E-book
15.75
drukowana A5
45.6
Lęk okiełznany

Bezpłatny fragment - Lęk okiełznany

Jak wypracować zmianę

Objętość:
160 str.
ISBN:
978-83-8467-747-6
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 45.6

LĘK OKIEŁZNANY
JAK WYPRACOWAĆ ZMIANĘ

Daniel Jerzy Żyżniewski, Drzewo o wschodzie słońca, olej na płótnie 60 x 40 cm, 2025 r.

„Jestem ja i moje okoliczności, a jeśli ich nie ocalę, nie ocalę również siebie.”

— José Ortega y Gasset, Medytacje o Don Kichocie

Wprowadzenie

Wiedza o psychice jest dynamiczna

Wiedza nie jest stanem statycznym, lecz nieustannym procesem. Każdego dnia pojawiają się wyniki nowych badań — jedne potwierdzają wcześniejsze ustalenia, inne je modyfikują lub podważają, jednak niemal zawsze poszerzają nasze rozumienie człowieka. Szczególnie wyraźnie widać to w psychologii, a zwłaszcza w badaniach nad emocjonalnością i zjawiskami związanymi z jej trudniejszymi przejawami, takimi jak nadmierna lękowość. W tej dziedzinie rozwój wiedzy jest wyjątkowo dynamiczny.

Jeszcze na początku XXI wieku temu nasze rozumienie mechanizmów kształtowania się psychiki było nieporównanie uboższe niż obecnie. Dotyczy to zarówno prawidłowego funkcjonowania umysłu, jak i jego pozanormatywnych form. Współczesna psychologia nieustannie zwiększa precyzję opisu zjawisk psychicznych, dzięki czemu wiele poglądów uznawanych kiedyś za oczywiste zostało zweryfikowanych lub całkowicie zmienionych.

Zmiana ta bywa jednak źródłem dezorientacji. Często można usłyszeć pytanie: „Skąd nagle tyle zaburzeń psychicznych? Przecież kiedyś ich nie było.” Takie przekonanie wynika najczęściej nie z rzeczywistego braku tych zjawisk w przeszłości, lecz z ograniczonej wiedzy na ich temat. Zaburzenia psychiczne nie pojawiły się nagle. Istniały od zawsze, podobnie jak sama psychika. Zmieniała się natomiast nasza zdolność ich rozpoznawania, opisywania i rozumienia.

Psychika towarzyszy człowiekowi od początku istnienia naszego gatunku. Współczesny człowiek (Homo sapiens) pojawił się około trzystu tysięcy lat temu, a jego mózg osiągnął wówczas budowę zasadniczo zbliżoną do obecnej. Znacznie później — około trzydziestu–czterdziestu tysięcy lat temu — zaczęły rozwijać się języki, którymi posługujemy się do dziś. Oznacza to, że przez setki tysięcy lat człowiek posiadał mózg zdolny do przeżywania, zapamiętywania i reagowania na otoczenie, choć nie dysponował jeszcze systemem pojęć pozwalającym nazwać własne doświadczenia.

Jest to ważny przykład pokazujący, że istnienie określonego zjawiska nie oznacza jeszcze istnienia jego świadomości. Coś może istnieć od początku, a mimo to być rozpoznawane i rozumiane dopiero na określonym etapie rozwoju gatunku. Zmieniają się bowiem warunki środowiskowe, a wraz z nimi wymagania stawiane człowiekowi. To właśnie środowisko stanowi podstawowy czynnik stymulujący rozwój. Gdyby organizmy nie potrafiły przystosowywać się do zmieniających się warunków, przetrwanie nie byłoby możliwe.

Dlatego najbardziej podstawowym mechanizmem napędzającym rozwój jest potrzeba przetrwania. Mimo że ogólna budowa ludzkiego mózgu pozostaje od setek tysięcy lat stosunkowo stabilna, jego organizacja nieustannie podlega zmianom. Zmienia się zarówno jego mikrostruktura, jak i fizjologia. Podobnie dzieje się z psychiką. Istnieje tak długo jak człowiek, lecz nieustannie zmienia się pod wpływem środowiska, doświadczeń i relacji z innymi ludźmi.

To właśnie dlatego współczesna psychologia coraz lepiej rozumie zjawiska, które istnieją od dawna, ale dopiero dziś dysponujemy narzędziami pozwalającymi opisywać je z większą precyzją.

Psychika jest zmienna

Psychika istnieje tak długo, jak istnieje nasz gatunek. Jej rozwój jest procesem ciągłym, uzależnionym od warunków, w których żyjemy. Cały nasz organizm pozostaje w nieustannej relacji ze środowiskiem. Mózg, będący jego częścią, nie stanowi wyjątku. Chociaż jego ogólna budowa anatomiczna pozostaje od setek tysięcy lat zasadniczo niezmieniona, stale zmienia się jego organizacja wewnętrzna. — zdolności mózgu do nieustannego przekształcania się pod wpływem doświadczeń jest możliwa dzięki jego plastyczności. Warto zauważyć, że neuroplastyczność jest naszą stałą właściwością, która ciągle generuje jakieś zmiany.

To właśnie dlatego psychika jest tak niezwykle zróżnicowana. Im więcej wiemy o jej funkcjonowaniu, tym wyraźniej dostrzegamy, że nie zawsze daje się przewidywać. Jej rozwój jest rezultatem nieustannej interakcji pomiędzy biologicznymi możliwościami organizmu a środowiskiem, które te możliwości kształtuje.

