E-book
8.19
drukowana A5
54.55
Zagubione dusze

Bezpłatny fragment - Zagubione dusze

Waldemar Ciekalski

Objętość:
381 str.
ISBN:
978-83-8104-657-2
E-book
za 8.19
drukowana A5
za 54.55

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora.


Wszystkie postaci w książce są fikcją literacką.

Jakiekolwiek podobieństwa do osób rzeczywistych są całkowicie przypadkowe.



Kiedy pani Krystyna, sekretarka działu technicznego Państwowego Przedsiębiorstwa Wyrobów Metalowych w Warszawie pytała pracowników, kto chciałby iść do Teatru Polskiego na przedstawienie sztuki Gabrieli Zapolskiej „Moralność Pani Dulskiej”, Adam powiedział, że go to nie interesuje. Ale jego koledzy i współpracownicy zaczęli go przekonywać, że warto iść, tym bardziej, że bilety były za darmo. Więc w końcu wziął jeden bilet i poszedł.

Z chwilą, gdy przedstawienie się zaczęło, Adam patrzył obojętnie na scenę. Po pewnym czasie na scenie ukazała się młoda aktorka, która grała rolę służącej Hanki. I wtedy coś się stało. Adam jak zauroczony patrzył na scenę i kiedy aktorka zniknęła, znów patrzył obojętnie, czekając aż znowu pojawi się ta, która go tak zafascynowała. Podziwiał szczególnie wyraziste odtwarzanie granej przez nią postaci. Chociaż była to drugorzędna rola, to potrafiła pokazać na czym polega zadanie służącej Hanki, a jej zgrabna sylwetka i duże, okrągłe brązowe oczy, widoczne dokładnie nawet z daleka oraz skromny ubiór dodawało jej uroku. I chociaż była służącą, to potrafiła pokazać charakter, dumę i zachować godność. Te cechy Adam widział nie tylko u służącej Hanki, ale także u aktorki. Dlatego tak bardzo ją podziwiał.

Na drugi dzień prawie wszyscy pracownicy dyskutowali na temat sztuki teatralnej i tylko Adam, który pracował w sekcji konstrukcyjno-technologicznej, nie mówił nic. Wreszcie ktoś go zagadnął, jakie jest jego zdanie i wtedy on, pomijając zupełnie główny wątek, zaczął mówić o roli tej aktorki, która grała służącą Hankę. Zdziwieni współpracownicy zaczęli go pytać o to, jak mu się podobały role głównych bohaterów, ale on nie potrafił na ten temat nic powiedzieć a w końcu rzekł:

— Ja to chciałbym kiedyś spotkać tę aktorkę, która grała służącą Hankę, bo w tym całym spektaklu to ona mi się najbardziej podobała.

Na to jedna ze współpracownic powiedziała, że ta aktorka mieszka blisko niej i często ją widuje, a nawet wie, że nazywa się Kasia Kotlinka. Adam wiedział gdzie mieszka owa współpracownica i kiedy wracał do domu, cały czas myślał o tym, co zrobić, aby zobaczyć aktorkę Kasię i przekonać się, jak też ona wygląda wśród ludzi na ulicy. W tym celu następnego dnia poszedł pod budynek teatru, aby sprawdzić, kiedy jest kolejny spektakl i o jakiej porze się kończy. Potem przyszedł w dniu spektaklu

i po jego zakończeniu czekał w napięciu, aż aktorzy będą opuszczać budynek teatru. Był zawiedziony i już prawie zrezygnowany widząc wychodzących, wśród których nie było aktorki Kasi Kotlinki. Kiedy rozgoryczony już prawie stracił nadzieję, że ją zobaczy, ta wyszła jako ostatnia. Adam patrzył jak zauroczony i potem szedł za nią w pewnej odległości, śledząc ją aż do miejsca zamieszkania. W następnych dniach przychodził już bliżej budynku, w którym mieszkała aktorka, która go tak zafascynowała. Około dwa tygodnie później przyszło mu na myśl, aby kiedyś podejść do niej i poprosić ją o autograf, ale zwlekał z tym, gdyż brakowało mu odwagi. W końcu podjął jednak decyzję i z bijącym sercem podszedł do aktorki mówiąc:

— Przepraszam bardzo, ale ja mam do pani prośbę.

