„Samouk” Marcina Mańskiego [RECENZJA]

Kto z nas nie chciałby nauczyć się dobrze języka obcego raz na zawsze? A jak to wygląda w praktyce? Zwykle po początkowym zapale, który dość szybko mija, dochodzi do spadku motywacji i porzucenia nauki. Jak temu przeciwdziałać?

Nauka kojarzy Ci się z nudą? Chcesz nauczyć się języka obcego, ale wciąż Ci się nie udaje? To dobrze… bo Marcin Mański – autor poradnika pt. „Samouk, czyli zmiana podejścia do nauki języków obcych” – ma dla Ciebie rozwiązanie wspomnianych problemów. Autor postanowił wyjść naprzeciw wszystkim, którzy rozpoczynają naukę języka obcego albo chcą w końcu przełamać złą passę w swojej edukacji. Pewnie większości z nas nauka kojarzy się z wkuwaniem i monotonią. Czy można to jakoś zmienić? Okazuje się, że tak. 

Marcin Mański nie szczędzi uwag polskiemu systemowi szkolnictwa. Opisuje swoją historię edukacji, przekonuje jednak, że nauka może wyglądać inaczej. Autor już na wstępie podkreśla, jak ważna jest motywacja. Nauka musi nas interesować, dlatego już na początku powinniśmy wybrać język, który nas pasjonuje. Warto też odpowiedzieć sobie na pytanie, po co się go uczymy – ta świadomość to podstawa długodystansowej nauki. Pomoże nam, gdy pojawią się wymówki.

Co jest kluczem do sukcesu? Przede wszystkim urozmaicenie i regularność. Mański dzieli się z nami swoimi metodami nauki. Są to między innymi: czytanie, pisanie, otaczanie się językiem czy częsty kontakt z jego użytkownikami. Świetnie sprawdzi się nawet prowadzenie monologów czy budowanie prostych zdań. Wszystko to oczywiście w języku, którego się uczymy. Z pomocą przyjdą nam też na przykład zagraniczne podcasty. To tylko kilka z metod opisanych w książce, w której znajdziemy zarówno metody innowacyjne, jak i klasyczne. W gruncie rzeczy jednak autor jest zwolennikiem swobodnej nauki. 

Poradnik pt. „Samouk, czyli zmiana podejścia do nauki języków obcych” to w dużej mierze książka przeznaczona dla osób, które dopiero zaczynają przygodę z nauką języka. Autor uprzedza też, że jeśli nie używamy danego języka, z czasem nasze umiejętności będą słabły. Właśnie dlatego tak ważne jest zadbanie o regularny kontakt z nim – nawet jeśli miałyby być to tylko monologi czy czytanie. Warto też wykorzystać każdą okazję do rozmowy w danym języku. To naturalne, że mogą nam przy tym towarzyszyć stres i zaciekawienie, nie należy się tym jednak przejmować. Marcin Mański udziela również porad w tym zakresie. 

Autor jest pasjonatem języka ukraińskiego. Ma za sobą liczne egzaminy językowe, a w wolnym czasie tłumaczy teksty na język ukraiński, posiada zatem wiedzę potrzebną do udzielania porad. Pomyślał nawet o tym, jak twórczo wykorzystać krytykę. To właściwie kompletny poradnik dla osób, które chcą w końcu ruszyć z kopyta i naprawdę zacząć się uczyć języka obcego. Powodzenia!

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki: „Samouk, czyli zmiana podejścia do nauki języków obcych”
Autor książki: Marcin Mański
Książkę można kupić w księgarni Ridero

Wywiad z Autorem Riderò Michałem Frąckiewiczem

Twórca nie tylko projektu Uniwersum PRL 2028, ale też autor esejów na temat pogranicza cywilizacji i projektów multimedialnych ukazujących peryferia miast. Michał Frąckiewicz odpowiada na pytania o swoją książkę i inspiracje literackie.

 

Riderò: na początek prosimy o napisanie kilku zdań o sobie: czym Pan obecnie się zajmuje, czym – poza historią PRL – się Pan interesuje?

Michał Frąckiewicz: Pracuję w dziedzinie, która niewiele ma wspólnego z literaturą, czyli w finansach. Oprócz tego dużo czasu pochłania mi fotografia. Jeszcze do niedawna zajmowałem się fotografią zawodowo, ale zdecydowanie wolę tworzyć ją w ramach własnych projektów. Interesuje mnie fotografia z powietrza, za pomocą dronów, a także eksplorowanie obrzeży miast, blokowisk, starych fabryk i opuszczonych miejsc. Poza tym, staram się jak najwięcej czytać, ostatnio głównie reportaży.

Riderò: Przejdźmy do kwestii związanych z Pana twórczością: kiedy rozpoczęła się przygoda z pisaniem, co zmotywowało Pana do napisania pierwszej książki? Może uważa Pan, że łatwo być Pisarzem?

M.F.: Zacząłem pisać już w czasach liceum, głównie krótkie formy, opisy miejsc. Niektóre z tych fragmentów znalazły się nawet w wydanej teraz książce. Od zawsze myślałem o publikowaniu, ale zanim się na to zdecydowałem, minęło dużo czasu. W końcu stwierdziłem, że trzeba zacząć swoją drogę ku zostaniu pisarzem. Szukanie odpowiedniego stylu i tematyki, poprawianie, szukanie inspiracji to był dość długi proces, który wiódł poprzez wiele mniej lub bardziej udanych prób. Najbardziej motywujące było wydanie kilku moich opowiadań i esejów w czasopismach literackich. Wtedy zrozumiałem, że podążam we właściwym kierunku. Uważam, że nie jest trudno zacząć pisać. Jeśli ktoś czuje potrzebę tworzenia, powinien zacząć choćby od małych kroków. Nie należy się poddawać, ponieważ pisanie potrafi dawać mnóstwo satysfakcji.  