Z tego samego powodu zaburzenia psychiczne istniały zawsze. Nie oznacza to jednak, że zawsze miały tę samą postać, przebiegały z jednakową dynamiką ani że były rozpoznawane w taki sam sposób. Zmieniały się razem z nami oraz ze światem, w którym przyszło nam żyć. Najważniejsze jest jednak to, że istnienie określonego zjawiska nie oznacza jeszcze jego świadomości.

Nasza świadomość jest bowiem częścią psychiki, a nie czymś od niej niezależnym. Ona również rozwija się stopniowo. Może być mniej lub bardziej dojrzała, bardziej lub mniej precyzyjna. Może pomagać nam rozumieć samych siebie, ale może również ograniczać to rozumienie. Warto odróżnić świadomość świata od samoświadomości.

Świadomość pozwala nam orientować się w otaczającej rzeczywistości. Samoświadomość natomiast umożliwia rozpoznawanie własnych stanów psychicznych, własnych doznań cielesnych, myśli oraz sposobów reagowania.

Możemy być całkowicie przytomni i sprawnie funkcjonować, a jednocześnie pozostawać nieświadomi wielu procesów zachodzących we własnym umyśle. Możemy również trafnie opisywać świat zewnętrzny, nie rozumiejąc własnych reakcji emocjonalnych ani przyczyn własnego zachowania. To rozróżnienie będzie miało zasadnicze znaczenie dla tematu tej książki. W kolejnych częściach pokażę bowiem, że sposób, w jaki rozpoznajemy i interpretujemy własne doświadczenia, stanowi jeden z najważniejszych mechanizmów rozwoju naszego lęku.

Lęk służy interpretowaniu własnego doświadczenia.

Lęk jest stanem umysłowym, który wytwarzamy w określonych okolicznościach. Choć rodzimy się z biologiczną zdolnością do odczuwania zagrożenia, nie oznacza to, że rodzimy się z lękiem jako gotową emocją. Współczesna psychologia pozwala opisać ten proces znacznie precyzyjniej.

To, co potocznie nazywamy „skłonnością do bania się”, nie jest jeszcze lękiem. Jest biologiczną predyspozycją organizmu do reagowania na zagrożenie. Samo „banie się” jest natomiast kategorią kulturową, która pojawiła się wraz z rozwojem języka. Dopiero język umożliwił nam nazywanie własnych doświadczeń oraz porządkowanie ich za pomocą określonych pojęć.

Mówimy o strachu lub lęku po to, aby opisać to, co dzieje się w naszym organizmie i umyśle. Dzięki temu próbujemy zrozumieć własne reakcje: potrzebę wycofania się, ucieczki, ukrycia, unikania lub odsunięcia od sytuacji, którą uznajemy za zagrażającą.

Warto zwrócić uwagę na kolejność tego procesu. Najpierw pojawiają się określone sygnały płynące z ciała. Może to być przyspieszone bicie serca, napięcie mięśni, drżenie, ucisk w klatce piersiowej, zmiana oddechu lub wiele innych. Następnie pojawiają się myśli, których używamy, by wyjaśnić znaczenie tych doznań. Mogą przyjmować postać zdań takich jak: „nie dam rady”, „nie chcę”, „lepiej stąd odejść”, „lepiej tego unikać”. Równocześnie nasz umysł zaczyna tworzyć wyobrażenia dotyczące przyszłości — często przewidując, że za chwilę wydarzy się coś niebezpiecznego lub niepożądanego.

Dopiero po połączeniu doznań cielesnych, myśli i wyobrażeń podejmujemy określone działanie. Wycofujemy się, uciekamy, milkniemy, unikamy kontaktu, rezygnujemy z aktywności albo robimy coś, czego w rzeczywistości nie chcieliśmy zrobić. Ta sekwencja stanowi naszą biologiczną predyspozycję do reagowania na zagrożenie. Zmienia się natomiast sposób, w jaki interpretujemy własne doświadczenia. A ten sposób interpretowania zależy od języka, kultury oraz środowiska, w którym się rozwijamy.

Można więc powiedzieć, że człowiek żyjący przed powstaniem języka również doświadczał sygnałów płynących z ciała, tworzył wyobrażenia i unikał sytuacji zagrażających. Nie nazwałby jednak tych doświadczeń ani strachem ani lękiem, ponieważ nie dysponował jeszcze pojęciami pozwalającymi opisać własny stan psychiczny.

Dlatego można mówić o okresie w historii naszego gatunku, w którym istniało poczucie zagrożenia, lecz nie istniała jeszcze kategoria strachu czy lęku. Człowiek reagował na zagrożenie całym organizmem, ale nie interpretował swoich reakcji za pomocą pojęć emocjonalnych, ponieważ takich pojęć jeszcze nie wytworzył.

Dopiero rozwój języka i kultury sprawił, że zaczęliśmy nadawać własnym doznaniom cielesnym określone znaczenia. Zaczęliśmy klasyfikować własne doświadczenia, tworząc kategorie takie jak strach, lęk, złość czy smutek. To właśnie ten proces nadawania znaczeń jest jednym z głównych tematów tej książki.

Od odczuwania do nadawania znaczenia

Powstanie języka i kultury zmieniło sposób, w jaki zaczęliśmy rozumieć samych siebie i siebie nawzajem. Doznania płynące z ciała, wyobrażenia oraz zachowania nie zniknęły — istniały już wcześniej. Zmieniło się natomiast to, że zaczęliśmy je nazywać i porządkować za pomocą pojęć. Zaczęliśmy nadawać własnym doświadczeniom określone znaczenia.

