drukowana A5
35.48
Król Lear

Bezpłatny fragment - Król Lear


Objętość:
203 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0978-9

Wstęp

Stara to jak świat legenda, jak dzieje pierwszych rodzin...Odnawiająca się do dziś dnia; jeden z tych tematów wiecznie prawdziwych, zużytych, a mimo to świeżych, które poetom najobfitszego dostarczają wątku, bo w świecie objawiają się coraz innymi przystrojone barwami, zawsze tętniące prawdą, płynące krwią naszą — napiętnowane ułomnością człowieka. W baśniach ludowych prastarych, wszystkich niemal narodów, znajdziecie tego króla w postaci żebraka, córki może przekształcone na synów i miłość milczącą, bo prawdziwą, obok chełpliwej, gadatliwej, a zmyślonej.

Król Lear ginie w pomroce podań odwiecznych; ze swoim nazwiskiem zaś i jako postać historyczna ukazuje się w kronice brytańskiej z legend spisanej, którą archidiakon oksfordzki, Walter Mapes przywiózł w początku XII w. do Anglii; a inny archidiakon z Monmouth, Artur Geoffroy, przełożył na język łaciński. Wace, trubadur normandzki,zrobił z niej poemat francuski w r. 1155; w XIII w.Layamon i Robert Gloucester, w XIV Piotr Langtoft i Robert Manning, w XV John Mandeville, w XVI Sackvillei Spencer przerabiali to podanie, aż się stało historycznymi tak wrosło w dzieje stare, że Holinshed wpisał je w swojąkronikę, wiedząc już na pewno, że król Lear wstąpił na tronBrytanii w r. 3105, gdy Joas panował w Judei. Z tak popularnej treści w r. 1594 bezimienny autor stworzył dramat,który był w r. 1605 drukowany pod tytułem: Wierna kronika historyczna króla Leara i jego trzechcórek.

Autor czerpał niewolniczo z kroniki Holinsheda, scenyu niego następują w tym porządku, co w legendzie i zachowują charakter swój, który i Szekspir poszanował, uwydatniając go tylko.

W sztuce tej pierwotnej król Lear rozpoczyna od badania córek, dzieli swe królestwo między dwie z nich, wydziedziczając najmłodszą — Kordelia wychodzi za króla Gallów; Goneril i Ragana niewdzięcznością się ojcu wypłacają, Learucieka do Francji, godzi się z Kordelią i — koniec następujeszczęśliwy, gdyż pobiwszy swych zięciów, królów Kornwaliii Kambrii, starzec tron odzyskuje.

Wedle obyczaju ówczesnego teatru angielskiego, który wymagał, aby nawet w tragedii coś słuchaczów rozweselało, wstawiano trzy mało znaczące figury komiczne, przy królu Galii niejakiego Montforta, przy Learze powiernika Perillusa (z którego Szekspir stworzył Kenta) i jeszcze jednego bezimiennego błazna zastępującego niedołężnie genialnie u Szekspira wprowadzonego Oswalda, marszałka dworu Gonerili. Z własnego wymysłu bezimienny robotnik do materiału Holinsheda dołożył niewiele. Sztukę tę historyczno-legendową,przyobleczoną w szaty nowe Szekspir przedstawił w r. 1606 26 grudnia przed Jakubem I, w pałacu White Hall.

W owych czasach Lear mógł się uważać za równie historyczny obraz jak inne wzięte z dziejów Anglii; wiele w nim oprócz tego okolicznościowych było napomknień, wiele ustępów niemal proroczych... Tryb tworzenia ten sam tu, co zawsze u naszego poety, twórczość jego objawia się nie w surowym materiale, ale w ukształtowaniu go i obrobieniu, w natchnieniu życia... w odgadnięciu prawdy ludzkiej... Bierze on imiona i przedmioty znane i ulubione, a z nich lepi świat żywy...

Co było lalką sztywną, pod jego ręką staje się człowiekiem. Legenda ma swą logikę, której poeta nie zmienia, dopełnia ją tylko i tłumaczy charakterami. Nie potrzebuje wiele do odgadnięcia ich, znajduje jakiś odłamek przedpotopowy, jakąś cząstkę niedogniłą i z niej wskrzesza żywą postać.

Nie będziemy powtarzali treści znanej dramatu. Szekspir legendę wypełnił, wplatając w nią drugą, pokrewną jej naturą swą, a tej pomysł wziął z Arkadii Sidneya, czyniąc hrabiego Gloucester pokrewnym Learowi. Zakończenie zmienił poetana korzyść tragedii; artystycznie jest ono u niego piękniejsze, a razem moralnie prawdziwsze. Sprawiedliwość nie przychodzi na tym świecie, nie domierza się widomie — rzadko cnota dostępuje tryumfu i dlatego właśnie jest cnotą, że się go nie spodziewa, że nań nie rachuje. U Szekspira też umiera Kordelia i ojciec kończy życie przy jej zwłokach.