— Słucham — powiedziała aktorka i z widocznym na twarzy zaskoczeniem spojrzała na Adama pytającym wzrokiem.

— Chciałbym panią prosić o autograf, bo mnie się bardzo podoba pani gra w teatrze.

Aktorka uśmiechnęła się wyraźnie zadowolona, gdyż miał to być jej pierwszy autograf od dnia, w którym rozpoczęła pracę w teatrze.

— To gdzie mam się panu podpisać? — zapytała z nutką młodej gwiazdy w głosie.

— Ja szukałem w reklamach i prospektach pani fotografii i znalazłem takie zdjęcie z ostatniego spektaklu, gdzie pani też jest. Więc może na tym, bo nie śmiem prosić panią o fotkę z dedykacją.

— No niezbyt mi się to podoba — rzekła aktorka z pewną wyższością — ja mam różne fotografie i fotki, ale w domu. Mogę panu przynieść.

— Bardzo bym się ucieszył, gdyby to nie sprawiło pani problemu — powiedział Adam wyraźnie podniecony — a za fotografię z dedykacją ja pani zapłacę.

— Nie trzeba — oznajmiła aktorka zdecydowanym głosem — podaruję ją panu.

— To ja tu przyjdę po zakończeniu następnego spektaklu pojutrze i będę czekał na panią.

— Widzę, że pan już zna terminarz spektakli? — zauważyła aktorka, wyraźnie zadowolona z tego, że ma tak zaangażowanego wielbiciela.

— Wobec tego ja chciałbym się jeszcze tylko przedstawić: Adam Nieznarski — i wyciągnął prawą dłoń.

— Kasia Kotlinka — rzekła aktorka i wyczuła delikatny uścisk swojej dłoni.

— Wiem — powiedział Adam — imię i nazwisko też mi się podoba.

Aktorka uśmiechnęła się odbierając te słowa jako komplement i poszli każde w swoją stronę. Przy następnym spotkaniu Kasia wręczyła Adamowi fotkę z dedykacją, a ten zapytał, czy może ją odprowadzić do domu. Ta zgodziła się chętnie, a gdy byli już pod jej domem, Adam wyraźnie zachęcony pozytywnym do niego nastawieniem zapytał, czy mógłby zaprosić ją kiedyś do cukierni na ciastka. Oczywiście był bardzo uradowany, kiedy usłyszał odpowiedź aktorki, że bardzo lubi ciastka.

W czasie następnego spotkania Adam mówił Kasi, że dzięki niej zainteresował się teatrem oraz tymi, którzy tworzą teatr i sztuki teatralne. I teraz już wie, że Gabriela Zapolska była nie tylko dramatopisarką i powieściopisarką, ale również publicystką a w młodości aktorką i że występowała między innymi w Krakowie, Lwowie oraz przez kilka lat w Paryżu. W Krakowie prowadziła własną szkołę dramatyczną i starała się odsłaniać, jak to mówiła: „nagą prawdę życia”. I doczekała się odzyskania przez Polskę nieodległości, chociaż niedługo się tym cieszyła, gdyż zmarła w 1921 roku.

Mówił Kasi, że podziwiał jej grę jako służącej Hanki, gdyż potrafiła w sposób bardzo przekonywujący i sugestywny pokazać pozytywne cechy tej osoby w przeciwieństwie do zakłamania i obłudy Pani Dulskiej i członków jej rodziny. Kasia była wyraźnie zadowolona z tych zachwytów i pochwał pod jej adresem.

Było więc następne spotkanie, a potem jeszcze wiele spotkań, z których oboje byli zadowoleni. On z tego, że mógł się spotykać z piękną aktorką, która go fascynowała, zaś ona cieszyła się, że ma swojego fana i wielbiciela. Robili sobie wycieczki, zimą na narty, latem w plener i Adam zorientował się w pewnym momencie, że jest w Kasi zakochany, co jej w sprzyjających do tego okolicznościach wyznał. Zaloty i wyznania miłosne bardzo pochlebiały Kasi i było jej z nim tak dobrze, że pewnego dnia, kiedy byli razem podczas nieobecności jej rodziców stało się to, co było kulminacją ich młodzieńczej miłości.

