E-book
14.96
drukowana A5
37.43
Asertywność

Bezpłatny fragment - Asertywność

Jak z szacunkiem stawiać granice i żyć w zgodzie ze sobą


Objętość:
113 str.
ISBN:
978-83-8455-736-5
E-book
za 14.96
drukowana A5
za 37.43

Wstęp

Asertywność jest jednym z tych pojęć, które niemal każdy zna, ale niewiele osób naprawdę rozumie. Słowo to pojawia się w książkach psychologicznych, szkoleniach biznesowych, poradnikach rozwoju osobistego i codziennych rozmowach. Mówi się o niej jako o kluczu do lepszych relacji, większej pewności siebie i spokojniejszego życia. Jednocześnie wokół asertywności narosło wiele nieporozumień. Dla jednych oznacza ona umiejętność mówienia „nie”. Dla innych jest synonimem stanowczości. Jeszcze inni utożsamiają ją z bezkompromisowością lub stawianiem na swoim za wszelką cenę. W rzeczywistości asertywność jest czymś znacznie głębszym i bardziej złożonym.

Najprościej można powiedzieć, że asertywność jest umiejętnością życia w zgodzie ze sobą przy jednoczesnym zachowaniu szacunku wobec innych ludzi. To zdolność wyrażania własnych potrzeb, opinii, granic i emocji bez agresji, manipulacji i poczucia winy. To umiejętność powiedzenia „tak”, kiedy naprawdę chcemy powiedzieć „tak”, oraz „nie”, kiedy naprawdę chcemy powiedzieć „nie”. Brzmi prosto, jednak dla ogromnej liczby ludzi okazuje się to jednym z najtrudniejszych wyzwań w życiu.

Wiele osób przez lata funkcjonuje w przekonaniu, że powinno spełniać oczekiwania innych. Starają się być pomocne, miłe, wyrozumiałe i dostępne. Zgadzają się na dodatkowe obowiązki, choć nie mają już siły. Poświęcają własny czas, choć sami potrzebują odpoczynku. Rezygnują z własnych potrzeb, aby uniknąć konfliktów. Tłumią emocje, aby nie urazić innych. Z biegiem czasu taki sposób funkcjonowania staje się nawykiem. Człowiek przestaje nawet zauważać, że coraz częściej żyje nie tak, jak chce, lecz tak, jak oczekują od niego inni.

Jednym z największych problemów związanych z asertywnością jest jej mylenie z agresją. Wiele osób obawia się stawiania granic, ponieważ nie chce być postrzeganych jako egoistyczne, aroganckie lub konfliktowe. W ich wyobrażeniu odmowa oznacza zranienie drugiej osoby. Wyrażenie własnego zdania oznacza wywołanie kłótni. Postawienie granicy oznacza odrzucenie drugiego człowieka. Tymczasem prawdziwa asertywność nie ma nic wspólnego z agresją.

Agresja polega na naruszaniu granic innych ludzi. Agresywna osoba próbuje dominować, wymuszać, kontrolować lub zastraszać. Uważa własne potrzeby za ważniejsze niż potrzeby innych. Często nie bierze pod uwagę emocji rozmówcy i skupia się wyłącznie na osiągnięciu własnego celu. Asertywność jest dokładnym przeciwieństwem takiego podejścia. Osoba asertywna szanuje zarówno siebie, jak i drugiego człowieka. Nie pozwala sobą manipulować, ale również sama nie manipuluje. Nie rezygnuje ze swoich praw, ale też nie odbiera praw innym.

Drugim krańcem jest uległość. Uległość polega na ciągłym podporządkowywaniu się oczekiwaniom otoczenia. Osoba uległa często stawia potrzeby innych ponad własne. Unika konfliktów za wszelką cenę, nawet jeśli oznacza to rezygnację z własnych wartości, czasu, energii i komfortu. Na pierwszy rzut oka może wydawać się spokojna i życzliwa, ale pod powierzchnią bardzo często kryją się frustracja, zmęczenie, poczucie niesprawiedliwości i narastający żal.

Można więc wyobrazić sobie trzy różne sposoby funkcjonowania. Pierwszy to agresja: „Liczę się tylko ja”. Drugi to uległość: „Liczą się wszyscy oprócz mnie”. Trzeci to asertywność: „Liczę się zarówno ja, jak i inni”. To właśnie ten trzeci sposób stanowi fundament zdrowych relacji i psychicznego dobrostanu.

Dlaczego jednak tak wielu ludzi ma problem ze stawianiem granic? Odpowiedź jest bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. W dużej mierze wynika to z wychowania. Już od najmłodszych lat wielu ludzi słyszy komunikaty takie jak: „Bądź grzeczny”, „Nie sprawiaj problemów”, „Nie odmawiaj”, „Pomyśl o innych”, „Nie bądź egoistą”. Same w sobie nie są one złe, jednak często prowadzą do przekonania, że własne potrzeby są mniej ważne niż potrzeby otoczenia.

Do tego dochodzi naturalna ludzka potrzeba akceptacji. Jesteśmy istotami społecznymi. Chcemy być lubiani, doceniani i akceptowani. Boimy się odrzucenia, krytyki i konfliktów. Dla wielu osób odmowa uruchamia silny lęk. W głowie pojawiają się myśli: „Co jeśli się obrazi?”, „Co jeśli przestanie mnie lubić?”, „Co jeśli uzna mnie za egoistę?”. Aby uniknąć tych nieprzyjemnych emocji, ludzie często zgadzają się na rzeczy, których wcale nie chcą robić.

Problem polega na tym, że każda taka zgoda ma swoją cenę. Na początku może wydawać się niewielka. Kilka dodatkowych obowiązków. Jedno poświęcone popołudnie. Kilka przemilczanych emocji. Kilka sytuacji, w których człowiek rezygnuje z siebie. Jednak z czasem te drobne ustępstwa zaczynają się kumulować. Powstaje zmęczenie. Pojawia się frustracja. Narasta poczucie niesprawiedliwości. Coraz częściej człowiek czuje, że jego życie nie należy do niego.

Koszty życia wbrew sobie są ogromne. Mogą obejmować przewlekły stres, wypalenie zawodowe, obniżone poczucie własnej wartości, problemy w relacjach, a nawet zaburzenia lękowe i depresyjne. Kiedy przez długi czas ignorujemy własne potrzeby, organizm zaczyna wysyłać sygnały ostrzegawcze. Pojawia się napięcie, rozdrażnienie, wyczerpanie emocjonalne i poczucie utraty kontroli nad własnym życiem.

Paradoksalnie osoby, które najbardziej boją się konfliktów, często doświadczają ich najwięcej. Nie dlatego, że są konfliktowe, ale dlatego, że niewyrażone emocje nie znikają. Tłumiona złość nie rozpływa się w powietrzu. Niewypowiedziane potrzeby nie przestają istnieć. To wszystko gromadzi się wewnątrz człowieka, aż w końcu znajduje ujście w postaci wybuchów, wycofania, chłodu emocjonalnego lub zerwania relacji.

