Rozmowy Riderò: wywiad z Anną Wrześniacką

Riderò: W swoim wideo na kanale YouTube, prezentując książkę, mówi Pani o spełnionym marzeniu w kontekście swojego debiutu. Jak wyglądała Pani droga do wydania publikacji?

Anna Wrześniacka: Długo i burzliwie :). Bajki napisałam już dużo wcześniej. W sierpniu 2025 roku po raz pierwszy pokazałam je swojej przyjaciółce, która jest psychologiem dziecięcym, aby oceniła treść i ich przesłanie. Następnie powstały ilustracje, które namalowała Olimpia Kwiecińska – córka mojej koleżanki, Aleksandry Andrzejewskiej. Najpiękniejsze w tworzeniu ilustracji było to, że dałam Olimpii wolną rękę – bez żadnych sugestii z mojej strony – i tak powstały piękne prace, odtwarzające dziecięce spojrzenie na współczesny świat i przedstawione w bajkach problemy.

Kolejnym krokiem było napisanie maila do Ridero oraz otrzymanie cudownej otwartości i chęci pomocy ze strony Pani Ani i Pani Ilony, za co jestem bardzo wdzięczna – krok po kroku tłumaczyły, co należy zrobić, aby książka mogła zostać wydana.

Ciekawostką jest to, że wszystkie prace związane z pisaniem książki i etapami jej wydawania zachowałam dla siebie – rodzina i przyjaciele dowiedzieli się o moim debiucie dopiero wtedy, gdy książka została już umieszczona w Księgarni Riderò.

Riderò: „Bajki Anki Skakanki, czyli bajki terapeutyczne dla Małych i Dużych” to zbiór opowiadań pisanych z myślą o dzieciach, rodzicach i nauczycielach. Na ile poszczególne historie są inspirowane prawdziwymi doświadczeniami, bazującymi na doświadczeniu, na ile obserwacją czy kreatywną pracą twórczą? 

A.W.: Szczerze? Wszystkie bajki, które powstały, są inspirowane życiem. Duży wpływ na to miał mój charakter pracy zawodowej: sama jestem terapeutką dziecięcą i dzięki doświadczeniom oraz scenariuszom zaczerpniętym z życia powstały wszystkie bajki. Wspominam o tym również w podziękowaniach, m.in. dla mojej przyjaciółki Agnieszki – np. „Bajka o dyni” powstała autentycznie z historii z jej synkiem: pewnego dnia Manuel poszedł do fryzjera i nie spodobała mu się nowa fryzura, więc Agnieszka poprosiła mnie, abym wytłumaczyła mu, że wygląda bardzo ładnie i nie musi się tym przejmować.

Z kolei „Bajka o chłopcu, który miał marzenie” pochodzi z moich osobistych doświadczeń – od dziecka obracałam się w towarzystwie osób z różnymi niepełnosprawnościami, a moja mama zawsze powtarzała mi, że niepełnosprawność ruchowa ani żadna inna nie ogranicza człowieka i jego możliwości. Jeśli ktoś czegoś naprawdę chce, jest w stanie to osiągnąć – niezależnie od barier.

Przesłanie wszystkich bajek skłania do refleksji, przede wszystkim dorosłych, którzy czytają je dzieciom – bo mimo wszystko wywołują one także przemyślenia w ich własnym świecie.

Riderò: „Dzieci są naszą przyszłością i to od nas, dorosłych, zależy, jaka ona będzie i w jaki sposób im ją przedstawimy” – pisze Pani we wstępie do książki. Jak ta myśl przekłada się na Pani codzienną pracę z dziećmi z jednej strony i pracę nad publikacją z drugiej strony?

A.W.: To motto towarzyszy mi w każdej chwili, gdy pracuję albo po prostu przebywam z dziećmi. My, jako dorośli, stanowimy dla dzieci (szczególnie tych młodszych) główny autorytet – jeśli więc swoim zachowaniem będziemy prezentować negatywne wzorce, czego dzieci się nauczą? Na przykład tego, że przesiadywanie na telefonie czy obgadywanie innych to coś normalnego i akceptowalnego. Ja mówię temu „stop”, ponieważ zależy mi, aby dzieci wyrastały na dobrych ludzi: z empatią, zrozumieniem, szacunkiem do relacji rodzinnych i przyjacielskich, a przede wszystkim z miłością do samych siebie. Bo jeśli kochamy siebie, łatwiej jest nam kochać innych, a dzięki temu żyje się po prostu lepiej.

Jeśli chodzi o pracę nad publikacją – wyobrażenie gotowej książki, radość dzieci z jej lektury oraz rozmowy między dziećmi a rodzicami na temat problemów poruszanych w bajkach bardzo mnie motywowały do zakończenia całego procesu tworzenia. I za to sobie dziękuję. Efekty widzę w pierwszych opiniach – gdy pojawiają się informacje, że bajki są wartościowe, że książka przełamuje bariery, że dziecko, które było zamknięte w sobie, otwiera się, albo że konkretna historia staje się początkiem ważnej rozmowy w grupie.