To zakończenie ludziom rutyny i nawyknienia wydało się niesprawiedliwe i okrutne. Johnson wyrzuca Szekspirowi, iż cnocie natychmiast nie dał zapłaty należnej; Garrick, jak w Romeo i Julii, dorobił tu zakończenie inne dla przypodobania się tłumowi i rozwiązania trywialnego, wedle ogólnej reguły.

Rozpatrzywszy źródła, z których poeta czerpał do Leara wszystko, co mógł zapożyczyć z powieści i legendy, na ostatek ze starej sztuki tego samego nazwiska i treści — możemy ocenić cały kunszt i siłę jego twórczą. Związanie umiejętne dwóch historii Leara i Gloucestera, układ, budowa są samodzielne i dramat podnoszą ponad wiek, w którym się ukazał na scenie.

Charakterem tragicznym, rozmiarem tych dzikich obrazów rozkiełznanych namiętności poeta bez wątpienia chciał i z wiedzą a umyślnie malował tymi barwami wieki odległe, pogańskie czasy, pierwotne dzieje zamierzchłej epoki.

Guizot dostrzega ślady tej intencji w samym nawet języku, który niekiedy przybiera pewne formy archaiczne, dla nas to wyraźniejsze jest jeszcze w kroju i budowie dramatu. Jest to świat przedchrześcijański, nieznający światła objawionego i na naturalnych popędach budujący wątły porządek społeczny, który lada podmuch namiętności obala i kruszy. Wszystko tu wije się posłuszne chwilowym porywom, bez stałej zasady moralnej, bez wiedzy zła i dobra. Nic niehamuje tych prądów burzliwych... Sam Lear występuje od razu, nawet względem córek własnych, jako wszechwładny pan, nakazujący nawet miłość i sposób, w jaki się ona ma objawiać. Gwałtowny, niepohamowany, dziki od pierwszej sceny, przechodzi w szał, gdy go dotknęło nieszczęście. Rezygnacja, przebaczenie są nieznane temu światu dzikiemu. Dziwnie fantastyczne otaczają go postacie, nadające sztuce bardziej jeszcze przejmującą tragiczność; błazen królewski urąga się boleści pana, Edgara szaleństwo odbija dziwacznie przy rozpaczy jego... wycie nieszczęśliwego, któremu przygrywa ta świstałka klauna, barwą dziką piętnują dramat.

Boleść najstraszliwsza miesza się z ironicznym śmiechem, wtórując mu rozpaczliwie...

Rodzina pogańska w istocie zda się do barbarzyńskich należeć wieków — ojciec, dzieci, bracia, żony i mężowie — wszystko to zwierzęco walczy z sobą, pożera się, krwawi, zdradza. Węzły łączące ją pękają; czuć, że tego hamulca, który przyniosło chrześcijaństwo, nie znają ci ludzie, tak jak nie znają sromoty, nie czują zgryzot i nie mają litości. Miłość sama rodzi tu nawet zepsucie — najczulej ukochani są najbardziej rozpasani — namiętności rozlewają się bezbrzeżnie,popędy unoszą bez sternika na skały, żądze są nienasycone. Poeta widocznie chciał i szukał tego wrażenia — nadał ten koloryt historyczny tragedii z wiedzą i myślą. Jest to świat przed narodzeniem sumienia, rządzony instynktami tylko, które dla niego są bodźcem i siłą, która stanowi prawo.

Lear tą barwą swą i potęgą poezji, która całą gamę swych tonów rozwija w nim, należy do najgenialniejszych kreacji Szekspira. W teatrze musiał on straszliwe czynić wrażenie jakby widok jakiegoś przedpotopowego świata... dobytego z fal przeszłości.

Angielscy krytycy epokę, w której Lear powstał, odnoszą do lat między 1603 a 1606. Nie mógł być napisany przed 1603 r., gdyż w tym roku ukazało się dzieło Dra Harsneta (Discovery of Popish Impostors), z którego wiele szczegółówzapożyczył poeta.

W r. 1607 dnia 26 listopada w rejestrach księgarzy londyńskich pierwsi wydawcy Butler and Jo-Busby wpisali Historię „of Kinge Lear”, którą wydali w ciągu roku 1608 trzy razy. Od tego roku do 1623, to jest do wydania zbiorowego, nie był król Lear drukowany. Pierwsze trzy druki prawie się nie różnią między sobą, następne jest widocznie poobcinane i wymagało dopełnienia z poprzednich. Dziwnym sposobem dramat tak popularny wkrótce potem tak popadł w zapomnienie, że niejaki Nohum Tate przerobił go i przywłaszczyłsobie, zowiąc Szekspira tragedię: an obscure performancecommended to his notice by a friend.