Dobra wiadomość jest taka, że asertywność nie jest cechą, z którą trzeba się urodzić. Nie jest talentem dostępnym wyłącznie dla nielicznych. Jest umiejętnością, której można się nauczyć. Tak samo jak uczymy się prowadzić samochód, obsługiwać komputer czy mówić w obcym języku, możemy nauczyć się stawiać granice, wyrażać swoje potrzeby i komunikować się w sposób bardziej świadomy.

Ta książka została napisana właśnie po to, aby pomóc ci w tym procesie. Nie znajdziesz tutaj magicznych metod ani prostych recept, które zmienią całe życie w jeden dzień. Znajdziesz natomiast wiedzę, która pozwoli ci zrozumieć mechanizmy stojące za brakiem asertywności, oraz praktyczne sposoby budowania nowych nawyków i zachowań.

Najlepiej korzystać z tej książki powoli. Nie traktuj jej jak zbioru teorii do przeczytania w jeden wieczór. Potraktuj ją jak przewodnik po zmianie sposobu myślenia i funkcjonowania. Zatrzymuj się przy fragmentach, które szczególnie do ciebie przemawiają. Zastanawiaj się, jak opisane mechanizmy działają w twoim życiu. Obserwuj swoje reakcje i emocje. Praktykuj nowe umiejętności stopniowo, krok po kroku.

Rozwijanie asertywności nie sprawi, że nagle znikną wszystkie konflikty, a każdy człowiek zacznie szanować twoje granice. Nie sprawi też, że przestaniesz odczuwać lęk czy dyskomfort. Możesz jednak oczekiwać czegoś znacznie cenniejszego. Większego poczucia sprawczości. Większego szacunku do samego siebie. Mniejszej frustracji. Zdrowszych relacji. Większej świadomości własnych potrzeb i wartości.

Z czasem możesz zauważyć, że coraz rzadziej zgadzasz się na rzeczy, które ci szkodzą. Coraz łatwiej przychodzi ci wyrażanie własnego zdania. Coraz mniej energii tracisz na spełnianie oczekiwań wszystkich wokół. Coraz częściej podejmujesz decyzje zgodne z tym, kim naprawdę jesteś.

Asertywność nie jest drogą do perfekcji. Nie chodzi o to, aby zawsze reagować idealnie, zawsze wiedzieć, co powiedzieć, i nigdy nie popełniać błędów. Chodzi o coś znacznie ważniejszego. Chodzi o stopniowe budowanie życia, w którym nie musisz wybierać między szacunkiem do siebie a szacunkiem do innych. Życia, w którym możesz być sobą bez poczucia winy. Życia, w którym twoje granice są równie ważne jak granice innych ludzi.

Jeżeli więc od dawna czujesz, że zbyt często rezygnujesz z siebie, że trudno ci odmawiać, że bierzesz na siebie zbyt wiele lub że żyjesz bardziej dla innych niż dla siebie, ta książka została napisana właśnie dla ciebie. Przed tobą droga, która nie zawsze będzie łatwa, ale może okazać się jedną z najważniejszych podróży w twoim życiu. Podróżą do większej wolności, większego spokoju i większej zgody z samym sobą.

Rozdział 1. Dlaczego boimy się mówić „nie”

Jednym z najczęstszych problemów związanych z asertywnością nie jest brak wiedzy o tym, czym ona jest, ale trudność w zastosowaniu jej w praktyce. Większość ludzi doskonale wie, że ma prawo odmówić, ma prawo chronić swój czas, energię i własne granice. Wie również, że nie da się zadowolić wszystkich i że ciągłe poświęcanie siebie prowadzi do zmęczenia, frustracji i poczucia wykorzystywania. Mimo tej wiedzy wiele osób nadal zgadza się na rzeczy, których nie chce robić. Przyjmuje dodatkowe obowiązki, choć jest już przeciążone. Poświęca własny odpoczynek dla cudzych potrzeb. Ustępuje w sytuacjach, które są dla niego niekorzystne. Mówi „tak”, choć w środku od dawna chce powiedzieć „nie”.

Na pierwszy rzut oka może wydawać się to nielogiczne. Skoro wiemy, że coś nam szkodzi, dlaczego nadal to robimy? Odpowiedź tkwi głęboko w ludzkiej psychice. Strach przed odmową rzadko dotyczy samego słowa „nie”. Tak naprawdę boimy się tego, co może wydarzyć się po jego wypowiedzeniu. Boimy się reakcji innych ludzi. Boimy się konfliktu. Boimy się utraty sympatii. Boimy się odrzucenia. Boimy się, że ktoś uzna nas za egoistów, ludzi niewdzięcznych, trudnych lub nieżyczliwych. W rzeczywistości lęk przed mówieniem „nie” jest często lękiem przed utratą więzi.

Potrzeba akceptacji należy do najbardziej podstawowych potrzeb człowieka. Jesteśmy gatunkiem społecznym. Od tysięcy lat nasze przetrwanie zależało od przynależności do grupy. Człowiek żyjący samotnie miał znacznie mniejsze szanse na przeżycie niż ten, który był częścią wspólnoty. Choć współczesny świat wygląda zupełnie inaczej niż świat naszych przodków, nasz mózg nadal działa według wielu dawnych mechanizmów. Z tego powodu odrzucenie społeczne jest dla nas tak bolesne.

Badania psychologiczne pokazują, że wykluczenie społeczne aktywuje w mózgu obszary związane z odczuwaniem bólu. Innymi słowy, odrzucenie nie jest wyłącznie metaforą. Nasz organizm traktuje je jako realne zagrożenie. Kiedy więc pojawia się sytuacja, w której moglibyśmy odmówić, bardzo często uruchamia się wewnętrzny alarm. Nie dlatego, że odmowa jest niebezpieczna, ale dlatego, że nasz układ nerwowy interpretuje możliwość utraty akceptacji jako potencjalne zagrożenie.

Wiele osób żyje w przekonaniu, że aby zasługiwać na miłość, szacunek i akceptację, musi być użyteczne. Musi pomagać. Musi spełniać oczekiwania innych. Musi być dostępne zawsze wtedy, gdy ktoś czegoś potrzebuje. Takie przekonanie często rozwija się już w dzieciństwie. Dziecko bardzo szybko uczy się, jakie zachowania spotykają się z aprobatą otoczenia. Jeśli doświadcza większej ilości uwagi, pochwał i zainteresowania wtedy, gdy spełnia oczekiwania dorosłych, może zacząć budować poczucie własnej wartości na zadowalaniu innych.

Z czasem taka postawa przestaje być świadomym wyborem. Staje się automatycznym sposobem funkcjonowania. Dorosły człowiek nadal reaguje tak, jak kiedyś reagowało dziecko. Zanim zdąży zastanowić się nad własnymi potrzebami, już zgadza się pomóc. Już bierze na siebie dodatkowe zadanie. Już rezygnuje z własnych planów. Dopiero później pojawia się zmęczenie, frustracja i pytanie: „Dlaczego znowu się na to zgodziłem?”.