Riderò:  Zdecydowała się Pani na samodzielne wydanie książki. Jak ocenia Pani swoje doświadczenia w pracy nad publikacją od strony organizacyjnej i technicznej? Czy self-publishing dał Pani poczucie twórczej wolności, czy raczej okazał się dużym wyzwaniem?

A.W.: Było to nowe doświadczenie – ale pomoc ze strony Riderò okazała się bardzo pomocna. Pani Ania i Pani Ilona wykazały się niezwykłą cierpliwością w odpowiedziach na moje pytania. Zaproponowane sugestie, rady brałam do serca i z nich korzystałam – i dlatego wiem, że zrobiłam, co tylko mogłam najlepiej, aby wydać książkę w pełni profesjonalnie. Np. projekt okładki, czy wybór lektora do nagrywania audiobooka – miałam możliwości wyboru i wierzę, że wybrałam najlepiej, jak tylko mogłam.

Riderò:  Które etapy procesu wydawniczego – redakcja, opracowanie w systemie były dla Pani wyzwaniem – lub wręcz przeciwnie?

A.W.: Każdy z tych etapów był na swój sposób wyjątkowy i bardzo ciekawy. Dystrybucja i dotarcie do potencjalnych zainteresowanych osób – jest dla mnie wyzwaniem. I chciałabym, aby jednak ludzie zaczęli więcej sięgać po książki i więcej czasu spędzali z dziećmi aniżeli w telefonach i social mediach.

Riderò:  Jakie rady dałaby Pani osobom, które rozważają samodzielne wydanie swojej pierwszej książki?

A.W.: Warto zaufać Profesjonalistom, a Riderò ma swoich specjalistów – którzy chcą pomóc ze szczerego serca, aby książka danego autora była jak najlepsza. Jeśli chodzi o jakość, dystrybucje i zadowolenie zarówno czytelników jak i samego autora.

Riderò: Co szczególnie wyjątkowe, ilustracje do książki wykonała Olimpia, która – patrząc oczami dziecka – uzupełniła tekst o warstwę wizualną. Skąd taki niecodzienny pomysł i jak wyglądała współpraca w tym zakresie: czy zleciła Pani konkretne wytyczne czy to efekt wyobraźni dziecka?

A.W.: Olimpię znam już kilka lat i wiem, że ona uwielbia malować. Dlatego chciałam to połączyć – dziecięcą wizualizację ze wsparciem jej kreatywności oraz umocnienia jej wartości samej siebie. Na pewno okres po wydaniu książki był i jest dla Olimpii czymś nowym, wyjątkowym i może nie do końca łatwym. Pojawia się uznanie, ale i przejawy  zazdrości – wynikające z dziecięcego rozumienia świata. Jak pisałam wcześniej – niczego Olimpii nie narzucałam i sama dostałam jej prace plastyczne, gdy wszystkie były już gotowe – dla mnie to też była bardzo miła niespodzianka.

Riderò: Od premiery publikacji minęło już trochę czasu – czy docierają do Pani informacje zwrotne od czytelników? Jak odbierana jest książka przez dzieci, rodziców i nauczycieli? Czy w planach są kolejne publikacje lub rozwinięcie serii „Bajek Anki Skakanki”?

A.W.: Pojawiają się ciekawe informacje zwrotne – same pozytywne, co bardzo cieszy. Wzmianki o książce pojawiły się również m.in. na stronie internetowej szkoły muzycznej, do której uczęszcza Olimpia. Ukazał się także artykuł na jej temat w czasopiśmie „Moje Miasto Monachium”. Otrzymałam również zdjęcie profesora Jana Miodka z książką, co było dla mnie szczególnie miłym wyróżnieniem i pokazuje, że każdy może być odbiorcą „Bajek Anki Skakanki”.

Jeśli chodzi o plany dotyczące kolejnej publikacji – tak, już są. Tym razem będzie to książka skierowana do nastolatków, w której opisane zostaną różne zaburzenia psychiczne oraz zaburzenia osobowości, w przystępnym języku, bez suchej teorii, za to z humorem i historiami w tle. Oczywiście będzie to kontynuacja cyklu „Okiem Terapeuty”. Ilustracji będzie tym razem więcej, a ponownie wykona je Olimpia.

Riderò: Dziękujemy za rozmowę!

Książka “Bajki Anki Skakanki czyli bajki terapeutyczne dla Małych i Dużych” Anny Wrześniackiej jest dostępna w Księgarni Riderò: https://ridero.eu/pl/books/bajki_anki_skakanki_czyli_bajki_terapeutyczne_dla_malych_i_duzych/

Dżulian Nowak “Tajemna Wiedza — Kod Wiary” [RECENZJA]

„Tajemna wiedza. Kod wiary” autorstwa Dżuliana Nowaka to książka próbująca połączyć chrześcijańską duchowość, coaching motywacyjny i idee znane z nurtu „prawa przyciągania”. Wszystko po to, by poprawić jakość życia.

