„Aż nauczę się oddychać” to zapis życia z chorobą, ale jeszcze bardziej – życia pomimo niej. Urszula Drożdżyńska opowiada swoją historię bez upiększeń, pozwalając czytelnikowi zajrzeć w miejsca zwykle ukrywane: ból, strach, rozpacz i samotność. A jednak z każdej strony wyziera tu także siła, nadzieja i odwaga, które czynią tę książkę czymś więcej niż autobiograficzną relacją. To swoisty przewodnik po ludzkiej wytrzymałości.
Autorka zaczyna od diagnozy, która wywraca jej życie do góry nogami. Bohaterka dowiaduje się, że cierpi na marskość wątroby. Opisane sceny szpitalne – choć przejmujące – nie epatują cierpieniem. To raczej świadectwo tego, jak codzienność chorego staje się walką o najprostsze rzeczy i poszukiwanie sensu w tym, co się przydarzyło. A oczekiwanie na telefon staje się światełkiem nadziei, które może przynieść informację o przeszczepie wątroby.
Fragment książki
Drożdżyńska nie ucieka od trudnych emocji: opisuje strach, ból, bezsens, gniew na własne ciało, że ją zawiodło. Chwilami czytelnik czuje się niemal współuczestnikiem jej doświadczeń. Jesteśmy świadkami tego, jak choroba niepostrzeżenie przejmuje codzienność: od rytmu posiłków po relacje z bliskimi. To jednak nie tylko zapis upadków, ale i wzlotów. Małych zwycięstw w postaci zaparzenia herbaty, spokojnego spaceru, chwili śmiechu z przyjaciółmi. Drożdżyńska udowadnia, że życie – nawet w cieniu choroby – ma wartość i że siła człowieka rodzi się właśnie w najtrudniejszych momentach.
Niewątpliwym atutem tej książki jest szczerość, bo zamiast udawanego heroizmu widzimy prawdziwego człowieka, który nie boi się opisać wszystkiego, co czuje. Dzięki temu autorka realizuje swój cel: dzieląc się własną historią, wspiera innych zmagających się z chorobą. Urszula Drożdżyńska nie tylko przedstawia historię swojej choroby, ale też pokazuje, jak nauczyła się z nią żyć i odnalazła sposób na wdzięczność za bliskich, kolejny dzień i siłę, którą znajduje.
Książka „Aż nauczę się oddychać” podzielona jest na krótkie rozdziały, dzięki czemu czyta się ją szybko, mimo że temat nie należy do najłatwiejszych. Styl jest prosty, ale przez to uderzająco autentyczny. To historia, która wzrusza, ale także inspiruje. Uczy, że każdy dzień może być cudem, nawet jeśli boli. To nie tylko świadectwo choroby, ale też lekcja o sile marzeń, o znaczeniu małych radości i o tym, jak nauczyć się być blisko samego siebie. To książka nie tylko dla tych, którzy mierzą się z chorobą, i ich bliskich – to też inspirująca lektura dla wszystkich nas, którzy zapominamy, że każdy dzień to dar.
Autorka recenzji: Monika Matura Tytuł książki: „Aż nauczę się oddychać” Autorka książki: Urszula Drożdżyńska
Korzenie i tożsamość od wieków fascynują ludzi, którzy w dawnych wierzeniach szukają odpowiedzi na pytania o sens istnienia i miejsce człowieka we wszechświecie. „Wielka Księga Wed Sławiańsko-Aryjskich” Waldemara Wróżka to wyjątkowe wydanie zbierające duchowe opowieści dawnych ludów słowiańsko-aryjskich.
Waldemar Wróżek jest popularyzatorem słowiańskiej tradycji, badaczem i tłumaczem źródeł związanych z dawną duchowością. Jego działalność skupia się na przybliżaniu polskim czytelnikom spuścizny naszych przodków, zwłaszcza w kontekście mitologii i kosmologii. Autor zebrał, przełożył i opracował starożytne teksty. Efektem jest monumentalna publikacja ukazująca duchową i filozoficzną spuściznę Prasłowian i Praariów. To pierwsze tego rodzaju wydanie w języku polskim – unikat, który do niedawna dostępny był jedynie w wybranych kręgach i to w niepełnej formie.
