E-book
4.1
drukowana A5
7.22
Burza ze zgrabnych wiśniowych odczuć

Bezpłatny fragment - Burza ze zgrabnych wiśniowych odczuć


Objętość:
12 str.
ISBN:
978-83-8189-793-8
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 7.22

Czasami w umyśle pojawia się idea i to taka nieznośnie iskrząca. Ona nie może się pojawić w każdym umyśle, bo jest to pomysł dość błotnisty i w znacznym stopniu nietypowy. Takowe płoną w dostatecznie wielu umysłach, ale najczęściej bez tego krwistego echa, bo jedynie w nich się wypalają i to tak jakby nigdy ich nie było. Z tej przyczyny realizacja nie jest i nie może być procesem nadzwyczaj jaskrawym, bo tylko nieliczni realizują te wizje z bardzo krwistych nut i to tam gdzie nie sięgnie ten bardzo ciekawski szpilkowaty wzrok. Takowy nie sięga jedynie do miejsc zionących kloaczną nie ciekawością, bo takie miejsce prawie każdy omija

Miejsc specyficznych nie omijała Aurelia Głuć, czyli dziewczyna która była i nadal jest tą zafascynowaną węglistymi cieniami zemsty. Od dwunastego roku życia tak jakby taplała się w tych wymyślnych opowiadaniach kryminalnych, choć to zamiłowanie kryła głęboko w sobie, czyli nie wychodziła z nim do ludzi. Dlatego jej taki zwyczajny dzień otulony tymi skrzydlatymi iskrami z jedwabnego smaku musiał być też gładkim. Mowa tu o standardowym wyjściu do szkoły, o takim zwyczajnym powrocie do domu. Normą w jej przypadku było też takie swobodne odrabianie lekcji z tym złotym błyskiem, a potem przejażdżka rowerem i spotkania ze znajomymi. W jej przypadku te rowerowe przygody miały też intensywność, bo od dziecka lubiła rowery i dlatego też dbała o swój własny wnikliwiej niż wielu chłopaków z jej szkoły. Jednak jej sprzęt do podróżowania nie był wybitnie urodziwym, bo był to taki dość standardowy czarny, matowy rower górski z kilkoma detalami pomalowanymi na złoto zamontowanymi na kierownicy. Jeden z tych detali tracił swój błysk znacznie szybciej od innych, ale miłośniczka rowerów się tym nie przejmowała, bo jej rower nie musiał być tym nadzwyczajnie dopieszczonym jeśli chodzi o stylistyczne detale. Odmiennie traktowała własny wygląd i dlatego też jakiś miesiąc przed własną piętnastką zaczęła pokonywać dłuższe trasy, po to by jej ciało nabrało tego sportowego smaku. W jej przypadku bardzo wiele znaczyło też i to, że miała taką smacznie dorosłą twarz. Urodziwą i wskazującą na to, że może mieć te cztery latka więcej niż w rzeczywistości. Kolejnym jej plusem było to, że dość dorośle się uśmiechała, ale tego skrzydlatego smaku tym walorom dodawały jej bardzo anielskie blond włosy, które zaczęła intensywniej pielęgnować właśnie wtedy gdy jej rowerowe wycieczki stały się tymi intensywniejszymi i szybszymi. Jej starszy brat Rafał, czyli chłopak starszy o te sześć lat dostrzegł w niej ten dryg do szybkiej jazdy rowerem i dlatego też tak niespodziewanie podarował jej sportowy plecak z takimi ciekawie wyglądającymi zielono neonowymi wstawkami. Na prezencie tym nie skończył, bo we wnętrzu tego plecaka znajdował się też taki nadzwyczaj sportowy kolarski bidon. Początkowo Aurelia nie chciała przyjąć tych prezentów, bo dostała je te trzy miesiące po własnych piętnastych urodzinach, ale brat przekonał ją do ich przyjęcia tymi trzema brylantowymi wzmiankami, które wtedy były nadzwyczaj logicznymi. Za tego typu słowa nagrodziła go takim siostrzanym i nadzwyczaj milutkim buziakiem w policzek, z którego była znana, bo w ten konkretny sposób okazywała tę bardzo złotą wdzięczność.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 7.22