Król Lear

OSOBY:

Król Lear, król Brytanii

Król Francji

Książę Burgundii

Książę Cornwall

Książę Albany

Hrabia Kent

Hrabia Gloucester

Edgar, syn Gloucestera

Edmund, syn naturalny Gloucestera

Curan, dworzanin

Stary Wasal Gloucestera

Doktor

Błazen

Oswald, marszałek Gonerili

Oficer w służbie Edmunda

Dworzanin Kordelii

Herold

Orszak księcia Cornwall

Goneril, córka króla Leara

Regan, córka króla Leara

Kordelia, córka króla Leara

Orszak króla, Oficerowie, Posłańcy, Żołnierze i Służba

Scena w Brytanii.

AKT PIERWSZY

SCENA I

Pałac króla Leara.

Wchodzą: Kent, Gloucester i Edmund.

KENT

Myślałem, że król więcej sprzyjał księciu Albany niż Cornwall.

GLOUCESTER

Tak się nam zawsze zdawało; ale teraz przy rozdziale królestwa nie pokazał, którego z książąt ceni wyżej, bo części tak są odmierzone, że najskrupulatniejsze porównanie nie znajdzie różnicy.

KENT

Czy to nie syn twój, milordzie?

GLOUCESTER

Urósł moim kosztem. Tak często rumieniłem się, uznając go za syna, że teraz jestem już na to jak ze spiżu.

KENT

Jeszcze rozumieć nie poczynam.

GLOUCESTER

Ale matka jego poczęła; toteż i łono się jej zaokrągliło,i miała wprzód syna do kolebki niż męża do łożnicy. Czy czujesz teraz zapach grzechu?

KENT

Nie mogę pragnąć, żeby go nie było, skoro owoc tak jest piękny.

GLOUCESTER

Ale mam także syna według prawa, który jest o kilka lat od tego starszy, mimo tego jednak nie droższy mojemu sercu. Chociaż ten hultaj przyszedł na świat trochę bez pytania i nim po niego posłano, matka jego była piękna, a przy jego robocie było niemało radości; trzeba będzie uznać bękarta. --- Edmundzie, czy znasz tego szlachetnego pana?

EDMUND

Nie, milordzie.

GLOUCESTER

To milord Kent; zapisz go sobie na przyszłość w pamięci jako mojego dostojnego przyjaciela.

EDMUND

Jestem na twoje usługi, milordzie.

KENT

Trudno cię nie kochać; pragnę też twojej bliższej znajomości.

EDMUND

Dołożę starania, aby stać się godnym tej łaski.

GLOUCESTER

Przepędził za granicą lat dziewięć i jeszcze tam wróci. — Ale król się zbliża.

Odgłos trąb za sceną. Wchodzą: Król Lear, Cornwall, Albany, Goneril,Regan, Kordelia i Orszak.

KRÓL LEAR

Monarchę Francji i księcia Burgundii

Wprowadź, Gloucesterze.

GLOUCESTER

      Śpieszę spełnić rozkaz.

Wychodzi z Edmundem.

KRÓL LEAR

My zaś otworzym myśli naszych tajnie.

Podajcie mapę. Wiedzcie, żem podzielił

Królestwo moje całe na trzy części.

Postanowieniem moim jest niezmiennym

Od trosk zarządów starość mą wyzwolić,

A zostawiając młodszym siłom ciężar,

Do wrót się śmierci lżejszą czołgać nogą.

Synu mój Cornwall i ty, sercu memu

Zarówno drogi, synu mój Albany,

Za krótką chwilę córek mych posagi

Ogłoszę światu, aby raz na zawsze

Zamknąć drzwi wszelkim sporom i niezgodzie.

Zarazem Francji i Burgundii panom,

Których na dworze moim od tak dawna

Trzyma dla córki mej najmłodszej miłość,

Dzisiaj stanowczą dam także odpowiedź.

Powiedzcie córki, skoro mym zamiarem

Jest zrzec się rządów i kłopotów władzy,

Powiedzcie, która kocha mnie najwięcej,

By szczodrobliwość tam moją przechylić,

Gdzie ją pociągnie miłość i zasługa.

Pierwsza, Goneril, mów jako najstarsza.

GONERIL

Więcej cię kocham niż język wypowie,

Więcej niż światło, niż powietrze, wolność,

Więcej niż wszystkie świata tego skarby;

Kocham jak życie, zdrowie, piękność, honor,

Jak nigdy ojca nie kochało dziecię.

Zbyt jest ubogi język, by wyrazić

Miłość mą całą — kocham cię nad miarę.

KORDELIA

na stronie:

Co będzie mogła Kordelia powiedzieć?

Kochać i milczeć.

