E-book
36.86
drukowana A5
57.58
Wrzuć na luz

Bezpłatny fragment - Wrzuć na luz


Objętość:
189 str.
ISBN:
978-83-8221-773-5
E-book
za 36.86
drukowana A5
za 57.58

Książkę dedykuję moim dzieciom:

synowi Patrykowi i córce Zuzi

Wstęp

Pretekstem do napisania tej książki stały się moje rozmowy z cudownymi ludźmi, podczas sesji coachingowych. Zauważyłam, że większość z nich nie realizowała siebie i swoich celów poprzez wymówki, które ich ograniczały. Mało tego, swoje wielkie marzenia zakopali głęboko pod gruzami własnych emocji, jakie towarzyszyły im przy każdej kolejnej wyszukanej wymówce, aby usprawiedliwić siebie. I choć czuli się z tym okropnie, wybaczali sobie każdą próbę wytłumaczenia, jak ważny powód mieli, aby nie spełniać swoich marzeń. Postanowiłam zrobić badanie, może nie naukowe, ale chciałam sprawdzić ile i jakich wymówek używają najczęściej ludzie, żeby czegoś nie robić, coś odpuścić. Zapytałam o to ponad sto osób, moich znajomych i tych przypadkowo spotkanych, choćby podczas wakacji, spotkania w windzie czy na placu zabaw z moją córką. Okazało się, że problem z wymówkami jest powszechny. Każdy je stosuje, gdy nie ma na coś ochoty albo nie chce mu się czegoś robić. Czytając książkę, dowiesz się dlaczego tak się dzieje. Jak się domyślasz, trudno mi było pytać obcych ludzi — “Jaka jest Twoja najczęstsza wymówka?”, wpadłam więc na pomysł, aby zadawać wszystkim dwa pytania. Pierwsze, otwierające brzmiało -”Jakie jest Twoje największe marzenie?” Reakcje były dwojakie. Raz widziałam jak twarze ludzi się rozświetlały, oczy zaczynały im błyszczeć, a na ustach pojawiał się delikatny uśmiech. Jedni bardzo szczegółowo i konkretnie opowiadali o tym, czego sobie życzą. Inni, choć wiedzieli czego chcą, nie mogli lub po prostu wstydzili się opowiadać obcej osobie o tym, co w sercu na dnie. Innym razem spotykałam ludzi, którzy albo nie umieli opowiadać o swoich marzeniach, albo ich po prostu nie mieli. To było najgorsze. Ich twarze wydawały się szare, zimne i bez życia, a przecież jak powiedział Victor Hugo — “Nic nie tworzy przyszłości tak, jak marzenia”. Skupiłam się zatem na tych, którzy je posiadali. Wówczas, celując w samo serce, zadawałam im drugie pytanie, które tak naprawdę najbardziej mnie interesowało — “Co powstrzymuje Cię przed realizacją Twojego marzenia?” I zaczynało się! W najśmielszych snach nie przypuszczałam nawet, jak pomysłowi i twórczy potrafią być ludzie. To było jak mistrzostwa Świata, jakby nieświadomie brali udział w życiowej konkurencji — kto wymyśli najlepszą wymówkę? Wspinali się na wyżyny swoich możliwości. Moim zdaniem mistrzostwo zdobyła wymówka — “Boję się, że mi się uda i co potem?”. Genialne! Po co się starać, jeszcze mi wyjdzie i dopiero będzie kłopot. No cóż, bardzo oryginalne. Niestety większość zawodników bardzo się starała, ale nie powalała oryginalnością i podawała sztampowe odpowiedzi. W sumie, na 123 respondentów mojego badania, padło aż 47 różnych wymówek. W niniejszej książce rozprawiam się z 31 wymówkami, gdyż większość z pozostałych była albo bardzo zbliżona do tych, które opisuję, albo mówiły o tym samym, różnymi słowami. Jedno co wynika z moich badań to fakt, że co czwarta osoba stosuje taką samą wymówkę. Te najczęstsze znajdziesz na kartach książki.

