Waldemar Wójtowicz “Droga przez Psałterz. Modlitwa serca Dawida …” [RECENZJA]

Biblia – niezależnie od tego, czy traktujemy ją jak tekst religijny, kulturowy czy literacki – pozostaje jednym z najbardziej wpływowych dzieł w historii świata. Jej siła tkwi nie tylko w jej przesłaniu, ale i aktualności. Podobnie jest z Księgą Psalmów, która od wieków funkcjonuje nie tylko jako zbiór modlitw, lecz również jako jeden z najbardziej uniwersalnych zapisów ludzkiego doświadczenia. To właśnie przez tę przestrzeń prowadzi czytelnika Waldemar Wójtowicz w książce pt. „Droga przez Psałterz. Modlitwa serca Dawida. Księga I (Psalmy 1–41)”.


Publikacja nie jest klasycznym komentarzem biblijnym. Autor w przystępny sposób omawia każdy psalm, jednocześnie proponując refleksję nad jego znaczeniem i możliwą interpretacją. Pierwszy tom, obejmujący psalmy 1–41, stanowi początek sześciotomowej serii. Skupia się na osobistej modlitwie, ufności, zmaganiach oraz zwycięstwie wiary, tematach silnie związanych z postacią Dawida – króla starożytnego Izraela, któremu tradycyjnie przypisuje się autorstwo wielu psalmów. Waldemar Wójtowicz w przystępny sposób omawia każdy psalm, dodając refleksję na temat jego interpretacji.

Główną osią książki jest indywidualna pobożność oraz relacja człowieka z Bogiem. Wójtowicz przypomina, że Księga Psalmów ma formę swoistego dwugłosu – jest jednocześnie Słowem Boga skierowanym do człowieka i odpowiedzią człowieka na to słowo. Autor zachęca do uważnej, powolnej lektury, wręcz zatrzymania się nad każdym tekstem. Podkreśla, że książkę najlepiej czytać równolegle z Biblią, traktując ją jako przewodnik po interpretacji, a nie zamiennik oryginału. Może ona towarzyszyć zarówno indywidualnej refleksji, na przykład poprzez czytanie jednego psalmu dziennie, jak i pracy w grupach biblijnych czy wspólnotach modlitewnych.

W publikacji znajdziemy także podstawowe informacje dotyczące autorstwa psalmów, ich kontekstu historycznego i literackiego, a także próbę osadzenia ich w realiach, w których powstawały. Jednak najważniejsze pytanie, jakie stawia książka, brzmi: jak przełożyć przesłanie psalmów na własne życie?

Książka Waldemara Wójtowicza nie kończy się na interpretacji, lecz wyraźnie zachęca do przełożenia treści na osobiste doświadczenie: modlitwę, refleksję, a nawet prowadzenie zapisków duchowych. Najbliżej jej do narzędzia, czegoś, co ma służyć pracy nad sobą, a nie jedynie dostarczać wiedzy czy inspiracji.

Nie jest to lektura dla osób szukających szybkich odpowiedzi czy uproszczonych interpretacji. Wymaga czasu, uważności i gotowości do wejścia w proces. Jeśli jednak czytelnik podejmie to zaproszenie, „Droga przez Psałterz. Modlitwa serca Dawida. Księga I (Psalmy 1–41)” może się okazać zaskakująco trafna, poruszająca i realnie wspierająca w osobistej refleksji.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki:
Droga przez Psałterz. Modlitwa serca Dawida. Księga I (Psalmy 1–41)
Autor: Waldemar Wójtowicz

Katarzyna Lech “Niewidzialny most” [RECENZJA]

W literaturze często szukamy ucieczki od rzeczywistości – w tej roli świetnie sprawdza się fantastyka. „Niewidzialny most” autorstwa Katarzyny Lech to książka właśnie z tego gatunku, która zabierze Was do zupełnie innego świata.

„Niewidzialny most” to powieść, która od pierwszych stron zanurza czytelnika w świecie na pograniczu mitu i baśni. Z każdą kolejną stroną autorka odsłania przed nami wielowarstwową rzeczywistość. Nie prowadzi nas jednak łagodnie, a od razu wrzuca na głęboką wodę, w środek wydarzeń.

W prologu poznajemy Manon, kobietę zmuszoną do dramatycznej ucieczki, by ocalić swoje dzieci. Chwilę później ciężar opowieści przejmuje Gniewko, chłopiec, który w wyniku tragicznych wydarzeń traci rodziców i musi nagle dorosnąć, biorąc odpowiedzialność za młodszą siostrę. To jego perspektywa staje się osią narracji i prowadzi czytelnika przez kolejne, coraz bardziej nieoczywiste przestrzenie.

Jednym z największych atutów książki jest sposób budowania świata. Autorka sięga po motywy znane z wierzeń słowiańskich – Welesa, Nawię, Bujan – ale nie rekonstruuje ich w sposób dosłowny. Tworzy raczej przestrzeń symboliczną, niejednoznaczną, momentami wręcz oniryczną. Światy, przez które przechodzi Gniewko, są nieuchwytne, a granice między nimi pozostają płynne. To sprawia, że czytelnik nie tyle poznaje tę rzeczywistość, co raczej stopniowo się w niej zanurza, czasem nawet z lekkim poczuciem dezorientacji.

