E-book
13.65
drukowana A5
24.92
Samoakceptacja

Bezpłatny fragment - Samoakceptacja

Praktyczny podręcznik rozwoju osobistego

Objętość:
118 str.
ISBN:
978-83-8126-383-2
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 24.92

Wprowadzenie

Jednym z najważniejszych tematów na drodze wewnętrznego rozwoju jest akceptacja siebie. To podstawa wszystkiego, co chcielibyśmy osiągnąć. Działa jak trampolina do sukcesu, ponieważ każde życiowe zwycięstwo wymaga duszy „Zwycięzcy”. Aby nim zostać, trzeba mieć mnóstwo wiary w siebie i głębokie przekonanie, że potrafimy zdobywać najtrudniejsze szczyty. Bez wysokiej samooceny trudno nam będzie zmierzyć się z czymkolwiek.

Cokolwiek zechcemy wykreować, powinniśmy przekonać Wszechświat i własną podświadomość, że na to zasługujemy. Zasługiwanie wynika z bycia dobrym lub utalentowanym człowiekiem — tak pojmuje to nasza logika. Trzeba coś zrobić, coś osiągnąć, by zapracować na szczęście — tak jesteśmy uczeni. Nasz świat jest światem zależności i już od dziecka słyszymy: „dostaniesz, jeśli…” Uczy nas się też rozróżniania pomiędzy byciem grzecznym i nieznośnym, pomiędzy ładnym i brzydkim, zgrabnym i niezgrabnym, wyraźnie podkreślając dualizm naszego istnienia. Nic zatem dziwnego, że dostrzegamy w sobie wady, słabości i braki, dlatego myślimy, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Jeśli we własnych oczach nie jesteśmy w porządku, wówczas sami tworzymy wewnątrz siebie przekonanie, że nic nam się nie należy.

Tymczasem w istocie nie musimy w żaden sposób starać się na cokolwiek zapracować. Każdy z nas jest częścią Najwyższego Źródła i każdy zasługuje na wszystko, czego pragnie, tylko dlatego, że jest, żyje i oddycha. Nie każdy z nas jednak potrafi to dostrzec i dopóki żyjemy w dualnym świecie, gdzie dobro przeplata się ze złem, a nasze serca pełne są żalu, obaw i niepewności, tworzymy w sobie przekonanie o niskiej samoocenie i blokujemy własną drogę do rozwoju czy szczęścia.

Wysokie poczucie własnej wartości jest ogromnie ważne w relacjach, ponieważ postrzegamy drugą osobę poprzez pryzmat myśli o sobie samym. Jeśli lubimy siebie i widzimy w sobie dobro, to takie same pozytywy zobaczymy w innych. To sprzyja sympatii i dobrej komunikacji. Jeśli mamy mnóstwo kompleksów, to ten wewnętrzny ból staramy się zagłuszyć poniżaniem innych. W ten sposób pozornie podnosimy siebie, jednak to tylko złudzenie. Niska samoocena powoduje, że w innych ludziach widzimy zło, więc skłaniamy się do uprzedzeń i atakowania drugiej osoby. Stajemy się krytyczni i złośliwi.

Działa tu też zasada lustra: osoba o wysokiej samoocenie przyciąga do siebie sympatycznych i życzliwych ludzi. Ktoś, kto widzi w sobie problemy, zaprasza do swego życia problematyczne osoby. Myślę, że żaden konflikt nie jest przypadkowy i każde poruszające nas spotkanie zostało przez nas wykreowane wewnętrznym kodem. Oczywiście spory i kłótnie mają różne podłoże, zatem dotykają rozmaitych wzorców, jednak niemal zawsze tam, gdzie jest atak na nas, mamy dowód na to, że nie szanujemy siebie wystarczająco.

Bardzo istotne jest to w związkach intymnych. Aby przyciągnąć do siebie kochającego partnera/partnerkę, powinniśmy mieć w sobie miłość do siebie samej/siebie samego. Jeśli nie kochamy siebie, zapraszamy do naszego życia osobę, która również nas nie pokocha, bez względu na chemię, stan zauroczenia czy wspólne zainteresowania. Tak działa lustro. Każdy mąż i każda żona jest odbiciem tego, co nosimy wewnątrz siebie. Wierność sobie rodzi lojalnego partnera. Troska o siebie gwarantuje troskę, a szacunek dla siebie zapewni szacunek ze strony drugiej osoby. Najważniejsza oczywiście jest miłość do samego siebie.