Fragment publikacji
Wedy są niczym innym jak starożytnymi religijno-mądrościowo-historycznymi tekstami. Księga opiera się na 26 tekstach zapisanych niegdyś w języku runicznym i obrazowym na metalowych tablicach, pergaminach czy drewnianych deszczułkach. Ich odkrycia dokonywano m.in. na terenach Rosji, Iranu i Bułgarii. Choć nie mają charakteru ściśle naukowego, są fascynującym źródłem wiedzy o świecie dawnych wierzeń i mitów – pełnym symboliki, rytuałów i kosmologicznych wizji. Waldemar Wróżek zaprezentował na kartach księgi Wedy zachowane we wspólnotach inglistycznych. Warto wspomnieć, że niektóre z nich zostały zniszczone przez władze sowieckie i przetopione na sztabki złota.
Wśród treści znajdziemy m.in. Santi Wedy Peruna – prawa i przepowiednie boga Peruna, Harati Światła – poematy o walce światła z ciemnością i narodzinach kosmosu, czy Sagę o Inglingach, opisującą losy Odyna i jego potomków. Teksty uzupełniają hymny, rytuały codzienne, symbolika, a także dziewięć zbiorów przykazań bogów takich jak Perun czy Łada. Księga prowadzi czytelnika przez złożony system wierzeń: od opisu bogów i świątyń, przez obrzędy i kalendarz słowiański, aż po kosmologię, w której człowiek jest częścią wielkiego porządku natury. Nie brakuje też elementów astronomii i astrologii – jak słowiański zodiak czy koncepcja cykli czasowych. Trudno nie docenić szerokiego kontekstu. Wróżek tłumaczy różne typy pisma używane przez dawnych Ariów-Słowian i pokazuje, jak dzięki nim Wedy przetrwały. Całość wieńczy słowniczek starosłowiańskich pojęć, który ułatwia lekturę nawet tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z rodzimą mitologią.
„Wielka Księga Wed Sławiańsko-Aryjskich” to publikacja wyjątkowa – obszerna, wielowątkowa i zdecydowanie nieprzypadkowa. Książka jest fascynującą lekturą dla osób zainteresowanych rodzimą tradycją i duchowością. Choć momentami wymaga pełnego skupienia, to jednocześnie jest inspiracją, źródłem refleksji i próbą przywrócenia pamięci o świecie, który przez wieki był wypierany przez chrystianizację.
Dla jednych lektura ta będzie cennym źródłem duchowego wzmocnienia, dla innych – fascynującą kulturową ciekawostką. Nie ulega jednak wątpliwości, że teksty te są bezcennym źródłem wiedzy o kulturze i wierzeniach dawnych Słowian-Ariów.
A gdyby tak poznać historię od innej, mniej znanej strony? Naszym rozmówcą jest Waldemar Wróżek, niezależny badacz dziejów Lehii i Sławii, który od lat zgłębia zapomniane wątki naszych sławiańskich i ariańskich korzeni. Jego pasją jest analiza starożytnych przekazów, genetyki, mitologii oraz odkryć archeologicznych, które nie zawsze mieszczą się w ramach oficjalnej narracji historycznej. Jego najnowsza publikacja pt. „Wielka Księga Wed Sławiańsko-Aryjskich. Tom I” to tłumaczenie książki, która ukazuje alternatywne spojrzenie na dzieje ludów białej rasy: ich wielkie migracje, kontakty z innymi cywilizacjami oraz wpływ na rozwój kultury i technologii w różnych epokach. Zapraszamy do lektury!
Riderò: W Riderò debiutuje Pan książką „Wielka Księga Wed Sławiańsko-Aryjskich. Tom I” – do jakiego czytelnika kieruje Pan tę publikację?
Waldemar Wróżek: Na wstępie dziękuję Wydawnictwu Riderò za możliwość opublikowania tej książki, gdyż inaczej nie ujrzałaby ona światła dziennego. Odpowiadając na pytanie, niniejszą księgę kieruję przede wszystkim do wszystkich osób interesujących się szeroko rozumianym dziedzictwem naszych Przodków. Uważam, że tę publikację powinno poznać jak najwięcej osób, gdyż odkrywa ona na nowo to wszystko, co zostało zapomniane lub było ukrywane przez długie wieki.
Riderò: Co było głównym impulsem do przygotowania tłumaczenia tej książki – chęć odkrycia prawdy historycznej, opowiedzenia alternatywnej wizji dziejów czy podzielenie się swoją pasją?
