofa. To człowiek, który przez lata potrafił zanurzać się w fikcyjnych światach, fascynować bohaterami książek i filmów oraz snuć własne wizje przyszłości. Dopiero uczucie do Sary sprawia, że marzenia zaczynają prowadzić do konkretnych decyzji. Bohater musi wyjść poza własne przyzwyczajenia i skonfrontować fantazje z prawdziwym życiem.
„Za Tobą pojadę. Ta nie ta Wiślica” to propozycja dla czytelników, którzy lubią opowieści obyczajowe i romantyczne. Historia Krzysztofa przypomina, że czasem największa zmiana zaczyna się od wydarzenia, które początkowo wydaje się zupełnie zwyczajne. Jednak to od nas zależy, czy pójdziemy za tym impulsem. Wszystko może się zdarzyć, pod warunkiem, że odważymy się pójść za głosem serca.
Czy istnieje lekarstwo na lęk, samotność i zagubienie? Krzysztof Franciszek Hrycak w tomiku pt. „Leki” szuka odpowiedzi na to pytanie, przyglądając się zarówno niepokojom współczesnego człowieka, jak i sprawom, które od wieków nadają ludzkiemu życiu sens.
Tomik porusza tematy uniwersalne dla nas wszystkich: strach, przemijanie, utratę bliskich, potrzebę miłości i duchowości czy próby poszukiwania nadziei w świecie, który nie daje zbyt wielu powodów do spokoju. Już sam tytuł zbioru zwraca uwagę na grę słów. Leki mają przynosić ulgę, ale w wierszach autora równie istotne są lęki, z którymi człowiek próbuje sobie poradzić. Hrycak pokazuje, że źródłem niepokoju bywają zarówno wydarzenia wielkiej skali, na przykład wojna, jak i doświadczenia pozornie zwyczajne: samotny poranek, trudność w nawiązywaniu relacji czy świadomość upływającego czasu.
W pierwszej części tomiku autor kieruje uwagę ku współczesności. W wierszu „Lęki” przywołuje obraz spóźnionego alarmu i rakiety, która już spadła. Niepokój nie jest tu abstrakcyjnym uczuciem, lecz reakcją na rzeczywistość, w której zagrożenie może nadejść nagle. W „Znieczuleniu” zestawia deklarowane współczucie z rzeczywistym brakiem empatii, natomiast w „Wolności” stawia pytanie, czy nieograniczona swoboda wyboru nie staje się paradoksalnie kolejnym rodzajem zniewolenia.
Nie wszystkie wiersze Krzysztofa Franciszka Hrycaka są jednak pesymistyczne. W utworze „Zaczajony lęk” ukojenie przynosi kontakt z przyrodą, ciszą i światłem. Podobną funkcję pełni „Zielony wiersz”, w którym obserwacja zmieniających się pór roku prowadzi do refleksji nad przemijaniem i potrzebą zaakceptowania naturalnego rytmu życia. Zwyczajna brzoza za oknem, zapach łąki czy filiżanka herbaty stają się małymi, dostępnymi na co dzień lekarstwami na niepokój.
Szczególnie przejmująco wypadają utwory poświęcone samotności i stracie. „Puste kartki” przywołują kalendarz, na którym kolejne daty przypominają o nieobecnych bliskich, a jednocześnie każą myśleć o własnym przemijaniu. Z kolei „Piąta trzydzieści” pokazuje samotność jako doświadczenie niemal fizyczne, uwierające niczym źle dobrane buty. Mimo przygnębiającego obrazu pojawia się jednak promyk nadziei: ciepło porannego słońca i smak herbaty pozwalają odzyskać choć odrobinę radości. Najbardziej osobisty wymiar emocjonalny ma „Jej różaniec”. Żal po stracie bliskiej osoby, poczucie winy związane z niewypowiedzianymi słowami i tęsknota zostają tu skonfrontowane z przedmiotem, który staje się namacalnym śladem miłości. To właśnie w takich wierszach tytułowe lekarstwo przestaje być jedynie metaforą, a staje się próbą odnalezienia sposobu na dalsze życie po bolesnym doświadczeniu.
Druga część tomiku mocniej koncentruje się na duszy, wierze i relacji człowieka z Bogiem. Autor zastanawia się nad granicami ludzkiego poznania, znaczeniem dobra oraz konsekwencjami oddzielenia rozumu od duchowości. W „Duszy i Rozumie” przekonuje, że obie sfery powinny się uzupełniać: sam rozum może prowadzić do bezduszności, a duchowość pozbawiona racjonalnego namysłu – do zabobonu. To interesujący punkt wyjścia do refleksji nad współczesnym światem.
Wiara jest jednak w tym tomiku czymś więcej niż jednym z tematów – stanowi podstawę całej wizji świata Hrycaka. Bóg jawi się jako źródło miłości i nadziei, a relacja z Nim – jako najważniejsza odpowiedź na ludzkie cierpienie.