Riderò: Co zainspirowało Pana do napisania książki „Teoria Konspiracji”?

M.F.: Zainspirowały mnie moje wyprawy fotograficzne, w których czasie dokumentowałem betonowe blokowiska, opuszczone fabryki, przestarzałe technologie. Stworzyły one naturalną scenografię dla opowieści. Uwielbiam klimat filmu „Blade Runner” i czytam wszystko, co ma coś wspólnego z gatunkiem cyberpunk, a jednocześnie interesują mnie dystopijne wizje rodem z Orwella. Gdzieś, jako połączenie tych wpływów, narodził się pomysł na cyberpunk w PRL-u. Taka wizja wymagała stworzenia alternatywnej historii, którą przedstawiłem w książce.  

Riderò: Którego z trzech głównych bohaterów było najtrudniej stworzyć? Czy są to postacie inspirowane prawdziwymi ludźmi – być może Pan, jako Autor utożsamia się z którymś z bohaterów?

M.F.: Najtrudniej było stworzyć postać kapitana Rozwadowskiego, ponieważ jest to postać najbardziej różnorodna i dynamiczna. Jednocześnie jest złym esbekiem, jak i ofiarą systemu, oportunistą, który przechodzi przemianę, pionkiem systemu, który jednak pcha narrację do przodu. Główne postacie nie mają odpowiednika w naszej rzeczywistości, ale niektóre poboczne postacie, są inspirowane osobami, które rzeczywiście poznałem. Pomagało to  wyobrazić sobie drugoplanowe postacie, które także powinny być wyraziste. Nie utożsamiam się z żadnym z bohaterów, ale uważam, że jako ich twórca, przelewam w każdą z nich część swojej osobowości. W każdej z nich odnajdę własne myśli i odczucia. Choć wydają się istnieć na różnych biegunach, to żadnej z nich nie traktuję jako jednoznacznie złej lub dobrej.  

Riderò: Co poradziłby Pan początkującym twórcom: o czym trzeba pamiętać, utrzymując książkę w konkretnym gatunku, w tym przypadku – cyberpunk, science fiction?

M.F.: Poradziłbym oczywiście dużo czytać, oglądać, słuchać muzyki, przeglądać zdjęcia czy grafikę, która może stać się inspiracją. Oczywiście, tworzymy własny świat i własną opowieść, ale nie obejdziemy się bez odpowiedniego wpływu dzieł, które tworzą gatunek. Nie produkujmy dzieł wtórnych, ale jednocześnie nie bójmy się poruszać tematów, które wydają się już nieco wyeksploatowane. Ludzie kochają czytać wciąż te same opowieści, choć przedstawione za każdym razem pod innym kątem. No i nie przejmujmy się zbytnio krytyką, choć warto brać pod uwagę konstruktywne uwagi. Jestem po stronie tych, którzy uważają, że pisarz powinien podążać za swoją intuicją i bronić swojego stylu. Autorowi musi podobać się jego własne dzieło. Powinien pisać takie książki, które sam najchętniej by przeczytał. 

Riderò: A teraz wróćmy do książki: czy spodziewał się Pan, że książka „Teoria konspiracji” stanie się aż takim bestsellerem?

M.F.: Myślę, że moją ambicją było od początku dotarcie do jak największej liczby czytelników i odpowiednio się do tego przygotowałem. Napisanie książki to najważniejsza, ale nie jedyna część całego procesu. Warto wziąć oddech po przygotowaniu skończonego utworu i zastanowić się, jak sprawić by nasze dzieło, na które poświęciliśmy przecież tyle czasu trafiło w ręce szerszego grona odbiorców. Warto zacząć zdobywać zainteresowanie już zanim wydamy książkę. Ja założyłem stronę i fanpage w mediach społecznościowych, gdzie publikowałem krótkie fragmenty, opisy świata, umieszczałem zdjęcia i grafikę, która mnie inspirowała. W efekcie, już w dniu premiery książki miałem wiele osób, które nie mogły doczekać się publikacji. Co do samej powieści, uważam, że książka powinna być oparta o wyrazisty, centralny konflikt oraz osobiste i przekonujące motywacje postaci. Wokół tych czynników będzie toczyć się fabuła. Równie ważne jest przygotowanie sobie cech postaci, które będą je wyróżniać. Należy też pamiętać o tym by zaskakiwać czytelnika w punktach zwrotnych, które nadają tempa opowieści. Pamiętajmy o odpowiednim wyważeniu proporcji. Książka nie powinna być przegadana ani wypełniona nudnymi informacjami. Ja osobiście najbardziej kocham barwne opisy lokacji, dlatego musiałem bardzo się kontrolować, żeby nie zdominowały one akcji.  

Riderò: Skupmy się na kwestiach technicznych: czy serwis Ridero Pana zdaniem ułatwia proces wydania książki? Jeśli tak, to w jaki sposób? Co Panu się spodoba w systemie Ridero?

M.F.:  Serwis Ridero przekonał mnie systemem druku na żądanie oraz intuicyjnym sposobem na dokonanie samodzielnego opracowania książki poprzez narzędzia dostępne na stronie. Jeszcze prostsze jest utworzenie wersji elektronicznej. Muszę przyznać, że szykowałem się na żmudny, trwający miesiącami proces przygotowywania publikacji, a tu okazało się, że tego samego wieczora mogłem czytelnikom sprzedawać ebooki, a wkrótce wersję drukowaną. Ridero daje dużą swobodę jeśli chodzi o wprowadzanie poprawek do publikacji oraz pozwala na utworzenie strony internetowej książki, na której czytelnicy mogą ją kupować. Łatwy podgląd na dane dotyczące sprzedaży i szybki proces rozliczenia pozwala natomiast inwestować zarobione pieniądze w reklamę lub dodruki. 

