E-book
9.56
drukowana A5
48.64
drukowana A5
Kolorowa
77.75
Suplement do Niepowtarzalnych

Bezpłatny fragment - Suplement do Niepowtarzalnych

Zadziwiające losy lekarzy zwierząt

Objętość:
333 str.
ISBN:
978-83-8104-858-3
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 48.64
drukowana A5
Kolorowa
za 77.75
Dr Włodzimierz A. Gibasiewicz


Książkę dedykuję wszystkim ludziom dobrej woli

i dobrej myśli.

Włodzimierz A. Gibasiewicz

Duszniki, 2017



Choć stawiamy pomniki naszym Wielkim Duchom, te duchy nie żyją, bo żyć nie mogą, w kamieniu, w brązie, w metalu pomników. Żyją wśród nas, obcując z nami, rozmawiając z nami, śmiejąc się i płacząc z nami. Śmiejąc się z siebie i z nas, płacząc nad sobą i nad nami. Życie ich, nieśmiertelność ich na tym i tylko na tym się zasadza: że żyją wśród nas, że rozmawiają z nami. Ta rozmowa między żywymi a zmarłymi jest warunkiem istnienia, warunkiem życia naszych Wielkich Duchem. I jest warunkiem naszego istnienia. Żyjemy o tyle, o ile zdołamy się skomunikować z naszymi zmarłymi: bo żyjemy tak, jak oni tego pragną, jak oni sobie życzą, jak oni nam każą. I oni, nasi zmarli, żyją o tyle, o ile zdołają skomunikować się z nami: bo żyją tak, jak my sobie życzymy, jak my pragniemy, jak my im każemy. Mówiąc inaczej: rozmowa między nami a naszymi Wielkimi Duchami jest niezbędnym i wystarczającym warunkiem istnienia naszej kultury.

Jarosław Rymkiewicz

Do swoich skromnych prac jako motta staram się wybierać zwięzłe wypowiedzi związane z tematyką moich dociekań obejmujące szersze rozumienie opisywanego zjawiska. Staram się by były one ponadczasowe. Tym razem cytuję doskonały fragment z otrzymanego od prof. Teresy Zaniewskiej fragmentu tomiku Jarosława Rymkiewicza Juliusz Słowacki pyta o godzinę.


W poprzedniej książce Po wielu z nich płaczę jako motto zacytowałem krótki wiersz Güntera Kunerta. Przeglądając dzisiaj tomik poezji tego poety z tamtego okresu Nie tylko dla mnie natrafiłem na kolejny niezwykle interesujący wiersz doskonale oddający moje obecne poszukiwania historyczne.

Wiersz Wędrówka 1945 w tłumaczeniu Janiny Brzostowskiej:


Wędrówka 1945

Idę przez szare domy,

Oświetlone zawsze zbyt słabo:

Przytułki tych, którzy dawno odeszli.

Iskrzy się wilgoć na ścianach

Jak łzy zwietrzałe, nieobeschłe.

Wędruję przez wszystkie wyblakłe kuchnie,

Mroczne sypialnie, gdzie na ścianach

Żółkną zdjęcia zaginionych mężów,

Rozstrzelanych synów.

Przez podwórza, korytarze, piwnice,

Pod wielu sennymi lampami.

Przez wiele, wiele pokoi.

Żadnych tajemnic nie ukryto

Za ich drzwiami.

Poza wszystkimi odnajduję

Lęk i nadzieję,

Odwagę i słabość.

I nie spotykam za nimi nikogo

Oprócz samego siebie.

Wstęp

I

„Suplement do Niepowtarzalnych” to nic innego tylko uzupełnienie, a właściwie ciąg dalszy wszystkich wcześniejszych moich publikacji z cyklu historycznego. „Niepowtarzalni” to w subiektywnym pojęciu autora wszyscy zaprezentowani lekarze weterynarii z tamtych lat.

