Kilka pytań do… Andrzeja Rukuszewicza i Aleksa Chase’a


Ridero: Prosimy o przedstawienie się naszym czytelnikom.

Andrzej 'Andreas’ Rukuszewicz: Zawodowo zajmuję się importem okularów przeciwsłonecznych i oprawek korekcyjnych. Hobbystycznie gram na pianinie, za młodych lat grałem w zespole na gitarze i śpiewałem, czasami graliśmy na zabawach w remizach strażackich poza Warszawą. W roku 2021 wydałem przez Ridero pierwszą II-tomową książkę „Zdrada, Idiota i Mafia” w której opisuję na faktach głośną sprawę z PRL-u – jak 19latek został uwikłany przez aktorów kochanków w morderstwo, prokurator Wiesława Bardonowa żądała kary śmierci, zaś po 9,5 roku udowodnił swoją niewinność i opuścił więzienie…

Ridero: O czym jest Pana książka?

A.R.: Książka „Samanta i Andreas…” powstała z miłości lub dzięki miłości. Opiera się na faktach. Samanta i Andreas spotykają się wirtualnie na portalu randkowym i unoszą się w swych fantazjach które prowokuje Samanta. Po realnym spotkaniu okazuje się, że wszystko nadzwyczajnie pasuje, nieustannie piszą do siebie i godzinami rozmawiają tak jakby pochodzili z innej częstotliwości i odnaleźli się tu na ziemi. Jednak kiedy Andreas zaczął układać ich wspólne życie, Samanta spontanicznie ujawnia się jako agentka służb specjalnych. I w tym momencie, momencie zwrotnym, Andreas demaskuje działalność tychże służb, czyli zorganizowanej przestępczości – białych kołnierzyków, i opowiada: „Co? Tak Ci powiedzieli? A powiedzieli Ci, że to złodzieje, fałszerze, potwory? To ja Ci powiem kim są…” i Andreas opowiada o sfałszowanych wyrokach sądowych, o sfałszowanych dokumentach własnościowych, o fałszerstwach w ZUS po to aby dręczyć swą ofiarę, jak kradną nieruchomości i jak fałszują rzeczywistość. I opowiada też o innych agentkach które mu od paru lat podsyłali…

Ridero: Komu poleca Pan lekturę?

A.R.: Książkę warto przeczytać, zainteresuje każdego, ponieważ takie sprawy jak złodziejstwo, służby czy miłość każdego mogą dotyczyć. Szczególnie zainteresuje tych którzy z prawem mają związek – urzędników, prawników…

Ridero: Czy pracuje Pan nad nową książką?

Cały czas coś piszę, opisuję przekręty ludzi władzy – mafii. Czy wydam? Zobaczymy. Czasami jakieś wydarzenie – jak spotkanie Samanty, może spowodować zwrot akcji i potrzebę opisania niezwykłego wydarzenia jakie na swej ścieżce spotkaliśmy. Życie pisze lepsze scenariusze od tych wymyślonych, natomiast ujawnienie tego czego jeszcze nie napisaliśmy spowodowałoby opóźnienie lub zaniechanie, a przynajmniej pozbawienie siebie zaskoczenia.

Ridero: Dziękujemy za rozmowę!

Media społecznościowe Autora: https://www.facebook.com/andrzej.rukuszewicz/


Ridero: Prosimy o przedstawienie się naszym czytelnikom.

Aleks Chase: Publikuję pod pseudonimem, aby zachować anonimowość – zarówno swoją, jak i osób oraz środowisk opisywanych w książce. Od lat zawodowo związany jestem z branżą IT, w której miałem okazję poznać bardzo różnorodne wyzwania: od stanowisk technicznych, przez realizację projektów, po zarządzanie zespołami i wdrażanie nowych rozwiązań. Po godzinach fascynuje mnie łączenie perspektywy technologicznej z edukacyjną oraz eksplorowanie kreatywnych ścieżek, niezależnie od tego, czy są nimi strategie biznesowe, gry fabularne czy nowe technologie. Charakter książki oddaje dołączony awatar AI – symbol rzeczywistości, w której codzienność bywa równie złożona jak świat systemów i algorytmów.

Ridero: O czym jest Pana książka?

A.C.: „Manager na ASAPie” to opowieść o wyzwaniach, przed jakimi staje się w środowisku IT na różnych etapach kariery – nie tylko jako menedżer, lecz również jako pracownik na stanowiskach technicznych, projektowych czy wspierających. Pozycja ta to kompendium doświadczeń, w których splatają się absurdy codziennej pracy, nieoczekiwane zwroty akcji i praktyczne lekcje wyniesione z realnych sytuacji. Starałem się pokazać kulisy funkcjonowania działów IT oczami osoby, która od początku zawodowej drogi napotyka na sprzeczności procedur, zaskakujące priorytety oraz… niezmiennie obecne „ASAP” w komunikacji. Publikacja zawiera liczne anegdoty, subtelne odwołania do świata gier, analizy nietypowych wyzwań, a także refleksje nad przyszłością pracy w wysokotechnologicznym środowisku. To książka zarówno dla osób związanych z branżą, jak i dla tych, którzy chcą zrozumieć, jak wygląda codzienność tam, gdzie technologia spotyka się z człowiekiem.

Ridero: Komu poleca Pan lekturę?