Wysokie poczucie własnej wartości to zestaw pozytywnych myśli o sobie samym — absolutnie niezbędne wyposażenie każdego człowieka, który chce być szczęśliwym. Pamiętajmy, że nawet samo postrzeganie własnej osoby już nas odpowiednio nastraja. Jeśli lubimy siebie i podobamy się sobie, to jest nam miło w swoim własnym towarzystwie. A to wyznacza klimat całego naszego istnienia. To oczywiste, bo z kim spędzamy w życiu najwięcej czasu? Ze sobą.

Od wiary w siebie zaczyna się wszystko, co najpiękniejsze. Kiedy uświadomimy sobie swoją prawdziwą moc, wynikającą z naszego duchowego dziedzictwa, możemy osiągnąć wszystko o czym marzymy. To potężna energia, która pozwala nam materializować wiele wspaniałych pragnień i tworzyć cudowne, pełne miłości związki.

Kiedy mamy wysokie poczucie wartości, jesteśmy twórczy i cieszymy się kolejnymi sukcesami. Nic ich nie blokuje, a my wierzymy w siebie i powtarzamy: chcę i zasługuję. A wtedy tak właśnie się dzieje. Zaufanie we własne możliwości owocuje samodzielnością, siłą psychiczną, dynamiką, pozytywnymi emocjami. Idziemy do przodu jak burza i nic nie jest nas w stanie zatrzymać, jeśli sami tego nie zapragniemy. Samoakceptacja chroni nas przed wyuczoną bezradnością — nie oglądamy się na wsparcie innych, bo nie jesteśmy bezbronnymi ofiarami i bezradnymi istotami potrzebującymi opieki. Kolejne sukcesy utwierdzają nas w tym, że jesteśmy dobrzy i potrafimy sobie poradzić z każdym wyzwaniem.

Praca z samoakceptacją

Prawdziwie wysokie poczucie wartości to bezwarunkowe kochanie samego siebie. Bez oczekiwań. Bez osądzania. Bez krytyki. Bez wahania. Na wszystkich płaszczyznach. Nie ma w tym miejscu znaczenia, w czym jesteśmy dobrzy, a co nam w życiu nie wychodzi. Podstawą będzie akceptacja siebie takiego, jakim się jest — z całym dobrodziejstwem inwentarza. Trzeba sobie uświadomić, że zasługujemy na miłość i jesteśmy pełnowartościowi tacy, jacy jesteśmy. Nie trzeba być ideałem, utalentowanym artystą czy zasłużonym profesorem, aby być godnym kochania.

Często ludzie uważają, że są beznadziejni, ponieważ nie są znani, nie maja naukowego tytułu, nie zbawili świata, nie wynaleźli szczepionki… Jakże ogromnie się mylą… Jesteśmy tu na Ziemi dla rozwoju duchowego, poznawania i doświadczania. Można osiągnąć szczyty, pasąc kozy — jak wskazuje tradycja tybetańska, jedna z najciekawszych ścieżek wiodących do oświecenia. Ważne, aby być świadomym prawdziwego sensu życia.

Jeśli stawiamy sobie niebotycznie wysokie poprzeczki, wówczas nigdy nie będziemy szczęśliwi. Każde warunkowanie jest ograniczeniem. Tymczasem w istocie niczego nie potrzebujemy posiadać ani zdobywać. To my sami ustalamy swoje priorytety. Wszystko zabarwiamy swoimi myślami, które mogą nam służyć lub nie. Jesteśmy sobą i to wystarczy, aby być doskonałym. Trzeba to sobie uświadomić i uwolnić się od zewnętrznych wzorców, które mówią: „powinniśmy to lub tamto”…


Warto też zmienić myślenie i dostrzec dobro tam, gdzie nie chcemy go zauważyć. W swoich mocnych stronach, w sobie samym. Nawet jeśli najpierw musimy się tego cierpliwie uczyć. Żyjemy w kraju, w którym chwalenie dzieci było źle widziane. Do dobrego tonu należała wychowawcza dyscyplinująca krytyka i zasada: „siedź cicho w kącie, znajdą cię”. Inne szkodliwe przekonanie to: „dzieci i ryby głosu nie mają” oraz „co wolno wojewodzie, to nie tobie…”. Każde z tych zdań to toksyczna dla malucha afirmacja, która w jego dorosłym życiu stanie się przyczyną niskiej samooceny. Na szczęście czasy się zmieniają i stare niemądre zasady odchodzą do lamusa. Dzisiaj inwestujemy w dzieci mądrze, chwaląc je i nagradzając przy każdej okazji. To — razem z systematycznym utwierdzaniem pociechy w prawdzie, że jest przez nas kochana bezwarunkowo — tworzy fundament wysokiego poczucia własnej wartości.