KRÓL LEAR

      Od tych do tych kresów

Cieniste gaje i bogate łany,

Rozległe smugi, rzeki rybołowne

Twą są własnością i będą na zawsze

Twego i księcia Albany potomstwa.

A cóż mi teraz odpowie z kolei

Żona Cornwalla, Regan, druga córka?

REGAN

Z tej samej jestem gliny, co ma siostra,

Jestem jej równą i każde jej słowo

Zda się wyjęte z głębin mego serca.

Ja tylko dodam, co jej słowom braknie:

Nie ma uciechy na szerokiej ziemi,

Która by dla mnie urok jaki miała,

Całe albowiem szczęście moje leży

W twojej miłości, panie mój i ojcze!

KORDELIA

na stronie:

Biedna Kordelio! Ale nie, bo czuję,

Że miłość moja od mych słów bogatsza.

KRÓL LEAR

Tobie i twemu zostawiam potomstwu

Tę część bogatą mojego królestwa

Równą przestrzenią, dochodem, pięknością

Dzielnicom twojej siostrze przekazanym.

Teraz z kolei ty, moja pociecho,

Chociaż ostatnia, nie mniej przecie droga,

O której młodą ubiega się miłość

Wino francuskie i burgundzkie mleko,

Co powiesz ojcu, by sobie zapewnić

Trzecią, bogatszą niż sióstr twych dzielnicę?

KORDELIA

Nic.

KRÓL LEAR

Nic?

KORDELIA

      Nic, ojcze.

KRÓL LEAR

      Z niczego nic rośnie.

Przemów raz jeszcze.

KORDELIA

      Ach, ja nieszczęśliwa,

Nie mogę serca mego do ust podnieść!

Kocham cię, panie, jak powinność każe,

Ni mniej, ni więcej.

KRÓL LEAR

      Popraw twoje słowa,

Jeżeli nie chcesz twej popsuć fortuny!

KORDELIA

Dałeś mi życie, ojcze, wychowałeś,

Kochałeś, za te wszystkie dobrodziejstwa

Czczę cię i kocham, jestem ci posłuszną.

Czemuż pojęły siostry moje mężów,

Jeżeli ciebie jedynie kochają?

Być może, jeśli oddam komu rękę,

Że z moją ręką mąż uniesie razem

Mych powinności i względów połowę,

Bo nigdy męża jak siostry nie wezmę,

Ażeby tylko mego ojca kochać.

KRÓL LEAR

Z serca to mówisz?

KORDELIA

      Tak jest, dobry panie.

KRÓL LEAR

Tak młoda, a tak zimna i nieczuła!

KORDELIA

Tak młoda, królu, a szczera.

KRÓL LEAR

      Więc dobrze,

Niech twoja szczerość twym będzie posagiem,

Bo na to jasne przysięgam ci słońce,

Na tajemnice Hekaty i nocy,

Na gwiazd potęgę, których bieg po niebie

Żywotem naszym i śmiercią rozrządza,

Mojej ojcowskiej wyrzekam się pieczy,

Krwi obowiązków; i odtąd na zawsze

Obcą mojemu pozostaniesz sercu.

Surowy Scyta, ojciec, co pożera

Własne swe dzieci, by swój głód nasycić,

Równą przychylność w moich znajdą piersiach

Co ty, przed chwilą jeszcze moja córka!

KENT

Królu —

KRÓL LEAR

      Milcz, Kencie! Nie stawaj zuchwale

Pomiędzy smokiem a jego wściekłością!

Jam ją nad inne kochał, ja myślałem

Dni moje skończyć pod czułą jej strażą.Do Kordelii:Precz z moich oczu! Niech w grobie spoczynku

Moim nie znajdę, jeśli nie odwracam

Na zawsze od niej ojcowskiego serca!

Przywołać króla Francji. Czy słyszycie?

Księcia Burgundii. Cornwall i Albany,

Część trzecią z córek dwóch weźcie posagiem.

Niech duma, którą ona zwie szczerością,

Znajdzie jej męża. Wam łącznie zostawiam

Władzę mą, zwierzchność, wszystkie przywileje

Towarzyszące królewskiej godności.

Sobie jedynie to zastrzegam prawo,

Że w towarzystwie stu wiernych rycerzy

W każdego domu kolejno przez miesiąc

Na waszym koszcie będę miał schronienie.

Królewski przy tym tytuł zatrzymuję

I blask zewnętrzny; władzę i dochody,

Drodzy synowie, w wasze składam ręce;

Na zakład tą się podzielcie koroną.

Daje koronę.

KENT

Learze, któregom czcił jak mego króla,

Kochał jak ojca, a jak panu służył,

Nie zapominał nigdy w swych modlitwach

Jak opiekuna —

KRÓL LEAR

      Łuk mój natężony,

Lękaj się strzały!

KENT

      Niech raczej wyleci

I w piersiach moich serce mi rozedrze!