Dlatego można powiedzieć, że przez bardzo długi okres swojej ewolucji nie znaliśmy pojęcia lęku, mimo że wielokrotnie doświadczaliśmy zagrożenia. Nie posiadaliśmy jeszcze języka pozwalającego opisać własne przeżycia, ale nasz organizm reagował na nie tak samo jak dzisiaj. Możliwe jest bowiem istnienie poczucia zagrożenia bez kategorii lęku. Organizm może reagować na otoczenie, uruchamiać mechanizmy obronne, przewidywać niebezpieczeństwo i podejmować działania chroniące życie, mimo że nie interpretujemy jeszcze tych reakcji jako określonej emocji.

Dopiero rozwój języka sprawił, że zaczęliśmy przypisywać własnym odczuciom określone nazwy. W ten sposób wytworzyliśmy kulturowe kategorie opisujące nasze oświadczenie, np. strach, lęk, złość czy smutek.

Emocja jest nadawaniem znaczenia własnym doświadczeniom cielesnym i psychicznym za pomocą kategorii wykształconych w języku i kulturze.

Z tego punktu widzenia emocja nie jest bezpośrednim skutkiem materiału genetycznego. Wrodzona jest biologiczna zdolność organizmu do reagowania na otoczenie. Natomiast sposób rozumienia i klasyfikowania tych reakcji rozwija się stopniowo wraz z nabywaniem języka, uczestnictwem w kulturze oraz własnym doświadczeniem.

Również dzisiaj można zaobserwować tę różnicę. Dwie osoby mogą znaleźć się w bardzo podobnej sytuacji. Obie odczuwają przyspieszone bicie serca, napięcie mięśni, niepokój, przypływ niechcianych myśli i wyobrażeń. Jednak jedna z nich powie jedynie: „tak po prostu się poczułem”, podczas gdy druga stwierdzi: „wystraszyłem się”. Na poziomie reakcji organizmu ich doświadczenia mogą być bardzo podobne. Różnica pojawia się dopiero na poziomie interpretacji. Jeden człowiek nie nadaje swoim doznaniom kategorii emocjonalnej. Drugi interpretuje je jako określoną emocję. Nie oznacza to, że pierwszy nic nie przeżywa, a drugi przeżywa więcej. Oznacza jedynie, że ich samoświadomość rozwija się w odmienny sposób.

Obie osoby mogą doświadczać podobnych zmian fizjologicznych: zwiększonego wydzielania kortyzolu, napięcia mięśniowego, drżenia ciała, przyspieszonego oddechu czy natrętnych wyobrażeń. Różnią się jednak sposobem rozumienia własnego doświadczenia. To właśnie zastosowanie kategorii emocjonalnej pozwala nam nadać znaczenie temu, co dzieje się w naszym organizmie. Nie rozwiązuje to jeszcze problemu trudnego doznania, ale stanowi kolejny krok w rozwoju naszej samoświadomości.

Od zrozumienia do emocjonalnego indywidualizmu

Dzisiaj wyraźnie obserwujemy ten mechanizm. Jeden człowiek, znajdując się w określonej sytuacji, doświadcza szeregu doznań płynących z ciała, pojawiają się u niego określone skojarzenia, wyobrażenia i zachowania. Powie jednak jedynie: „tak po prostu zareagowałem”, „taki już jestem”, „nie wiem dlaczego tak się stało”. Inny, przeżywając bardzo podobny stan, powie: „wystraszyłem się”.

Oznacza to, że pierwszy nie nadał swoim odczuciom, myślom i zachowaniu kategorii emocjonalnej, natomiast drugi to zrobił. Różnią się więc przede wszystkim poziomem w zakresie własnego doświadczenia kulturowego i samoświadomości, chociaż procesy zachodzące w ich organizmach mogą być bardzo podobne. Obie osoby mogły się spocić, doświadczyć wzrostu napięcia mięśniowego, zwiększonego wydzielania kortyzolu, drżenia ciała, natrętnych wspomnień lub katastroficznych wyobrażeń. A zatem zastosowanie kategorii emocjonalnej umożliwia doraźne, lecz niezwykle istotne zrozumienie własnego stanu. Zaczynamy rozumieć to, co dzieje się w naszym i umyśle. A każde takie zrozumienie stanowi kolejny krok w rozwoju naszej emocjonalnej samoświadomości.

Są więc ludzie, którzy potrafią rozpoznawać sygnały płynące z własnego ciała oraz związane z nimi myśli, nie nazywając ich jednak emocją. Można powiedzieć, że nie tworzą emocji strachu, mimo że doświadczają poczucia zagrożenia.

Inni, znajdując się w bardzo podobnej sytuacji, wytwarzają emocję strachu i posługują się nią jako kategorią wyjaśniającą własny stan. Zyskują dzięki temu większe zrozumienie własnego doświadczenia, ale nie oznacza to jeszcze, że ich funkcjonowanie staje się łatwiejsze. To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie.

Samo nazwanie i doraźne zrozumienie własnego stanu nie eliminuje jego przyczyn. Może jednak wpływać na sposób, w jaki człowiek będzie interpretował podobne doświadczenia w przyszłości. Jeżeli dana kategoria emocjonalna — na przykład strach — jest stosowana coraz częściej, rozwija się nie tylko umiejętność jej używania, ale również łatwość jej automatycznego uruchamiania.

