Książka ,, Nigdy nie trać nadziei '', którą właśnie skończyłam czytać, jest dla mnie czymś znacznie więcej niż kolejną pozycją o uzależnieniu ( przeczytałam ich trochę).
To drogowskaz dla osób, które podjęły lub rozważają decyzję o zdrowieniu.
Autor dzieli się swoją drogą do trzeźwości z dwóch perspektyw: jako terapeuta i jako osoba uzależniona i to podwójne spojrzenie stanowi ogromny atut tej książki.
Ta książka jest pełna odwagi, prostego, bezpośredniego języka i głębokich emocji. Szczególnie poruszyło mnie to, jak Józek otwarcie pisze o lęku, wstydzie, strachu i swojej bezsilności. Nie tylko nazywa te trudne emocje, ale osadza je w konkretnych sytuacjach, co daje im głęboki wymiar.
Nie unika tematu łez, wręcz przeciwnie, mówi o nich wprost, przełamując stereotyp, że mężczyźni nie płaczą. Daje tym samym sobie i innym przyzwolenie na bycie wrażliwym i prawdziwym.
Sposób w jaki tłumaczy mechanizmy uzależnienia: prostym, zrozumiałym językiem, przez obrazy i przykłady z życia, naprawdę trafia! Czytasz i masz wrażenie, że to o Tobie albo o kimś, kogo znasz. Pamiętam, że przyswajanie tej wiedzy było dla mnie trudne.
Wspomnienia z czasów PRL to tło, które nadaje książce kontekst i pokazuje, jak wyglądało uzależnienie oraz terapia w tamtej rzeczywistości. Gdybym miała przypisać temu kolor, byłby brunatny.
Po za tym wszystkim, obudziły się moje wspomnienia i refleksja nad moją drogą. Wzmianka o palarni na piętrze wywołała sentyment i wzruszenie.
Zobaczyłam gdzie byłam i gdzie obecnie jestem. Dziękuję za to!
Myślałam, że przeczytam tę książkę w dwa wieczory, ale zatrzymywałam się co chwilę. Jest pełna emocji, szczerości i prawdy. Dla mnie to książka, którą się nie tylko czyta, ale się ją czuje. I daje coś, co w zdrowieniu jest najcenniejsze – nadzieję.
Z pełnym przekonaniem polecam!
K.