E-book
10.92
drukowana A5
42.64
ŻONA PROFESORA

Bezpłatny fragment - ŻONA PROFESORA

Objętość:
265 str.
ISBN:
978-83-8221-093-4
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 42.64

Rozdział I

Niespodziewany wyjazd Antoniny zdenerwował Wojciecha. Cholera, czy u niej spośród około dwudziestu tysięcy genów, uaktywnił się gen ucieczki? Kartka, którą zostawiła na szafce, nie była żadnym usprawiedliwieniem. Gdyby nie informacja, że wyjeżdża i żeby jej nie szukał, pewnie by uruchomił służby specjalne. Chodził po mieszkaniu i nie wiedział co ze sobą zrobić. Ojciec pewnie dałby klapsa w tyłek swojemu dzieciakowi, że go nie słucha, ale własnej żonie? Wykonał do niej kilkanaście połączeń telefonicznych. Żadnego nie odebrała. Zawsze włączała się poczta głosowa, w niej ciepły głos. „Przepraszam, teraz nie mogę rozmawiać. Proszę zadzwonić później albo zostawić wiadomość. Antonina”.

Usiadł na kanapie, podparł głowę rękami i sam do siebie mówił. Antoniu, moja miłości, odbierz telefon albo napisz SMS. Daj mi znać, że wiesz o mojej próbie skontaktowania się z tobą. Napisz, czy nie potrzebujesz mojej pomocy. Martwię się o ciebie i twoje zdrowie.

Bez przerwy spoglądał na komórkę, w której panowała głucha cisza.

Oprócz Aldony, w Warszawie nie miała bliskich przyjaciółek. Znał numer telefonu do doktor Elżbiety, nikogo innego z jej grona znajomych w Olsztynie nie poznał bliżej. Po południu odwiedził Mirka. Zamienił z nim kilka słów, zostawił alkohol, który otrzymał w prezencie od pacjenta. Zadzwonił do kolegów z kryminalnej. Poprosił o namierzenie numeru telefonu jego żony. Nie czekał długo. Rysiek, bliski znajomy, po kilkunastu minutach połączył się z profesorem i poinformował, że telefon z numerem o który pyta, jest w Krakowie.

— W Krakowie? Konkretnie gdzie?

— W obrębie budynków klasztornych, żeńskiego zgromadzenia sióstr zakonnych.

Przekazał dokładną lokalizację, łącznie z numerami telefonów stacjonarnych. Określił, w jakiej dzielnicy Krakowa znajdują się budynki klasztoru.

— Profesorze, jeśli będzie potrzebna pomoc, proszę dzwonić. Uruchomimy kolegów z Krakowa.

— Dziękuję bardzo za pomoc. Myślę, że sam sobie poradzę. Jeśli siostry zakonne nie będą chciały ze mną rozmawiać, jeszcze raz się z tobą skontaktuję.

Antonina w młodości marzyła o wstąpieniu do zakonu. Stan zdrowia jej nie pozwalał. Czyżby teraz chcąc mu zrobić na złość, zaszyła się w murach klasztornych na zawsze? Zadawał sobie pytania i sam na nie odpowiadał. Może zadzwonić do Krakowa, ale o co ma zapytać? Zakonnice pomyślą, że jakiś wariat nęka wielebne siostry. Wystukał numer telefonu do Ostrowca, może od jej najstarszej siostry czegoś się dowie?

— Dzień dobry Wiesiu. Mówi Wojciech Wojecki. Możesz mi powiedzieć, czy ktoś z waszej rodziny mieszka w Krakowie?

— Mamy w Krakowie dwie kuzynki i kuzyna. Jedna mieszka w Krakowie, druga kilka kilometrów za miastem. Z kuzynem nie utrzymujemy kontaktu, z kuzynkami czasami się spotykamy.

— Czy Antonina rozmawiała z tobą, że chce spełnić swoje młodzieńcze marzenia i wstąpić do zakonu?

— W młodości marzyła o tym. Wiedziała, że nie ma żadnych szans.

Pewnie od proboszcza dostałaby rekomendację i błogosławieństwo. Chodziła na religię, śpiewała w kościelnym chórze, systematycznie uczęszczała na msze i nabożeństwa, należała do wspólnoty młodzieżowej przy parafii. Nękające ją choroby, uniemożliwiały spełnienie marzeń. Z jej stanem zdrowia było to niemożliwe, by mogła wstąpić do zakonu. Kilkakrotnie była u sióstr zakonnych na rekolekcjach. Razem ze swoim pierwszym mężem i córką jeździli do jego siostry, która jest zakonnicą. Klasztor, gdzie przebywa szwagierka Antosi, znajduje się w okolicach Krakowa, może w samym Krakowie. Dokładnej lokalizacji nie zna.

— Po śmierci Adama często tam wyjeżdżała?