Powieść „Niewidzialny most” wymyka się prostym klasyfikacjom. Choć czerpie z fantasy inspirowanej mitologią, znacznie bliżej jej do opowieści o stracie i próbie odnalezienia się w świecie, który nagle traci swoją stabilność. Fantastyka staje się narzędziem do opowiedzenia historii o żałobie, dojrzewaniu i przekraczaniu granic, zarówno tych realnych, jak i wewnętrznych.

Styl Katarzyny Lech zdecydowanie wzmacnia to doświadczenie. Język jest gęsty, obrazowy, nasycony metaforami. Autorka nie spieszy się z narracją, zatrzymuje się przy detalach, buduje atmosferę. Najciekawsze w tej powieści jest jednak to, że pod warstwą fantastyczną kryje się bardzo uniwersalna historia. „Niewidzialny most” można czytać jako opowieść o żałobie, o utracie i o próbie odnalezienia się w rzeczywistości, która nagle przestaje być bezpieczna. Tytułowy most nie jest tu tylko elementem świata przedstawionego – staje się metaforą przejścia, zmiany, momentu zawieszenia między tym, co było, a tym, co dopiero się kształtuje.

„Niewidzialny most” – środkowa część cyklu pt. „Drzewo światów” – przenosi nas w zupełnie inne przestrzenie i pozwala oderwać się od codzienności. Nie stroni przy tym od poruszania trudnych tematów i stawiania niewygodnych pytań.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki: “Niewidzialny most”
Autorka: Katarzyna Lech

Katarzyna Lech “Splątane ścieżki czasu” [RECENZJA]

W powieści pt. „Splątane ścieżki czasu” Katarzyna Lech po raz kolejny zaprasza nas do wykreowanego przez siebie świata, który momentami nie jest może najprzyjemniejszym miejscem, ale za to bardzo wciągającym.


Od początku fabuły będziemy towarzyszyli głównej bohaterce powieści – wychowywanej na książęcym dworze Manon. Szybko jednak okazuje się, że nie jest to historia o dorastaniu w cieniu możnego rodu, lecz o funkcjonowaniu w świecie, gdzie relacje rodzinne są podporządkowane polityce, a uczucia mają drugorzędne znaczenie. Już od pierwszych rozdziałów wpadamy w wir toczących się wydarzeń, a pozorny spokój i stabilizacja okazują się chwilowe.


Kluczowym punktem fabuły jest narastający konflikt wewnątrz rodziny, który następnie staje się kołem napędowym dalszej osi fabularnej. Manon szybko zostaje wciągnięta w sam środek wydarzeń. Jej droga jest długa i wyboista, ale widzimy przemianę, jaka w niej zachodzi. Obserwujemy, jak postać rozwija się, nabiera mocy i w końcu może stanowić o sobie, chociaż jej los na zawsze będzie spleciony z losem bóstw, które w mniejszym lub większym stopniu decydują o jej życiu.

Stworzony przez Katarzynę Lech świat pełen jest różnych odcieni. Niektórzy bohaterowie, jak Dobrawa, to prawdziwi aniołowie, ale część z nich, niczym Perepłuta, uosabiają czyste zło. Autorka kładzie duży nacisk na znaczenie ludzkich wyborów, napięcia między władzą a lojalnością oraz cienką granicę między przeznaczeniem a wolną wolą. Tworzy świat, w którym magia i ingerencja bogów są równie realne jak polityczne intrygi, a los bohaterów od początku wydaje się nie tyle rozwijać, co nieuchronnie zaciskać wokół nich. A my śledzimy to wszystko z niesłabnącym zaciekawieniem, bo zostajemy wraz z bohaterką wrzuceni w sam środek tego świata rządzonego przez przeznaczenie i ukryte siły, nad którymi człowiek ma tylko pozorną kontrolę.

Dużą zaletą książki jest jej dynamika. Każde wydarzenie ma swoje konsekwencje i prowadzi do kolejnych napięć. Ostatecznie „Splątane ścieżki czasu” to historia o tym, jak łatwo rozpada się świat oparty na pozornej równowadze i jak szybko człowiek staje się pionkiem w grze większych sił. Mocnym punktem powieści jest sposób prowadzenia bohaterów – niejednoznacznych, uwikłanych w relacje i zmuszonych do wyborów, które zawsze mają swoją cenę. To nie jest tak naprawdę opowieść o bohaterstwie, raczej o konsekwencjach, które niosą ze sobą trudne wybory. Jeśli szukacie wciągającej, pełnej intryg książki, to świetnie trafiliście.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki:
“Splątane ścieżki czasu”
Autorka: Katarzyna Lech

Anna U. Nickel-Antkiewicz „Most między światami. Moja droga do bycia medium [RECENZJA]

Most miedzy światami

Świat jest miejscem złożonym i niejednoznacznym, które postrzegamy głównie za pomocą zmysłów. A jednak istnieją zjawiska, które wymykają się temu poznaniu, niedostrzegalne dla większości, a doświadczane jedynie przez nielicznych. Właśnie taką osobą jest Anna U. Nickel-Antkiewicz, która opisuje swoją historię w książce pt. „Most między światami. Moja droga do bycia medium”.