Riderò: Co chciałby Pan przekazać przyszłemu autorowi o systemie Ridero – o czym warto wiedzieć?

M.F.:  Po pierwsze, warto spróbować, ponieważ system druku na żądanie minimalizuje ryzyko. Warto poświęcić trochę czasu na zachęcający opis na stronie książki i oczywiście obranie pasującej okładki. Ważne jest również wybranie odpowiedniej czcionki lub akapitów. Na szczęście mamy łatwy wgląd w ostateczny rezultat, dzięki wizualizacji na stronie. System pozwala na dokonywanie zmian już po premierze, co jest bardzo istotne z punktu widzenia początkującego autora. Czasami dopiero po jakimś czasie zorientujemy się, że czegoś jeszcze naszej książce brakuje. Pierwsze wydanie pozwoli się też zorientować, ilu czytelników jest nią zainteresowanych. Na sam początek nie zamawiałbym setek egzemplarzy książki, tylko dodruki, które najlepiej będą odpowiadać zapotrzebowaniu. Warto uruchamiać zniżki na książkę, ponieważ, szczególnie dla początkujących pisarzy, jest to świetna okazja, żeby przekonać czytelników do zakupu. 

Riderò: Prosimy o podanie wskazówek lub/i porad, jak skutecznie sprzedawać własną książkę na rynku self-publishingowym?

M.F.:  Po pierwsze, należy poświęcić odpowiednio dużo czasu na planowanie, zanim jeszcze wydamy książkę. Wspominałem już o tym jak ważne jest zadbanie o okładkę, opis i estetyczny wygląd książki. Bardzo dobrym pomysłem jest założenie fanpage książki w mediach społecznościowych oraz wysłanie informacji o premierze naszego dzieła do znajomych oraz stron i grup o podobnej tematyce. Warto przygotować ludzi na premierę i budować zainteresowanie poprzez udostępnianie fragmentów. Uważam, że powinno się też pomyśleć o różnorodnych kanałach dystrybucji. Oprócz sprzedaży poprzez stronę w serwisie Ridero można też zamówić tam wydruk konkretnej liczby egzemplarzy i sprzedawać je samemu poprzez własny sklep, oferując różne formy wysyłki. Takie detale potrafią znacząco wpłynąć na to, ile osób zdecyduje się kupić naszą książkę. 

Riderò: Czy pracuje Pan nad następną książką? Jeśli tak, to czy planuje Pan wydać tę książkę w systemie Ridero ponownie?

M.F.: Tak, obecnie pracuję nad kilkoma pomysłami jednocześnie, dlatego postępy są dość powolne. Większość wcale nie dotyczy science-fiction i jest silnie osadzona w naszej rzeczywistości. Pewne motywy, które mnie interesują, są jednak stałe – na pewno pojawi się dystopia, kryzys i obrzeża cywilizacji. W pewnym momencie, któryś z projektów wyprzedzi inne i poświęcę mu większość uwagi, co zaowocuje kolejną książką. Bardzo możliwe, że będzie to drugi tom „Teorii Konspiracji.”, który też mam zamiar wydać w serwisie Ridero. Ludzie, którzy obserwowali ten projekt, są już przyzwyczajeni do tego modelu dystrybucji. 

Riderò: I na koniec: jakich rad udzieliłby Pan w temacie samodzielnej promocji twórczości? Czy warto rozmawiać o swojej książce ze społecznością? Komunikować się i poszerzyć grono odbiorców po przez FB, YT i na własny blog?

M.F.:  Facebook, YT i własna strona może nie gwarantują sukcesu, ale dzisiaj to znakomite narzędzia dla pisarza, by samodzielnie wypromować swoją twórczość. Strona mojej książki zgromadziła wiele tysięcy obserwatorów, zanim napisałem nawet jej połowę. Dlatego uważam, że zdecydowanie warto zainwestować swój czas dotarcie do społeczności. Nie musi nam to zabierać wiele czasu, ale może być dla nas dodatkową motywacją. Ludzie naprawdę szukają czegoś nowego, czegoś, czemu będą dopingować. Wystarczą krótkie posty, podzielenie się pomysłami lub inspiracjami. Możemy jednak iść dalej i wciągnąć ludzi w proces powstawania książki. Dużo rozmawiajmy ze społecznością. Okazuje się, że ludzie naprawdę doceniają nasze intencje i są pełni uznania dla osób, które chcą pokazać swoją twórczość. Nie liczmy na to, że w dniu premiery wszyscy kupią naszą książkę, ale dzięki obecności w mediach społecznościowych, będziemy mieli niejedną okazję, by ich do tego przekonać. 

Riderò:  Dziękujemy za rozmowę!


Książkę Michała Frąckiewicza pt. „Teoria konspiracji” można kupić na stronie Księgarni Riderò.

„krew + krew” Anny Chomik [RECENZJA]

Liryka to specyficzny rodzaj literacki, który nie każdemu przypadnie do gustu. Wymaga on ponadto szczególnych okoliczności dla jego odpowiedniego „skonsumowania i przyswojenia”.

Tomik wierszy pt. „krew + krew” otwiera krótka notka biograficzna przybliżająca nam postać autorki. Anna Chomik to absolwentka germanistyki i translatoryki, obecnie poetka i tłumaczka mieszkająca w Gdańsku. Recenzowany tomik to jej debiut, który zawiera 25 wierszy i to w dwóch wersjach językowych – polskiej i angielskiej.