Była to jednak bardzo różna miłość. Ze strony Adama był to zachwyt i uwielbienie dla pięknej, młodej kobiety i aktorki o niezwykłym temperamencie, której oddał całą swoją młodzieńczą namiętność i starał się w miarę możności spełniać jej potrzeby i zachcianki. Był szczęśliwy i roztaczał w swych myślach wizje przyszłości ich, w jego mniemaniu, dobrze zapowiadających się perspektyw życia we dwoje.

Chciał spędzać jak najwięcej czasu ze swą ukochaną i przy każdej okazji mówił jej o swej miłości, obsypywał ją komplementami, kupował jej kwiaty i drobne upominki. Wiedział o tym, że Kasia jest niepokorna, że ma charakter uparty i zdecydowany i że jest niecierpliwa. Starał się więc pozyskać jej przychylność kupując jej czasami bluzkę w ulubionym przez nią czerwonym kolorze oraz przynosząc jej ulubione przez nią kwiaty, to znaczy róże, frezje i tulipany. Starał się jednocześnie podkreślać, że ceni jej prostolinijność, szczerość i pogardę dla tych, którzy nie wahają się robić wszystko dla pieniędzy i sławy. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że czasami trudno jest się jej oprzeć pokusom, jakie niesie ze sobą ten wielki, artystyczny świat.

Oczekiwał też wzajemności, ale zdawał sobie sprawę z tego, że jej miłość nie może być tak wielka jak jego i mówił jej to nawet czasami. Kasia wtedy najczęściej milczała, gdyż odczuwała satysfakcję z tego, że jest uwielbiana, ale jednocześnie wyczuwała swoją przewagę w tej miłości, która z jego strony była szczera i całkowita, natomiast dla niej była to swego rodzaju gra, a czasami nawet zabawa. Konsekwencje tej wielkiej miłości z jednej strony i gry oraz zabawy z drugiej, okazały się jednak bardzo poważne.

Po pewnym czasie Kasia powiedziała bowiem Adamowi, że jest w ciąży i nie wyglądała na zachwyconą tym, że tak się stało, gdyż uważała to za przeszkodę w jej karierze aktorki. On natomiast ucieszył się i powiedział Kasi, że chce, aby została jego żoną, co ona przyjęła raczej obojętnie, zaś on był już wtedy tak zakochany, że tego w ogóle nie zauważył.

Niedługo potem Adam poprosił rodziców Kasi o jej rękę i uzyskał zgodę wyrażoną obojętnym tonem, czego również nie dostrzegł myśląc, że jest to taka normalna etykieta w środowisku, w którym nigdy dotąd się nie obracał. Był więc potem ślub i wesele, a po pewnym czasie przyszła na świat ich córeczka, której dali na imię Mariolka. Adam opuścił wynajmowane przez siebie mieszkanie i wprowadził się do rodziców Kasi, ciesząc się, że spotkało go takie szczęście i ma za żonę piękną aktorkę i rodzinę. Po jakimś czasie zauważył jednak, że dzieje się coś niedobrego w jego małżeństwie. Kasia dawała mu wyraźnie do zrozumienia, że zmarnowała sobie karierę, bo przecież nie musiała tak wcześnie wychodzić za mąż i urodzić dziecko; unikała jego pieszczot i bliskości. Swoją wielką miłością Adam obdarzał więc Mariolkę, która była dla niego największym szczęściem.

Tak mijały lata, w czasie których młodzi małżonkowie oddalali się od siebie coraz bardziej, chociaż mieszkali razem. Kariera aktorska Kasi rozwijała się, otrzymywała w teatrze coraz bardziej znaczące role, a potem dostała nawet propozycję zagrania w filmie. Adam natomiast pracował dalej w tym samym przedsiębiorstwie i też odnosił pewne sukcesy awansując na kierownika sekcji, o czym powiedział Kasi i jej rodzicom, ale to nie zrobiło na nich żadnego wrażenia. Tak więc im większe były sukcesy w pracy zawodowej Adama i szczególnie Kasi, tym gorsza była sytuacja w ich małżeństwie i w ich rodzinie. Kasia grała więc nie tylko w teatrze, ale także w filmach, serialach oraz brała udział w różnych imprezach jako gwiazda teatru i filmu. Miała coraz więcej fanów i wielbicieli, z których niektórzy do niej dzwonili, a czasami wychodziła sama na jakieś spotkania i nie mówiła Adamowi z kim, co go wyraźnie denerwowało. Starał się jednak nie okazywać swoich emocji, aby nie pogarszać i tak już złej atmosfery w małżeństwie i rodzinie, szczególnie ze względu na swoją ukochaną córeczkę Mariolkę, która teraz była dla niego „oczkiem w głowie”.