Gdy Lear szaleje, Kent nie będzie baczył

Na dworskie słowa. Co zrobić chcesz, starcze?

Nie myśl, że mówić zlęknie się powinność,

Gdy się potęga chyli przed pochlebstwem,

Boć jest honoru powinnością szczerość,

Gdy obłąkanie uwodzi majestat.

Odwołaj sąd twój, niech chwila rozwagi

Popędliwości zmieni hydny wyrok!

Głową za moje odpowiadam zdanie:

Najmłodsza córka nie najmniej cię kocha;

Nie jest tych serce puste, których słowa

Czczym nie brzmią dźwiękiem.

KRÓL LEAR

      Jeśli kochasz życie,

Ni słowa więcej!

KENT

      Przeciw twoim wrogom

Życie me zawsze na rozkaz twój było

I bez wahania zawsze je poświęcę,

Gdzie idzie, panie, o twe bezpieczeństwo.

KRÓL LEAR

Precz z moich oczu!

KENT

      Przejrzyj, królu, jaśniej,

Przy twej, jak dotąd, zostaw mnie osobie,

A nie odwracaj twych ode mnie źrenic!

KRÓL LEAR

Na Apollina —

KENT

      Tak, na Apollina!

Na twoich bogów daremnie przysięgasz.

KRÓL LEAR

Wasalu! Zdrajco!

Kładzie rękę na mieczu.

ALBANY I CORNWALL

      O wstrzymaj się, królu!

KENT

Zabij doktora, należną mu płacę

Na twoją szpetną sam obróć chorobę!

Odwołaj wyrok lub póki me usta

Przemówić zdolne, nie przestanę wołać:

Źle robisz, królu!

KRÓL LEAR

      Słuchaj mnie, nędzniku,

Słuchaj na twoje należne mi maństwo!

Gdyś mnie chciał skłonić do złamania słowa,

(Czegom się jeszcze nigdy nie dopuścił)

Gdy się zuchwale poważyłeś stawić,

(Czego znieść broni honoru uczucie)

Oto zapłata twojej jest śmiałości:

Pięć dni ci daję, byś się zaopatrzył

W potrzebne środki przeciw nędzy życia,

Szóstego plecy odwróć nienawistne

Moim dzielnicom; jeśli dziesiątego

Wygnany kadłub twój jeszcze się znajdzie

Na mojej ziemi, śmierć czeka cię straszna.

Precz! Na Jowisza, nigdy tu nie wrócisz.

KENT

Gdy taka wola twoja, żegnaj, panie!

Tam wolność znajdę, bo tu jest wygnanie.Do Kordelii:Niech Bóg, dziewico, w swej cię pieczy chowa

Za myśl uczciwą i uczciwe słowa!Do Regany i Goneril:Bodaj dźwięk głośny wasz uczynkiem został!

Słowom miłości miłości czyn sprostał!

Tymi na zawsze Kent żegna was słowy,

Gdy starą nogą w świat puszcza się nowy.

Wchodzi: Gloucester z Królem Francji, Księciem Burgundiii Orszakiem.

GLOUCESTER

Oto król Francji i książę Burgundii.

KRÓL LEAR

Książę Burgundii, który z królem Francji

O mej się córki ubiegałeś rękę,

Do ciebie naprzód moje słowa zwracam.

Jakiego żądasz z córką mą posagu

Lub się usuwasz?

KSIĄŻĘ BURGUNDII

      Dostojny monarcho,

Nie żądam więcej jak ofiarowałeś,

A sam mniej nie dasz.

KRÓL LEAR

      Szlachetny mój książę,

Tak ją ceniłem, gdy mi była drogą,

Dziś spadła w cenie. Spojrzyj na nią, książę,

Jeśli w tej małej, nadobnej postaci

Coś albo wszystko z mą razem niełaską,

Ale nic więcej, jeszcze ci po myśli,

Weź ją, jest twoją!

KSIĄŻĘ BURGUNDII

      Nie wiem, co powiedzieć.

KRÓL LEAR

Czy chcesz z wszystkimi, jakie ma, wadami

Przysposobioną gniewu mego córkę

Za posag w moje bogatą przekleństwo,

Której z przysięgą wyrzekłem się dzisiaj,

Czy chcesz za żonę pojąć lub odrzucić?

KSIĄŻĘ BURGUNDII

Na tych warunkach trudny wybór, królu.

KRÓL LEAR

Więc się jej wyrzecz, bo ci wyliczyłem

Wszystkie jej skarby.Do króla Francji:

      Nie mam chęci, królu,

Tej krzywdy naszej wyrządzać przyjaźni,

Bym cię z tą łączył, której nienawidzę.

Racz więc twe myśli ku godniejszej zwrócić

Niż ku nędznicy, której za swe dzieło

Sama natura dziś uznać się wzdryga.

