E-book
7.88
drukowana A5
25.99
Życie w samotności 2

Bezpłatny fragment - Życie w samotności 2


Objętość:
68 str.
ISBN:
978-83-8455-057-1
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 25.99

Młody byłem

Młodość - wieku nie równa,

Gdy tu liści tyle — tam liczba liści nie równa.

Niby różnica mała, bo jednego lata,

Ale odczuć się ją daje.

Czuję ją w samym sobie i w drugiej osobie,

Gdy u mnie wieku wiele, to ją z góry widzę,

U mnie wiek natomiast stary, ale starca u mnie niewiele.

Różnimy się oboje, ale nie z własnej winy.


Widzę ją z góry, ale czuję sercem ją całym,

Opiekowałem się ją, bo to czułem.

Przez serce widziana była przestrzeń inna,

To właśnie uroki serca były...


Wiek nie równy wiekowi,

Gdy jeden widzi drugiego z góry.

Lecz to wytłumaczeniem nie jest,

Bo definicji wieku być zniknięciem powinna...

Czy imię twoje poznam?

Wiem myślisz teraz, że ja ktoś inny,

A nie wyglądałem na takiego, kim się okazałem.

Natomiast Ty pewnie mnie podrywaczem serc nazwałaś?

Co poradzę na to, że tak pięknie wyglądałaś?

Musiałem do Ciebie podejść i się zapytać.

Po prostu musiałem, inaczej postąpić nie umiałem.

Skąd wiedzieć miałem, że w twoich oczach ktoś inny?

Skąd wiedzieć miałem, że już się zakochałaś?

Nie wiedziałem, a też tak chciałem,

Mieć przy sobie — miłość jak Ty…

Skąd wiedzieć miałem, że akurat mi to nie będzie dane?

Marzę tak bardzo tamtemu, którego nie znam…

Oszalałem za Tobą, za twoimi włosami, pobiegłem,

Twoje oczy czarne również mnie pobiegły za Tobą…

A dziś nawet nie wiem jak na imię ci dano,

Pewnie Piękna się nazywasz,

Bo najpiękniejsza ze wszystkich jesteś!

Nie wiem imienia jak wcześniej nie wiedziałem…

Chciałem z Tobą wspólne miłości spędzać,

A jedyne co mi po Tobie zostało,

To myśli o twoim imieniu pięknym…

Historyk, który mnie nie uczył

Gdy nie było mojej pani od historii w szkole, na zastępstwo przychodził pan bibliotekarz. Choć w szkole pełnił on funkcję nauczyciela biblioteki, to tak naprawdę był on kimś innym. Oprócz siedzenia w bibliotece szkolnej całymi dniami (a biblioteka znajdowała się w szkolnej piwnicy), był on też nauczycielem wychowania obywatelskiego, ale z ten funkcji przyznano mu bardzo mało godzin lekcyjnych, z wykształcenia natomiast był historykiem, uzyskał nawet tytuł doktora nauk humanistycznych. Był chudy na głowie miał mało włosów, które były siwe, na nosie leżały mu okrągłe okulary, zawsze był ubrany w garnitur, wiek jego mógł osiągać około lat czterdzieści a pięćdziesiąt.

Bardzo uwielbiał uczyć historii, zwłaszcza historii Polski, mówił nam o niej po cichu, by Niemcy nie usłyszeli słowa „Polska”. Był on wręcz zakochany w wykładaniu historii, ona była całym jego życiem, jego pasją. Podejrzewam, że on o niej chyba nawet śnił po nocach, jak uczy młodzież w szkole historii.

Na lekcjach historii z nim było widać, że historia to jego drugie imię. Gdy zadawał pytania, to były one najczęściej kierowane do mnie. Czasem, gdy było trudne słowo do wymowy, to musiał mi pomóc, wtedy dzieliliśmy się słowem na pół — ja zaczynałem, a on dokańczał. Gdy czegoś nie wiedziałem, nie krzyczał na mnie, tylko mówił, że następnym razem będzie lepiej i tak był zawsze ze mnie zadowolony, iż zawsze więcej wiedziałem niż inni siedzący obok mnie.

