E-book
9.56
drukowana A5
36.75
Ziemia Kłodzka

Bezpłatny fragment - Ziemia Kłodzka

na granicy legendy i wiary


Objętość:
198 str.
ISBN:
978-83-8189-659-7
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 36.75

Wprowadzenie

Każdy region naszego kraju kryje w sobie wiele osobliwości i można powiedzieć, że jest wyjątkowy. Żaden jednak nie posiada aż tyle skarbów sztuki i różnych zabytków oraz bogactw naturalnych jak dawne Hrabstwo Kłodzkie i o żadnym nigdy nie powiedziano, że jest „zakątkiem Pana Boga” czy „krajem Pana Boga” lub „krajem Maryi”. Te nazwy nie są żadnym przypadkiem, lecz skutkiem wielowiekowego, wyjątkowo bogatego dziedzictwa kultury religijnej. Zostały upowszechnione przez poprzednich mieszkańców, czyli Niemców, którzy ten region opuścili w latach 1945—1946, a wszystkim wiadomo, że na skutek przegranej hitlerowskiej wojny i decyzji aliantów, w tym wroga rodzaju ludzkiego Józefa Stalina.

Spotkanie z osobliwościami i zabytkami Ziemi Kłodzkiej jest z wielu względów ciekawe, ponieważ przedmiotem są dziwne historie, opowieści o cudach, o śmierci i cierpieniu, a przede wszystkim o wierze w zbawienie wyrażonej w dziesiątkach czy nawet setkach dzieł sztuki religijnej dużej i małej klasy.

Dawne Hrabstwo Kłodzkie było przez wiele stuleci katolickim regionem, z wyjątkiem krótkiego okresu reformacji. Podlegało ono pod biskupstwo w Pradze (aż do 1971 r.). Jego historyczne oblicze ukształtowało się pod wpływem kultury czeskiej, niemieckiej, w tym prokatolickich Habsburgów i kontrreformacji, zanim przeszło w ręce protestanckich Prusaków.

Opowieść o zabytkach tego regionu dotyczy zjawisk z pogranicza legendy, religii i historii. Odnosi się do mitów i nadzwyczajnych wydarzeń, które dziś popadły w zapomnienie, a przed wiekami należały do najbardziej znanych historii. Mowa jest tu o objawieniach maryjnych, których rozgłos przyczynił się do powstania wielkich sanktuariów jak w Kłodzku (sic!) i w Wambierzycach i innych.

Całą swoją sławę dawne Hrabstwo Kłodzkie zawdzięcza — arcybiskupowi praskiemu Arnoštowi z Pardubic. Czczono go jako świętego Kościoła, chociaż nigdy nie kanonizowano, a największy rozgłos nadali mu jezuici — szermierze kontrreformacji z powodu nagłaśniana historii o jego wizji maryjnej w 1310 roku.

Nie można zapomnieć o dużych i małych sanktuariach maryjnych i kapliczkach przydrożnych, o legendarnej pogańskiej dziewicy, jej skarbie i kontaktach z diabłem, o skandalicznym kulcie kobiety ukrzyżowanej, o św. Jan Nepomucenie czy pustelniku św. Onufrym, w którego wierzono, że pomagał pobożnym niewiastom dobrze pójść za mąż. Nie można zapomnieć o geniuszu sztuki Michała Klahra, o męczenniku ks. Andreasie Faulhaberze, o cierpieniu i zarazie, która ten region bezlitośnie pustoszyła.

Zanim rozpoczniemy naszą podróż w przeszłość, przypomnijmy sobie pokrótce dzieje Ziemi Kłodzkiej. Powierzchnia tej krainy wynosi około 1600 km2. Otoczona jest pasmami Gór Bardzkich, Złotych, Bialskich, Masywu Śnieżnika i Gór Stołowych, będących częścią środkowo — wschodniego pasma Sudetów. Góry owe okalają centralnie położoną Kotlinę Kłodzką. Przez jej środek przepływa rzeka Nysa Kłodzka, do której wpadają rzeki: Biała Lądecka, Bystrzyca Dusznicka i Ścinawka. Największe miasta to Kłodzko, Nowa Ruda i Bystrzyca Kłodzka.

Ze względu na cenne bogactwa przyrody oraz lecznicze wody mineralne region ten posiada kilka znanych uzdrowisk: Kudowa-Zdrój, Duszniki-Zdrój, Polanica-Zdrój, Lądek-Zdrój i Długopole-Zdrój.

