Riderò: W swoim wideo na kanale YouTube, prezentując książkę, mówi Pani o spełnionym marzeniu w kontekście swojego debiutu. Jak wyglądała Pani droga do wydania publikacji?
Anna Wrześniacka: Długo i burzliwie :). Bajki napisałam już dużo wcześniej. W sierpniu 2025 roku po raz pierwszy pokazałam je swojej przyjaciółce, która jest psychologiem dziecięcym, aby oceniła treść i ich przesłanie. Następnie powstały ilustracje, które namalowała Olimpia Kwiecińska – córka mojej koleżanki, Aleksandry Andrzejewskiej. Najpiękniejsze w tworzeniu ilustracji było to, że dałam Olimpii wolną rękę – bez żadnych sugestii z mojej strony – i tak powstały piękne prace, odtwarzające dziecięce spojrzenie na współczesny świat i przedstawione w bajkach problemy.
Kolejnym krokiem było napisanie maila do Ridero oraz otrzymanie cudownej otwartości i chęci pomocy ze strony Pani Ani i Pani Ilony, za co jestem bardzo wdzięczna – krok po kroku tłumaczyły, co należy zrobić, aby książka mogła zostać wydana.
Ciekawostką jest to, że wszystkie prace związane z pisaniem książki i etapami jej wydawania zachowałam dla siebie – rodzina i przyjaciele dowiedzieli się o moim debiucie dopiero wtedy, gdy książka została już umieszczona w Księgarni Riderò.
Riderò: „Bajki Anki Skakanki, czyli bajki terapeutyczne dla Małych i Dużych” to zbiór opowiadań pisanych z myślą o dzieciach, rodzicach i nauczycielach. Na ile poszczególne historie są inspirowane prawdziwymi doświadczeniami, bazującymi na doświadczeniu, na ile obserwacją czy kreatywną pracą twórczą?
A.W.: Szczerze? Wszystkie bajki, które powstały, są inspirowane życiem. Duży wpływ na to miał mój charakter pracy zawodowej: sama jestem terapeutką dziecięcą i dzięki doświadczeniom oraz scenariuszom zaczerpniętym z życia powstały wszystkie bajki. Wspominam o tym również w podziękowaniach, m.in. dla mojej przyjaciółki Agnieszki – np. „Bajka o dyni” powstała autentycznie z historii z jej synkiem: pewnego dnia Manuel poszedł do fryzjera i nie spodobała mu się nowa fryzura, więc Agnieszka poprosiła mnie, abym wytłumaczyła mu, że wygląda bardzo ładnie i nie musi się tym przejmować.
Z kolei „Bajka o chłopcu, który miał marzenie” pochodzi z moich osobistych doświadczeń – od dziecka obracałam się w towarzystwie osób z różnymi niepełnosprawnościami, a moja mama zawsze powtarzała mi, że niepełnosprawność ruchowa ani żadna inna nie ogranicza człowieka i jego możliwości. Jeśli ktoś czegoś naprawdę chce, jest w stanie to osiągnąć – niezależnie od barier.
Przesłanie wszystkich bajek skłania do refleksji, przede wszystkim dorosłych, którzy czytają je dzieciom – bo mimo wszystko wywołują one także przemyślenia w ich własnym świecie.
Riderò: „Dzieci są naszą przyszłością i to od nas, dorosłych, zależy, jaka ona będzie i w jaki sposób im ją przedstawimy” – pisze Pani we wstępie do książki. Jak ta myśl przekłada się na Pani codzienną pracę z dziećmi z jednej strony i pracę nad publikacją z drugiej strony?
A.W.: To motto towarzyszy mi w każdej chwili, gdy pracuję albo po prostu przebywam z dziećmi. My, jako dorośli, stanowimy dla dzieci (szczególnie tych młodszych) główny autorytet – jeśli więc swoim zachowaniem będziemy prezentować negatywne wzorce, czego dzieci się nauczą? Na przykład tego, że przesiadywanie na telefonie czy obgadywanie innych to coś normalnego i akceptowalnego. Ja mówię temu „stop”, ponieważ zależy mi, aby dzieci wyrastały na dobrych ludzi: z empatią, zrozumieniem, szacunkiem do relacji rodzinnych i przyjacielskich, a przede wszystkim z miłością do samych siebie. Bo jeśli kochamy siebie, łatwiej jest nam kochać innych, a dzięki temu żyje się po prostu lepiej.
Jeśli chodzi o pracę nad publikacją – wyobrażenie gotowej książki, radość dzieci z jej lektury oraz rozmowy między dziećmi a rodzicami na temat problemów poruszanych w bajkach bardzo mnie motywowały do zakończenia całego procesu tworzenia. I za to sobie dziękuję. Efekty widzę w pierwszych opiniach – gdy pojawiają się informacje, że bajki są wartościowe, że książka przełamuje bariery, że dziecko, które było zamknięte w sobie, otwiera się, albo że konkretna historia staje się początkiem ważnej rozmowy w grupie.