Ludzie, którzy byli w dzieciństwie krytykowani, którym nie okazywano miłości, a jedynie stawiano wymagania, dzisiaj nie wierzą w siebie i myślą o sobie negatywnie. Takie mają wewnętrzne wzorce, więc inaczej nie umieją. Poczucie bezwartościowości jest przerażająco bolesne. Jest też przyczyną pierwotnego lęku przed odrzuceniem. Każdy z nas — świadomie lub nie — pragnie akceptacji i bycia kochanym. Po to przecież jesteśmy na Ziemi — aby kochać. Jeśli czujemy się brzydcy, grzeszni, niegrzeczni, nieudani, to wyciągamy wnioski, że nie zasługujemy na miłość i nikt nas nigdy nie pokocha. Nie ma dla człowieka większego dramatu. Z tego bólu rodzi się wściekłość, agresja, zazdrość, podłość, okrucieństwo. Każda istota, która wyraża siebie przemocą i krzywdzeniem innych, ma deficyt miłości i niskie poczucie wartości. Osoba kochana i kochająca siebie, nigdy nikogo świadomie nie zrani. Nie ma takiej potrzeby — jest szczęśliwa i cieszy ją szczęście innych.

Kiedy mamy wysokie poczucie wartości, jesteśmy pełni radości. Dobre myśli o sobie samym ładują nas pozytywną energią. Promieniujemy na innych, ponieważ jesteśmy wypełnieni światłem i jesteśmy tego świadomi. Zabawne jest to, że każdy człowiek na Ziemi jest w istocie pełen światła, tylko niektórzy o tym nie wiedzą. Energia podąża za myślą. Dopóki nie pomyślimy: „jestem wspaniały, promieniuję”, to się nie stanie. To magia Prawa Przyciągania — dzieje się wyłącznie to, w co wierzymy, o czym myślimy.

Postarajmy się stworzyć taką przestrzeń, w której harmonizujemy z bogactwem, miłością, zdrowiem czy sukcesem. Taka harmonia, to właśnie poczucie bycia miłością, światłem, wspaniałością. Kimś cudownym, komu należy się życie równie doskonałe, jak on sam. Jeśli uważamy, że jesteśmy inteligentni, życzliwi, serdeczni, pomocni, szlachetni… to wysyłamy wiadomość, że jesteśmy wystarczająco dobrzy i zasługujemy na wszystko, co najlepsze. Dopóki myślimy, że jesteśmy niedoskonali, ułomni, nieudani, leniwi, niedobrzy, informujemy pole wszelkich możliwości, że w gruncie rzeczy nic nam się nie należy.

Osoba o wysokiej samoocenie to człowiek, który śmiało wyraża i zaspokaja swoje potrzeby. Wie, że ma do nich prawo. Wie, że zasługuje. Myśli o sobie, że jest wystarczająco dobry, bo istnieje, bo jest kroplą boskości. Ale akceptuje także swoje słabości. Nie przejmuje się nimi, wiedząc, że są ludzkie, normalne, oczywiste. Jest świadomy, że ma prawo do rozmaitych emocji i nawet trudnych przeżyć. Ma prawo być takim, jaki jest i ma prawo podążać swoją drogą zgodnie z indywidualnymi wyborami.


Jeśli mamy za sobą skomplikowane doświadczenia, które postrzegamy jako porażkę, warto zmienić taki punkt widzenia. Świadomość, że coś źle zrobiliśmy, coś przegraliśmy, obniża nam poczucie wartości. Skłania do krytykowania siebie lub przekonania, że nie umiemy czegoś lub się do czegoś nie nadajemy. W celu zmiany niekorzystnego wzorca proponuję proste ćwiczenie, które nazywamy „Oczyszczaniem klęski”. Wystarczy kartka i długopis. Można zapalić świecę. Ogień oczyści ewentualne uwolnione emocje.


ĆWICZENIE 1

Określ klęskę (np. niedocenianie w pracy, oblany egzamin, nieudany związek)

Wypisz, co chciałeś przez to udowodnić? (np. że nie jestem wystarczająco dobry, jestem ofiarą, nie zasługuję, poczucie winy)

Powtórz z mocą kilka razy: WYSTARCZYŁA MI TA LEKCJA. OD DZISIAJ UKIERUNKOWUJĘ SIĘ NA SUKCES.

Wypisz, co zrozumiałeś dzięki temu. (np. że trzeba pilnować wysokiego poczucia własnej wartości, że nie można dopuszczać do głosu lęków, że trzeba domagać się szacunku… itp.)

Pożegnaj się z poczuciem klęski — przyjmij, że była to tylko lekcja. To ważny moment, w którym zmieniamy ciężkość wzorca. Odtąd zamiast „porażka” czy „klęska” myślimy o tym doświadczeniu, jak o wartościowej „lekcji”

Przeafirmuj (przekoduj) przyczyny z punktu 2. (np. jestem dobry w pracy, jestem profesjonalny, zasługuję na sukces…) O tym, jak skutecznie pracować z afirmacją, piszę poniżej. W tym ćwiczeniu odkrywamy temat do uzdrowienia. Warto go zanotować w swoim zeszycie i systematycznie z nim pracować przez jakiś czas.