KRÓL FRANCJI

O dziwy, żeby ta, która przed chwilą

Nad wszystko twemu sercu była drogą,

Pochwał twych celem, starości balsamem

Najkosztowniejszym, w jednym oka mgnieniu

Tak się potwornych dopuściła czynów,

Że tyle węzłów miłości stargała!

Lub czyn jej straszny jest i niesłychany,

Lub dawna ku niej miłość twoja grzeszna;

Lecz, by uwierzyć temu, trzeba wiary,

Której bez cudu mój rozum mi nie da.

KORDELIA

Królu, o jedną jeszcze błagam łaskę:

Skoro mi obcą ta śliska jest sztuka,

Co mówi, czego dotrzymać nie myśli,

Gdy mogę tylko, nim z ust wyjdzie słowo,

Spełnić uczciwe me postanowienie,

Racz sam powiedzieć, że żaden występek,

Żadne morderstwo, żaden czyn hańbiący

I żadna plama na moim honorze

Twej mi królewskiej łaski nie wydarła,

Ale brak tylko, co mym jest bogactwem,

Spojrzeń żebrzących wiecznie, brak języka,

Brak, który serca mego jest pociechą,

Chociaż miłości twojej mnie pozbawia.

KRÓL LEAR

Stokroć ci lepiej było się nie rodzić,

Niż mnie obrazić!

KRÓL FRANCJI

      Jak to? I nic więcej?

Powolność ducha często niezdolnego

Wyrazić słowem, co zamierza spełnić?

Książę Burgundii, co powiesz dziewicy?

Miłość miłością nie jest, jeśli miesza

Zewnętrzne względy z głębokością uczuć,

Czy chcesz ją pojąć? Sama jest posagiem.

KSIĄŻĘ BURGUNDII

Daj tylko królu, co dać jej przyrzekłeś,

A twa Kordelia księżną jest Burgundii.

KRÓL LEAR

Nie, nie, przysiągłem i słowa nie zmienię!

KSIĄŻĘ BURGUNDII

Żal mi, lecz skoro tak straciłaś ojca,

I męża tracisz.

KORDELIA

      Pokój z tobą, panie!

Mężem ten moim nie będzie, co mierzy

Miłość fortuną.

KRÓL FRANCJI

      O piękna,

Ubóstwo skarb ci daje, opuszczenie

Urok nieznany, a wzgarda powaby.

Ciebie i cnoty twe łakomo chwytam,

Chętnie, co inni odrzucili, biorę.

Jaki cud, Boże! To, co innych studzi,

Silniejszy ogień w moim sercu budzi.

Twa córka, królu, wzgardzona, bez wiana,

Dziś będzie panią pięknej Francji pana.

Książę, wodniste twoje księstwo całe,

By skarb tak drogi kupić, jest za małe.

Kordelio, żegnaj wszystkich; pokrzywdzona,

Co traci córka tu, znajdzie tam żona.

KRÓL LEAR

Jest twoją, weź ją; ja sobie nie życzę

Na córki takiej poglądać oblicze,

Idź, lecz miłości mojej ci na drogę

Ni błogosławieństw moich dać nie mogę!

Książę Burgundii, racz mi towarzyszyć.

Przy odgłosie trąb wychodzą: Król Lear, Książę Burgundii, Cornwall,Albany i orszak.

KRÓL FRANCJI

Pożegnaj teraz siostry twe, Kordelio.

KORDELIA

Klejnoty ojca, Kordelia was żegna

Łzawą źrenicą; wiem ja, czym jesteście,

Lecz mam jak siostra wstręt niezwyciężony

Po ich nazwisku wady nazwać wasze.

Kochajcie ojca, ja sercom go waszym

Wedle świadectwa waszych słów powierzam.

Lecz gdybym jeszcze w łasce jego żyła,

Na lepszym tronie bym go osadziła.

Bądźcie mi zdrowe!

REGAN

      Naszych powinności

Nie ucz nas tylko!

GONERIL

      A dołóż starania,

Aby twojego męża nie obrazić,

Który żebraczkę wziął przez miłosierdzie,

Przeciw ojcowskiej zbuntowaną woli

Cios sprawiedliwy dotknął cię niedoli.

KORDELIA

Gdy czas chytrości kryjówki odsłoni,

Hańba dziś tajne kryjówki dogoni.

Bóg daj wam szczęście!

KRÓL FRANCJI

      Czas nam iść, Kordelio.

Wychodzi Król Francji i Kordelia.

GONERIL

Siostro, niemało mam ci rzeczy do powiedzenia, które dla nas obu są bardzo wielkiej wagi. Zdaje mi się, że ojciec nasz chce się tej nocy stąd oddalić.

REGAN

Niewątpliwie. Udaje się do was; na przyszły miesiąc nasza będzie kolej.