Waldemar Wróżek: Głównym powodem przygotowania tego tłumaczenia była chęć podzielenia się ze wszystkimi wiedzą zawartą w Wedach. W Polsce ich pełny tekst był niedostępny, istniały tylko fragmentaryczne tłumaczenia. Ponadto w Internecie znajduje się mnóstwo artykułów i filmów, które niby opowiadają o Sławiańsko-Aryjskich Wedach, ale podają rzeczy, o których nie ma mowy w oryginale. Wygląda to na celowe zakłamywanie, aby nikt nie zainteresował się z tym, co przekazują nam Wedy. Jestem zdziwiony, że nikt z przedstawicieli świata nauki nie przetłumaczył Wed Sławiańsko-Aryjskich. Są przekłady różnych tekstów obcych nam kulturowo, a nasze dziedzictwo jest pomijane przez ortodoksów akademickich. I to właśnie pasjonaci oraz niezależni badacze muszą ich wyręczać i tłumaczyć starożytne księgi Ariów-Sławian.
Od dawna nasi Przodkowie z wielką uwagą odnosili się do zachowania Starożytnej Mądrości, skrytej w różnych Świętych źródłach, jak „Santi”, „Harati”, „Sagi” lub „Słowa”. Zachowywali starożytne Święte Mądrości dla swoich potomków, aby ci, w chwili gdy pojawi się pragnienie poznania ukrytego, mogli ugasić to pragnienie w czystej krynicy, źródle pierwotnej Mądrości. Otwierając swoje serce na poznanie zachowanych od starożytności Runicznych tekstów, ludzie, gasząc swoje pragnienie poznania, nie mędrkują chytrze i starają się iść po predestynującej Złotej Drodze, czyli po drodze Duchowego Rozwoju. Nie chwalą się swoją wiedzą przed innymi ludźmi, bo znajdują Najwyższy cel w swoim życiu, opartej na zrozumieniu ukrytego starożytnego sensu. Starożytna Mądrość prowadzi ich Duszę i Ducha ku czystemu źródłu Pierwotnego Światła, ku Starożytnej Wierze Praprzodków naszych — Inglizmowi. Dobrzy ludzie, wybierają czyste Pierwotne Światło w swoich Duszach, niosą je innym ludziom, przebywającym w ciemności niewiary i niewiedzy. Poznając pierwotną, zapomnianą przez wielu, zagubioną w wiekach Starożytną Mądrość, ludzie zaczynają na nowo pojmować otaczający Świat Natury w całym jego nieopisanym pięknie i w całej jego wielkiej różnorodności. U oświeconych, uduchowionych ludzi inaczej toczy się życie, zmienia się wewnętrzny świat, w którym harmonijnie rozwijają się Dusza, Duch i Sumienie, pozwalając rozkwitnąć w sercu każdego Kwiatowi Paproci.
Riderò: W książce opis dziejów Sławian i Ariów – czy czytelnik powinien traktować je dosłownie, czy bardziej symbolicznie Pana zdaniem?
Waldemar Wróżek: Uważam, że czytelnik powinien traktować dosłownie dzieje Ariów-Sławian opisane w tej książce. Zostały one spisane w przeciągu kilkudziesięciu tysięcy lat i są najważniejszym świadectwem historycznym o naszych Praprzodkach.
Riderò: Co zaskoczyło Pana najbardziej podczas pracy tłumaczeniowej – czy było odkrycie, które całkowicie zmieniło Pana spojrzenie na dzieje ludzkości?
Waldemar Wróżek: Podczas tłumaczenia wiele razy byłem zaskoczony informacjami zapisanymi w Wedach. Przede wszystkim zdziwiłem się, że ludzie żyją na Ziemi od ponad 450 tysięcy lat, że przed opinią publiczną są ukrywane artefakty zaprzeczające oficjalnej nauce, że istnieje ponad 100 znaków swastycznych.
Riderò: Czy według Pana mitologia wedyjska to zapisy prawdziwych wydarzeń historycznych, a nie tylko opowieści religijne czy legendy?
Waldemar Wróżek: Uważam, że Wedy Sławiańsko-Aryjskie przedstawiają zapis prawdziwych wydarzeń, które miały miejsce w dalekiej prehistorii i starożytności. Znajdują one potwierdzenie w świętych tekstach wielu religii, w archeologii, co zostało opisane również w opublikowanym tłumaczeniu.
Fragment książki
Riderò: Nim w Riderò ukazała się Pana pierwsza publikacja, współpracował Pan z Januszem Bieszk, który jest badaczem Sławii oraz Królestw Lehii i Wenedonii. Czy zgłębienie wiedzy w tym obszarze spowodowało chęć wydania tej publikacji czy ten pomysł pojawił się wcześniej?