Potrzeba akceptacji sama w sobie nie jest niczym złym. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy staje się ważniejsza od własnego dobrostanu. W zdrowym funkcjonowaniu człowiek potrzebuje zarówno relacji z innymi, jak i szacunku do samego siebie. Jeśli jednak całe poczucie wartości opiera się na opinii innych ludzi, każda odmowa zaczyna wydawać się zagrożeniem. Człowiek zaczyna wierzyć, że jego wartość zależy od tego, jak bardzo jest potrzebny, pomocny i dostępny.

Z potrzebą akceptacji bardzo silnie wiąże się lęk przed odrzuceniem. Jest to jeden z najbardziej uniwersalnych ludzkich lęków. Każdy człowiek chce być częścią grupy, relacji, rodziny czy społeczności. Problem polega na tym, że wiele osób przecenia ryzyko odrzucenia i nie docenia swojej zdolności do radzenia sobie z nim.

Osoba mająca trudność z odmawianiem często wyobraża sobie najgorszy możliwy scenariusz. Jeśli odmówi znajomemu, ten się obrazi. Jeśli odmówi współpracownikowi, zostanie uznana za leniwą. Jeśli odmówi członkowi rodziny, zostanie oskarżona o egoizm. Jeśli odmówi partnerowi, pojawi się konflikt. W praktyce takie katastroficzne scenariusze bardzo rzadko się spełniają, ale sam lęk przed nimi wystarcza, by człowiek rezygnował z własnych granic.

Co ciekawe, osoby bojące się odrzucenia często nie zauważają pewnego paradoksu. Im bardziej starają się zadowalać wszystkich wokół, tym bardziej oddalają się od autentycznych relacji. Dzieje się tak dlatego, że prawdziwa bliskość wymaga szczerości. Jeśli przez cały czas ukrywamy własne potrzeby, emocje i granice, inni ludzie poznają jedynie wersję nas, która została stworzona po to, by zdobywać akceptację. Taka relacja może wydawać się spokojna, ale bardzo często jest powierzchowna i oparta na dostosowywaniu się.

Lęk przed odrzuceniem ma również swoje źródła biologiczne. Nasz mózg został zaprogramowany do wykrywania zagrożeń. Problem polega na tym, że nie odróżnia idealnie zagrożeń fizycznych od społecznych. W wielu sytuacjach krytyczna uwaga przełożonego, niezadowolenie partnera czy rozczarowanie rodzica uruchamiają reakcje emocjonalne podobne do tych, które pojawiłyby się przy realnym niebezpieczeństwie. Serce zaczyna bić szybciej, pojawia się napięcie, stres i silna potrzeba uniknięcia sytuacji.

Właśnie dlatego tak wiele osób odczuwa fizyczny dyskomfort podczas stawiania granic. Odmowa nie jest jedynie decyzją intelektualną. Jest również doświadczeniem emocjonalnym i fizjologicznym. Człowiek może wiedzieć, że powinien odmówić, a jednocześnie odczuwać ogromny niepokój na samą myśl o wypowiedzeniu tego słowa.

Na sposób, w jaki podchodzimy do granic, ogromny wpływ mają również mechanizmy rodzinne. Rodzina jest pierwszym miejscem, w którym uczymy się relacji. To właśnie tam dowiadujemy się, czy nasze potrzeby są ważne, czy mamy prawo wyrażać własne zdanie i czy możemy się nie zgadzać bez utraty miłości oraz akceptacji.

W niektórych rodzinach dziecko słyszy komunikaty wspierające zdrową asertywność. Uczy się, że może mieć własne zdanie, że jego emocje są ważne i że odmowa nie oznacza braku szacunku. W innych rodzinach pojawiają się komunikaty zupełnie odmienne. Dziecko słyszy, że powinno być posłuszne, nie sprawiać problemów, nie dyskutować i zawsze stawiać potrzeby innych ponad własne.

Jeżeli przez wiele lat człowiek słyszy, że dobre dzieci są grzeczne, pomocne i bezkonfliktowe, bardzo łatwo może dojść do wniosku, że stawianie granic jest czymś niewłaściwym. W dorosłości taki człowiek często doświadcza ogromnego poczucia winy za każdym razem, gdy próbuje zadbać o siebie.

Mechanizmy społeczne dodatkowo wzmacniają ten problem. W wielu kulturach poświęcanie się dla innych jest przedstawiane jako najwyższa wartość. Ludzie, którzy zawsze pomagają, często są chwaleni. Ci, którzy stawiają granice, bywają oceniani jako mniej życzliwi. Powstaje więc subtelna presja społeczna, która zachęca do ignorowania własnych potrzeb.

Szczególnie silnie dotyka to osób empatycznych. Ludzie o wysokiej wrażliwości często bardzo łatwo dostrzegają potrzeby innych. Potrafią współczuć, rozumieć i pomagać. Niestety równie często zapominają o własnych granicach. Widząc czyjeś rozczarowanie lub smutek, automatycznie biorą za nie odpowiedzialność. Zaczynają wierzyć, że ich zadaniem jest chronienie innych przed wszelkimi nieprzyjemnymi emocjami.

To jednak niemożliwe. Każdy człowiek jest odpowiedzialny za własne emocje. Możemy traktować innych z szacunkiem i życzliwością, ale nie jesteśmy odpowiedzialni za to, czy ktoś będzie zadowolony z naszej odmowy. Możemy odmówić uprzejmie, spokojnie i uczciwie, ale nie mamy wpływu na to, jak druga osoba tę odmowę zinterpretuje.

Jednym z najważniejszych kroków w rozwoju asertywności jest zrozumienie, że odrzucenie nie jest końcem świata. Nie każda osoba musi nas lubić. Nie każdy musi zgadzać się z naszymi decyzjami. Nie każdy będzie zadowolony z naszych granic. I jest to całkowicie normalne. Próba zdobycia akceptacji wszystkich ludzi jest zadaniem niemożliwym do wykonania.

Dojrzała asertywność zaczyna się w momencie, gdy człowiek przestaje traktować własne potrzeby jako mniej ważne od potrzeb innych. Nie oznacza to egoizmu. Nie oznacza braku empatii. Oznacza jedynie uznanie prostego faktu, że nasze potrzeby, emocje i granice mają taką samą wartość jak potrzeby, emocje i granice innych ludzi.

Dlatego nauka mówienia „nie” nie jest tak naprawdę nauką odmawiania. Jest nauką budowania zdrowej relacji z samym sobą. Jest nauką szacunku wobec własnego czasu, energii i życia. Jest nauką akceptowania faktu, że nie można być wszystkim dla wszystkich. I jest nauką odwagi, dzięki której można pozostać sobą nawet wtedy, gdy inni nie zawsze będą z tego zadowoleni.