Już we wstępie autor deklaruje, że czytelnik otrzyma praktyczny przewodnik po mechanizmach sukcesu, zdrowia, dobrobytu i harmonii, które można osiągnąć poprzez odpowiednie ukierunkowanie wiary oraz myśli. Nowak proponuje czytelnikowi podróż przez zagadnienia kontroli myśli, przyciągania dobrodziejstw, mocy wyobraźni czy życia po śmierci. To zbiór przemyśleń, przykładów, historii i zachęt do zmiany sposobu myślenia. Centralnym punktem narracji staje się przekonanie, że ludzka wiara – rozumiana zarówno w ujęciu religijnym, jak i psychologicznym – może wpływać najakość życia, decyzje, a nawet rzeczywistość.

Dżulian Nowak zestawia przykłady biblijne z historiami cudownych uzdrowień, opowieściami o autosugestii, motywacyjnymi narracjami i przypadkami medycznymi interpretowanymi jako dowód działania wiary. Historie te obrazują w praktyce tego, o czym pisze autor, a więc wpływ świadomości na rzeczywistość. Mocną stroną książki jest czytelna intencja motywacyjna: zachęta do sprawczości, pracy nad przekonaniami, do wdzięczności i refleksji nad własnym życiem.

Autor podkreśla, jak ważne jest pozytywne myślenie, które kreuje zewnętrzne zdarzenia. Odwołuje się przy tym do religii, ale i do prawa przyciągania. Na poziomie literackim książkam jest napisana prostym, sugestywnym językiem. Dzięki temu pozostaje przystępna nawet dla czytelników, którzy na co dzień nie sięgają po literaturę duchową czy rozwojową.

Jednocześnie „Tajemna wiedza. Kod wiary” nie jest pozycją, którą łatwo jednoznacznie sklasyfikować. To nie literatura religijna w ścisłym sensie, choć obficie korzysta z cytatów biblijnych. Nie jest też klasycznym poradnikiem psychologicznym mimo licznych odniesień do autosugestii, przekonań i wpływu myśli na codzienność. Książka funkcjonuje raczej na pograniczu tych światów, proponując własną syntezę duchowości i myślenia motywacyjnego.

„Tajemna wiedza. Kod wiary” to książka dla tych, którzy szukają duchowego przewodnika motywacyjnego. Dżulian Nowak przeprowadzi Was krok po kroku po tym, jak użyć myślenia do poprawienia jakości życia. Otrzymacie sporą dawkę wiedzy dotyczącej sprawczej mocy człowieka. Ta książka być może nie zmieni Waszego sposobu myślenia, ale poszukujących może zadowolić.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki:
„Tajemna wiedza. Kod wiary”
Autor: Dżulian Nowak

Waldemar Wójtowicz “Droga przez Psałterz. Modlitwa serca Dawida …” [RECENZJA]

Biblia – niezależnie od tego, czy traktujemy ją jak tekst religijny, kulturowy czy literacki – pozostaje jednym z najbardziej wpływowych dzieł w historii świata. Jej siła tkwi nie tylko w jej przesłaniu, ale i aktualności. Podobnie jest z Księgą Psalmów, która od wieków funkcjonuje nie tylko jako zbiór modlitw, lecz również jako jeden z najbardziej uniwersalnych zapisów ludzkiego doświadczenia. To właśnie przez tę przestrzeń prowadzi czytelnika Waldemar Wójtowicz w książce pt. „Droga przez Psałterz. Modlitwa serca Dawida. Księga I (Psalmy 1–41)”.


Publikacja nie jest klasycznym komentarzem biblijnym. Autor w przystępny sposób omawia każdy psalm, jednocześnie proponując refleksję nad jego znaczeniem i możliwą interpretacją. Pierwszy tom, obejmujący psalmy 1–41, stanowi początek sześciotomowej serii. Skupia się na osobistej modlitwie, ufności, zmaganiach oraz zwycięstwie wiary, tematach silnie związanych z postacią Dawida – króla starożytnego Izraela, któremu tradycyjnie przypisuje się autorstwo wielu psalmów. Waldemar Wójtowicz w przystępny sposób omawia każdy psalm, dodając refleksję na temat jego interpretacji.

Główną osią książki jest indywidualna pobożność oraz relacja człowieka z Bogiem. Wójtowicz przypomina, że Księga Psalmów ma formę swoistego dwugłosu – jest jednocześnie Słowem Boga skierowanym do człowieka i odpowiedzią człowieka na to słowo. Autor zachęca do uważnej, powolnej lektury, wręcz zatrzymania się nad każdym tekstem. Podkreśla, że książkę najlepiej czytać równolegle z Biblią, traktując ją jako przewodnik po interpretacji, a nie zamiennik oryginału. Może ona towarzyszyć zarówno indywidualnej refleksji, na przykład poprzez czytanie jednego psalmu dziennie, jak i pracy w grupach biblijnych czy wspólnotach modlitewnych.

W publikacji znajdziemy także podstawowe informacje dotyczące autorstwa psalmów, ich kontekstu historycznego i literackiego, a także próbę osadzenia ich w realiach, w których powstawały. Jednak najważniejsze pytanie, jakie stawia książka, brzmi: jak przełożyć przesłanie psalmów na własne życie?