Ziemia Kłodzka szczyci się tysiącletnią historią. Prawdopodobnie już na początku X wieku region należał do plemienia Ślężan. Następnie dostał się pod panowanie czeskie. W końcu X wieku był w rękach księcia Libickiego Sławnika. Wspomina o tym czeski kronikarz Kosmas (1045 — 1125), który też podaje, że w Kłodzku w 981 roku istniał gród obronny. Przez pewien czas Ziemia Kłodzka należała do czeskiej dynastii Przemyślidów. Ponieważ był to region ważny strategicznie, stał się przyczyną wielu konfliktów między Czechami a Polakami. Bolesław Chrobry, chcąc wzmocnić obronność Śląska, zdobywał aż dwukrotnie Ziemię Kłodzką (w latach 1003 i 1017). Pod wodzą Brzetysława opanowali Czesi ten teren w 1038 roku. Dalsze spory między Czechami a Polakami o przynależność Ziemi Kłodzkiej spowodowały, że region na krótko, bo w latach 1050 — 1096 przeszedł pod panowanie polskie. Potem znów staje się lennem czeskim.

Panujący na Śląsku w latach 1278 — 1290 Henryk Probus przekazał Ziemię Kłodzką w testamencie czeskiemu królowi Wacławowi II. W wieku XIII rozpoczęła się tu kolonizacja niemiecka, a wraz z nią rozwój kultury niemieckiej, która zaczęła się szczególnie umacniać pod panowaniem dynastii Luksemburgów rządzących Czechami. W 1327 roku oddali Luksemburgowie Ziemię Kłodzką jako lenno śląskiemu księciu Henrykowi VI. Po jego śmierci przechodzi ona jako lenno czeskie w ręce Bolka II Ziębickiego, po którego zgonie w 1341 roku wraca ponownie pod panowanie Luksemburgów.

Na początku XV wieku region został ogarnięty falą wojen husyckich. Najazdy husytów zniszczyły wiele miast (Radków, Międzylesie, Nową Rudę oraz Kłodzko) i zamków (Karpień, Homole). W tym okresie ziemia pozostała dalej pod panowaniem czeskim, jednocześnie coraz bardziej umacniały się wpływy niemieckie. 24 czerwca 1459 roku czeski król Jerzy z Podiebradu ogłosił Ziemię Kłodzką samodzielnym hrabstwem (nazwa Hrabstwo Kłodzkie jest historyczną nazwą tego regionu i dziś jest oficjalnie używana w Niemczech jako tradycyjna tego regionu — Die Grafschaft Glatz).

Około 1525 roku wkroczyła na Ziemię Kłodzką reformacja. Wpływy nauki Marcina Lutra, anabaptystów oraz zwolenników Kaspara Schwenkfelda zmieniły oblicze religijne regionu i przyczyniły się do osłabienia katolicyzmu. Wiek XVI był czasem umacniania się wpływów Habsburgów w tym regionie. Zapoczątkowane to zostało rządami arcybiskupa Ernesta Bawarskiego, który w roku 1549 za przyzwoleniem Habsburgów kupił Hrabstwo Kłodzkie i rządził tutaj do swojej śmierci.

W 1567 roku Habsburgowie przejęli ostatecznie Hrabstwo Kłodzkie i prawnie zabezpieczyli przed przekazywaniem w obce ręce. Od tego czasu rozpoczęły się rządy prokatolickich Habsburgów, a wraz z nimi początki kontrreformacji. Dramatem Ziemi Kłodzkiej były konflikty religijne i wojna trzydziestoletnia (1618 — 1648). Działania wojenne doprowadziły do zniszczeń, ruiny gospodarki i zubożenia. Po zakończeniu tej tragicznej wojny religijnej rozpoczęła się silna kontrreformacja, której przewodzili jezuici. Koniec XVII wieku przyniósł falę strajków chłopskich, ale był to też czas innego dramatu, w 1680 roku przeszła przez ten region zaraza, która zdziesiątkowała ludność. Ziemię Kłodzką kilkakrotnie dotknęło to nieszczęście — od średniowiecza po ostatnią z plagę w 1713 w roku.