W tym miejscu muszę się Wam do czegoś przyznać. Ja też miałam marzenie, którego nie realizowałam. Było nim napisanie książki. Od ponad roku na moim fanpage’u na Facebooku, Marzena Śmigielska Energy Boost https://www.facebook.com/smigielska.energyboost/ w każdą środę umieszczałam filmy, w których, jak to ładnie kiedyś powiedział mój znajomy, “po ludzku tłumaczysz Świat”. Dorzucił też wtedy — “Ty książkę powinnaś napisać”. Tym zdaniem zasiał ziarenko, które zaczęło kiełkować. Myślałam, byłoby super, ale jeszcze nie teraz, jak zbiorę więcej materiałów, może za rok. Dobra wymówka — nie teraz! Poza tym bałam się, że przy mojej konkretności, książka będzie miała max. 20 stron. Sama esencja i kropka. Tkwiłabym w tym myśleniu pewnie jeszcze jakiś czas, gdyby nie spotkanie z Łukaszem i Basią Milewski w Warszawie. Powiedzieli pisz, na co czekasz! Masz czas do końca roku! Tak oto trzymasz w swoich rękach Drogi Czytelniku moje zrealizowane marzenie. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.

Zadaj sobie teraz te same dwa pytania i uczciwie, w swoim sercu odpowiedź na nie. Dowiesz się, co tak naprawdę powstrzymuje w życiu Ciebie. Następnie przeczytaj całą książkę lub przejdź do konkretnego rozdziału, w którym wyjaśniam jak poradzić sobie z tym, co Cię blokuje. Miłej lektury.

Podziękowania

Za powstanie tej książki, największe podziękowania należą się mojemu Kochanemu mężowi Arkowi. Po pierwsze za to, że dał mi przestrzeń, czas i miejsce do jej napisania. Po drugie dlatego, że zawsze we mnie wierzy i wspiera we wszystkich moich poczynaniach. Po trzecie i chyba najważniejsze, to że poświęcił tydzień swojego życia na to, aby ją przeczytać i dokonać pierwszej korekty. Był moim pierwszym korektorem, recenzentem i krytykiem. Nie wiem, jak wyglądałoby moje życie bez niego, ale wiem, że to dzięki niemu dokonały się wszystkie dobre zmiany w moim życiu! Dziękuję Kochanie! Drugiej korekty dokonała Ludmiła Śmigielska, mama mojego męża, której również należą się podziękowania, zwłaszcza, że wstrzeliłam się z tym, w trudnym dla niej momencie.

Ta książka nadal pozostawałaby w sferze marzeń, gdyby nie dwie fantastyczne osoby Basia i Łukasz Milewski. To oni podczas naszego wspólnego spotkania, nie tylko namówili mnie do rozpoczęcia tej wspaniałej przygody, ale, po przeczytaniu pierwszych stron, podnieśli mnie na duchu i powiedzieli ‘’ Pisz dalej. To jest dobre!”. Dziękuję, że we mnie uwierzyliście i dodaliście mi skrzydeł. Basi dodatkowo dziękuję za napisanie pięknej recenzji.

Podziękowania należą się też mojej Kochanej siostrze Basi, która zawsze mnie dopingowała i była moim najwierniejszym kibicem. Gdyby nie ona, nie przypuszczałabym nawet jaki talent ma moja siostrzenica Dominika, która jest autorem i wykonawcą grafik do mojej książki. Dobra robota — dziękuję.

Wśród grona życzliwych mi osób, które cały czas trzymały kciuki za powstanie tej książki nie może zabraknąć Magdaleny, Kasi, Agnieszki, Moniki, Uli, Iwony, Justyny i Gosi.

Nie mogę nie wspomnieć też o moich rodzicach, mamie, która odbierała mi czasem młodszą córkę z przedszkola i zabierała do siebie na noc, żebym mogła w spokoju pisać do późnej nocy.

Dziękuję wszystkim, których nie wymieniłam z imienia i nazwiska, a którzy po cichu mi kibicowali.

Tobie drogi czytelniku, że zaufałeś mi i sięgnąłeś po tę książkę, również dziękuję i życzę wielu inspiracji.

