drukowana A5
32.79
Król Lear

Bezpłatny fragment - Król Lear


Objętość:
203 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0978-9

Wstęp

Stara to jak świat legenda, jak dzieje pierwszych rodzin...Odnawiająca się do dziś dnia; jeden z tych tematów wiecznie prawdziwych, zużytych, a mimo to świeżych, które poetom najobfitszego dostarczają wątku, bo w świecie objawiają się coraz innymi przystrojone barwami, zawsze tętniące prawdą, płynące krwią naszą — napiętnowane ułomnością człowieka. W baśniach ludowych prastarych, wszystkich niemal narodów, znajdziecie tego króla w postaci żebraka, córki może przekształcone na synów i miłość milczącą, bo prawdziwą, obok chełpliwej, gadatliwej, a zmyślonej.

Król Lear ginie w pomroce podań odwiecznych; ze swoim nazwiskiem zaś i jako postać historyczna ukazuje się w kronice brytańskiej z legend spisanej, którą archidiakon oksfordzki, Walter Mapes przywiózł w początku XII w. do Anglii; a inny archidiakon z Monmouth, Artur Geoffroy, przełożył na język łaciński. Wace, trubadur normandzki,zrobił z niej poemat francuski w r. 1155; w XIII w.Layamon i Robert Gloucester, w XIV Piotr Langtoft i Robert Manning, w XV John Mandeville, w XVI Sackvillei Spencer przerabiali to podanie, aż się stało historycznymi tak wrosło w dzieje stare, że Holinshed wpisał je w swojąkronikę, wiedząc już na pewno, że król Lear wstąpił na tronBrytanii w r. 3105, gdy Joas panował w Judei. Z tak popularnej treści w r. 1594 bezimienny autor stworzył dramat,który był w r. 1605 drukowany pod tytułem: Wierna kronika historyczna króla Leara i jego trzechcórek.

Autor czerpał niewolniczo z kroniki Holinsheda, scenyu niego następują w tym porządku, co w legendzie i zachowują charakter swój, który i Szekspir poszanował, uwydatniając go tylko.

W sztuce tej pierwotnej król Lear rozpoczyna od badania córek, dzieli swe królestwo między dwie z nich, wydziedziczając najmłodszą — Kordelia wychodzi za króla Gallów; Goneril i Ragana niewdzięcznością się ojcu wypłacają, Learucieka do Francji, godzi się z Kordelią i — koniec następujeszczęśliwy, gdyż pobiwszy swych zięciów, królów Kornwaliii Kambrii, starzec tron odzyskuje.

Wedle obyczaju ówczesnego teatru angielskiego, który wymagał, aby nawet w tragedii coś słuchaczów rozweselało, wstawiano trzy mało znaczące figury komiczne, przy królu Galii niejakiego Montforta, przy Learze powiernika Perillusa (z którego Szekspir stworzył Kenta) i jeszcze jednego bezimiennego błazna zastępującego niedołężnie genialnie u Szekspira wprowadzonego Oswalda, marszałka dworu Gonerili. Z własnego wymysłu bezimienny robotnik do materiału Holinsheda dołożył niewiele. Sztukę tę historyczno-legendową,przyobleczoną w szaty nowe Szekspir przedstawił w r. 1606 26 grudnia przed Jakubem I, w pałacu White Hall.

W owych czasach Lear mógł się uważać za równie historyczny obraz jak inne wzięte z dziejów Anglii; wiele w nim oprócz tego okolicznościowych było napomknień, wiele ustępów niemal proroczych... Tryb tworzenia ten sam tu, co zawsze u naszego poety, twórczość jego objawia się nie w surowym materiale, ale w ukształtowaniu go i obrobieniu, w natchnieniu życia... w odgadnięciu prawdy ludzkiej... Bierze on imiona i przedmioty znane i ulubione, a z nich lepi świat żywy...

Co było lalką sztywną, pod jego ręką staje się człowiekiem. Legenda ma swą logikę, której poeta nie zmienia, dopełnia ją tylko i tłumaczy charakterami. Nie potrzebuje wiele do odgadnięcia ich, znajduje jakiś odłamek przedpotopowy, jakąś cząstkę niedogniłą i z niej wskrzesza żywą postać.

Nie będziemy powtarzali treści znanej dramatu. Szekspir legendę wypełnił, wplatając w nią drugą, pokrewną jej naturą swą, a tej pomysł wziął z Arkadii Sidneya, czyniąc hrabiego Gloucester pokrewnym Learowi. Zakończenie zmienił poetana korzyść tragedii; artystycznie jest ono u niego piękniejsze, a razem moralnie prawdziwsze. Sprawiedliwość nie przychodzi na tym świecie, nie domierza się widomie — rzadko cnota dostępuje tryumfu i dlatego właśnie jest cnotą, że się go nie spodziewa, że nań nie rachuje. U Szekspira też umiera Kordelia i ojciec kończy życie przy jej zwłokach.

To zakończenie ludziom rutyny i nawyknienia wydało się niesprawiedliwe i okrutne. Johnson wyrzuca Szekspirowi, iż cnocie natychmiast nie dał zapłaty należnej; Garrick, jak w Romeo i Julii, dorobił tu zakończenie inne dla przypodobania się tłumowi i rozwiązania trywialnego, wedle ogólnej reguły.

Rozpatrzywszy źródła, z których poeta czerpał do Leara wszystko, co mógł zapożyczyć z powieści i legendy, na ostatek ze starej sztuki tego samego nazwiska i treści — możemy ocenić cały kunszt i siłę jego twórczą. Związanie umiejętne dwóch historii Leara i Gloucestera, układ, budowa są samodzielne i dramat podnoszą ponad wiek, w którym się ukazał na scenie.

Charakterem tragicznym, rozmiarem tych dzikich obrazów rozkiełznanych namiętności poeta bez wątpienia chciał i z wiedzą a umyślnie malował tymi barwami wieki odległe, pogańskie czasy, pierwotne dzieje zamierzchłej epoki.

Guizot dostrzega ślady tej intencji w samym nawet języku, który niekiedy przybiera pewne formy archaiczne, dla nas to wyraźniejsze jest jeszcze w kroju i budowie dramatu. Jest to świat przedchrześcijański, nieznający światła objawionego i na naturalnych popędach budujący wątły porządek społeczny, który lada podmuch namiętności obala i kruszy. Wszystko tu wije się posłuszne chwilowym porywom, bez stałej zasady moralnej, bez wiedzy zła i dobra. Nic niehamuje tych prądów burzliwych... Sam Lear występuje od razu, nawet względem córek własnych, jako wszechwładny pan, nakazujący nawet miłość i sposób, w jaki się ona ma objawiać. Gwałtowny, niepohamowany, dziki od pierwszej sceny, przechodzi w szał, gdy go dotknęło nieszczęście. Rezygnacja, przebaczenie są nieznane temu światu dzikiemu. Dziwnie fantastyczne otaczają go postacie, nadające sztuce bardziej jeszcze przejmującą tragiczność; błazen królewski urąga się boleści pana, Edgara szaleństwo odbija dziwacznie przy rozpaczy jego... wycie nieszczęśliwego, któremu przygrywa ta świstałka klauna, barwą dziką piętnują dramat.