— Tego nie wiem. Ona zawsze była tajemnicza, nieodgadniona.

— I taka nadal jest.

— A jak siostra Adama się nazywa?

— Prywatnie nazywa się Antonina Piotrkowska. Imię zakonne ma Albertyna. Jest dosyć wysoko postawiona w hierarchii zgromadzenia sióstr zakonnych.

— Antonina? Tak samo jak moja Tosia?

— Tak. Zawsze z uśmiechem mówiła, że ma dwuczłonowe nazwisko, żeby w rodzinie nie było dwóch Tosiek Piotrkowskich.

— Tego mi nigdy nie mówiła.

— Pewnie gdybyś ją zapytał, dlaczego miała dwuczłonowe nazwisko, powiedziałaby.

— Dziękuję bardzo za rozmowę.

— A czy coś się stało z Antoniną? Jest chora? Chcecie jechać do Krakowa, odwiedzić nasze kuzynki?

— Nie. Tak tylko pytam. Pozdrawiam całą rodzinę. Do widzenia.

Pomimo wahania, zdecydował, że zadzwoni do klasztoru w Krakowie. Przedstawił się kim jest i poprosił o rozmowę z siostrą Albertyną. Zapytał, czy przypadkiem nie przyjechała do niej Antonina Wojecka?

— Tak. Przyjechała. Już śpi. Czy mam ją obudzić i poprosić do telefonu?

— Nie. Pewnie jest zmęczona podróżą. Proszę jej nie budzić.

Rozmowa z siostrą Albertyną przedłużała się. Najpierw mówił o sobie, później o swojej żonie, jej stanie zdrowia, leczeniu. Nie zapomniał dodać, że mają ślub kościelny. Prosił, aby przypominała jej o lekarstwach, które powinna codziennie zażywać. Przyjedzie po nią w czwartek, nie może wcześniej, bo ma napięty grafik operacji. Lepiej by było, aby wracali do domu razem samochodem, nie sama pociągiem, czy PKS-em.

— Gdyby miała kłopoty ze zdrowiem, proszę wezwać prywatnie lekarza i mnie poinformować. Ureguluję wszystkie wydatki. Ona w życiu tak wiele wycierpiała, dlatego o nią bardzo dbam.

— Miło mi było poznać pana profesora i oczywiście będę czuwała nad zdrowiem Antoniny. Mogę również jej powiedzieć o naszej rozmowie i poprosić, żeby zatelefonowała do męża.

— Nie. Proszę jej nie mówić, bo z przekory zrobi akurat odwrotnie. Nie lubi, jak ją ktoś poucza.

Rano siostra Albertyna przypomniała jej o lekarstwach.

— Skąd wiesz, że przyjmuję codziennie lekarstwa?

— Kochana Tosiu. W naszym wieku, prawie wszyscy zażywamy lekarstwa. Na cukrzycę, reumatyzm, nadciśnienie, cholesterol, czy inne choroby gastryczne, kardiologiczne.

— Ty też bierzesz leki?

— Pewnie. Od lat, na serce.

Odpowiedź zakonnicy uśpiła jej podejrzenia. Rzeczywiście, prawie wszyscy znajomi Antoniny przyjmują leki, najczęściej na nadciśnienie, zbyt wysoki cholesterol albo tarczycę. Jej Wojtuś systematycznie nie zażywa żadnych lekarstw. Od kiedy są małżeństwem, tylko jeden raz widziała, jak robił sobie kroplówkę, aby nie mieć kaca. Być może było to inne lekarstwo, tego nie wie dokładnie. Uwierzyła wówczas w to, co mówił.

W czwartek rano Wojciech wyjechał z Warszawy. W Kielcach zrobił przerwę na odpoczynek. Zjadł w restauracji obiad i pochodził po sklepach. Zajrzał do Jubilera. Obejrzał wyroby ze złota. Wiele mu się podobało. W gablocie ze srebrem wyeksponowany był dosyć gruby łańcuch, z oryginalnie oprawionym bursztynem. Zdecydował, że kupi swojej żonie. Dobrał do wisiora prawie identyczne kolczyki i bransoletę. Ekspedientka ułożyła komplet biżuterii w opakowaniu wyściełanym niebieskim aksamitem. Wisior z bursztynem bardzo okazały, jest pewny, że spodoba się żonie. Zapłacił i podziękował za miłą obsługę. Zapytał ekspedientkę, jak dojechać do galerii handlowej.

— Najłatwiej dojść na piechotę. Jest bardzo blisko.

Wojciech z Tosią zawsze razem kupują ubrania. Zna jej rozmiary. Obejrzał kilkanaście sukienek, spódnic, spodni. Kupił bluzkę z długim rękawem. Na manekinie wyeksponowana była z koralami. Bursztynowy wisior, który wcześniej kupił, do bluzeczki pasuje idealnie.