Waldemar Wróżek: Tak, to dzięki książkom Pana Janusza Bieszk zainteresowałem się Wedami Sławiańsko-Aryjskimi, o których wspominał. Nasza współpraca dotyczyła historii od króla Sarmaty, czyli od roku 2078 p.n.e., ale interesowały mnie wcześniejsze czasy, o których jest bardzo mało informacji. I właśnie Wedy wypełniają lukę o dziejach i pochodzeniu Sławian. Przedstawiają ich przybycie na Ziemię, zasiedlenie Daarii, przejście Uralem i zaludnienie przez nich Azji i Europy, a następnie Atlantydy.
Riderò: Publikacja jest tomem I, zatem możemy spodziewać się kolejnych części – czego możemy się spodziewać w drugim tomie? Czy jeszcze inne projekty wydawnicze planuje Pan w przyszłości?
Waldemar Wróżek: W drugim tomie „Wielkiej Księgi Wed Sławiańsko-Aryjskich” znajdzie się kilka kolejnych tekstów wedyjskich, m.in. „Złota Księga Koljady” i „Gwiezdna Księga Koljady”. Te starożytne podania opowiadają o wydarzeniach, które są wspominane w Przykazaniach Bogów, opublikowanych w Tomie I. Co do innych projektów wydawniczych, to w przyszłym roku ukaże się pierwsza część trylogii „Dziejów Lehii”, opisująca czasy od 3264 do 308 r. p.n.e. Natomiast po opublikowaniu Wed, których będzie 3, a może 4 tomy, planuję wydać książkę o starożytnych rodzajach pisma Ariów-Sławian.
Riderò: Dziękujemy za rozmowę!
Książka „Wielka Księga Wed Sławiańsko-Aryjskich. Tom I” Waldemara Wróżka jest dostępna w Księgarni Riderò.
Andrzej Andreas Rukuszewicz przedstawia historię z życia wziętą, w której bohater książki – alter ego autora – przeżywa emocjonalne i erotyczne zauroczenie kobietą o imieniu Samanta. Ta relacja, rozpoczęta online, wciąga go bez reszty. Kobieta fascynuje go i nie daje o sobie zapomnieć, mimo że nie zawsze jest to związek, o jakim marzył bohater.
Narracja prowadzona jest pierwszoosobowo przez Andreasa. Tytułowi bohaterowie początkowo wymieniają wiadomości, potem rozmowy stają się coraz bardziej intensywne, zmysłowe, aż w końcu przechodzą w scenariusze erotyczne prowadzone przez SMS-y i telefon. Ale nie jest to zwykły romans. Autor od początku stawia tezę, że jego poprzednie znajomości były inicjowane przez służby specjalne. Agentki, podstawione kobiety – wszystko to tworzy osobliwą aurę, której Samanta daje się początkowo wymykać. Czy naprawdę jest „darem losu”? A może również jest aktorką w tej grze? Samanta to postać wielowymiarowa. Z jednej strony kobieta otwarta, prowokująca, z artystyczną duszą i bogatym światem wewnętrznym. Z drugiej – ktoś nieuchwytny, z kim trudno stworzyć rzeczywistą relację.
Duża część książki to odważna, czasem bardzo dosadna narracja erotyczna. Dialogi bohaterów są nasycone zmysłowością, opisywane są zarówno realne spotkania, jak i intensywne fantazje. Ale pod tą powierzchnią seksualnych wyobrażeń kryje się zaskakująco szczery głos mężczyzny, który nieustannie pyta siebie: Czy to naprawdę miłość? Czy to tylko projekcja? Czy możemy kochać osobę, której jeszcze nie spotkaliśmy, ale z którą prowadzimy wielogodzinne rozmowy przez telefon? I wreszcie – czy to naprawdę to? To książka o pragnieniu bliskości i zagubieniu. Andreas to człowiek, który potrzebuje relacji, ciepła, zrozumienia.
Romantyczna część książki to jedno – drugą, równie istotną kwestię stanowią wspomnienia bohatera dotyczące prześladowania go przez służby. Bo tak się składa, że większość dotychczas spotkanych przez niego kobiet to osoby, które miały wyciągnąć od niego różne zeznania. W książce przeczytamy też odwołania autora, które świadczą o jego niewinności względem zarzucanych mu czynów. Są to w zasadzie realne pisma, z którymi możemy się zapoznać.
Nie ma co ukrywać: jest to książka pisana językiem surowym, bardzo bezpośrednim. Nie znajdziemy tu literackich metafor ani subtelnych opisów przyrody – są za to długie monologi wewnętrzne, opisy erotycznych scen i przemyślenia prowadzone strumieniem świadomości. To styl, który albo się zaakceptuje, albo odrzuci, warto jednak docenić autentyczność i odwagę autora, który nie czaruje i niczego nie ukrywa. Rukuszewicz nie udaje, nie stylizuje, nie filtruje emocji.
