E-book
29.99 20
drukowana A5
59.99
Atak Pana R.
30%zniżka

Atak Pana R.

Reptiliańska powieść grozy


Objętość:
272 str.
ISBN:
978-83-8467-418-5
E-book
za 29.99 20
drukowana A5
za 59.99

O książce

Miasto zmienia się po cichu. Ludzie przestają reagować, dzieci boją się wracać do domów, a nocami w mieszkaniach rośnie temperatura. Pod skórą pojawia się coś obcego, w ścianach słychać oddech, a coraz więcej mieszkańców zaczyna poruszać się w tym samym rytmie. Nad wszystkim czuwa Pan R. — spokojny, uprzejmy i przerażająco cierpliwy. Marcin próbuje zrozumieć, co dzieje się z ludźmi, zanim sam stanie się częścią przemiany. To duszny horror o kontroli, zbrodni i utracie człowieczeństwa. WIEK: +18

Opinie

Opinie mogą dodawać wyłącznie użytkownicy, którzy kupili daną publikację na platformie Riderò.
Adrian Zawadzki

„Atak Pana R.” zaczyna się jak miejski horror o niewytłumaczalnej anomalii, by stopniowo przeobrazić się w znacznie ambitniejszą opowieść o utracie indywidualności, potrzebie porządku i cenie, jaką człowiek może zapłacić za życie pozbawione chaosu. Profesor Absurd wykorzystuje dobrze znane motywy reptilian, przemiany ciała czy ukrytej obecności czegoś nieludzkiego, ale nie traktuje ich w sposób kampowy ani sensacyjny. Zamiast historii o spisku otrzymujemy powolny, duszny horror biologiczny i społeczny, w którym granica między człowiekiem a „obcym” staje się z każdym rozdziałem coraz mniej oczywista. Bohaterem powieści jest Marcin, policyjny fotograf przyzwyczajony do oglądania śmierci przez obiektyw aparatu. Ten wybór okazuje się szczególnie trafny, ponieważ jego zawodowe przekonanie, że rzeczywistość można zarejestrować, uporządkować i zachować w postaci dowodu, zostaje stopniowo rozbite. Fotografie przestają potwierdzać to, co widzą oczy, dokumenty tracą znaczenie, a kolejne anomalie są przez otoczenie przyjmowane z coraz większą obojętnością. Techniczna obserwacja ustępuje bezradności wobec rzeczywistości, której nie da się już wpisać w policyjny raport. Największą siłą książki jest jednak atmosfera. Miasto nie zostaje zaatakowane w klasycznym znaczeniu. Ono powoli zmienia temperaturę, zapach, rytm i sposób funkcjonowania. Psy przestają szczekać, ludzie zaczynają mrugać jednocześnie, ściany stają się ciepłe, pod tynkiem pojawia się coś przypominającego żywą tkankę, a mieszkańcy stopniowo rezygnują z rozmów, konfliktów i drobnych zachowań świadczących o odrębności. Autor dobrze rozumie, że skuteczny horror nie musi nieustannie eskalować przemocą. Znacznie bardziej niepokojące okazują się zwyczajne przestrzenie – szkoła, blok, restauracja, komenda policji czy supermarket – w których coś pozostaje pozornie normalne, choć ludzie zaczynają funkcjonować jak części jednego organizmu. Szczególnie udane są sceny body horroru. Odpadająca skóra, gładka szarozielona warstwa znajdująca się pod nią, nowe struktury pojawiające się wewnątrz ciała czy pionowe szczeliny biegnące przez klatkę piersiową są opisane wystarczająco dosadnie, aby wywołać dyskomfort, ale zwykle bez epatowania makabrą dla samej makabry. Jedną z najmocniejszych sekwencji stanowi rozdział „Rzeźnia”, gdzie anatomia człowieka zaczyna wyglądać nie jak organizm niszczony przez chorobę, lecz jak ciało przebudowywane według innego biologicznego planu. Na osobne wyróżnienie zasługuje postać Pana R. Autor unika błędu wielu horrorów, w których antagonista traci siłę w chwili, gdy zaczyna wszystko tłumaczyć. Roman Radecki pozostaje oszczędny, chłodny i niepokojąco uprzejmy. Jego groza wynika bardziej z obecności niż działania. Pojawia się tam, gdzie proces przemiany jest najbardziej zaawansowany, lecz długo nie wiadomo, czy rzeczywiście nim kieruje, czy jedynie zna jego zasady lepiej od innych. Nawet pod koniec książki pozostaje pytanie, czy jest zdobywcą, nadzorcą, katalizatorem, czy po prostu bardziej rozwiniętą częścią zjawiska istniejącego od dawna. Emocjonalnym centrum powieści