Książka Waldemara Wójtowicza nie kończy się na interpretacji, lecz wyraźnie zachęca do przełożenia treści na osobiste doświadczenie: modlitwę, refleksję, a nawet prowadzenie zapisków duchowych. Najbliżej jej do narzędzia, czegoś, co ma służyć pracy nad sobą, a nie jedynie dostarczać wiedzy czy inspiracji.

Nie jest to lektura dla osób szukających szybkich odpowiedzi czy uproszczonych interpretacji. Wymaga czasu, uważności i gotowości do wejścia w proces. Jeśli jednak czytelnik podejmie to zaproszenie, „Droga przez Psałterz. Modlitwa serca Dawida. Księga I (Psalmy 1–41)” może się okazać zaskakująco trafna, poruszająca i realnie wspierająca w osobistej refleksji.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki:
Droga przez Psałterz. Modlitwa serca Dawida. Księga I (Psalmy 1–41)
Autor: Waldemar Wójtowicz

Katarzyna Lech “Niewidzialny most” [RECENZJA]

W literaturze często szukamy ucieczki od rzeczywistości – w tej roli świetnie sprawdza się fantastyka. „Niewidzialny most” autorstwa Katarzyny Lech to książka właśnie z tego gatunku, która zabierze Was do zupełnie innego świata.

„Niewidzialny most” to powieść, która od pierwszych stron zanurza czytelnika w świecie na pograniczu mitu i baśni. Z każdą kolejną stroną autorka odsłania przed nami wielowarstwową rzeczywistość. Nie prowadzi nas jednak łagodnie, a od razu wrzuca na głęboką wodę, w środek wydarzeń.

W prologu poznajemy Manon, kobietę zmuszoną do dramatycznej ucieczki, by ocalić swoje dzieci. Chwilę później ciężar opowieści przejmuje Gniewko, chłopiec, który w wyniku tragicznych wydarzeń traci rodziców i musi nagle dorosnąć, biorąc odpowiedzialność za młodszą siostrę. To jego perspektywa staje się osią narracji i prowadzi czytelnika przez kolejne, coraz bardziej nieoczywiste przestrzenie.

Jednym z największych atutów książki jest sposób budowania świata. Autorka sięga po motywy znane z wierzeń słowiańskich – Welesa, Nawię, Bujan – ale nie rekonstruuje ich w sposób dosłowny. Tworzy raczej przestrzeń symboliczną, niejednoznaczną, momentami wręcz oniryczną. Światy, przez które przechodzi Gniewko, są nieuchwytne, a granice między nimi pozostają płynne. To sprawia, że czytelnik nie tyle poznaje tę rzeczywistość, co raczej stopniowo się w niej zanurza, czasem nawet z lekkim poczuciem dezorientacji.

Powieść „Niewidzialny most” wymyka się prostym klasyfikacjom. Choć czerpie z fantasy inspirowanej mitologią, znacznie bliżej jej do opowieści o stracie i próbie odnalezienia się w świecie, który nagle traci swoją stabilność. Fantastyka staje się narzędziem do opowiedzenia historii o żałobie, dojrzewaniu i przekraczaniu granic, zarówno tych realnych, jak i wewnętrznych.

Styl Katarzyny Lech zdecydowanie wzmacnia to doświadczenie. Język jest gęsty, obrazowy, nasycony metaforami. Autorka nie spieszy się z narracją, zatrzymuje się przy detalach, buduje atmosferę. Najciekawsze w tej powieści jest jednak to, że pod warstwą fantastyczną kryje się bardzo uniwersalna historia. „Niewidzialny most” można czytać jako opowieść o żałobie, o utracie i o próbie odnalezienia się w rzeczywistości, która nagle przestaje być bezpieczna. Tytułowy most nie jest tu tylko elementem świata przedstawionego – staje się metaforą przejścia, zmiany, momentu zawieszenia między tym, co było, a tym, co dopiero się kształtuje.

„Niewidzialny most” – środkowa część cyklu pt. „Drzewo światów” – przenosi nas w zupełnie inne przestrzenie i pozwala oderwać się od codzienności. Nie stroni przy tym od poruszania trudnych tematów i stawiania niewygodnych pytań.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki: “Niewidzialny most”
Autorka: Katarzyna Lech

Katarzyna Lech “Splątane ścieżki czasu” [RECENZJA]

W powieści pt. „Splątane ścieżki czasu” Katarzyna Lech po raz kolejny zaprasza nas do wykreowanego przez siebie świata, który momentami nie jest może najprzyjemniejszym miejscem, ale za to bardzo wciągającym.


Od początku fabuły będziemy towarzyszyli głównej bohaterce powieści – wychowywanej na książęcym dworze Manon. Szybko jednak okazuje się, że nie jest to historia o dorastaniu w cieniu możnego rodu, lecz o funkcjonowaniu w świecie, gdzie relacje rodzinne są podporządkowane polityce, a uczucia mają drugorzędne znaczenie. Już od pierwszych rozdziałów wpadamy w wir toczących się wydarzeń, a pozorny spokój i stabilizacja okazują się chwilowe.