Słowo „nie” nie niszczy relacji opartych na szacunku. Wręcz przeciwnie — pomaga tworzyć relacje bardziej autentyczne, uczciwe i trwałe. Dopiero wtedy, gdy przestajemy żyć wyłącznie po to, by zdobywać akceptację innych, zaczynamy naprawdę żyć w zgodzie ze sobą.

Rozdział 2. Skąd bierze się brak asertywności

Kiedy ludzie zaczynają pracować nad swoją asertywnością, bardzo często skupiają się przede wszystkim na zachowaniach. Chcą nauczyć się mówić „nie”, wyrażać własne zdanie, stawiać granice lub przestać przejmować się opinią innych. Są to ważne umiejętności, jednak ich rozwijanie staje się znacznie łatwiejsze, gdy zrozumiemy źródła problemu. Brak asertywności nie pojawia się nagle w dorosłym życiu. Nie jest również oznaką słabości charakteru, gorszej osobowości czy braku inteligencji. Najczęściej jest rezultatem wielu lat doświadczeń, przekonań i wzorców, które człowiek przyswajał od najmłodszych lat.

Nikt nie rodzi się z przekonaniem, że jego potrzeby są mniej ważne od potrzeb innych ludzi. Nikt nie przychodzi na świat z poczuciem winy związanym z odmawianiem. Nikt nie rodzi się z lękiem przed wyrażaniem własnego zdania. Takie sposoby myślenia rozwijają się stopniowo pod wpływem otoczenia. Człowiek uczy się ich poprzez obserwację, doświadczenia oraz reakcje ludzi, którzy odgrywają ważną rolę w jego życiu.

Jednym z najważniejszych czynników wpływających na rozwój asertywności jest wychowanie. Rodzina stanowi pierwsze środowisko społeczne, w którym dziecko poznaje zasady funkcjonowania w relacjach. To właśnie tam uczy się, czy jego emocje są ważne, czy może mieć własne zdanie, czy wolno mu wyrażać sprzeciw oraz czy potrzeby innych ludzi zawsze muszą być stawiane ponad jego własnymi.

W wielu domach dzieci otrzymują jasny komunikat, że ich uczucia mają znaczenie. Mogą wyrażać swoje potrzeby, zadawać pytania, nie zgadzać się z dorosłymi i otwarcie mówić o swoich emocjach. W takich warunkach rozwija się zdrowe poczucie własnej wartości oraz przekonanie, że człowiek ma prawo do własnej przestrzeni psychicznej.

Nie wszyscy jednak dorastają w takim środowisku. W wielu rodzinach dziecko bardzo wcześnie uczy się, że jego zadaniem jest przede wszystkim dostosowywanie się do oczekiwań innych. Może słyszeć komunikaty takie jak: „Nie dyskutuj”, „Masz robić to, co ci każą”, „Dzieci i ryby głosu nie mają”, „Nie przesadzaj”, „Nie marudź”, „Nie wymyślaj”, „Przestań się mazać”. Choć często nie wynikają one ze złych intencji rodziców, mają ogromny wpływ na sposób postrzegania samego siebie.

Dziecko nie analizuje takich komunikatów w sposób racjonalny. Nie zastanawia się, czy są słuszne. Przyjmuje je jako prawdę o świecie i o sobie. Jeśli regularnie słyszy, że jego potrzeby są mniej ważne niż potrzeby innych, zaczyna w to wierzyć. Jeśli doświadcza krytyki za wyrażanie własnego zdania, może dojść do wniosku, że lepiej milczeć. Jeśli jest nagradzane wyłącznie za posłuszeństwo i dostosowywanie się, zaczyna utożsamiać swoją wartość z umiejętnością zadowalania innych.

Wielu dorosłych ludzi nie zdaje sobie sprawy, że ich obecne trudności z asertywnością są w dużej mierze związane z przekonaniami wyniesionymi z dzieciństwa. Kiedy próbują odmówić, odczuwają silny dyskomfort. Wydaje im się, że robią coś niewłaściwego. Nie dlatego, że odmowa jest zła, ale dlatego, że przez wiele lat ich umysł uczył się czegoś przeciwnego.

Szczególnie trudna sytuacja pojawia się wtedy, gdy miłość i akceptacja były w dzieciństwie warunkowe. Oznacza to, że dziecko doświadczało aprobaty głównie wtedy, gdy spełniało określone oczekiwania. Było chwalone za grzeczność, posłuszeństwo i dostosowywanie się, natomiast krytykowane lub odrzucane za przejawy niezależności. W takiej sytuacji bardzo łatwo rozwija się przekonanie, że aby zasługiwać na miłość, trzeba nieustannie spełniać oczekiwania innych ludzi.

Takie przekonanie może towarzyszyć człowiekowi przez całe dorosłe życie. Osoba funkcjonująca według tego schematu często nieświadomie wierzy, że jej wartość zależy od tego, jak bardzo jest potrzebna innym. Im więcej daje, pomaga i poświęca się, tym bezpieczniej się czuje. Problem polega na tym, że taka strategia prowadzi do chronicznego przeciążenia oraz zaniedbywania własnych potrzeb.

Ogromny wpływ na rozwój asertywności ma również szkoła. To właśnie tam dziecko po raz pierwszy trafia do większej grupy społecznej i zaczyna konfrontować się z oczekiwaniami otoczenia. Szkoła może być miejscem wspierającym rozwój samodzielności, ale może również wzmacniać przekonanie, że najważniejsze jest dostosowanie się do grupy.

W wielu systemach edukacyjnych szczególnie cenione są posłuszeństwo, przewidywalność i podporządkowanie zasadom. Dzieci, które nie sprawiają problemów, często otrzymują pozytywne oceny zachowania. Te bardziej niezależne bywają określane jako trudne, buntownicze lub niezdyscyplinowane. W efekcie młody człowiek może nauczyć się, że bezpieczniej jest nie wychylać się, nie wyrażać własnego zdania i nie kwestionować oczekiwań innych.

Dodatkowo szkoła staje się miejscem porównań społecznych. Dzieci bardzo szybko zaczynają obserwować reakcje rówieśników. Uczą się, co jest akceptowane, a co może prowadzić do wykluczenia. Dla młodego człowieka przynależność do grupy ma ogromne znaczenie. Strach przed odrzuceniem może być tak silny, że zaczyna wpływać na sposób zachowania nawet wiele lat później.

Jeżeli ktoś w dzieciństwie lub okresie dojrzewania doświadczał wyśmiewania, odrzucenia lub krytyki ze strony rówieśników, może rozwinąć przekonanie, że wyrażanie siebie jest niebezpieczne. Może zacząć ukrywać własne potrzeby, poglądy i emocje, aby uniknąć kolejnych przykrych doświadczeń. Z czasem takie zachowania stają się automatyczne i utrzymują się również w dorosłości.