GONERIL

Widzisz, jak zmienna jego starość; a czego byłyśmy teraz świadkami, nowym jest tego dowodem. Zawsze kochał siostrę naszą najwięcej, a sposób, w jaki ją wydziedziczył, jest wyraźnym znakiem obłąkania.

REGAN

Jest to wieku ułomność, choć nigdy nie umiał on być panem siebie.

GONERIL

W najlepszych latach siły i zdrowia zwyczajne mu były te uniesienia. Należy się więc nam przygotować w jego starości nie tylko na wkorzenione wady charakteru, ale zarazem na gwałtowne wybuchy niecierpliwości, które zwykle prowadzi z sobą gniewliwa i niedołężna starość.

REGAN

Czekają nas z jego strony kaprysy podobne do dzisiejszego wygnania Kenta.

GONERIL

Ceremonie pożegnania z królem Francji zabiorą mu jeszcze niemało czasu, naradźmy się więc spólnie. Jeśli nasz ojciec, przy swoim charakterze, zatrzyma jaką władzę, ostatnie jego rozporządzenia obrócą się na naszą tylko krzywdę.

REGAN

Naradzimy się o tym później.

GONERIL

Musimy coś postanowić, póki pora.

Wychodzą.

SCENA II

Przysionek w zamku hrabiego Gloucestera.

Wchodzi Edmund z listem.

EDMUND

Ty jesteś moją boginią, naturo,

I tylko twoim prawem chcę się rządzić.

Dlaczegóż mam być ofiarą zwyczajów,

Dać się narodów dziwactwom obedrzeć?

Dlatego, żem się o kilka miesięcy

Za bratem spóźnił? Bękart! Upodlony!

Czemu? Gdy kształty moje równie piękne,

Myśl równie wzniosła, rysy regularne,

Jak u potomka uczciwej matrony?

Bo i dlaczegóż świat nas ma piętnować

Plamą bękarta, upodleniem rodu,

Nas, co w gorącej kradzieży natury

Czerpiemy więcej ognia i dzielności,

Niźli potrzeba w zimnym, nudnym łożu

Na pokolenia całe wiercipiętów,

Poczętych między snem a przebudzeniem?

Prawy Edgarze, muszę mieć twe ziemie!

Ojciec nasz równie bękarta Edmunda,

Jak i prawego swego syna kocha.

Prawego syna, co za piękne słowo!

Dobrze, mój prawy! Jeśli plan się uda,

A pożądany skutek list osiągnie,

Spodlony Edmund prawego przeskoczy,

Urośnie w szczęście. Więc błagam was teraz,

Stańcie, o bogi, po stronie bękartów!

Wchodzi Gloucester.

GLOUCESTER

Kent tak wygnany! Francuz rozgniewany!

Król zrzekł się władzy i w nocy odjechał,

U swoich dzieci na rocznym jurgielcie!

Wszystko tak nagle! Edmund! Co nowego?

EDMUND

chowając list:

Nic nowego, milordzie.

GLOUCESTER

Czemu ten list chowasz tak skwapliwie?

EDMUND

Nie wiem nic nowego, milordzie.

GLOUCESTER

Co za pismo czytałeś?

EDMUND

Nic, milordzie.

GLOUCESTER

Nic? Dlaczego więc z tak strasznym pośpiechem chowałeś list do kieszeni? Nic nie potrzebuje tak się chować. Zobaczmy; pokaż! Jeśli to nic jest, obejdę się bez okularów.

EDMUND

Błagam cię, panie, daruj! To list od mojego brata, którego jeszcze nie przeczytałem w całości, a o ile go przebiegłem, nie zdaje mi się odpowiedni twoim oczom.

GLOUCESTER

Daj mi ten list, mopanku!

EDMUND

Równie cię obrażę, czy go dam, czy zatrzymam. Treść, o ile mogłem zrozumieć, jest naganna.

GLOUCESTER

Zobaczmy, zobaczmy!

EDMUND

Spodziewam się, na usprawiedliwienie mojego brata, że list ten pisał jedynie, żeby wziąć na próbę moją cnotę.

GLOUCESTER

czyta:

„To poszanowanie, ta cześć oddawana starości, zaprawia nam życie goryczą w najlepszych latach naszej młodości, pozbawia nas dostatków aż do czasu, w którym starość nie pozwoli nam ich używać! Zaczyna mi się to wydawać głupią i nieznośną niewolą pod jarzmem zgrzybiałej tyranii, która nami rządzi nie dlatego, że ma siłę, ale dlatego, że ją cierpliwie znosimy. Przyjdź do mnie, żebyśmy się w tym przedmiocie porozumieli. Gdyby nasz ojciec chciał spać, póki go nie obudzę, używałbyś połowy jego dochodów na zawsze, a żył kochany przez twojego brata Edgara”. Hm, spisek! „Chciał spać póki go nie obudzę, używałbyś połowy jego dochodów”. Syn mój, Edgar! Miałże on rękę, aby coś podobnego napisać? Serce i mózg coś podobnego pomyśleć? Jak dawno list ten odebrałeś? Kto ci go przyniósł?