Boleść najstraszliwsza miesza się z ironicznym śmiechem, wtórując mu rozpaczliwie...

Rodzina pogańska w istocie zda się do barbarzyńskich należeć wieków — ojciec, dzieci, bracia, żony i mężowie — wszystko to zwierzęco walczy z sobą, pożera się, krwawi, zdradza. Węzły łączące ją pękają; czuć, że tego hamulca, który przyniosło chrześcijaństwo, nie znają ci ludzie, tak jak nie znają sromoty, nie czują zgryzot i nie mają litości. Miłość sama rodzi tu nawet zepsucie — najczulej ukochani są najbardziej rozpasani — namiętności rozlewają się bezbrzeżnie,popędy unoszą bez sternika na skały, żądze są nienasycone. Poeta widocznie chciał i szukał tego wrażenia — nadał ten koloryt historyczny tragedii z wiedzą i myślą. Jest to świat przed narodzeniem sumienia, rządzony instynktami tylko, które dla niego są bodźcem i siłą, która stanowi prawo.

Lear tą barwą swą i potęgą poezji, która całą gamę swych tonów rozwija w nim, należy do najgenialniejszych kreacji Szekspira. W teatrze musiał on straszliwe czynić wrażenie jakby widok jakiegoś przedpotopowego świata... dobytego z fal przeszłości.

Angielscy krytycy epokę, w której Lear powstał, odnoszą do lat między 1603 a 1606. Nie mógł być napisany przed 1603 r., gdyż w tym roku ukazało się dzieło Dra Harsneta (Discovery of Popish Impostors), z którego wiele szczegółówzapożyczył poeta.

W r. 1607 dnia 26 listopada w rejestrach księgarzy londyńskich pierwsi wydawcy Butler and Jo-Busby wpisali Historię „of Kinge Lear”, którą wydali w ciągu roku 1608 trzy razy. Od tego roku do 1623, to jest do wydania zbiorowego, nie był król Lear drukowany. Pierwsze trzy druki prawie się nie różnią między sobą, następne jest widocznie poobcinane i wymagało dopełnienia z poprzednich. Dziwnym sposobem dramat tak popularny wkrótce potem tak popadł w zapomnienie, że niejaki Nohum Tate przerobił go i przywłaszczyłsobie, zowiąc Szekspira tragedię: an obscure performancecommended to his notice by a friend.

Król Lear

OSOBY:

Król Lear, król Brytanii

Król Francji

Książę Burgundii

Książę Cornwall

Książę Albany

Hrabia Kent

Hrabia Gloucester

Edgar, syn Gloucestera

Edmund, syn naturalny Gloucestera

Curan, dworzanin

Stary Wasal Gloucestera

Doktor

Błazen

Oswald, marszałek Gonerili

Oficer w służbie Edmunda

Dworzanin Kordelii

Herold

Orszak księcia Cornwall

Goneril, córka króla Leara

Regan, córka króla Leara

Kordelia, córka króla Leara

Orszak króla, Oficerowie, Posłańcy, Żołnierze i Służba

Scena w Brytanii.

AKT PIERWSZY

SCENA I

Pałac króla Leara.

Wchodzą: Kent, Gloucester i Edmund.

KENT

Myślałem, że król więcej sprzyjał księciu Albany niż Cornwall.

GLOUCESTER

Tak się nam zawsze zdawało; ale teraz przy rozdziale królestwa nie pokazał, którego z książąt ceni wyżej, bo części tak są odmierzone, że najskrupulatniejsze porównanie nie znajdzie różnicy.

KENT

Czy to nie syn twój, milordzie?

GLOUCESTER

Urósł moim kosztem. Tak często rumieniłem się, uznając go za syna, że teraz jestem już na to jak ze spiżu.

KENT

Jeszcze rozumieć nie poczynam.

GLOUCESTER

Ale matka jego poczęła; toteż i łono się jej zaokrągliło,i miała wprzód syna do kolebki niż męża do łożnicy. Czy czujesz teraz zapach grzechu?

KENT

Nie mogę pragnąć, żeby go nie było, skoro owoc tak jest piękny.

GLOUCESTER

Ale mam także syna według prawa, który jest o kilka lat od tego starszy, mimo tego jednak nie droższy mojemu sercu. Chociaż ten hultaj przyszedł na świat trochę bez pytania i nim po niego posłano, matka jego była piękna, a przy jego robocie było niemało radości; trzeba będzie uznać bękarta. --- Edmundzie, czy znasz tego szlachetnego pana?

EDMUND

Nie, milordzie.

GLOUCESTER

To milord Kent; zapisz go sobie na przyszłość w pamięci jako mojego dostojnego przyjaciela.

EDMUND

Jestem na twoje usługi, milordzie.

KENT

Trudno cię nie kochać; pragnę też twojej bliższej znajomości.

EDMUND

Dołożę starania, aby stać się godnym tej łaski.

GLOUCESTER

Przepędził za granicą lat dziewięć i jeszcze tam wróci. — Ale król się zbliża.

Odgłos trąb za sceną. Wchodzą: Król Lear, Cornwall, Albany, Goneril,Regan, Kordelia i Orszak.

KRÓL LEAR

Monarchę Francji i księcia Burgundii

Wprowadź, Gloucesterze.

GLOUCESTER

      Śpieszę spełnić rozkaz.

Wychodzi z Edmundem.

KRÓL LEAR

My zaś otworzym myśli naszych tajnie.

Podajcie mapę. Wiedzcie, żem podzielił

Królestwo moje całe na trzy części.

Postanowieniem moim jest niezmiennym

Od trosk zarządów starość mą wyzwolić,

A zostawiając młodszym siłom ciężar,

Do wrót się śmierci lżejszą czołgać nogą.

Synu mój Cornwall i ty, sercu memu

Zarówno drogi, synu mój Albany,

Za krótką chwilę córek mych posagi

Ogłoszę światu, aby raz na zawsze

Zamknąć drzwi wszelkim sporom i niezgodzie.

Zarazem Francji i Burgundii panom,

Których na dworze moim od tak dawna

Trzyma dla córki mej najmłodszej miłość,

Dzisiaj stanowczą dam także odpowiedź.

