E-book
12.29
drukowana A5
17.25
drukowana A5
Kolorowa
37.87
Przedpokój

Bezpłatny fragment - Przedpokój


Objętość:
62 str.
ISBN:
978-83-8189-503-3
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 17.25
drukowana A5
Kolorowa
za 37.87

Wstęp

Nie jest łatwo żyć w dawnej twierdzy Rzeczpospolitej. Gdy się stanie na murach, można zobaczyć domy przedmieść i rozległe pola, aż po łagodnie pofałdowany horyzont. To stamtąd mogą przyjść groźni barbarzyńcy — ludzie, którym na pewno nie spodoba się maleńki świat za koliskiem murów z cegły.

Wijącą się po polach pszenicy drogą może przybyć Mesjasz w towarzystwie całego pułku aniołów o pucułowatych twarzach (żydowscy mieszkańcy miasta wypatrywali go każdego dnia). Trakt może także przyprowadzić najeźdźców ze wschodu i zachodu, a nawet ponurą śmierć z błyskającą w słońcu kosą. Zamojscy mieszczanie przekonali się o tym wielokrotnie. Kilka hektarów architektonicznego ogrodu, dziurawe kurtyny i bastiony oraz zmurszałe bramy na pewno niczego już nie zatrzymają.

W mieście życie także jest pełne niepokoju, nawet gdy wojenne pożogi zostały zażegnane. Nadal przyjeżdżają nieznane pociągi, busy kłębią się w śmierdzących spalinami stadach, knują coś ludzie w garniturach, a co jakiś czas przylatuje na skrzydłach bocianów ptasia grypa. W stare mury coraz częściej wbijają się cielska buldożerów. Łoskot walących się ścian rozrywa serca mieszczan. Drżą stare trumny w Katedrze. Jest coś jeszcze. Na ulicach, po zmroku pojawiają się tajemniczy przechodnie w kapturach, a w sobotnie wieczory w zaułkach twierdzy słychać krzyki dzikusów.

To jednak mimo wszystko wspaniała twierdza: Zamość. Z wysokości drugiego piętra staromiejskiej kamienicy widać świat. Nocami pijackie awantury zamieniają się w wycie. Bywa jednak, że skręcają się w przedziwny warkocz dźwięków: jakby w sto anielskich chórów. Ludzie pytają wówczas: czy to już? Ale to tylko akustyka połamanych lukarnami dachów.

Trudno Starówkę opisać. Tomik „Przedpokój” jest również owocem warszawskich, wyjazdowych zauroczeń. Niektóre teksty powstały z przeznaczeniem na piosenki dla zespołu muzycznego „Ofensywa Brunetów”, inne były elementami scenariuszy napisanych dla zamojskiego Teatru Tragicznego Piątej Strony Świata. Przeważnie zostały jednak z różnych względów odrzucone.

Dwa wiersze są natomiast zapisami snów nawiedzających rodzinę i przyjaciół.

Pójdę pierwszy

Kraj potrzebuje nowego przywództwa

półprawdy i fałszywe obietnice

stanęły nam w gardłach

o godzinie dwudziestej pierwszej

widzi się to doskonale

zwłaszcza gdy otwieram skrzynkę

z dedykowanymi mejlami

zwłaszcza gdy tak patrzysz na mnie

ze zmarszczonym czołem


Musimy zewrzeć szyki i dać odpór fali

nie pozwólmy zalać się obezwładniającej pustce

coraz mniej mamy rzeczy

do sprzedania

zajmijmy zatem stanowisko

a potem może zajmiemy się czymś innym

bo kraj potrzebuje nowego przywództwa!


Ja pójdę pierwszy, a ty ruszysz za mną

zrobimy porządek

— na prawo od wejścia

przestawimy regały, wyniesiemy garnki

zawalona szafa nie musi stać w korytarzu

to co wewnątrz

i to co na zewnątrz

to będzie naprawdę wyjątkowy ruch

zaprzeczymy potocznemu myśleniu

praca będzie trudna

ale jasna i przejrzysta

zaprojektujmy nasze życie inaczej

Jak? najlepiej bez zbędnych ceregieli

dlaczego nadal tkwimy w przedpokoju?