Już sam tytuł niesie w sobie wyraźną metaforę. Autorka postrzega siebie jako łączniczkę między światem żywych a światem zmarłych, kogoś, kto umożliwia przepływ informacji, emocji i doświadczeń pomiędzy tymi dwiema rzeczywistościami. Książka ma przede wszystkim charakter osobisty. Nie znajdziemy tu klasycznej fabuły ani wyraźnie zarysowanego konfliktu. Zamiast tego otrzymujemy ciąg wspomnień – od dzieciństwa przez młodość aż po dorosłość – które prowadzą do jednego wniosku: zdolności mediumiczne nie są czymś nabytym, lecz odkrywanym stopniowo, czasami wbrew sobie.

Autorka przedstawia swoją drogę jako proces wymagający, niejednokrotnie trudny i obciążający. Opowiada o doświadczeniach, które nie zawsze były dla niej komfortowe. O obecnościach, które domagały się uwagi, o sytuacjach, wobec których czuła się bezradna, a którym z czasem musiała się poddać. To także opowieść o rozwoju i próbie zrozumienia własnej tożsamości w kontekście tego, co niewidzialne. Stary strych, niewytłumaczalne odgłosy, próby wywoływania duchów czy nocne wizyty niewidzialnych postaci budują atmosferę niepokoju, ale też ciekawości. Anna U. Nickel-Antkiewicz opisuje te doświadczenia w sposób bezpośredni i sugestywny. To nadaje narracji autentyczność.

Z czasem książka odchodzi od historii „dziwnych zdarzeń” i coraz bardziej skupia się na pracy medium: kontaktach ze zmarłymi, przekazywaniu informacji, pomaganiu innym. To właśnie te fragmenty mają największy ładunek emocjonalny. Szczególnie wtedy, gdy pojawia się temat straty, żałoby i potrzeby domknięcia relacji z bliskimi. Można ją czytać na wiele sposobów: jako świadectwo, jako opowieść, jako materiał do refleksji nad tym, jak ludzie radzą sobie z niewytłumaczalnym. A nawet jako zapis wewnętrznego procesu, próby nadania znaczenia doświadczeniom, które wymykają się codziennemu rozumieniu świata. Z tej perspektywy medium staje się nie tylko „łącznikiem między światami”, ale także figurą terapeutyczną, kimś, kto pomaga uporządkować emocje, nadać znaczenie doświadczeniom, które w przeciwnym razie pozostają chaotyczne i bolesne.

„Most między światami” czyta się z dużą ciekawością, choć czasami po plecach przechodzi dreszcz, gdy pomyślimy, że gdzieś za niewidoczną zasłoną żyją byty, z których istnienia nie zdajemy sobie sprawy. Książka zmusza do refleksji nad tym, gdzie kończy się to, co wiemy, a zaczyna to, czego nie potrafimy już tak łatwo wyjaśnić.

Autorka recenzji: Monika Maura
Tytuł książki:
„Most między światami. Moja droga do bycia medium”
Autorka książki: Anna U. Nickel-Antkiewicz

Anna Wrześniacka “Bajki Anki Skakanki…” [RECENZJA]

Bycie dzieckiem nie jest łatwe – to czas intensywnych emocji, pierwszych doświadczeń i mierzenia się z sytuacjami, których często nie umiemy jeszcze nazwać ani zrozumieć. Właśnie z tej perspektywy Anna Wrześniacka – autorka książki pt. „Bajki Anki Skakanki, czyli bajki terapeutyczne dla Małych i Dużych” – wyciąga do najmłodszych pomocną dłoń, proponując opowieści, które oswajają to, co trudne, niepokojące czy niezrozumiałe.


Autorka podejmuje w swoich opowieściach istotne wyzwania, z którymi mogą borykać się młodzi ludzie. Po każdej z nich pojawia się część „Okiem terapeuty”, która tłumaczy przystępnym językiem poruszone w bajce zagadnienia. Dodatkowo Anna Wrześniacka proponuje po każdym opowiadaniu trzy pytania do rozmowy z dzieckiem – to zaproszenie do refleksji i dialogu między dzieckiem a dorosłym. Książka ma być okazją do wspólnego spędzenia czasu i rozmowy o trudnych niekiedy tematach. Całość została wzbogacona ilustracjami Olimpii Kwiecińskiej, które nie tylko dopełniają narrację, ale również wzmacniają jej emocjonalny wydźwięk. Urzeka też ich dziecięca kreska.

Poszczególne bajki podejmują realne problemy: akceptację odmienności („Bajka o dyni”), złość i konsekwencje zachowań („Bajka o dziwnych sprawach…”), inność i niepełnosprawność („Bajka o chłopcu, który chciał mieć pieska”), samoakceptację („Bajka o pogryzionym ołówku”), ekspresję emocji przez rysunek, agresję w przedszkolu, wytrwałość i zmianę nawyków („Bajka o Wojtusiu”). To duży atut – autorka nie unika trudnych zagadnień, lecz próbuje je przełożyć na język zrozumiały dla najmłodszych. Dodatkowo są to wyzwania, z którymi boryka się każde dziecko.

Same bajki są skonstruowane w sposób prosty, ale przemyślany: z wyraźnym konfliktem, emocjonalnym napięciem i rozwiązaniem, które jest idealnym punktem wyjścia do rozmowy. Język jest przystępny, ale nie infantylny. To świat, w którym dziecięce emocje traktowane są poważnie, autorka ich nie bagatelizuje.

Bohaterowie są zwyczajnymi dziećmi, chodzą do przedszkola, szkoły, kłócą się z rodzeństwem, zmagają się z kompleksami, pragną akceptacji. Dzięki temu najmłodsi czytelnicy mogą się z nimi łatwo utożsamić, a dorośli – zobaczyć w nich odbicie realnych sytuacji, z którymi spotykają się na co dzień. To spory plus.