Krzysztof Franciszek Hrycak nie proponuje poezji, która jedynie opisuje niepokój. Próbuje również wskazać drogę wyjścia: przez uważność, kontakt z naturą, bliskość drugiego człowieka i wiarę. Autor zdaje się mówić, że nawet w obliczu lęku warto szukać dobra, pielęgnować więzi i nie rezygnować z nadziei. To piękna myśl. Tytułowe „Leki” w postaci poezji mogą faktycznie przynieść ulgę zaniepokojonym i szukającym sensu czytelnikom.
Autorka recenzji: Monika Matura Tytuł: „Leki. Ku pokrzepieniu” Autor: Krzysztof Franciszek Hrycak
Życie bywa naprawdę trudne, pełne wyzwań, cierpienia, bólu, ale i radości. Jak poradzić sobie z wyzwaniami, które na nas czekają? Jak poskładać się na nowo po stracie? Próbuje nam w tym pomóc Magda Banach, autorka książki pt. „Praktyka uzdrawiania”.
Niektóre rany trudno się goją. Mogą powstać po zakończeniu ważnej relacji, śmierci bliskiej osoby albo gdy zmieniają się nasze plany na przyszłość. Ból tych, wydawałoby się, zagojonych już ran powraca niekiedy w najmniej spodziewanym momencie. Właśnie w procesie uzdrawiania próbuje pomóc nam autorka książki. „Praktyka uzdrawiania” to publikacja poświęcona emocjonalnemu dochodzeniu do siebie rozumianemu nie jako jednorazowy przełom, lecz jako proces wymagający czasu, cierpliwości i zmiany sposobu patrzenia na własne życie.
Książka została podzielona na cztery części, które prowadzą czytelnika poprzez konfrontację ze stratą, samotnością i wewnętrzną pustką, aż po budowanie granic i odzyskiwanie nadziei. Każda z nich podejmuje inny aspekt tego samego doświadczenia: uczenia się życia po tym, co nas zraniło, rozczarowało lub zmusiło do porzucenia dotychczasowego wyobrażenia o sobie.
Pierwsza część – „Ziemia niczyja” – koncentruje się na odpuszczaniu i zgodzie na stratę. Autorka zwraca uwagę na to, że najtrudniejsze bywają nie same momenty rozstania czy zakończenia pewnego etapu, ale codzienność, w której wciąż odruchowo szukamy dawnej obecności. Banach zachęca do porzucenia bezowocnej walki z przeszłością. Nie oznacza to zapomnienia ani uznania krzywdy za coś dobrego. Chodzi raczej o odzyskanie wpływu na teraźniejszość.
Druga część – „Sztuka pustego naczynia” – przenosi uwagę na ciszę, samotność i przestrzeń pozostającą po tym, co odeszło. Autorka przygląda się sposobom unikania własnych emocji: ucieczce w pracę, telefon czy kolejne relacje. Istotnym motywem tej części jest przekonanie, że pustka nie musi być czymś, co należy natychmiast zapełnić. Może stać się przestrzenią odpoczynku i przygotowania na zmianę.
Głównym tematem trzeciej części pt. „Tkanki miękkie” stają się relacje, zranienia i granice. Magda Banach nie zachęca do całkowitego zamknięcia się na innych, lecz do większej uważności wobec własnych potrzeb. W centrum jej rozważań znajduje się pytanie o to, jak chronić siebie, nie tracąc przy tym zdolności do bliskości.
Ostatnia część – „Światło przez szczeliny” – poświęcona jest integracji doświadczeń, nadziei i nowemu początkowi. Nie proponuje nagłego odcięcia się od przeszłości ani wizji życia, w którym trudne emocje przestają istnieć. Światło pojawia się raczej przez szczeliny – mimo zmęczenia, bólu i wspomnień, które czasem powracają. Nadzieja nie oznacza tutaj pewności, że wszystko ułoży się zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Jest gotowością do uznania, że przyszłość wciąż pozostaje otwarta.
Charakterystyczna dla „Praktyki uzdrawiania” jest jej forma. Zamiast rozbudowanych rozdziałów i ciągłego wywodu otrzymujemy krótkie refleksje, często zapisane w formie kilku zdań. Publikacja zachęca do czytania pojedynczych stron, zatrzymywania się przy wybranych myślach i zapisywania własnych przemyśleń. Dzięki temu kolejne części można traktować jako etapy osobistej pracy, a nie opowieść, którą należy przyswoić w całości podczas jednego podejścia.
„Praktyka uzdrawiania” Magdy Banach jest przede wszystkim publikacją o stopniowym odzyskiwaniu kontaktu ze sobą po stracie, rozczarowaniu i emocjonalnym przeciążeniu. Jej cztery części tworzą spójną drogę. To lektura, która przyniesie ukojenie w trudniejszym czasie, w momencie zagubienia czy gdy czujemy, że przyszedł czas na zmiany.