„Samanta i Andreas…” to książka, która balansuje między erotycznym pamiętnikiem, opowieścią o miłości i historią niewinnie oskarżonego człowieka. To też studium męskiego umysłu – przepełnionego pragnieniem bliskości, ale też nieufnością i trudną przeszłością.
Jeden z najbardziej satysfakcjonujących momentów w pracy Autora jest moment doceniania przez czytelników – pozytywne opinie odbiorców to wspaniała nagroda. Równie przyjemna jest informacja zwrotna od środowiska literackiego – krytyków, blogerów i recenzentów. Opiniotwórcze są także konkursy i docenienie przez kapitułę konkursową. Jak przygotować swoją publikację do zgłoszenia do nagrody literackiej? Poniżej zebraliśmy podpowiedzi oraz… zaproszenie!
Przeanalizuj regulamin
Choć wydaje się to być oczywistością, każda nagroda rządzi się swoimi prawami i jej formalne wymogi to pierwszy krok, by nasza książka miała szansę na wygraną. Na co należy zwrócić uwagę?
Terminy: do kiedy można zgłaszać prace, kiedy jest ogłoszenie wyników czy kolejne etapy
Temat przewodni (lub motyw)
Objętość pliku (limity znaków) i format zgłoszenia
Zasady publikacji (czy praca może być wcześniej publikowana?)
2. Dopracuj treść
Swoje zgłoszenie potraktujmy ze szczególna uwagą – co to znaczy?
Popraw ewentualne błędy: językowe, interpunkcyjne i stylistyczne
Poproś o opinię innych
Zrób przerwę – odłóż tekst, a następnie przeczytaj go ponownie ze świeżą perspektywą
3. Przygotuj tekst według wymagań:
Zweryfikuj wytyczne formalne – najczęściej jest to treść pisana czcionką Times New Roman, rozmiar 12 pkt., interlinia 1,5., marginesy 2,5 cm. Pamiętaj by zapisać tekst w określonym formacie i nadać mu właściwą nazwę – jeśli organizator wymaga zanonimizowanego zgłoszenia (bez danych osobowych), uwzględnij to.
4. Dodaj dodatkowe dokumenty
Sprawdź czy nie są wymagane dodatkowe oświadczenia i pliki – być może będzie to oświadczenie Autora o oryginalności tekstu, zgoda na przetwarzanie danych osobowych, dane teleadresowe czy krótki biogram.
5. Sprawdź sposób zgłoszenia
Pamiętaj, że w przypadku nagród literackich, zgłoszenia często odbywają się za pomocą poczty tradycyjnej – ale to nie reguła! Jeśli jest to formularz czy e-mail, pamiętaj by zapisać sobie potwierdzenie wysyłki zgłoszenia.
—
Zaproszenie dla Autorów
Zachęcamy do udziału w Konkursie na Książkę Reporterską Roku, do którego można zgłaszać publikacje polskich autorów wydane w okresie od 1 sierpnia 2024 roku do 31 lipca 2025 roku będące pierwodrukami.
Mówi się czasami, że kto pracował w korporacji, ten się w cyrku nie śmieje – bohater książki pt „Manager na ASAP-ie” na pewno zgodziłby się z tym powiedzeniem. W tej pozornie lekkiej satyrze na korporacyjną codzienność bohater przybliży nam absurdy świata pracy i nierównej walki z systemem, która nigdy się nie kończy.
Autor ukrywający się pod pseudonimem Aleks Chase serwuje nam książkę, podczas lektury której niejeden czytelnik powie do siebie: „O, to o mnie!”, „Mam dokładnie tak samo!”. Bohater – Asapiusz – to informatyk z powołania, manager z ambicji i chłopiec na posyłki z przymusu. Przechodzi przez kolejne kręgi korporacyjnego piekła: od nieistniejących umów o pracę, przez przetargi pisane na kolanie, aż po rozmowy o ergonomii kubków. Witajcie w świecie, gdzie informatyk uszczelnia okna i montuje klimatyzację!