Z Kielc do Krakowa jechał trasą przez Miechów, Jędrzejów i Chęciny. Jej długość to około sto piętnaście kilometrów. Trasa prowadzi drogą krajową Nr 7 i nie zawiera odcinków płatnych. Około godziny czternastej dotarł na miejsce. Przywitał się z siostrą przełożoną i siostrą Albertyną. Zakonnice zapisały w księdze wejść na teren klasztoru: dane osobowe z numerem dowodu osobistego, miejsce zamieszkania profesora, cel wizyty. Antonina pokazywała wcześniej Albertynie różne zdjęcia, między innymi swojego męża, ich ślub kościelny, który udzielał ksiądz Szymon, Annę ze swoim Krzyśkiem i synkiem. Siostry nie musiały się niczego obawiać. Profesor, to ten sam mężczyzna, którego Albertyna widziała na zdjęciach.

Podziękował za proponowany posiłek, mówiąc, że jadł na trasie i nie jest głodny. Nie odmówił czarnej, mocnej kawy. Siostra przełożona była do profesora niezmiernie miła. Razem z Albertyną zaprowadziły go do refektarza.

Żona siedziała sama przy stole, w skupieniu jadła obiad. Podszedł do niej. Jak go zobaczyła, wstała od stołu i przyjaźnie się uśmiechnęła.

— Mój małżonek? Dzień dobry kochanie. Cieszę się, że przyjechałeś.

Cmoknęła go w policzek. Gdyby byli w innym miejscu, pewnie pocałowała by go w usta. Złość ją minęła już dawno. On pocałował ją w rękę, policzek i przytulił do siebie. Szepnął do ucha, że wreszcie znalazł swoją uciekinierkę.

— Mogę usiąść obok ciebie?

— Tak. Proszę bardzo, ale bez zbędnych, pouczających kazań i wymówek.

Siostry poszły do swoich zajęć. Wojciech przysiadł się do stołu. Antonina jadła powoli, spoglądając na męża, jakby czekała na reprymendę za wyjazd z domu. Młoda siostra przyniosła dla gościa kubek z czarną kawą, na stole postawiła cukier i ciasteczka.

— Widzę, że dobrze tu karmią.

— Bardzo dobrze.

Uśmiechnęła się. Po obiedzie spacerowali po przyklasztornym parku. Zapytał żonę o samopoczucie i czy systematycznie brała lekarstwa.

— Chcesz do jutra zostać w klasztorze, czy dzisiaj wracamy do Warszawy?

— Zawsze będziesz mnie śledził i za mną się włóczył?

— Tak. Chyba nie jesteś zaskoczona, że przyjechałem?

— Z jednej strony nie, bo chodzisz za mną jak cień. Z drugiej jednak strony, jestem bardzo zaskoczona. Ciekawi mnie, jak mnie tu znalazłeś? Skoro po mnie przyjechałeś, nie będziemy intruzami w klasztorze. Za dużo wolnych kobiet, nie przystoi przebywać tu mężczyźnie. Jestem zazdrosna.

Zaczęła się śmiać. On pogłaskał ją po policzku.

— Moja miłości. Taką cię kocham: spokojną, uśmiechniętą, serdeczną. Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo za tobą tęskniłem.

— Zakonnice pożerają cię wzrokiem. Nie powiem, jest na kim oko zawiesić. Ładnie jesteś ubrany i taki wypachniony.

— Dla swojej żony tak się wyelegantowałem.

Złożył pocałunek na przedramieniu, około dziesięć centymetrów wyżej dłoni.

— Nie umizguj się do mnie, w tym miejscu nie wypada. Zakonnice na ciebie patrzą.

— Niech patrzą. Jesteś moją żoną.

— Tego nie musisz mi przypominać. To akurat wiem, że jestem twoją żoną.

— A ty jeśli nie wiesz, to kolejny raz ci mówię, że bez ciebie nie potrafię funkcjonować. Dom zrobił się zimny, pusty i smutny.

— Jak w nim jestem, o jedną osobę jest więcej. Nie zawsze jednak jest wesoły i ciepły. Wszystko przez twoje gderanie.

Powiedział, że przysięgała mu miłość i to dwa razy. Jeden raz w Rzymie, kiedy brali ślub cywilny, drugi raz, przy ołtarzu w kościele.

— To prawda. Przysięgałam i przysięgi dotrzymuję, co nie znaczy, że nie mogę sama myśleć, wypowiadać swoich racji, być sobą.

Poprosił żonę, aby spakowała swoją walizkę. Wcześniej obiecał siostrze przełożonej, że zbada dwie zakonnice, które kilka dni temu zarejestrowały się do specjalisty neurologa. Terminy przyjęć do poradni specjalistycznych są bardzo odległe. Jedną z nich na cito skierował do szpitala. Drugiej wypisał lekarstwa i skierowanie na rehabilitację. Ma podpisany kontrakt z NFZ, skierowanie napisał legalnie, na ubezpieczenie. Żegnając się, przekazał w kopercie datek pieniężny za pobyt żony w klasztorze. Siostra przeora nie chciała przyjąć, tłumacząc, że już sowicie się odwdzięczył, badając chore zakonnice.