Autorka recenzji: Monika Matura Tytuł książki:„Praktyka uzdrawiania” Autorka: Magda Banach
Wojna to niszcząca siła, która wpływa na wszystko wokół, niszczy ludzi i miejsca. Zabiera bezpieczeństwo i zmienia tych, których dotyka. Debiutująca autorka Emilia Skowron próbuje zmierzyć się właśnie z tematem wojny i jej następstw.
Pisarka w swojej debiutanckiej powieści pt. „Posucha” zabiera nas do fikcyjnego Scypionu, gdzie susza, głód, wojna i walka o władzę stają się codziennością. A w samym środku tego wszystkiego umieszcza ludzi, którzy próbują po prostu przetrwać.
Jedną z głównych bohaterek jest Suzanne – cudzoziemka, która od dłuższego czasu czeka na powrót swojego męża Szejmy, antropologa, który zaginął podczas wojny. Kobieta mieszka w Rybiance, gdzie początkowo życie toczy się jeszcze w miarę normalnie. Do czasu. Pojawienie się generała Herona i jego wojska sprawia, że poczucie bezpieczeństwa szybko znika, a wewnątrz dworu zaczynają się toczyć zakulisowe rozgrywki. A to dopiero początek, bo bohaterowie zmierzą się ze śmiercią, koniecznością ucieczki, uprowadzeniem. Początkowo zjednoczeni, zostają rozrzuceni po różnych częściach kraju, a ich drogi wielokrotnie będą się przecinać.
Podróż jest jednym z najważniejszych elementów tej historii – Emilia Skowron zawarła nawet tytule dopisek: „powieść drogi”. Nie jest to jednak przyjemna podróż, podczas której bohaterowie odkrywają nowe miejsca. Tutaj każdy kolejny dzień oznacza walkę o jedzenie, bezpieczeństwo i życie. Bohaterowie przemierzają wyniszczony Scypion, próbując znaleźć schronienie i unikając ludzi, którzy mogą okazać się niebezpieczni. Podróż często pozwala odkryć bohaterom nieznane im dotąd prawdy o sobie.
Szczególnie interesująca jest przemiana Abla. Początkowo jest on młodym człowiekiem przyzwyczajonym do luźnego stylu życia, ale wojna bardzo szybko zmusza go do dorosłości. Opieka nad młodą dziewczyną, Nadią, sprawia, że musi zacząć myśleć nie tylko o sobie. I choć nie wszystkie jego decyzje są trafione, widać, jak kolejne doświadczenia zmieniają jego sposób patrzenia na świat.
Ciekawy jest również wątek Szejmy – naukowca, który stworzył dość opresyjne podwaliny antropologiczne dla jednego z ludów z książki. Kiedy w końcu wraca do Scypionu, okazuje się, że jego nieobecność nie była jedynym problemem. Jego wcześniejsze badania antropologiczne zostały wykorzystane do stworzenia ideologii, która usprawiedliwia prześladowanie Filistynów. Autorka porusza więc temat odpowiedzialności za własne słowa i idee. Pokazuje też, jak łatwo nauka może zostać wykorzystana przez władzę.
„Posucha” potrafi wciągnąć, szczególnie wtedy, kiedy zaczynamy obserwować, co wojna robi z bohaterami jako ludźmi. Wojna w tej książce nie jest tylko tłem dla wydarzeń. Zmienia relacje, odbiera domy, rozdziela bliskich i zmusza bohaterów do podejmowania decyzji, których w normalnych warunkach prawdopodobnie nigdy by nie podjęli. W ten sposób tytułowa posucha dotyczy nie tylko ziemi.
Debiut Emilii Skowron to ambitna próba połączenia literatury wojennej, psychologicznej i powieści drogi. Wydaje się, że ostatecznie nie chodzi tylko o to, kto wygra wojnę i kiedy się ona zakończy, ale kim staną się bohaterowie, gdy już się skończy.
Autorka recenzji: Monika Matura Tytuł książki:„Posucha” Autorka: Emilia Skowron
Zapomnijcie o nierównym traktowaniu i niesprawiedliwych wyrokach – nadszedł nowy czas w sądownictwie. Rolę sędziów przejęła sztuczna inteligencja, która nie zna zmęczenia, nie poddaje się emocjom, nie przyjmuje łapówek i potrafi w kilka sekund przeanalizować tysiące stron akt, danych lokalizacyjnych, historii podobnych spraw i godziny nagrań. Jednak czy sztucznej inteligencji na pewno nie można oszukać?
Właśnie na tym pomyśle opiera się książka pt. „Nowy wymiar sprawiedliwości w dobie sztucznej inteligencji” autorstwa Aleksandry Klamy. W świecie przedstawionym przez autorkę polski wymiar sprawiedliwości zostaje podporządkowany systemowi AI. LEX SUPREMA, który ma być lekarstwem na ludzką omylność. Algorytm analizuje dowody, ocenia wiarygodność świadków i wylicza prawdopodobieństwo winy. Człowiek pozostaje w procesie, ale coraz wyraźniej zaczyna pełnić rolę pomocnika maszyny.