Styl Chase’a to mieszanka kabaretowych smaczków i pamiętnika. Autor żongluje ironią, hiperbolą i korpożargonem tak zręcznie, że nawet banał o „braku zasobów” zyskuje drugie dno – i nagle czujemy, jak bardzo toksyczny bywa korporacyjny świat. Chase obnaża mechanizmy, o których słyszeli wszyscy: „dynamiczne środowisko pracy”, które w praktyce oznacza chaos, „płaską strukturę”, czyli samotność, i „możliwość rozwoju”, która kończy się w momencie, gdy ktoś odkrywa, że masz śrubokręt.
Humor jest tu bronią do okiełznania rzeczywistości, która, patrząc obiektywnie, zabawna nie jest. To także osobista historia wypalenia, poczucia bezsensu i tego dziwnego momentu, w którym pracownik orientuje się, że najwięcej energii zużywa na gaszenie cudzych pożarów. Książkę cechuje błyskotliwe poczucie humoru oraz dystans do siebie. To przenikliwa obserwacja realiów pracy w korporacjach. Narracja jest wciągająca. Drugoplanowi bohaterowie to korporacyjne archetypy, które spotkamy w każdej firmie: od „życzliwego, który nie pomaga”, po dyrektora, który „nie ma czasu na diagnozowanie, proszę zrestartować”, po „panią Basię z księgowości, która znów nie umie się zalogować”.
Kto pracował w takim środowisku, zareaguje nie tylko śmiechem, ale też… gulą w gardle. To książka idealna dla każdego, kto choć raz słyszał frazę: „na wczoraj” i nie wiedział, czy śmiać się, czy płakać. „Manager na ASAP-ie” to współczesny dziennik korporacyjnego everymana – pełen absurdu, autoironii i celnych spostrzeżeń. Dzięki niemu na pewno poczujecie, że nie jesteście sami.
Autorka recenzji: Monika Matura Tytuł książki:„Manager na ASAPie” Autor: Aleks Chase
Monika Lutz w swojej debiutanckiej książce pt. „Nocny spacer” serwuje czytelnikowi podróż w głąb duszy mężczyzny, który doświadcza emocjonalnego rozpadu. To powieść, która równie dobrze mogłaby być terapią grupową dla wszystkich tych, którzy kiedyś kochali bardziej, niż zostali pokochani – z tą różnicą, że zamiast psychologa mamy pióro autorki, a zamiast kozetki – mrok nocnego miasta.
Głównym bohaterem powieści jest Adam – wrażliwy mężczyzna, który źle trafia i zakochuje się w dziewczynach z problemami. To postać na swój sposób dramatyczna. Jego bezinteresowna dobroć popycha go w kłopoty, a kolejne spotkane kobiety zamiast prawdziwej miłości przynoszą tylko rozczarowanie i ból. Czytelnikowi przyjdzie obserwować jego rzeczywistość pełną nocnych spacerów ulicami miasta.
Jedną z kluczowych bohaterek powieści jest również Daria – nie zawsze obecna fizycznie, ale odciskająca swoje piętno na Adamie. W pewien sposób stanowi oś napędową całej fabuły. Zaczyna jako nieśmiała licealistka i przemienia się w kogoś zupełnie innego – kobietę, która związek z Adamem traktuje coraz bardziej jak wygodną przykrywkę dla swojego drugiego życia. Jej postać to symbol upadku i odrodzenia oraz drugiej szansy. Historia zaczyna się od nocnych spacerów Adama po Starym Mieście – symbolicznym miejscu jego miłości i samotności. Przestrzeń miejska jest nie tylko tłem i świadkiem wydarzeń – staje się ona niejako kolejnym z bohaterów. Wspomnienia z czasów licealnej sielanki z Darią zderzają się z bolesną teraźniejszością, w której kobieta prowadzi podwójne życie. Bohater nie potrafi sobie poradzić z zawiedzioną miłością. Obserwujemy, w jaki sposób próbuje uleczyć swoje rany i jak wpada w kolejne związki z kobietami, pod wpływem których ulega wewnętrznej przemianie.
Styl Moniki Lutz jest sugestywny, mocno emocjonalny i intymny. Podczas lektury czujemy się, jakbyśmy czytali osobisty pamiętnik – pełen bólu, wściekłości, rozczarowania, ale też cielesności i namiętności. Autorka nie unika mocnych scen, nie cenzuruje języka – i dobrze, bo emocje bohatera są prawdziwe. Pisarka nie daje prostych odpowiedzi, zamiast tego zostawia nas z pytaniami: Gdzie kończy się miłość, a zaczyna obsesja? Jak długo można żyć wspomnieniem zamiast rzeczywistością? Czy prawda naprawdę nas wyzwala, czy czasem niszczy ostatecznie?