Przy innych nauczycielach zawsze mnie chwalił. Mówił wszystkim, że lekcje ze mną są dla niego prawdziwą przyjemnością, on by chciał tylko takich uczniów jak ja, bo inni hałasują, jak on mówi, a ja natomiast siedzę spokojnie i słucham jak na ucznia przystało. Mówił im również, że jak ma mnie na lekcji w ławce szkolnej, to mu od razu chce się prowadzić lekcje historii, że jestem prawdziwym skarbem dla każdego nauczyciela.

Lecz pewnego dnia, podczas wakacji, przyszedł do pani dyrektor i się zwolnił. Znalazł inną szkołę, on był wielkim historykiem, go znał cały Poznań, jest autorem wielu artykułów, nie chciał już dłużej siedzieć w bibliotece, pragnął uczyć tylko historii.

Poczucie samotności

Czuję samotność w sobie tłum,

Czuję pusto w duszy swojej,

Czuję pustą przestrzeń dookoła mnie.

Czuję, że nie mam do kogo odezwać się,

Czuję, że nikt nie odpowie mi,

Czuję, że nie mam już do powiedzenia ust.

Czuję tu i tam się sam,

Czuję w młodości ten sam stan,

Czuję w starości pogrzeb mój w trumnie samotności.

Czuję, że to się nie skończy,

Czuję, że to będzie trwać,

Czuję, że trwać to będzie do starości.

Czuję, że dokoła mnie nadal pusto,

Czuję, że głosu mi już brak,

Czuję, że głos umarł jak ja…

Radość

Radość, ekstaza — słońce świecące.

O czym mówi?

Emocje! Małe i widziane jak te słońce.

To co dla nas ważne i dobre,

Ukazujemy uśmiech jak szczęście szukane.

Marzenia spełnione! O nich już nie myślimy więcej.

Czuć się kochanym, zaopiekowaniem to w radości pierwsze miejsce.

Momentami pokażą się łzy w oczach.

Ale dają chęć w nogach.

I każdy wie, że następny dzień będzie inny.

Radości! Jesteś snem i życiem!

O tej trójce…

Wiem, że się na to zgodziłem

Choć tak naprawdę niechętnie to zrobiłem,

Gdyż nie chciałem, by tak się stało,

I mimo koszmaru mojego to zrobiłem.

Jaki koszmar mój jest?

To czas nie ubłagany.

Same wiecie jak on między nami biegnie,

I mimo lęku przed zniknięciem waszym.

Ponieważ nie sprzeciwiałem się, ni zrobiłem,

Dlatego z moich ust „tak” usłyszano.

Ponieważ Wy tak powiedzieliście — wyboru innego nie miałem.

Gdyby inna odpowiedź wasza brzmiała,

Ja już do obrony waszej stałem.

Chociaż bardzo mi się to nie spodobało,

To jak powiedziałem przeciw Wam nie zrobię.

Jak Wy powiecie tak zawsze będzie.

Do Was Trójko moja kochana…

Wiem, że raz już Wam się ta sztuka nie udała,

Lecz teraz w głębi duszy wiem, że Wam ta droga wyjdzie.

Romans

Kiedyś ze mną, teraz z innym

I to nie z jednym, to z dwoma

Dziś już ktoś inny Ciebie w rękach trzyma

Teraz to on uśmiech twój widzi

W włosach Twoich jest zapatrzony

Idzie za złotą drogą

Ty mnie widzisz, lecz nie mnie — mnie nie widzisz

To co kiedyś we mnie było ze mną już nie jedzie

Stało się coś czego nie chciałem

Straciłem to co miałem

W zamian inne uczucie dostałem

Od dziś inaczej na Ciebie będę już patrzył

Tego uśmiechu z innym nie wybaczę — nigdy

Śmiej się z tamtym, czemu nie z innym?