Przełom XVII i XVIII wieku był czasem wspaniałego rozwoju kultury i sztuki; to właśnie z tego czasu pochodzi większość dzieł zdobiących do dziś region. Kształtowały się wtedy różne wpływy kulturowe, pochodzące z Czech, Śląska, Austrii i Niemiec. Bujne i liberalne czasy początku XVIII wieku, mimo prowadzonej przez Habsburgów kontrreformacji, zakończyły się wielkim dramatem. W 1740 roku król pruski Fryderyk Wielki rozpoczął trwającą mającą kilkanaście lat wojnę przeciwko cesarzowej Marii Teresie. Przez region przeszły trzy wojny rozpętane przez okrutnego króla pruskiego. Pierwsza rozpoczęła się w 1740 roku i trwała do 1742 roku, druga zaś miała początek w 1744 i trwała tylko rok. Trzecia, zwana siedmioletnią, rozegrała się wiatach 1756 — 1763. Aczkolwiek Prusacy byli obecni na Ziemi Kłodzkiej od 1740 roku, to dopiero w 1763 roku na mocy układów między królem pruskim a cesarzową austriacką ziemia ta ostatecznie przeszła w ręce pruskich najeźdźców. Rządy pruskie przyniosły znaczne zmiany polityczne i religijne. Prusacy byli w większości protestantami. Zmieniony został system podatkowy, cła i opłaty urzędowe. Pojawiło się wielu osadników wojskowych, popieranych przez pruskie rządy, co przyczyniło się do znacznych zmian społecznych. Wraz z pruskimi rządami rozpoczęła się silna germanizacja tych ziem.

Początek XIX wieku przyniósł Ziemi Kłodzkiej wojny napoleońskie. W latach 1806 — 1807 wojska francuskie pustoszyły i niszczyły region, pojawił się głód. W 1807 roku żołnierze Napoleona oblegali Kłodzko.

Połowa wieku XIX przyniosła regionowi kryzys gospodarczy, a w 1847 roku pod wpływem trudnej sytuacji gospodarczej miały miejsce rozruchy społeczne. Pojawienie się maszyn i rozwój techniki spowodował też liczne protesty rzemieślników, np. zubożałych tkaczy, przegrywających konkurencję z nowoczesnymi maszynami. Pisał o tym znany dramaturg Gerhard Hauptmann w sztuce „Tkacze”. W 1866 roku Ziemia Kłodzka przeżyła wielki marsz żołnierzy z powodu wojny z Austrią. A po zwycięstwie Prus nad Francją w 1871 roku region ten przeżył rozkwit gospodarczy. Powstały nowe uzdrowiska, budowano fabryki i zakładano linie kolejowe (w 1875 roku powstała pierwsza linia kolejowa Kłodzko — Międzylesie).

Czas I wojny światowej spowodował ogólne zubożenie w Niemczech, a w tym samym na Ziemi Kłodzkiej. Dopiero traktat wersalski w 1919 roku uregulował przynależność tego regionu do Niemiec.

Lata II wojny światowej spowodowały zmiany gospodarcze na Ziemi Kłodzkiej. Przemysł przekształcono w części na cele wojenne, a uzdrowiska na szpitale wojskowe.

W 1945 roku wkroczyły na Ziemię Kłodzką wojska sowieckie, ale nie było żadnych działań wojennych. Na mocy układów aliantów zadecydowano o zmianie oblicza narodowościowego Ziemi Kłodzkiej, podobnie jak Śląska. Od średniowiecza zamieszkujących tutaj Niemców zmuszono do opuszczenia tych ziem i wysiedlono na Zachód. Jednocześnie zasiedlono region sprowadzonymi na siłę z terenów wschodnich, zagarniętych przez ZSRR, Polakami — również wypędzonymi, oficjalnie nazywanymi trochę inaczej, bo przesiedlonymi.

W czerwcu 1945 roku wybuchnął konflikt czesko-polski. Jednostki wojskowe z Czech weszły na teren Ziemi Kłodzkiej. Celem było przyłączenie regionu do Czech. Po krótkim pobycie wycofano się, a stało się na skutek interwencji ZSRR w osobie samego J. Stalina.

Akcja wysiedlania Niemców w latach 1945 — 1946 z Ziemi Kłodzkiej, podobnie jak ze Śląska, Pomorza i Prus była rzeczywiście wielkim i wstrząsającym dramatem. Nie zapomnijmy jednak, że na miejsce wypędzonych Niemców sprowadzono Polaków, lecz trzeba zaznaczyć, że uczyniono to wbrew naszej woli. Zwyczajnie można powiedzieć, że Stalin okazał się silniejszy niż rozsądek i prawda historyczna, a zwycięstwo nad Hitlerem nie stało się naszym udziałem.