Pierwsza moja książka z tego cyklu wydana została w 2009 r. przez Krajową Izbę Lekarsko-Weterynaryjną w Warszawie. Równolegle z nią powstawała kolejna pozycja, wydana rok później już w profesjonalnym wydawnictwie, w Oficynie Wydawniczej FINNA z Gdańska. I tak się składa, że po różnych poszukiwaniach wydawnictw i wydaniu następnych publikacji — a było ich po drodze jeszcze sześć — w Bellonie (1), Warszawskiej Firmie Wydawniczej (4), Ludowej Spółdzielni Wydawniczej (1) — właśnie z ostatnią swoją pozycją, zamykającą ten cykl, trafiłem do inteligentnego systemu Ridero. Efekt pracy tego systemu przed Państwem.

Niniejsza publikacja nawiązuje do treści przedstawionych w pierwszych moich publikacjach książkowych prezentujących biografie lekarzy weterynarii z okresu II wojny światowej i nie tylko wojny ale i powojnia a także sporadycznie czasów np. Powstania Wielkopolskiego czy walk roku dwudziestego — NIEPOWTARZALNI. Lekarze weterynarii ofiary II wojny światowej czy NN — Nieznani Niepowtarzalni. Zadziwiające losy lekarzy weterynarii. Pozwolę sobie w tym miejscu wymienić tytułu książek z tego cyklu:


• Niepowtarzalni. Lekarze weterynarii ofiary II wojny światowej (KIL-Wet., Warszawa 2009, s. 200);

• NN — Nieznani niepowtarzalni. Zadziwiające losy lekarzy zwierząt (FINNA, Gdańsk 2010, s. 200);

• Lekarze weterynarii ofiary II wojny światowej (Bellona, Warszawa 2011, s. 352);

• Życie godne pomnika (Warszawska Firma Wydawnicza, Warszawa 2011, s. 288);

• Odnalezione głosy. Zadziwiające losy lekarzy zwierząt (Warszawska Firma Wydawnicza, Warszawa 2013, s. 280);

• Utrwalone skrawki życia (Warszawska Firma Wydawnicza, Warszawa 2014, s. 358);

• Okruchy godnego życia (Warszawska Firma Wydawnicza, Warszawa 2015, s. 478);

• Po wielu z nich płaczę (Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 2016, s. 290).


Pozostawiłem społeczności weterynaryjnej około 2700 stron materiałów historycznych zebranych w znacznym trudzie oraz 1100 fotografii koleżanek i kolegów z tamtych lat. I kiedy pada pytanie: dlaczego poświęcam swój prywatny czas na wieloletnie badania losów lekarzy weterynarii i ich opisy, najczęściej odpowiadałem, że nie wiem. To oni mnie wybrali — dodawałem po chwili. Pod koniec swoich poszukiwań uzmysłowiłem sobie jednak, że zawdzięczam to podświadomości i wielogodzinnym rozmowom ze znanym podróżnikiem i reżyserem Stanisławem Szwarc-Bronikowskim, kiedy to kilka dni i nocy spędziłem w jego domu na Bemowie, serdecznie przyjęty przez Zosię (Joasię) — żonę Stanisława (Piotra) oraz ich córkę Weronikę i syna Łukasza i ich psa Kronosa. Było to w czasie przygotowywania książki „Psy znanych i lubianych” (wyd. SAWW, Poznań 1992). Na poparcie powyższego wywodu przytoczę kilka zdań z wypowiedzi Stanisława Szwarc-Bronikowskiego: „Proszę sobie wyobrazić — lato 1940 roku. Czasy AK. Z lasu, wieczorem i konspiracyjnie, przyjechałem do rodzinnego domu po lekarstwa. Nocowałem jednak w oddali, w trzcinowym szałasie stróża, obok parku. O świcie obudziło mnie ujadanie ogrodowych psów i dziwne inne skomlenie. Wyjrzałem zaspany — wokół rodzinnego domu kręciły się obce wilczury wśród jakiegoś rezedowo zielonego pola… Oprzytomniałem od razu. To oddziały żandarmerii i SS, leżąc na ziemi, z bronią skierowaną ku oknom, otoczyły cały budynek. Mówiąc prawdę i ze wstydem, moim wybawicielom — ogrodowym psom, nawet w myślach nie przesłałem wówczas podziękowania. Skok przez płot do parku i wzięcie wierzchowca z zarośli nie stanowiły większego problemu”.