Jeszcze przed lekturą wierszy będziemy mogli zapoznać się z krótkim wstępem Katarzyny Mieśnik. Stawia ona pytanie o kondycję współczesnej poezji oraz o jej zadanie. Jednocześnie określa poezję debiutantki jako podnoszącą na duchu, ale i brutalną. Czy po lekturze tomiku i ja będę miała podobne wrażenia? Zobaczymy.

Pierwszy wiersz – „ciało” – to utwór o miłości, wzajemnym przyciąganiu i w końcu – kolizji. Moim zdaniem opowiada on o związku dwóch osób, a zaprezentowane odczucia mogą być udziałem wielu czytelników. Są więc w pewien sposób uniwersalne. A do czego się odnosi utwór „morze”? Poszukiwanie siebie? Niespełnione marzenia? Symbole? Próba odnalezienia siebie? Kto wie. Dla każdego z nas będzie to najpewniej utwór o czymś innym.

W niepokojący nastrój wprowadza nas „wojna & przestępstwo”. Miłość jest zawsze niebezpieczna – zdaje się mówić autorka. Wystarczy chwila nieuwagi i może dojść do rozlewu krwi. A czasem miłość bywa bardzo destrukcyjna. Intryguje wiersz pt. „wytrawne” – z jednej strony podmiot liryczny twierdzi, że nigdy nie jest za późno, żeby zmądrzeć, a z drugiej – że codzienne czynności mogą przynosić sporo bólu i wiązać się z przemocą.

Wiersze Anny Chomik są niepokojące, czasem przesycone ciemnością, innym razem pełne miłości. Anglojęzyczna wersja pozwala zobaczyć je z trochę innej strony. Jednak bez względu na język są nieoczywiste, nieco magiczne. Piękne, choć momentami też przerażające. Światy, które buduje poetka, są jednocześnie przyciągające i odpychające, a to dlatego, że na pierwszy rzut oka są one chłodne i niezbyt przyjazne. A jednak, mimo to, wchodzimy w ten świat, nie wiedząc, co czeka nas za rogiem – i właśnie tego chcemy!

A jak ocenić sam debiut? Na pewno jako obiecujący, nieoczywisty, świeży. Z dużym potencjałem. Można zauważyć już jakieś cechy charakterystyczne, powtarzające się motywy, po które sięga autorka. Widać, że zaczyna kształtować swój własny język. Czy to poezja kobieca? Jak najbardziej. A jednocześnie dość uniwersalna, bo pojawiają się tu liczne refleksje na temat otaczającego nas świata, tego, jaką rolę pełni człowiek w całym tym rozgardiaszu dnia codziennego.

Dlatego bierzcie ten debiut i czytajcie go, ale nie w pośpiechu. Poezja wymaga czasu i odpowiedniej przestrzeni, aby w pełni wybrzmieć. 

 

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł: krew+krew
Autorka książki: Anna Chomik
Książkę można nabyć w Księgarni Ridero

Jak zarabiać na twórczości? Dobra sprzedaż książki

Praca nad publikacją jest bardzo absorbująca – skupiamy się na odpowiednim poprowadzeniu opowieści i namalowaniu słowem wyrazistych bohaterów. Kolejne etapy procesu wydawniczego są równie istotnym elementem, który wpływa na sukces książki. Należy także odpowiednio przygotować się do procesu sprzedaży. Jak się tym zająć?

Zdefiniuj grupę obiorców

Zastanówmy się kim teoretycznie jest czytelnik naszej publikacji. W jakim jest wieku? Czym się interesuje? Jakie strony przegląda? Określmy portret potencjalnego odbiorcy, dzięki czemu przejdziemy do sprecyzowania działań, które warto podjąć, by dotrzeć właśnie do takiego grona. Dzięki temu wzrasta prawdopodobieństwo, że zakupią naszą publikację. 

Harmonogram działań

Planując premierę swojego tytułu, dobrze jest rozważyć wprowadzenie opcji preorderu – dzięki temu dowiemy się, jaka jest liczba już zainteresowanych osób. Musimy wziąć pod uwagę uporządkowanie czasowe działań sprzedażowych: kiedy będzie premiera, z jakiej okazji wprowadzimy kod zniżkowy, w jakich miejscach będziemy promować tytuł i tym podobne. Im bardziej przemyślimy strategię, tym większa szansa na sukces na rynku wydawniczym. 

Jak jednocześnie pisać i zadbać o działania sprzedażowe?

Dodatkowe filary sprzedażowe

W Ridero pełnia praw autorskich pozostaje po stronie Piszącego – dzięki temu mamy otwartą drogę do dystrybucji poza kanałami wydawnictwa. Gdzie można sprzedawać swoją książkę wydaną w Ridero?

Kanały online:

  • Własna strona internetowa/ sklep internetowy
  • Platformy sprzedażowe (np. Amazon lub Allegro)
  • Grupy tematyczne na Facebooku

Kanały offline

  • Lokalna księgarnia
  • Sprzedaż w trakcie spotkań autorskich/ dyskusji literackich
  • Sklepy stacjonarne, powiązane z tematyką naszej książki 
  • Antykwariaty

Szukaj odbiorców

Budowanie społeczności przed lub w trakcie pracy nad książka to pierwszy dobry trop, by gromadzić przyszłych czytelników swojej twórczości. Media społecznościowe (Facebook, Instagram czy YouTube) to miejsca, gdzie można bezpłatnie zainteresować innych naszą książką. 