Doznaliśmy jeszcze więcej niż Niemcy (mam na myśli tych wypędzonych), nam przeznaczone było przeżyć długie i ciemne lata komunizmu objawionego jako Polska Ludowa — oszukańczego i złowieszczego systemu zdolnego do zniszczenia każdego, który się ostro sprzeciwiał (komunizm w każdej postaci to system ludobójczy i zawsze skłonny do terroru, tylko komuniści temu przeczą, ale nie fakty).

Po jego upadku przeżyliśmy degradację gospodarczą i chytre uwłaszczenie się na narodowej gospodarce dokonane przez postkomunistów i różnych nieprzyjaciół ludu polskiego. Kilkadziesiąt fabryk zrównano z ziemią, a społeczeństwo wprowadzono w jasyr lichwy i w ramiona nędzy. Sprowadzono uprzywilejowany zachodni system handlowy pożerający polską gospodarkę, o czym wielu ludzi i w tym młode pokolenie chyba nie wie lub nie chce wiedzieć.

Na Ziemi Kłodzkiej króluje obecnie ubóstwo, bezrobocie, długi bankowe i pycha nowobogackich, a największym sukcesem życiowym jest dla wielu tylko emigracja (statystyki raczej nie kłamią)!

W Niemczech dużo mówiło się i nadal mówi o historii wypędzenia, ale zapomina się, że nie przybyliśmy na Dolny Śląsk czy Ziemię Kłodzką jako zwycięzcy, lecz jako ofiary Stalina. Zostaliśmy zmuszeni do opuszczenia naszych wschodnich ziem (tereny Lwowa, Stanisławowa, Tarnopola, Wilna). Wygnano nas na obce kulturowo i historycznie ziemie, wmawiając, że są one historycznie polskie, chociaż tak naprawdę to Ziemia Kłodzka tylko kilka lat należała do Bolesława Chrobrego, a potem do Czech, Habsburgów, Prusaków i Niemców, w tym hitlerowskich.

To nie przypadek, że tak mocno zaakcentowane zostały najnowsze dzieje Ziemi Kłodzkiej. Przez wszystkie lata panowania komunizmu, czy jak inni wolą sowieckiej okupacji lub tzw. Polski Ludowej, niszczono pomniki kultury, ślady przeszłości, dewastowano zabytki  i dzieła sztuki oraz budowle architektoniczne jak pałace  i zamki, a przy tym na siłę zniekształcano historię. Żaden region w Polsce po 1945 roku nie został tak zdewastowany i okradziony w imię polityki zbawiennego socjalizmu jak tzw. Ziemie Odzyskane, w tym Ziemia Kłodzka.

A zatem spróbujmy bliżej poznać urok i osobliwości tej bogatej w zabytki, choć okaleczonej, Ziemi Kłodzkiej, zwanej nieprzypadkowo przez dawnych jej mieszkańców „zakątkiem Pana Boga”.

Zagadka nagrobka arcybiskupa Arnošta z Pardubic

Śmierć, wiara w życie wieczne, groby i nagrobki są osią kultury i religii, wręcz są jej obrazem. Religijna myśl każdej epoki, kultura i wiara odzwierciedlała się w treściach ideowych pomników nagrobnych. Kult bohaterów, męczenników i świętych, a nade wszystko wiara w zmartwychwstanie leżały u podstaw fundacji okazałych nagrobków. Groby i nagrobki odzwierciedlają przeszłość i symbolizują wiarę w życie wieczne. Od wieków wzbudzają zainteresowanie okazałe nagrobki królów, książąt, wielkich rycerzy, dostojników kościelnych i biskupów. Z wieloma pomnikami nagrobnymi sławnych postaci historycznych powiązane są legendy i pełne tajemnic opowieści, czasem dotyczące skarbów, duchów, a niekiedy nadzwyczajnych i cudownych zdarzeń.

Fundowanie i wystawianie pomników nagrobnych miało doniosłe religijne znaczenie, bo obok upamiętniania osoby zmarłej przyczyniało się do wyrażana wiary w zbawienie. To właśnie wokół grobów i nagrobków koncentrowało się chrześcijańskie życie religijne związane z wiarą w moc relikwii i wstawiennictwa świętych Pańskich. Wierzono w więź ze zmarłymi, w duchowy związek z nimi (communio sanctorum). Dlatego ukazywano figury zmarłych jako ludzi żyjących, śpiących oraz ukazywano ich jako zasługujących na zbawienie. Związek grobu i śmierci ze zbawieniem jest w chrześcijaństwie oczywisty. Z tych powodów pomniki nagrobne, symbolizujące grób jako miejsce zmartwychwstania, od wieków otaczane były opieką kościelną. W tradycji kościelnej znane są przepisy prawne mówiące o sposobach pochówku, o zapisach pieniężnych na rzecz liturgii za zmarłego oraz o ochronie i zabezpieczeniu pomników nagrobnych.