Swoją cegiełkę do podświadomości autora dołożył również reżyser filmowy Tadeusz Chmielewski, gdy w 1990 roku u niego w domu dyskutowaliśmy o epizodach w jego filmach z okresu II wojny. Tadeusz Chmielewski wyreżyserował m.in. takie filmy: „Ewa chce spać”, „Gdzie jest generał”, „Jak rozpętałem II wojnę światową, cz. I — III, „Nie lubię poniedziałku”. Motyw ucieczki do „wewnątrz” obozu porucznika lekarza weterynarii Alojzego Neterowicza (Oflag VII A Murnau) wykorzystał Tadeusz Chmielewski w doskonałym filmie „Jak rozpętałem II wojnę światową” — do dzisiaj pamiętam aktora Mariana Kociniaka jak ziemię schowaną w woreczkach w nogawkach rozsypuje na placu apelowym, jak gramoli się do skrytki za pomocą rur wodociągowych.

II

Podczas pracy twórczej zdarzają się takie dni, że już mamy wszystkiego serdecznie dosyć, gdy samo spojrzenie na komputer i jego otoczenie nieubłagalnie zbliża nas do torsji. I właśnie będąc w pobliżu setnej strony niniejszej książki dopadła mnie ta przypadłość. Nie potrafiłem sobie z tym poradzić. I stąd II część Wstępu, którego wcześniej nie planowałem. Aż tu raptem, zmaltretowany psychicznie, czytam zdanie:

„Ta „lista skazanych przez sądy wojskowe na karę śmierci ...jest oskarżeniem systemu, który bezprawie, a jakże często i zbrodnię, przyoblekał w majestat prawa. Jest ona oskarżeniem samego prawa, które ten system chroniło, oraz oskarżeniem sądownictwa wojskowego jako całości, któremu powierzono rolę egzekutora owego prawa. Pod każdą z w/w pozycji kryje się konkretny człowiek — ofiara systemu. W sąsiednich rubrykach widnieją nazwiska sędziów i tych, którzy mieli władzę wyrok zatwierdzić lub skazanego ułaskawić. Na każdy wyrok pracowali oficerowie śledczy, prokuratorzy. Ktoś tych ludzi aresztował, ktoś może zadenuncjował, ktoś przesłuchiwał i zmuszał do przyznania się do rzeczy niepopełnionych, ktoś fałszywie bronił, ktoś wreszcie rozstrzelał, jeśli wyrok został zatwierdzony. Ktoś tworzył to „prawo” które skazywało na śmierć człowieka za najmniejszy odruch sprzeciwu” — pisał na stronach 227 i 228 już w roku 1992 w zakończeniu wstępu do swego artykułu płk dr Stefan Zwoliński”.

Te wstrząsające słowa podaję za Edwardem Romanowskim „Stalinizm w Polsce” i już wracam do rzeczywistości. Okazuje się, że po lekturze tego artykułu mogę jednak pracować. O takim postępowaniu „wymiaru sprawiedliwości” w latach powojennych będzie jeden z przygotowywanych rozdziałów dotyczący skazanego na śmierć lekarza weterynarii. Zastanawiające: ile tysięcy ludzi ma na sumieniu „wymiar sprawiedliwości” i ludzie z tym wymiarem powiązani?!