Wpływ otoczenia nie kończy się jednak na rodzinie i szkole. Człowiek przez całe życie obserwuje innych ludzi i uczy się od nich określonych wzorców zachowań. Jeżeli dorastał w środowisku, w którym dominowały osoby uległe, prawdopodobnie uzna taki sposób funkcjonowania za normę. Jeśli natomiast otaczały go osoby agresywne, może dojść do wniosku, że jedyną alternatywą dla uległości jest dominacja i konflikt.

To właśnie dlatego wiele osób nie rozumie, czym naprawdę jest asertywność. Nigdy nie miały okazji obserwować jej w praktyce. Widziały jedynie dwa skrajne modele zachowania. Z jednej strony ludzi podporządkowujących się innym, a z drugiej osoby narzucające swoją wolę otoczeniu. Brakowało im przykładów pokazujących, że można jednocześnie szanować siebie i innych.

Bardzo ważną rolę odgrywają również wczesne doświadczenia życiowe. Niektóre wydarzenia pozostawiają w psychice ślady, które wpływają na sposób funkcjonowania przez wiele lat. Może to być doświadczenie odrzucenia przez ważną osobę, upokorzenia, niesprawiedliwej krytyki lub sytuacji, w której wyrażenie własnego zdania zakończyło się przykrymi konsekwencjami.

Mózg człowieka uczy się na podstawie doświadczeń. Jeśli kilka razy spotka nas coś bolesnego, zaczynamy unikać podobnych sytuacji w przyszłości. Mechanizm ten jest niezwykle przydatny z punktu widzenia przetrwania. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczyna działać również w relacjach społecznych.

Osoba, która w przeszłości została surowo skrytykowana za odmowę, może przez wiele lat unikać stawiania granic. Ktoś, kto został wyśmiany za wyrażenie własnego zdania, może zacząć milczeć nawet wtedy, gdy ma coś ważnego do powiedzenia. Człowiek, który doświadczył odrzucenia po ujawnieniu swoich potrzeb, może nauczyć się całkowicie je ukrywać.

Takie doświadczenia często tworzą głębokie przekonania na temat siebie i świata. Mogą pojawić się myśli: „Moje potrzeby nie są ważne”, „Nie mam prawa odmawiać”, „Muszę zasłużyć na akceptację”, „Jeśli się nie zgodzę, zostanę odrzucony”, „Nie powinienem sprawiać problemów”. Z biegiem czasu przekonania te stają się tak oczywiste, że człowiek przestaje je zauważać. Traktuje je jako obiektywną prawdę.

Jednocześnie warto pamiętać, że przekonania nie są faktami. Są jedynie sposobem interpretowania rzeczywistości. To, że ktoś przez wiele lat wierzył, iż nie wolno mu odmawiać, nie oznacza, że rzeczywiście tak jest. To, że ktoś nauczył się stawiać potrzeby innych ponad własne, nie oznacza, że musi robić to do końca życia.

Dobra wiadomość jest taka, że asertywność można rozwijać niezależnie od przeszłości. Nie możemy zmienić wychowania, którego doświadczyliśmy. Nie możemy cofnąć bolesnych wydarzeń ani wymazać dawnych doświadczeń. Możemy jednak nauczyć się rozumieć ich wpływ. Możemy rozpoznawać ograniczające przekonania i stopniowo zastępować je bardziej wspierającymi. Możemy budować nowe doświadczenia, które pokażą naszemu umysłowi, że stawianie granic nie jest zagrożeniem.

Pierwszym krokiem do zmiany jest świadomość. Dopóki nie rozumiemy źródeł swoich reakcji, łatwo obwiniać siebie za brak asertywności. Możemy uważać się za słabych, niezaradnych lub zbyt wrażliwych. Tymczasem nasze zachowania bardzo często są logicznym skutkiem wcześniejszych doświadczeń. Kiedy zaczynamy dostrzegać ich źródła, pojawia się możliwość wyboru.

Asertywność nie polega na walce ze sobą. Nie polega na zmuszaniu się do zachowań, które budzą lęk. Polega na stopniowym budowaniu nowego sposobu myślenia o sobie i swoich prawach. Jest procesem odzyskiwania przekonania, że nasze potrzeby są ważne, nasze emocje mają znaczenie, a nasze granice zasługują na szacunek.

Im lepiej rozumiemy, skąd bierze się brak asertywności, tym łatwiej możemy rozpocząć zmianę. Zamiast skupiać się wyłącznie na objawach problemu, zaczynamy dostrzegać jego korzenie. A kiedy znamy źródło trudności, możemy świadomie budować nowe nawyki, które prowadzą do większej wolności, większego spokoju i życia bardziej zgodnego z własnymi wartościami.

Rozdział 3. Uległość i jej ukryte koszty

Uległość jest jednym z tych sposobów funkcjonowania, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się korzystne zarówno dla samego człowieka, jak i dla jego otoczenia. Osoba uległa zazwyczaj nie sprawia problemów, nie wdaje się w konflikty, jest pomocna, wyrozumiała i gotowa do poświęceń. W pracy często uznawana jest za zaangażowaną i obowiązkową. W rodzinie bywa postrzegana jako troskliwa i oddana. Wśród znajomych uchodzi za osobę, na którą zawsze można liczyć. Z zewnątrz taki sposób funkcjonowania może wyglądać jak przejaw dojrzałości, empatii i odpowiedzialności. Jednak pod powierzchnią bardzo często kryje się coś zupełnie innego — chroniczne zmęczenie, tłumiona frustracja oraz stopniowa utrata kontaktu z własnymi potrzebami.

Jednym z największych problemów związanych z uległością jest to, że jej konsekwencje rzadko pojawiają się od razu. Gdy człowiek po raz pierwszy rezygnuje ze swoich planów, aby pomóc komuś innemu, zwykle nie odczuwa poważnych skutków. Kiedy zgadza się na dodatkowe zadanie w pracy, choć nie ma na nie ochoty, również nic dramatycznego się nie dzieje. Kiedy po raz kolejny przemilcza własne zdanie, aby uniknąć konfliktu, świat się nie zawala. Problem polega na tym, że takie sytuacje nie występują pojedynczo. Powtarzają się dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, a czasem przez całe lata.

Uległość rzadko jest wynikiem jednej decyzji. Najczęściej jest stylem życia. Człowiek przyzwyczaja się do stawiania innych ludzi na pierwszym miejscu. Zaczyna automatycznie brać pod uwagę potrzeby wszystkich wokół, a dopiero później własne. Z czasem przestaje nawet zauważać, że nieustannie rezygnuje z siebie. Taki sposób funkcjonowania staje się czymś naturalnym. Właśnie dlatego skutki uległości są tak podstępne. Rozwijają się powoli i przez długi czas mogą pozostawać niezauważone.