„Bajki Anki Skakanki” to bardzo dobra propozycja dla rodziców, nauczycieli i terapeutów, którzy chcą świadomie wspierać rozwój emocjonalny dzieci. Znajdziemy tu opowieści z morałem w bardzo przystępnej formie, często nawiązujące do codziennych sytuacji. Najlepiej sprawdzi się w rękach dorosłych gotowych na rozmowę, bo jej prawdziwa siła tkwi nie tylko w samych bajkach, lecz w dialogu, jaki potrafią one zainicjować.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł: “Bajki Anki Skakanki, czyli bajki terapeutyczne dla Małych i Dużych”
Autor: Anna Wrześniacka

Bogusław Boryczka „Krótkie wiersze na długie wieczory” [RECENZJA]

Tomik pt. „Krótkie wiersze na długie wieczory” autorstwa Bogusława Boryczki to propozycja dla czytelników, którzy w poezji szukają momentów zatrzymania. Autor operuje oszczędną formą, by wywołać w nas refleksję.

Jak jasno informuje już sam tytuł, jest to zbiór wierszy w zdecydowanej większości krótkich. Czasem są to dosłownie dwa słowa, innym razem mamy do czynienia z kilkoma akapitami. Bywa, że krótsze wiersze zbliżają się do formy aforyzmu lub złotych myśli. Nie jest to zabieg przypadkowy, lecz świadoma decyzja, która sprawia, że słowa wybrzmiewają jeszcze mocniej. Boryczka rezygnuje z metaforycznego nadmiaru i lirycznej ornamentyki. Jego wiersze są proste w formie, ale to nie odbiera im siły przekazu. To poezja, która chce skłaniać do refleksji.

Wyraźne jest zainteresowanie codziennością, relacjami międzyludzkimi, upływem czasu, przemijaniem, chwilami szczęścia. Autor potrafi obserwować sytuacje pozornie banalne – wizytę u fryzjera, brak odpowiedzi na maila, zmęczenie codziennym rytmem – i wydobywać z nich sens bardziej uniwersalny. Jednocześnie nie unika tematów poważniejszych: samotności, rozczarowania, fanatyzmu czy lęku przed przyszłością. Część wierszy ma wyraźnie aforystyczny charakter, inne ocierają się o satyrę.

W wielu wierszach Bogusław Boryczka operuje paradoksem. „Krótki wiersz o życiu” („za krótkie na zachwyty / za długie na żale”) można odczytać jako gorzką diagnozę egzystencjalną. To zdanie trafia w uniwersalne doświadczenia człowieka. Autor chętnie sięga także po ironię i lekki humor, które pełnią funkcję ochronną. W „Mailingu” komunikacyjna pustka współczesnych relacji zostaje pokazana poprzez absurdalną pointę z listonoszem roznoszącym reklamy zamiast listów. Podobnie „Miesiąc w miesiąc” wykorzystuje anegdotę z wizyty u fryzjera, by opowiedzieć o pogodzeniu się z przemijaniem i utratą kontroli nad własnym wizerunkiem.

W tomiku znalazło się też miejsce na teksty poświęcone społecznym problemom, jak „Krótki wiersz o fanatyzmie”, w którym „beton w głowie” okazuje się odporny nawet na „pneumatyczny młot”, działa jak zwięzły komentarz do współczesnych sporów ideologicznych. Z kolei pytanie postawione w „Krótkim wierszu o możliwej władzy” – „jaki będzie nasz kraj / za sterami / AI” – nie tyle straszy technologią, co obnaża ludzką skłonność do oddawania odpowiedzialności za decyzje „czemuś wyższemu”. Ciekawie wypadają również wiersze dotyczące czasu, który w tomiku jest niemal osobnym bohaterem. „Wyścig z czasem” redukuje przeszłość do zapomnienia, przyszłość do straty, pozostawiając teraźniejszość jako jedyny sensowny punkt odniesienia. Natomiast w utworze „Kolega czas” autor próbuje oswoić to, co nieuchronne, proponując relację partnerską zamiast walki.

„Krótkie wiersze na długie wieczory” to tomik wymagający uważnego czytania. Mimo często zwięzłej formy wierszy, nie jest to tom do czytania jednym tchem. Poezja wymaga czasu i uwagi. Dlatego faktycznie świetnie sprawdzi się podczas umilania długich wieczorów.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki: “Krótkie wiersze na długie wieczory”
Autor: Bogusław Boryczka

Wojciech Olszewski “40 ton bez alkoholu” [RECENZJA]

Są książki, które opowiadają o wychodzeniu z uzależnienia, i takie, które mogą towarzyszyć w tym procesie. „40 ton bez alkoholu” autorstwa Wojciecha Olszewskiego należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii.

Recenzowana książka nie jest poradnikiem – to uczciwa i momentami brutalnie szczera opowieść człowieka, który postanowił podzielić się swoimi zapiskami o wychodzeniu z nałogu i życiu po wyjściu z niego. Autor podkreśla, że to zapis jego drogi, intensywnej pracy po zaprzestaniu picia alkoholu i pracy związanej z tym, by nie zacząć pić na nowo, ale też – by nie popaść w drugą skrajność i nie nawoływać wszystkich wokoło do abstynencji. Olszewski podkreśla, że mimo upływu czasu nadal bywa trudno. Przyczynkiem do powrotu do nałogu może być na przykład nuda i brak pomysłu na zagospodarowanie czasu. Jednym słowem, autor opisuje codzienność bez picia i związane z nią wyzwania.