Doskonałą dodatkową ilustracją narzuconego siłą państwom Europy środkowej zbrodniczego systemu totalitarnego są również wydarzenia dotyczące Rumunii i lat 1948—1958 i także związane z przedstawicielem zawodu lekarzy od zwierząt. Grupa Capoty-Dejeu. W Rumunii chłopi sprzeciwiając się kolektywizacji w 1948 roku musieli uciekać w Góry Zachodniorumuńskie. Przyłączyli się do nich walczący z komunizmem byli żołnierze, leśnicy, duchowni i inni. „Powstał z nich oddział zbrojny, na czele którego stanął lekarz weterynarii Iosif Gheorghe Capotă, który był lokalnym sekretarzem Narodowej Partii Chłopskiej oraz dr Alexandru Dejeu z Huedin, także działacz tej partii. Brakowało im uzbrojenia. Partyzanci podzielili się faktycznie na dwie grupy, działające oddzielnie w rejonie wsi Brăişor i Hadiş oraz w rejonie wsi Dragu. Kolportowały one materiały z propagandą antykomunistyczną i zajmowały budynki lokalnych władz, gdzie niszczyły dokumenty związane z kolektywizacją. Nie prowadziły natomiast akcji zaczepnych przeciwko oddziałom bezpieczeństwa i milicji. W grudniu 1957 roku oddział został rozbity przez organy bezpieczeństwa po donosie jednego z mieszkańców okolicznych wsi. Po brutalnym śledztwie I. G. Capotę i A. Dejeu trybunał wojskowy w Cluju skazał na przełomie maja i czerwca 1958 roku na karę śmierci, wykonana we wrześniu w więzieniu w Gherla. Reszta aresztowanych dostała wyroki wieloletniego więzienia”.

Tak niestety wyglądają czasy utrwalania władzy. W okresie powojennym utrwalano władzę ludową i znacznie później — autorytarną. Za czasów umacniania władzy ludowej ludzi skazywano na śmierć, zasądzano wobec wielu niegodne wyroki podczas sfingowanych procesów. Natomiast podczas umacniania władzy autorytarnej przystąpiono do wyrzucania ludzi z pracy, zastępowano fachowców swoimi miernymi ale wiernymi, przygotowywano naciągane komisje śledcze i procesy itd. Autor w takiej sytuacji musi postawić podstawowe pytanie — czym wymienione umacniania władzy się różnią?

Człowiek wcale nie brzmi dumnie… i niech ten „dumny” człowiek wreszcie zastanowi się nad sobą, swoim sumieniem i swoimi poczynaniami.

III

Wykorzystuję okazję by zamieścić sprostowanie daty śmierci prof. dr hab. Edmunda K. Prosta, jaką podałem w „Po wielu z nich płaczę” s. 148. Podałem 2007 r., a Profesor odszedł w 2008 r. Na ten błąd autorowi zwróciła uwagę prof. dr hab. Elżbieta Pełczyńska. Nie wykorzystała tego jednak w swojej pięknej recenzji tej książki zamieszczonej w Medycynie Weterynaryjnej. Skromną formą przeproszenia i podziękowania niech będzie przytoczenie tej recenzji:

Zło niewątpliwie jest tylko jedno: krzywda bliźniego.

Stefan Żeromski

II wojna światowa — ofiara, cierpienie, wierność przysiędze, bohaterstwo — stały się także udziałem polskich lekarzy weterynarii. Ich wojenne i powojenne losy opisuje w kolejnej, najnowszej książce dr Włodzimierz Gibasiewicz.

Na treść opracowania składa się 30 rozdziałów zawierających biogramy lekarzy weterynarii zamordowanych w kaźniach na Wschodzie, internowanych w Rumunii, Szwajcarii, na Węgrzech i Litwie, uczestników kampanii wrześniowej, żołnierzy Armii „Poznań” i Armii Krajowej, a także tych represjonowanych po wojnie. Szereg biogramów, które znalazły się we wcześniejszych opracowaniach Autora, zostało tu przywołanych ponownie ze względu na nowe informacje, jakie przyniósł czas. Niektóre biogramy nie są kompletne, bo życie nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania, inne powstały przez szczęśliwy przypadek, wiele uzupełniono dzięki wspomnieniom rodziny i znajomych opisywanych postaci. Wszystkie szczegóły tak skrzętnie zebrane przez Autora, czynią te biografie żywymi portretami ludzi, którzy podejmując próbę godnego życia, w większości je tracili.