System początkowo rzeczywiście przynosi spektakularne rezultaty: potrafi wykryć manipulowanie dowodami, odnaleźć informacje przeoczone przez śledczych i skorygować wcześniejsze błędne wyroki. Dzięki temu osoby niesłusznie osadzone w więzieniu mogą cieszyć się wolnością. Problem pojawia się wtedy, gdy społeczeństwo przestaje traktować algorytm jak narzędzie i zaczyna uznawać go za wyrocznię. Bardzo dobrze pokazuje to jeden z najważniejszych motywów książki: system może analizować wyłącznie to, co zostało mu dostarczone, a jeśli danych brakuje, dla algorytmu to niemal tak, jakby nie istniały. Paradoksalnie im dalej w historię, tym mniej jest to opowieść o sztucznej inteligencji, a coraz bardziej o manipulacji społeczeństwem. Aleksandra Klama słusznie zauważa, że algorytm nie musi sam przejąć kontroli nad społeczeństwem. Wystarczy, że ludzie zaczną bezrefleksyjnie wierzyć w jego wyniki.
Najważniejszą bohaterką powieści jest Kinga, która z jednej strony funkcjonuje w nowym, algorytmicznym systemie, a z drugiej coraz wyraźniej dostrzega jego ograniczenia. Ciekawie obserwuje się przemianę kobiety, która coraz mocniej zauważa, że prawdę nie zawsze daje się wyrazić procentem prawdopodobieństwa. Jej przeciwieństwem jest Martin, który potrafi wpływać na emocje ludzi. Doskonale rozumie, że człowiek nie zawsze potrzebuje faktów, a często historii, która pozwoli mu uporządkować świat i wskazać winnego.
W książce „Nowy wymiar sprawiedliwości w dobie sztucznej inteligencji” znajdziemy też motyw mediów społecznościowych i telewizji. Wyroki stają się widowiskiem, fragmenty rozpraw trafiają do sieci, internauci komentują sprawy, tworzą memy i własne teorie – to jeden z najbardziej aktualnych aspektów powieści. Nie trzeba nawet specjalnie wybiegać w przyszłość, żeby dostrzec, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od krótkich komunikatów i emocjonalnych historii.
Jeśli lubicie thrillery technologiczne i kryminały z elementami science fiction, to ta książka powinna Wam się spodobać. Jej największym atutem jest aktualny i nośny pomysł. Aleksandra Klama pokazuje, że sama technologia nie ma moralności. Może służyć sprawiedliwości, ale również manipulacji. Wszystko zależy od tego, kto ją projektuje, kto kontroluje dane i kto interpretuje wyniki.
„Między ludźmi” Izabeli Dyczewskiej to powieść obyczajowa osadzona w realiach niewielkiego pomorskiego miasta – Gniewu. Autorka skupia się nie tyle na spektakularnych wydarzeniach, ile na emocjach, codzienności i wewnętrznych przemianach bohaterów. To historia o samotności, potrzebie bliskości oraz odwadze potrzebnej do zmiany życia, które od dawna przestało dawać satysfakcję.
Główną bohaterką jest Anna – kobieta po czterdziestce mieszkająca samotnie i prowadząca monotonne życie wyznaczane przez pracę oraz codzienne obowiązki. Od lat funkcjonuje według zasady „tak trzeba”, nie zastanawiając się już nawet, czego sama pragnie. Mieszka w miejscu, gdzie wszyscy się znają, obserwują i komentują życie innych, a wyłamywanie się ze społecznych oczekiwań nie jest mile widziane.
Przełom następuje, gdy w miasteczku pojawia się Michał – nowy mieszkaniec. Różni się od ludzi, których Anna znała dotychczas. Jest uważny, otwarty i nie ocenia innych przez pryzmat plotek czy lokalnych stereotypów. Ich przypadkowe spotkanie stopniowo przeradza się w coraz głębszą relację. Rozmowy i wspólne spacery sprawiają, że Anna zaczyna zadawać sobie pytania, których przez lata unikała: czy naprawdę jest szczęśliwa, czy chce nadal żyć tak jak dotychczas i czy ma prawo zawalczyć o siebie.
Jednym z największych atutów książki jest klimat małego miasta. Izabela Dyczewska bardzo trafnie pokazuje mechanizmy funkcjonowania lokalnej społeczności: wszechobecne obserwowanie innych, życie „pod spojrzeniami”, plotki i społeczną kontrolę. Gniew staje się niemal osobnym bohaterem powieści, miejscem pełnym historii i pamięci.
Mocną stroną książki są również dialogi – to właśnie na nich w dużej mierze oparta jest książka. Choć proste, niosą głębsze znaczenia i pokazują różnice między bohaterami. Michał reprezentuje możliwość zmiany i nowe spojrzenie na życie, podczas gdy Anna symbolizuje osoby, które przez lata przyzwyczaiły się do samotności i rezygnacji z własnych potrzeb. Wszystko w imię tego, że tak się po prostu nie da, zawsze tak było i będzie.