Wojciech Olszewski opisuje także, co pomagało mu w tej drodze, a byli to ludzie, wspólnota AA, wiara w siebie. Unika jednak pozy bohatera, nie buduje legendy „silnego alkoholika, który wygrał”. Wręcz przeciwnie: pokazuje, jak krucha bywa abstynencja i jak łatwo pomylić ją z dumą, ambicją albo potrzebą udowadniania czegoś innym. Bardzo cenny jest wątek niepicia dla siebie, a nie „przeciw komuś” czy „ku czyjemuś uznaniu”. To jedna z tych prawd, które brzmią banalnie, dopóki nie spróbuje się ich zastosować.

„40 ton bez alkoholu” to książka, która nie chce nikogo nawracać. Autor jasno stawia granicę: „to jest moja droga”. Myślę, że dzięki temu może przekonać do siebie więcej osób. Olszewski nie sprzedaje recept, nie obiecuje cudów. Pokazuje proces – długi, pełen zawahań, w którym największą pracę wykonuje się wtedy, gdy nikt nie patrzy. To książka pełna emocji: wstydu, gniewu, samotności, obsesji picia, ale też mozolnie odzyskiwanego spokoju. Autor bardzo świadomie unika „piciorysu”. Zamiast epatowania szczegółami dostajemy refleksję nad mechanizmami uzależnienia i nad tym, jak zdradliwie potrafi działać „pijany umysł”, nawet wtedy, gdy alkoholu już dawno nie ma w organizmie. Wspomina także o tym, jak zmieniło się jego życie, wartości, stosunek do ludzi.

Najmocniejszym elementem książki jest jej ton. Olszewski nie idealizuje trzeźwości. Nie sprzedaje bajki o nagłym szczęściu i harmonii. Pisze wprost, że trzeźwienie bywa nudne, monotonne, bolesne. Bywa samotne. I bywa, że jedynym zwycięstwem dnia jest to, że się nie wypiło. Brzmi skromnie? Tak. Ale w tej skromności jest ogromna siła. Szczególnie poruszające są fragmenty o obsesji picia, żałobie, rozstaniach i momentach, w których decyzja o abstynencji naprawdę wisi na włosku. Jednocześnie to książka, w której nieustannie tli się nadzieja, potrzeba docenienia małych zwycięstw i szansa na nowe życie. Autor jest też w pełni świadom tego, że jeszcze nieraz popełni błędy, ale są one naturalną częścią życia. Integralną częścią książki są wiersze, które stają się elementem wytrwania autora w trzeźwości.

Dla kogo jest ta pozycja? Dla osób w abstynencji lub na jej progu, dla bliskich osób uzależnionych – by lepiej zrozumieć, że trzeźwienie to proces. Jest też dla każdego, kto ceni autobiografie bez patosu i bez udawanej mądrości.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki:
“40 ton bez alkoholu”
Autor: Wojciech Olszewski

Krzysztof T. Rapcia „Sibele” [RECENZJA]

Są powieści, które wciągają bez reszty, od których trudno się oderwać. Bez wątpienia należy do nich także „Sibele” autorstwa Krzysztofa T. Rapci.

Akcja powieści toczy się w małym miasteczku, jakich wiele – Mięsowołach. Spokojne do tej pory życie społeczności przerywa budowa pumptracku, która staje się katalizatorem kolejnych zdarzeń. Początkowo akcja rozwija się powoli, ukazując codzienność Mięsowołów, by krok po kroku odsłonić sedno. W mieście od wieków coś się dzieje – ma to związek z lasem, tajemniczymi zniknięciami, dawnymi tragediami i powracającymi motywami bliźniaczek czy „szarej pani”. Przeszłość upomina się o swoje i mieszkańcy nie są w stanie dłużej jej ignorować.

W „Sibele” spotykamy wiele postaci. Nie sposób każdej z nich poświęcić czas, ale przyjrzyjmy się kilku z nich – między innymi Annie Kowalskiej. To młoda kobieta, postać niezwykle złożona, pełna pasji. Jej indywidualizm, tatuaże i fascynacja mroczną kulturą kontrastują z łagodnością rodziców i spokojem Mięsowołów. Towarzyszy jej mąż, Grzegorz, który próbuje racjonalizować rzeczywistość, a jednak w pewnym momencie staje się częścią czegoś, czego logika nie obejmuje. Ważni są też rodzice Ani – Zygmunt i Dzidka. Zygmunt to ciepły, prostolinijny mężczyzna, który jednak intuicyjnie czuje, że dzieje się coś złego. Dzidka, pogodna kucharka, niesie w sobie przeszłość złożoną z radości i traum. Nikt z nich nie wie, że jest częścią historii, która upomina się o swoją pamięć. W kolorycie wsi nie mogło zabraknąć staruszki, która lubi wiedzieć wszystko o wszystkich, czy lokalnych pijaczków. Każda z postaci ma do odegrania swoją rolę w teatrze zdarzeń.