A.C.: Książka skierowana jest do szerokiego grona czytelników – przede wszystkim do osób na różnych etapach kariery w IT, ale również do tych, którzy szukają inspiracji, profesjonalnego dystansu oraz zrozumienia mechanizmów działania nowoczesnych organizacji. Docenią ją zarówno praktycy zarządzania technologią, jak i specjaliści, którzy cenią kreatywność oraz nieszablonowe podejście do rozwiązywania problemów. Myślę, że lektura przyniesie wartość także osobom zainteresowanym rozwojem osobistym, edukacją oraz wpływem nowoczesnych technologii na pracę i życie codzienne. Uniwersalne obserwacje opowiadane są z przystępnym humorem, ale również zachętą do własnych przemyśleń nad miejscem człowieka w cyfrowym świecie.

Ridero: Czy pracuje Pan nad nową książką?

A.C.: Aktualnie gromadzę materiały do drugiej części przygód Asapiusza, w której zamierzam pogłębić tematykę zarówno absurdu, jak i praktycznych wyzwań codziennej pracy w IT. Coraz bardziej fascynuje mnie także data science oraz rozwój sztucznej inteligencji – rozważam stworzenie publikacji, w której połączę motywy technologiczne z rzeczywistymi historyjkami i dylematami branży. Chciałbym, aby kolejne książki były nie tylko rozrywką, ale też źródłem inspiracji do rozmowy o przyszłości pracy, edukacji, kompetencjach i roli człowieka w świecie coraz bardziej zautomatyzowanym.

Ridero: Dziękujemy za rozmowę!

Media społecznościowe Autora: https://www.facebook.com/profile.php?id=61577493645626

Jesienne inspiracje książkowe…

Odgłos deszczu za oknem, ciepły kubek herbaty i dobra lektura – to nasz sprawdzony przepis na udany wieczór. Zapraszamy do zapoznania się z poniższymi propozycjami!


  1. „Tymczasem aniołowie” Alek Skarga

Współczesna poezja, która dotyka wrażliwych punktów, jednocześnie nie przytłaczając swoją formą. Fragment recenzji (całość do przeczytania na portalu kulturatka.pl): Fragment recenzji: To tomik poetycki wymagający, ale wartościowy, Polecam go czytelnikom poszukującym poezji ambitnej, intertekstualnej, łączącej namysł egzystencjalny z kulturowym i historycznym komentarzem (…) To poezja pełna neologizmów, eksperymentów językowych i odniesień kulturowych. Dla niektórych może być zbyt rozbudowana, ale dla tych, którzy cenią wielowarstwowość, będzie to uczta (…) Warto go czytać powoli — wracając do wybranych fragmentów i pozwalając im rezonować na własnych zasadach. (Monika Matura)

O Autorze
Alek Skarga – rocznik 1958; urodzony w Dębicy; absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego; debiutował w czasie studiów w latach 80. publikując swoje wiersze w Zeszytach Naukowych Koła Polonistów UJ redagowanych pod patronatem prof. Jana Błońskiego; niezależną poezję tworzy już od szkolnych lat; wiersze łączy z poetyckimi fotografiami, które sam wykonuje. Na swoim koncie ma już 32 własne tytuły oraz 18 publikacji zbiorowych.

Zapraszamy do śledzenia Autora w mediach społecznościowych: https://www.facebook.com/profile.php?id=100019762655896

Strona książki: https://ridero.eu/pl/books/tymczasem_aniolowie/ 

Fragment książki

2. „Światło Wawelu” Łukasz Ławicki

„Światło Wawelu” to dynamiczna mieszanka sensacji, kryminału i fantastyki, której akcja osadzona jest w mistycznym i historycznym Krakowie. Powieść splata dwie linie czasowe: tuszowane zaginięcia dzieci z czasów PRL oraz współczesne śledztwo prowadzone przez Komisarz Lenę Zert. Wszystko prowadzi do ukrywanej przez lata tajemnicy Wawelu – miejsca, gdzie potężna energia czakramu, niemieckie eksperymenty z czasów wojny i tajna baza wojskowa stanowią tło dla odkrycia mrocznej prawdy o zaginięciach. To opowieść o sile ukrytej w starożytnych miejscach, o sekretach rodzinnych oraz o tym, jak przeszłość nieuchronnie wpływa na teraźniejszość.

O Autorze
Łukasz Ławicki pisze o sobie: z wykształcenia jestem informatykiem komputerowym, a na co dzień pracuję jako Grafik komputerowy. Pochodzę z Włocławka, mieszkam aktualnie w Warszawie. Moje pasje to: historia II wojny światowej, szczególnie tajne wojskowe projekty, teorie spiskowe i nadprzyrodzone zjawiska paranormalne, oraz podróże. Właśnie te elementy staram się wplatać w swoje powieści, łącząc fakty z nieograniczoną wyobraźnią. „Światło Wawelu” to moja kolejna próba stworzenia historii, która trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony.

Zapytany o kolejną publikację odpowiada:
Jestem w trakcie pisania, książki:”Incydent Bałtycki” to dynamiczny thriller szpiegowski osadzony na Gotlandii, gdzie narasta konflikt, między Rosją a Szwecją, w związku z tajemniczą anomalią na dnie Bałtyku i zatopieniem rosyjskiej łodzi podwodnej. Będę się starał zabrać wszystkich, w drogę z byłym komandosem FORMOZY, Michałem Różyckim, szukającym spokoju po służbie, który zostaje nieoczekiwanie wciągnięty z powrotem do gry wojennej przez prośbę byłego szefa. Musi współpracować z agentką CIA, Anną Lind, która bada naturę tajemniczego, paraliżującego impulsu elektromagnetycznego w pobliżu Gotlandii. Na ich tropie znajdują się najemnicy z Grupy Wagnera i agent tajemniczej organizacji NEBEL – niemiecki snajper Lars Reinhardt. Cała fabuła oparta została jak „Swiatło Wawelu”, na prawdziwych faktach, ale połączona wymyśloną, przeze mnie fabułą. Mam nadzieję, że jeszcze w 2025 roku pojawi się na Ridero.