Nie mam czasu


Jadę. Ruszam zawsze z jedynki. Wykonuję to całkowicie bezwiednie, bo tak robi człowiek z wieloletnim doświadczeniem. Nie zastanawiam się. Uwielbiam ten stan, gdy jadę w daleką trasę, bo mam wtedy czas pobyć sam na sam ze swoimi myślami, no chyba że jadę z kimś.

Jadę dość szybko i drzewa stojące na poboczu jedynie migają mi w szybie. Zauważam je kątem oka. Doświadczam względności ruchu. One stoją niewzruszone, a ja pędzę! A może to Świat pędzi, a ja stoję w miejscu? W mojej głowie krąży tysiąc myśli. Zatrzymuję swoje myśli na chwilę na drzewach. Jak to się dzieje, że mijam je, a one tkwią nieruchomo, jakby je nic nie obchodziło, że pędzę. Tacy niemi świadkowie wykroczeń popełnianych przez kierowców, i przeze mnie. Nie, jednak biorąc pod uwagę układ odniesienia drzewa — mój samochód, to ja zmieniam swoje położenie względem nich. One wyznaczają jedynie tor mojego ruchu. Na prostym odcinku autostrady jest on prostoliniowy, ale niebawem zmieni się na krzywoliniowy, gdy będę przejeżdżać przez miejscowości. Jestem fizykiem z wykształcenia i wiem, że tak naprawdę, na bardzo krótkich odcinkach drogi, tor zawsze jest linią prostą. Dlaczego tak szybko jadę? Gdzie ja się spieszę? Przez głowę przebiegają mi elementy ruchu: tor, droga, prędkość, czas…


Czas! No właśnie, czas. Ciągle nas goni, ciągle go mało. Czy widzieliście kiedyś w życiu klepsydrę? — na pewno! Być może mieliście ją w swoich dłoniach, a może masz ją nawet w domu? Czym ona jest? Narzędziem do odmierzania czasu. Gdy przychodzisz na Świat, nie myślisz o przemijaniu. Masz całe życie przed sobą. Małe dzieci mają czas na wszystko. Nigdy nie są zmęczone, nigdzie nie pędzą, a zabawa pozwala im na oderwanie się od rzeczywistości. Często są wtedy w swoim świecie. Trudno je stamtąd wyrwać. Na słowa “Kochanie, koniec zabawy”, odpowiadają zawsze “Jeszcze nie”!

Dla nastolatków czas jest tak abstrakcyjny, że o swoich rodzicach mówią, że są starzy. Dopiero po dwudziestce, gdy u niektórych pojawiają się pierwsze siwe włosy i zmarszczki, młodzi ludzie zaczynają inaczej podchodzić do czasu, i nawet dziadkowie wydają im się wtedy jeszcze w kwiecie wieku. Czy czas jest zatem względny? Oczywiście, choć płynie nieubłaganie, dobrze jest uświadomić sobie jego wartość. Najlepiej jego wagę odzwierciedla fragment wiersza Paulo Coelho:

“Żeby docenić wartość jednego roku, zapytaj studenta, który oblał egzaminy. Żeby docenić wartość miesiąca, spytaj matkę, której dziecko przyszło na świat za wcześnie. Żeby docenić wartość godziny, zapytaj zakochanych czekających na to, żeby się zobaczyć. Żeby docenić wartość minuty, zapytaj kogoś, kto przegapił autobus lub samolot. Żeby docenić wartość sekundy, zapytaj kogoś, kto przeżył wypadek. Żeby docenić wartość setnej sekundy, zapytaj sportowca, który na olimpiadzie zdobył srebrny medal.”

Jak zatem go celebrować? John Barrymore powiedział:

“Człowiek nie jest stary, dopóki żalem nie zastąpi marzeń”.

Niestety najpierw ludzie nie wiedzą czego chcą, potem uważają, że są za młodzi, żeby robić to co kochają, potem, że nie są dość dobrzy, że nie są dostatecznie przygotowani. Następnie boją się zrobić pierwszy krok, a potem, gdy już wiedzą jak to osiągnąć, okazuje się, że zwykle jest już na wszystko za późno, że są za starzy, albo że już nie wypada. Dlatego powiedzenie “Gdyby młodość wiedziała, a starość mogła” jest wciąż tak aktualne.