Fragment książki

Obserwując toczące się wydarzenia, zadajemy sobie pytania: Kim jest pojawiająca się zjawa? Co jest przyczyną dziejących się tragedii? Książka stopniowo prowadzi nas od kroniki obyczajowej, przez thriller psychologiczny, aż po niemal mityczną opowieść o miejscu, które nie zapomina. „Sibele” to powieść napędzana nie tyle akcją, co bohaterami, ich przeszłością, lękami, pragnieniami i sposobem, w jaki reagują na niewytłumaczalne wydarzenia. Każda postać niesie swoją przeszłość i doświadczenia.

„Sibele” Krzysztofa T. Rapci to powieść, która wciąga, pełna klimatu i niepokoju. Z radością odkrywamy sekrety wioski i czekamy, aż dojdziemy do ostatecznego rozwiązania. A w międzyczasie trudno się od niej oderwać.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł:
“Sibele”
Autor: Krzysztof T. Rapcia
Link do strony książki: https://ridero.eu/pl/books/sibele/

Literatura prosto z serca… Rozmowy z Autorkami [WYWIAD]

Zapraszamy do inspirującego wywiadu z Autorkami Riderò: Dorotą Worobiec oraz Katarzyną Joanną Lasotą.


Riderò: Prosimy o przedstawienie się czytelnikom.

Dorota Worobiec: Jeśli chodzi o mnie, to podaję się za PRACOWNIKA ŚWIATŁA i niewątpliwie nim jestem. Misji pisarskiej podjęłam się ponad jedenaście lat temu w dniu liczby Pi, odwracającej rzeczywistość na skutek ostrego zakrętu losu, który zbombardował i prawie dobił mnie seriami dramatów i nieszczęść tak wielkich, że nie do wiary, kazał zapytać o sens wszystkiego w moim życiu, które zresztą od zawsze było bardzo duchowe i paranaukowe. Książki posypały się hurtowo, jedna za drugą w liczbie dwudziestu dwóch! Nie wymyślałam ich treści, kładłam dłonie na klawiaturze, a akcja wyświetlała mi się niemal przed oczami, wydobywana była ze mnie w sposób dotąd niepojęty i tak jest nadal, jakby czerpane to wszystko było ze skarbnicy wiedzy, przeżyć i doświadczeń zdobywanych przez całe życie, a złota nić akcji pojawiała się na sposób, którego nie pojmę. Nie było miejsca na żaden brudnopis, na jakieś plany, na wymyślanie akcji! W mojej pierwszej książce, właściwie opasłej księdze pt. ,,Sen in Excelsis,, napisanej wiele lat temu opisuję wydarzenie duchowe, parapsychiczne, jakie zwiastowało to moje przyszłe pisarstwo już w roku 2001, więc 24 lata temu! I wszystko wypełniło się…Wypełnia się nadal. Moja misja duchowa, misja światła polega na pozostawieniu po sobie wartości unikatowych, które obecne pokolenia w ogromnej liczbie zignorują. Kiedyś, gdy wypełnią się do końca czasy ostateczne w jakich żyjemy, zapotrzebowanie na takie wartości pobije rekordy. W czasach obecnych będę szczęśliwa z powodu każdej osoby, która przeczyta i wyciągnie dla siebie coś odpowiedniego akurat dla niej. Dziękuję wszystkim dotychczasowym Czytelnikom, głównie z południa Polski, jak i z Kanady i Niemiec za uznanie, nagrody, prezenty, miłe słowa. Panom Prezydentom Torunia za uznanie w postaci uhonorowania moich wybranych książek herbem Torunia, Ks. Biskupom Diecezji Toruńskiej za przyjęcie moich książek i gratulacje. Ridero I.T. Publishing za wieloletnią wspaniałą współpracę, Rodzicom za obecność i trwanie przy mnie, podobnie bliskim zaprzyjaźnionym osobom za to samo. Wielkie dzięki dla NIEZNANEGO ŚWIATA publikującego i wyróżniającego moje teksty OD WIELU LAT, ukłony w stronę mojej drogiej ANNY OSTRZYCKIEJ – RYMUSZKO, kobiety wielkiej i wspaniałej duchem, sercem, intelektem, wcześniej również śp. Redaktora Marka Rymuszko za to samo oczywiście.

Riderò: O czym jest Pani publikacja?