Co w nim zobaczyłaś, że mnie odrzuciłaś?

Za mało się starałem? Ślepa byłaś?

Dziś już mnie nie obchodzi co się z Tobą stanie

To już kogoś innego zmartwienie pozostało

Niech on się Tobą zaopiekuje

Lecz wiem, że on nie podoła

Bo gorszego ode mnie wybrałaś

Dziewczyny

Wy byłyście pierwsze…

Ją chciałbym mieć marzeniem moim pozostanie…

Rozmowa, o której brzmi mi w uszach

KORDIAN

O tam stoi!

Właśnie ona w marzeniach moich mnie witała.

Stoi, i choć się nie uśmiecha, to piękno z niej uchodzi,

Fale jej urody dodawaj.

Jej brązową drogą pójść, by się chciało…

O! spojrzała na mnie, czy dla mnie?

Czy ona też mnie pożąda?

Czy to możliwe wśród gwiazd roztoczy?

Zagadam, lecz się boję.

Czy mi się uda?

MYŚL PIERWSZA

Nie uda!

KORDIAN

Tak, właśnie tego się obawiałem,

Ponownie one przyszły.

MYŚL DRUGA

Nie idź, po co życie tracić?

MYŚL PIERWSZA

Nie, niech idzie i sam się przekona.

MYŚL DRUGA

Po co cierpieć mu każesz?

Mało się wycierpiał wokół ogni?

MYŚL PIERWSZA

Głupcem jest i pozostanie!

Niech zrozumie kilka razy, że nie znajdzie pierwiastka swojego,

A dziś dniem to się ostatni raz stanie.

Idź się przekonaj,

Bo potrzebujesz na własne oczy.

Poznasz po raz kolejny ból,

Jeśli nie wystarczył ci już poznany.

MYŚL DRUGA

Nie idź!

On pół w prawdzie i pół w fałszu z tobą gra.

Mowę ma prawdziwą,

Lecz kuci czyny, którego nie chcesz!

Ludzka psychika 1.0

Słaba jest jak stal

Atakowanie od rana do ciemnego wieczora

Nawet w maju myśli o pójściu…

O spaniu mowy nie ma

O myśleniu, o cierpieniu mowa jest

A to coś o tobie przykrego powiedzą…

A to ciebie słowami pobiją

A to powiedzą, że to ja zrobiłem

A to celem mnie nazwano

Świat jest jaki jest

Ale ludzi można by było odróżnić

Myślę tylko o pójściu…

Nie mam sił o dłuższym życiu

Słaba jak stal, nie daje sobie rady

Bo kto tak naprawdę radę, by sobą dał?

Nikt rady nie da, gdy obok ciebie ni słowa są

Każdy o pójściu myśli…

By ukrócić cierpienia ból

Ludzka psychika 2.0

Myślę, że jestem lepsza

Iż dlaczego miałabym nie być?

To ja mam lepiej falowane włosy

To ja lepiej układam nogi

To ja lepiej chodzę ubrana

To ja jestem wyższa od niego

Bo jestem lepsza od jej i od niego.

On stoi tak blisko — straszne!

Muszę uciec od niego

Jak on śmiał stać tak blisko?

Już spokojnie — ja się nie denerwuję — to pachołek zwykły

Do pięt mi nie dorasta, brzydki jak dęb

Pół łba przy sobie nie ma — głąbem jest

Jak on zresztą wygląda? — Co on ze sobą ma?

Ponieważ to jakiś śmieć…

Ja się czuję lepsza, bo jestem od innych

Ona i on są nikim, ja jestem czymś

Mądrzejsza, piękniejsza i bardziej przyjacielska?

Jestem po prostu lepsza od innych i kropka!

Sonia i ja z powrotem w mojej głowie

Wiatr w dłoniach

Wiatr poczułem, rękę miałem.

Czego bym się nie spodziewał.

Pociągnęła mnie — za nią byłem wszędzie.

Inaczej się czułem…

Z dala od śpiewających ptaków.