Powiedzcie córki, skoro mym zamiarem

Jest zrzec się rządów i kłopotów władzy,

Powiedzcie, która kocha mnie najwięcej,

By szczodrobliwość tam moją przechylić,

Gdzie ją pociągnie miłość i zasługa.

Pierwsza, Goneril, mów jako najstarsza.

GONERIL

Więcej cię kocham niż język wypowie,

Więcej niż światło, niż powietrze, wolność,

Więcej niż wszystkie świata tego skarby;

Kocham jak życie, zdrowie, piękność, honor,

Jak nigdy ojca nie kochało dziecię.

Zbyt jest ubogi język, by wyrazić

Miłość mą całą — kocham cię nad miarę.

KORDELIA

na stronie:

Co będzie mogła Kordelia powiedzieć?

Kochać i milczeć.

KRÓL LEAR

      Od tych do tych kresów

Cieniste gaje i bogate łany,

Rozległe smugi, rzeki rybołowne

Twą są własnością i będą na zawsze

Twego i księcia Albany potomstwa.

A cóż mi teraz odpowie z kolei

Żona Cornwalla, Regan, druga córka?

REGAN

Z tej samej jestem gliny, co ma siostra,

Jestem jej równą i każde jej słowo

Zda się wyjęte z głębin mego serca.

Ja tylko dodam, co jej słowom braknie:

Nie ma uciechy na szerokiej ziemi,

Która by dla mnie urok jaki miała,

Całe albowiem szczęście moje leży

W twojej miłości, panie mój i ojcze!

KORDELIA

na stronie:

Biedna Kordelio! Ale nie, bo czuję,

Że miłość moja od mych słów bogatsza.

KRÓL LEAR

Tobie i twemu zostawiam potomstwu

Tę część bogatą mojego królestwa

Równą przestrzenią, dochodem, pięknością

Dzielnicom twojej siostrze przekazanym.

Teraz z kolei ty, moja pociecho,

Chociaż ostatnia, nie mniej przecie droga,

O której młodą ubiega się miłość

Wino francuskie i burgundzkie mleko,

Co powiesz ojcu, by sobie zapewnić

Trzecią, bogatszą niż sióstr twych dzielnicę?

KORDELIA

Nic.

KRÓL LEAR

Nic?

KORDELIA

      Nic, ojcze.

KRÓL LEAR

      Z niczego nic rośnie.

Przemów raz jeszcze.

KORDELIA

      Ach, ja nieszczęśliwa,

Nie mogę serca mego do ust podnieść!

Kocham cię, panie, jak powinność każe,

Ni mniej, ni więcej.

KRÓL LEAR

      Popraw twoje słowa,

Jeżeli nie chcesz twej popsuć fortuny!

KORDELIA

Dałeś mi życie, ojcze, wychowałeś,

Kochałeś, za te wszystkie dobrodziejstwa

Czczę cię i kocham, jestem ci posłuszną.

Czemuż pojęły siostry moje mężów,

Jeżeli ciebie jedynie kochają?

Być może, jeśli oddam komu rękę,

Że z moją ręką mąż uniesie razem

Mych powinności i względów połowę,

Bo nigdy męża jak siostry nie wezmę,

Ażeby tylko mego ojca kochać.

KRÓL LEAR

Z serca to mówisz?

KORDELIA

      Tak jest, dobry panie.

KRÓL LEAR

Tak młoda, a tak zimna i nieczuła!

KORDELIA

Tak młoda, królu, a szczera.

KRÓL LEAR

      Więc dobrze,

Niech twoja szczerość twym będzie posagiem,

Bo na to jasne przysięgam ci słońce,

Na tajemnice Hekaty i nocy,

Na gwiazd potęgę, których bieg po niebie

Żywotem naszym i śmiercią rozrządza,

Mojej ojcowskiej wyrzekam się pieczy,

Krwi obowiązków; i odtąd na zawsze

Obcą mojemu pozostaniesz sercu.

Surowy Scyta, ojciec, co pożera

Własne swe dzieci, by swój głód nasycić,

Równą przychylność w moich znajdą piersiach

Co ty, przed chwilą jeszcze moja córka!

KENT

Królu —

KRÓL LEAR

      Milcz, Kencie! Nie stawaj zuchwale

Pomiędzy smokiem a jego wściekłością!

Jam ją nad inne kochał, ja myślałem

Dni moje skończyć pod czułą jej strażą.Do Kordelii:Precz z moich oczu! Niech w grobie spoczynku

Moim nie znajdę, jeśli nie odwracam

Na zawsze od niej ojcowskiego serca!

Przywołać króla Francji. Czy słyszycie?

Księcia Burgundii. Cornwall i Albany,

Część trzecią z córek dwóch weźcie posagiem.

Niech duma, którą ona zwie szczerością,

Znajdzie jej męża. Wam łącznie zostawiam

Władzę mą, zwierzchność, wszystkie przywileje

Towarzyszące królewskiej godności.

Sobie jedynie to zastrzegam prawo,

Że w towarzystwie stu wiernych rycerzy

W każdego domu kolejno przez miesiąc

Na waszym koszcie będę miał schronienie.

Królewski przy tym tytuł zatrzymuję

I blask zewnętrzny; władzę i dochody,

Drodzy synowie, w wasze składam ręce;

Na zakład tą się podzielcie koroną.

Daje koronę.

KENT

Learze, któregom czcił jak mego króla,

Kochał jak ojca, a jak panu służył,

Nie zapominał nigdy w swych modlitwach

Jak opiekuna —

KRÓL LEAR

      Łuk mój natężony,

Lękaj się strzały!

KENT

      Niech raczej wyleci

I w piersiach moich serce mi rozedrze!

Gdy Lear szaleje, Kent nie będzie baczył

Na dworskie słowa. Co zrobić chcesz, starcze?

Nie myśl, że mówić zlęknie się powinność,

Gdy się potęga chyli przed pochlebstwem,

Boć jest honoru powinnością szczerość,

Gdy obłąkanie uwodzi majestat.

Odwołaj sąd twój, niech chwila rozwagi

Popędliwości zmieni hydny wyrok!

Głową za moje odpowiadam zdanie:

Najmłodsza córka nie najmniej cię kocha;

Nie jest tych serce puste, których słowa

Czczym nie brzmią dźwiękiem.

KRÓL LEAR

      Jeśli kochasz życie,

Ni słowa więcej!

KENT

      Przeciw twoim wrogom

Życie me zawsze na rozkaz twój było

I bez wahania zawsze je poświęcę,

Gdzie idzie, panie, o twe bezpieczeństwo.

KRÓL LEAR

Precz z moich oczu!

KENT

      Przejrzyj, królu, jaśniej,

Przy twej, jak dotąd, zostaw mnie osobie,

A nie odwracaj twych ode mnie źrenic!