D.W.: Ta publikacja jest prawdziwie wielką i odkrywczą, nawet szokującą, wzruszającą, a chwilami też bawiącą przygodą duchową w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu, z akcją rozgrywającą się zarówno w urokliwych, dalekich, tajemniczych zakątkach świata – w Arabii na praktykach studenckich, jak i w naszym pięknym ojczystym kraju – dokładnie w Karpatach na szkolnej długiej wycieczce. Wyruszenie w sensie fizycznym na przygodę życia bywa nieświadomym wyruszeniem ku wewnętrznej duchowej przygodzie – przemianie, jak to zazwyczaj bywa, w tym przypadku wręcz z dreszczykiem. Duchowość tutaj rozciąga się raczej szeroko, bo zahacza z jednej strony w bardzo unikatowy, niepopularny sposób o wartości chrześcijańskie, z drugiej, również w sposób raczej porażający, o ciężką i smoliście czarną w swej wymowie staroegipską tajemnicę i mieści w sobie chwilami prawdziwie niewiarygodne, zjawiskowe doświadczenia, co nie znaczy, że nieprawdziwe. Punktami kulminacyjnymi książki są wydarzenia aż tak nie do wiary, że lekko chwilami trącają fantastyką, jednak dosłownie drgnienie o przysłowiowy milimetr współczesnej nauki wystarczy, by stały się faktem w sensie dosłownym i biorąc pod uwagę mega przyspieszenie w rozwoju obecnej techniki, to ten moment jest bliski. Niosą w sobie te wydarzenia przeogromne przesłania i w większości są rzecz jasna realne i prawdziwe w swym sensie teraz i tu. Ważnym punktem zdaje się na koniec pewna dziwna synchronizacja wydarzeń z dwóch zakątków świata, potwierdzająca głębię i wielki sens całości. To książka pełna zjawisk czysto duchowych, jak i mocnych parapsychicznych, można powiedzieć, że przepełniona elektrycznością dosłownie i w przenośni, zwłaszcza w wydarzeniu z mega cudem techniki na GÓRZE SYNAJ, także w tajemniczej ,,elektrycznej,, piramidzie no i w tajemniczych naszych Karpatach, oraz w starożytnej świątyni Wikingów przeniesionej w realu do Polski, a najbardziej w głębinach młodych serc… Na koniec niespodzianka…Nowa, ODWAŻNA toruńska współczesna legenda poświęcona ofiarom szkolnego i nie tylko szkolnego hejtu, zaś sama książka dedykowana jest oczywiście wszystkim ludziom, lecz w sposób wyjątkowy nowemu bohaterowi roku 2025, naszemu drogiemu polskiemu kosmonaucie:-) z powodu bardzo wyjątkowego i oczywiście otrzyma On książkę z dedykacją…

Fragment książki

Riderò: Czy pracuje Pani nad kolejną książką – proszę zdradzić swoje plany literackie 🙂

D.W.: Jakie kolejne plany literackie i czy będzie następna książka? Nie będzie, gdyż…ONA JUŻ JEST;-) Ma tytuł DAR DUCHA KAMIENIA i przeszłam w niej sama siebie…Około połowy listopada wyląduje oczywiście w moim niezwykłym, wspaniałym Ridero. Porwałam się w niej na akcję z podbudową starotestamentowej potężnej w swych skutkach historii Abrahama i Sary w zestawieniu z wyborami i decyzjami współczesnego człowieka i stworzyłam porażającą, zjawiskową wręcz przygodę współczesną o wciąż poszerzającym się wątku w sensie duchowym, psychologicznym, parapsychicznym, pełnym symbolizmu, zaskakującym chwilami. I znów z udziałem dzieci, ludzi młodych i tych całkiem dorosłych. Dużo w niej przyrody, natury, podróży, NIEZWYKŁYCH EKSPONATÓW, tajemniczości, gwałtownych zjawisk atmosferycznych.

Fragment książki

Riderò: Gdzie czytelnicy mogą Panią znaleźć w sieci?

D.W.: No cóż…Nie popiszę się tu…Nie ma mnie na moim facebooku, może dziwne, lecz prawdziwe. Jest zalany od lat wpisami innych ludzi, tylko nie moimi, bo to jakby nie moja bajka, nawet nie mam żadnej wprawy w jego obsłudze, ani też jakiejś przyjemności z tego płynącej. O facebooka trzeba dbać, być na bieżąco, poświęcać mu czas, a to nie dla mnie. Kocham pisanie książek, ale nie facebooka i nie wiem w jakim celu go właściwie założyłam, być może trochę pod presją otoczenia, czy mody. Dlatego podaję link do mojej strony w Ridero, a także mój adres mailowy dorotawbc@wp.pl

Riderò: Dziękujemy za rozmowę!

Link do strony Autorki w Księgarni Riderò: https://ridero.eu/pl/author/worobiec_dorota_v2rsp/


Riderò: Prosimy o kilka słów o sobie na początek.

Katarzyna Joanna Lasota: Jestem poetką i pisarką urodzoną w Zawierciu. Napisałam 6 książek: 4 tomików wierszy i powieści. Od 2015 roku aktywnie uczestniczę w wydarzeniach literackich, takich jak: wieczorki poetyckie, spotkania z poezją oraz autorskie prezentacje. W 2019r. zostałam wyróżniona w kategorii poezji w XVI Ogólnopolskim Konkursie Literackim im. Haliny Snopkiewicz, a w 2020r. otrzymałam stypendium Prezydenta Miasta Zawiercie w dziedzinie kultury. Na co dzień oddaję się pasjom, które są obecne w moim twórczym życiu: literaturze, fotografii i podróżom.

Riderò: Proszę opowiedzieć coś o swoich publikacjach.

K.L.: “Niezwykła wśród zwyczajnych” to powieść obyczajowa z elementami kryminału. Głównymi bohaterkami są dwie przyjaciółki: Ania i Julia, które mimo różnic charakterów mogą zawsze na siebie liczyć. W pewnym momencie niczym, w najgorszym koszmarze, życie obydwu wywraca się do góry nogami. Każda musi podjąć decyzję, która zaważy na reszcie jej życia. Czy zdołają stawić czoło problemom? Czy i tym razem będą się wspierać? Co takiego się wydarzy? Jak potoczą się ich losy? Przekonajcie się sami. Historie zawarte w książce pokazują, jak bardzo w naszym życiu potrzebni i ważni są prawdziwi przyjaciele i na ile decyzje z przeszłości mogą wpłynąć na nasze życie. Pisząc tę powieść, chciałam również pokazać, że żyją między nami wysoko wrażliwe osoby(WWO), i choć pobieżnie przedstawić, z czym zmagają się każdego dnia.

