Profesor Absurd dokonał rzeczy, której zawodowi historycy przez stulecia rozsądnie unikali: wyjaśnił całą historię świata. Co więcej, zrobił to bez niepotrzebnego przywiązania do takich ograniczeń metodologicznych jak prawdopodobieństwo, logika czy elementarna przyzwoitość wobec faktów. Rezultat jest znakomity — to jedna z tych książek, przy których człowiek śmieje się z kompletnej bzdury, by po chwili odkryć, że bzdura została skonstruowana podejrzanie inteligentnie.
„Historia Świata. Od Wielkiego Wybuchu po jeszcze większy absurd” jest parodią popularnonaukowej syntezy dziejów, pseudonauki, internetowych rewelacji i naszej odwiecznej potrzeby znalezienia prostego wyjaśnienia dla rzeczywistości, która uparcie prosta być nie chce. Profesor Absurd rozpoczyna od początków wszechświata i z imponującą dezynwolturą prowadzi czytelnika przez narodziny cywilizacji, starożytność, średniowiecze, wielkie odkrycia, wojny, rewolucje i nowoczesność. Fakty historyczne pozostają jednak tylko rusztowaniem. Bardzo szybko oblepiają je piramidy, UFO, Yeti, tajemnicze zależności i „ustalenia”, których żaden rozsądny instytut badawczy nie chciałby firmować nawet po bardzo mocnym winie.
Najlepszy dowcip polega na tym, że narrator ani przez chwilę nie traci powagi. Profesor Absurd nie przedstawia swoich niedorzeczności jako żartów. On je wykłada. Argumentuje, porządkuje, rekonstruuje i wyciąga wnioski z majestatyczną pewnością człowieka, który właśnie znalazł brakujące ogniwo między dinozaurem, piramidą Cheopsa a amerykańskim programem kosmicznym. Im większa brednia, tym bardziej akademicki ton. Dzięki temu książka nie zamienia się w zbiór przypadkowych gagów, lecz tworzy konsekwentną parodię sposobu, w jaki można manipulować faktami, jeśli posiada się odpowiednią narrację i absolutny brak wstydu.
Humor jest przy tym bezczelny, chwilami czarny, często sarkastyczny i świadomie przesadzony. Profesor Absurd kpi zarówno z historii, jak i ze współczesnego człowieka, który po obejrzeniu trzech filmów w internecie potrafi nabrać przekonania, że właśnie obalił dwieście lat badań archeologicznych. Dostaje się naukowcom, politykom, władcom, prorokom samozwańczej wiedzy, cywilizacjom oraz samej ludzkości, która od tysięcy lat uważa się za wyjątkowo inteligentną, mimo imponującej ilości materiału dowodowego przemawiającego za zachowaniem ostrożności w tej kwestii.
Pod warstwą szaleństwa kryje się jednak coś więcej. „Historia Świata” jest satyrą na mechanizm powstawania pseudowiedzy. Pokazuje, jak łatwo połączyć dwa prawdziwe fakty jednym kompletnie fałszywym wnioskiem, a następnie obudować go takim językiem, żeby zaczął wyglądać wiarygodnie. Profesor Absurd robi dokładnie to, co robią rozmaici internetowi „badacze”, tylko doprowadza metodę do tak groteskowej perfekcji, że odsłania jej śmieszność.
To również książka zaskakująco erudycyjna jak na dzieło, którego autor konsekwentnie robi wszystko, żeby sprawiać wrażenie człowieka, któremu nie powinno się powierzać prowadzenia szkolnej wycieczki do muzeum. Żart działa właśnie dlatego, że prawdziwa historia pozostaje pod spodem. Trzeba znać reguły, żeby móc je tak widowiskowo łamać.
Największym osiągnięciem Profesora Absurda jest jednak tempo. Historia ludzkości nie zostaje tutaj ustawiona w muzealnej gablocie. Pędzi, potyka się, eksploduje, buduje piramidy, wszczyna wojny, patrzy w niebo i ostatecznie dociera do współczesności, gdzie człowiek dysponuje większą ilością wiedzy niż wszystkie wcześniejsze pokolenia razem wzięte, a mimo to nadal potrafi uwierzyć facetowi w internecie, który czerwonym kółkiem zaznaczył coś na niewyraźnym zdjęciu.
I być może właśnie tutaj Historia Świata okazuje się najcelniejsza. To nie historia o tym, jak głupi byli ludzie kiedyś. To książka o naszej niezmiennej potrzebie wierzenia, że za chaosem musi stać jakiś plan — nawet jeśli łatwiej zaakceptować kosmitów budujących piramidy niż fakt, że ludzie potrafili zbudować je sami.
Profesor Absurd stworzył więc książkę inteligentnie głupią, erudycyjnie nieodpowiedzialną i metodycznie niedorzeczną. Można się przy niej śmiać, można wyłapywać historyczne odniesienia, można podziwiać kolejne piętra nonsensu, a przy okazji dostać całkiem celny komentarz do epoki, w której pewność siebie coraz częściej uchodzi za dowód.
Po tej lekturze historii świata nie należy zdawać matury. Ale zdecydowanie warto zacząć podejrzliwiej patrzeć na ludzi, którzy twierdzą, że już wszystko zrozumieli.
„Historia Świata” to błyskotliwa, przewrotna i świadomie niedorzeczna zabawa z historią oraz naszym pragnieniem, by wszystko dało się łatwo wyjaśnić. Profesor Absurd prowadzi ją z imponującą konsekwencją: im bardziej świat okazuje się skomplikowany, tym prostsze i bardziej absurdalne znajduje dla niego rozwiązanie. Efekt jest nie tylko bardzo zabawny, ale też zaskakująco celny. Bo czasem dopiero kompletna bzdura pokazuje, jak łatwo można uwierzyć w bzdurę wypowiedzianą wystarczająco poważnym tonem.