Riderò: Zdecydowała się Pani na samodzielne wydanie książki. Jak ocenia Pani swoje doświadczenia w pracy nad publikacją od strony organizacyjnej i technicznej? Czy self-publishing dał Pani poczucie twórczej wolności, czy raczej okazał się dużym wyzwaniem?
A.W.: Było to nowe doświadczenie – ale pomoc ze strony Riderò okazała się bardzo pomocna. Pani Ania i Pani Ilona wykazały się niezwykłą cierpliwością w odpowiedziach na moje pytania. Zaproponowane sugestie, rady brałam do serca i z nich korzystałam – i dlatego wiem, że zrobiłam, co tylko mogłam najlepiej, aby wydać książkę w pełni profesjonalnie. Np. projekt okładki, czy wybór lektora do nagrywania audiobooka – miałam możliwości wyboru i wierzę, że wybrałam najlepiej, jak tylko mogłam.
Riderò: Które etapy procesu wydawniczego – redakcja, opracowanie w systemie były dla Pani wyzwaniem – lub wręcz przeciwnie?
A.W.: Każdy z tych etapów był na swój sposób wyjątkowy i bardzo ciekawy. Dystrybucja i dotarcie do potencjalnych zainteresowanych osób – jest dla mnie wyzwaniem. I chciałabym, aby jednak ludzie zaczęli więcej sięgać po książki i więcej czasu spędzali z dziećmi aniżeli w telefonach i social mediach.
Riderò: Jakie rady dałaby Pani osobom, które rozważają samodzielne wydanie swojej pierwszej książki?
A.W.: Warto zaufać Profesjonalistom, a Riderò ma swoich specjalistów – którzy chcą pomóc ze szczerego serca, aby książka danego autora była jak najlepsza. Jeśli chodzi o jakość, dystrybucje i zadowolenie zarówno czytelników jak i samego autora.
Riderò: Co szczególnie wyjątkowe, ilustracje do książki wykonała Olimpia, która – patrząc oczami dziecka – uzupełniła tekst o warstwę wizualną. Skąd taki niecodzienny pomysł i jak wyglądała współpraca w tym zakresie: czy zleciła Pani konkretne wytyczne czy to efekt wyobraźni dziecka?
A.W.: Olimpię znam już kilka lat i wiem, że ona uwielbia malować. Dlatego chciałam to połączyć – dziecięcą wizualizację ze wsparciem jej kreatywności oraz umocnienia jej wartości samej siebie. Na pewno okres po wydaniu książki był i jest dla Olimpii czymś nowym, wyjątkowym i może nie do końca łatwym. Pojawia się uznanie, ale i przejawy zazdrości – wynikające z dziecięcego rozumienia świata. Jak pisałam wcześniej – niczego Olimpii nie narzucałam i sama dostałam jej prace plastyczne, gdy wszystkie były już gotowe – dla mnie to też była bardzo miła niespodzianka.
Riderò: Od premiery publikacji minęło już trochę czasu – czy docierają do Pani informacje zwrotne od czytelników? Jak odbierana jest książka przez dzieci, rodziców i nauczycieli? Czy w planach są kolejne publikacje lub rozwinięcie serii „Bajek Anki Skakanki”?
A.W.: Pojawiają się ciekawe informacje zwrotne – same pozytywne, co bardzo cieszy. Wzmianki o książce pojawiły się również m.in. na stronie internetowej szkoły muzycznej, do której uczęszcza Olimpia. Ukazał się także artykuł na jej temat w czasopiśmie „Moje Miasto Monachium”. Otrzymałam również zdjęcie profesora Jana Miodka z książką, co było dla mnie szczególnie miłym wyróżnieniem i pokazuje, że każdy może być odbiorcą „Bajek Anki Skakanki”.
Jeśli chodzi o plany dotyczące kolejnej publikacji – tak, już są. Tym razem będzie to książka skierowana do nastolatków, w której opisane zostaną różne zaburzenia psychiczne oraz zaburzenia osobowości, w przystępnym języku, bez suchej teorii, za to z humorem i historiami w tle. Oczywiście będzie to kontynuacja cyklu „Okiem Terapeuty”. Ilustracji będzie tym razem więcej, a ponownie wykona je Olimpia.
Riderò: Dziękujemy za rozmowę!
–
Książka “Bajki Anki Skakanki czyli bajki terapeutyczne dla Małych i Dużych” Anny Wrześniackiej jest dostępna w Księgarni Riderò: https://ridero.eu/pl/books/bajki_anki_skakanki_czyli_bajki_terapeutyczne_dla_malych_i_duzych/














