Znam autorkę, a tak naprawdę nie wiem, jak wygląda naprawdę — bo wszystko, co pokazuje światu, to maska, a książka to frustracja z niepowodzeń przelana na papier, ale plus za humor. Filtry, retusz, a ostatnio nawet obrazy na Instagramie generowane przez AI sprawiają, że jej realny wygląd ginie gdzieś pod warstwami kreacji. To osoba całkowicie żyjąca w wykreowanym obrazie siebie i mająca zdecydowanie zbyt wysokie mniemanie o sobie. Instagram jest jej główną sceną — każde zdjęcie jest poprawiane, a fikcyjne historie o idealnym życiu i zbieranie lajków od mężczyzn pod zdjęciami tylko napędzają jej przekonanie, że jest obiektem powszechnego zachwytu. Nie rozumie jednak, że mężczyźni nie oglądają się za nią dlatego, że jest taka śliczna, lecz dlatego, że jej wygląd jest kompletnie nieadekwatny do sytuacji — każdy by się obejrzał, widząc coś dziwnego, tak jak spojrzałby na kota w butach w środku zwykłego dnia. To nie podziw, tylko zdziwienie. Ten rozdźwięk między internetowym wizerunkiem a rzeczywistością bardzo szybko wychodzi w bezpośrednim kontakcie, dlatego po pierwszym spotkaniu od takiej kobiety ucieka każdy normalny i wartościowy mężczyzna. Zamiast autentyczności jest poza, a zamiast relacji — potrzeba ciągłej walidacji.