Akcje specjalne

Konkursy, zniżki to coś, co kocha każdy z nas – to także dodatkowy bodziec, by kliknąć „kup teraz” na stronie księgarni. W strefie Autora Ridero każdy Autor może ustawić czasową zniżkę na ebook, dzięki czemu nasi odbiorcy 

Jak pozyskać patronat? Oferta sponsorska krok po kroku

Gdyby sięgnąć w bibliotece lub księgarni po kilka losowych tytułów, z pewnością na wielu okładkach zobaczymy logo portali literackich czy instytucji naukowych. Sekcja „patronat” na tylnej oprawie to jednak nie tylko promowanie partnerskich inicjatyw, ale przede wszystkim działanie marketingowe na rzecz Piszącego.

Korzyści dla Autora

Zdecydowana większość patronatów realizowana jest w oparciu o barter, a więc wymianę świadczeń, które przynoszą zyski obydwu stronom. Na tej zasadzie możemy więc zaproponować współpracę lokalnemu portalowi – jako twórca umieścimy logo strony na okładce własnej książki, w zamian za publikację informacji prasowej online. Autor zyskuje wzmiankę w sieci, a portal zapewnia sobie wzrost rozpoznawalności (każdy czytelnik, który dokona zakupu, zauważy logo wspomnianego portalu na tylne okładce)

Jak zacząć?

Aby takie działanie było skuteczne, warto na początek opracować listę potencjalnych patronów:

  1. lokalne placówki czy organy władzy (np. prezydent miasta czy centrum kultury),
  2. portale literackie/ kulturalne (np. booklips.pl czy kulturatka.pl),
  3. instytucje związane z tematyką książki (np. Instytutu Matki i Dziecka),
  4. inne.

Po opracowaniu listy adresatów, skupmy się na uzupełnieniu kontaktów do tych miejsc – najwygodniejszą formą kontaktu w takich kwestiach są maile. Kolejny krok to przygotowanie draftu wiadomości oraz oferty patronackiej.

Co zawrzeć w mailu?

Warto, by ująć w treści najważniejsze informacje związane z publikacją – o czym jest, do kogo jest skierowana i w jaki sposób jej treść koresponduje z działalnością Patrona. Koniecznie należy zawrzeć informacje techniczne o książce (data premiery, wydawnictwo, grafikę okładkową) oraz notkę biograficzną i zdjęcie Autora. Kluczowa jest także oferta patronacka.

Jak stworzyć ofertę patronacką?

Nie istnieje jedyny słuszny opis tego jak powinna wyglądać taka oferta – poniżej prezentujemy listę elementów, które warto zawrzeć. Finalny kształt czy język treści warto jednak dostosować do adresata, ale przede wszystkim do charakteru naszej twórczości.

  1. Przedstaw swoje pisarstwo

Zacznijmy od napisania kilku znań o sobie, następnie przejdźmy do opisania naszej publikacji. Koniecznie umieśćmy: tytuł książki, wydawnictwo, datę premiery, język publikacji, charakterystykę odbiorców (np. grupę zawodową lub miłośników konkretnego gatunku czy regionu). 

2. Korzyści dla Patrona

Przygotujmy listę argumentów dla osoby, która będzie decydowała o przyznaniu nam patronatu. Ujęte w tym miejscu propozycje są zarazem zobowiązaniem z naszej strony – pamiętajmy, by rzetelnie rozliczyć każdą z propozycji. Przykładowe świadczenia: umieszczenie logo Patrona na okładce książki, umieszczenie logo Patrona w informacji prasowej wysłanej do mediów, przekazanie 3 egzemplarzy drukowanych publikacji do dyspozycji Patrona, publikacja informacji o Patronie wraz z grafiką na stronie internetowej Autora.

3. Oczekiwania wobec Patrona

W nawiązaniu do poprzedniego punktu, przygotujmy listę świadczeń na swoją rzecz – warto zwrócić uwagę, by zobowiązania obydwu stron były równoważne. Przykładowa oferta może zawierać: zamieszczenie informacji o książce na stronie Patrona, przeprowadzenie wywiadu z Autorem oraz publikacja tekstu na stronie Patrona, publikację fragmentów książki wraz z linkiem do strony zakupowej, organizację konkursu dla czytelników. 

4. Dane kontaktowe

Na koniec warto umieścić jeszcze raz swój adres mailowy czy numer telefonu – tak, by odbiorca naszej wiadomości mógł się sprawnie z nami komunikować. W przypadku twórców z dorobkiem literackich: zostawmy informację o swojej stronie internetowej, pozostałych publikacjach czy nagrodach. 

5. Kwestie techniczne

Ofertę patronacką możemy przygotować np. w edytorze tekstu lub PowerPoint – wystarczy zmienić format na A4, by uzyskać rozmiar łatwy do wydruku. Profesjonalna oferta patronacka to najczęściej dokument .pdf (wystarczy przy zapisie pliku wybrać taki format) o spójnej, czytelnej czcionce oraz w oprawie graficznej, nawiązującej do estetyki okładkowej. 

I na koniec jak zawsze edukacja

Jeśli po raz pierwszy przygotowujemy ofertę patronacką dla książki, postawmy na dobry research. Zerknijmy do wyszukiwarki, by przejrzeć przykładowe, inne oferty – zainspirujmy się nie powielając cudzych pomysłów. Pozyskanie Patrona dla swojej książki to element zaplanowanej strategii marketingowej – a skoro o tym mowa, zachęcamy do obejrzenia archiwalnego webinaru, dotyczącego tego tematu. 

Webinar o marketingu i PR dla książki

Książka drukowana na miarę potrzeb Autora

Podejmując decyzję o druku swojej książki, każdy twórca stoi przed wieloma pytaniami – jaki papier wybrać, jaką oprawę i czy zdecydować się na zdobienia. Aby podjąć najlepsze z możliwych decyzji, konieczne jest poznanie tajników poligrafii i uprzednie przemyślenie wszystkich kwestii. Poniżej krótki przewodnik dla początkujących i zaawansowanych Pisarzy!