Na Ziemi Kłodzkiej miało miejsce dziwne i tajemnicze zdewastowanie pomnika nagrobnego pewnej postaci historycznej. Wydarzenie to stało się jedną z największych sensacji regionu. Sprawa dotyczy do dziś niewyjaśnionych przyczyn zniszczenia gotyckiego nagrobka praskiego arcybiskupa Arnošta z Pardubic, który znajduje się w nawie bocznej w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kłodzku. To zdarzenie nie byłoby może bardzo głośne, gdyby nie fakt, że arcybiskup Arnošt z Pardubic był uważany przez mieszkańców Ziemi Kłodzkiej za osobę świętą. Dosłownie był on czczony przez stulecia na równi ze świętymi Pańskimi, aczkolwiek nigdy nie został uznany przez Kościół za świętego czy błogosławionego.

To nie wszystko, co moglibyśmy nazwać tajemnicą tego nagrobka. Istnieje jeszcze jedna osobliwa i tajemnicza historia. Chodzi o pojawienie się na nagrobku cudownego oleju. Niewyjaśnione zniszczenie nagrobka i pojawienie się niegdyś na nim cudownego balsamu to dwie zagadki historii Ziemi Kłodzkiej.

Aby wyjaśnić je, musimy odbyć pewną podróż w czasie i cofnąć się aż do średniowiecza, do XIV wieku. Na początku tego stulecia, na zamku w Kłodzku rządził kasztelan Arnošt z Pardubic. Jego syn, również Arnošt — nasz bohater — został wysłany przez ojca około 1310 roku do znanej wtedy łacińskiej szkoły przy kościele Joannitów (obecny parafialny) w Kłodzku. Po jej ukończeniu udał się młody Arnošt na dalszą naukę do benedyktynów do Brounova. Później wyjechał na studia prawnicze do Padwy i Bolonii. Powrócił do Pragi i uzyskał wysokie stanowisko kościelne przy katedrze św. Wita. Poświęcił się całkowicie sprawom duchowym. Ponieważ wzbudzał zaufanie dworu Luksemburgów władających ówcześnie w Pradze, został przy ich poparciu w roku 1343 biskupem praskim. W rok później uzyskał tytuł pierwszego arcybiskupa praskiego. W dziejach Kościoła czeskiego było to doniosłe i ważne wydarzenie. Działalność arcybiskupa Arnošta przeszła do historii dzięki jego wielkim zasługom na polu fundacji klasztorów, kościołów i dzieł sztuki. W Pradze był współfundatorem gotyckiej katedry św. Wita, a w Kłodzku ufundował kościół i klasztor Augustianów (dziś niezachowany). Arnošt z Pardubic był też współfundatorem i założycielem Uniwersytetu w Pradze, którego został pierwszym kanclerzem. Zasługi arcybiskupa Arnošt szły w parze z jego tytułami i zaszczytami. Uzyskał tytuł kanclerza królestwa czeskiego, a nawet w roku 1363 został kardynałem. Miał nawet być przeznaczony przez swojego przyjaciela cesarza Karola IV na papieża. Uzyskał zatem pobożny Arnošt wszystkie zaszczyty, jakie mógł osiągnąć średniowieczny duchowny.

Jego chwalebne czyny i dobrodziejstwa przerwała nagła śmierć. Wezwany przez Karola IV udał się w drogę i nagle zmarł na zamku biskupim w Roudnicy nad Labem w 1364 roku. Mocno przeżył to Karol IV. Lud czeski miłował Arnošta za jego dobroczynność i okrył się żałobą. Zgodnie z ostatnią wolą, zapisaną w testamencie z 1352 roku, życzył sobie, aby go pochowano w Kłodzku, mieście swojego dzieciństwa, dla którego poświęcił wiele fundacji artystycznych i znaczne kwoty pieniężne. Arcybiskup Arnošt miłował Kłodzko i był z nim związany.