Czasami do Kasi przychodzili jej znajomi z teatru oraz koleżanki ze studiów. Pewnej niedzieli przyszła do Kasi koleżanka ze studiów w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie Ewa Goździk wraz ze swym mężem Ernestem oraz ich córeczką Karolinką. Ewa, podobnie jak Kasia była szatynką, ale miała czarne oczy i czarne włosy, co przy jasnej cerze nadawało jej szczególnego wyrazu. Mąż Ewy był znanym aktorem teatralnym i filmowym i miał wiele wielbicielek, o czym rozpisywały się różne kolorowe gazety i Kasia kiedyś mówiła, że Ewa jest zazdrosna i ma pretensje do swojego męża, że ten nie dementuje niektórych szczególnie drastycznych opisów.

W czasie tej wizyty Adam początkowo siedział przy stole razem z Kasią oraz Ewą i jej mężem i czuł się niezbyt komfortowo, gdyż Kasia dyskutowała zapamiętale z mężem Ewy o różnych sprawach teatru i filmu, na temat których on tylko sporadycznie próbował się wypowiadać, nie chcąc sprawiać wrażenia, że udaje znawcę teatru czy filmu. Ewa jak gdyby to zauważyła i starała się delikatnie zachęcać Adama do dyskusji, uśmiechając się zagadkowo, gdy mówił coś, czego się nie spodziewała, za co on był jej wdzięczny. Ale kiedy Mariolka poprosiła Adama o pomoc przy jakiejś zabawie, skorzystał z okazji i wyszedł do dziewczynek, nawiązując także przyjacielskie kontakty z Karolinką. Gdy potem wrócił, Ewa zaproponowała:

— To może będziemy sobie wszyscy czworo mówili po imieniu?

Propozycja została zaakceptowana z aplauzem przez Kasię i męża Ewy, a Adam oznajmił z pewnym zadowoleniem:

— Ja chciałem powiedzieć, że z Karolinką już jesteśmy na „ty”, więc cieszę się, że z jej rodzicami również będziemy mówili sobie po imieniu.

Przy następnej wizycie Ewa przyszła tylko z Karolinką i Adam zauważył, że obie z Kasią rozmawiały długo starając się mówić półgłosem, albo zamykając się w kuchni. Ze strzępów usłyszanych słów Adam wywnioskował, że w małżeństwie Ewy nie dzieje się dobrze. Potwierdziło się to przy kolejnej wizycie, kiedy to Ewa rozmawiała długo z Kasią w zamkniętym pokoju, a potem wyszła stamtąd ze łzami w oczach. Adam nie pytał Kasi o nic, gdyż domyślał się, jaki był temat jej rozmowy z Ewą, a jego żona również nic nie mówiła. Ponadto stosunki w ich małżeństwie były coraz gorsze i rozmowa na temat czyjegoś małżeństwa mogłaby byś dla nich niezręczna. Adam próbował niekiedy rozmawiać z Kasią o ich małżeństwie i starał się być dla niej miły

i dobry, ale każda próba bardziej szczerej rozmowy kończyła się ze strony jego żony machnięciem ręki albo stwierdzeniem:

— Nie ma o czym mówić.

Adam chciał za wszelką cenę ratować swoje małżeństwo, a kiedy zorientował się, że walka jest przegrana, chciał przynajmniej to małżeństwo utrzymać tak, aby jego ukochana córeczka Mariolka miała jak najdłużej rodzinę. Zdawał sobie bowiem sprawę z tego, że dla niej byłoby to szczególnie bolesne przeżycie. Kasia tymczasem robiła coraz bardziej błyskotliwą karierę i coraz częściej wychodziła na jakieś spotkania, nie mówiąc gdzie i z kim, a także prowadziła rozmowy telefoniczne, z których wynikało, że nie liczy się ze zdaniem swojego męża.