Początkowo człowiek zastanawia się, czy to, czego doświadcza, rzeczywiście jest strachem. Z czasem przestaje się nad tym zastanawiać. Im częściej stosuje określoną kategorię emocjonalną do interpretowania własnych doznań, tym szybciej staje się ona dostępna w umyśle. W efekcie wystarczy nawet pojedynczy objaw cielesny, wcześniej wielokrotnie kojarzony z lękiem, aby automatycznie uruchomić całą kategorię emocjonalną.

Emocje, podobnie jak wiele innych sposobów interpretowania rzeczywistości, mogą ulegać automatyzacji. Im częściej określona kategoria emocjonalna jest stosowana, tym łatwiej i szybciej zostaje wykorzystana w kolejnych sytuacjach.

Z tego punktu widzenia warto zauważyć, że zaburzenia psychiczne — podobnie jak emocje — nie są stanami trwałymi i niezmiennymi. Mogą pojawiać się i zanikać. Mogą być wzmacniane zarówno przez procesy zachodzące w naszym wnętrzu, jak i przez oddziaływania środowiskowe. Mogą również słabnąć, gdy zmienia się sposób interpretowania własnych doświadczeń oraz warunki, w których funkcjonujemy.

Od emocji do odruchu

To, co pozostaje niezmienne, to nasza biologiczna skłonność do przetrwania oraz do odczuwania zagrożenia w sytuacjach, które mogą temu przetrwaniu zagrażać. Nie oznacza to jednak, że wszyscy uczymy się reagować w taki sam sposób.

Jeden człowiek może nauczyć się rzadko odczuwać zagrożenie, podczas gdy inny będzie doświadczał go znacznie częściej. Podobnie osoba, która rzadko odczuwa zagrożenie, może każdorazowo interpretować ten stan jako strach, ale nie musi. Z kolei człowiek często doświadczający poczucia zagrożenia mógł nauczyć się niemal automatycznie stosować kategorię lęku. Mógł jednak równie dobrze nauczyć się interpretować własne doświadczenia w inny sposób.

O tym, którą drogą podąży nasz emocjonalny rozwój, decydują przede wszystkim indywidualne doświadczenia zdobywane w relacjach z ludźmi oraz środowisko, w którym dorastamy, żyjemy i staramy się przetrwać.

Emocje i zaburzenia rozwijają się dynamicznie i są zmienne

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na niezwykle istotną zależność. Skoro emocje nie są wrodzone, lecz rozwijają się stopniowo w relacjach z innymi ludźmi, to podobny mechanizm dotyczy również zaburzeń psychicznych. One także nie pojawiają się jako gotowe stany. Rozwijają się w określonym kontekście środowiskowym oraz w wyniku indywidualnych doświadczeń. To właśnie dlatego każde zaburzenie psychiczne tworzy zespół objawów, a nie pojedynczy objaw. Z tego samego powodu jeden objaw może występować w wielu różnych zaburzeniach.

Sam objaw nie stanowi jeszcze zaburzenia. Dopiero wtedy, gdy utrwala się, nasila i zaczyna uruchamiać kolejne objawy, tworzy charakterystyczny układ symptomów, który z czasem może zostać rozpoznany jako określone zaburzenie psychiczne.

Pojedynczy objaw nie tworzy jeszcze zaburzenia. Zaburzenie rozwija się wtedy, gdy objawy zaczynają wzajemnie się wzmacniać i tworzyć trwały wzorzec funkcjonowania.

Objaw jest procesem rozłożonym w czasie

Od początku istnienia naszego gatunku posiadamy możliwość wytwarzania pojedynczych objawów utrudniających codzienne funkcjonowanie. Możemy doświadczać przewlekłego poczucia zagrożenia. Możemy odczuwać silny dyskomfort jedynie w określonych sytuacjach, takich jak spotkania z innymi ludźmi, wystąpienia publiczne, wychodzenie z domu czy prowadzenie samochodu. Sam fakt pojawienia się takiego objawu nie oznacza jeszcze zaburzenia.

Psychologicznie istotny staje się on dopiero wtedy, gdy występuje częściej niż u większości ludzi, jest wyraźnie silniejszy i — co najważniejsze — utrzymuje się niezależnie od rzeczywistej sytuacji, utrudniając codzienne życie. To właśnie utrata związku pomiędzy reakcją organizmu a obiektywnymi okolicznościami sprawia, że objaw zaczyna żyć własnym życiem. Przestaje być jedynie reakcją na świat zewnętrzny, a staje się utrwalonym sposobem interpretowania rzeczywistości.

Objaw psychologiczny jest utrwalonym sposobem odczuwania, myślenia i zachowania, który u danej osoby występuje częściej, silniej i bardziej niezależnie od rzeczywistych okoliczności w porównaniu do innych ludzi.

Naturalne i prawidłowe jest odczuwanie strachu wtedy, gdy rzeczywiście zagraża nam niebezpieczeństwo. Jeżeli podczas przechodzenia przez ulicę w naszym kierunku z dużą prędkością jedzie samochód, reakcja organizmu będzie adekwatna do sytuacji.

Inaczej dzieje się wtedy, gdy zagrożenie już minęło, a my nadal wyobrażamy sobie, że samochód może nas potrącić, niezależnie od miejsca i czasu, w którym się znajdujemy. W takiej sytuacji nie mamy już do czynienia wyłącznie z reakcją na rzeczywistość. Mamy do czynienia z utrzymującym się poczuciem zagrożenia, które zaczyna funkcjonować niezależnie od aktualnych faktów. To właśnie tutaj rozpoczyna się proces psychologiczny prowadzący do utrwalania nadmiarowego lęku. Nie oznacza to jeszcze zaburzenia. Oznacza jednak, że sposób interpretowania własnych doświadczeń zaczyna uniezależniać się od rzeczywistych okoliczności.