— Proszę wykupić za te pieniądze dla chorej siostry lekarstwa. Jeśli będzie musiała długo czekać na zabiegi rehabilitacyjne, proszę z tych pieniędzy wykupić je w prywatnej przychodni. W takich przychodniach zawsze kolejka jest krótsza. Jak siostry będą miały potrzebę konsultacji medycznych, służę swoją wiedzą i doświadczeniem.

Wyjął z portfela wizytówkę i wręczył siostrze przełożonej. Przeora serdecznie podziękowała i zachęcała, aby częściej odwiedzali ich klasztor. Tu są warunki do odpoczynku i wyciszenia.

— Ile włożyłeś pieniędzy do koperty?

— Dużo.

— Powiedz ile?

— Jesteś dla mnie bezcenna. Nie pożałowałem i sypnąłem kasą za pobyt oraz opiekę nad tobą. Trochę jeszcze nam zostało, na życie w tym miesiącu wystarczy.

Uśmiechnął się i cmoknął żonę w policzek.

— Gdyby nie to, że chcę mojej żonie zapewnić godne życie, nie musiałbym pracować. Mnie nic do życia nie jest potrzebne, tylko twoja obecność przy mnie. Jestem bardzo szczęśliwy, że odnalazłem moją uciekinierkę.

— Wracamy do domu, czy zostajemy w Krakowie?

— Nie było ciebie, dlatego siedziałem całymi dniami w klinice. Możemy kilka dni odpocząć w Krakowie.

— Chcę wrócić do Warszawy. Tęskniłam za tobą i za naszym domem.

Przytuliła się do męża i w myślach dziękowała Bogu, za wysłuchanie prośby, aby po nią przyjechał. Czekała i myślała, czy będzie jej szukał, czy choć trochę mu na niej zależy.

— Jesteś dla mnie najważniejsza, jedna, jedyna. Nawet jak jestem na ciebie wściekły, to i tak niepokorną żonę kocham.

Zaproponował wyjazd do Wieliczki. Zwiedzą kopalnię soli, jutro albo pojutrze wrócą do domu. Był zmęczony podróżą. Wieliczka od Krakowa jest oddalona około trzynaście kilometrów, to prawie rzut beretem. Ona wyszła z propozycją, by pojechać do Częstochowy. Przenocują dwie noce w hotelu, później wrócą do Warszawy. Doszli do porozumienia, że dzisiaj pojadą do Wieliczki, pójdą zwiedzić kopalnię soli, jutro natomiast pojadą do Częstochowy.

W Wieliczce zwiedzili dwa kościoły, Pałac Żupny, spacerowali uliczkami miasta. Kopalnia soli była już zamknięta. Po spacerze pojechali do hotelu. Wręczył jej prezent, który kupił w Kielcach. Bardzo się ucieszyła. Przymierzyła bluzeczkę i naszyjnik z bursztynem.

— Dziękuję za prezent. Marzyłam o takim ogromnym bursztynie.

Uśmiechnął się. Cmoknęła go w policzek.

— Mówisz, że prezent ci się podoba, to dlaczego taki słaby całus?

Przylgnęła do jego ust i zaczęła namiętnie całować.

— Ty wymuszaczu, o swoje umiesz się upominać. A w ogóle, od kogo dowiedziałeś się, gdzie jestem?

— Policja kryminalna cię namierzyła. Naprawdę, nie kłamię.

Był bardzo szczęśliwy, że są razem. Rano ubrała bluzeczkę, nałożyła naszyjnik i bransoletkę, które dostała od męża. Kilkakrotnie dziękowała za piękny podarunek. On cieszył się za trafiony prezent dla żony. Po śniadaniu poszli zwiedzać kopalnię soli. Wypili kawę w kawiarni, pospacerowali po miasteczku, kupiła sobie balerinki i rajstopy.

Wojciech wielokrotnie był w Częstochowie i zawsze chciał tam wracać. Telefonicznie zamówił nocleg w hotelu, blisko Sanktuarium. Tosia była w Częstochowie tylko jeden raz, z wycieczką szkolną. Niewiele pamięta, dlatego z chęcią pomodli się na Jasnej Górze. Wyjeżdżając z Wieliczki, dała do zrozumienia, że jeśli cokolwiek będzie gderał o tym, co zrobiła, będzie musiał sam wrócić do Warszawy. Nie chce wysłuchiwania morałów.

Wojciech tęsknił za żoną, nie przyjechał po to, aby robić jej wymówki. Cieszy się, że jest zdrowa, wypoczęta. Kilka dni pobytu w klasztorze, w spokoju, bez gderania męża, pomogły wyciszyć nerwy.