W czasie jednej z rozmów, jakie Kasia prowadziła ze swoimi rodzicami, Adam dowiedział się, że małżeństwo Ewy rozpadło się. Jej mąż wyprowadził się do innej, a ona została sama z Karolinką. Kilka miesięcy później Kasia wystąpiła o rozwód

i powiedziała swemu mężowi, aby poszukał sobie mieszkania. Adam nie widział już szans na uratowanie małżeństwa i wyraził zgodę na rozwód nie stawiając żadnych warunków. Wyprowadził się, nie mówiąc gdzie, a Kasia go o to nie pytała. Kiedy zaczął pakować swoje rzeczy, podeszła do niego Mariolka i zapytała zafrasowana:

— Dokąd idziesz tatuniu?

Adam spojrzał na nią, potem przytulił ją do swojej piersi, pocałował w główkę i z wyraźnym smutkiem w głosie rzekł:

— Nie wiem.

Po rozstaniu z Kasią Adam zatrzymał się w małym hotelu pod Warszawą, który nazywał się „Hotel pod Gruszą” i chciał wynająć niewielkie mieszkanko. Okazało się, że tak szybko się to nie uda, gdyż było to w środku miesiąca. Mieszkał więc w hotelu, w którym z właścicielem ustalił cenę za jeden miesiąc a nie za dobę, co było tańsze. Jednocześnie czynił starania, aby znaleźć mieszkanie do wynajęcia.

W międzyczasie odbyła się rozprawa rozwodowa i Adam poczuł pewną ulgę, że to wszystko już się skończyło. Kasia powiadomiła go, że ich córeczkę może odwiedzać pod innym adresem. Kiedy tam pierwszy raz poszedł, drzwi otworzył mu starszy mężczyzna, którego rozpoznał z rysów twarzy, jaką kiedyś widział w pewnym kolorowym czasopiśmie. Na następne wizyty nie wchodził już do mieszkania, lecz poprzez domofon prosił, aby Mariolka zeszła na spotkanie z nim.

Pewnego dnia wezwał go szef i zapytał, czy chciałby wyjechać do Republiki Federalnej Niemiec, aby poprowadzić tam kontrakt. Adam nie czuł się zbyt pewnie, gdyż w czasie jego pracy w przedsiębiorstwie nie miał do czynienia bezpośrednio z produkcją, a w języku niemieckim nie był jeszcze zbyt biegły w mowie, ale propozycję przyjął. W tej sytuacji zaprzestał poszukiwania mieszkania do wynajęcia i uzgodnił z właścicielem hotelu, że w czasie przyjazdów z Niemiec będzie tu wynajmował zawsze pokój.


*


Tak więc Adam zakończył pewien etap swojego życia rozstając się ze swą żoną Kasią, z którą mieli córeczkę Mariolkę i znalazł się na obczyźnie, gdzie miał prowadzić kontrakt z firmą niemiecką Gutmann AG niedaleko Kolonii w Nadrenii-Westfalii. Z pewnych względów wyjazd do Niemiec był dla niego korzystny nie tylko finansowo, ale także dlatego, że pozwolił mu zapomnieć o osobistych sprawach i rozterkach, związanych z rozpadem małżeństwa i rodziny. Miał bowiem od pierwszego dnia tak dużo pracy, że czasu wystarczyło mu tylko na sześć do siedmiu godzin snu.

Po przyjeździe na kontrakt do Niemiec Adam spotkał się ze swym poprzednikiem Stykierem, który zorganizował spotkanie wszystkich pracowników i przedstawił im Adama jako swego następcę. W czasie zebrania kilku pracowników zaczęło się awanturować, zarzucając Stykierowi, że nie wypłacił im należnych pieniędzy. Po zebraniu Stykier mówił Adamowi, że miał tu wielu wrogów, którzy nadużywali alkoholu, a on ich dyscyplinował, co im się nie podobało. Opowiedział też Adamowi najbardziej dramatyczne zdarzenie, kiedy w hotelu pobiło się trzech pijanych pracowników i pokrwawili się tak, że w pokoju były kałuże krwi a okna powybijane. Nie mogąc sobie z nimi poradzić, wezwali z portierem policję, która zaprowadziła porządek. Na drugi dzień Stykier nie dopuścił awanturników do pracy, lecz wręczył im dyscyplinarne zwolnienia, co oznaczało natychmiastowy wyjazd do kraju na własny koszt. Obciążył ich też kosztami wprawienia szyb w oknach. Stykier mówił, że jeden z tych pracowników przyszedł do niego do pokoju i klękał przed nim błagając, aby go nie zwalniał z pracy na kontrakcie, ale on był nieubłagalny i odesłał go do domu. Kilku innych pracowników, którzy też nie stronili od alkoholu próbowało bronić tych trzech, ale Stykier nie chciał ich słuchać. Dlatego później znienawidzili go i za pośrednictwem Niemców polskiego pochodzenia skarżyli na niego do kierownictwa firmy niemieckiej Gutmann AG. W wyniku tego później docierały skargi dyrekcji firmy niemieckiej do kierownictwa polskiej firmy, że kierownik kontraktu nie radzi sobie z ludźmi, co powoduje, że realizacja kontraktu przebiega źle.