Na zakończenie ćwiczenia powtarzaj wielokrotnie z mocą nowe przekonanie:

ZOSTAWIAM PRZESZŁOŚĆ. ODWAŻNIE I RADOŚNIE WCHODZĘ W NOWE SYTUACJE!

Ostatni punkt ćwiczenia jest bardzo istotny. Trudna sytuacja została wykreowana przez jakiś wzorzec i jakieś negatywne emocje. Odkrywamy je przynajmniej częściowo w punkcie drugim. Uzdrowienie ich zapobiegnie powtórzeniu takiego doświadczenia. Zaproponowałam tu jako metodę przekodowania afirmacje, ponieważ są najbardziej czytelną metodą, która wyjaśnia, w jaki sposób należy zmienić swoje przekonania. Jednak można użyć dowolnej techniki, która zmieni niekorzystne myśli o sobie.


Tu konieczna informacja. Afirmacje są bardzo dobrą i mocno oczyszczającą metodą, jednak trzeba umieć z nimi pracować. Pisanie pozytywnych zdań nie jest skutecznym sposobem, ponieważ podświadomość bardzo szybko się nudzi i wyłącza. Wtedy zaczynamy pisać automatycznie, a podświadomość zajmuje się czymś zupełnie innym. Tymczasem sama afirmacja nie uczyni cudu — ona jest tylko techniką kodowania podświadomości. Dlatego podświadomość musi brać udział w tym procesie. Niestety w wielu książkach i na wielu kursach ciągle nakłania się do pisania afirmacji. Ludzie piszą, piszą, piszą i często nic z tego nie mają. Bezmyślne klepanie i powtarzanie formułek także do niczego nie prowadzi. Wiele osób jest zniechęconych taka techniką.

Rozkładanie w domu karteczek z pięknymi zdaniami też nie jest efektywne, jeśli równolegle nie pracujemy w sensowny sposób. Może być natomiast dobrym dodatkiem do właściwego kodowania. Kiedy w optymalny sposób wprowadzamy afirmację, wówczas wzrok, który pada na napisy na lodówce, ekranie komputera czy teksty powieszone na ścianie, może nam pomóc utrwalić to, z czym wcześniej już pracowaliśmy.

Prawidłowa praca z przekodowaniem niewłaściwego wzorca polega na odczuwaniu tego, co mówimy i nasycaniu zdań emocjami. To pozytywne emocje są energetycznym dopalaczem, który powoduje, że treści zaczynają docierać do naszego wnętrza i zmieniać przekonania. Pozbawione emocji, ulatniają się jak dym. Można przez cały rok sobie spokojnie powtarzać piękne zdania, a we wnętrzu jak był stary wzorzec, tak jest nadal i ma się dobrze. Na pewno każdy z nas zna takie osoby, które od paru lat w kółko powtarzają ładne treści i wypisują je na społecznościowych portalach, a w kwestii rozwoju widać wyraźnie, że stoją w miejscu. To właśnie dlatego, że tylko bezmyślnie powtarzają lub piszą w zeszycie afirmacje. Nie krytykuję ich, ponieważ to nie ich wina, że ufają poradnikom pisanym przez domorosłych „specjalistów”, którzy nie mają zielonego pojęcia o energetyce. Dostrzegam też w tym pewną korzyść — po wielu latach takiego sztucznego powtarzania pozytywnych treści, ludzie zaczynają w nie wierzyć. Afirmacja w końcu zadziała.

Tu jednak chcę podać zasady prawidłowej pracy z przekodowaniem wzorców. Zacznę od tego, że nie zadziałają afirmacje wypowiadane w złości, żalu, pretensjach czy rozpaczy. Negatywne emocje także rozpraszają ich siłę. Dlatego najpierw warto się wyciszyć, uspokoić, aby lepiej dotrzeć do wnętrza. Ponieważ podświadomość lubi się bawić, dobrze jest zrobić z tego rytuał. Zapalić świece, stworzyć magiczny nastrój. Jak mówią duchowi nauczyciele — podświadomość wówczas zaciekawiona nastawia uszu, a przecież właśnie o to nam chodzi.

Znaczenie mają nasze wewnętrzne przekonania, a nie tylko myśli wędrujące sobie w świadomości. Afirmacja to także jedynie zwykłe zdanie. Siły nabiera wtedy, kiedy połączymy ją na przykład z formą energetyczną. Proponuję prostą metodę do pracy z afirmacjami dotyczącymi samooceny, finansów, zdrowia czy sukcesu.