Kluczowym punktem fabuły jest narastający konflikt wewnątrz rodziny, który następnie staje się kołem napędowym dalszej osi fabularnej. Manon szybko zostaje wciągnięta w sam środek wydarzeń. Jej droga jest długa i wyboista, ale widzimy przemianę, jaka w niej zachodzi. Obserwujemy, jak postać rozwija się, nabiera mocy i w końcu może stanowić o sobie, chociaż jej los na zawsze będzie spleciony z losem bóstw, które w mniejszym lub większym stopniu decydują o jej życiu.

Stworzony przez Katarzynę Lech świat pełen jest różnych odcieni. Niektórzy bohaterowie, jak Dobrawa, to prawdziwi aniołowie, ale część z nich, niczym Perepłuta, uosabiają czyste zło. Autorka kładzie duży nacisk na znaczenie ludzkich wyborów, napięcia między władzą a lojalnością oraz cienką granicę między przeznaczeniem a wolną wolą. Tworzy świat, w którym magia i ingerencja bogów są równie realne jak polityczne intrygi, a los bohaterów od początku wydaje się nie tyle rozwijać, co nieuchronnie zaciskać wokół nich. A my śledzimy to wszystko z niesłabnącym zaciekawieniem, bo zostajemy wraz z bohaterką wrzuceni w sam środek tego świata rządzonego przez przeznaczenie i ukryte siły, nad którymi człowiek ma tylko pozorną kontrolę.

Dużą zaletą książki jest jej dynamika. Każde wydarzenie ma swoje konsekwencje i prowadzi do kolejnych napięć. Ostatecznie „Splątane ścieżki czasu” to historia o tym, jak łatwo rozpada się świat oparty na pozornej równowadze i jak szybko człowiek staje się pionkiem w grze większych sił. Mocnym punktem powieści jest sposób prowadzenia bohaterów – niejednoznacznych, uwikłanych w relacje i zmuszonych do wyborów, które zawsze mają swoją cenę. To nie jest tak naprawdę opowieść o bohaterstwie, raczej o konsekwencjach, które niosą ze sobą trudne wybory. Jeśli szukacie wciągającej, pełnej intryg książki, to świetnie trafiliście.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki:
“Splątane ścieżki czasu”
Autorka: Katarzyna Lech

Anna U. Nickel-Antkiewicz „Most między światami. Moja droga do bycia medium [RECENZJA]

Most miedzy światami

Świat jest miejscem złożonym i niejednoznacznym, które postrzegamy głównie za pomocą zmysłów. A jednak istnieją zjawiska, które wymykają się temu poznaniu, niedostrzegalne dla większości, a doświadczane jedynie przez nielicznych. Właśnie taką osobą jest Anna U. Nickel-Antkiewicz, która opisuje swoją historię w książce pt. „Most między światami. Moja droga do bycia medium”.


Już sam tytuł niesie w sobie wyraźną metaforę. Autorka postrzega siebie jako łączniczkę między światem żywych a światem zmarłych, kogoś, kto umożliwia przepływ informacji, emocji i doświadczeń pomiędzy tymi dwiema rzeczywistościami. Książka ma przede wszystkim charakter osobisty. Nie znajdziemy tu klasycznej fabuły ani wyraźnie zarysowanego konfliktu. Zamiast tego otrzymujemy ciąg wspomnień – od dzieciństwa przez młodość aż po dorosłość – które prowadzą do jednego wniosku: zdolności mediumiczne nie są czymś nabytym, lecz odkrywanym stopniowo, czasami wbrew sobie.

Autorka przedstawia swoją drogę jako proces wymagający, niejednokrotnie trudny i obciążający. Opowiada o doświadczeniach, które nie zawsze były dla niej komfortowe. O obecnościach, które domagały się uwagi, o sytuacjach, wobec których czuła się bezradna, a którym z czasem musiała się poddać. To także opowieść o rozwoju i próbie zrozumienia własnej tożsamości w kontekście tego, co niewidzialne. Stary strych, niewytłumaczalne odgłosy, próby wywoływania duchów czy nocne wizyty niewidzialnych postaci budują atmosferę niepokoju, ale też ciekawości. Anna U. Nickel-Antkiewicz opisuje te doświadczenia w sposób bezpośredni i sugestywny. To nadaje narracji autentyczność.

Z czasem książka odchodzi od historii „dziwnych zdarzeń” i coraz bardziej skupia się na pracy medium: kontaktach ze zmarłymi, przekazywaniu informacji, pomaganiu innym. To właśnie te fragmenty mają największy ładunek emocjonalny. Szczególnie wtedy, gdy pojawia się temat straty, żałoby i potrzeby domknięcia relacji z bliskimi. Można ją czytać na wiele sposobów: jako świadectwo, jako opowieść, jako materiał do refleksji nad tym, jak ludzie radzą sobie z niewytłumaczalnym. A nawet jako zapis wewnętrznego procesu, próby nadania znaczenia doświadczeniom, które wymykają się codziennemu rozumieniu świata. Z tej perspektywy medium staje się nie tylko „łącznikiem między światami”, ale także figurą terapeutyczną, kimś, kto pomaga uporządkować emocje, nadać znaczenie doświadczeniom, które w przeciwnym razie pozostają chaotyczne i bolesne.