Nadmiarowy lęk

Z tego punktu widzenia nadmiarowy lęk nie polega na silnym przeżywaniu pojedynczego wydarzenia. Polega na coraz częstszym stosowaniu kategorii lęku do interpretowania własnych doznań, nawet wtedy, gdy rzeczywiste zagrożenie już nie istnieje. Im częściej człowiek interpretuje własne doświadczenia za pomocą tej kategorii, tym łatwiej staje się ona automatycznym sposobem reagowania. Z czasem nie trzeba już szukać uzasadnienia dla pojawiającego się napięcia. Sam sygnał płynący z organizmu wystarcza, aby uruchomić dobrze utrwalony sposób interpretacji.

Nadmiarowy lęk jest utrwalonym nawykiem interpretowania własnego poczucia zagrożenia za pomocą emocjonalnej kategorii strachu, niezależnie od rzeczywistych okoliczności.

Oznacza to, że nie tyle zmienia się sam organizm, ile zmienia się sposób, w jaki interpretujemy własne doświadczenia. Im częściej stosowana jest ta interpretacja, tym silniejsza staje się skłonność do jej ponownego wykorzystywania. W konsekwencji kategoria lęku przestaje jedynie opisywać doświadczenie. Zaczyna je współtworzyć.

Nadmiarowy lęk jako wyuczony sposób interpretowania zagrożenia.

Skoro poczucie zagrożenia pojawia się bardzo często, a człowiek konsekwentnie interpretuje je za pomocą kategorii strachu vel lęku, to z czasem sama kategoria przestaje jedynie opisywać doświadczenie, a zaczyna je inicjować. Człowiek nie tylko odczuwa zagrożenie, ale również zaczyna oczekiwać zagrożenia. Wyprzedzamy wydarzenia, przewidujemy ich niekorzystny przebieg i tworzymy obrazy przyszłości, które wzmacniają nasze wcześniejsze doświadczenia. W ten sposób utrwalamy zarówno własny dyskomfort cielesny, jak i sposób jego interpretowania.

Można więc powiedzieć, że nadmiarowy lęk jest zbyt częstym stosowaniem kategorii lęku do interpretowania własnego poczucia zagrożenia. W rezultacie doznania płynące z organizmu ulegają wzmocnieniu, a reakcje stają się coraz szybsze i bardziej automatyczne. Zaczynamy reagować nie tylko na rzeczywiste zagrożenie, lecz również na jego przewidywanie.

Nadmiarowy lęk rozwija się wtedy, gdy interpretowanie własnego poczucia zagrożenia za pomocą kategorii strachu vel lęku staje się dominującym psychicznym nawykiem. Nie oznacza to jednak, że u każdej osoby prowadzi on do takiego samego obrazu psychicznego, np. zaburzenia lękowego.

Objaw a zaburzenie

Przedmiotem tej książki jest przede wszystkim objaw nadmiernego odczuwania lęku, a nie wszystkie możliwe zaburzenia psychiczne.

To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie. Nie u każdej osoby nadmiarowy lęk występuje jako element rozbudowanego zaburzenia. U części ludzi pozostaje objawem izolowanym. U innych współwystępuje z dodatkowymi objawami, tworząc określony obraz kliniczny, na przykład zaburzenie lękowe lub inne zaburzenie psychiczne, w którym lęk odgrywa istotną rolę. Dlatego książka koncentruje się na pracy z jednym, konkretnym objawem.

Nie oznacza to, że pozostałe objawy są nieważne. Oznacza jedynie, że praca nad jednym objawem może stać się początkiem szerszej zmiany sposobu funkcjonowania. Jej skuteczność będzie oczywiście zależała od tego, czy nadmiarowemu lękowi towarzyszą inne utrwalone objawy, które wzajemnie się wzmacniają. Nie zmienia to jednak podstawowego założenia. Praca z pojedynczym objawem ma wartość zarówno wtedy, gdy pozostaje on izolowany, jak i wtedy, gdy stanowi część bardziej złożonego zaburzenia. To właśnie od zrozumienia mechanizmu powstawania pojedynczego objawu najczęściej rozpoczyna się proces trwałej zmiany.

Jak korzystać z tej książki

Przedstawiony we wstępie sposób rozumienia lęku stanowi punkt wyjścia do dalszych rozważań. Skoro nadmiarowy lęk jest przede wszystkim utrwalonym sposobem interpretowania własnego poczucia zagrożenia, to zrozumienie mechanizmu jego powstawania staje się pierwszym krokiem do rozpoczęcia pracy nad jego zmianą. Zrozumienie pojedynczego objawu pozwala bowiem rozpocząć pracę nad zmianą.

Nie oznacza to, że każda osoba doświadczająca nadmiarowego lęku cierpi na zaburzenie psychiczne. Tak samo nie oznacza to, że każda osoba z rozpoznanym zaburzeniem doświadcza lęku w jednakowy sposób. Każdy z nas rozwija własny sposób interpretowania świata, własnego ciała i własnych doświadczeń. Dlatego również droga prowadząca do nadmiarowego lęku jest zawsze indywidualna. Jednak mechanizmy psychologiczne odpowiedzialne za jego rozwój pozostają wspólne.

Książka została podzielona na trzy części z rozdziałami.