— Ja nie chcę, żebyś mnie zostawiała samego. Nie mogłem pracować i martwiłem się o ciebie. Olek od razu zauważył, że coś jest na rzeczy, bo byłem rozkojarzony, nie mogłem logicznie myśleć. Zamiast o pacjentach, myślałem o tobie.

— Nabroiłeś, to potem nie mogłeś się skupić, byłeś rozkojarzony. Zawsze coś ci nie pasuje. Nie chcę tak, że zawsze ja mam być posłuszna swojemu mężowi.

Wojciech zaczął się śmiać.

— Kochanie moje. Nie ty, ale zawsze ja jestem żonie posłuszny i uległy. Czasami muszę twoje bujanie w obłokach sprowadzić na ziemię. Powiedz mi, kiedy byłem nie fer w stosunku do ciebie? Co złego zrobiłem, że zbulwersowana wyjechałaś?

— W Lidzbarku Warmińskim zachowywałeś się jak pijak, który nie potrafił poradzić sobie z alkoholem. Chodziłeś zygzakiem, obraziłeś mnie dając do zrozumienia, że nie jesteś moim synkiem. Nie życzysz sobie pouczeń.

— Raz jedyny nie zapanowałem nad alkoholem. Nie pamiętam tego, o czym mówisz. Byłem wówczas do ciebie miły i chciałem tylko pocałować. To było bardzo dawno, nawet nie wiem jak dawno temu. Byliśmy kilka miesięcy po ślubie, na etapie budowania naszych relacji małżeńskich. Dlatego teraz wyjechałaś sobie do Krakowa?

— Nie ironizuj i nie mieszaj faktów. Odpowiedziałam na zadane pytanie, kiedy byłeś niezbyt sympatyczny do mnie. Dlaczego teraz wyjechałam, doskonale wiesz.

— A pamiętasz jak było w szpitalu? Praktycznie cię nie odstępowałem. Wszystkie twoje prośby i zachcianki spełniałem. To był początek rozpieszczania, może psucia mojej kobiety.

— Akurat psucia. Jestem dla ciebie aniołem, najlepszym z serafinów.

— Kim jesteś?

— Serafiny, to anioły miłości, światła, ognia i wysublimowanego poziomu duchowego.

— Miłości, światła i wysublimowanego poziomu duchowego, to może być. Ale dlaczego ognia? Wszystko rozpalasz?

Nawiązała do poezji baroku, mówiąc, że ogień jest symbolem miłości. Metaforyka „płomienna” pojawia się w poezji bardzo często. Symbolika słowa „ogień”, to żywioł miłości płomiennej, żar, który rozpala serca i dusze. Również symbolizuje cierpienie.

— Swojego męża potrafiłaś sobie podporządkować do niewyobrażalnych granic. A podporządkowanie jest zagrożeniem. Nie odpowiedziałaś mi, dlaczego wyjechałaś.

— Zagrożeniem czego?

— Wolności słowa, postępowania, logicznego myślenia.

— Jeśli tak uważasz, mogę zwrócić ci wolność. Nie musisz przecież chodzić w obrączce.

— Może ty byś chciała uciekinierko. Ja na pewno nie. W naszym przypadku, nie da się zwrócić wolności. Nie ma między nami zdrady małżeńskiej, różnicy światopoglądów i charakterów, agresji fizycznej ani psychicznej, nieróbstwa jednego z nas, bezpłodności. O dzieci się nie staramy, bo jesteśmy w poważnym wieku.

Zaczął się śmiać.

— Rozwodu mój serafinie żaden sąd ci nie udzieli, bo nie znajdzie powodu. Najwyżej skieruje na terapię małżeńską. Będziemy chodzili na sesje terapeutyczne, żeby uczyć się akceptacji i słuchania drugiej osoby, rozmawiania ze sobą.

— Zawsze można znaleźć jakiś powód.

— Nie można.

Uderzył dłonią o kierownicę. Tośka zaczęła się śmiać.

— Ja przecież nie chcę rozwodu. Pomimo ubolewania, że jesteś podporządkowany, co jest nieprawdą, chcę być z tobą. A terapeutę my możemy nauczyć, jak ludzie powinni funkcjonować w małżeństwie.

Wojciech jest podporządkowany żonie w sposób aktywny. Podąża za nią powoli i zmienia się. Pierwsze co zrobił, odstawił alkohol. Skoro jego żona nie pije, postanowił, że również nie będzie pił. Ona ma z nim być szczęśliwa. Nie chce być pasywny, zdominowany przez nakazy i zakazy, jakie stosują nauczyciele swoim uczniom. Chce sam naśladować jej dobre postępowanie, które wcześniej było mu obce. Rozumieją się bez słów. Budują swój związek każdego dnia. Żadne z nich nie uważa, że coś zbudowane będzie wieczne. To coś, trzeba całe życie pielęgnować i oni to robią.