„Nocny spacer” to gorzka, a momentami bolesna analiza tego, co dzieje się z człowiekiem, kiedy jego świat rozpada się kawałek po kawałku. Ale to też książka o możliwości przemiany pod wpływem doświadczeń, które są naszym udziałem, i w końcu znalezienia szczęścia po trudach. To z jednej strony literatura przepełniona erotyzmem, z drugiej – obraz samotnego człowieka, który próbuje odnaleźć siebie. To opowieść o samotności i w końcu o wyzwoleniu. Jeśli nie boicie się odważnych scen erotycznych, cenicie wciągającą fabułę i miłosne wątki, to literatura dla Was.
Alek Skarga po raz kolejny serwuje nam podróż do świata słów, piękna i ważnych tematów. „Tymczasem aniołowie” to zbiór poetycki o refleksyjnym, wielowarstwowym charakterze, osadzony w szerokim kontekście kulturowym, historycznym i filozoficznym.
Na poziomie tematycznym tomik porusza między innymi wątki przemijania, uczuć, duchowości, a także miejsca jednostki wobec historii i kultury. Skarga nie unika trudnych tematów, wręcz przeciwnie – mierzy się z nimi z dużą odwagą i konsekwencją. W jego wierszach pobrzmiewają echa tradycji klasycznej i współczesności.
Wiersze Skargi pulsują symboliką religijną, ale nie dają się łatwo wpisać w ramy ortodoksji. W utworze pt. „Rzeka płynie na północ, wiatr dmie na południe…” pojawia się figura pustelnika, który odrzuca pompatyczność religii i celebruje codzienność. Utwory takie jak „Moda na nowe technologie dla terapii poznawczo-behawioralnych” czy „W kopalni szkła” pokazują świat, w którym SI, drony i algorytmy próbują zastąpić prawdę, pamięć i doświadczenie. Poeta z humorem i sarkazmem opisuje dehumanizację człowieka pod pozorem „ulepszania” go.
Wiersz „Bodaj Biohazard w Klubie Studio…” to nic innego jak wspomnienie koncertu wpisane w liryczne ramy, z kolei „Offowe sztuki lotne” to pochylenie się nad teatrem. W „Świątyni” autor mówi o miłości tak intensywnej, że niemal religijnej. Tu też pojawia się motyw piękna jako absolutu – niepojętego, a jednak odczuwalnego. Inne utwory, jak „Koraliki z laki” czy „Asocjacje i aprecjacje nowo narodzonych”, dotykają tematów przemijania, początku i końca.
Tomik jest bardzo różnorodny, ale spójny. To poezja pełna neologizmów, eksperymentów językowych i odniesień kulturowych. Dla niektórych może być zbyt rozbudowana, ale dla tych, którzy cenią wielowarstwowość, będzie to uczta. Tymczasem aniołowie” to tomik wymagający, ale wartościowy. Polecam go czytelnikom poszukującym poezji ambitnej, intertekstualnej, łączącej namysł egzystencjalny z kulturowym i historycznym komentarzem. Warto go czytać powoli – wracając do wybranych fragmentów i pozwalając im rezonować na własnych zasadach. To tomik dla czytelnika myślącego i przede wszystkim – wciąż wrażliwego na świat.
Tomik pt. „Trudne do zrozumienia pewne sprawy” autorstwa Alka Skargi to wyprawa do świata pięknych słów, onirycznych krajobrazów i masy różnego rodzaju przemyśleń. Podróż, z której nie chce się wracać do szarej rzeczywistości.
Kto zna poezję Alka Skargi, ten wie, że będzie niebanalnie. Autor uwielbia zabawy słowem, wymyślanie nowych zwrotów, a jego wyobraźnia nie ma granic. Zdaje się łączyć poetycki surrealizm z filozoficznym esejem. Z równym upodobaniem sięga po historyczne wydarzenia, jak i opisuje absurdy współczesności, a całość podlewa nawet wątkami związanymi z technologią. Nie szczędzi aluzji kulturowych, religijnych, filozoficznych czy socjologicznych, a jednocześnie pozostaje zanurzony w codzienności — tej rozgrywającej się „pod mostami świata” czy „na ścieżce do Żabki”. Dlatego mimo pięknego, złożonego języka jest to poezja dotykająca zwyczajnych spraw.
Wiersze pełne są metafor i ukrytych znaczeń, to prawdziwa uczta dla koneserów, którzy lubią analizować i szukać sensów. Weźmy choćby otwierający tom utwór pt. „Pod ważnymi mostami świata” — ileż tu jest słowotwórstwa, ileż metafor i ukrytych znaczeń. Pod mostami gromadzą się „poeci intuicjami kloszardów wypełnieni”, a świat „pełza w tramwajach cierpienia” – to tylko próbka tego, co nas czeka.