Pierwszym ukrytym kosztem uległości jest przemęczenie. Nie chodzi tutaj wyłącznie o zmęczenie fizyczne, choć ono również często się pojawia. Znacznie bardziej niebezpieczne okazuje się zmęczenie psychiczne i emocjonalne. Każdy człowiek dysponuje określoną ilością energii. Potrzebuje jej do pracy, budowania relacji, podejmowania decyzji, rozwiązywania problemów i radzenia sobie z codziennymi wyzwaniami. Jeśli większość tej energii jest stale kierowana na zaspokajanie potrzeb innych ludzi, prędzej czy później zaczyna jej brakować.

Osoba uległa bardzo często żyje w stanie ciągłego przeciążenia. Odbiera telefony, gdy potrzebuje odpoczynku. Pomaga innym, choć sama ledwo daje sobie radę. Bierze dodatkowe obowiązki, mimo że jej kalendarz jest już przepełniony. Zgadza się na kolejne zobowiązania, ponieważ nie chce nikogo zawieść. Problem polega na tym, że organizm nie interesuje się naszymi intencjami. Nie ma znaczenia, czy przeciążamy się z powodu ambicji, poczucia obowiązku czy chęci pomagania innym. Efekt pozostaje taki sam — wyczerpanie.

Wiele osób przez lata ignoruje sygnały ostrzegawcze wysyłane przez organizm. Początkowo pojawia się jedynie zmęczenie pod koniec dnia. Później dochodzi rozdrażnienie. Następnie coraz trudniej jest się skoncentrować, a nawet proste zadania zaczynają wymagać dużego wysiłku. Człowiek budzi się rano bez energii i ma wrażenie, że nigdy naprawdę nie odpoczywa. Wolny czas przestaje regenerować, ponieważ jest wypełniony kolejnymi obowiązkami.

Przemęczenie wynikające z uległości jest szczególnie niebezpieczne dlatego, że często nie jest traktowane jako problem. Wiele osób uważa je za normalny element życia. Mówią sobie, że wszyscy są zmęczeni, że takie są realia współczesnego świata, że trzeba sobie radzić. Tymczasem chroniczne przeciążenie nie jest oznaką siły. Jest sygnałem, że człowiek od dłuższego czasu przekracza własne granice.

Z przemęczeniem bardzo często wiąże się drugi ukryty koszt uległości, czyli frustracja. Jest to emocja, o której mówi się znacznie rzadziej niż o zmęczeniu, a jednocześnie odgrywa ona ogromną rolę w życiu osób mających trudności z asertywnością.

Frustracja pojawia się wtedy, gdy nasze potrzeby pozostają niezaspokojone. Jeśli przez długi czas ignorujemy własne granice, organizm zaczyna wysyłać coraz silniejsze sygnały. Człowiek może początkowo nie zdawać sobie sprawy z ich znaczenia. Zauważa jedynie, że staje się bardziej drażliwy. Coraz częściej irytują go drobiazgi. Zaczyna odczuwać niechęć wobec ludzi, którym wcześniej chętnie pomagał. Ma poczucie, że daje z siebie więcej, niż otrzymuje w zamian.

To bardzo charakterystyczny moment. Osoba uległa często nie rozumie źródła swojej frustracji. Wydaje jej się, że problem tkwi w innych ludziach. Jest przekonana, że otoczenie jest zbyt wymagające, zbyt roszczeniowe lub zbyt egoistyczne. Czasami rzeczywiście tak bywa. Jednak równie często problem polega na tym, że przez lata nie komunikowała własnych granic.

Ludzie nie zawsze wiedzą, że przekraczają nasze granice. Jeśli regularnie zgadzamy się na dodatkowe obowiązki, inni zaczynają traktować to jako normę. Jeśli zawsze jesteśmy dostępni, otoczenie przyzwyczaja się do naszej dostępności. Jeśli nigdy nie odmawiamy, ludzie zakładają, że nie mamy nic przeciwko kolejnym prośbom. Nie dzieje się tak dlatego, że chcą nas wykorzystać. Po prostu uczą się, jakie zachowania są przez nas akceptowane.

Frustracja narasta szczególnie wtedy, gdy człowiek zaczyna czuć się niewidoczny. Wkłada ogromny wysiłek w pomaganie innym, ale jego własne potrzeby pozostają niezauważone. Pojawia się poczucie niesprawiedliwości. W głowie zaczynają pojawiać się myśli: „Nikt mnie nie docenia”, „Ja zawsze pomagam, a kiedy sam czegoś potrzebuję, nikogo nie ma”, „Dlaczego wszyscy czegoś ode mnie oczekują?”.

Takie myśli są często sygnałem, że problem nie dotyczy wyłącznie innych ludzi. Dotyczy również sposobu, w jaki człowiek traktuje samego siebie. Jeśli przez lata wysyłamy światu komunikat, że nasze potrzeby są mniej ważne, trudno oczekiwać, że inni będą traktować je priorytetowo.

Frustracja ma jeszcze jedną niebezpieczną cechę. Gromadzi się. Każda niewyrażona emocja pozostawia ślad. Każda sytuacja, w której człowiek zgadza się na coś wbrew sobie, zwiększa wewnętrzne napięcie. W końcu dochodzi do momentu, w którym nawet niewielki problem może wywołać bardzo silną reakcję.

Niektórzy ludzie przez lata wydają się spokojni i ugodowi, a następnie nagle wybuchają złością. Otoczenie jest wtedy zaskoczone. W rzeczywistości taki wybuch rzadko jest wynikiem jednej sytuacji. Najczęściej stanowi efekt wielu lat tłumionych emocji, niewyrażonych potrzeb i ignorowanych granic.

Jeszcze bardziej niebezpiecznym kosztem uległości jest stopniowa utrata poczucia własnej wartości. Proces ten rozwija się bardzo powoli, dlatego wiele osób przez długi czas go nie dostrzega.

Poczucie własnej wartości jest związane z przekonaniem, że jesteśmy ważni jako ludzie. Nie dlatego, że jesteśmy idealni, użyteczni lub potrzebni, ale dlatego, że po prostu istniejemy. Osoba posiadająca zdrową samoocenę uważa swoje potrzeby za równie ważne jak potrzeby innych. Potrafi troszczyć się o siebie bez poczucia winy. Potrafi również przyjmować fakt, że nie wszyscy będą zadowoleni z jej decyzji.

Uległość działa w przeciwnym kierunku. Każda sytuacja, w której człowiek ignoruje własne potrzeby, wysyła do jego psychiki określony komunikat. Komunikat ten brzmi: „To, czego chcę, nie jest ważne”. Jeśli dzieje się to sporadycznie, nie stanowi większego problemu. Jeśli jednak powtarza się regularnie przez lata, zaczyna wpływać na sposób postrzegania samego siebie.

Człowiek stopniowo traci kontakt z własnymi potrzebami. Coraz trudniej jest mu odpowiedzieć na pytania dotyczące własnych pragnień, marzeń czy oczekiwań. Potrafi doskonale rozpoznawać potrzeby innych ludzi, ale nie wie, czego sam chce od życia. Zna oczekiwania partnera, rodziny, przyjaciół i współpracowników, lecz nie potrafi określić własnych.