Zapraszamy do przeczytania pozostałych publikacji Autora: https://ridero.eu/pl/author/lawicki_lukasz_kc36b/ 

Strona książki: https://ridero.eu/pl/books/swiatlo_wawelu/ 

Fragment książki

3. „Dziecięcy świat bajek!!! Bajka o Magicznym żelazku/ Nadymana Gęś” Zuzanna Szajkó

Książka pt. „Dziecięcy świat bajek!!!’” to zbiór kilku bajek o różnych bohaterach i ich historiach. Bohaterzy tych bajek to: dżdżownica, gęś, ciuchcia, oraz żelazko i dziewczynka Dorotka, każda z bajek kończy się z happyendem. Bajki są krótkie, ciekawe, pełne wydarzeń i pouczające. Lekturą może być zainteresowany każdy rodzic, który lubi czytać swojemu dziecku książki do snu. Sama również mam małe dziecko i lubię czytać bajki, które są krótkie, proste i zrozumiałe. Dzieci małe lubią oglądać obrazki i słuchać czytania bajek.

O Autorce
Zuzanna Szajkò początkująca amatorka pisarka tworzyła teksty od wielu lat, jako copywriter oraz pisarz amator. Pisanie to jej hobby uwielbia sztukę malarską, przeczytała mnóstwo książek w wersji polskiej. Lubi również przyrodę, roślinność, zwierzęta i ryby. Jak pisze Autorka: „żyję od paru lat w małym miasteczku w Czeskiej Republice. Miasteczko inspiruje mnie do pisania utworów jak: „Morderstwo w banku”, „Bajka o dżdżownicy zielarce” czy „O Dorotce smakotce”. Na co dzień normalnie pracuję i zajmuję się domem.”

Zapraszamy do śledzenia Autorki w mediach społecznościowych: tiktok.com/@zuzannaszajko i youtube.com/@zuzannaszajko8254

Strona książki: https://ridero.eu/pl/books/dzieciecy_swiat_bajek/ 

Fragment książki

Jacek Orłowski „Guru Słowa Prawdy – droga do siebie i poza systemy” [RECENZJA]

Życie to jedna wielka niewiadoma, dlatego czasami warto poszukać wskazówek, które uczynią tę podróż łatwiejszą. Jacek Orłowski w książce pt. „Guru Słowa Prawdy – droga do siebie i poza systemy” proponuje nam pomocną dłoń w tej drodze.


W dobie takiego wyboru książek o samorozwoju na księgarnianych półkach to wielkie wyzwanie, by znaleźć coś oryginalnego, a jednak autorowi recenzowanej pozycji to się udało. Zaczynamy od szerokiego planu, fizyki kwantowej, atomów i gwiazd, by pokazać, że wszyscy jesteśmy częścią większej układanki. Potem schodzimy coraz niżej – do ludzkiego mózgu, emocji, relacji i codziennych zmagań. Orłowski tłumaczy w prosty sposób, jak działa nasza psychika i dlaczego często robimy coś zupełnie innego, niż planowaliśmy.

Pisarz dzieli nasz wewnętrzny świat na trzy postacie:
– Jaskiniowca – czyli nasz instynkt, który chce przetrwać, najeść się i nie dać się zabić.
– Motyl – emocje, które potrafią nas unieść albo pogrążyć.
– Profesor – rozum, który wszystko analizuje i chce mieć rację.
Autor w prosty, momentami dowcipny sposób pokazuje, jak te trzy „postacie” w nas walczą, jak sabotują się nawzajem i jak można przywrócić im harmonię. Chętnie korzysta z tych metafor, by zobrazować nam działanie mózgu. Ale to nie koniec! Orłowski tłumaczy też w bardzo ludzki sposób, czym jest depresja, nerwica czy uzależnienie. Znalazło się nawet miejsce na teorie stylów przywiązania, czy temat neuroplastyczności mózgu. Przyznaję, że w swoim życiu przeczytałam wiele książek i te teorie były mi znane, ale z wielką satysfakcją czytałam na ich temat po raz kolejny.

Książka świetnie sprawdzi się również w przypadku osób, które dopiero wchodzą w te tematy. Orłowski uświadamia, że chociaż przez lata możemy tkwić w schematach działania, to tak naprawdę nigdy nie jest za późno na naukę. Wymaga to jednak wzięcia spraw w swoje ręce i odpowiedzialności. Autor uczula także, by nic nie brać za pewnik, ponieważ wszystko, do czego się przyzwyczailiśmy to tylko konstrukty w naszej głowie. Powinniśmy być gotowi je zmienić, zamiast zaprzeczać prawdzie w imię ochrony ego.

Jeśli naprawdę chcesz zrozumieć, dlaczego niekiedy reagujesz w określony sposób, a może czujesz się zagubiony, to dobrze trafiłeś. To naprawdę inspirująca książka, która porusza treści nie tylko z zakresu psychologii, ale i duchowości. Najlepiej czytać ją powoli z ołówkiem w ręku – tak, by móc zapisywać wszystkie inspirujące treści. Autor nie prawi jednak morałów, a zamiast głosić gotowe recepty, zaprasza czytelnika w podróż do wnętrza – ku świadomości, autentyczności i zrozumieniu własnych mechanizmów. I rzeczywiście, jego książka płynie jak rzeka: swobodnie, meandrując pomiędzy fizyką kwantową, neurobiologią, psychologią a osobistymi refleksjami autora.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki: „Guru Słowa Prawdy – droga do siebie i poza systemy”
Autor: Jacek Orłowski

„Pod słońcem i gwiazdami” Agnieszka Callista [RECENZJA]

Czy może być coś lepszego na jesienną słotę niż promienie słońca prosto z greckiej wyspy? Agnieszka Callista zabiera nas na Rodos, by przy okazji opowiedzieć fragment swojego życia.