Przeszłość

W pierwszej części wyjaśniam mechanizmy odpowiedzialne za rozwój poczucia zagrożenia oraz stopniowe uczenie się nadmiernego stosowania kategorii strachu vel lęku. Będzie można poznać proces prowadzący od biologicznej reakcji organizmu do utrwalenia określonego sposobu interpretowania własnych doświadczeń.

Teraźniejszość

Druga część poświęcona jest rozpoznawaniu nadmiarowego lęku. Opisuję charakterystyczne cechy tego sposobu funkcjonowania oraz pokazuję, jak odróżnić naturalne reakcje organizmu od utrwalonych mechanizmów psychologicznych.

Przyszłość

W trzeciej części przedstawiam sposób pracy nad objawem nadmiarowego lęku. Pokazuję kierunek, w którym warto podążać, aby stopniowo zmieniać sposób rozumienia własnych doświadczeń oraz ograniczać automatyczne interpretowanie poczucia zagrożenia za pomocą kategorii strachu vel lęku. Podaję konkretną instrukcję postępowania redukujące lęk.

Przeszłość

Rozdział 1

Ślady w ciele migdałowatym i oczy Judi Dench

Jak mózg uczy się reagować

Jednym z podstawowych mechanizmów odpowiedzialnych za rozwój naszej pobudliwości jest uczenie się asocjacyjne. To właśnie dzięki niemu ciało migdałowate stopniowo uczy się określonej dynamiki pobudzenia poprzez kojarzenie ze sobą wyładowań neuronalnych, związanych z różnymi aspektami tego samego doświadczenia.

Mechanizm ten polega na tym, że pojedynczy neuron ciała migdałowatego odbiera jednocześnie pobudzenia napływające z różnych dróg neuronalnych. Każda z nich przekazuje informacje dotyczące innej właściwości bodźca.

Wyobraźmy sobie prostą sytuację. Ktoś patrzy na nas groźnym wzrokiem. Już sam widok takiej twarzy pobudza neurony układu wzrokowego, a informacje te docierają odpowiednimi drogami do ciała migdałowatego. Pobudzenie ma określoną wartość biologiczną. Załóżmy jednak, że ta sama osoba jednocześnie wypowiada pod naszym adresem przykre lub obraźliwe słowa. Wówczas do tego samego neuronu dociera również pobudzenie pochodzące z układu słuchowego.

Obydwa sygnały — wzrokowy i słuchowy — pojawiają się jednocześnie. Ich znaczenie nie jest identyczne. Groźny wyraz twarzy może wywołać silne pobudzenie. Jeszcze silniejsze może jednak okazać się to, co słyszymy. Najważniejsze jest jednak coś innego. Obydwa pobudzenia sumują się w tym samym neuronie ciała migdałowatego. W rezultacie neuron reaguje znacznie silniej, niż gdyby został pobudzony tylko jednym z tych bodźców. Zachowuje również ślad tego pobudzenia.

Powstały ślad neuronalny zostanie użyty wtedy, gdy w przyszłości ponownie znajdziemy się w podobnej sytuacji. Nie musi to być nawet ta sama osoba. Wystarczy ktoś, kto przypomina ją wyglądem, sposobem mówienia albo jedynie jednym elementem wcześniejszego doświadczenia. Jeżeli taki bodziec pojawi się ponownie, neuron zareaguje podobnie jak podczas pierwszego doświadczenia. Co więcej, może pobudzić się z dawną siłą już pod wpływem tylko najsłabszego elementu wcześniejszego skojarzenia. To właśnie ten mechanizm stanowi biologiczne podłoże uczenia się asocjacyjnego.

Siła skojarzeń

Neuron, który zachował ślad wcześniejszego pobudzenia reaguje w kolejnych sytuacjach, w których pojawi się cokolwiek przypominającego poprzednią sytuację. Nie musi to być spotkanie z tą samą osobą. Wystarczy ktoś, kto przypomina ją wyglądem, sposobem mówienia albo tylko jednym elementem wcześniejszego doświadczenia.

Jeżeli taki bodziec pojawi się ponownie, neuron zareaguje z siłą zbliżoną do tej, która towarzyszyła pierwotnemu doświadczeniu. Co istotne, do uruchomienia tej reakcji może wystarczyć najsłabszy z bodźców, które wcześniej zostały ze sobą skojarzone. W praktyce oznacza to, że osoba przypominająca kogoś, kto kiedyś nas zranił lub przestraszył, nie musi zachowywać się wobec nas w nieprzyjazny sposób. Mimo to możemy odczuwać podobne napięcie, jak podczas tamtego wydarzenia.

Nasz organizm reaguje bowiem nie tylko na to, co dzieje się tu i teraz, lecz również na ślady wcześniejszych doświadczeń zapisane w sieciach neuronalnych. To właśnie dlatego uczenie się asocjacyjne stanowi jeden z podstawowych mechanizmów naszej pobudliwości vel afektywności. Każdy z nas posiada własną historię takich skojarzeń. W rezultacie żyjemy w odmiennych warunkach psychofizjologicznej pobudliwości.

Te różnice same w sobie nie są problemem. Trudność pojawia się dopiero wtedy, gdy organizm zaczyna regularnie reagować tak, jakby był zagrożony, mimo że w aktualnej sytuacji nie ma ku temu wystarczających podstaw. Wówczas wcześniejsze doświadczenia zaczynają wywierać wpływ na sposób przeżywania teraźniejszości. Każde kolejne pobudzenie wzmacnia istniejące już skojarzenia, zwiększając prawdopodobieństwo, że podobna reakcja pojawi się ponownie. To właśnie dlatego utrwalone wzorce reagowania mogą z czasem stawać się coraz bardziej automatyczne.