W czym tkwi sekret? We właściwym gospodarowaniu swoim czasem. Czas jest bezcenny, nie kupisz go za żadne pieniądze Świata, jest ściśle określony i konkretnie limitowany. Każdy z nas codziennie dostaje swoje 24 godziny i tylko od nas zależy czy będziemy je mądrze wykorzystywać. Musisz mieć świadomość przemijającego czasu, niczym ziarenka piasku, które przesypują się w klepsydrze. Ci, którzy dobrze planują swój czas, doznają owocnego i dającego zadowolenie życia. Ci, którzy mają, Twoim zdaniem, wyjątkowe życie, różnią się od Ciebie tylko sposobem, w jaki wykorzystują dany im czas. A Ty? Zdecyduj co jest dla Ciebie ważne. Les Brown powiedział:

“Jeżeli robisz to co łatwe, Twoje życie będzie trudne.

Jeśli robisz to co trudne, Twoje życie będzie łatwe.”

Zatem, aby wykorzystać swój potencjał musisz zrozumieć, że planowanie swojego czasu to nic innego jak planowanie swojego życia! Jak to zrobić? Zastosować filozofię “ostatniego dnia”. Polega ona na przeżywaniu każdego dnia, tak, jakby miał on być Twoim ostatnim. Budzisz się rano i myślisz: ”Co bym dzisiaj zrobił/zrobiła, gdyby to był mój ostatni dzień?” To podejście całkowicie odmieni twoje życie. Zaczniesz żyć pełnią życia i wykorzystasz każdą chwilę ze swoich 86400 sekund (24h=86400s). Będziesz wszystko i wszystkich traktować z należnym szacunkiem, a co najważniejsze — niczego nie odłożysz na później! Skupisz się na tym co naprawdę ważne i przestaniesz marnować czas na pierdoły, błahostki. Zaczniesz realizować swoje marzenia i zaczniesz sięgać po to, czego zawsze pragnąłeś/pragnęłaś! Pomyśl też o złodziejach czasu, którzy Cię z niego okradają. To są na przykład ludzie, którzy dzwonią, gdy Ty miałeś zjeść z rodziną kolację. Czy musisz zawsze odbierać telefon? Jeśli to coś ważnego, zadzwoni jeszcze raz. Czy jesteś niewolnikiem urządzenia, które miało nam ułatwiać życie? Jeśli Ty będziesz szanować swój czas, ludzie będą szanować Ciebie. Ci złodzieje, to też na przykład seriale, które kradną Ci czas przeznaczony na zabawę z dziećmi. Musisz strzec swojego czasu i nauczyć się być człowiekiem asertywnym. Nie odkładaj niczego na później! Doceniaj świętość każdego dnia. Czas na nikogo nie czeka, więc łap każdy moment, który Ci został, każde ziarenko ze swojej życiowej klepsydry!