„Most między światami” czyta się z dużą ciekawością, choć czasami po plecach przechodzi dreszcz, gdy pomyślimy, że gdzieś za niewidoczną zasłoną żyją byty, z których istnienia nie zdajemy sobie sprawy. Książka zmusza do refleksji nad tym, gdzie kończy się to, co wiemy, a zaczyna to, czego nie potrafimy już tak łatwo wyjaśnić.

Autorka recenzji: Monika Maura
Tytuł książki:
„Most między światami. Moja droga do bycia medium”
Autorka książki: Anna U. Nickel-Antkiewicz

Anna Wrześniacka “Bajki Anki Skakanki…” [RECENZJA]

Bycie dzieckiem nie jest łatwe – to czas intensywnych emocji, pierwszych doświadczeń i mierzenia się z sytuacjami, których często nie umiemy jeszcze nazwać ani zrozumieć. Właśnie z tej perspektywy Anna Wrześniacka – autorka książki pt. „Bajki Anki Skakanki, czyli bajki terapeutyczne dla Małych i Dużych” – wyciąga do najmłodszych pomocną dłoń, proponując opowieści, które oswajają to, co trudne, niepokojące czy niezrozumiałe.


Autorka podejmuje w swoich opowieściach istotne wyzwania, z którymi mogą borykać się młodzi ludzie. Po każdej z nich pojawia się część „Okiem terapeuty”, która tłumaczy przystępnym językiem poruszone w bajce zagadnienia. Dodatkowo Anna Wrześniacka proponuje po każdym opowiadaniu trzy pytania do rozmowy z dzieckiem – to zaproszenie do refleksji i dialogu między dzieckiem a dorosłym. Książka ma być okazją do wspólnego spędzenia czasu i rozmowy o trudnych niekiedy tematach. Całość została wzbogacona ilustracjami Olimpii Kwiecińskiej, które nie tylko dopełniają narrację, ale również wzmacniają jej emocjonalny wydźwięk. Urzeka też ich dziecięca kreska.

Poszczególne bajki podejmują realne problemy: akceptację odmienności („Bajka o dyni”), złość i konsekwencje zachowań („Bajka o dziwnych sprawach…”), inność i niepełnosprawność („Bajka o chłopcu, który chciał mieć pieska”), samoakceptację („Bajka o pogryzionym ołówku”), ekspresję emocji przez rysunek, agresję w przedszkolu, wytrwałość i zmianę nawyków („Bajka o Wojtusiu”). To duży atut – autorka nie unika trudnych zagadnień, lecz próbuje je przełożyć na język zrozumiały dla najmłodszych. Dodatkowo są to wyzwania, z którymi boryka się każde dziecko.

Same bajki są skonstruowane w sposób prosty, ale przemyślany: z wyraźnym konfliktem, emocjonalnym napięciem i rozwiązaniem, które jest idealnym punktem wyjścia do rozmowy. Język jest przystępny, ale nie infantylny. To świat, w którym dziecięce emocje traktowane są poważnie, autorka ich nie bagatelizuje.

Bohaterowie są zwyczajnymi dziećmi, chodzą do przedszkola, szkoły, kłócą się z rodzeństwem, zmagają się z kompleksami, pragną akceptacji. Dzięki temu najmłodsi czytelnicy mogą się z nimi łatwo utożsamić, a dorośli – zobaczyć w nich odbicie realnych sytuacji, z którymi spotykają się na co dzień. To spory plus.

„Bajki Anki Skakanki” to bardzo dobra propozycja dla rodziców, nauczycieli i terapeutów, którzy chcą świadomie wspierać rozwój emocjonalny dzieci. Znajdziemy tu opowieści z morałem w bardzo przystępnej formie, często nawiązujące do codziennych sytuacji. Najlepiej sprawdzi się w rękach dorosłych gotowych na rozmowę, bo jej prawdziwa siła tkwi nie tylko w samych bajkach, lecz w dialogu, jaki potrafią one zainicjować.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł: “Bajki Anki Skakanki, czyli bajki terapeutyczne dla Małych i Dużych”
Autor: Anna Wrześniacka

Bogusław Boryczka „Krótkie wiersze na długie wieczory” [RECENZJA]

Tomik pt. „Krótkie wiersze na długie wieczory” autorstwa Bogusława Boryczki to propozycja dla czytelników, którzy w poezji szukają momentów zatrzymania. Autor operuje oszczędną formą, by wywołać w nas refleksję.

Jak jasno informuje już sam tytuł, jest to zbiór wierszy w zdecydowanej większości krótkich. Czasem są to dosłownie dwa słowa, innym razem mamy do czynienia z kilkoma akapitami. Bywa, że krótsze wiersze zbliżają się do formy aforyzmu lub złotych myśli. Nie jest to zabieg przypadkowy, lecz świadoma decyzja, która sprawia, że słowa wybrzmiewają jeszcze mocniej. Boryczka rezygnuje z metaforycznego nadmiaru i lirycznej ornamentyki. Jego wiersze są proste w formie, ale to nie odbiera im siły przekazu. To poezja, która chce skłaniać do refleksji.