Antonina uwielbia poezję, on również wciągnął się w czytanie wierszy. Wszystkie wiersze Szymborskiej czytał wielokrotnie. Lubi Miłosza, Pawlikowską-Jasnorzewską, Asnyka i wielu innych poetów. Byli w Leśniczówce Pranie, gdzie znajduje się muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i jest celem pielgrzymek miłośników poety. Ona kocha muzykę poważną. On słucha jej w domu, również w swoim gabinecie, w samochodzie. Systematycznie chodzą do Filharmonii na koncerty. Tosia nie jest muzykiem, choć w jej domu muzyki było pod dostatkiem. Ojciec grał na skrzypcach i innych instrumentach. Ona grała na pianinie piosenki przedszkolne i lekkie melodie wpadające w ucho. Lata szkolne córki przepełnione były muzyką, koncertami, konkursami muzycznymi. Nie są na przysłowiowym dorobku, nie muszą pracować od rana do wieczora, bo brakuje na życie. Ona nie żąda od niego milionów. Ich wspólne dochody, są wystarczające na bezstresowe życie, spotkania towarzyskie, wycieczki, markowe ciuchy, muzyczne koncerty, dobre spektakle teatralne i filmy.

W drodze do Częstochowy opowiadała mężowi o tym, że w nocy źle się czuła w klasztorze. Miała wrażenie, że z każdego kąta patrzą na nią zmarłe zakonnice, które kiedyś tu mieszkały. Cisza w nocy, także w dzień, była nie do zniesienia. Grube mury, surowe pomieszczenia z prostymi łóżkami i krucyfiksami na ścianach, dają wrażenie chłodu. Rano przejścia zakonnic ze śpiewem do kaplicy, ogłaszają rozpoczęcie dnia. Jeden, jedyny mężczyzna w klasztorze, to ksiądz na porannej i wieczornej mszy. Nie miała odwagi zapytać, czy mieszka na terenie klasztoru, czy każdego dnia przychodzi z pobliskiego kościoła.

— Myślisz, że one interesują się mężczyznami?

— Myślę, że są z krwi i kości kobietami. Niektóre kobiety zmieniają partnerów jak rękawiczki, są również takie, które przez całe życie nie mają żadnego. Zakonnice oddają się modlitwie i Bogu, nie mężczyznom. Obcowanie z Bogiem i Maryją, daje im szczęście.

— Nie wiedzą co tracą.

— Ciekawe co takiego tracą?

— Oj Tosia, Tosia. Masz drugiego męża, tobie nie muszę mówić co tracą.

— Czy mężczyzna, to naprawdę takie wielkie szczęście?

— Dla niektórych kobiet, mężczyzna jest niezbędny jak powietrze, dla innych niekoniecznie. Ty chyba do tych drugich się zaliczasz.

— Dla mnie jesteś bardzo potrzebny, ale tylko ty. Żaden inny osobnik w spodniach mnie nie interesuje. Jeśli nie byłoby ciebie, nie byłoby żadnego innego. To prawda, nie lubię facetów. Toleruję co niektórych, prawdziwie kocham tylko ciebie. Chciałabym wiedzieć, co tracą kobiety, które nie mają mężczyzny?

Patrzyła na męża i sama sobie odpowiedziała, że zazwyczaj pranie jego bielizny, prasowanie, gotowanie, sprzątanie, realizowanie jego zachcianek, wysłuchiwanie narzekań, patrzenie jak czyta gazetę, ogląda telewizję, pije piwo, przychodzi do domu pijany. Czasami nie dba o higienę osobistą.

— Kobieta lubi się realizować jako gospodyni domowa. Jak ma męża, to ma więcej pracy zarówno przy dzieciach, jak i przy nim.

— Dzięki za takie przyjemności, jak odór piwa i spoconych nóg męża. Nie zmieniane kilka dni slipki i serek na członku, czy brud za paznokciami. Chciałeś powiedzieć, że to kobiety tracą?

— Serek na członku? Nie wiem o czym mówisz?

— Nie wiesz, co to jest mastka?

— Zadziwiasz mnie. Ja wiem, uczę studentów medycyny. A ty naprawdę wiesz? No powiedz mi, co to jest ta mastka?

— Proszę uprzejmie panie profesorze. Mastka, to mazista, biała lub żółta serowata wydzielina gruczołów apokrynowych, gromadząca się u mężczyzn pod napletkiem, głównie w rowku zażołędnym członka. Składa się z mieszanki stłuszczonych i złuszczonych komórek nabłonkowych napletka, flory bakteryjnej oraz łoju. Zawiera także resztki moczu, również spermy.

— No pięknie Antoniu. Zadziwiasz mnie swoją wiedzą.