Kiedy patrzymy na ludzi, a kiedy na własną przeszłość

Pamiętam sytuację z jednego z prowadzonych przeze mnie kursów na Uniwersytecie Otwartym Uniwersytetu Warszawskiego. Jedna z uczestniczek powiedziała z pełnym przekonaniem:

„Ja, gdy tylko widzę człowieka, od razu wiem, czy jest dobry, czy zły.”

Na sali nikt nie zaprotestował. Zapytałem więc:

— Po czym to pani rozpoznaje?

Odpowiedziała bez wahania:

„Po oczach.”

Ta odpowiedź mnie zaskoczyła. Ja sam, patrząc w oczy drugiego człowieka, widzę przede wszystkim kolor tęczówki. Jej wypowiedź uświadomiła mi jednak coś znacznie ważniejszego. Być może nie patrzymy wyłącznie na człowieka stojącego przed nami. Być może patrzymy również na własną historię doświadczeń, która sprawia, że określone cechy, np. wyglądu automatycznie nabierają dla nas szczególnego znaczenia. To właśnie ta myśl prowadzi do historii, którą chciałbym opowiedzieć w dalszej części rozdziału.

Jak mózgowy mechanizm uczenia się asocjacyjnego zniekształca teraźniejszość

Słowa uczestniczki kursu długo nie dawały mi spokoju. Zacząłem zastanawiać się, dlaczego dla niej oczy drugiego człowieka były tak jednoznacznym wskaźnikiem jego charakteru. Wtedy przypomniałem sobie własne doświadczenie z dzieciństwa.

Jedna z moich babek często zachowywała się wobec innych ludzi w sposób bardzo przykry i autorytarny. Narzucała swoje zdanie, wydawała surowe sądy i bez wahania oceniała ludzi. W rodzinie uchodziła za osobę, której opinie należało traktować poważnie, dlatego jej osądy rzadko były kwestionowane. Pamiętam rozmowy, podczas których mówiła o członkach naszej rodziny z wyraźną pogardą. O moim młodszym bracie potrafiła powiedzieć: „On nie jest nasz.” O jednym ze swoich dzieci mówiła: „Nie wiem, skąd to się wzięło takie głupie i podłe.”

Nie były to pojedyncze wypowiedzi. Był to sposób patrzenia na ludzi. Regularnie obgadywała członków rodziny i przedstawiała ich w skrajnie negatywnym świetle, zwłaszcza wtedy, gdy miała nad nimi przewagę, wynikającą z wieku lub rodzinnego autorytetu. Jako dziecko odbierałem to przede wszystkim jako źródło zagrożenia. Nie buntowałem się. Nie próbowałem z nią dyskutować. Przyjmowałem jej sposób oceniania ludzi jako coś naturalnego. Zdarzało się nawet, że patrzyłem na osoby przez nią krytykowane z podobną podejrzliwością. Dopiero wiele lat później zacząłem stopniowo weryfikować jej opinie. Odkrywałem, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, niż przedstawiała ją moja babka. Nie był to łatwy proces. Od najmłodszych lat uczono mnie przecież, że jest osobą dobrą i sprawiedliwą. Tymczasem jej zachowanie coraz wyraźniej pokazywało coś przeciwnego. Nie kierowała się sprawiedliwością. Kierowała się własnymi uprzedzeniami.

Co naprawdę zostało zapamiętane

Dzisiaj wiem, że nie zapamiętałem tylko jej słów. Zapamiętałem również sposób, w jaki wyglądała, kiedy je wypowiadała. To właśnie ten element okazał się później niezwykle ważny dla mojego zrozumienia mechanizmu uczenia się asocjacyjnego. Trudne emocje nie zostały bowiem skojarzone jedynie z treścią wypowiedzi mojej babki. Zostały powiązane także z jej twarzą, spojrzeniem i innymi szczegółami wyglądu, które regularnie towarzyszyły tym sytuacjom. Nie wiedziałem wtedy, że mój mózg reaguje na na wszystkie te elementy jako jedną całość.

Jak uczymy się patrzeć na ludzi

To, jak zachowywała się moja babka, budziło we mnie niechęć. Przez długi czas nie pozwalałem sobie jednak ani jej odczuwać, ani wyrażać. Babka była przecież osobą darzoną autorytetem. Od dziecka słyszałem, że jest dobra i sprawiedliwa, dlatego własne wątpliwości wydawały mi się czymś niewłaściwym. Jednocześnie widziałem skutki jej zachowania. Obserwowałem, jak z pozycji rodzinnego autorytetu ocenia innych ludzi, przypisuje im złe intencje i wydaje o nich kategoryczne sądy. Szczególnie dotykało to osób, nad którymi miała przewagę wynikającą z wieku lub swojej pozycji w rodzinie. Paradoks polegał na tym, że bycie dopuszczonym do jej wywodów dawało poczucie wyjątkowości. Miałem wrażenie, że wiem więcej niż pozostali członkowie rodziny. Dopiero po latach zrozumiałem, że nie była to wiedza. Był to sposób patrzenia na świat, oparty na podejrzliwości i uprzedzeniach. Kiedy zacząłem kwestionować jej opinie i samodzielnie wyrabiać sobie zdanie o ludziach, bardzo szybko zostałem potraktowany tak samo jak ci, których wcześniej krytykowała. To doświadczenie okazało się dla mnie niezwykle ważne. Po raz pierwszy zobaczyłem, że mechanizm oceniania innych ludzi nie zależy od tego, kim oni są. Zależy przede wszystkim od sposobu interpretowania rzeczywistości przez osobę, która ich ocenia.