Z kolei utwór „Usuń się, bo zasłaniasz słońce” — jawnie nawiązujący do anegdoty o Diogenesie — to rozmyślania nad współczesnymi pozorami mądrości i postępu. Tytułowy apel do „władcy świata” jawi się niczym obraz nonkonformizmu poety, który próbuje wskrzesić filozofa sprzed dwóch tysięcy lat, by zadać dzisiejszemu establishmentowi niewygodne pytania.
Cały tomik to poezja intensywna, gęsta — nie da się jej „połknąć” naraz. Nie brak tu dystopijnych wizji, jak w „Katharsis z kriokoncentracji” czy „Rejsie w ambiwalentnej nieskończoności mórz własnych snów”, gdzie rzeczywistość splata się z nierealnym.
„Trudne do zrozumienia pewne sprawy” to tomik, który nie tyle trzeba czytać, co doświadczać. To poezja na czasy kryzysu – duchowego, kulturowego, tożsamościowego. Nie zawsze łatwa do zrozumienia, ale na pewno warta poznania. To zbiór dla tych, którzy od literatury oczekują nie tylko ładnych fraz, ale i przesłania, a do tego niebanalnej formy, która wymaga maksymalnego skupienia, by poznać sensy, które skrywa.
Autorka recenzji: Monika Matura Tytuł: „Trudne do zrozumienia pewne sprawy” Autor: Alek Skarga
W poprzednim wpisie dzieliliśmy się korzyściami oraz podpowiedziami jak wykorzystać udział w konkursach literackich. Tym razem mamy zaproszenia od organizatorów dwóch nagród – szczegółowe informacje znajdują się poniżej. Nie każdy self-publisher ma doświadczenie w przygotowaniu zgłoszenia, zapraszamy do lektury kilku podpowiedzi.
Strategiczne podejście do konkursów literackich
Na początek research: wykorzystaj wyszukiwarkę (lub AI!), by znaleźć konkurs, który będzie interesujący (na bazie tematu, formy pisarskiej)
Przygotuj kalendarz zgłoszeń wraz z terminami ogłoszenia wyników każdego etapu
Dokładnie przeczytaj regulamin i zapoznaj się z wytycznymi dotyczącymi formatu treści czy wymaganych oświadczeń
Skonsultuj swój pomysł i zasięgnij opinii ważnych dla Ciebie osób – może ich komentarze będą warte wykorzystania w zgłoszeniu?
Zadbaj o autopromocję – pochwal się zgłoszeniem na swoich kanałach, wsparcie czytelników może okazać się bardzo motywujące!
Śledź wyniki i… nie zrażaj się w razie niepowodzeń
Zaproszenia dla AutorówRiderò
1. Najlepsza Książka o Tematyce Regionalnej
Wojewódzka Biblioteka Publiczna – Książnica Kopernikańska w Toruniu oraz toruński oddział Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego zapraszają do udziału w IV Konkursie o Nagrodę Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego na Najlepszą Książkę o Tematyce Regionalnej.
Termin zgłoszeń: 19 maja – 12 września 2025 do godz. 15:00
Tematyka książek zgłoszonych do Konkursu: musi dotyczyć zagadnień bezpośrednio związanych z obszarem województwa kujawsko-pomorskiego.
Kategorie specjalne: Historia, Kultura, Przyroda i Geografia, Biografistyka, Literatura piękna, Turystyka oraz Odkrycie Roku
Nagroda: Nagrodę Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego w wysokości 5.000 zł.
Ważne: do Konkursu można zgłaszać tylko książki wydane w 2024 r.; do udziału w konkursie można zgłaszać wyłącznie książki wydane drukiem na terenie Rzeczypospolitej Polskiej
2. 28. edycja Konkursu o Nagrodę im. Jana Długosza
Termin zgłoszeń: do 16 czerwca 2025
Zgłaszane książki: organizatorzy zapraszają do zgłaszania książek naukowych i popularnonaukowych polskich autorów z szeroko pojętej humanistyki, które ukazały się po raz pierwszy w polskim wydawnictwie w 2024 roku
Nagrody: obok statuetki dłuta śp. Bronisława Chromego i nagrody pieniężnej dla Autora w wysokości 30 000 zł, nagroda pieniężna dla Wydawcy nagrodzonej publikacji w wysokości 10 000 zł