W skrajnych przypadkach dochodzi do sytuacji, w której człowiek buduje całą swoją tożsamość wokół zadowalania innych. Jego poczucie wartości zależy od tego, czy jest potrzebny, pomocny i akceptowany. Każda odmowa zaczyna wydawać się zagrożeniem. Każdy konflikt odbierany jest jako dowód własnej niewystarczalności. Każda krytyka urasta do rangi potwierdzenia najgłębszych lęków.

Problem polega na tym, że taki system nigdy nie daje poczucia bezpieczeństwa. Jeśli wartość człowieka zależy wyłącznie od opinii innych ludzi, zawsze będzie niestabilna. Zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony. Zawsze pojawi się krytyka. Zawsze będą sytuacje, w których nie uda się spełnić wszystkich oczekiwań.

Uległość bardzo często prowadzi również do utraty autentyczności. Człowiek zaczyna zachowywać się tak, jak jego zdaniem oczekuje otoczenie. Ukrywa swoje prawdziwe emocje, potrzeby i poglądy. Stopniowo przestaje być sobą. Im dłużej trwa taki stan, tym trudniej odzyskać kontakt z własną tożsamością.

Paradoks polega na tym, że osoby najbardziej skupione na zdobywaniu akceptacji często najmniej akceptują same siebie. Są dla siebie bardziej wymagające niż dla innych. Surowiej oceniają własne błędy. Trudniej wybaczają sobie potknięcia. Często wierzą, że muszą nieustannie zasługiwać na miłość, szacunek i uwagę.

Prawdziwa zmiana zaczyna się wtedy, gdy człowiek dostrzega rzeczywiste koszty uległości. Dopóki widzi wyłącznie korzyści, takie jak unikanie konfliktów czy zdobywanie aprobaty, trudno mu zmienić swoje zachowanie. Kiedy jednak zaczyna zauważać przemęczenie, frustrację, utratę energii i stopniowe oddalanie się od samego siebie, pojawia się motywacja do działania.

Asertywność nie jest egoizmem. Nie oznacza ignorowania potrzeb innych ludzi. Oznacza uznanie, że nasze potrzeby również mają znaczenie. Oznacza zgodę na to, by dbać o własne granice bez poczucia winy. Oznacza odejście od przekonania, że wartość człowieka zależy od jego zdolności do poświęcania się dla innych.

Dopiero wtedy, gdy przestajemy nieustannie rezygnować z siebie, możemy budować życie oparte na równowadze. Życie, w którym pomagamy innym nie dlatego, że boimy się odmówić, lecz dlatego, że naprawdę tego chcemy. Życie, w którym szacunek do innych ludzi idzie w parze z szacunkiem do samego siebie. Takie życie nie tylko daje więcej spokoju i energii, ale również pozwala odzyskać coś, co uległość stopniowo odbiera — poczucie, że nasze własne życie należy do nas.

Rozdział 4. Kiedy stawiasz innych ponad siebie

Istnieje pewien wzorzec zachowania, który na pierwszy rzut oka często bywa postrzegany jako coś pozytywnego, wręcz godnego podziwu. Człowiek, który zawsze pomaga, który potrafi się dostosować, który nigdy nie sprawia problemów, który „myśli o innych bardziej niż o sobie”, w wielu środowiskach otrzymuje uznanie i aprobatę. Jest określany jako dobry, życzliwy, odpowiedzialny, empatyczny. Problem polega jednak na tym, że pod tą społecznie akceptowaną powierzchnią bardzo często kryje się mechanizm, który z czasem prowadzi do przeciążenia, wewnętrznego napięcia i stopniowego zaniku kontaktu z własnymi potrzebami. Kiedy człowiek przez dłuższy czas stawia innych ponad siebie, nie dzieje się to bez konsekwencji. Nawet jeśli na początku wydaje się to naturalne, a nawet satysfakcjonujące, w dłuższej perspektywie zaczyna zmieniać sposób, w jaki człowiek postrzega siebie i swoje życie.

Jednym z najbardziej charakterystycznych zjawisk w tym kontekście jest tak zwany syndrom „grzecznego człowieka”. Nie jest to termin kliniczny, lecz określenie opisujące pewien sposób funkcjonowania, w którym głównym celem staje się unikanie konfliktu, zdobywanie aprobaty i utrzymywanie wizerunku osoby łatwej w relacjach. Taki człowiek bardzo często od najmłodszych lat uczy się, że bycie „dobrym” oznacza bycie uległym, pomocnym i zawsze dostępnym. W dzieciństwie może być nagradzany za posłuszeństwo, spokój i brak sprzeciwu, natomiast wszelkie przejawy niezależności, buntu czy wyrażania własnego zdania mogły być traktowane jako coś niepożądanego. W efekcie powstaje przekonanie, że aby zasługiwać na akceptację, trzeba spełniać oczekiwania innych.

W dorosłym życiu syndrom „grzecznego człowieka” nie znika samoczynnie, ponieważ nie jest świadomą decyzją, lecz utrwalonym schematem funkcjonowania. Taka osoba często automatycznie dostosowuje się do potrzeb otoczenia, zanim jeszcze zdąży zastanowić się nad własnymi. W pracy zgadza się na dodatkowe obowiązki, nawet jeśli ma już pełny zakres zadań. W relacjach prywatnych rezygnuje z własnych planów, aby nie zawieść innych. W sytuacjach konfliktowych wybiera milczenie, ponieważ obawia się, że wyrażenie sprzeciwu może doprowadzić do odrzucenia lub pogorszenia relacji. Z zewnątrz może to wyglądać jak uprzejmość i elastyczność, ale wewnątrz coraz częściej pojawia się napięcie i poczucie przeciążenia.

Jednym z kluczowych mechanizmów podtrzymujących ten sposób funkcjonowania jest lęk przed rozczarowaniem innych ludzi. Osoba stawiająca innych ponad siebie często odczuwa silną odpowiedzialność za emocje otoczenia. Jeśli ktoś jest niezadowolony, smutny lub rozczarowany, pojawia się automatyczna myśl, że to ona musi coś naprawić. W rezultacie zaczyna brać na siebie ciężar, który w rzeczywistości nie należy do niej. Próbując chronić innych przed dyskomfortem, jednocześnie coraz bardziej oddala się od własnego komfortu.

Ciągłe poświęcanie się staje się w takim układzie nie tyle wyborem, co nawykiem emocjonalnym. Człowiek zaczyna działać według schematu, w którym własne potrzeby są zawsze przesuwane na dalszy plan. Najpierw trzeba pomóc innym, najpierw trzeba spełnić cudze oczekiwania, najpierw trzeba zadbać o wszystkich wokół, a dopiero potem, jeśli zostanie czas i energia, można zająć się sobą. W praktyce jednak ten moment „potem” często nigdy nie nadchodzi. Dzień kończy się zmęczeniem, tydzień mija w biegu, a życie stopniowo zaczyna kręcić się wokół obowiązków i zobowiązań wobec innych ludzi.