Po latach życia w Warszawie bohaterka decyduje się rozpocząć nowy rozdział i przeprowadza się na Rodos – wyspę, która szczyci się ponad 300 słonecznymi dniami w roku! Grecka wyspa staje się nie tylko tłem życia kobiety, ale i świadkiem rodzącej się miłości. Spotyka tam Yahyę – imigranta z Senegalu. Ich przypadkowo nawiązana znajomość nabiera intensywności i staje się osią tej historii.


Pisarka z niezwykłą wrażliwością i uważnością obserwuje ludzi, relacje i rytm otoczenia, które wybiera na swój drugi dom. Opisuje spotkane osoby, miejsca, do których chodzi, zachwyca się życiem, które tętni wokół niej – w ten sposób książka staje się niejako rodzajem miniprzewodnika. Równie istotna jest także historia ukochanego autorki. Jego życie to gotowy scenariusz filmowy: kilkumiesięczna piesza wędrówka z Afryki do Europy, pobyt w obozie Moria, walka o przetrwanie i – w końcu – życie wśród oliwnych gajów Rodos.


Fragment książki

„Pod słońcem i gwiazdami” to nie romans w klasycznym sensie, ale raczej emocjonalny pamiętnik, zapis podróży, trochę przewodnik i w końcu opowieść o miłości. To również historia spotkania, które staje się katalizatorem przemiany. Agnieszka Callista używa plastycznego języka, a jej opisy Rodos niemal pachną tymiankiem i solą morską. Autorka kładzie duży nacisk na szczegóły i codzienność, ale pod tym słońcem pulsują tematy dużo poważniejsze: migracja, samotność, uprzedzenia i emocje we wszystkich barwach. To opowieść o bliskości mimo różnic, o odwadze w przekraczaniu granic i o tym, że prawdziwa miłość jest możliwa bez względu na różnice. Relacja bohaterów staje się soczewką, przez którą czytelnik widzi, jak różne kultury mogą się spotkać w jednym punkcie.

Tytułowa „opowieść o dwóch światach” to nie tylko zestawienie Europy i Afryki, kobiecości i męskości, bogactwa i biedy. To także konfrontacja dwóch sposobów patrzenia na życie: uporządkowanego zachodniego z afrykańskim – bardziej intuicyjnym, cielesnym, zakorzenionym w rytmie natury i Boga.

Książkę „Pod słońcem i gwiazdami” polecam wszystkim czytelnikom, którzy uwielbiają podróże, piękne i barwne opisy oraz mocno zarysowany wątek miłosny.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki: „Pod słońcem i gwiazdami”
Autorka: Agnieszka Callista

Uwaga! Dobre wieści dla czytelników: książka jest obecnie dostępna także na www.bonito.pl – w promocyjnej i niepowtarzalnej cenie 39,19 zł.

„Aż nauczę się oddychać” Urszula Drożdżyńska

Aż nauczę się oddychać

„Aż nauczę się oddychać” to zapis życia z chorobą, ale jeszcze bardziej – życia pomimo niej. Urszula Drożdżyńska opowiada swoją historię bez upiększeń, pozwalając czytelnikowi zajrzeć w miejsca zwykle ukrywane: ból, strach, rozpacz i samotność. A jednak z każdej strony wyziera tu także siła, nadzieja i odwaga, które czynią tę książkę czymś więcej niż autobiograficzną relacją. To swoisty przewodnik po ludzkiej wytrzymałości.


Autorka zaczyna od diagnozy, która wywraca jej życie do góry nogami. Bohaterka dowiaduje się, że cierpi na marskość wątroby. Opisane sceny szpitalne – choć przejmujące – nie epatują cierpieniem. To raczej świadectwo tego, jak codzienność chorego staje się walką o najprostsze rzeczy i poszukiwanie sensu w tym, co się przydarzyło. A oczekiwanie na telefon staje się światełkiem nadziei, które może przynieść informację o przeszczepie wątroby.

Fragment książki

Drożdżyńska nie ucieka od trudnych emocji: opisuje strach, ból, bezsens, gniew na własne ciało, że ją zawiodło. Chwilami czytelnik czuje się niemal współuczestnikiem jej doświadczeń. Jesteśmy świadkami tego, jak choroba niepostrzeżenie przejmuje codzienność: od rytmu posiłków po relacje z bliskimi. To jednak nie tylko zapis upadków, ale i wzlotów. Małych zwycięstw w postaci zaparzenia herbaty, spokojnego spaceru, chwili śmiechu z przyjaciółmi. Drożdżyńska udowadnia, że życie – nawet w cieniu choroby – ma wartość i że siła człowieka rodzi się właśnie w najtrudniejszych momentach.

Niewątpliwym atutem tej książki jest szczerość, bo zamiast udawanego heroizmu widzimy prawdziwego człowieka, który nie boi się opisać wszystkiego, co czuje. Dzięki temu autorka realizuje swój cel: dzieląc się własną historią, wspiera innych zmagających się z chorobą. Urszula Drożdżyńska nie tylko przedstawia historię swojej choroby, ale też pokazuje, jak nauczyła się z nią żyć i odnalazła sposób na wdzięczność za bliskich, kolejny dzień i siłę, którą znajduje.