Po wysłuchaniu relacji Stykiera, Adam miał poważne obawy, czy sobie poradzi, zwłaszcza, że z językiem niemieckim miał jeszcze dość duże problemy, szczególnie w rozmowach, gdy ktoś z Niemców mówił szybko. Miał nadzieję, że pomocą będzie dla niego kilku pracowników, których znał ze swojego zakładu pracy.

Adam wraz z pięćdziesięcioma pracownikami kontraktu, z których kilkunastu przyjechało dopiero niedawno, mieszkał w hotelu robotniczym, który należał do firmy niemieckiej Gutmann AG. Dla siebie miał osobny pokój, gdyż przechowywał tam różne dokumenty: zapisy kontraktu, karty osobowe pracowników, notatki dotyczące czasu pracy i urlopów, korespondencję z biurem polskiej firmy w Düsseldorfie, wnioski o przedłużenie wiz, świadectwa lekarskie, karty BHP, druki meldunkowe a także pieniądze służbowe i własne, a po zakończeniu miesiąca rozliczenia finansowe i rachunki dla firmy niemieckiej oraz sprawozdania dla własnej firmy. Po pewnym czasie otrzymał samochód służbowy Ford Transit, a przekazanie odbyło się w ten sposób, że szef biura w Düsseldorfie Sierowieski wezwał go i powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu:

— Ma pan tu kluczyki do samochodu i dowód rejestracyjny; samochód stoi na dole na parkingu. Proszę go sobie znaleźć, sprawdzić czy wszystko jest w porządku, podpisać protokół przekazania i jeden egzemplarz mi przynieść, a potem jechać do siebie.

Adam musiał więc poznać różnicę między „maluchem”, którym jeździł w kraju i Fordem Transitem i nie znając w ogóle obcego miasta i terenu, jechać w drogę. Pracy mu nie brakowało, gdyż musiał codziennie nadzorować pracowników pod względem technicznym i dyscypliny w zakładzie oraz załatwiać różne sprawy urzędowe i prowadzić sprawy finansowe a po pracy pilnować, aby w hotelu nie dochodziło do jakichś problemów, zwłaszcza w weekendy, kiedy niektórzy nadużywali alkoholu. Krótkie wolne chwile poświęcał na doskonalenie znajomości języka niemieckiego oglądając telewizję i czytając niemieckie gazety oraz słuchając nagrań na radiomagnetofonie, który sobie kupił.

Wkrótce miało się okazać, że będzie musiał zetknąć się także z problemami, których w ogóle się nie spodziewał.

Pewnego dnia, kiedy jeszcze spał, około godziny czwartej nad ranem ktoś zapukał mocno do drzwi jego pokoju i gdy je otworzył, zobaczył jednego z pracowników, który zdenerwowany powiedział:

— Heńkowi Wągrowskiemu coś się stało! Musi pan wezwać pogotowie!