Powieść stawia przede wszystkim na psychologię postaci i stopniowe budowanie napięcia. Autorka skupia się na procesie dojrzewania do zmian oraz na tym, jak niewielkie wydarzenia mogą uruchomić wielką wewnętrzną przemianę.
„Między ludźmi” to książka dla czytelników lubiących historie o zwykłych ludziach i ich codziennych zmaganiach. To opowieść o samotności, potrzebie bycia zauważonym oraz o tym, że czasem jedno spotkanie może sprawić, iż zaczynamy patrzeć na własne życie zupełnie inaczej. Warto pamiętać, że nigdy nie jest za późno, by zacząć żyć na nowo i po swojemu.
Dobra książka nie pozwala się od siebie oderwać, bo każda kolejna strona może przynieść odpowiedź na nurtujące pytania. Dokładnie tak miałam, gdy czytałam „Mroczny depozyt” autorstwa Krzysztofa Madalińskiego.
Fabuła rozpoczyna się mocnym akcentem: w sopockim hotelu Grand zostaje znaleziony martwy niemiecki obywatel. Sprawą zajmuje się komisarz Magdalena Kowalska, która szybko odkrywa, że pozornie proste dochodzenie prowadzi do rodzinnej historii, której korzenie sięgają wojennego Sopotu.
Centralną postacią powieści jest wspomniana komisarz Kowalska – doświadczona policjantka zmęczona rutyną, ale wciąż posiadająca silny instynkt śledczy. To bohaterka, która dobrze wpisuje się w konwencję współczesnego kryminału: twarda, konkretna, nieco oschła, ale skuteczna. Jej obecność porządkuje narrację i daje czytelnikowi stabilny punkt odniesienia w coraz bardziej zagmatwanej historii.
Ciekawie wypadają także bohaterowie uwikłani w historyczną część intrygi. Uwagę zwraca szczególnie Michał Żukowski, którego wojenne losy wprowadzają do książki dramatyczny i bardziej emocjonalny wymiar. Dzięki retrospekcjom historia nabiera głębi, a thriller sensacyjny momentami zamienia się w opowieść o wyborach podejmowanych w ekstremalnych czasach.
Interesującym elementem jest również niemiecki trop związany z Hansem Richterem, którego obsesja na punkcie rodzinnej przeszłości i wojennych tajemnic dodaje fabule innego wymiaru. To właśnie ten wątek sprawia, że książka wychodzi poza klasyczny policyjny kryminał i zbliża się do thrillera historycznego z nutą sensacji.
Największą siłą tej powieści jest klimat. Madaliński sprawnie wykorzystuje nadmorską scenerię miast. Deszczowe ulice, historyczne budynki i aura tajemnicy dobrze współgrają z konstrukcją historii, w której przeszłość nieustannie przenika teraźniejszość. Na plus działa również tempo narracji. Autor nie pozwala czytelnikowi zbyt długo odpocząć – kolejne odkrycia pojawiają się regularnie, a fabuła jest prowadzona dynamicznie, momentami wręcz filmowo. Interesująco wypada połączenie klasycznego kryminału policyjnego z thrillerem historycznym i sensacyjną intrygą.
„Mroczny depozyt” skutecznie realizuje to, czego oczekuje się od tego typu literatury: dostarcza napięcia, podsyca ciekawość i sprawia, że chce się poznać rozwiązanie zagadki. To propozycja dla czytelników, którzy lubią thrillery z historycznym tłem, tajemnicami zakopanymi głęboko w przeszłości i opowieściami pokazującymi, że historia rzadko naprawdę się kończy. Powieść Krzysztofa Madalińskiego nie redefiniuje gatunku, ale jest sprawnie napisanym thrillerem, który potrafi wciągnąć – szczególnie jeśli cenicie kryminalne intrygi z wojennym cieniem w tle.
Autorka recenzji: Monika Matura Tytuł książki:“Mroczny depozyt” Autor: Krzysztof Madaliński
„Rolka promocyjna” (reels) to usługa Riderò polegająca na przygotowaniu krótkiego, dynamicznego filmu wideo promującego książkę. Materiał tworzony jest z myślą o mediach społecznościowych, takich jak Instagram, Facebook, TikTok oraz YouTube Shorts, gdzie krótkie formaty wideo osiągają obecnie największy zasięg i skuteczność w docieraniu do czytelników.
Wideo promujące książkę pomaga zwiększyć widoczność publikacji, budować rozpoznawalność Autora oraz kierować ruch na stronę książki w Księgarni Riderò. Jest to skuteczne narzędzie marketingowe wspierające sprzedaż książek online.
Usługa „Rolka promocyjna” obejmuje przygotowanie indywidualnego materiału wideo dopasowanego do książki. Film może zawierać okładkę książki, cytaty, fragmenty treści, informacje o Autorze oraz elementy graficzne i muzyczne dopasowane do charakteru publikacji oraz jej grupy docelowej.