Książka „Aż nauczę się oddychać” podzielona jest na krótkie rozdziały, dzięki czemu czyta się ją szybko, mimo że temat nie należy do najłatwiejszych. Styl jest prosty, ale przez to uderzająco autentyczny. To historia, która wzrusza, ale także inspiruje. Uczy, że każdy dzień może być cudem, nawet jeśli boli. To nie tylko świadectwo choroby, ale też lekcja o sile marzeń, o znaczeniu małych radości i o tym, jak nauczyć się być blisko samego siebie. To książka nie tylko dla tych, którzy mierzą się z chorobą, i ich bliskich – to też inspirująca lektura dla wszystkich nas, którzy zapominamy, że każdy dzień to dar.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki: „Aż nauczę się oddychać”
Autorka książki: Urszula Drożdżyńska

„Wielka Księga Wed Sławiańsko-Aryjskich. Tom I” Waldemara Wróżka

Korzenie i tożsamość od wieków fascynują ludzi, którzy w dawnych wierzeniach szukają odpowiedzi na pytania o sens istnienia i miejsce człowieka we wszechświecie. „Wielka Księga Wed Sławiańsko-Aryjskich” Waldemara Wróżka to wyjątkowe wydanie zbierające duchowe opowieści dawnych ludów słowiańsko-aryjskich.

Waldemar Wróżek jest popularyzatorem słowiańskiej tradycji, badaczem i tłumaczem źródeł związanych z dawną duchowością. Jego działalność skupia się na przybliżaniu polskim czytelnikom spuścizny naszych przodków, zwłaszcza w kontekście mitologii i kosmologii. Autor zebrał, przełożył i opracował starożytne teksty. Efektem jest monumentalna publikacja ukazująca duchową i filozoficzną spuściznę Prasłowian i Praariów. To pierwsze tego rodzaju wydanie w języku polskim – unikat, który do niedawna dostępny był jedynie w wybranych kręgach i to w niepełnej formie.

Fragment publikacji


Wedy są niczym innym jak starożytnymi religijno-mądrościowo-historycznymi tekstami. Księga opiera się na 26 tekstach zapisanych niegdyś w języku runicznym i obrazowym na metalowych tablicach, pergaminach czy drewnianych deszczułkach. Ich odkrycia dokonywano m.in. na terenach Rosji, Iranu i Bułgarii. Choć nie mają charakteru ściśle naukowego, są fascynującym źródłem wiedzy o świecie dawnych wierzeń i mitów – pełnym symboliki, rytuałów i kosmologicznych wizji. Waldemar Wróżek zaprezentował na kartach księgi Wedy zachowane we wspólnotach inglistycznych. Warto wspomnieć, że niektóre z nich zostały zniszczone przez władze sowieckie i przetopione na sztabki złota.

Wśród treści znajdziemy m.in. Santi Wedy Peruna – prawa i przepowiednie boga Peruna, Harati Światła – poematy o walce światła z ciemnością i narodzinach kosmosu, czy Sagę o Inglingach, opisującą losy Odyna i jego potomków. Teksty uzupełniają hymny, rytuały codzienne, symbolika, a także dziewięć zbiorów przykazań bogów takich jak Perun czy Łada. Księga prowadzi czytelnika przez złożony system wierzeń: od opisu bogów i świątyń, przez obrzędy i kalendarz słowiański, aż po kosmologię, w której człowiek jest częścią wielkiego porządku natury. Nie brakuje też elementów astronomii i astrologii – jak słowiański zodiak czy koncepcja cykli czasowych. Trudno nie docenić szerokiego kontekstu. Wróżek tłumaczy różne typy pisma używane przez dawnych Ariów-Słowian i pokazuje, jak dzięki nim Wedy przetrwały. Całość wieńczy słowniczek starosłowiańskich pojęć, który ułatwia lekturę nawet tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z rodzimą mitologią.

„Wielka Księga Wed Sławiańsko-Aryjskich” to publikacja wyjątkowa – obszerna, wielowątkowa i zdecydowanie nieprzypadkowa. Książka jest fascynującą lekturą dla osób zainteresowanych rodzimą tradycją i duchowością. Choć momentami wymaga pełnego skupienia, to jednocześnie jest inspiracją, źródłem refleksji i próbą przywrócenia pamięci o świecie, który przez wieki był wypierany przez chrystianizację.

Dla jednych lektura ta będzie cennym źródłem duchowego wzmocnienia, dla innych – fascynującą kulturową ciekawostką. Nie ulega jednak wątpliwości, że teksty te są bezcennym źródłem wiedzy o kulturze i wierzeniach dawnych Słowian-Ariów.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki: „Wielka Księga Wed Sławiańsko-Aryjskich”
Autor: Waldemar Wróżek

„Wielka Księga Wed Sławiańsko-Aryjskich. Tom I” Waldemara Wróżka [WYWIAD Z AUTOREM]

A gdyby tak poznać historię od innej, mniej znanej strony? Naszym rozmówcą jest Waldemar Wróżek, niezależny badacz dziejów Lehii i Sławii, który od lat zgłębia zapomniane wątki naszych sławiańskich i ariańskich korzeni. Jego pasją jest analiza starożytnych przekazów, genetyki, mitologii oraz odkryć archeologicznych, które nie zawsze mieszczą się w ramach oficjalnej narracji historycznej. Jego najnowsza publikacja pt. „Wielka Księga Wed Sławiańsko-Aryjskich. Tom I” to tłumaczenie książki, która ukazuje alternatywne spojrzenie na dzieje ludów białej rasy: ich wielkie migracje, kontakty z innymi cywilizacjami oraz wpływ na rozwój kultury i technologii w różnych epokach. Zapraszamy do lektury!


Riderò: W Riderò debiutuje Pan książką „Wielka Księga Wed Sławiańsko-Aryjskich. Tom I” – do jakiego czytelnika kieruje Pan tę publikację?