Odpowiednie przygotowanie

Jak zwykle należy zacząć od przejrzenia swojej domowej biblioteczki lub podejrzeć tytuły w lokalnej Księgarni. Zwróćmy uwagę na publikacje, które w sposób szczególny przypadły nam do gustu. Jak prezentuje się okładka, jaki papier wydaje się nam najbardziej stosowny i pasujący do naszej twórczości? Zastanówmy się co najbardziej nam się podoba i co uważamy za warte wykorzystania przy druku własnej książki.

Warianty do wyboru 

Oferta Riderò obejmuje szeroki wachlarz opcji wydruku publikacji:

  • rodzaj papieru – oferujemy kilka wariantów: papier offsetowy o gramaturze 90 g/m2, papier w odcieniu złamanej bieli lub kremowy o gramaturze 90 g/m2, papier powlekany o gramaturze 150g/m2 lub kremowo-żółty papier „ecco” o gramaturze 70g/m2;
  • typ oprawy: twarda lub miękka;
  • formy zdobienia okładki: złocenia, srebrzenia lub lakier punktowy (np. dla liter czy połyskujących elementów);
  • opcje dodatkowe: skrzydełka dla książek w miękkiej oprawie.

Korzystna oferta

Najbardziej optymalne jest zamówienie większej liczby egzemplarzy – wraz ze zwiększeniem ilości książek, cena za pojedynczą sztukę maleje. Oczywiście, w Riderò drukujemy już od 4 egzemplarzy – być może warto zacząć od mniejszej ilości, by upewnić się, że wybrane parametry nam odpowiadają? Decyzja należy do Autora!

Odpowiedni zapas

Początkującym Pisarzom z pewnością towarzyszą liczne wątpliwości – ile sztuk książki zamówić, jak rozwinie się sprzedaż czy co zrobić z wydrukowanymi egzemplarzami. Tutaj także zalecamy odpowiednie zaplanowanie swoich działań. Jakie przeznaczenie mogą mieć publikacje?

  • Wysyłka książki do dziennikarzy i Patronów
  • Przeznaczenie na nagrodę w konkursie dla czytelników
  • Prezent dla znajomych i rodziny
  • Egzemplarz recenzencki dla blogerów literackich

Dodatkowe pytania?

Zapraszamy do zapoznania się z odpowiedziami na najczęściej zadawane pytania w temacie druku lub kontakt z Działem Poligrafii: print@ridero.pl 

„Zwykła-niezwykła moja mama-dama i walczący ojciec” [RIDERO]

Czy opisana w książce historia obcej rodziny może być dla nas ciekawa, a nawet sprawić, że poczujemy się jak obserwatorzy zdarzeń? Czytając zapiski Wandy Zaręby-Xięskiej, przekonujemy się, że tak.

Rodzinną opowieść autorka rozpoczyna od dzieciństwa swojej mamy – Ireny Zaręby, która jeszcze pojawi się w tej książce. Istotną rolę w życiu wspomnianej bohaterki odegrały Gromadzice – jej rodzinna miejscowość – dlatego poznamy również nieco historii tej miejscowości. Dowiemy się, że uczęszczanie do szkoły przerwała bohaterce wojna i jej realia. Czytając takie zapiski, z jednej strony sporo się dowiadujemy, z drugiej zaś – mając świadomość, że czytamy o realnie żyjących postaciach, ludziach takich jak my, łatwiej wczuwamy się w ich położenie i wiemy, że opisywane zdarzenia faktycznie miały miejsce. We wspomnianej opowieści pojawiają się również wzmianki o realiach życia bohaterki, jej dalszej edukacji i tym, jak radziła sobie jako dorastająca dziewczyna.

Tego rodzaju opowieści są dla mnie bardzo ciekawe. Wojna wpływała w końcu w znaczący sposób na życie osób wówczas żyjących. Mimo to musieli oni jednak, na ile to możliwe, po prostu żyć. Oczywiście nie sposób nie wspomnieć o realiach takich jak samoloty, które zrzucały bomby tuż obok domu bohaterki, czy zdarzenia, w wyniku których cudem uniknęła śmierci z rąk Niemca.

Kolejny rozdział dotyczy z kolei dziadków autorki – Wiktorii Baran i Piotra Barana. Dowiadujemy się, gdzie mieszkali, jak budowali dom, poznajemy ich dzieci. Kolejny raz pojawiają się także wojenne realia i opis dotyczący tego, jak w tej trudnej rzeczywistości radzili sobie zwykli ludzie. Szczególnie zainteresował mnie wątek pieczenia chleba i podpłomyków, o których słyszałam już wcześniej od mojej mamy, jako o pewnego rodzaju przysmaku. Samo pieczenie chleba to jednak już efekt finalny – wcześniej trzeba było zemleć na żarnach jęczmień, a to wszystko potajemnie, bo zakazywał tego niemiecki okupant. Autorka wspomina też o swojej prababci, a więc opisywane historie sięgają dość daleko w przeszłość.

Na osobny rozdział w okresie powojennym zasłużyli matka i ojciec autorki. Dowiadujemy się, jak się poznali, gdzie żyli, gdzie się przeprowadzili. Z czego się utrzymywali, jak radzili sobie w nowej rzeczywistości. Duże wrażenie zrobił na mnie powrót rodziców bohaterki do Gromadzic i budowa domu. Myślę tu zwłaszcza o cegłach, które pochodziły ze zburzonych w czasie wojny domów. Tego rodzaju informacje sprawiają, że książka nabiera uniwersalnego charakteru i jest jeszcze ciekawsza. To trochę taka historia, którą znamy z książek, ale podana w zupełnie inny sposób.