Wyraźne jest zainteresowanie codziennością, relacjami międzyludzkimi, upływem czasu, przemijaniem, chwilami szczęścia. Autor potrafi obserwować sytuacje pozornie banalne – wizytę u fryzjera, brak odpowiedzi na maila, zmęczenie codziennym rytmem – i wydobywać z nich sens bardziej uniwersalny. Jednocześnie nie unika tematów poważniejszych: samotności, rozczarowania, fanatyzmu czy lęku przed przyszłością. Część wierszy ma wyraźnie aforystyczny charakter, inne ocierają się o satyrę.

W wielu wierszach Bogusław Boryczka operuje paradoksem. „Krótki wiersz o życiu” („za krótkie na zachwyty / za długie na żale”) można odczytać jako gorzką diagnozę egzystencjalną. To zdanie trafia w uniwersalne doświadczenia człowieka. Autor chętnie sięga także po ironię i lekki humor, które pełnią funkcję ochronną. W „Mailingu” komunikacyjna pustka współczesnych relacji zostaje pokazana poprzez absurdalną pointę z listonoszem roznoszącym reklamy zamiast listów. Podobnie „Miesiąc w miesiąc” wykorzystuje anegdotę z wizyty u fryzjera, by opowiedzieć o pogodzeniu się z przemijaniem i utratą kontroli nad własnym wizerunkiem.

W tomiku znalazło się też miejsce na teksty poświęcone społecznym problemom, jak „Krótki wiersz o fanatyzmie”, w którym „beton w głowie” okazuje się odporny nawet na „pneumatyczny młot”, działa jak zwięzły komentarz do współczesnych sporów ideologicznych. Z kolei pytanie postawione w „Krótkim wierszu o możliwej władzy” – „jaki będzie nasz kraj / za sterami / AI” – nie tyle straszy technologią, co obnaża ludzką skłonność do oddawania odpowiedzialności za decyzje „czemuś wyższemu”. Ciekawie wypadają również wiersze dotyczące czasu, który w tomiku jest niemal osobnym bohaterem. „Wyścig z czasem” redukuje przeszłość do zapomnienia, przyszłość do straty, pozostawiając teraźniejszość jako jedyny sensowny punkt odniesienia. Natomiast w utworze „Kolega czas” autor próbuje oswoić to, co nieuchronne, proponując relację partnerską zamiast walki.

„Krótkie wiersze na długie wieczory” to tomik wymagający uważnego czytania. Mimo często zwięzłej formy wierszy, nie jest to tom do czytania jednym tchem. Poezja wymaga czasu i uwagi. Dlatego faktycznie świetnie sprawdzi się podczas umilania długich wieczorów.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki: “Krótkie wiersze na długie wieczory”
Autor: Bogusław Boryczka

Wojciech Olszewski “40 ton bez alkoholu” [RECENZJA]

Są książki, które opowiadają o wychodzeniu z uzależnienia, i takie, które mogą towarzyszyć w tym procesie. „40 ton bez alkoholu” autorstwa Wojciecha Olszewskiego należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii.

Recenzowana książka nie jest poradnikiem – to uczciwa i momentami brutalnie szczera opowieść człowieka, który postanowił podzielić się swoimi zapiskami o wychodzeniu z nałogu i życiu po wyjściu z niego. Autor podkreśla, że to zapis jego drogi, intensywnej pracy po zaprzestaniu picia alkoholu i pracy związanej z tym, by nie zacząć pić na nowo, ale też – by nie popaść w drugą skrajność i nie nawoływać wszystkich wokoło do abstynencji. Olszewski podkreśla, że mimo upływu czasu nadal bywa trudno. Przyczynkiem do powrotu do nałogu może być na przykład nuda i brak pomysłu na zagospodarowanie czasu. Jednym słowem, autor opisuje codzienność bez picia i związane z nią wyzwania.


Wojciech Olszewski opisuje także, co pomagało mu w tej drodze, a byli to ludzie, wspólnota AA, wiara w siebie. Unika jednak pozy bohatera, nie buduje legendy „silnego alkoholika, który wygrał”. Wręcz przeciwnie: pokazuje, jak krucha bywa abstynencja i jak łatwo pomylić ją z dumą, ambicją albo potrzebą udowadniania czegoś innym. Bardzo cenny jest wątek niepicia dla siebie, a nie „przeciw komuś” czy „ku czyjemuś uznaniu”. To jedna z tych prawd, które brzmią banalnie, dopóki nie spróbuje się ich zastosować.