“Z poezją przez świat” to mój czwarty tomik wierszy. Zawiera on pełne emocji wiersze o tematyce mieszanej. Poezja to taka melodia duszy poety . W swoich wierszach przekazuję swoje emocje, spostrzeżenia, przeżycia, wspomnienia. Zachowuję w nich piękną lub trudną chwilę, opisuje krajobrazy. Jednym słowem to część mnie zachowana na kartkach papieru. Całość dopełniają zdjęcia mojego autorstwa, które użyłam jako okładkę oraz ilustracje.

Fragment książki ,,Niezwykła wśród zwyczajnych”

Riderò: Do kogo skierowane są Pani książki?

K.L.: Powieść ,,Niezwykła wśród zwyczajnych” jest skierowana do Czytelników , którzy lubią czytać opowieści zainspirowane życiem, a także do tych, którzy chcą poczuć dreszczyk emocji, napięcie. Książka została napisana celowo w krótkiej formie, dlatego będzie doskonałą lekturą do pociągu, czy na wieczorną chwilę relaksu. Jest idealną opcją dla osób, które kochają czytać, ale nie mają zbyt wiele czasu na oddanie się lekturze.

Natomiast “Z poezją przez świat” ze względu na różnorodną tematykę jest skierowany do osób w każdym wieku. Wiersze te dają przestrzeń do refleksji nad życiem, sztuką i światem.

Fragment książki “Z poezją przez świat”

Riderò: Czy pracuje Pani nad kolejnym tekstem?

K.L.: Jestem w trakcie korekty gotowej już nowej powieści, mam również gotowy materiał na nowy tomik wierszy.

Riderò: Dziękujemy za rozmowę!

Link do strony Autorki w Księgarni Riderò: https://ridero.eu/pl/author/lasota_katarzyna_joanna_rcjtd/

Media społecznościowe Autorki: https://www.facebook.com/profile.php?id=100070893321655

“Bajki, które pamiętają Miłość” [RECENZJA]

„Bajki, które pamiętają Miłość” Aleksandry Jarochowski to opowieści, które przypominają nam o tym, że miłość jest w każdym z nas – musimy sobie tylko o tym przypomnieć.


„Bajki, które pamiętają Miłość” to zbiór krótkich prozatorskich miniatur. Autorka sięga po figury archetypiczne – Cień, Drzewo Pamięci, Źródło, Gwiazdę, Lustro – by przekazać swoje przesłanie. Pisarka przekonuje, że w każdym z nas żyje miłość. Na książkę składają się 33 opowiadania. Utwory balansują pomiędzy prozą poetycką, przypowieściami a literaturą duchowo-rozwojową. Osadzone są w przestrzeni symbolicznej, pozaczasowej, gdzie kategorie fabuły schodzą na dalszy plan. Kluczowe stają się doświadczenia wewnętrzne.


Przeczytamy o akceptacji, szukaniu siebie, szukaniu szczęścia. To zbiór krótkich historii o tym, co najważniejsze, choć najczęściej o tym zapominamy. To nie baśnie w klasycznym rozumieniu – raczej delikatne przypowieści, które można otworzyć na dowolnej stronie i zawsze znaleźć coś kojącego. Aleksandra Jarochowski zaprasza, by zrobić to, czego zwykle unikamy: spojrzeć w głąb siebie. Każda miniatura kończy się krótkim przesłaniem, które wskazuje główny przekaz bajek. Autorka podkreśla jasną stronę życia, ale nie neguje istnienia ciemności – po prostu chce ją szczególnie celebrować. „Bajki, które pamiętają Miłość” są propozycją nie tyle do jednorazowej lektury, co do powracających medytacji. To książka, która ma skłonić nas do refleksji i przemiany.


Przyjrzyjmy się teraz kilku cytatom, by nieco lepiej poczuć cały nastrój zbioru. Jednym z najbardziej reprezentatywnych fragmentów jest scena z bajki pt. „Dziewczyna i Jej Cień”: “Tak. Ale światło istnieje tylko wtedy, gdy przytula cień”. Podobne przesłanie znajdziemy w miniaturze pt. „Oleńka i Gwiazda, która bała się świecić”: „Światło nie jest po to, żeby być największe. Światło jest po to, żeby być Twoje”. To swoisty manifest antyporównywania się, w duchu literatury rozwojowej, ale podany w formie poetyckiej. Autorka konsekwentnie prowadzi narrację ku afirmacji indywidualności, która nie wymaga rywalizacji, lecz akceptacji.

Nie mierz swojego życia zegarem świata. Słuchaj zegara
serca — on zawsze bije w rytmie Miłości.

Całość tworzy przestrzeń, która wymyka się klasycznym kategoriom literackim. To nie tyle baśnie, co przypowieści o powracaniu do siebie. Każda z bajek zostawia czytelnika z przesłaniem – krótkim, ale trafionym. I co ważne: nie są to suche slogany. One naprawdę rezonują, bo poprzedza je emocjonalna, czuła opowieść. To książka, którą można otworzyć na chybił trafił i zawsze trafi się w coś, co dokładnie dziś było potrzebne. Jest idealna na wieczór, na prezent, na kryzys, na gorszy dzień. Polecam.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki:
“Bajki, które pamiętają Miłość”
Autorka: Aleksandra Jarochowski