ĆWICZENIE 2

Stań boso na podłodze lub na trawie — jeśli jest ciepła pora roku. Nogi rozstaw na szerokość ramion i lekko ugnij w kolanach. Lekko — chodzi nam o to, aby nie były usztywnione, ponieważ to utrudnia przepływ energii. Przez chwilę odczuwaj stopami podłoże i wyobrażaj sobie, jak łączysz się z mocą Ziemi. To odczucie jest możliwe nawet wtedy, kiedy ćwiczenie robisz w mieszkaniu na jedenastym piętrze. Oddychaj spokojnie i dość głęboko, skupiając się na tym, jak twoje stopy łączą się z podłożem oraz na tym, jak stajesz się coraz bardziej wyciszony.

Po chwili przenosisz uwagę do własnego centrum mocy — hara, które znajduje się w dolnej części brzucha. Możesz położyć tam obie dłonie tak, by lekko stykały się czubkami palców. Kiedy twoja uwaga jest mocno osadzona w centrum mocy, zaczynasz wypowiadać głośno i zdecydowanie swoje afirmacje. Na wdechu wypełniasz się mocą, na wydechu mówisz swoje zdania. Starasz się wyobrażać sobie, że głos wyprowadzasz z brzucha. Możesz wręcz poczuć, jak wszystkie twoje afirmację wypływają z punktu mocy. Zdania powtarzasz kilka lub kilkanaście razy, nie tracąc uwagi skupionej na centrum mocy.

To ćwiczenie warto powtarzać przez kilkanaście dni, najlepiej co najmniej trzy tygodnie, codziennie o tej samej porze. Ten fakt — systematyczność — wzmacnia działanie afirmacji, szczególnie takich związanych z poczuciem godności i finansami.

Do podniesienia poczucia własnej wartości nie wystarczą same słowa. To trzeba w sobie poczuć, ponieważ to nie same myśli, lecz uczucie. Dlatego właśnie podałam skuteczne ćwiczenie, które wzmacnia nasze afirmacje i powoduje, że docierają one do głębi naszego jestestwa. Zaczynamy od początku i cierpliwie krok po kroku zmierzamy do celu. Czasem dobre myśli o sobie stają się automatycznie powodem do ciepłych uczuć, które są czymś więcej niż tylko lubienie siebie. A wszystkie te stany — akceptacja, sympatia, miłość — są doskonałe i tworzą w nas pomost do odkrywania na nowo swojej doskonałej natury.

Poczucie winy

Absolutnie niezbędnym warunkiem wysokiego poczucia wartości jest uwolnienie się od poczucia winy. W oczywisty sposób przekonanie, że zrobiliśmy coś niewłaściwego i jesteśmy niegodziwą osobą, niszczy nasz wewnętrzny spokój i obniża samoocenę. Absolutnie konieczne jest zatem życie w zgodzie z własnym sumieniem. Bądźmy uczciwi. Dotrzymujmy słowa. Nie krzywdźmy innych ludzi. Pomagajmy. Nieśmy dobro wszędzie tam, gdzie możemy. To proste zasady. I pierwszy stopień do dobrego samopoczucia, wynikającego z bycia wartościową osobą.

Drugi stopień to uwolnienie od poczucia winy noszonego w głębi duszy przez iluzję. To jedna z największych pułapek, jakie zastawia na nas nasza cywilizacja. Nie życie i nie przeznaczenie, tylko stereotypy, w których funkcjonujemy. Rodzimy się niewinni i tacy powinniśmy pozostać, tymczasem od dziecka wbija się nam do głowy, co jest złe, brzydkie lub niewłaściwe. Dualizm jest sztucznym postrzeganiem świata przez ludzi, którzy zostali oddzieleni od Najwyższego Źródła. Moim zdaniem nic nie jest złe ani niewłaściwe, o ile nie czyni krzywdy innej czującej istocie.

Ludzkość obudowała się zasadami, które miały pozornie ułatwić nam wspólną egzystencję, jednak wielokrotnie przekroczyła granicę normy. Wprowadzono religie oraz zakazy i nakazy, które służą jedynie kontrolowaniu słabszych przez silniejszych. To one sprawiają, że czujemy się źli i grzeszni, bo robimy coś, co jest wbrew jakimś zasadom. Nawet jeśli dopuszczamy się czegoś przy zasuniętych szczelnie zasłonach i nikt z tego powodu nie cierpi, mamy wyrzuty sumienia. Bo ktoś kiedyś powiedział, że to grzech, a nasza podświadomość przez lata powtarzania utrwaliła ów błędny mit jako coś całkowicie pewnego. Na ten moment nie zmienimy świata, w jakim żyjemy, jednak możemy uświadomić sobie, że mamy prawo do wszystkiego, czego chcemy — jeśli nikogo to nie rani. Mamy prawo do pragnień i uczuć, mamy prawo do dokonywania własnych suwerennych wyborów. Zrozumienie tego aspektu istnienia pozwoli nam żyć z godnością i bez poczucia winy.