KRÓL LEAR

Na Apollina —

KENT

      Tak, na Apollina!

Na twoich bogów daremnie przysięgasz.

KRÓL LEAR

Wasalu! Zdrajco!

Kładzie rękę na mieczu.

ALBANY I CORNWALL

      O wstrzymaj się, królu!

KENT

Zabij doktora, należną mu płacę

Na twoją szpetną sam obróć chorobę!

Odwołaj wyrok lub póki me usta

Przemówić zdolne, nie przestanę wołać:

Źle robisz, królu!

KRÓL LEAR

      Słuchaj mnie, nędzniku,

Słuchaj na twoje należne mi maństwo!

Gdyś mnie chciał skłonić do złamania słowa,

(Czegom się jeszcze nigdy nie dopuścił)

Gdy się zuchwale poważyłeś stawić,

(Czego znieść broni honoru uczucie)

Oto zapłata twojej jest śmiałości:

Pięć dni ci daję, byś się zaopatrzył

W potrzebne środki przeciw nędzy życia,

Szóstego plecy odwróć nienawistne

Moim dzielnicom; jeśli dziesiątego

Wygnany kadłub twój jeszcze się znajdzie

Na mojej ziemi, śmierć czeka cię straszna.

Precz! Na Jowisza, nigdy tu nie wrócisz.

KENT

Gdy taka wola twoja, żegnaj, panie!

Tam wolność znajdę, bo tu jest wygnanie.Do Kordelii:Niech Bóg, dziewico, w swej cię pieczy chowa

Za myśl uczciwą i uczciwe słowa!Do Regany i Goneril:Bodaj dźwięk głośny wasz uczynkiem został!

Słowom miłości miłości czyn sprostał!

Tymi na zawsze Kent żegna was słowy,

Gdy starą nogą w świat puszcza się nowy.

Wchodzi: Gloucester z Królem Francji, Księciem Burgundiii Orszakiem.

GLOUCESTER

Oto król Francji i książę Burgundii.

KRÓL LEAR

Książę Burgundii, który z królem Francji

O mej się córki ubiegałeś rękę,

Do ciebie naprzód moje słowa zwracam.

Jakiego żądasz z córką mą posagu

Lub się usuwasz?

KSIĄŻĘ BURGUNDII

      Dostojny monarcho,

Nie żądam więcej jak ofiarowałeś,

A sam mniej nie dasz.

KRÓL LEAR

      Szlachetny mój książę,

Tak ją ceniłem, gdy mi była drogą,

Dziś spadła w cenie. Spojrzyj na nią, książę,

Jeśli w tej małej, nadobnej postaci

Coś albo wszystko z mą razem niełaską,

Ale nic więcej, jeszcze ci po myśli,

Weź ją, jest twoją!

KSIĄŻĘ BURGUNDII

      Nie wiem, co powiedzieć.

KRÓL LEAR

Czy chcesz z wszystkimi, jakie ma, wadami

Przysposobioną gniewu mego córkę

Za posag w moje bogatą przekleństwo,

Której z przysięgą wyrzekłem się dzisiaj,

Czy chcesz za żonę pojąć lub odrzucić?

KSIĄŻĘ BURGUNDII

Na tych warunkach trudny wybór, królu.

KRÓL LEAR

Więc się jej wyrzecz, bo ci wyliczyłem

Wszystkie jej skarby.Do króla Francji:

      Nie mam chęci, królu,

Tej krzywdy naszej wyrządzać przyjaźni,

Bym cię z tą łączył, której nienawidzę.

Racz więc twe myśli ku godniejszej zwrócić

Niż ku nędznicy, której za swe dzieło

Sama natura dziś uznać się wzdryga.

KRÓL FRANCJI

O dziwy, żeby ta, która przed chwilą

Nad wszystko twemu sercu była drogą,

Pochwał twych celem, starości balsamem

Najkosztowniejszym, w jednym oka mgnieniu

Tak się potwornych dopuściła czynów,

Że tyle węzłów miłości stargała!

Lub czyn jej straszny jest i niesłychany,

Lub dawna ku niej miłość twoja grzeszna;

Lecz, by uwierzyć temu, trzeba wiary,

Której bez cudu mój rozum mi nie da.

KORDELIA

Królu, o jedną jeszcze błagam łaskę:

Skoro mi obcą ta śliska jest sztuka,

Co mówi, czego dotrzymać nie myśli,

Gdy mogę tylko, nim z ust wyjdzie słowo,

Spełnić uczciwe me postanowienie,

Racz sam powiedzieć, że żaden występek,

Żadne morderstwo, żaden czyn hańbiący

I żadna plama na moim honorze

Twej mi królewskiej łaski nie wydarła,

Ale brak tylko, co mym jest bogactwem,

Spojrzeń żebrzących wiecznie, brak języka,

Brak, który serca mego jest pociechą,

Chociaż miłości twojej mnie pozbawia.

KRÓL LEAR

Stokroć ci lepiej było się nie rodzić,

Niż mnie obrazić!

KRÓL FRANCJI

      Jak to? I nic więcej?

Powolność ducha często niezdolnego

Wyrazić słowem, co zamierza spełnić?

Książę Burgundii, co powiesz dziewicy?

Miłość miłością nie jest, jeśli miesza

Zewnętrzne względy z głębokością uczuć,

Czy chcesz ją pojąć? Sama jest posagiem.

KSIĄŻĘ BURGUNDII

Daj tylko królu, co dać jej przyrzekłeś,

A twa Kordelia księżną jest Burgundii.

KRÓL LEAR

Nie, nie, przysiągłem i słowa nie zmienię!

KSIĄŻĘ BURGUNDII

Żal mi, lecz skoro tak straciłaś ojca,

I męża tracisz.

KORDELIA

      Pokój z tobą, panie!

Mężem ten moim nie będzie, co mierzy

Miłość fortuną.

KRÓL FRANCJI

      O piękna,

Ubóstwo skarb ci daje, opuszczenie

Urok nieznany, a wzgarda powaby.

Ciebie i cnoty twe łakomo chwytam,

Chętnie, co inni odrzucili, biorę.

Jaki cud, Boże! To, co innych studzi,

Silniejszy ogień w moim sercu budzi.

Twa córka, królu, wzgardzona, bez wiana,

Dziś będzie panią pięknej Francji pana.

Książę, wodniste twoje księstwo całe,

By skarb tak drogi kupić, jest za małe.

Kordelio, żegnaj wszystkich; pokrzywdzona,

Co traci córka tu, znajdzie tam żona.

KRÓL LEAR

Jest twoją, weź ją; ja sobie nie życzę

Na córki takiej poglądać oblicze,

Idź, lecz miłości mojej ci na drogę

Ni błogosławieństw moich dać nie mogę!