Waldemar Wróżek:  Na wstępie dziękuję Wydawnictwu Riderò za możliwość opublikowania tej książki, gdyż inaczej nie ujrzałaby ona światła dziennego. Odpowiadając na pytanie, niniejszą księgę kieruję przede wszystkim do wszystkich osób interesujących się szeroko rozumianym dziedzictwem naszych Przodków. Uważam, że tę publikację powinno poznać jak najwięcej osób, gdyż odkrywa ona na nowo to wszystko, co zostało zapomniane lub było ukrywane przez długie wieki. 

Riderò: Co było głównym impulsem do przygotowania tłumaczenia tej książki – chęć odkrycia prawdy historycznej, opowiedzenia alternatywnej wizji dziejów czy podzielenie się swoją pasją?

Waldemar Wróżek:  Głównym powodem przygotowania tego tłumaczenia była chęć podzielenia się ze wszystkimi wiedzą zawartą w Wedach. W Polsce ich pełny tekst był niedostępny, istniały tylko fragmentaryczne tłumaczenia. Ponadto w Internecie znajduje się mnóstwo artykułów i filmów, które niby opowiadają o Sławiańsko-Aryjskich Wedach, ale podają rzeczy, o których nie ma mowy w oryginale.  Wygląda to na celowe zakłamywanie, aby nikt nie zainteresował się z tym, co przekazują nam Wedy. Jestem zdziwiony, że nikt z przedstawicieli świata nauki nie przetłumaczył Wed Sławiańsko-Aryjskich. Są przekłady różnych tekstów obcych nam kulturowo, a nasze dziedzictwo jest pomijane przez ortodoksów akademickich. I to właśnie pasjonaci oraz niezależni badacze muszą ich wyręczać i tłumaczyć starożytne księgi Ariów-Sławian.

Od dawna nasi Przodkowie z wielką uwagą odnosili się do zachowania Starożytnej Mądrości, skrytej w różnych Świętych źródłach, jak „Santi”, „Harati”, „Sagi” lub „Słowa”. Zachowywali starożytne Święte Mądrości dla swoich potomków, aby ci, w chwili gdy pojawi się pragnienie poznania ukrytego, mogli ugasić to pragnienie w czystej krynicy, źródle pierwotnej Mądrości.
Otwierając swoje serce na poznanie zachowanych od starożytności Runicznych tekstów, ludzie, gasząc swoje pragnienie poznania, nie mędrkują chytrze i starają się iść po predestynującej Złotej Drodze, czyli po drodze Duchowego Rozwoju. Nie chwalą się swoją wiedzą przed innymi ludźmi, bo znajdują Najwyższy cel w swoim życiu, opartej na zrozumieniu ukrytego starożytnego sensu. Starożytna Mądrość prowadzi ich Duszę i Ducha ku czystemu źródłu Pierwotnego Światła, ku Starożytnej Wierze Praprzodków naszych — Inglizmowi. Dobrzy ludzie, wybierają czyste Pierwotne Światło w swoich Duszach, niosą je innym ludziom, przebywającym w ciemności niewiary i niewiedzy.
Poznając pierwotną, zapomnianą przez wielu, zagubioną w wiekach Starożytną Mądrość, ludzie zaczynają na nowo pojmować otaczający Świat Natury w całym jego nieopisanym pięknie i w całej jego wielkiej różnorodności. U oświeconych, uduchowionych ludzi inaczej toczy się życie, zmienia się wewnętrzny świat, w którym harmonijnie rozwijają się Dusza, Duch i Sumienie, pozwalając rozkwitnąć w sercu każdego Kwiatowi Paproci.

Riderò: W książce opis dziejów Sławian i Ariów – czy czytelnik powinien traktować je dosłownie, czy bardziej symbolicznie Pana zdaniem? 

Waldemar Wróżek: Uważam, że czytelnik powinien traktować dosłownie dzieje Ariów-Sławian opisane w tej książce. Zostały one spisane w przeciągu kilkudziesięciu tysięcy lat i są najważniejszym świadectwem historycznym o naszych Praprzodkach.

Riderò: Co zaskoczyło Pana najbardziej podczas pracy tłumaczeniowej – czy było odkrycie, które całkowicie zmieniło Pana spojrzenie na dzieje ludzkości?

Waldemar Wróżek: Podczas tłumaczenia wiele razy byłem zaskoczony informacjami zapisanymi w Wedach. Przede wszystkim zdziwiłem się, że ludzie żyją na Ziemi od ponad 450 tysięcy lat, że przed opinią publiczną są ukrywane artefakty zaprzeczające oficjalnej nauce, że istnieje ponad 100 znaków swastycznych. 

Riderò: Czy według Pana mitologia wedyjska to zapisy prawdziwych wydarzeń historycznych, a nie tylko opowieści religijne czy legendy?

Waldemar Wróżek: Uważam, że Wedy Sławiańsko-Aryjskie przedstawiają zapis prawdziwych wydarzeń, które miały miejsce w dalekiej prehistorii i starożytności. Znajdują one potwierdzenie w świętych tekstach wielu religii, w archeologii, co zostało opisane również w opublikowanym tłumaczeniu.

Fragment książki

Riderò: Nim w Riderò ukazała się Pana pierwsza publikacja, współpracował Pan z Januszem Bieszk, który jest badaczem Sławii oraz Królestw Lehii i Wenedonii. Czy zgłębienie wiedzy w tym obszarze spowodowało chęć wydania tej publikacji czy ten pomysł pojawił się wcześniej?