Z wielką ceremonią przewieziono zwłoki Arnošta z Pardubicz zamku w Roudnicy nad Labem do Kłodzka, złożono je uroczyście do krypty tamtejszego kościoła Joannitów, czyli obecnego pw. Wniebowzięcia NMP. W tym momencie zbliżamy się do wyjaśnienia tajemnicy nagrobka arcybiskupa Arnošta Otóż zwłoki arcybiskupa zostały pochowane w szczególnym miejscu, w tymże kościele Joannitów w Kłodzku przeżył on coś nadzwyczajnego, co odcisnęło wielkie piętno na jego życiu. W 1310 roku, kiedy, jak już wiemy, młody Arnošt uczęszczał kłodzkiej szkoły klasztornej, udał się wraz z kolegami szkolnymi do kościoła Joannitów na nabożeństwo. Podczas wieczornych nabożeństw dumy młodzieniec, syn kasztelana kłodzkiego, stanął przed ołtarzem, na którym znajdowała się drewniana figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Podczas śpiewania przez Arnošta i jego kolegów hymnu Salve Regina zdarzyło się coś nadzwyczajnego. Na oczach młodego i pysznego Arnošta figura Madonny z Dzieciątkiem jakby ożyła. Maryja poruszyła głową i odwróciła swoje oblicze od pysznego wtedy od niego. To wydarzenie, spisane zresztą osobiście przez Arnošta pod koniec jego życia, poruszyło jego sumieniem i wzruszyło tak bardzo, że z dumnego młodzieńca stał się on z biegiem lat wielkim czcicielem Maryi. Jednocześnie ten fakt zadecydował o miejscu pochówku. On, wielbiciel Maryi, chciał być pochowany w miejscu Jej cudownego objawienia. Tak też się stało.

Pamięć o świątobliwym arcybiskupie — wielkim czcicielu Matki Boskiej i jego zapis pieniędzy na rzecz budowy nowego kościoła dla joannitów w Kłodzku przyczyniły się do ufundowania jemu pomnika nagrobnego. Pomnik ten został zapewne sfinansowany przez joannitów kłodzkich oraz rodzinę zmarłego. Trudno jest dokładnie ustalić czas jego powstania. Prawdopodobnie wykonany został w końcu XIV wieku. Znaczny wpływ na artystyczny charakter tego nagrobka mógł mieć krąg sztuki warsztatów Piotra Parlerà z Pragi. Pierwotnie nagrobek znajdował się w nawie środkowej kościoła Joannitów, dokładnie przed prezbiterium nad kryptą, w której spoczywa arcybiskup Arnošt, ale też w miejscu historycznej wizji objawienia Matki Boskiej. Znacznie później, bo w 2 poł. XIX wieku przeniesiono ten zniszczony nagrobek do nawy bocznej kościoła, a na to miejsce wstawiono nowy pomnik Arnošta z Pardubic wykonany przez J. Jandę.

Pierwotnie nagrobek składał się z tumby wykonanej z czerwonego marmuru, na której brzegach zamieszczono łaciński napis (obecnie nie istnieje) wykonany w brązie. Podajemy go w przekładzie: „Czcigodny Arnošt, wielce oddany Maryi, pierwszy arcybiskup praskiego Kościoła, wyższy minister Karola IV, prymas Czech, książę, kardynał, kandydat na najwyższy pontyfikat w Rzymie, uzyskał wszystkie tytuły chwały przed śmiercią, zmarł ostatniego dnia miesiąca czerwca w roku pańskim 1364”.

Na marmurowej tumbie umieszczono wykonaną z piaskowca figurę zmarłego w pozycji leżącej. Przedstawia ona (obecnie jak wiemy, jest zniszczona) wizerunek Arnošta z Pardubic w stroju pontyfikalnym z paliuszem, mitrą biskupią na głowie i pastorałem w ręce. U stóp tej figury znajdował się leżący lew, a przy nim herb rodowy. Obecnie z tego marmurowego pomnika zachowana jest marmurowa tumba, a na niej zniszczona kamienna figura zmarłego, z której przetrwał popękany korpus ciała, część głowy, ale bez twarzy, z wieloma pęknięciami.

O przyczynie tego zniszczenia nie mówią żadne dokumenty. A jednak sprawa zniszczenia wzbudzała przez stulecia ciekawość. Georgius Aelurius w dziele „Glaciographia” z 1625 roku pisał, że nagrobek Arnošta został zniszczony w sposób nieuczyniony ludzką ręką. Podobną wiadomość znajdujemy w żywocie Arnošta napisanym przez jezuitę B. A. Balbino z Pragi pod tytułem „Vita venerabilis Arnesti”, wydanym w 1664 roku. Z tego wynika, że dziwne zniszczenie nagrobka wywołało zdumienie, skoro o tym pisano. Nawet działający przy kolegium jezuickim w Kłodzku jezuita Johannes Miller poświęcił wiele uwagi temu zdarzeniu w wydanym w Kłodzku dziele „Historia Beatissimae Virginis Glacensis” z 1690 roku.