Książę Burgundii, racz mi towarzyszyć.

Przy odgłosie trąb wychodzą: Król Lear, Książę Burgundii, Cornwall,Albany i orszak.

KRÓL FRANCJI

Pożegnaj teraz siostry twe, Kordelio.

KORDELIA

Klejnoty ojca, Kordelia was żegna

Łzawą źrenicą; wiem ja, czym jesteście,

Lecz mam jak siostra wstręt niezwyciężony

Po ich nazwisku wady nazwać wasze.

Kochajcie ojca, ja sercom go waszym

Wedle świadectwa waszych słów powierzam.

Lecz gdybym jeszcze w łasce jego żyła,

Na lepszym tronie bym go osadziła.

Bądźcie mi zdrowe!

REGAN

      Naszych powinności

Nie ucz nas tylko!

GONERIL

      A dołóż starania,

Aby twojego męża nie obrazić,

Który żebraczkę wziął przez miłosierdzie,

Przeciw ojcowskiej zbuntowaną woli

Cios sprawiedliwy dotknął cię niedoli.

KORDELIA

Gdy czas chytrości kryjówki odsłoni,

Hańba dziś tajne kryjówki dogoni.

Bóg daj wam szczęście!

KRÓL FRANCJI

      Czas nam iść, Kordelio.

Wychodzi Król Francji i Kordelia.

GONERIL

Siostro, niemało mam ci rzeczy do powiedzenia, które dla nas obu są bardzo wielkiej wagi. Zdaje mi się, że ojciec nasz chce się tej nocy stąd oddalić.

REGAN

Niewątpliwie. Udaje się do was; na przyszły miesiąc nasza będzie kolej.

GONERIL

Widzisz, jak zmienna jego starość; a czego byłyśmy teraz świadkami, nowym jest tego dowodem. Zawsze kochał siostrę naszą najwięcej, a sposób, w jaki ją wydziedziczył, jest wyraźnym znakiem obłąkania.

REGAN

Jest to wieku ułomność, choć nigdy nie umiał on być panem siebie.

GONERIL

W najlepszych latach siły i zdrowia zwyczajne mu były te uniesienia. Należy się więc nam przygotować w jego starości nie tylko na wkorzenione wady charakteru, ale zarazem na gwałtowne wybuchy niecierpliwości, które zwykle prowadzi z sobą gniewliwa i niedołężna starość.

REGAN

Czekają nas z jego strony kaprysy podobne do dzisiejszego wygnania Kenta.

GONERIL

Ceremonie pożegnania z królem Francji zabiorą mu jeszcze niemało czasu, naradźmy się więc spólnie. Jeśli nasz ojciec, przy swoim charakterze, zatrzyma jaką władzę, ostatnie jego rozporządzenia obrócą się na naszą tylko krzywdę.

REGAN

Naradzimy się o tym później.

GONERIL

Musimy coś postanowić, póki pora.

Wychodzą.

SCENA II

Przysionek w zamku hrabiego Gloucestera.

Wchodzi Edmund z listem.

EDMUND

Ty jesteś moją boginią, naturo,

I tylko twoim prawem chcę się rządzić.

Dlaczegóż mam być ofiarą zwyczajów,

Dać się narodów dziwactwom obedrzeć?

Dlatego, żem się o kilka miesięcy

Za bratem spóźnił? Bękart! Upodlony!

Czemu? Gdy kształty moje równie piękne,

Myśl równie wzniosła, rysy regularne,

Jak u potomka uczciwej matrony?

Bo i dlaczegóż świat nas ma piętnować

Plamą bękarta, upodleniem rodu,

Nas, co w gorącej kradzieży natury

Czerpiemy więcej ognia i dzielności,

Niźli potrzeba w zimnym, nudnym łożu

Na pokolenia całe wiercipiętów,

Poczętych między snem a przebudzeniem?

Prawy Edgarze, muszę mieć twe ziemie!

Ojciec nasz równie bękarta Edmunda,

Jak i prawego swego syna kocha.

Prawego syna, co za piękne słowo!

Dobrze, mój prawy! Jeśli plan się uda,

A pożądany skutek list osiągnie,

Spodlony Edmund prawego przeskoczy,

Urośnie w szczęście. Więc błagam was teraz,

Stańcie, o bogi, po stronie bękartów!

Wchodzi Gloucester.

GLOUCESTER

Kent tak wygnany! Francuz rozgniewany!

Król zrzekł się władzy i w nocy odjechał,

U swoich dzieci na rocznym jurgielcie!

Wszystko tak nagle! Edmund! Co nowego?

EDMUND

chowając list:

Nic nowego, milordzie.

GLOUCESTER

Czemu ten list chowasz tak skwapliwie?

EDMUND

Nie wiem nic nowego, milordzie.

GLOUCESTER

Co za pismo czytałeś?

EDMUND

Nic, milordzie.

GLOUCESTER

Nic? Dlaczego więc z tak strasznym pośpiechem chowałeś list do kieszeni? Nic nie potrzebuje tak się chować. Zobaczmy; pokaż! Jeśli to nic jest, obejdę się bez okularów.

EDMUND

Błagam cię, panie, daruj! To list od mojego brata, którego jeszcze nie przeczytałem w całości, a o ile go przebiegłem, nie zdaje mi się odpowiedni twoim oczom.

GLOUCESTER

Daj mi ten list, mopanku!

EDMUND

Równie cię obrażę, czy go dam, czy zatrzymam. Treść, o ile mogłem zrozumieć, jest naganna.

GLOUCESTER

Zobaczmy, zobaczmy!

EDMUND

Spodziewam się, na usprawiedliwienie mojego brata, że list ten pisał jedynie, żeby wziąć na próbę moją cnotę.

GLOUCESTER

czyta:

„To poszanowanie, ta cześć oddawana starości, zaprawia nam życie goryczą w najlepszych latach naszej młodości, pozbawia nas dostatków aż do czasu, w którym starość nie pozwoli nam ich używać! Zaczyna mi się to wydawać głupią i nieznośną niewolą pod jarzmem zgrzybiałej tyranii, która nami rządzi nie dlatego, że ma siłę, ale dlatego, że ją cierpliwie znosimy. Przyjdź do mnie, żebyśmy się w tym przedmiocie porozumieli. Gdyby nasz ojciec chciał spać, póki go nie obudzę, używałbyś połowy jego dochodów na zawsze, a żył kochany przez twojego brata Edgara”. Hm, spisek! „Chciał spać póki go nie obudzę, używałbyś połowy jego dochodów”. Syn mój, Edgar! Miałże on rękę, aby coś podobnego napisać? Serce i mózg coś podobnego pomyśleć? Jak dawno list ten odebrałeś? Kto ci go przyniósł?