Adam poszedł natychmiast i zobaczył w pokoju wijącego się na łóżku Henryka, który z grymasem bólu na twarzy trzymał się za piersi i jęcząc prosił o pomoc Na pytanie, co mu jest mówił, że ma straszne bóle w klatce piersiowej. Adam poszedł szybko do portiera, aby ten wezwał pogotowie ratunkowe, ale ten miał wątpliwości, czy to jest konieczne i proponował, aby chorego zawieźć do szpitala samochodem, gdyż za pogotowie będzie trzeba drogo zapłacić. Adam obawiał się wieźć wijącego się z bólu pracownika, a poza tym nie wiedział nawet gdzie jest szpital i jak tam dojechać. Kazał więc wezwać Pogotowie Ratunkowe, które wkrótce przyjechało i razem z chorym pojechali do szpitala. Tam pierwsze pytanie brzmiało czy chory ma „Krankenkasse”, to znaczy ubezpieczenie w Kasie Chorych, a jeśli nie, to kto będzie płacił. Adam odpowiedział, że chory nie ma ubezpieczenia i koszty pokryje firma. Przyszła młoda lekarka, zarządziła badania, przede wszystkim EKG i w czasie tych badań Adam z pewnym zdziwieniem zauważył, że Wągrowski jakby ozdrowiał i nawet sobie zaczął żartować spoglądając na ładną, młodą lekarkę. Po badaniach lekarka oświadczyła, że nie widzi żadnego zagrożenia dla zdrowia i życia tego mężczyzny i że może on iść do domu. Adam załatwił więc formalności i powiedział swojemu pracownikowi, aby poczekał w holu szpitala, a on pójdzie po samochód, aby go przewieźć do hotelu. Ten powiedział jednak, że czuje się już dobrze i że mogą iść na piechotę. Kiedy szli, Adam zapytał zdziwiony takim obrotem sprawy:

— To co się panu właściwie stało?

— Bo ja mam nerwicę i nie pierwszy raz mi się coś takiego przydarzyło — padła odpowiedź.

— To dlaczego pan tu przyjechał i jak pan otrzymał zaświadczenie lekarskie o dobrym stanie zdrowia?

— Ja lekarzowi nie powiedziałem, że mam nerwicę, a chciałem tutaj zarobić trochę pieniędzy. Ale teraz widzę, że nie mogę tu zostać i chcę jechać do domu.

— To może pan zostanie do czasu, aż załatwimy przyjazd nowego pracownika na pana miejsce, bo inaczej firma będzie musiała płacić Niemcom kary za nie wywiązanie się z kontraktu?

— Nie, ja tu nie zostanę ani dnia dłużej, chcę jechać do domu.

Nie widząc wyjścia, Adam zawiadomił biuro firmy w Düsseldorfie, aby jak najszybciej ściągnęli z Polski nowego pracownika, a następnie wrócił do swoich codziennych obowiązków.

Obserwując pracę pracowników swojej firmy oraz pracę Niemców i innych obcokrajowców w firmie Gutmann AG, która była Spółką Akcyjną, Adam zaczął się zastanawiać, dlaczego wydajność pracy tutaj jest trzy do czterokrotnie wyższa niż w Polsce. Nie zauważył bowiem jakiejś specjalnej różnicy w pracy. Widział natomiast kolosalną różnicę w organizacji pracy. Tu wszystko było przygotowane do perfekcji, a czuwali nad tym kierownik wydziału i mistrzowie, którzy cały czas byli na wydziale produkcyjnym, a do biura wchodzili tylko czasami na kilka minut. Nigdy nie brakło robotnikowi materiału, ani narzędzia, a awarie maszyn i urządzeń należały do rzadkości. Praca zaczynała się na głos syreny i robotnik musiał już być wtedy na stanowisku pracy, a przerwa śniadaniowa nie była wliczana do czasu pracy. Ale nie było widać żadnego pośpiechu. Wszystko odbywało się spokojnie i wyglądało tak, jakby powoli. Jeden z pracowników znany mu z zakładu pracy w Polsce powiedział kiedyś do Adama:

— Już wolniej pracować nie mogę, a robię trzy razy więcej niż u nas w PPWM.

— Ale pełne osiem godzin jesteś na stanowisku pracy i masz wszystko, co ci potrzeba do pracy — rzekł Adam.

