Nie mogłam się oderwać od tej książki. Tak wciągającej historii nie czytałam od dawna, a tak pięknej miłości dawno nie przeżywałam razem z bohaterami. Wszystko zostało napisane w taki sposób, że czułam się, jakbym była tuż obok nich i przeżywała każdą chwilę razem z nimi. Opisy górskich tras są po prostu wspaniałe.
Pod koniec sierpnia szliśmy na Halę Gąsienicową i nad Czarny Staw przez Boczań — wszystko natychmiast mi się przypominało. Gdy poszliśmy na Rusinową Polanę i Wiktorówki, zakochałam się w tym miejscu jeszcze bardziej… Moi bliscy wybrali się na Gęsią Szyję i jednogłośnie stwierdzili: nigdy więcej! 😀
Historia jest piękna, choć bardzo żal mi tej miłości. Wszystko układało się tak idealnie, że gdy bohaterowie po nocy znaleźli się na Szpiglasowym Wierchu, miałam ochotę zamknąć książkę i zatrzymać ich szczęście na zawsze — niech żyją długo, wreszcie razem, w pełni miłości i spokoju… Ale oczywiście tak się nie stało.
Kartki same przesuwały się przed oczami, aż dotarłam do momentu, w którym chusteczki poszły w ruch, a makijaż… cóż, makijaż przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Ta książka porusza serce i zostaje w nim na długo.