Po zamówieniu usługi Autor otrzymuje krótką ankietę, która pozwala określić styl i kierunek wizualny rolki promocyjnej. Wideo jest przygotowywane na podstawie odpowiedzi oraz dostarczonych materiałów.
Gotowa rolka promocyjna może być wykorzystywana w wielu kanałach marketingowych: Instagram Reels, Facebook Reels, TikTok, YouTube Shorts, a także w kampaniach reklamowych i promocji książki online.
Krok po kroku – jak zamówić rolkę promocyjną książki
Zamów usługę, kontaktując się z zespołem Riderò pod adresem: support@ridero.pl.
Wypełnij krótką ankietę dotyczącą książki, jej tematyki oraz oczekiwań wobec materiału wideo.
Przekaż materiały do przygotowania rolki (np. okładkę książki, opis, cytaty, informacje o Autorze).
Zespół Riderò przygotuje spersonalizowaną rolkę promocyjną dopasowaną do gatunku książki i grupy docelowej.
Otrzymasz gotowy materiał wideo do publikacji w mediach społecznościowych.
Masz możliwość jednorazowego zgłoszenia uwag i poprawek do przygotowanego materiału.
Po akceptacji finalnej wersji otrzymujesz gotową rolkę do własnego użytku promocyjnego.
Koszt przygotowania rolki promocyjnej (Reels) wynosi 399 zł.
Usługa dostępna jest dla książek opublikowanych w systemie Riderò i stanowi skuteczne wsparcie marketingowe w promocji publikacji online.
Autor może zrezygnować z usługi wyłącznie przed rozpoczęciem jej realizacji. W takim przypadku opłata zostanie zwrócona lub może zostać wykorzystana na inne usługi Riderò.
Rolka promocyjna to nowoczesna forma promocji książki wideo, która zwiększa widoczność publikacji w Internecie i wspiera dotarcie do nowych czytelników.
Z poezją Alka Skargi spotykam się już po raz kolejny. Zawsze jest to spotkanie z liryką nieoczywistą, wymagającą i pełną odniesień. Nie inaczej było tym razem.
Poezja Alka Skargi nie należy do kategorii tekstów, które czyta się szybko i bez skupienia – pełna jest odwołań do kultury, filozofii i historii. To poezja wymagająca, konsekwentnie realizująca własny projekt artystyczny, przeznaczona dla odbiorców, którzy chcą ruszyć w podróż pełną ukrytych znaczeń. To rodzaj intelektualnej gry pełnej metafor i erudycyjnych odniesień.
Autor nie próbuje przypodobać się odbiorcy prostotą przekazu. Wręcz przeciwnie – zmusza nas do myślenia. Już otwierający tom wiersz pt. „Mędrzec wieku ze stulecia dziewczyną” można potraktować jako swoisty manifest poetycki autora. Skarga zestawia tu figurę mędrca i dziewczyny, tworząc przypowieść o spotkaniu doświadczenia z młodością, wiedzy z wyobraźnią. Rzeczywistość podlega nieustannej transformacji: las staje się „kolorowanką”, a „epopeja mądrości dobiega końca”. Wiersz przypomina surrealistyczny sen, w którym logika ustępuje miejsca skojarzeniom. Jednocześnie można go odczytywać jako refleksję nad współczesną kulturą, gdzie dawne autorytety tracą znaczenie, a świat zmienia się szybciej, niż jesteśmy w stanie go opisać.
Podobną strategię odnajdziemy w utworze pt. „Eremita Syzyf”. Autor sięga po mitologiczną postać, ale nie interesuje go klasyczna interpretacja mitu. Syzyf Skargi nie wtacza głazu na górę – wspina się „na serca szczyt”, walczy ze strachem, samotnością i własnym wnętrzem. W jednym z najmocniejszych fragmentów podmiot liryczny przyznaje: „wspinam się, jak najlepszy himalaista, sam sam na sam z ciemnością, strachem i widmem”. Wiersz zyskuje wymiar egzystencjalny, a jednocześnie zachowuje religijny ton obecny w obrazie „gorejącego krzaka”, który przywołuje biblijne skojarzenia.
Szczególnie interesujący jest także utwór pt. „LHC w scriptorium”, gdzie autor konfrontuje dwa pozornie odległe światy: średniowieczne skryptorium i współczesną naukę. Benedyktyni spotykają się tu z Wielkim Zderzaczem Hadronów, a refleksja nad kopiowaniem ksiąg przechodzi w rozważania o standaryzacji współczesnego człowieka. W puencie pojawia się gorzka diagnoza: „nie odróżnisz znaku od znaku, litery od litery, przebiegu od przebiegu, milczenia od milczenia”. Skarga zdaje się pytać, czy rozwój cywilizacji nie prowadzi przypadkiem do utraty indywidualności.