Nie zauważeni przez nikogo.

W oddali cisza — wokół nas.

Tylko ona i ja.

Tylko ona i ja…

SONIA: Kordian, bardzo cię przepraszam, ale raczej nic z tego nie będzie. Wiem, wszystko o tym, że pragnąłeś, żebym została twoją jedyną dziewczyną, ale to nam niestety nie wyjdzie. Na takie rzeczy trzeba być gotowym, a ja jeszcze nie jestem na to gotowa… by mieć swojego własnego chłopaka. Przepraszam…

— Nic się nie stało…

SONIA: Przepraszam, jeszcze raz bardzo…

Po chwili jeszcze dodała:

— Pa!

— Pa!

Tego samego dnia, mimo że jeszcze parę razy się widzieliśmy, to już ze sobą nie rozmawialiśmy.

Przepraszam inaczej

Przepraszam — wystarczy.

Przecież każdy to zrozumie.

Nikt na ciebie zły nie zostanie.

To może i trudne zadanie,

Ale rzecz to, która przyniesie wiele radości.

Oczywiście, że chodzi o tą miłość jedyną!

Te uczucie było niezwykle silne! Trudno to opisać, nie wiem, jak to wyjaśnić. Ale poczułem pierwsze czucie miłości do Sonii. To się stało od razu, już jak wróciłem do domu! To było coś naprawdę niesamowitego! Nigdy wcześniej się tak nie czułem! Mimo, że Sonia jednak mi odmówiła, to musiałem spróbować jeszcze choćby ostatni raz. Wiedziałem, że drugiej takiej dziewczyny jak ona po prostu nigdy już nie znajdę! Minęła tylko bardzo krótka chwila, a ona już rozpaliła we mnie tak bardzo potężne miłosne uczucie… Dlatego musiałem szybko działać!

Choć zdarzyło mi się to pierwszy raz

Było to coś niezwykłego, jakby nie z tego świata,

To ja już wiedziałem co we mnie wstąpiło…

Niezwykle silne!

Trudne do opisania!

O wyjaśnieniu — wolę mowy nie ma!

Tak jest dla wszystkich.

Lecz co to jest?

Powinien wiedzieć każdy, kto w to poszedł.

Jest to miłość napisana na nowo.

Po raz pierwszy i ostatni.

Już więcej razy się nie zjawi.

Chwila i moment…

Taniec śmierci

Na Westerplatte, niemal tuż morza kiedyś znajdywały się domy jednorodzinne. Każda z zamieszkujących tam rodzin, wybudowała swój dom samodzielnie. Mieszkali tam zwykli ludzie. W jednym domu młoda para, która dopiero co założyła rodzinę wraz z dwójką dzieci, w drugim mieszkała za to starsza dwuosobowa rodzina; Pan Kazimierski oraz Pani Kazimierska. W trzecim zamieszkiwał samotny, bezrobotny pijak. W dalszej części zameldowany był prawnik. Piąty dom należał do księdza proboszcza, który codziennie odprawiał Mszę Świętą w kościółku.

Należy wspomnieć jeszcze o jednej osobie. Ta osoba tam nigdy nie mieszkała, nigdzie nie zamieszkiwała. Tą osobą jest bezdomny Łucjan.