— Boże! Gdybym takiego brudnego penisa zobaczyła, chyba bym się zrzygała. Przepraszam, że wyrażam się tak kolokwialnie.

Swoim krótkim wywodem zbiła go z pantałyku. Nie odpowiedział, co tracą kobiety nie mając mężczyzny. Powiedział, czego mężczyźni oczekują od kobiet.

Jedną z najważniejszych rzeczy, których nie wiedzą kobiety, jest to, że księżniczki nie istnieją. Gdyby istniały, na pewno te które myślą, że są księżniczkami, nimi by nie były. Mężczyźni nie lubią kobiet, które nic sobą nie prezentują, poza udami i tyłkiem bez cellulitu. Cellulit dla mężczyzn nic nie znaczy. Biust D czy DD jest ciekawy u tych kobiet, które są szczęśliwe i dają szczęście innym. To nie jest puste zdanie. To fakt zgodny z powiedzeniem: “Znajdź kobietę, która ma mózg — ona też będzie miała tę część ciała, bez której mężczyźni nie potrafią się obejść”.

— Kobiety też czasem pachną rybą, co oznacza, że zbierają swój serek, tzn. mastkę?

— Te które się nie myją, mają taki zapach. Ale profesor pewnie wie, że taki zapach może oznaczać stan zapalny pochwy, spowodowany bakteriami lub rzęsistkiem. Może pojawiać się również wtedy, kiedy kobieta stosuje antybiotyki, środki antykoncepcyjne lub w okresie menopauzy, czy stosowania leków hormonalnych.

— Zadziwiasz mnie. Skąd masz taką wiedzę?

— Z książek, które znajdują się w domowej bibliotece. Jak mam czas, to czytam. Zgłębiam wiedzę, nie tylko w internecie.

Kiedy była żoną  inżyniera rolnictwa, zgłębiała wiedzę o rzepaku, zbożach i hodowli zwierząt. Ukończyła nawet kurs rolnika kwalifikowanego. Teraz w domu ma do dyspozycji ogromny zbiór książek medycznych. Czasami z ciekawości zagląda do nich i czyta o chorobach, farmakologii czy rehabilitacji.

Zrobił żonie wykład, jaka powinna być kobieta. Przede wszystkim powinna być piękna wewnętrznie, to oznacza mądra, wrażliwa, rozsądna. Nie musi mieć długich blond włosów. Ważne, żeby była czysta i estetycznie ubrana. Potrafiła mówić o swoich odczuciach, czego oczekuje od mężczyzny, wówczas on czuje się komfortowo. Każdy mężczyzna lubi kobiety skromne i naturalne. Pociągają ich te, które mogą zadowolić i uszczęśliwić, ale również takie, przy których czują sukces, związany z usatysfakcjonowaniem partnerki. Ponadto, pewna doza niepewności wzbudza w nich instynkt łowcy.

— Ty właśnie taka jesteś. Autentyczna. Nie grasz paniusi dobrze ubranej, jesteś szczera do bólu, masz ogromną wiedzę zawodową, jak również życiową. Jesteś inteligentna. Twoje ucieczki spędzają mi sen z powiek.

— Jedna poważna. Myślę, że dobrze wiesz, dlaczego tak się stało?

— Wiem. Nie potrafiłaś sobie poradzić z emocjami i po prostu wyjechałaś. Może lepiej byłoby się ostro pokłócić.

— Nie. Powiedziałabym ci to, czego nie chciałbyś usłyszeć. To rzutowałoby na nasze życie. Jesteś pamiętliwy, ciągle byś do tego wracał i mnie dręczył.

— Ja ciebie dręczył? Co byś mi powiedziała?

— Człowieka w złości różne myśli nawiedzają i plecie co mu ślina na język przyniesie. Czasami mówi bezmyślnie i później żałuje. Zamiast się kłócić, lepiej wyjść z domu.

— Teraz to trochę wyolbrzymiasz. Dla ciebie jestem tolerancyjny i wszystko co nieprzyjemne, natychmiast zapominam.

— Akurat.

— No to powiedz, czego nie zapomniałem, co wykorzystuję i wypominam.

— To, że kiedy miałam dziewiętnaście lat, byłam dziewczyną Mirosława. Ja tego nie pamiętam, ty ciągle mi to przypominasz. A tak naprawdę, wówczas mnie nie znałeś.

— Bo tego się nie da zapomnieć. Jedno co w tym jest najlepsze, że od niego odeszłaś. On nie był ciebie wart i nie umiałby cię kochać tak jak ja. Próbował cię kupić, ale przy swoim stanowczym charakterze, nie dałaś się nabyć za złoto, ciuchy za dolary, torebki skórzane, słodycze.

— Oczywiście. Ty wiesz wszystko najlepiej.

Wojciech nie kupował jej złotem, ciuchami, butami. Wchodził do serca przez żołądek. Chodzili po restauracjach i czasami mówił, jakie potrawy ma sobie wybierać. W domu też przygotowywał wykwintne jedzenie.