Wszyscy ci wymienieni pisarze wskazywali jednak na osobliwy fakt, tj. na przekaz o proroctwie Arnošta z Pardubic, czyli na jego przepowiednie. Żaden ze wspomnianych pisarzy (ten pierwszy był protestanckim kaznodzieją, a dwaj pozostali to wykształceni jezuici) nie wyjaśnił do końca dokładnie dlaczego, kiedy i kto zniszczył ten nagrobek gotycki. Można byłoby przypisać zniszczenie nagrobka dramatycznym wydarzeniom wojny trzydziestoletniej (1618 -1648), gdyby nie przepowiednie Arnošta z Pardubic. Być może stałyby się one legendą, gdyby nie fakt, że wszystkie się spełniły. Pierwsza przepowiednia mówiła, że kościół Augustianów w Kłodzku zamieni się w stajnię dla koni. Stało się tak w czasie wojny trzydziestoletniej, kiedy podczas oblężenia Kłodzka w 1622 roku klasztor i kościół Augustianów, znajdujące się na wzgórzu zamkowym (obecnie teren twierdzy) przeznaczono na stajnię dla koni, a później całkowicie zrujnowano.

Arnošt z Pardubic przepowiadał taki los kościołowi Augustianów, ponieważ chciał zaznaczyć, że nie może zostać pochowany w miejscu, które miało ulec profanacji. Druga przepowiednia mówiła, że jego nagrobek zostanie tajemniczo zniszczony; zniszczenie nastąpić miało w sposób nieuczyniony ludzką ręką. I tak się stało.

Kamień wykorzystywany do rzeźb pomnikowych był zawsze wysokiej jakości i trudno jest mówić w tym przypadku o naturalnych jego wadach. Widoczne dziś pęknięcia w nagrobku Arnošta wskazują wyraźnie na użycie jakiejś dziwnej siły. Ciągle niewyjaśniona pozostaje przyczyna zniszczenia tego nagrobka. Można przyjąć, że wydarzyło się to na początku XVII wieku, w roku 1625 ukazała się wspominana „Glaciographia” Aeluriusa, który już wtedy pisał o tym zniszczeniu. Czy to nagłe i zdumiewające zdewastowanie pomnika nagrobnego nie było czymś, co w religijnym rozumieniu nazywamy znakiem czasu?

Nie jest to bezpodstawny pogląd, ponieważ z tym nagrobkiem związane jest drugie zdarzenie, uznane za cud, za znak od Boga. Mówię tu o wspomnianym na początku cudownym oleju, który pojawił się na pomniku. Zacznijmy od faktów opisanych na podstawie starych źródeł przez jezuitów B. A. Balbino i J. Millera. Historia z olejem była niegdyś bardzo znana. Otóż w 1468 roku, dokładnie 15 maja, oraz ponownie w święto Wniebowstąpienia Pańskiego pojawił się dziwny olej, substancja w rodzaju balsamu, bez typowych dla oleju właściwości: nie ulegała spalaniu, nie pływała po wodzie, przypominała olej, lecz wydzielała powabny i uroczy zapach. Ten olej, czy jak inni wolą balsam, wyciekał z powierzchni całego nagrobka w tak wielkiej ilości, że mieszkańcy Kłodzka i okolicy zbierali go łyżkami do szklanych naczyń. Wierzono w jego cudowne własności.

Dwukrotne pojawienie się oleju zwróciło uwagę kłodzkich duchownych, którzy chcieli to wydarzenie wykorzystać do własnych celów. Kłodzko było wtedy obłożone przez papiestwo interdyktem. Był to rodzaj klątwy nałożonej na miasto z powodu króla — husyty Jerzego z Podiebradu, do którego należało Hrabstwo Kłodzkie. Interdykt zabraniał uroczystych ceremonii, ślubów i okazałych pogrzebów, a nawet bicia w dzwony, głoszenia kazań i odprawiania uroczystych nabożeństw. Michael, ówczesny prepozyt klasztoru Augustianów w Kłodzku, wysłał flaszkę cudownego oleju do rezydującego we Wrocławiu legata papieskiego Rudolfa. Wraz z tą przesyłką dostarczono list, który miał przekonać legata Rudolfa o prawdziwości cudu. Wszystko to zmierzało do podkreślenia faktu, że w mieście obłożonym klątwą zdarzył się cud. Znalazł się dobry powód do zdjęcia klątwy. Zwłaszcza że już wtedy czczono Arnošta jako świętego. Rzeczywiście rzekomy cud mógł przyczynić się do cofnięcia klątwy. Stało się to dopiero 3 lutego 1473 roku, gdy zmarł król Jerzy z Podiebradu, a jego syn Henryk wraz z braćmi powrócił na łono kościoła katolickiego. W każdym razie cud z olejem uznany został przez mieszkańców Kłodzka za znak opieki ze strony przebywającego w chwale niebiańskiej Arnošta — przyjaciela Ziemi Kłodzkiej. W takie pobożne historie kiedyś ludzie wierzyli!