Łucjan, ukończył wszystkie potrzebne szkoły, by zdobyć wykształcenie, o którym marzył. Chciał został fryzjerem. Jego marzenie się spełniło. Założył swój własnym salon fryzjerski i nazwał go „Westerplatte fryzjer”. Miał codziennie kilka klientów. Interes kwitł. Po krótce do salonu fryzjerskiego przyszedła piękna Pani Malina. Łucjanowi od razu spodobała się Pani Malina. Malina zażyczyła mieć sobie kręcone włosy. Dla takiej pięknej księżniczki, jak Pani, może być wszystko — powiedział z uśmiechem Łucjan, chciał poderwać Panią Malinę. Po wykonanej usłudze fryzjerskiej, Pani Malina jeszcze bardziej spodobała się Łucjanowi, aż do takiego stopnia, że zapomniał o zapłacie pieniędzy za wykonaną pracę od jego klientki, nie upomniał się. Na szczęście Malina była dobrą dziewczyną i zostawiła na stole trzy złote, zgodnie ze cennikiem. Od tamtej pory Pani Malina przychodziła co tydzień do salonu fryzjerskiego Łucjana, by mieć kręcone włosy. Za czternastą wizytą Maliny u Łucjana, on w końcu zebrał wszystkie siły, by zadać najważniejsze pytanie w swoim życiu. Zapytał się Pani Maliny, czy umówi się z nim na randkę. Malina bez zastanowienia się powiedziała od razu tak. Od tamtej pory Malina pomagała Łucjanowi w fryzjerskim interesie. Między czasie Pani Malina była w ciąży. Obaj byli bardzo szczęśliwi. Niestety podczas ciąży Malina zmarła. Jedynie dziecko przeżyło.

Mały malec został nazwany, tak jak chciała Malina, czyli Krzysiek. Każdego dnia Łucjan ciężko pracował, by móc pomóc swojemu dziecku, wykształcić go, ubrać i wykarmić. Praca w salonie fryzjerskim okazała się mało przychodowa, dlatego Łucjan zaczął chodzić również do drugiej pracy. Dorabiał jako ochroniarz obiektu sklepowego. Mały Krzysztof każdym następnym rokiem rósł. Łucjan, gdy Krzysztof miał trzydzieści lat, poszedł do notariusza i zapisał swojemu synowi cały dom w spadku. Po podpisie, na testamencie Krzysztof wyrzucił swojego tatę z domu. W końcu to już nie był dom Łucjana, tylko Krzysztofa. Łucjan został wyrzucony z domu, tak samo ubrany jak wtedy stał ubrany w pokoju swojej byłej żony, Maliny. Zdążył wziąć tylko jej zdjęcie ze sobą. Od tamtej chwili Łucjan podróżował po Polsce w samych kapciach na swoich nogach i zdjęciem swojej ukochanej Maliny. Powtarzał sobie przez całe życie jako bezdomny, że te zdjęcie go uratowało. Z Gdańska przemaszerował w kapciach na Westerplatte.

Na Westerplatte często mieszkał u księdza, z którym uwielbiał grać w karty. W domu księdza chronił się tylko przed zimnem. Jako bezdomny człowiek przeżył aż 3 457 dni. Łucjan liczył każdy dzień ze łzami w swoich oczach, patrząc się na zdjęcie Maliny. Dożył sześćdziesięciu swoich lat. Zginął 1 września 1939 roku, na Westerplatte od niemieckich pocisków wystrzelonych w domy jednorodzinne przez niemiecką marynarkę wojenną. Siedział wówczas na schodach domu, w którym często bywał, czekając na proboszcza.

Biedni Żydzi

24 sierpnia 1944 roku

Żydzi przez Niemców byli traktowani jak zwykłe, podarte szmaty. Natomiast Żydzi mieli traktować Niemców jak bogów. Jeśli tak nie było, to zostali rozstrzelani. Niemieccy prześladowcy kazali więźniom klęczeć przed nimi. Żydzi lizali brudne buty Niemców. Buty te często były brudne od krwi innych Żydów, często ta krew należała do przyjaciela tego więźnia co miał ją zlizywać. Więźniowie sami nie mieli butów, a musieli czyścić czyjeś buty.

Do grupy więźniów nie należeli sami Żydzi, ale również Polacy oraz inne narodowości. Wszyscy byli równo traktowani i według Niemców sprawiedliwie, czyli jak szmaty.

Piekło w Auschwitz — Birkenau

19 sierpnia 1944 rok, Auschwitz

Niby jest gorące powietrze, lato po mału zbliża się ku końcowi, ale jakie ma to znaczenie dla więźniów, którzy za krótką chwilę będą martwi.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 25.99