I jeszcze jedno Adam zauważył. Dokumentacja technologiczno-konstrukcyjna była ograniczona do minimum. Ta w Polsce w porównaniu do tej to były powieści. Tutaj mistrz zmianowy i kierownik wydziału byli od tego, aby wyjaśnić wątpliwości, a podstawą do produkcji był rysunek konstrukcyjny gotowego wyrobu. A zarobki? Te były kilka do kilkunastu razy wyższe od tych w Polsce. I z tym ciągle były problemy, gdyż Polacy chcieli zarabiać tyle, co Niemcy, chociaż i tak zarabiali kilka razy więcej niż w kraju. Interwencje i awantury były więc na porządku dziennym. Wreszcie Adam powiadomił o tym szefa biura firmy w Düsseldorfie Sierowieskiego, który mu powiedział, że o podwyżkach nie ma mowy ze względu na wysokie koszty i on jest od tego, aby trzymać pracowników w ryzach, a jeżeli sobie nie poradzi, to przyjedzie na jego miejsce inny i zrobi tam porządek.

Innym problemem były urlopy. Ciągle ktoś chciał jechać do kraju. Jeden ma rzekomo chore dziecko, inny sprawę sądową, jeszcze inny wesele siostry albo coś innego. Na żądanie, aby przedstawili dokumenty o prawdziwości tego, co mówią, reagowali wściekłością i awanturami. Każdego niemal weekendu a czasami także w środku tygodnia, rzadko kiedy mógł sobie Adam spokojnie popracować nad dokumentami albo odpocząć, gdyż niektórzy pracownicy nadużywali alkoholu i urządzali pijackie burdy i awantury, co potwierdzało, że relacje jego poprzednika Stykiera były prawdziwe. Chociaż większość pracowników zachowywała się poprawnie, to czasami tych kilku potrafiło napsuć wiele zdrowia i nerwów.

W czasie jednej z rozmów z pełnomocnikiem firmy Gutmann AG do spraw kontaktów z firmą polską Kohligerem, ten powiedział do Adama:

— Herr Nieznarski, niech pan mi powie, jak to jest z wami Polakami? Jak patrzę tu w zakładzie na pracowników naszej firmy i na waszych zatrudnionych w ramach kontraktu, to gdybym mógł i Arbeitsamt (Urząd Pracy) by mi na to pozwolił, to zwolniłbym połowę naszych i podpisał z wami kontrakt na większą ilość produkowanych części. Bo Polacy to najlepsi pracownicy i najlepiej wykonują swoją pracę. Widzę, że to dobrzy fachowcy, solidni i zdyscyplinowani. Mamy tu w zakładzie pracowników różnych narodowości, oczywiście Niemcy, ale są też Włosi, Jugosło-wianie, Portugalczycy, Azjaci, Afrykanie i inni. W pracy Polacy są od nich lepsi i dorównują Niemcom a czasami to nawet ich przewyższają. Ale jak poszedłem kiedyś na kontrolę do hotelu, to nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem. Tam w hotelu to Polacy zachowują się najgorzej. Bałagan w pokojach, puszki po piwie i butelki po wódce to wyrzucają przez okna na podwórze, do tego pijaństwo, burdy i awantury. Kiedyś jeden robił sobie wymianę oleju w samochodzie na podwórzu przed budynkiem hotelu, a zużyty olej wlał do studzienki kanalizacyjnej.

— On mówił, że to była woda — zaoponował Adam

— Nie woda, tylko zużyty olej! — krzyknął zdenerwowany pan Kohliger i dodał:

— Tam w hotelu to nawet Afrykanie zachowują się lepiej, niż Polacy, bo są spokojni i dbają o porządek w pokojach. A Polacy to przecież Europejczycy i na ogół uważa się, że Europa to wyższa cywilizacja. Niech pan mi powie, dlaczego tak jest?

Adam zrobił ponurą minę i nic nie odpowiedział. A w duchu tak sobie pomyślał: „Dziwne to, że ci trunkowi to na ogół zdolni i dobrzy pracownicy, ale przez ten alkohol te swoje umiejętności marnują.”


*


W firmie Gutmann AG pracowali także Polacy, którzy wyjechali do RFN legalnie i zostali tam bez ważnej wizy. Kiedyś Adam rozmawiał z młodym chłopakiem, który właśnie tak zrobił w okresie stanu wojennego i dostał potem zakaz wjazdu do Polski. I ten chłopak powiedział tak:

— Kiedy sobie pomyślę, że dopiero za pięć lat będę mógł pojechać do Polski i spotkać się z moją rodziną i znajomymi, to mi się żyć odechciewa.

Bo na taki okres dostał zakaz wjazdu do Polski.


*


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 8.19
drukowana A5
za 54.55