EDMUND

Nikt mi go nie przyniósł, milordzie, w tym właśnie sztuka; list ten znalazłem na oknie mojego mieszkania.

GLOUCESTER

Czy poznajesz w tym piśmie rękę twojego brata?

EDMUND

Gdyby treść była uczciwa, przysiągłbym, milordzie, że to jego ręka, ale zważając na to, co list zawiera, pragnąłbym wierzyć, że nie on to pisał.

GLOUCESTER

To jego ręka!

EDMUND

To jego ręka, milordzie, ale spodziewam się, że jego serce nie ma udziału w tym, co list zawiera.

GLOUCESTER

Czy nigdy poprzednio nie badał cię w tym przedmiocie?

EDMUND

Nigdy, milordzie. Ale słyszałem często, jak utrzymywał, że stosowną byłoby rzeczą, gdy synowie są w sile wieku a ojcowie na schyłku, żeby ojciec żył pod opieką syna, a syn zarządzał dochodami.

GLOUCESTER

O nikczemnik! Nikczemnik! To właśnie jego zdanie w tym liście! Obrzydły nikczemnik! Wyrodny, przeklęty, bestialny, gorszy od bestii nikczemnik! Idź, mopanku, wyszukaj go! W więzieniu go zamknę. Obrzydły nikczemnik! Gdzie on teraz?

EDMUND

Nie wiem z pewnością, milordzie. Gdybyś raczył powstrzymać twoje oburzenie przeciw mojemu bratu, póki nie znajdziesz jaśniejszego dowodu jego zamiarów, pewniejsza byłaby twoja droga; gdy przeciwnie, uciekając się do gwałtownych przeciw niemu kroków, w mylnym może sądzie o jego zamiarach, niemałą wyrządzisz krzywdę własnemu honorowi, a w jego sercu zabijesz wszelkie posłuszeństwo. Nie wahamsię ręczyć własnym życiem za niego. List ten pisał jedynie na wypróbowanie moich ku tobie uczuć, dostojny lordzie, a nie w żadnej niebezpiecznej myśli.

GLOUCESTER

Czy tak sądzisz?

EDMUND

Jeśli to uznasz za stosowne, milordzie, poprowadzę cię na miejsce, gdzie usłyszysz nasze w sprawie tej narady. Własnymi uszyma położysz koniec twojej niepewności, a to bez żadnej prawie zwłoki, bo jeszczedziś wieczór.

GLOUCESTER

Niepodobna, aby taką był potworą!

EDMUND

I nie jest nią, jestem pewny.

GLOUCESTER

Względem własnego ojca, który go kocha tak czule, tak serdecznie! O niebo i ziemio! Edmundzie, wyszukaj go, odsłoń mi jego tajniki, błagam cię! Kieruj tą sprawą wedle twojej własnej mądrości, bo nie byłbym ojcem, gdybym był panem siebie w takim położeniu.

EDMUND

Wyszukam go natychmiast, milordzie. Pokieruję sprawą, jak będę mógł najlepiej i uwiadomię cię o wszystkim.

GLOUCESTER

Te ostatnie zaćmienia słońca i księżyca nie rokują nam nic dobrego. Choć świadomi rzeczy przyrodzonych mogą je tak lub owak tłumaczyć, to przecie ich następstwa mącą przyrodzony porządek. Miłość stygnie, przyjaźń się zrywa, rozłączają się bracia; po miastach bunty, między narodami niezgoda, w pałacach zdrada; węzły między synem a ojcem rozcięte. Ten nikczemnik przeze mnie spłodzony sprawdza przepowiednie: to syn przeciw ojcu; król nie słucha głosu natury: to ojciec przeciw własnemu dziecku. Ubiegły już najlepsze nasze lata; spiski, obłuda, zdrada i nieład burzący wszystko będą nam towarzyszyć aż do grobu! Wyszukaj tego łotra, Edmundzie! Nic na tymnie stracisz. Bądź tylko ostrożny! — Szlachetny, wierny Kent wygnany, a jego występkiem uczciwość! O dziwy!

Wychodzi.

EDMUND

Zabawne ludzkie szaleństwo! Gdy nasza fortuna omdlewa, najczęściej przez własne nasze błędy, składamy winę naszej niedoli na słońce, księżyc i gwiazdy, niby że zostaliśmy łotrami z konieczności, głupcami przez niebieskie zrządzenie, hultajami, złodziejami i oszustami przez sfer przewagę, pijakami, kłamcami i cudzołożnikami przez wymuszone posłuszeństwo wpływom planetarnym; słowem, że wszystkie nasze występki są tylko bożym zrządzeniem. Doskonały wykręt wszetecznika zwalić swoje koźle pociągi na gwiazdy! Ojciec mój poznał moją matkę pod ogonem Smoka, moje urodziny przypadły podUrsa Major, stąd idzie, że jestem surowy i lubieżny; ale byłbym ja, czym jestem, gdyby i najdziewiczejsza gwiazda firmamentu błyszczała nad moim bękarctwem. Edgar! Wchodzi Edgar. Przychodzi właśnie w porę jak katastrofa w starej komedii. Moją roląjest obłudna melancholia z towarzyszeniem westchnień pensjonariusza bonifratrów. O, te zaćmienia przepowiadają nam te niezgody; fa, sol, la, mi.

EDGAR

Co się to znaczy, bracie Edmundzie, w jakichże to poważnych rozmyślaniach się zatopiłeś?

EDMUND

Rozmyślam, bracie, o przepowiedniach, które tymi dniami czytałem, o następstwach tych zaćmień.

EDGAR

Czy się takiego rodzaju rzeczami zajmujesz?

EDMUND

Możesz mi wierzyć, że wypadki przepowiedziane sprawdziły się na nieszczęście: niezgoda przeciw naturze między dzieckiem a rodzicami; śmierć, głód, zerwanie starych przyjaźni, niesnaski w narodzie, przekleństwa i groźby królom i szlachcie; nieufność bez powodu, wygnanie przyjaciół, rozpędzenie wojsk, małżeńska niewierność i nie wiem, co tam jeszcze.

EDGAR

Od jakże to dawna zostałeś adeptem astronomii?

EDMUND

Dajmy temu pokój. Kiedy widziałeś mojego ojca po raz ostatni?

EDGAR

Przeszłej nocy.

EDMUND

Czy z nim rozmawiałeś?

EDGAR

Przez dwie godziny.

EDMUND

I rozstaliście się w dobrej komitywie? Czy nie dostrzegłeś żadnego znaku niechęci w jego słowach lub twarzy?

EDGAR

Najmniejszego.

EDMUND

Rozważ, czym mogłeś go obrazić. Radzę ci, unikaj jego obecności, póki czas nie ostudzi gniewu, który obecnie płonie w nim tak gwałtownie, żeby go ledwo śmierć twoja ugasiła.