Oczywiście robimy też w życiu wiele rzeczy, które nie są dobre i bardzo tego potem żałujemy. Zdarza nam się skrzywdzić kogoś — świadomie, z poczucia pretensji i gniewu lub ze zwykłego egoizmu. Czasem emocje wyrywają się spod kontroli, mówimy o jedno słowo za dużo lub zaniedbujemy coś, co potem zwraca się przeciwko nam. Trzeba pamiętać, że mamy prawo do błędu i omyłki są naszą naturalną cechą. Jeśli dostrzegamy własne niewłaściwe posunięcia, to mamy prawo sobie wybaczyć. Jesteśmy tu na Ziemi, by się uczyć i rozwijać, także na błędach i błędnych decyzjach. Gdybyśmy byli idealni i nieomylni, nie byłoby nas tutaj. Zapewne bylibyśmy oświeceni.


Poczucie winy jest naszym wrogiem. Wzmacnia kompleksy i poczucie bycia złą osobą. Jest też energetycznym sabotażystą, ponieważ zgodnie z Prawem Przyciągania kreuje w naszym życiu same przykrości. Działa tutaj coś więcej niż poczucie nie zasługiwania na dobro. Pojawia się wręcz przekonanie o konieczności bycia ukaranym. Jeśli jest wina, jeśli jest niechlubny czyn, muszą zostać poniesione konsekwencje.

Bardzo pomocne jest uświadomienie sobie własnej niewinności i absurdu karania samych siebie. Jeśli popełnimy błąd, to jest to nasze doświadczenie. Zazwyczaj w ślad za pomyłką pojawia się jakaś trudność, będąca konsekwencją tego, co zrobiliśmy. Podobnie jak w przypadku małego dziecka, które ucząc się chodzenia, przewraca się i rozbija kolano. Po co zatem dodatkowa kara? Nikt z nas nie ośmieliłby się nawet pomyśleć o tym, by ukarać dziecko, które się przewraca.

Podstawowym warunkiem podnoszenia poczucia wartości jest uwolnienie się od poczucia winy. Wymaga to po pierwsze wybaczenia sobie, a po drugie — naprawienia tego, co da się naprawić. W szczególności pewnych wzorców, które wywołują w nas dyskomfort psychiczny. Podam tutaj skuteczne, sprawdzone metody odpuszczenia sobie. Pamiętajmy przede wszystkim, aby pozytywnie nastawić się do siebie samego i całego procesu. Warto wybrać taką metodę, która nam się podoba, której ufamy. Wówczas podświadomość chętniej będzie z nami współpracować. Należy też dać sobie czas, ponieważ to jest proces, który może trwać. Bywa, że podjęcie decyzji o wybaczeniu sobie staje się katharsis i zastosowanie podanej przeze mnie techniki działa błyskawicznie — w jednej chwili. Częściej jednak musimy uzbroić się w cierpliwość i powtarzać ćwiczenie kilka razy.

Wybaczać sobie można na wiele sposobów. Afirmując przed lustrem, powtarzając piękne zdania, pisząc listy wybaczające. Tu kolejna ważna uwaga — afirmacje wybaczające wypowiadamy w czasie przeszłym dokonanym. Jest to jedyny rodzaj afirmacji, który nie służy nam w czasie teraźniejszym. Nie chcemy być wiecznie w procesie wybaczania, lecz mieć tę sprawę załatwioną, dokonaną, za sobą. Afirmowanie: wybaczam jest jak afirmowanie: zdrowieję (zamiast: jestem już zdrowy) — umieszcza nas w środku procesu. W innych przypadkach chcemy tu i teraz być w zdrowiu, w bogactwie, w miłości — stąd czas obecny.

Najskuteczniejszą znaną mi metodą odpuszczania win sobie i innym jest Medytacja na Światło.