Benedyktyński trud, dociekliwość badacza, podziwu godna umiejętność poruszania się wśród dokumentów historycznych i widoczne na kartach książki emocjonalne zaangażowanie Autora udzielające się czytelnikowi sprawiły, że powstała książka niezwykła. Głębokie emocje i refleksje, które budzi, powodują, że lektura jej nie należy do łatwych, ale pytania o człowieczeństwo i godność dają asumpt do głębokich przemyśleń.

„Po wielu z nich płaczę” — to tytuł nadany książce przez Autora, lecz dzięki temu, że powstała, każdy jej bohater otrzymał cząstkę horacjańskiego non omnis moriar.

Elżbieta Pełczyńska

Rozdział 1:
Oni także walczyli w Powstaniu Warszawskim

W „Życiu Weterynaryjnym”, w czasopiśmie samorządu weterynaryjnego (miesięcznik o niebywałym nakładzie 15 tysięcy egzemplarzy) ukazały się w poprzednich latach artykuły prezentujące sylwetki lekarzy weterynarii walczących w Powstaniu Warszawskim. Prof. Jan Tropiło omówił 61 postaci. Ponieważ w trakcie własnych poszukiwań w tym roku natrafiłem na kilka kolejnych osób (7), postanowiłem ich biografie przybliżyć i dzisiaj możemy mówić o 68 lekarzach weterynarii walczących w szeregach powstańców Warszawy.

Lekarze weterynarii i osoby, które po wojnie zostały lekarzami wet., uczestniczyli w Powstaniu Warszawskim (1 sierpień 1944 — 3 październik 1944) jako żołnierze w pierwszym szeregu walk, jako sanitariusze i saperzy, lekarze punktów sanitarnych, zajmujący się zaopatrzeniem w żywność, leki, broń itp., uczestniczyli w produkcji broni (granatów), w trakcie uboju zwierząt bądź odzyskiwaniu mięsa ze zwierząt zabitych, w służbie ochrony Powstania czy w żandarmerii. Podsumowując udział lekarzy weterynarii w Powstaniu — śmiało można powiedzieć, że jak zwykle, ta skromna grupa ludzi o tak specjalistycznym wykształceniu, uczestniczyła w szerokim wachlarzu działań związanych z Powstaniem Warszawskim oddając swoje zdrowie i życie dla dobra ukochanego miasta i Ojczyzny.

W Powstaniu Warszawskim walczyli: Konstanty Bartoszuk, Piotr Bylina, Antoni M. Cholewa-Huczyński Stanisław Cymerman, Bogdan W. Czapliński, Bohdan Didkowski, Jan Duda, Stanisław Filipowicz, Edward K. Fischer, Zbigniew Gliński, Jan Gordziałkowski, Rajmund Gościcki, Jarosław W. Grabiński, Bohdan Gronczewski, Jerzy Harland, Jerzy Hołociński, Rudolf Johann, Antoni Kafarski, Stanisław Karaszewicz-Szczypiorski, Jan Kiszkiel, Stefan L. Koeppe, Anastazy T. Koskowski, Henryka Kowalewska (Ponge), Zbigniew Kowalski, Jan Kozielski, Jan Kukuła, Januariusz M. Lech, Eugeniusz Lejbrandt, Stefan Lesiński, Mieczysław Matuszewski, Władysław Mazurek, Jan Mendyk, Antoni Nachowski, Zygmunt Noceń, Tadeusz Nowosielski, Waldemar M. Olbrysz, Tadeusz Olędzki, Janina Poplewska-Oyrzanowska, Wiesław Opieliński, Mirosław Pastwa, Aleksander Perenc, Marek Pęski, Waldemar Pilarski, Edward Pluszyński, Stefan Pruski, Władysław J. Rogowski, Tadeusz Roskosz, Tadeusz Rostkowski, Ryszard Rowiński, Henryk Skorecki, Jerzy L. Strzelec, Ernest T. Sym, Jerzy Szabłowski, Halina Szparowska-Gąsiorowska, Edward Szyfelbejn, Władysława Trzaska-Piotrowska, Jerzy Tyrawski, Zbigniew Ussorowski, Eugeniusz Wajgiel, Wiktor Walczak, Tadeusz Wojewoda, Stanisław Jakub Zakrzewski, Jerzy Zasadziński, Jan Zenkner.