EDGAR

Pewno mnie jaki łotr oszkalował.

EDMUND

Lękam się tego. Błagam cię, bądź cierpliwy i wyrozumiały, póki jego wściekłość nie zwolnieje. Słuchaj mojej rady; schroń się ze mną do mojego mieszkania, gdzie rzeczy tak urządzę, że sam usłyszysz mojąrozmowę z milordem. Proszę cię, idź tam; oto mój klucz, a wychodząc na ulicę, wychodź zbrojno.

EDGAR

Zbrojno, bracie?

EDMUND

Bracie, daję ci najlepszą radę. Jestem łotr, jeżeli się tam warzy co dobrego dla ciebie. Powiedziałem ci, com widział i co słyszałem, łagodząc tylko rzeczy, o ile można, bo nic ci dać nie potrafi dokładnego obrazu groźnej rzeczywistości. Proszę cię, oddal się.

EDGAR

Czy zobaczę cię wkrótce?

EDMUND

Licz na moje usługi w tej sprawie.

Wychodzi Edgar.Zbyt łatwowierny ojciec, brat szlachetny,

Którego serce podstępom tak obce,

Że nie jest zdolny innych podejrzewać.

Jak łatwo głupią osiodłać uczciwość!

Widzę dokładnie cały bieg tej sprawy.

Których ród nie dał, dowcip da mi niwy:

Do moich celów nie ma drogi krzywej.

Wychodzi.

SCENA III

Sala w pałacu księcia Albany.

Wchodzą: Goneril i Oswald.

GONERIL

Czy prawda, że mój ojciec uderzył mojego dworzanina za to,

że łajał jego błazna?

OSWALD

Prawda, pani.

GONERIL

We dnie i w nocy krzywdzi mnie, co chwila

Jakichś się nowych dopuszcza wybryków,

Które porządek domu wywracają.

Ale nie myślę dłużej tego znosić.

Jego rycerze co dzień niesforniejsi,

On sam o lada fraszkę nas strofuje.

Nie chcę go widzieć, gdy z łowów powróci,

A zapytany, powiedz, żem jest chora.

Gdybyś się trochę w twej służbie zaniedbał,

Dobrze byś zrobił: za wszystko odpowiem.

Słychać rogi za sceną.

OSWALD

Już wraca, pani, słyszę odgłos rogów.

GONERIL

Ty i dworzanie byle zbyć mu służcie,

Bo pragnę, żeby skargę na was zaniósł.

Jeśli mu pobyt u nas nie po myśli,

Niech jedzie do mej siostry; wiem ja dobrze,

Że tam, jak tutaj, równy znajdzie opór.

Zabawny starzec, który chce używać

Tej władzy, której zrzekł się dobrowolnie.

Na honor, stare głupcy dziecinnieją,

Trzeba też z nimi surowo postąpić,

Gdy zaczynają pieszczot nadużywać.

Pamiętaj o tym, co mówię.

OSWALD

      Pamiętam.

GONERIL

Traktujcie jego rycerzy z większą oziębłością, mniejsza, co z tego wypadnie. Uprzedź o tym twoich towarzyszy. Chciałabym na tej drodze znaleźć sposobność wytłumaczenia się i znajdę ją. Napiszę bezzwłoki do mojej siostry, aby poszła za moim przykładem. Przygotujcie wszystko do obiadu.

Wychodzą.

SCENA IV

Sala w pałacu księcia Albany.

Wchodzi: Kent przebrany.

KENT

Jeśli potrafię równie dobrze nadać

Moim wyrazom obcy im wprzód akcent,

Dobiegną celu moje dobre chęci,

W których zmieniłem moją postać całą.

Wygnany Kencie, jeśli ci się uda

Usłużyć panu, który cię potępił,

Na jaw wystąpi wierna twa gorliwość.

Odgłos rogów za sceną. Wchodzą: Król Lear, Rycerze i Orszak.

KRÓL LEAR

Bylem nie czekał jednej chwili na obiad! Idź, każ gozastawić. Wychodzi Sługa.A to co się znaczy? Co ty za jeden?

KENT

Człowiek, panie.

KRÓL LEAR

Jakie twoje rzemiosło? Czego od nas żądasz?

KENT

Moim rzemiosłem jest nie być gorszym od tego, czym się być zdaję; służyć wiernie temu, który mi zaufa; kochać uczciwego; przestawać z mądrym a małomównym; lękać się sądu; bić się, gdy nie ma wyboru, a ryb nie jadać.

KRÓL LEAR

Co ty za jeden?

KENT

Uczciwe człeczysko, a ubogie jak król.

KRÓL LEAR

Jeśli jesteś tak ubogi na poddanego, jak on na króla, to niewątpliwie dość jesteś ubogi. Czego żądasz?

KENT

Służby.

KRÓL LEAR

U kogo?

KENT

U ciebie, panie.

KRÓL LEAR

Czy znasz mnie, człowieku?

KENT

Nie, panie, ale widzę coś w twojej twarzy, co mi daje chęć nazywać cię panem.

KRÓL LEAR

Co takiego?

KENT

Władzę.

KRÓL LEAR

Jaką możesz oddać mi usługę?

KENT

Mogę uczciwie zachować tajemnicę, cwałować na koniu, biegać, popsuć zabawną historię w opowiadaniu, a proste zlecenie po prostu wypowiedzieć. Wszystko, do czego są zdolni zwyczajni ludzie i ja potrafię wykonać, ale głównym moim przymiotem jest gorliwość.

KRÓL LEAR

Jaki twój wiek?

KENT

Nie jestem ani tak młody, żebym się zakochał w kobiecie dla jej głosu, ani tak stary, żebym za nią szalał dla jakiej bądź przyczyny. Na moich barkach czterdzieści i osiem lat niosę.

KRÓL LEAR

Chodź ze mną, będziesz moim sługą. Jeśli nie będziesz mi po obiedzie wstrętniejszy, nie tak prędko się rozstaniemy. Obiad! Hej tam, obiad! — Gdzie jest ten hultaj, mój błazen? Idź i przywołaj tu mojego błazna. Wchodzi Oswald. A, to ty, mopanku? Gdzie moja córka?

OSWALD

Z przeproszeniem —

Wychodzi.

KRÓL LEAR

Co ten pachołek tam mruczy? Przywołaj mi tego ciurę! — Gdzie błazen mój? Hola! Zdaje mi się, że śpi świat cały. No, gdzie ten kundel?

RYCERZ

Powiada, panie, że córka twoja chora.

KRÓL LEAR

Dlaczego niewolnik ten nie wrócił na moje zawołanie?

RYCERZ

Wręcz mi odpowiedział, panie, że nie chce.

KRÓL LEAR

Że nie chce!