Gdy pomagam ludziom odnaleźć siebie, słyszę ich najczęstszą wymówkę: nie mam czasu. Nie mam czasu na sex, nie mam czasu pobawić się z dziećmi, nie mam czasu nauczyć się angielskiego, nie mam czasu iść na koncert, nie mam czasu czytać książek, nie mam czasu… Serio? Też chcesz mieć więcej czasu? Ile? Dwie, trzy, pięć godzin? Ja też bym chciała, ale prawda jest taka, że wszyscy mamy tyle samo czasu. Jak to jest, że jedni, w swoje 24 godziny, potrafią zrobić wszystko co sobie zaplanowali, a innym zabiera to całe miesiące? Są bardziej zorganizowani? Mają wszystko przygotowane? Nie, to kwestia priorytetów! Każdy znajdzie wytłumaczenie na swoje “nicnierobienie”, niechęć, ociąganie się i na swoje lenistwo. Przeprowadziłam kiedyś ankietę wśród ponad 100 przypadkowo i nie przypadkowo spotkanych ludzi. Zapytałam ich o to “Co jest ich największym marzeniem?” Gdy dostałam odpowiedź, dopytywałam “Co powstrzymuje ich przed realizacją tego marzenia?”. Usłyszałam bardzo długą listę ludzkich wymówek. Mam je wszystkie spisane. Nie uwierzylibyście, jak ludzie potrafią być kreatywni. Tak urodził się w mojej głowie pomysł, żeby napisać książkę o ludzkich wymówkach. Żeby się z nimi rozprawić! Myślę, że niektórzy z miejsca uzupełniali by moją listę, a inni z zaskoczeniem konkludowaliby “Wow, w życiu bym na to nie wpadł/wpadła. To bardzo dobra wymówka”. Dobra, czy dobrze brzmiąca? Gdy pytasz o coś ludzi, często za pierwszym razem dają Ci odpowiedź, która dobrze brzmi — to tak zwana prawda dobrze brzmiąca — po prostu nie powiedzą Ci prawdy od razu. Następnie, gdy będziesz drążyć temat, wejdziesz głębiej, to być może usłyszysz prawdę prawdziwą, ale co do tego nigdy nie możesz mieć pewności. Nigdy nie wiadomo, ale wiem jedno, pogłębianie tematu i zadawanie coraz bardziej szczegółowych pytań, prowadzi do prawdy. Kiedy jako młoda dziewczyna pracowałam w agencji marketingowej, nasz szef na wszystkie nasze wymówki “ale” odpowiadał: “Tak, to bardzo dobry powód”, po czym dodawał słowa, wypisane na ścianie agencyjnego biura: “Nie ma rzeczy niemożliwych. Pytanie tylko, jak to zrobić”. Do dziś dnia, słowa mojego byłego szefa Czesława są przeze mnie wykorzystywane i cytowane w sytuacjach, gdy ktoś stara mi się udowodnić, że czegoś się nie da! Odpowiedzi bywają niesamowite, twórcze, wręcz inspirujące, a wszyscy znają swój prawdziwy powód braku realizacji marzeń. Nawet jeśli coś ukryte jest głębiej, to na pierwszy plan zawsze, jakby na odczepnego, rzucane jest “nie mam czasu” — tak, to bardzo dobry powód. Tylko, jak powiedział Jack Canfield:

“Człowiek ma w życiu albo wymówki, albo wyniki”.

Wymówki, to nasz zawór bezpieczeństwa. Świetnie czujemy się sami przed sobą, gdy możemy się usprawiedliwić, że nie zrobiliśmy czegoś, bo… nie mieliśmy czasu.

Wyobraź sobie teraz taką sytuację. Jesteś kobietą, do której od dwóch tygodni dzwoni koleżanka i próbuje się z Tobą umówić na kawę, bo chce Ci pokazać możliwość dorobienia, np. na suplementach. Podejrzewasz o co może chodzić, więc za każdym razem wyszukujesz tysiące powodów, które zabierają Ci czas i nie pozwalają umówić na spotkanie. Znasz to? I wtedy, powiedzmy około godziny dziewiątej rano, dzwoni do Ciebie telefon. Patrzysz na numer, ale nie znasz go i nie jest on w Twojej książce kontaktów. Odbierasz nieśmiało i słyszysz w słuchawce znajomy głos faceta, który jest Twoim idolem, bożyszczem, niedoścignionym wzorem, a przy tym jest Twoim ideałem faceta. Jak to kiedyś usłyszałam “Taki facet, co to go nogą z łóżka byś nie wypchnęła” :). Czujesz jak zaczyna Ci się robić gorąco, serce zaczyna szybciej bić i siadasz z wrażenia, bo miękną Ci nogi. Który aktor lub piosenkarz mógłby to być dla Ciebie? Powiedzmy, że jest to Richard Gere. Za stary? OK, Brad Pitt. Dla Panów może to być Angelina Jolie lub Cindy Crawford.

— Cześć. Jestem dzisiaj w Twoim mieście pomiędzy 2, a 4 po południu. Czy masz czas, żeby się ze mną spotkać na kawę?

Co robisz? Co odpowiadasz? Raptem masz czas? Oczywiście że go nie masz! Przed chwilą swojej koleżance przez telefon podałaś z pięć powodów, dla których nie masz czasu żeby się z nią spotkać, a mimo to, z głupim uśmiechem na twarzy i miękkimi nogami, odpowiadasz:

— Oczywiście! Gdzie mam być?

