Myślałem, że to żart. 🐷 Spodziewałem się po „GAY POWER” przede wszystkim lekkiej, przewrotnej historii, świadomie operującej kampem, absurdem i estetyką różowego kiczu, by nie powiedzieć po prostu - durnej. Tym większym zaskoczeniem okazało się to, co kryje się pod tą efektowną powierzchnią. Powieść bardzo szybko przeobraża się w pełnokrwisty kryminał z elementami fantasy, thrillera psychologicznego i onirycznej groteski. Coś, co sam chętnie uprawiam (poza kryminałem).
Największą siłą książki jest narracja. Autor umiejętnie dawkuje informacje, mnoży tropy i konsekwentnie podważa to, co czytelnik jeszcze chwilę wcześniej uznawał za pewnik. Granica między wspomnieniem, rzeczywistością i fantazją stopniowo się zaciera, a kolejne odpowiedzi prowadzą do następnych pytań. Dzięki temu historia ma bardzo dobre tempo i autentycznie trudno się od niej oderwać. Wciąga do tego stopnia, że żal ją odstawić, a ma prawie 480 stron!
Szczególnie interesujący jest kontrast między formą a treścią. Kamp, przesada, róż, groteska i czarny humor nie są tutaj jedynie dekoracją (gdyby partner Rubena miał na imię "Kasia", przyjemność lektury byłaby identyczna). Tworzą świadomie przerysowaną fasadę dla znacznie poważniejszej opowieści o tożsamości, zawodności pamięci, potrzebie bycia zapamiętanym i lęku przed utratą własnego „ja”. Powieść potrafi być zabawna i absurdalna, ale chwilę później staje się niepokojąca, momentami wręcz klaustrofobiczna. I to jak!
Tak, Ruben to zarówno imię głównego bohatera, jak i pseudonimem autora. Przez te kilkaset stron razem próbowaliśmy wszyscy zrozumieć, kim więc jest Ruben. Ja. Zapewne sam Autor. I bohater. Książka jest genialna. Od dawna nic mnie tak nie wciągnęło.
To właśnie było dla mnie największym zaskoczeniem. Sięgnąłem po „GAY POWER”, oczekując przede wszystkim dobrej zabawy, a dostałem oryginalną, wielowarstwową historię kryminalną, która naprawdę wciąga i zostawia czytelnika z czymś więcej niż rozwiązaniem zagadki. Różowy kicz okazuje się tu kamuflażem. Pod nim kryje się znacznie mroczniejsza i inteligentniejsza powieść, niż można byłoby przypuszczać po pierwszym spojrzeniu na okładkę. Oczywiście uśmiechnięcie się za każdym razem, kiedy padnie tytułowe hasło... do pewnego momentu.
Polecam!