nie jest jednak Pan R., lecz relacja Marcina z matką. Jej przemiana jest znacznie bardziej przejmująca niż najbardziej efektowne sceny fizycznego horroru, ponieważ autor nie daje łatwej odpowiedzi na pytanie, kiedy właściwie przestaje istnieć osoba, którą znamy. Matka nadal posiada twarz, głos i część wspomnień, ale stopniowo traci gesty, przyzwyczajenia, irytację, czułość oraz drobne niedoskonałości stanowiące wcześniej o jej indywidualności. Późniejsza śmierć nie zamyka tego problemu, lecz go pogłębia: Marcin nie jest w stanie wskazać chwili, w której naprawdę ją utracił. W drugiej połowie „Atak Pana R.” coraz wyraźniej odchodzi od horroru o potworach w stronę horroru społecznego. Najbardziej przerażające okazuje się nie to, że mieszkańcy są zmieniani, lecz że sami zaczynają dostrzegać korzyści płynące z nowego porządku. Miasto staje się spokojniejsze, czystsze i bezpieczniejsze. Znikają awantury, agresja, przypadkowość i zachowania destrukcyjne. Razem z nimi znikają jednak również ludzie niewygodni, chorzy, impulsywni czy po prostu niedostosowani. Społeczność przyjmuje to bez większego oporu, ponieważ rezultatem jest komfort. Właśnie tutaj powieść stawia najciekawsze pytanie: ile wolności i indywidualności jesteśmy gotowi oddać, jeśli w zamian ktoś zaoferuje nam spokój? Finał konsekwentnie rozwija tę ideę. Tytułowy „atak” okazuje się czymś zupełnie innym, niż sugerowałby klasyczny schemat science fiction. Nie następuje widowiskowe wtargnięcie obcych. Miasto po prostu ujawnia strukturę, która przez cały czas rozwijała się pod jego powierzchnią, a mieszkańcy dobrowolnie kończą własną przemianę. Jeszcze ciekawsze jest zakwestionowanie samego pojęcia reptilian jako przybyszów z zewnątrz. Powieść sugeruje, że możliwość tej przemiany być może zawsze istniała w człowieku, a Radecki jedynie przyspieszył proces. Bardzo dobrym pomysłem okazuje się również sposób, w jaki Marcin próbuje zachować resztki człowieczeństwa. Nie walczy bronią ani nie próbuje zniszczyć centrum dowodzenia. Jego sprzeciw polega na robieniu rzeczy niepotrzebnych: chodzeniu nierównym krokiem, wypowiadaniu przypadkowych słów, zachowywaniu wspomnień, tworzeniu bałaganu czy zatrzymaniu się bez konkretnego powodu. Człowieczeństwo zostaje tutaj zdefiniowane nie jako biologiczna postać, lecz jako możliwość zachowania nieprzewidywalności. Z tego powodu ostatnia scena z dzieckiem zatrzymującym się bez powodu oraz pojedynczym szczeknięciem psa działa lepiej niż bardziej efektowny finał. Jest drobnym pęknięciem w systemie, który pozornie zwyciężył. Ostatecznie „Atak Pana R.” okazuje się czymś więcej niż horrorem o reptilianach. To opowieść o tym, jak łatwo bezpieczeństwo może stać się argumentem przeciwko odmienności, jak szybko normalność może zostać przedefiniowana oraz jak niewiele może pozostać z człowieka, kiedy usunie się z niego wszystko, co niepraktyczne, sprzeczne i nieprzewidywalne. Profesor Absurd bierze motyw należący zazwyczaj do popkulturowego spisku i wykorzystuje go do zbudowania niepokojącej historii o ciele, społeczeństwie, pamięci oraz jednostkowości. To inteligentny, duszny i konsekwentnie rozwijany horror, którego najbardziej niepokojące elementy nie kryją się pod ludzką skórą, lecz w łatwości, z jaką człowiek może uznać utratę własnej odrębności za rozsądną cenę za święty spokój.

11 września 2026, o 21:18

Autor

Profesor Absurd
Profesor Absurd
Profesor Absurd pisze książki popularnonaukowe, choć złośliwi twierdzą, że głównie pseudonaukowe, a szczególnie złośliwi — że książki to za dużo powiedziane. Bada zjawiska, które nie istnieją, obala tezy, których nikt nie postawił, i cytuje źródła, których biblioteki stanowczo się wypierają. Autor teorii o zmęczeniu poniedziałków i wpływie majonezu na historię Europy. Nauka zna go słabo. On naukę — jeszcze słabiej.

Nad książką pracowali:

Adrianna Mazurek
Korektor
Jonasz Mały
Projekt okładki
Arkadiusz Wilk
Redaktor