W pracy urwanie głowy. Raport na jutro w proszku. Na ekranie komputera rozgrzebany mail do kontrahenta. Szef poprosił Cię o krótkie spotkanie przed końcem pracy, u niego w biurze. O godzinie 15 trzeba odebrać dzieci z przedszkola! Ale co tam! Są rzeczy ważne i ważniejsze, a najważniejsze jest teraz spotkać się z obiektem westchnień i marzeń. Rzucasz wszystko i, uwierz mi, znajdujesz ten czas, żeby się spotkać! Priorytety! Kawa ze znanym obiektem westchnień z ekranu telewizora — najwyższy priorytet! Bezcenne!

Tak właśnie jest u nas z tym czasem. Ludzie zawsze znajdą czas na to, co dla nich ma wysoki priorytet i odpuszczą sobie to, na czym im nie zależy. Więc na litość Boską, przestań się wreszcie tłumaczyć, że nie masz czasu! Po prostu powiedz prawdę swojej koleżance: “Słuchaj mogę się z Tobą spotkać jutro około 17, ale nie interesują mnie suplementy”. Nie prościej, łatwiej, bez kłamstw i szukania wymówek? Koleżanka albo spotka się pomimo to, albo odpuści. A Ty? Ty będziesz mieć czyste sumienie i bez problemu będziesz mógł/mogła sobie spojrzeć w twarz.

Czas? Ile mam jeszcze czasu, a ile już przeżyłam? Ile mi jeszcze zostało? Czy to ma sens? Jakie to ma znaczenie? Każdy ruch odbywa się w jakimś czasie. Ruch mojego życia też! Przecież czas jest względny. Zapytaj pięćdziesięciolatka, czy jest stary?

— “Nie — odpowie — jestem w kwiecie wieku”,

a zapytaj o to samo dwudziestolatka, a odpowie Ci:

— “Pięćdziesiąt lat! Czas umierać”.

Ludzie kompletnie nie mają poczucia czasu, nie rozumieją go.

W tym miejscu opowiem Ci zabawną sytuację z mojego życia. Pewnego razu, gdy prowadziłam lekcję, do klasy weszła pedagog z ojcem jednego z uczniów, któremu skradziono komórkę. Chcieli poznać okoliczności zdarzenia, z ust kolegów z klasy. Gdy stanęli w drzwiach, z miejsca w mężczyźnie rozpoznałam byłego chłopaka mojej siostry. “Jarek?” Zapytałam nieco zaskoczona. “Marzena?” Usłyszałam w odpowiedzi. Przywitaliśmy się, a potem jakąś chwilę trwała rozmowa z chłopcami. Gdy opuścili salę, jeden z kolegów zapytał poszkodowanego: “Ty, a skąd Twój ojciec zna się z panią od fizyki?” Ten, totalnie zdziwiony, tłumaczył się, że nie ma pojęcia. Tamten, gdy nie otrzymał satysfakcjonującej odpowiedzi, dalej drążył temat, czyli zwrócił się do mnie i zapytał wprost skąd się znamy? Wymijająco i żartobliwie odpowiedziałam, że Jarek jest moim niedoszłym szwagrem. Mina chłopca była bezcenna. Nie dawał za wygraną. Zapytał więc:

— “To ile Pani właściwie ma lat?”.

— “A na ile wyglądam?” — odpowiedziałam pytaniem na pytanie, migając się od odpowiedzi. On zmierzył mnie wzrokiem z dołu do góry i odrzekł:

— “W sumie, to wygląda Pani trochę lepiej niż moja mama. Ona ma 41!” Pamiętam jak opanował mnie spazmatyczny śmiech, gdy pomyślałam o swoim wieku. Miałam wtedy 29 lat!