ĆWICZENIE 3

Usiądź wygodnie w spokojnym miejscu, zamknij oczy, wycisz się za pomocą rozluźnienia lub koncentracji na oddechu. Wyobraź sobie siebie samego, siedzącego przed tobą, jak odbicie w lustrze. Jeśli chcesz, możesz tę medytację wykonać przed lustrem i nie zamykając oczu pracować ze swoim odbiciem. Wyprowadź z serca promień złotego światła miłości i wybaczenia, wprowadź je do serca siebie, siedzącego naprzeciwko. Powtarzaj w myślach: „wybaczam sobie wszystko, cokolwiek zrobiłem niewłaściwego. Mylić się jest rzeczą ludzką. Rozwijając się, mamy prawo do błędów i pomyłek. Wybaczam sobie, że skrzywdziłem…, wierzę, że oboje potrzebowaliśmy tej lekcji, by zrozumieć ważne dla nas tematy. Bóg w moim sercu dawno mi wybaczył każdy mój błąd, zatem i ja powinienem odpuścić sobie…” Mów własnymi słowami to wszystko, co czujesz, że chcesz powiedzieć. Nie skupiaj się na wymienianiu negatywnych czynów. Zogniskuj uwagę na odczuwaniu wybaczenia. Poczuj, że pragniesz sobie odpuścić. Kiedy powiesz już wszystko, pobłogosław samego siebie. Po chwili zobacz, jak światło wraca do twojego serca, a twoje odbicie znika. Możesz pomału otworzyć oczy i zakończyć medytację. Jeśli pracujesz przed lustrem, po prostu podziękuj sobie i zakończ proces.

Jeśli możemy pojednać się z kimś, komu zrobiliśmy przykrość, warto to zrobić, ponieważ ułatwi to wybaczenie sobie. Pogodzenie się działa uzdrawiająco i podnosi poczucie wartości. Czujemy się o wiele lepiej, kiedy uda nam się zakończyć długotrwały konflikt. Warto też zakończyć wszystkie inne waśnie, także te, w których to my jesteśmy „ofiarą” czyjegoś ataku lub złośliwości.

Celowo użyłam tutaj słowa „ofiara”, ponieważ ono jest kluczowe dla zrozumienia, jak bardzo szkodzi nam noszenie w sobie złości i żalu do innej osoby. Przede wszystkim jest to niekomfortowe i niczemu dobremu nie służy. Jednak działa destrukcyjnie także na poczucie własnej wartości, chociaż pozornie może się wydawać, że tak nie jest. Osoba skrzywdzona jest przecież „tą dobrą”. Jednak jest także „ofiarą”, czyli kimś przegranym, pokonanym, słabym, pobitym. To zaniża nam samoocenę. Jeśli żyjemy w przekonaniu, że zostaliśmy skrzywdzeni, tworzymy w podświadomości wzorzec osoby przegrywającej. To zaowocuje ponoszeniem klęski w różnych sytuacjach. Nasza podświadomość będzie kreowała kolejne przegrane wydarzenia.

Dla podnoszenia samooceny niezbędna jest radykalna zmiana podejścia. Jeśli chcemy podkreślić bycie wartościowym człowiekiem, jeśli zasługujemy na szczęście, miłość i sukces, to nie możemy być ofiarą. Mamy być zwycięzcą. Owszem, coś się wydarzyło, ktoś źle postąpił i kopnął nas w kostkę, ale my jesteśmy „ponad to”. Patrzymy na niego z pobłażliwym uśmiechem, rozumiejąc w pełni, że ten ktoś jest słaby i inaczej nie potrafi.

Wybaczenie komuś, kto nas skrzywdził, jest procesem niezbędnym do podniesienia poczucia wartości. Jest też absolutnie koniecznym etapem, który musimy pokonać, jeśli chcemy się rozwijać wewnętrznie. Nie istnieje zresztą żaden rozwój, kiedy tkwimy w złości do kogoś. Takie emocje prędzej czy później obracają się przeciwko nam, ściągając nam w dół energię, niszcząc samopoczucie i zdrowie.

Najlepszą znaną mi metodą uzdrowienia tematu jest podana tutaj Medytacja na Światło. Wykonujemy ją podobnie, jak opisałam wyżej, z tą różnicą, że zamiast siebie (swojego odbicia) wizualizujemy naprzeciwko tę osobę, której chcemy wybaczyć i do jej serca wprowadzamy promień światła. Jedną z piękniejszych cech tej medytacji jest rozświetlanie i oczyszczanie także drugiej osoby. Światło miłości działa jak modlitwa — nie ingeruje, nie manipuluje, zostawia wolną wolę, pozwala, by Najwyższe Źródło kierowało naszymi losami. To jedno z niewielu narzędzi, które możemy stosować dla innych. Zasadniczo wolno nam pracować tylko nad sobą. W tej medytacji skupiając się na swoim wybaczaniu, automatycznie uruchamiamy proces uzdrawiania tej osoby, której chcemy odpuścić. Możemy bez wahania stosować ją wobec kogoś, kto siedzi w więzieniu — pomoże to tej osobie w akcie resocjalizacji. Możemy stosować ją też wobec osób zmarłych, ponieważ dla energii miłości nie istnieją granice, a zasadniczym celem tego procesu jest przecież wybaczenie, czyli uwolnienie się od ciążącego nam poczucia winy lub żalu.