Waldemar Wróżek: Tak, to dzięki książkom Pana Janusza Bieszk zainteresowałem się Wedami Sławiańsko-Aryjskimi, o których wspominał. Nasza współpraca dotyczyła historii od króla Sarmaty, czyli od roku 2078 p.n.e., ale interesowały mnie wcześniejsze czasy, o których jest bardzo mało informacji. I właśnie Wedy wypełniają lukę o dziejach i pochodzeniu Sławian. Przedstawiają ich przybycie na Ziemię, zasiedlenie Daarii, przejście Uralem i zaludnienie przez nich Azji i Europy, a następnie Atlantydy.

Riderò: Publikacja jest tomem I, zatem możemy spodziewać się kolejnych części – czego możemy się spodziewać w drugim tomie? Czy jeszcze inne projekty wydawnicze planuje Pan w przyszłości?

Waldemar Wróżek: W drugim tomie „Wielkiej Księgi Wed Sławiańsko-Aryjskich” znajdzie się kilka kolejnych tekstów wedyjskich, m.in. „Złota Księga Koljady” i „Gwiezdna Księga Koljady”. Te starożytne podania opowiadają o wydarzeniach, które są wspominane w Przykazaniach Bogów, opublikowanych w Tomie I. Co do innych projektów wydawniczych, to w przyszłym roku ukaże się pierwsza część trylogii „Dziejów Lehii”, opisująca czasy od 3264 do 308 r. p.n.e. Natomiast po opublikowaniu Wed, których będzie 3, a może 4 tomy, planuję wydać książkę o starożytnych rodzajach pisma Ariów-Sławian.

Riderò: Dziękujemy za rozmowę!


Książka „Wielka Księga Wed Sławiańsko-Aryjskich. Tom I” Waldemara Wróżka jest dostępna w Księgarni Riderò.

Andrzej Andreas Rukuszewicz „Samanta i Andreas…”

Kiedy bierzesz do ręki książkę zatytułowaną „Samanta i Andreas… A big love story – oparta na faktach”, możesz się spodziewać dwóch rzeczy: że będzie o miłości i że nie będzie nudno.


Andrzej Andreas Rukuszewicz przedstawia historię z życia wziętą, w której bohater książki – alter ego autora – przeżywa emocjonalne i erotyczne zauroczenie kobietą o imieniu Samanta. Ta relacja, rozpoczęta online, wciąga go bez reszty. Kobieta fascynuje go i nie daje o sobie zapomnieć, mimo że nie zawsze jest to związek, o jakim marzył bohater.

Narracja prowadzona jest pierwszoosobowo przez Andreasa. Tytułowi bohaterowie początkowo wymieniają wiadomości, potem rozmowy stają się coraz bardziej intensywne, zmysłowe, aż w końcu przechodzą w scenariusze erotyczne prowadzone przez SMS-y i telefon. Ale nie jest to zwykły romans. Autor od początku stawia tezę, że jego poprzednie znajomości były inicjowane przez służby specjalne. Agentki, podstawione kobiety – wszystko to tworzy osobliwą aurę, której Samanta daje się początkowo wymykać. Czy naprawdę jest „darem losu”? A może również jest aktorką w tej grze? Samanta to postać wielowymiarowa. Z jednej strony kobieta otwarta, prowokująca, z artystyczną duszą i bogatym światem wewnętrznym. Z drugiej – ktoś nieuchwytny, z kim trudno stworzyć rzeczywistą relację.



Duża część książki to odważna, czasem bardzo dosadna narracja erotyczna. Dialogi bohaterów są nasycone zmysłowością, opisywane są zarówno realne spotkania, jak i intensywne fantazje. Ale pod tą powierzchnią seksualnych wyobrażeń kryje się zaskakująco szczery głos mężczyzny, który nieustannie pyta siebie: Czy to naprawdę miłość? Czy to tylko projekcja? Czy możemy kochać osobę, której jeszcze nie spotkaliśmy, ale z którą prowadzimy wielogodzinne rozmowy przez telefon? I wreszcie – czy to naprawdę to? To książka o pragnieniu bliskości i zagubieniu. Andreas to człowiek, który potrzebuje relacji, ciepła, zrozumienia.

Romantyczna część książki to jedno – drugą, równie istotną kwestię stanowią wspomnienia bohatera dotyczące prześladowania go przez służby. Bo tak się składa, że większość dotychczas spotkanych przez niego kobiet to osoby, które miały wyciągnąć od niego różne zeznania. W książce przeczytamy też odwołania autora, które świadczą o jego niewinności względem zarzucanych mu czynów. Są to w zasadzie realne pisma, z którymi możemy się zapoznać.

Nie ma co ukrywać: jest to książka pisana językiem surowym, bardzo bezpośrednim. Nie znajdziemy tu literackich metafor ani subtelnych opisów przyrody – są za to długie monologi wewnętrzne, opisy erotycznych scen i przemyślenia prowadzone strumieniem świadomości. To styl, który albo się zaakceptuje, albo odrzuci, warto jednak docenić autentyczność i odwagę autora, który nie czaruje i niczego nie ukrywa. Rukuszewicz nie udaje, nie stylizuje, nie filtruje emocji.

„Samanta i Andreas…” to książka, która balansuje między erotycznym pamiętnikiem, opowieścią o miłości i historią niewinnie oskarżonego człowieka. To też studium męskiego umysłu – przepełnionego pragnieniem bliskości, ale też nieufnością i trudną przeszłością.

Autora recenzji: Monika Matura
Tytuł książki: „Samanta i Andreas… A big love story – oparta na faktach”
Autor: Andrzej Andreas Rukuszewicz

5 kroków top przygotowania zgłoszenia na konkurs literacki (+ zaproszenie!)

