Ridero

SONATA da CAMERA

Elektroniczna

Jolanta Wachowicz-Makowska

Autor książki

O książce

Ona skrzypaczka, on lekarz kardiochirurg. Ona z Warszawy, on z niewielkiego francuskiego miasta. Oboje boleśnie poranieni przez los i zarazem opiekunowie najbliższych sobie ludzi, jeszcze bardziej przez los pokrzywdzonych. I ich osiem krótkich, przypadkowych spotkań: w Rzymie, Paryżu, Warszawie, Kolonii, Klagenfurcie, Gołdapi i Wenecji. Ich spotkania to jedynie króciutkie „przerwy na życie”, podczas których mogą przeżyć momenty odprężenia, odpoczynku i bardzo prostej i zwyczajnej radości.

O autorze

Jolanta Wachowicz-Makowska

Jolanta Wachowicz — Makowska, absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka, publicystka. Autorka i współautorka książek z dziedziny socjologii i psychologii, opracowań kronikarskich («Chochlą i mieczem», «Czas zapamiętany», «Panienka w PRL-u», «Schola Amabilis»), książek dla dzieci («Mój przyjaciel Zawisza», «Proste gry i zabawy matematyczne», «Listy do Jasia», «Listy do Jędrusia») oraz powieści («O cokolwiek poprosicie», «Czas nadziei», «Wschody i Zachody»).

Jolanta Wachowicz-Makowska

Autyzm

To nie bedzie opinia o ksiazce. To będzie króciutkie wyjasnienie na czym polega autyzm, choroba, na która cierpi synek bohaterki. Wiele osób nigdy nie spotkało się z nazwą tej choroby, ani dzieckiem autystycznym. Mylone jest pojecie autyzmu z innymi chorobami, na przyklad Zespołem Aspergera. Autyzm jest chorobą, którą wyodrebniono z innych zaburzeń rozwojowych dopiero w 1943 roku, a wiec stosunkowo niedawno. Nie jest dokladnie znana przyczna choroby, nie ma jednego i pewnego sposobu leczenia , a tym bardziej - wyleczenia. Choroba polega (i ujawnia się) na utrudnieniu lub niemoznosci utrzymywania społecznych interakcji, czyli nawiązywania stosunków z innymi ludźmi, porozumiewania się z nimi, komunikowania swoich emocji. Charakterystyczny jest całkowity brak empatii, obojetna postawa wobec innych ludzi i niedostrzeganie ich potrzeb, stereotypowośc zachowań. Czesto dzieci nie mowią. Z tych względów często klasyfikuje sie je jako uposledzone umyslowo, choc część z nich ma normalny iloraz inteligencji lub (rzadko) wyzszy od przecietnego. Łukaszek z mojej powieści jest dzieckiem autystycznym należącym do tej ostatniej grupy. Uczuciowo jest powaznie zaburzony, intelektualnie sprawny. Łukasz ma swój pierwowzór. Obecnie jest to czlowiek dorosły, artysta-malarz, zyciowo niesamodzielny, wymagajacy opieki i załatwiania za niego wszelkich spraw zwiazanych z codzienną egzystencją, całkowicie samotny. Potrafi jednak kontaktować się w prostych sprawach z innymi ludźmi. Gra w szachy, chetnie slucha muzyki (poza jazzem i popem). Nigdy nie namalował czlowieka. Maluje i rysuje przyrodę, pejzaże. Jego malarstwo jest oryginalne, technicznie świetne, ale trudne w odbiorze. Przedstawia świat takim, jakim widzi go twórca. A więc całkowicie innym od tego, jakim postrzega przecietny czlowiek.

Ewa Praduń
4

Duchowe science fiction

Zauroczyli mnie w Sonacie jej bohaterowie. Są oto z gruntu dobrzy! Gdzież zazdrość, chciwość, hedonizm, mściwość, łajdactwo? Gdzie kłamstwo, hipokryzja, obmowa? Przyczyny ich niepowodzeń przychodzą zwykle z zewnątrz, jako wola Boska, czy jak kto woli – fatum. Autyzm dziecka, wpadek samochodowy, wreszcie – choroba nowotworowa nie są w żadnym razie zawinione przez Martę, Michała, Pawła czy Marie -Yvonne. Nieprawdziwe – powie ktoś. Wyidealizowane! Ale czytając, obcując z bohaterami Jolanty Wachowicz – Makowskiej czułam się lepsza, czyściejsza, uwolniona od całej tej naturalistycznej brutalności, której, zapomniawszy o wstydzie, zapowietrzywszy hamulce, nie szczędzi nam dzisiejsza literatura. Gatunek science fiction oferuje nam fantastyczne wizje, związane zwykle z „przyszłościowymi” wynalazkami. Proza autorki Sonaty to też swego rodzaju science fiction, tyle, że w sferze duchowej, etycznej. Przewracając strony jej powieści doświadczamy czegoś co wokół nas nie istnieje, albo tylko w jakiejś cząstkowej formie. Ale przecież – mogłoby być. Chcielibyśmy, żeby było! Może kiedyś będzie? Tak jak na ostatnich stronach, kiedy umierającą Martę Michał wiezie wenecką gondolą. Są świadomi końca, ale ten koniec – jakże piękny! Zazwyczaj umieramy w bólu i samotności, ale przecież nie musiałoby tak być! Moglibyśmy umierać, płynąc przysłowiową gondolą, opatuleni kocem miłości i troski. Gdyby na świecie więcej było bohaterów pani Jolanty. Elżbieta Uczkiewicz-Bachmińska

Guest
4

odautorska

Moze zacznie sama autorka. Gdybym potrafiła dałabym na te strone nagranie Jeremiego Przybory i Kaliny Jedrusik "To była milośc nieduza, poryw uczucia maleńki...." Ale nie potrafie przenieść z You Tube. Wprawdzie w ksiazce poryw jest wiekszy , ale cos z tych klimatów.

Poleć znajomym

Twoi znajomi mogą rozpowszechnić informację o Twojej książce,
bo jest to łatwe a Tobie sprawi przyjemność