Na początku taki styl funkcjonowania może dawać pewne poczucie sensu. Człowiek ma wrażenie, że jest potrzebny, że jego działania mają znaczenie, że inni na nim polegają. To poczucie bycia ważnym dla innych może działać jak silne wzmocnienie psychiczne. Jednak z czasem pojawia się druga strona tego doświadczenia. Im więcej energii człowiek oddaje innym, tym mniej pozostaje jej dla siebie. Im częściej ignoruje własne potrzeby, tym trudniej mu je w ogóle rozpoznać. Stopniowo zaczyna tracić kontakt z tym, czego sam chce, co lubi i co jest dla niego ważne.

Zaniedbywanie własnych potrzeb nie zawsze jest od razu widoczne. Rzadko przybiera formę jednego dramatycznego wyboru. Znacznie częściej jest sumą wielu drobnych decyzji, które z pozoru nie wydają się istotne. Rezygnacja z odpoczynku, ponieważ ktoś potrzebuje pomocy. Przesunięcie własnych planów, ponieważ ktoś poprosił o przysługę. Zgoda na coś, na co nie ma się ochoty, aby uniknąć niezręcznej sytuacji. Każdy taki moment wydaje się niewielki, ale ich powtarzalność tworzy trwały wzorzec, w którym własne potrzeby systematycznie tracą znaczenie.

W pewnym momencie człowiek może zacząć zauważać, że jego życie przestaje być odczuwane jako jego własne. Dni są wypełnione obowiązkami, które wynikają z oczekiwań innych ludzi. Decyzje podejmowane są w odpowiedzi na prośby, potrzeby i presje otoczenia. Nawet czas wolny często zostaje podporządkowany temu, co „trzeba zrobić”. Wewnętrzne pytanie „czego ja chcę?” pojawia się coraz rzadziej, a jeśli się pojawia, często nie ma na nie odpowiedzi.

Zaniedbywanie siebie nie oznacza jedynie braku odpoczynku czy przepracowania. Dotyczy również emocji, potrzeb psychicznych i tożsamości. Człowiek, który przez długi czas stawia innych ponad siebie, może zacząć tracić kontakt z własnymi uczuciami. Przestaje zauważać, kiedy jest zmęczony, sfrustrowany lub przeciążony, ponieważ nauczył się ignorować te sygnały. Zamiast tego automatycznie przechodzi do działania, pomagania, realizowania kolejnych zadań.

W dłuższej perspektywie taki stan prowadzi do wewnętrznego rozdarcia. Z jednej strony człowiek chce być dobry, pomocny i akceptowany. Z drugiej strony zaczyna odczuwać rosnące zmęczenie i napięcie. Może pojawić się cicha złość, która nie znajduje ujścia, ponieważ nie jest wyrażana wprost. Może pojawić się poczucie niesprawiedliwości, które nie jest komunikowane, ponieważ „nie wypada” narzekać. Może pojawić się smutek związany z poczuciem, że własne życie nie wygląda tak, jakby się chciało, ale jednocześnie brak przestrzeni na jego zmianę.

Jednym z najbardziej bolesnych aspektów tego wzorca jest to, że osoba stawiająca innych ponad siebie często nie czuje, że ma prawo się zmienić. Może uważać, że skoro przez lata była pomocna i dostępna, to teraz zmiana byłaby egoizmem. Może obawiać się, że jeśli zacznie stawiać granice, straci relacje, które budowała przez lata. Może mieć poczucie winy na samą myśl o tym, że mogłaby powiedzieć „nie”. W ten sposób uległość zaczyna być nie tylko nawykiem, ale również tożsamością.

Tymczasem warto zrozumieć, że stawianie innych ponad siebie nie jest trwałą strategią budowania zdrowych relacji. Relacje oparte na jednostronnym dawaniu i ciągłym poświęcaniu się w dłuższej perspektywie stają się nierówne. Nawet jeśli druga strona nie ma złych intencji, przyzwyczaja się do określonego układu. Jeśli ktoś zawsze daje więcej niż otrzymuje, otoczenie zaczyna traktować to jako normę. Jeśli ktoś nigdy nie odmawia, jego „tak” przestaje mieć realną wartość wyboru, a staje się domyślną odpowiedzią.

Dojrzała asertywność nie polega na przestaniu pomagania innym. Polega na równowadze między troską o innych a troską o siebie. Polega na umiejętności zauważenia, że własne potrzeby nie są mniej ważne tylko dlatego, że dotyczą nas samych. Polega na zdolności do zatrzymania się i zadania sobie pytania, czy dana decyzja wynika z autentycznej chęci, czy z lęku przed odrzuceniem lub poczucia obowiązku wobec wszystkich wokół.

Moment, w którym człowiek zaczyna dostrzegać koszty stawiania innych ponad siebie, jest początkiem zmiany. Nie oznacza to natychmiastowego odrzucenia wszystkich dotychczasowych zachowań. Oznacza raczej rozpoczęcie procesu odzyskiwania równowagi. Procesu, w którym stopniowo pojawia się przestrzeń na własne potrzeby, emocje i granice. Procesu, w którym pomaganie innym przestaje być przymusem, a zaczyna być świadomym wyborem.

Dopiero wtedy możliwe staje się budowanie relacji, w których człowiek nie znika w potrzebach innych, lecz pozostaje obecny również dla samego siebie.

Rozdział 5. Czym naprawdę są granice

Pojęcie granic w kontekście asertywności bardzo często bywa upraszczane lub błędnie interpretowane. W popularnym rozumieniu granice kojarzą się z czymś twardym, sztywnym, a nawet agresywnym. Niektórzy wyobrażają je sobie jako mur oddzielający człowieka od reszty świata, coś co ma chronić, ale jednocześnie izolować. Inni z kolei traktują granice jako formę egoizmu, jako odmawianie pomocy, dystansowanie się od ludzi lub unikanie relacji. W rzeczywistości granice nie są ani murem, ani formą odrzucenia innych. Są raczej strukturą wewnętrzną, która określa, gdzie kończy się jedna osoba, a zaczyna druga, oraz w jaki sposób możemy wchodzić w relacje bez utraty siebie.

Granice nie służą do oddzielania ludzi, lecz do umożliwienia bezpiecznego kontaktu między nimi. Bez granic relacje stają się chaotyczne, nierówne i często obciążające emocjonalnie. Osoba, która nie ma jasno określonych granic, łatwo wchodzi w role, których nie chce pełnić, przejmuje odpowiedzialność za emocje innych ludzi i stopniowo traci poczucie własnej odrębności. Właśnie dlatego granice nie są luksusem ani dodatkiem do zdrowej psychiki, lecz jednym z jej fundamentów.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 14.96
drukowana A5
za 37.43