Jednym z ważnych tematów dotyczących wybaczania sobie jest zrozumienie, dlaczego cierpimy z powodu innych ludzi. Często winimy samych siebie za krzywdy, których doświadczyliśmy. Wbrew pozorom nie dlatego, że rozumiemy zasady „przyciągania nauczyciela” i chcemy samych siebie ukarać za tego typu kontrakt dusz. Raczej z powodu samego wydarzenia. Podświadomie czujemy, że mamy wpływ na swoje życie i winimy siebie za to, że zadziało się coś bolesnego. Być może w jakiś nieuświadomiony sposób szukamy w sobie odpowiedzialności za to, że pozwoliliśmy siebie skrzywdzić, że weszliśmy w niewłaściwą ulicę, zaczepiliśmy nieodpowiednią osobę, nie umieliśmy się obronić.

Tymczasem najważniejsze jest zrozumienie lekcji. Zupełnie nie jest istotne, kto nam zadał ból, lecz tylko — co to cierpienie nam pokazuje, jakim jest lustrem, czego nas uczy. Jeśli zrozumiemy i odrobimy zadanie, wówczas cała sytuacja nabiera innego wymiaru. Staje się źródłem naszej mocy i mądrości. Do tego dążymy w naszej życiowej wędrówce, aby przerobić wszystkie swoje lekcje. Nie miejmy zatem żalu do innych ludzi, że chcą nam te lekcje pokazać, lecz nie miejmy go także do siebie, że doświadczamy trudnych sytuacji, by się czegoś ważnego nauczyć. Na tym polega życie.

Osobną kwestią bywa niesłuszne oskarżanie samego siebie o coś, na co nie mamy wpływu. Świat jest pełen bardzo smutnych ludzi, którzy żyją w głębokim poczuciu winy, ponieważ ktoś z ich bliskich uległ wypadkowi. Najczęściej cierpią tak matki, których dzieci zginęły tragicznie lub zostały okaleczone w czasie, kiedy pozostawały pod opieką kogoś innego. Nie pomagają żadne tłumaczenia. Taka osoba chce sobie wmawiać bez końca, że gdyby była wtedy obok, to wszystko potoczyłoby się inaczej. Niczemu to nie służy, jedynie powoduje, że można utknąć w ślepej uliczce, a taki stan prowadzi do rozwoju różnych chorób.

Warto też podkreślić niedorzeczność takich założeń, wynikającą z wyimaginowanego wyobrażenia „co by było, gdyby…”. Wszystko, cokolwiek się wydarza, jest zgodne z harmonią Wszechświata. Najbardziej przykre sytuacje zostały starannie zaplanowane przez nasze dusze. Z całą pewnością śmierć jest takim programem duszy, którego nie wolno nam zmieniać. Wszystkie rozważania: „czy gdybym wtedy…, to on by żył” są z gruntu pozbawione sensu. Przydałaby się tutaj odrobina pokory i szacunku dla wyboru duszy, która zdecydowała się opuścić naszą rzeczywistość. Przypisywanie sobie możliwości zmiany jej programu jest pozbawione sensu. A obwinianie siebie o czyjąś śmierć — poza sytuacją kiedy świadomie kogoś zabijamy — nie prowadzi do niczego. Kochajmy siebie na tyle, aby nie wikłać się w pozbawione logiki pretensje do samego siebie. Nie krzywdźmy siebie wykombinowanymi żalami. Pewne rzeczy po prostu muszą się wydarzyć, nie mamy na to wpływu, a więc nie ponosimy też za to żadnej odpowiedzialności.

Wewnętrzny krytyk

Mamy tendencję do osądzania siebie, ponieważ tak nas uczono, odkąd sięgamy pamięcią. Podniesienie poczucia wartości wymaga zrozumienia, że to niewłaściwe i zmienienia sposobu myślenia o sobie. Niektórzy nazywają taki osąd wewnętrznym krytykiem. To ustawiczne ruganie samego siebie, które wypływa z naszej podświadomości. Psychologowie określają to jako jeden z głosów podosobowości, który kształtuje się w dzieciństwie, aby chronić przed niebezpieczeństwem malutkie i przerażone wewnętrzne dziecko. Głos ten jest bardzo autorytarny i krytyczny, żeruje na naszych słabościach, ciągle ma nam wszystko za złe i bardzo lubi nas porównywać do innych, którym lepiej się w życiu udało. Warto jednak zauważyć, że spełnia też potrzebną rolę „kontrolera jakości”, ponieważ kiedy jest stonowany, funkcjonuje prawidłowo.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 24.92