Największą siłą tomu jest jego intelektualny rozmach. Autor swobodnie porusza się między mitologią, historią, religią, polityką i nauką. Nie interesuje go poezja intymnego wyznania ani minimalistyczny zapis codzienności. Buduje raczej wielką panoramę idei, w której współczesność oglądana jest przez pryzmat całych wieków kultury.
„Ja również starszy, a przy tym świadek” nie jest tomem dla każdego. Wymaga skupienia, cierpliwości i gotowości do wielokrotnego odczytywania tych samych wersów. Czytelników poszukujących poezji bardziej intuicyjnej może zmęczyć. Dla odbiorców ceniących literacką erudycję i filozoficzne poszukiwania będzie jednak interesującym spotkaniem z autorem, który konsekwentnie buduje własny, rozpoznawalny język poetycki.
Riderò: W swoim wideo na kanale YouTube, prezentując książkę, mówi Pani o spełnionym marzeniu w kontekście swojego debiutu. Jak wyglądała Pani droga do wydania publikacji?
Anna Wrześniacka: Długo i burzliwie :). Bajki napisałam już dużo wcześniej. W sierpniu 2025 roku po raz pierwszy pokazałam je swojej przyjaciółce, która jest psychologiem dziecięcym, aby oceniła treść i ich przesłanie. Następnie powstały ilustracje, które namalowała Olimpia Kwiecińska – córka mojej koleżanki, Aleksandry Andrzejewskiej. Najpiękniejsze w tworzeniu ilustracji było to, że dałam Olimpii wolną rękę – bez żadnych sugestii z mojej strony – i tak powstały piękne prace, odtwarzające dziecięce spojrzenie na współczesny świat i przedstawione w bajkach problemy.
Kolejnym krokiem było napisanie maila do Ridero oraz otrzymanie cudownej otwartości i chęci pomocy ze strony Pani Ani i Pani Ilony, za co jestem bardzo wdzięczna – krok po kroku tłumaczyły, co należy zrobić, aby książka mogła zostać wydana.
Ciekawostką jest to, że wszystkie prace związane z pisaniem książki i etapami jej wydawania zachowałam dla siebie – rodzina i przyjaciele dowiedzieli się o moim debiucie dopiero wtedy, gdy książka została już umieszczona w Księgarni Riderò.
Riderò: „Bajki Anki Skakanki, czyli bajki terapeutyczne dla Małych i Dużych” to zbiór opowiadań pisanych z myślą o dzieciach, rodzicach i nauczycielach. Na ile poszczególne historie są inspirowane prawdziwymi doświadczeniami, bazującymi na doświadczeniu, na ile obserwacją czy kreatywną pracą twórczą?
A.W.: Szczerze? Wszystkie bajki, które powstały, są inspirowane życiem. Duży wpływ na to miał mój charakter pracy zawodowej: sama jestem terapeutką dziecięcą i dzięki doświadczeniom oraz scenariuszom zaczerpniętym z życia powstały wszystkie bajki. Wspominam o tym również w podziękowaniach, m.in. dla mojej przyjaciółki Agnieszki – np. „Bajka o dyni” powstała autentycznie z historii z jej synkiem: pewnego dnia Manuel poszedł do fryzjera i nie spodobała mu się nowa fryzura, więc Agnieszka poprosiła mnie, abym wytłumaczyła mu, że wygląda bardzo ładnie i nie musi się tym przejmować.
Z kolei „Bajka o chłopcu, który miał marzenie” pochodzi z moich osobistych doświadczeń – od dziecka obracałam się w towarzystwie osób z różnymi niepełnosprawnościami, a moja mama zawsze powtarzała mi, że niepełnosprawność ruchowa ani żadna inna nie ogranicza człowieka i jego możliwości. Jeśli ktoś czegoś naprawdę chce, jest w stanie to osiągnąć – niezależnie od barier.
Przesłanie wszystkich bajek skłania do refleksji, przede wszystkim dorosłych, którzy czytają je dzieciom – bo mimo wszystko wywołują one także przemyślenia w ich własnym świecie.
Riderò: „Dzieci są naszą przyszłością i to od nas, dorosłych, zależy, jaka ona będzie i w jaki sposób im ją przedstawimy” – pisze Pani we wstępie do książki. Jak ta myśl przekłada się na Pani codzienną pracę z dziećmi z jednej strony i pracę nad publikacją z drugiej strony?
A.W.: To motto towarzyszy mi w każdej chwili, gdy pracuję albo po prostu przebywam z dziećmi. My, jako dorośli, stanowimy dla dzieci (szczególnie tych młodszych) główny autorytet – jeśli więc swoim zachowaniem będziemy prezentować negatywne wzorce, czego dzieci się nauczą? Na przykład tego, że przesiadywanie na telefonie czy obgadywanie innych to coś normalnego i akceptowalnego. Ja mówię temu „stop”, ponieważ zależy mi, aby dzieci wyrastały na dobrych ludzi: z empatią, zrozumieniem, szacunkiem do relacji rodzinnych i przyjacielskich, a przede wszystkim z miłością do samych siebie. Bo jeśli kochamy siebie, łatwiej jest nam kochać innych, a dzięki temu żyje się po prostu lepiej.