A może czas wcale nie płynie, tylko jest pionowy? A może można go rozciągnąć? Einstein mówił o dylatacji czasu. Do dziś pamiętam nasze obliczenia, na zajęciach analizy matematycznej, podczas studiów. Liczyliśmy ile czasu zajmie statkowi kosmicznemu, który poruszałby się z prędkością światła (300 000 km/s), dotarcie do najdalszej planety naszego układu Słonecznego. Jeszcze wtedy uczono nas, że jest ich dziewięć, a najdalsza z nich to Pluton. Obecnie jest ich tylko osiem, a Pluton, ze względu na swoje rozmiary, zaliczony został do planetoid. Obliczenia nas zszokowały. Dla człowieka w statku podróż tam i z powrotem trwałaby zaledwie 4 godziny, ale w tym czasie na Ziemi upłynęło by 90 lat! Więc jakie znaczenie ma czas? Czy nadal chcesz mi powiedzieć, że nie realizujesz swojego życia, bo “nie masz czasu?”

“Nie dasz sobie rady!”


Ostro skręcam w lewo. Ściągam nogę z gazu i redukuję bieg. Za duża prędkość. Gdybym wypadła z zakrętu, policja na pewno powiedziałaby: “prędkość niedostosowana do sytuacji”. Wbijam dwójkę i znów rozpędzam samochód, czując swoje ciało wciskane głęboko w fotel przez przyśpieszenie. Dzięki tej sile siedzę stabilnie…

Siedzę w swoim pokoju. Jest cicho, zza okna słychać tylko śpiew ptaków. Jest kwiecień, czas, gdy trzeba składać podania o przyjęcie do szkoły średniej. Świeci już pierwsze, wiosenne Słońce. Coś czytam siedząc na łóżku. Nagle do pokoju wchodzi moja mama. Niewysoka, ładna blondynka z krótkimi włosami i fartuszkiem. Pewnie pichciła coś w kuchni. Pyta:

— Do jakiej szkoły idziesz?

— Do liceum na Mickiewicza — odpowiedziałam

— Ty do Liceum? — odrzekła zaskoczona. — Nie dasz sobie rady!

Poczułam jak wzbierają we mnie emocje. Złość mieszała się z rozczarowaniem i agresją. Oto moja rodzona matka nie wierzy we mnie i mówi mi, że nie dam rady! Byliście kiedyś w sytuacji, gdy ktoś wmawia Ci, że nie dasz sobie rady?

— Dlaczego? — pytam — powstrzymując się od wybuchu złości

— Bo tam trzeba dużo się uczyć, a potem iść na studia, a w naszej rodzinie nikt nie skończył studiów — wyjaśniła.

Pamiętam, że nie wytrzymałam wtedy i krzyknęłam:

— To ja Ci udowodnię, że dam radę!

Wybiegłam z pokoju i trzasnęłam drzwiami. Było mi przykro. Skończyłam ósmą klasę w pierwszej trójce najlepszych uczniów i czułam, że to może się udać. Dlaczego ktoś tak mi bliski depcze moje marzenia?! Gdy popytałam w rodzinie, okazało się, że dwóch wujków już skończyło studia, a po mnie był już cały wysyp magistrów. Nie muszę Ci chyba mówić, że oczywiście dostałam się do tego liceum. W moim mieście, w tamtych czasach były tylko dwa licea, które bez przerwy ze sobą konkurowały, naprzemiennie się wyprzedzając i właśnie w tamtym roku, to moje było na topie. Życie szybko zweryfikowało moje marzenie, bo już we wrześniu miałam kłopot z fizyką, a wtedy z jedynką na koniec roku wyrzucali ze szkoły. Do szkoły, przez “Kosę” — tak nazywaliśmy panią od fizyki, została wezwana moja mama … z “załącznikiem” — takie były czasy. Bałam się bardzo, żeby nie usłyszeć od matki słów: “A nie mówiłam?” i zrobiłam wszystko, żeby zaliczyć ten rozkład sił na równi. Do dziś dnia go pamiętam. Poza tym, po czterech latach bycia na cenzurowanym i uczenia się tylko fizyki, nie miałam problemu z wyborem przedmiotów na maturę. Wybrałam fizykę i zdałam ją na 5!