W 2013 r. zaprezentowałem szeroki biogram niezwykle interesujący Mikołaja Dunin-Marcinkiewicza. Temu wspaniałemu lekarzowi weterynarii poświęcę w tym miejscu chociaż kilka dłuższych zdań. Oprócz niego omówię życiorysy: Kazimierza Dmowskiego, Zbigniewa Kowalskiego, Kazimierza A. Skoczka i Egona K. Saperskiego. Biografię Jerzego Tyrawskiego ps. „Tomaszewski” omówiłem w rozdziale „Dziwne okoliczności śmierci”, s. 108 w książce Po wielu z nich płaczę, a biografię Stanisława Jakuba Zakrzewskiego w Odnalezionych głosach., s. 173—176.


MIKOŁAJ DUNIN-MARCINKIEWICZ

Fot. 1. Mikołaj Dunin-Marcinkiewicz — fot. ze zbiorów J. Kurdwanowskiego (www.sppw1944.otg).

Mikołaj Dunin-Marcinkiewicz urodził się 30 listopada 1916 roku w Płotnicy (Rosja). Syn Aleksandra i Olgi. Aleksander natomiast urodził się 23 listopada 1896 r. w Saratowie w rodzinie pułkownika Dominika Dunin-Marcinkiewicza. Ponieważ życiorysy przodków Mikołaja są niezwykle interesujące, chociaż kilka zdań o każdym pozwolę sobie tutaj zamieścić.

Dominik był pierwszym dowódcą formowanego w Nowomikołajewsku 14 listopada 1918 r. 2. Pułku Strzelców Polskich na Syberii. Pułk walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Dominik przez dwa lata był więziony i po zwycięstwie Polaków w 1920 r. w wyniku wymiany więźniów został uwolniony.

Synem Dominika był Aleksander, który wraz z ojcem przebywał w młodych latach na Syberii i był pod wpływami żołnierskimi. W efekcie został saperem. Walczył w Powstaniu Warszawskim ps. „Marek”. Poległ 1 sierpnia 1944 r. podczas patrolu w ruinach Zamku Królewskiego.

Mikołaj natomiast w 1936 roku ukończył gimnazjum w Gdyni i wstąpił do Szkoły Podchorążych Artylerii w Grudziądzu. W kampanii wrześniowej 1939 roku uczestniczył w stopniu podporucznika w 1. Pułku Artylerii Przeciwlotniczej im. Marszałka Rydza-Śmigłego. Pułk stacjonował w Warszawie w nowych koszarach na Boernerowie. W 1939 r. zgodnie z planem mobilizacyjnym „W” utworzono 26 samodzielnych pododdziałów przeciwlotniczych. Dowódcą 107 Plutonu Półstałego Artylerii Przeciwlotniczej był właśnie ogniomistrz podchorąży Mikołaj Dunin-Marcinkiewicz. Zadaniem plutonu była obrona mostów przed bombardującymi je samolotami niemieckimi. Apoloniusz Zawilski w książce „Bitwy polskiego września” napisał: „Nieliczna polska artyleria przeciwlotnicza próbowała stawić czoło nalotom, ale gęste dymy pożarów przesłaniały cele. Do walki stanęły również kompanie cekaemów przeciwlotniczych, zwłaszcza gdy powietrzni piraci, zachęceni bezkarnością swej niszczycielskiej akcji, obniżali się ponad dachy kamienic i razili ludność z broni pokładowej. W walce tej strącono 13 samolotów”.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 48.64
drukowana A5
Kolorowa
za 77.75