Na uwagę zasługuję również fakt, że autorka zamieszcza sporo zdjęć, dzięki czemu nie musimy wyobrażać sobie, jak wyglądają bohaterowie opisywanych wydarzeń. Dzięki temu stają się nam również bliżsi.

Czy lektura mi się podobała? Zdecydowanie tak!

 

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki: „Zwykła-niezwykła moja mama-dama i walczący ojciec”
Autorka: Wanda Zaręba-Xięska
Książkę można kupić w Księgarni Ridero

„Gwiazdy to my” Cezarego Dereszewskiego [RECENZJA]

Segment książek dla dzieci jest dość wymagający, ponieważ młody czytelnik szybko się nudzi i trudno go zainteresować. A to tylko część wyzwań, przed którymi stoją autorzy tego typu literatury. Na całe szczęście są pisarze, którzy całkiem dobrze radzą sobie z postawionymi przed nimi oczekiwaniami.

Szukając książek dla swoich pociech, rodzice zwracają uwagę na pozycje, które nie tylko zajmą dzieciom czas, ale i przy okazji będą pełniły rolę edukacyjną. Jeśli macie podobne oczekiwania, Cezary Dereszewski ma dla Was doskonałą propozycję. Jest nią opowieść „Gwiazdy to my”, dostępna w trzech formatach – jako e-book, audiobook oraz standardowy wydruk. Do wyboru, do koloru.

Sama opowieść to typowa bajka. Jedną z bohaterek, którą uznać możemy jednocześnie za główną postać, jest Michalina. Dziewczynka chodzi do przedszkola, do którego pewnego dnia przychodzi niezwykły gość – pan w kapeluszu, który obiecuje dzieciom opowiedzieć o Układzie Słonecznym. I tak też się dzieje. Jest w tej opowieści nieco magii. Pan w kapeluszu pokazuje planety w dość ciekawy sposób: nie tylko o nich opowiada, ale niejako je wyczarowuje. Plastyczne opisy sprawiają, że oprócz tego, że poznajemy ogólne cechy poszczególnych planet, zaznajamiamy się również z ich wyglądem. Wszystko to sprawia, że lektura nie jest nudna. Nawet trudne kwestie zostały tu przedstawione przejrzyście i prosto, a przy tym wciągająco. A to przecież istotne w przypadku literatury dla najmłodszych.

Jeśli Wasze pociechy są w wieku przedszkolnym, to z całą pewnością przypadnie im do gustu to, że bohaterami książki są właśnie dzieci w tym wieku. Jeżeli chcecie zaznajomić najmłodszych czytelników z Układem Słonecznym, aby poznali nazwy planet, to doskonały sposób. A przy tym bardzo przyjemny i niewymagający sporego wysiłku. Bajkę z całą pewnością możemy czytać wielokrotnie.

Cezary Dereszewski – autor bajek dla dzieci oraz scenariuszy filmowych – proponuje opowieść, przy której nie sposób się nudzić. Możecie też być pewni, że Wasze dzieci po lekturze tej książki będą lepiej rozumiały otaczający je świat.

 

Autorka recenzji: Monika Matura
Autor: Cezary Dereszewski
Tytuł: „Gwiazdy to my”
Książkę można zakupić w Księgarni Ridero

„Stachu i pistolet. Życie i działalność konspiracyjna Stanisława Zaręby z Mirkowic” [RECENZJA]

Pamięć o rodzicach można kultywować na różne sposoby – jednym z nich może być napisanie książki opowiadającej o ich życiu. Taką formę postanowiła wybrać Wanda Zaręba-Xięska, tym razem proponując nam publikację dotyczącą jej ojca.

Po „Zwykła-niezwykła moja mama-dama i walczący ojciec. Historia Ireny” Wanda Zaręba-Xięska wraca z kolejną książką. Wspomniana pozycja poświęcona była w szczególności jej mamie. Teraz mamy okazję lepiej poznać sylwetkę ojca autorki – Stanisława. Poznajemy jego młodość, miejsce urodzenia, rodzeństwo, rodziców – jednym słowem: korzenie. Historia sięga narodzin mężczyzny i trwa aż do czasów współczesnych. A wszystko to dlatego, że rodzina bohatera wciąż kultywuje pamięć o zmarłym i to w bardzo czynny sposób.

Córka-autorka przedstawiła nam w zasadzie pełny obraz ojca, osadzając jego sylwetkę w mocnym kontekście. Dowiadujemy się na przykład nieco na temat samych Mirkowic – miejscowości, w której się urodził. Przy czym książka nie opowiada wyłącznie o losach Stanisława – poznajemy także jego rodzeństwo i fragmenty ich życiorysów. Dzięki temu, że w publikacji znalazło się dużo zdjęć, możemy zobaczyć, jak wyglądali jej bohaterowie. Nie musimy sobie więc ich wyobrażać, a to pozwala łatwiej poczuć, że byli prawdziwymi ludźmi, nie fikcyjnymi postaciami. Oprócz fotografii możemy spojrzeć też na dokumenty, na przykład akt własności ziemi czy zdjęcia odznaczeń przyznanych Stanisławowi Zarębie.

Losy bohatera przypadają na ciekawe i jednocześnie trudne czasy. Stanisław urodził się pod koniec I wojny światowej, a jego młodość przypadała na czasy drugiego konfliktu światowego. W książce znajdziemy fragment pisany ręką bohatera, który pozwala nam zajrzeć w wojenne realia. Dotyczy on konspiracyjnej produkcji pistoletów. To wartościowe wspomnienie, które pozwala nam niejako od kuchni zobaczyć, jak ludzie żyli, jak działali mimo strachu, ile ich to kosztowało.