Jeśli chodzi o pracę nad publikacją – wyobrażenie gotowej książki, radość dzieci z jej lektury oraz rozmowy między dziećmi a rodzicami na temat problemów poruszanych w bajkach bardzo mnie motywowały do zakończenia całego procesu tworzenia. I za to sobie dziękuję. Efekty widzę w pierwszych opiniach – gdy pojawiają się informacje, że bajki są wartościowe, że książka przełamuje bariery, że dziecko, które było zamknięte w sobie, otwiera się, albo że konkretna historia staje się początkiem ważnej rozmowy w grupie.
Riderò: Zdecydowała się Pani na samodzielne wydanie książki. Jak ocenia Pani swoje doświadczenia w pracy nad publikacją od strony organizacyjnej i technicznej? Czy self-publishing dał Pani poczucie twórczej wolności, czy raczej okazał się dużym wyzwaniem?
A.W.: Było to nowe doświadczenie – ale pomoc ze strony Riderò okazała się bardzo pomocna. Pani Ania i Pani Ilona wykazały się niezwykłą cierpliwością w odpowiedziach na moje pytania. Zaproponowane sugestie, rady brałam do serca i z nich korzystałam – i dlatego wiem, że zrobiłam, co tylko mogłam najlepiej, aby wydać książkę w pełni profesjonalnie. Np. projekt okładki, czy wybór lektora do nagrywania audiobooka – miałam możliwości wyboru i wierzę, że wybrałam najlepiej, jak tylko mogłam.
Riderò: Które etapy procesu wydawniczego – redakcja, opracowanie w systemie były dla Pani wyzwaniem – lub wręcz przeciwnie?
A.W.: Każdy z tych etapów był na swój sposób wyjątkowy i bardzo ciekawy. Dystrybucja i dotarcie do potencjalnych zainteresowanych osób – jest dla mnie wyzwaniem. I chciałabym, aby jednak ludzie zaczęli więcej sięgać po książki i więcej czasu spędzali z dziećmi aniżeli w telefonach i social mediach.
Riderò: Jakie rady dałaby Pani osobom, które rozważają samodzielne wydanie swojej pierwszej książki?
A.W.: Warto zaufać Profesjonalistom, a Riderò ma swoich specjalistów – którzy chcą pomóc ze szczerego serca, aby książka danego autora była jak najlepsza. Jeśli chodzi o jakość, dystrybucje i zadowolenie zarówno czytelników jak i samego autora.
Riderò: Co szczególnie wyjątkowe, ilustracje do książki wykonała Olimpia, która – patrząc oczami dziecka – uzupełniła tekst o warstwę wizualną. Skąd taki niecodzienny pomysł i jak wyglądała współpraca w tym zakresie: czy zleciła Pani konkretne wytyczne czy to efekt wyobraźni dziecka?
A.W.: Olimpię znam już kilka lat i wiem, że ona uwielbia malować. Dlatego chciałam to połączyć – dziecięcą wizualizację ze wsparciem jej kreatywności oraz umocnienia jej wartości samej siebie. Na pewno okres po wydaniu książki był i jest dla Olimpii czymś nowym, wyjątkowym i może nie do końca łatwym. Pojawia się uznanie, ale i przejawy zazdrości – wynikające z dziecięcego rozumienia świata. Jak pisałam wcześniej – niczego Olimpii nie narzucałam i sama dostałam jej prace plastyczne, gdy wszystkie były już gotowe – dla mnie to też była bardzo miła niespodzianka.
Riderò: Od premiery publikacji minęło już trochę czasu – czy docierają do Pani informacje zwrotne od czytelników? Jak odbierana jest książka przez dzieci, rodziców i nauczycieli? Czy w planach są kolejne publikacje lub rozwinięcie serii „Bajek Anki Skakanki”?
A.W.: Pojawiają się ciekawe informacje zwrotne – same pozytywne, co bardzo cieszy. Wzmianki o książce pojawiły się również m.in. na stronie internetowej szkoły muzycznej, do której uczęszcza Olimpia. Ukazał się także artykuł na jej temat w czasopiśmie „Moje Miasto Monachium”. Otrzymałam również zdjęcie profesora Jana Miodka z książką, co było dla mnie szczególnie miłym wyróżnieniem i pokazuje, że każdy może być odbiorcą „Bajek Anki Skakanki”.
Jeśli chodzi o plany dotyczące kolejnej publikacji – tak, już są. Tym razem będzie to książka skierowana do nastolatków, w której opisane zostaną różne zaburzenia psychiczne oraz zaburzenia osobowości, w przystępnym języku, bez suchej teorii, za to z humorem i historiami w tle. Oczywiście będzie to kontynuacja cyklu „Okiem Terapeuty”. Ilustracji będzie tym razem więcej, a ponownie wykona je Olimpia.