"Sekret ciasnej zbroi" to bardzo zabawna, bezczelna i świadomie przerysowana parodia opowieści rycerskich. Zamiast kolejnego dzielnego wojownika dostajemy Baltazara — rycerza, który bardziej niż walką interesuje się dobrze skrojoną zbroją, perfumami, tkaninami i tym, jak nie dać się wciągnąć w kolejną bezsensowną wojnę.
Najlepiej działa tu humor. Średniowiecze jest brudne, absurdalne, pełne nadętych duchownych, tępych wojowników i kompletnie niedorzecznych zasad. Baltazar pasuje do tego świata tak słabo, że właśnie dzięki temu wypada świetnie. Zamiast rozłupywać przeciwnikom czaszki, potrafi wygrać turniej, nie wykonując właściwie żadnego zamachu mieczem.
Bardzo dobrze wypada też jego relacja z Fryderykiem. Pod całą farsą kryje się po prostu historia dwóch facetów, którzy chcą żyć po swojemu i nie zamierzają przepraszać za to, kim są. Tytułowa ciasna zbroja z czasem staje się ich sposobem na ogranie systemu i uniknięcie ról, które próbują narzucić im inni.
Książka jest kampowa, momentami wulgarna i kompletnie niepoważna, ale ma swój własny styl i trzyma się go do końca. Finał z florenckim domem mody pancernej jest absurdalny, ale idealnie pasuje do całej historii.
To lekka, odjechana satyra dla czytelników, którzy lubią czarny humor, queerowy kamp i wywracanie historycznych schematów do góry nogami. Ja bawiłem się świetnie.