Podobnie jak w poprzedniej książce i tym razem Wanda Zaręba-Xięska podzieliła tekst na rozdziały odpowiadające poszczególnym etapom życia jej ojca. Jeden z nich mówi o czasach powojennych i wyjeździe do Wrocławia – wraz z budowaniem domu w realiach PRL-u i trudami, jakie się z tym wiązały.

Nieco miejsca autorka poświęca również swojej osobie. Czytamy o jej dzieciństwie, edukacji, rodzeństwie. Pisarka wspomina też swojego ojca, przy czym są to wspomnienia bardzo osobiste. To trochę taka kronika rodzinna.

Czy książka dotycząca życia obcej rodziny może być dla nas ciekawa? Tak. Również dlatego, że koleje losu bohaterów przeplatają się z ówczesnymi realiami. Czytelnicy żyjący w opisywanych czasach pewnie przypomną sobie zbieranie stonki i sprzedaż zboża w specjalnych ośrodkach czy dodatkowe punkty za pochodzenie. Jeśli natomiast urodziliście się już po okresie realnego socjalizmu, będzie to dla Was ciekawa lekcja historii. Ta książka to nie tylko wspaniały hołd złożony zmarłemu ojcu autorki i jej rodzinie – to też okazja do poznania historii niezwykłej osoby.

Autorka recenzji: Monika Matura|
Autor: Wanda Zaręba-Xięska
Tytuł: „Stachu i pistolet. Życie i działalność konspiracyjna Stanisława Zaręby z Mirkowic”
Książkę można nabyć na stronie Księgarni Ridero

 

Andrzej Wituszyński – „Albo śmierć” [RECENZJA]

Książka „Albo śmierć” autorstwa Andrzeja Wituszyńskiego stanowi beletrystyczny zapis rewolucji francuskiej. Zanim więc zajmiemy się recenzją, warto cofnąć się na kilka chwil do przeszłości i przypomnieć sobie tło tych wydarzeń.

Rewolucję francuską datuje się na lata 1789-1799. W okresie tym zachodziły zmiany zarówno w obrębie polityki, jak i społeczeństwa, najważniejsze było jednak obalenie monarchii Burbonów. Warto zaznaczyć, że przed rewolucją Francja była monarchią absolutną, a władca stanowił niejako uosobienie państwa. Rewolucję rozpoczęło zdobycie Bastylii, a następnie jej zburzenie.

Równie istotne jest to, że we Francji panował wtedy feudalizm, obecny w tym państwie jeszcze od czasów średniowiecza. Społeczeństwo francuskie było więc podzielone na stany. Mieliśmy do czynienia ze szlachtą, która cieszyła się sporą liczbą przywilejów. Była ona też zwolniona z wielu podatków. Kolejnym stanem było duchowieństwo, do którego należała spora ilość ziem uprawnych. Trzeci stan był najliczniejszy – należało do niego chłopstwo i mieszczaństwo. To właśnie ten stan płacił czynsze i daniny na rzecz Kościoła, króla i pana, którzy prowadzili wystawne życie – nie dziwi więc fakt, że utrzymujący ich stan miał w końcu dość.

Właśnie o obalaniu starego ładu opowiada książka „Albo śmierć”, która stanowi fabularyzowany zapis tamtych wydarzeń. Po świecie przedstawionym oprowadza nas kilku bohaterów, narracja prowadzona jest więc z różnych punktów widzenia. Spotkamy zarówno zwolenników rewolucji, jak i jej ofiary. Będziemy obserwować ich reakcje oraz przelaną krew, jak również ich refleksje czy przemiany. Nie są to bohaterowie czarno-biali ani też pozbawieni refleksji. Nie bez przyczyny mówi się, że rewolucja pożarła własne dzieci. To, co miało przynieść upragniony, nowy świat, okupione było morzem krwi.

Część bohaterów zaczyna zastanawiać się nad zasadnością zachodzących przemian. Postacie obdarzone zostały więc sporą dawką autorefleksji, choć oczywiście nie dotyczy to wszystkich. Tak, jak to bywa w prawdziwym życiu, każdy ma swoje zdanie, które nie ulega przemianie. Z zaciekawieniem obserwujemy losy bohaterów, części z nich kibicujemy, do części nam być może dalej, ale i tak chcemy poznać ich motywacje i ich zrozumieć. „Albo śmierć” prezentuje nam niejako rewolucję francuską od zaplecza, widzimy przelewaną krew, zabijanie winnych lub niewinnych, wyrzuty sumienia, satysfakcję – ot całe spektrum ludzkich emocji i uczuć. Bo mimo trwającej rewolucji ludzie próbowali żyć – na ile to możliwe – normalnie. Choć toczące się wydarzenia znacznie odbiły się na ich losach.

Rewolucja dostaje tu ludzkich twarzy i to twarzy zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Ludzi, którzy mają własne problemy, emocje, uczucia. W książce przewijają się zarówno realnie żyjące, jak i zmyślone osoby. Osadzone zostały we wspólnej historii, co stanowi ciekawy zabieg. Książka nie nudzi w zasadzie ani przez chwilę. Co jakiś czas towarzyszy nam też pytanie o to, czy rewolucja jest dobra, czy zła. Zadajemy je sobie, obserwując zachodzące wydarzenia.

„Albo śmierć” Andrzeja Wituszyńskiego to książka dla miłośników historii, zwłaszcza francuskiej, ale i tych, którzy lubią wciągające powieści z wątkiem historycznym w tle.

Autor recenzji: Monika Matura
Tytuł: Albo śmierć
Autor: Andrzej Wituszyński
Książkę można zakupić na stronie Księgarni Ridero