Takie rozumowanie średniowiecznych mieszkańców Ziemi Kłodzkiej może dziś wydawać się naiwne, ale sprawa przedstawia się inaczej. W tradycji chrześcijańskiej motyw pojawienia się oleju był rozumiany czasami metaforycznie. To przecież nic innego jak pochodzący z Biblii motyw namaszczenia olejem Pomazańca Bożego. Ta historia z olejem pojmowana była wtedy na sposób religijny. Arnošt uważany był za świętego, zatem olej na jego nagrobku był znakiem namaszczenia świętego.

W kulcie każdego świętego, szczególnie w średniowieczu, musiało zdarzyć się coś szczególnie nadzwyczajnego. Zwykle były to cudowne objawienia, uzdrowienia i pomoc w trudnych sprawach. Dla człowieka średniowiecza było to zrozumiałe, że kult świętych skupiał się zwykle przy ich grobach. Wierzono w cudowną moc relikwii, które najczęściej pochodziły ze szczątków zmarłych uważanych za świętych. Ich groby przyciągały pielgrzymów i stawały się miejscami liturgii, przy nich skupiało się życie religijne. Grób świętego to miejsce zmartwychwstania człowieka zbawionego, a zatem miejsce spotkania się z mocą Bożą.

Z tego czasu, a więc z XV wieku, pochodzą też przekazy o cudach i pielgrzymkach do grobu dominikanina bł. Czesława (zm. 1242 r.), pochowanego w kościele pw. św. Wojciecha we Wrocławiu. Czesław był też czczony w średniowieczu jako święty, aczkolwiek znacznie później beatyfikowano go (został beatyfikowany w 1713 roku, a Arnošt nigdy). To nie przypadek, że wspominamy tutaj o Czesławie, między tymi postaciami istnieje pewne podobieństwo w dziejach ich kultu. We Wrocławiu wierzono w cudowną moc prochu z grobu Czesława, a w Kłodzku w tym samym czasie wierzono w cudowną moc oleju z nagrobka Arnošta. Ta sama epoka, podobne postacie — święci, choć nie kanonizowani przez kościół. Sugeruje to, że te historie są typowe dla średniowiecza, epoki, kiedy legenda stawała się prawdą a prawda legendą. Podobnie było z cudami.

W każdym razie historia pojawienia się cudownego oleju na nagrobku Arnošta oraz przepowiedziane przez niego zniszczenie tego pomnika należą od wieków do największych tajemnic i osobliwości Ziemi Kłodzkiej.

Veraikony i mandyliony

Co mogą opowiedzieć wykute w kamieniu gotyckie wizerunki twarzy Chrystusa, a kilka takich rzeźb spotykamy na Ziemi Kłodzkiej? Gdy bliżej przyjrzymy się tym średniowiecznym rzeźbom, spotykamy coś niezwykle zdumiewającego. To ciężar czasu i echo sięgających starożytności dwóch opowieści, które z czasem przerodziły się w jeden z największych kultów religijnych.

Aby wyjaśnić sekret kamiennych twarzy Chrystusa, zacznijmy od tych starożytnych opowieści. Otóż najpierw pojawia się w kilka wieków po Chrystusie legenda o Jego cudownym obliczu. Później zrodziło się marzenie o cudownych wizerunkach Zbawiciela. A wszystko to razem stworzyło jeden z najstarszych kultów religijnych — kult Świętego Oblicza. Jego świadkami są zapomniane dziś veraikony i mandyliony, które swoim zasięgiem ogarnęły cały chrześcijański świat: znane były w Europie, w Bizancjum, Azji Mniejszej, a także w dalekiej Rosji. Istnieją dwie legendy o rzekomo prawdziwych wizerunkach twarzy Chrystusa. Oczywiście opowieści te są tylko dla nas współczesnych legendami, ale przed wiekami byłoby bluźnierstwem nazwanie ich w ten sposób.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 36.75