Zrozumienie przyszło dopiero po latach

Kilka lat później, już jako młody dorosły, spotkałem żonę najstarszego brata mojej babki. Znała ją jeszcze z czasów młodości. Powiedziała o niej jedno krótkie zdanie: „Biedna była, bo wszyscy traktowali ją jak kogoś gorszego.” To jedno zdanie zmieniło moje spojrzenie. Po raz pierwszy zobaczyłem w babce nie tylko osobę krzywdzącą innych, ale również człowieka, który sam wcześniej doświadczył krzywdy. Nie usprawiedliwiało to jej zachowania. Pozwalało jednak lepiej je zrozumieć. Zacząłem dostrzegać, że przez całe życie bardzo sprawnie posługiwała się kategorią zagrożenia. Świat interpretowała przede wszystkim przez pryzmat nieufności. Dzięki temu łatwiej było mi zrozumieć również własny niepokój odczuwany w kontakcie z nią. W mojej rodzinie często powtarzano, że rodzina jest najważniejsza, bo gwarantuje poczucie bezpieczeństwa. Moje doświadczenie mówiło jednak coś innego.

Kiedy przeszłość spotyka teraźniejszość

Dopiero wiele lat później zacząłem rozumieć źródła własnego niepokoju. W tym czasie zobaczyłem w jednym z filmów angielską aktorkę Judi Dench. Od razu zwróciłem uwagę na jej znakomitą grę aktorską. Obejrzałem również inne filmy z jej udziałem, między innymi Iris, poświęcony życiu Iris Murdoch (1919—1999). Trudno było nie dostrzec wyjątkowego talentu tej aktorki. Mimo to towarzyszyło mi dziwne wrażenie. Miałem poczucie, że jest w niej coś nieżyczliwego. To odczucie pojawiło się automatycznie. Nie potrafiłem go uzasadnić. Zacząłem więc zadawać sobie pytanie: Dlaczego przypisuję tej kobiecie cechę, której nie mogę w żaden sposób potwierdzić? Przecież jej nie znałem. Nigdy z nią nie rozmawiałem. Nie miałem żadnych doświadczeń, które uzasadniałyby taką ocenę. Oglądając kolejne wywiady, zauważyłem wręcz coś przeciwnego. Sprawiała wrażenie osoby życzliwej, spokojnej i pełnej ciepła. To skłoniło mnie do uważniejszego przyjrzenia się własnej reakcji.

Co naprawdę wywołało moje odczucie

Po pewnym czasie zrozumiałem, że nie reagowałem na Judi Dench. Reagowałem na podobieństwo. Jej oczy przypominały mi oczy mojej babki. Nie chodziło o identyczny wygląd. Wystarczyło kilka cech:

— worki pod oczami,

— przekrwiona białkówka,

— zwężone źrenice,

— wyblakły kolor tęczówki.

To właśnie te elementy przez wiele lat towarzyszyły sytuacjom, w których moja babka krytykowała innych ludzi. Mój mózg wielokrotnie kojarzył wygląd jej oczu z poczuciem zagrożenia, które wtedy odczuwałem. Nie zdawałem sobie z tego sprawy. Mechanizm ten działał automatycznie. Kiedy więc zobaczyłem podobny układ cech u zupełnie obcej osoby, uruchomiło się dawne pobudzenie. Nie oznaczało to jednak, że Judi Dench była podobna do mojej babki jako człowiek. Podobny był jedynie fragment bodźca, który przed laty został zapisany w mojej pamięci i skojarzony z poczuciem zagrożenia.

Ślad pamięciowy nie jest opisem teraźniejszości

To doświadczenie uświadomiło mi coś bardzo ważnego. Nie każde pierwsze wrażenie mówi nam coś o drugim człowieku. Czasami mówi przede wszystkim o nas samych. O naszych wcześniejszych doświadczeniach. O zapisanych skojarzeniach. O sposobie, w jaki nasz mózg nauczył się reagować na określone cechy świata. To właśnie dlatego uczenie się asocjacyjne może prowadzić do zniekształcania teraźniejszości. Nie dlatego, że świadomie chcemy błędnie oceniać ludzi. Dlatego, że dawny ślad pamięci zostaje automatycznie uruchomiony przez podobny bodziec.

Kiedy podobieństwo staje się złudzeniem

Dopiero po pewnym czasie zrozumiałem, co naprawdę wydarzyło się podczas oglądania filmów z Judi Dench. Nie reagowałem na nią. Reagowałem na własną pamięć. W moim ciele migdałowatym wygląd oczu mojej babki został wielokrotnie skojarzony z przykrymi doświadczeniami. Za każdym razem, gdy słyszałem jej pełne pogardy wypowiedzi o innych ludziach, równocześnie widziałem charakterystyczny wyraz jej twarzy. To właśnie te dwa elementy — słowa i wygląd — zostały zapisane jako jedno doświadczenie.

Po latach wystarczyło podobieństwo jednego z nich, aby uruchomić dawny ślad pamięci. Nie oznaczało to jednak, że Judi Dench była osobą podobną do mojej babki. Podobny był jedynie fragment bodźca. A mimo to mój organizm zareagował tak, jakby całe wcześniejsze doświadczenie wydarzało się ponownie.

Organizm reaguje szybciej niż rozum

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 45.6