Kobiety lubią od mężczyzn otrzymywać drogie prezenty. Buty również, choć jak niektórzy mówią, przed ślubem nie powinno się ofiarować obuwia, bo na pewno wcześniej, czy później osoba obdarowana, odejdzie od partnera. Wycieczki, dobre jedzenie i długie rozmowy, były dla nich najważniejsze. Przed ślubem Antonina krępowała się, że za nią płaci w restauracji. Uważała, iż jest na tyle samowystarczalna, że nie musi nic jej fundować. Dla niego byłoby ujmą, gdyby za siebie regulowała rachunki w restauracjach, do których on zapraszał. Za to prezent ślubny i wszystkie inne prezenty, które od niego otrzymuje, są niezwykle kosztowne. Uważa, że wygląd żony zależy od zasobności kieszeni męża, dlatego nie szczędzi pieniędzy na to, żeby była elegancka, piękna, dystyngowana. Kiedy bywają na różnych oficjalnych i mniej oficjalnych spotkaniach, Antonina wyróżnia się zarówno ubiorem, biżuterią, przede wszystkim włosami, niejednokrotnie artystycznie wymodelowanymi. W upinaniu włosów jest mistrzynią, potrafi wyczarowywać na głowie cuda. Jest zarejestrowana na portalu internetowym „Fryzury”. Eksperymentuje i co jakiś czas, wymyśla nowe upinanie swojego długiego i grubego warkocza. Niejednokrotnie zadziwia fryzjerkę, kiedy odwiedza ją, by wyrównać, czy nałożyć na włosy jakąś maskę. Zazwyczaj nosi ubrania jasne, tuszujące niedoskonałości minionej młodości. Z lekkich, gładkich tkanin lub w drobny rzucik, stwarzają wrażenie delikatności i łagodności. Jest z niej dumny i w jej obecności czuje się szczęśliwy. Antonina nie jest przysłowiową laleczką swojego męża, który sprawia, że żyje w luksusie. Jest kobietą nie pozbawioną realnej oceny świata. Widziała ciężką pracę hutników, potrafi docenić pracę zwykłego człowieka. Sama ciężko pracowała fizycznie, choć nikt jej do tego nie zmuszał. W odróżnieniu do wielu kobiet, które poznała poprzez swojego męża, na świat patrzy trzeźwo, ocenia ludzi nie po tym, ile mają pieniędzy, jakimi samochodami jeżdżą, skąd pochodzą i gdzie wyjeżdżają na wczasy.

— Słyszałeś o nowej orientacji seksualnej? Tak myślę sobie, że ty też byłeś trochę sapioseksualny. Teraz ze mną jesteś heteroseksualny.

— Kim byłem?

Zaczął się śmiać.

— Byłem i jestem heteroseksualny. Zawsze interesowała mnie płeć przeciwna. W połowie mojego życia zainteresowała mnie najbardziej cudowna kobieta, dlatego z nią związałem się na zawsze. Daje mi czasami do wiwatu, każdego dnia ją więcej kocham. Do tej pory znałem takie orientacje seksualne, jak: heteroseksualizm, homoseksualizm, biseksualizm. Ostatnio mówi się także o aseksualności, jako czwartej orientacji seksualnej. Osoby aseksualne nie odczuwają pożądania seksualnego w kierunku swojej, czy odmiennej płci. Osobą aseksualną nie jest natomiast ktoś, kto posiada potrzeby seksualne, ale z jakichś powodów rezygnuje z ich realizacji na przykład: lęk, że się nie sprawdzi, czy celibat z powodów religijnych.

— Antoniu, wiesz co to jest biseksualność?

— Pewnie, że wiem. Mnie się wydaje, że biseksualista kobietę porzuci dla mężczyzny lub mężczyznę dla kobiety. To taki tchórz, który boi się określić, kim jest naprawdę, boi się jasno powiedzieć, że jest gejem.

— Skąd moja kobieto masz taką wiedzę?

— Na pewno nie ze świętych ksiąg Kościoła.

Zawsze, gdy jej zadaje pytanie skąd coś wie, ma jedną, właśnie taką odpowiedź.

— Pewnie nie wiesz, co to jest sapioseksualizm.

— Nie wiem.

— Sapioseksualizm, to pociąg seksualny do osób z wysokim ilorazem inteligencji.

— A to skąd wiesz? Chyba nie ze świętych ksiąg Kościoła?

Zaczął się śmiać.

— Jak będziesz się śmiał, nie będę z tobą rozmawiała. Czy ja śmieję się, jak mi opowiadasz jakieś nieznane historie, czy ciekawostki?

— Przepraszam. Jesteś bardziej taktowna ode mnie i bardziej poważna. Mów kochanie, zamieniam się w słuch.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 42.64