RYCERZ

Nie wiem, milordzie, co się tu święci, ale moim zdaniem wasza wysokość nie znajduje przyjęcia z tą samą uroczystą życzliwością, do której nawykła. Widoczny jest ubytek życzliwości tak we wszystkichsługach, jak w samym księciu i twojej córce.

KRÓL LEAR

Ha, czy tak mówisz?

RYCERZ

Przebacz mi, proszę, milordzie, jeśli się mylę, ale moja powinność milczeć mi zabrania, gdzie widzę krzywdę waszej wysokości.

KRÓL LEAR

Przywodzisz mi na myśl moje własne spostrzeżenie; uderzyło mnie w ostatnich czasach pewne niedbalstwo; ale wolałem oskarżać moją własną, zbyt drażliwą niecierpliwość, niż widzieć w tym wyrachowaną i rozmyślną obrazę. Wglądnę ja w to bliżej. — Ale gdzie mój błazen? Od dwóch dni go już nie widziałem.

RYCERZ

Od czasu oddalenia się naszej młodej pani do Francji, błazen niemało podupadł na siłach.

KRÓL LEAR

Nie mówmy o tym więcej; nie uszło to mojej baczności. Idź i powiedz mojej córce, że chciałbym z nią mówić. A ty przywołaj tu mojego błazna. Wraca Oswald. A, ty mopanku, przybliż się, mopanku! Czy wiesz ty, kto ja jestem, mopanku?

OSWALD

Pani mojej ojcem.

KRÓL LEAR

„Pani mojej ojcem”! Pana twojego ciuro! ty psie sk...synie, ty niewolniku, ty kundlu!

OSWALD

Nie jestem ani tym, ani owym, milordzie, z przeproszeniem.

KRÓL LEAR

I ty śmiesz się ze mną mierzyć oczyma, ty hultaju?

Uderza go.

OSWALD

Nie chcę, aby mnie tak traktowano, milordzie.

KENT

I nie chcesz usiąść na podstawionym ci stołku, nikczemny piłkarzu?

Obala go uderzeniem w nogę.

KRÓL LEAR

Oddałeś mi usługę; zasłużyłeś na moją miłość.

KENT

Wstań, mospanie i zmiataj! Nauczę cię lepiej znaćróżnicę między ludźmi. Zmiataj, zmiataj! Jeśli chceszzmierzyć powtórnie długość twojego głupiego kadłuba, zostań; ale radziłbym ci zmiatać. Czy masz choćtrochę rozumu? Żwawo!

Wypycha Oswalda.

KRÓL LEAR

Raz ci jeszcze dziękuję, dobry mój przyjacielu. Weźten zadatek twojej płacy.

Daje pieniądze Kentowi. Wchodzi: Błazen.

BŁAZEN

Toć i ja go wezmę na służbę. Oto mój kapturek.

Daje swój kaptur Kentowi.

KRÓL LEAR

Piękny mój błazenku, jak się masz?

BŁAZEN

Najlepiejbyś zrobił, paniczu, gdybyś wdział mój kapturek.

KENT

Dlaczego, błazenku?

BŁAZEN

Dlaczego? Dlatego, że stajesz po stronie, która wpadła w niełaskę. Wierzaj mi, jeśli nie możesz uśmiechać się, jak wiatr zawieje, zakatarzysz się niedługo. Weź przeto mój kaptur. Patrz, ten jegomość wygnał dwie ze swoich córek, a trzeciej dał błogosławieństwo mimo woli. Jeśli pójdziesz za jego przykładem, chcąc nie chcąc, musisz nosić mój kapturek. — Co tam nowego, wujaszku? Ale ja bym pragnął mieć dwa kaptury i dwie córki.

KRÓL LEAR

Dlaczego, błazenku?

BŁAZEN

Gdybym im dał całe moje mienie, zatrzymałbym przynajmniej moje kapturki dla siebie. Odstępuję ci mojego, a idź żebrać o drugi u twoich córek.

KRÓL LEAR

Miej się na baczności, mopanku, bo baty!

BŁAZEN

Prawda jest psem, który musi chować się w psiarni;wypędzają go batogiem; ale bonońskiej suczce wolnosiedzieć przy ogniu i smrodzić.

KRÓL LEAR

Gorzki to dla mnie kąsek!

BŁAZEN

Nauczę cię, mopanku, pięknej gadki.

KRÓL LEAR

Słucham.

BŁAZEN

Słuchaj, wujaszku.

Niż pokazujesz, więcej posiadaj,

Ale mniej za to, niźli wiesz, gadaj;

Mniej wypożyczaj, niźli masz grosza;

Częściej używaj niż nóg gniadosza;

Szczodry w słuchaniu, bądź skąpy w wierze;

Wydatki trzymaj z dochodem w mierze;

Nie goń za dziewką, wyrzecz się szklanki,

Przenoś nad wszystko własne zaścianki,

A wróżę, że ci każdy dziesiątek

Przyniesie więcej niźli dwie piątek.

KENT

To nie ma sensu, błazenku.

BŁAZEN

Więc to podobne do obrony niezapłaconego adwokata; za to nic, nic mi dałeś. Czy nie mógłbyś, wujaszku, wyciągnąć jakiej korzyści z niczego?

KRÓL LEAR

Żadnej, moje dziecko; trudno co zrobić z niczego.

BŁAZEN

do Kenta:

Powiedz mu, że tyle właśnie wynosi intrata jego ziemi, bo nie uwierzy błaznowi.

KRÓL LEAR

Gorzki to błazen!

BŁAZEN

Znasz ty różnicę, moje dziecko, między gorzkim, asłodkim błaznem?

KRÓL LEAR

Nie, mój chłopcze, naucz mnie jej.

BŁAZEN

Pana, co ci doradził, byś twe oddał ziemie,

Staw przy mnie lub sam przyjmij roli jego brzemię,

A słodki z gorzkim błaznem będą na usługi,

Jeden tu, w pstrej katance, a tam będzie drugi.

KRÓL LEAR

Więc mnie nazywasz błaznem, moje dziecko?

BŁAZEN

Wyrzekłeś się wszystkich innych twoich tytułów, tenjeden posiadasz od urodzenia.

KENT

Nie taki on to błazen jak się zdaje, milordzie.

BŁAZEN

Nie, na uczciwość! Panowie i wielcy ludzie nie chcą mi zostawić wszystkiego. Gdybym nawet miał i monopol błazeństwa, to i tak chcieliby mieć z niego swoją cząstkę. Panie także nie chcą mi zostawić całego błazeństwa, i one też skubią z niego, co mogą. Wujaszku, daj mi jaje, a ja ci dam dwie korony.

KRÓL LEAR

Co to za dwie korony?

BŁAZEN

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.