Mit o karle

Żądze kąsały

nogawki jego spodni

odganiał je kijem

czarował pacierzem

gdy wyszczerzał zęby:

uciekały w popłochu:

chowały się w przedpokoju,

za nogami krzesła

święciły stamtąd

przekrwionymi oczami


On był jak wąż pożerający własny ogon

ale kobieta mówiła: wspomnij mnie,

jestem jedyna

gdy doliczysz do dziesięciu

będę siódma

albo, szósta — jeśli byłeś szczery

umiesz opowiadać piękne baśnie

i prawić morały


Teraz nazywam się rozpacz

mamy dziecko

— karła

bachor wiele potrafi

gdy spuszczam go ze smyczy

macierzyństwa

czy ty liczysz swoje bachory?


Chłopiec rósł, potężniał

gdy miał sześć lat

zadusił ręką węża

potem na grzbiecie ryby

przepłynął egejskie morze

patrząc prosto w słońce

dotarł na krańce antycznego świata

gdzie wielki słoń podtrzymuje bańkę sklepienia

a wody przelewają się w przepaść


Ojcowskie żądze zaprzągł do rydwanu

złapał wicher w płócienny worek

miał żonę

i psa


Jest zatem nadzieja

Na tym łez padole

Dostojny patron chciał nawracać pogan

postanowił zrobić to z zaskoczenia

oni siedzieli na sosnach, zobaczyli go wcześniej

pokazali mu pięści jak bochny chleba i kazali wracać

musiał powrócić

nie nawróciwszy

sam będąc nawróconym


Przybywszy do ogrodu roztropnie zadumał się

byłem nawrócony a oni: odwrócili mnie

o zgrozo!

trzeba wracać i nawracać

kronikarz zanotował, że w ogrodzie

podczas odważnej decyzji patrona

unosił się niebiański zapach kwiecia


Historia to pouczający kołowrót

zgrzyta prawdami, których nie da się odwrócić

poganie po staremu byli poganami

zachwycali się blaskiem wody

jesionem rozłożystym

biegali na bosaka po zielonych polach

kropelki rosy

motyle

bławatki

w trawach się tarzali

w lnianych koszulach po kostki, albo na golasa

nosili barszcz w glinianych garnkach

piwo chlali

a w wolnej chwili obrzucili patrona kamieniami


Ów roztropny mąż musiał rozstać się z brzydką, cielesną powłoką

nie wiadomo czy trafił do nieba

widziano go trzy dni po śmierci

w pewnym modrzewiowym kościele

stał w sąsiedztwie ambony

zafrasowany: w aureoli strapienia

milczał na temat nieudanej misji

milczał o poganach

ukazał się też pewnemu prostaczkowi

oraz starej kobiecie, która pasała krowy

stanął obok niej w złocie

Co to oznacza?


Nie o niego poecie tutaj chodzi,

ale o tych zatwardziałych pogan

oni byli z siebie zadowoleni

drapali się po zawszonych głowach

po bruzdach i rowach na twarzach

bełkotali coś: jakieś jakby słowa

jak okrągłe łzy rozgrzanego metalu

jakby ktoś orzechy rzucił na stół

potem ucztowali i obłapiali kobiety

nieswoje, nieswoje

Wesoło śpiewając sprośne piosenki


Na tym łez padole

dzikus nie musi się nikomu tłumaczyć


W twierdzy

Najgorsi są uchodźcy — obcy

rodzą się z korupcji i zgniłości

gdzieś w Arabii

jako ludzkie ryby

dlatego potem nie pijąją wody

niektórzy lisom podobni

inni małpie syny


lezą nocami na północ

i północny-zachód

naszych już pożarli

ośm kroć tysięcy!

boją się pochodni

gdy skrzą się na murach

kupą chodzą

lub samotnie koczują

bez grosza przy duszy

— synowie nicości


nikt o zdrowych zmysłach

nie pójdzie do lasu

za koliskiem twierdzy

— świat pełen potworów

mury zmurszały

jedyna zapora

od barbarzyńców


— Co z tobą starcze?

myślała, że człowiek

on jednak łeb uniósł

— figura Bestyi

ukąsić chciał uchodziec

ale ona szybsza

łeb oparł o ścianę

ogon miał okrągły

lecz uszy wyniosłe!

umarł

nieszczęsny

co miejsca takiego się dotknie


duchowni co wieczór

omadlają mury

mnisi palą ognie

co zrobić, co zrobić?

gdzieś czają się węże

nieludzkie jaszczury


miasto mamy stare

przepiękne podcienia

domy murowane

kościoły wspaniałe

pomniki

co z tego zostanie

gdy przyjdą uchodźcy?


— Wczoraj, w wodnej furcie

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 17.25
drukowana A5
Kolorowa
za 37.87