Nie wszyscy jednak reagują w taki sam sposób jak ja. Znam takich, dla których czyjeś “Nie dasz sobie rady” jest świetną wymówką. Mnie motywowało, zagrzewało do walki i wytężonej pracy, dzięki której osiągałam to co zamierzyłam. Jeśli też masz problem z tym, że ktoś Ci coś insynuuje, to posłuchaj tego:

Jeszcze będąc w liceum miałam przyjemność po raz drugi usłyszeć to zdanie, które od tamtego czasu szczególnie mnie ruszało i odkrywało we mnie pokłady niesamowitej energii, motywacji i zapału do działania. Pamiętam, była połowa lekcji matematyki, gdy do sali weszła tęższa kobieta o krótkich, ciemnych włosach i ładnym uśmiechu. Szukała dziewczyn do zespołu tanecznego. Przeszła po sali i poprosiła trzy, aby wstały. Byłam wśród nich. Podeszła i powiedziała: “Jesteś za niska, ale masz ładną buzię — dam ci szansę”. Zaprosiła nas na zajęcia. Zostałyśmy przyjęte wszystkie, ja warunkowo, ze względu na wzrost. Chodziłam trzy razy w tygodniu na próby, trwające po dwie godziny. Byłam sumienna i pracowita. Chciałam udowodnić, że mam nie tylko ładną buzię, ale i jestem zdolna. Dziewczyny ostro trenowały, bo szykowały się na występy w Związku Radzieckim — w Archangielsku. Po tygodniu gruchnęła wiadomość, że jedna z dziewczyn nie może jechać, więc w mojej głowie nieśmiało pojawiła się myśl: “Może ja”? Niestety wybrali tą drugą, bo była wyższa i do tego szczuplejsza. Było mi przykro, ale nie mogłam nic zrobić. Widziałam jak trenowała, a do wyjazdu został miesiąc. Bała się, że nie jest w stanie nauczyć się w tak krótkim czasie, tak wielu tańców. Dziewczyny z dłuższym stażem kiwały głowami. “Nie da rady” — mówiły! Wtedy ktoś ją zapytał:

— A Ty masz w ogóle paszport?

Nie miała! Moja szansa znów się pojawiła. Postanowiłam ją wykorzystać.

— Ja mam — krzyknęłam.

— Nie dasz rady. Masz za mało czasu — powiedziała jedna z dziewczyn.

I stało się! Dotknęła mojej czułej struny. Poczułam znajome uczucie i te same emocje, które zawsze budzą we mnie najgorsze demony.

— “Ja nie dam rady? To patrz!” — wykrzyknęłam.

Pamiętam, jak uczyłam się obrotów do oberka. To bardzo trudne obroty, a na występie trzeba ich wykonać 32 pod rząd. Żeby podczas tańca na scenie nie zabić moich koleżanek i stać na swoim miejscu, rysowały mi na podłodze kredą kółko i nie mogłam z niego wyjść podczas kręcenia tych obrotów.

— “Pojedziesz, jak się tego nauczysz” — rzuciła ta, która wątpiła w moje możliwości.

Nie pamiętam ile godzin ćwiczyłam te obroty, a przecież musiałam jeszcze zapamiętać choreografię pozostałych chyba 12 tańców. Ćwiczyłam do upadłego, do wymiotów i do stanu, w którym błędnik głupieje. Ale udało się. Dałam radę. Zrobiłam to. Było warto ćwiczyć i nie poddać się. Nauczyłam się wszystkich układów i pojechałam do Archangielska. Pierwszy raz leciałam wtedy samolotem. To było przeżycie. Na wyjeździe dałam się poznać jako dusza towarzystwa, bo naśladowałam Bogdana Smolenia w jego skeczu o Pelagii. Tekst był na czasie, trochę polityczny, więc wszyscy mieli ubaw po pachy. Po powrocie, a właściwie to do dziś dnia wszyscy z zespołu mówią na mnie “Pigwa”. Był jeszcze jeden plus tego wyjazdu — na próbach nie byłam już traktowana jak “nowa”. Bardzo mnie to dopingowało do bycia jeszcze lepszą.

Jeśli kiedykolwiek, ktoś Ci będzie wmawiał, że nie dasz rady, albo co gorsze, też tak pomyślisz, to przypomnij sobie te historie, i udowodnij sobie, że dasz radę!

To się nie uda

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 36.86
drukowana A5
za 57.58