„40 ton bez alkoholu” to książka, która nie chce nikogo nawracać. Autor jasno stawia granicę: „to jest moja droga”. Myślę, że dzięki temu może przekonać do siebie więcej osób. Olszewski nie sprzedaje recept, nie obiecuje cudów. Pokazuje proces – długi, pełen zawahań, w którym największą pracę wykonuje się wtedy, gdy nikt nie patrzy. To książka pełna emocji: wstydu, gniewu, samotności, obsesji picia, ale też mozolnie odzyskiwanego spokoju. Autor bardzo świadomie unika „piciorysu”. Zamiast epatowania szczegółami dostajemy refleksję nad mechanizmami uzależnienia i nad tym, jak zdradliwie potrafi działać „pijany umysł”, nawet wtedy, gdy alkoholu już dawno nie ma w organizmie. Wspomina także o tym, jak zmieniło się jego życie, wartości, stosunek do ludzi.

Najmocniejszym elementem książki jest jej ton. Olszewski nie idealizuje trzeźwości. Nie sprzedaje bajki o nagłym szczęściu i harmonii. Pisze wprost, że trzeźwienie bywa nudne, monotonne, bolesne. Bywa samotne. I bywa, że jedynym zwycięstwem dnia jest to, że się nie wypiło. Brzmi skromnie? Tak. Ale w tej skromności jest ogromna siła. Szczególnie poruszające są fragmenty o obsesji picia, żałobie, rozstaniach i momentach, w których decyzja o abstynencji naprawdę wisi na włosku. Jednocześnie to książka, w której nieustannie tli się nadzieja, potrzeba docenienia małych zwycięstw i szansa na nowe życie. Autor jest też w pełni świadom tego, że jeszcze nieraz popełni błędy, ale są one naturalną częścią życia. Integralną częścią książki są wiersze, które stają się elementem wytrwania autora w trzeźwości.

Dla kogo jest ta pozycja? Dla osób w abstynencji lub na jej progu, dla bliskich osób uzależnionych – by lepiej zrozumieć, że trzeźwienie to proces. Jest też dla każdego, kto ceni autobiografie bez patosu i bez udawanej mądrości.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki:
“40 ton bez alkoholu”
Autor: Wojciech Olszewski

Krzysztof T. Rapcia „Sibele” [RECENZJA]

Są powieści, które wciągają bez reszty, od których trudno się oderwać. Bez wątpienia należy do nich także „Sibele” autorstwa Krzysztofa T. Rapci.

Akcja powieści toczy się w małym miasteczku, jakich wiele – Mięsowołach. Spokojne do tej pory życie społeczności przerywa budowa pumptracku, która staje się katalizatorem kolejnych zdarzeń. Początkowo akcja rozwija się powoli, ukazując codzienność Mięsowołów, by krok po kroku odsłonić sedno. W mieście od wieków coś się dzieje – ma to związek z lasem, tajemniczymi zniknięciami, dawnymi tragediami i powracającymi motywami bliźniaczek czy „szarej pani”. Przeszłość upomina się o swoje i mieszkańcy nie są w stanie dłużej jej ignorować.

W „Sibele” spotykamy wiele postaci. Nie sposób każdej z nich poświęcić czas, ale przyjrzyjmy się kilku z nich – między innymi Annie Kowalskiej. To młoda kobieta, postać niezwykle złożona, pełna pasji. Jej indywidualizm, tatuaże i fascynacja mroczną kulturą kontrastują z łagodnością rodziców i spokojem Mięsowołów. Towarzyszy jej mąż, Grzegorz, który próbuje racjonalizować rzeczywistość, a jednak w pewnym momencie staje się częścią czegoś, czego logika nie obejmuje. Ważni są też rodzice Ani – Zygmunt i Dzidka. Zygmunt to ciepły, prostolinijny mężczyzna, który jednak intuicyjnie czuje, że dzieje się coś złego. Dzidka, pogodna kucharka, niesie w sobie przeszłość złożoną z radości i traum. Nikt z nich nie wie, że jest częścią historii, która upomina się o swoją pamięć. W kolorycie wsi nie mogło zabraknąć staruszki, która lubi wiedzieć wszystko o wszystkich, czy lokalnych pijaczków. Każda z postaci ma do odegrania swoją rolę w teatrze zdarzeń.

Fragment książki

Obserwując toczące się wydarzenia, zadajemy sobie pytania: Kim jest pojawiająca się zjawa? Co jest przyczyną dziejących się tragedii? Książka stopniowo prowadzi nas od kroniki obyczajowej, przez thriller psychologiczny, aż po niemal mityczną opowieść o miejscu, które nie zapomina. „Sibele” to powieść napędzana nie tyle akcją, co bohaterami, ich przeszłością, lękami, pragnieniami i sposobem, w jaki reagują na niewytłumaczalne wydarzenia. Każda postać niesie swoją przeszłość i doświadczenia.

„Sibele” Krzysztofa T. Rapci to powieść, która wciąga, pełna klimatu i niepokoju. Z radością odkrywamy sekrety wioski i czekamy, aż dojdziemy do ostatecznego rozwiązania. A w międzyczasie trudno się od niej oderwać.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł:
“Sibele”
Autor: Krzysztof T. Rapcia
Link do strony książki: https://ridero.eu/pl/books/sibele/