Jeden z najbardziej satysfakcjonujących momentów w pracy Autora jest moment doceniania przez czytelników – pozytywne opinie odbiorców to wspaniała nagroda. Równie przyjemna jest informacja zwrotna od środowiska literackiego – krytyków, blogerów i recenzentów. Opiniotwórcze są także konkursy i docenienie przez kapitułę konkursową. Jak przygotować swoją publikację do zgłoszenia do nagrody literackiej? Poniżej zebraliśmy podpowiedzi oraz… zaproszenie!

  1. Przeanalizuj regulamin

Choć wydaje się to być oczywistością, każda nagroda rządzi się swoimi prawami i jej formalne wymogi to pierwszy krok, by nasza książka miała szansę na wygraną. Na co należy zwrócić uwagę?

  • Terminy: do kiedy można zgłaszać prace, kiedy jest ogłoszenie wyników czy kolejne etapy
  • Temat przewodni (lub motyw)
  • Objętość pliku (limity znaków) i format zgłoszenia
  • Zasady publikacji (czy praca może być wcześniej publikowana?)

2. Dopracuj treść

Swoje zgłoszenie potraktujmy ze szczególna uwagą – co to znaczy?

  • Popraw ewentualne błędy: językowe, interpunkcyjne i stylistyczne
  • Poproś o opinię innych
  • Zrób przerwę – odłóż tekst, a następnie przeczytaj go ponownie ze świeżą perspektywą

3. Przygotuj tekst według wymagań:

Zweryfikuj wytyczne formalne – najczęściej jest to treść pisana czcionką Times New Roman, rozmiar 12 pkt., interlinia 1,5., marginesy 2,5 cm. Pamiętaj by zapisać tekst w określonym formacie i nadać mu właściwą nazwę – jeśli organizator wymaga zanonimizowanego zgłoszenia (bez danych osobowych), uwzględnij to.

4. Dodaj dodatkowe dokumenty

Sprawdź czy nie są wymagane dodatkowe oświadczenia i pliki – być może będzie to oświadczenie Autora o oryginalności tekstu, zgoda na przetwarzanie danych osobowych, dane teleadresowe czy krótki biogram.

5. Sprawdź sposób zgłoszenia

Pamiętaj, że w przypadku nagród literackich, zgłoszenia często odbywają się za pomocą poczty tradycyjnej – ale to nie reguła! Jeśli jest to formularz czy e-mail, pamiętaj by zapisać sobie potwierdzenie wysyłki zgłoszenia.

Zaproszenie dla Autorów

Zachęcamy do udziału w Konkursie na Książkę Reporterską Roku, do którego można zgłaszać publikacje polskich autorów wydane w okresie od 1 sierpnia 2024 roku do 31 lipca 2025 roku będące pierwodrukami.

Regulamin i szczegóły dotyczące zgłoszenia: www.grandpress.pl/regulamin-ksiazka-reporterska-roku-2025/ 

Aleks Chase „Manager na ASAPie”

Mówi się czasami, że kto pracował w korporacji, ten się w cyrku nie śmieje – bohater książki pt „Manager na ASAP-ie” na pewno zgodziłby się z tym powiedzeniem. W tej pozornie lekkiej satyrze na korporacyjną codzienność bohater przybliży nam absurdy świata pracy i nierównej walki z systemem, która nigdy się nie kończy.

Autor ukrywający się pod pseudonimem Aleks Chase serwuje nam książkę, podczas lektury której niejeden czytelnik powie do siebie: „O, to o mnie!”, „Mam dokładnie tak samo!”. Bohater – Asapiusz – to informatyk z powołania, manager z ambicji i chłopiec na posyłki z przymusu. Przechodzi przez kolejne kręgi korporacyjnego piekła: od nieistniejących umów o pracę, przez przetargi pisane na kolanie, aż po rozmowy o ergonomii kubków. Witajcie w świecie, gdzie informatyk uszczelnia okna i montuje klimatyzację!

Styl Chase’a to mieszanka kabaretowych smaczków i pamiętnika. Autor żongluje ironią, hiperbolą i korpożargonem tak zręcznie, że nawet banał o „braku zasobów” zyskuje drugie dno – i nagle czujemy, jak bardzo toksyczny bywa korporacyjny świat. Chase obnaża mechanizmy, o których słyszeli wszyscy: „dynamiczne środowisko pracy”, które w praktyce oznacza chaos, „płaską strukturę”, czyli samotność, i „możliwość rozwoju”, która kończy się w momencie, gdy ktoś odkrywa, że masz śrubokręt.


Humor jest tu bronią do okiełznania rzeczywistości, która, patrząc obiektywnie, zabawna nie jest. To także osobista historia wypalenia, poczucia bezsensu i tego dziwnego momentu, w którym pracownik orientuje się, że najwięcej energii zużywa na gaszenie cudzych pożarów. Książkę cechuje błyskotliwe poczucie humoru oraz dystans do siebie. To przenikliwa obserwacja realiów pracy w korporacjach. Narracja jest wciągająca. Drugoplanowi bohaterowie to korporacyjne archetypy, które spotkamy w każdej firmie: od „życzliwego, który nie pomaga”, po dyrektora, który „nie ma czasu na diagnozowanie, proszę zrestartować”, po „panią Basię z księgowości, która znów nie umie się zalogować”.

Kto pracował w takim środowisku, zareaguje nie tylko śmiechem, ale też… gulą w gardle. To książka idealna dla każdego, kto choć raz słyszał frazę: „na wczoraj” i nie wiedział, czy śmiać się, czy płakać. „Manager na ASAP-ie” to współczesny dziennik korporacyjnego everymana – pełen absurdu, autoironii i celnych spostrzeżeń. Dzięki niemu na pewno poczujecie, że nie jesteście sami.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki: „Manager na ASAPie”
Autor: Aleks Chase