EDMUND

Nikt mi go nie przyniósł, milordzie, w tym właśnie sztuka; list ten znalazłem na oknie mojego mieszkania.

GLOUCESTER

Czy poznajesz w tym piśmie rękę twojego brata?

EDMUND

Gdyby treść była uczciwa, przysiągłbym, milordzie, że to jego ręka, ale zważając na to, co list zawiera, pragnąłbym wierzyć, że nie on to pisał.

GLOUCESTER

To jego ręka!

EDMUND

To jego ręka, milordzie, ale spodziewam się, że jego serce nie ma udziału w tym, co list zawiera.

GLOUCESTER

Czy nigdy poprzednio nie badał cię w tym przedmiocie?

EDMUND

Nigdy, milordzie. Ale słyszałem często, jak utrzymywał, że stosowną byłoby rzeczą, gdy synowie są w sile wieku a ojcowie na schyłku, żeby ojciec żył pod opieką syna, a syn zarządzał dochodami.

GLOUCESTER

O nikczemnik! Nikczemnik! To właśnie jego zdanie w tym liście! Obrzydły nikczemnik! Wyrodny, przeklęty, bestialny, gorszy od bestii nikczemnik! Idź, mopanku, wyszukaj go! W więzieniu go zamknę. Obrzydły nikczemnik! Gdzie on teraz?

EDMUND

Nie wiem z pewnością, milordzie. Gdybyś raczył powstrzymać twoje oburzenie przeciw mojemu bratu, póki nie znajdziesz jaśniejszego dowodu jego zamiarów, pewniejsza byłaby twoja droga; gdy przeciwnie, uciekając się do gwałtownych przeciw niemu kroków, w mylnym może sądzie o jego zamiarach, niemałą wyrządzisz krzywdę własnemu honorowi, a w jego sercu zabijesz wszelkie posłuszeństwo. Nie wahamsię ręczyć własnym życiem za niego. List ten pisał jedynie na wypróbowanie moich ku tobie uczuć, dostojny lordzie, a nie w żadnej niebezpiecznej myśli.

GLOUCESTER

Czy tak sądzisz?

EDMUND

Jeśli to uznasz za stosowne, milordzie, poprowadzę cię na miejsce, gdzie usłyszysz nasze w sprawie tej narady. Własnymi uszyma położysz koniec twojej niepewności, a to bez żadnej prawie zwłoki, bo jeszczedziś wieczór.

GLOUCESTER

Niepodobna, aby taką był potworą!

EDMUND

I nie jest nią, jestem pewny.

GLOUCESTER

Względem własnego ojca, który go kocha tak czule, tak serdecznie! O niebo i ziemio! Edmundzie, wyszukaj go, odsłoń mi jego tajniki, błagam cię! Kieruj tą sprawą wedle twojej własnej mądrości, bo nie byłbym ojcem, gdybym był panem siebie w takim położeniu.

EDMUND

Wyszukam go natychmiast, milordzie. Pokieruję sprawą, jak będę mógł najlepiej i uwiadomię cię o wszystkim.

GLOUCESTER

Te ostatnie zaćmienia słońca i księżyca nie rokują nam nic dobrego. Choć świadomi rzeczy przyrodzonych mogą je tak lub owak tłumaczyć, to przecie ich następstwa mącą przyrodzony porządek. Miłość stygnie, przyjaźń się zrywa, rozłączają się bracia; po miastach bunty, między narodami niezgoda, w pałacach zdrada; węzły między synem a ojcem rozcięte. Ten nikczemnik przeze mnie spłodzony sprawdza przepowiednie: to syn przeciw ojcu; król nie słucha głosu natury: to ojciec przeciw własnemu dziecku. Ubiegły już najlepsze nasze lata; spiski, obłuda, zdrada i nieład burzący wszystko będą nam towarzyszyć aż do grobu! Wyszukaj tego łotra, Edmundzie! Nic na tymnie stracisz. Bądź tylko ostrożny! — Szlachetny, wierny Kent wygnany, a jego występkiem uczciwość! O dziwy!

Wychodzi.

EDMUND

Zabawne ludzkie szaleństwo! Gdy nasza fortuna omdlewa, najczęściej przez własne nasze błędy, składamy winę naszej niedoli na słońce, księżyc i gwiazdy, niby że zostaliśmy łotrami z konieczności, głupcami przez niebieskie zrządzenie, hultajami, złodziejami i oszustami przez sfer przewagę, pijakami, kłamcami i cudzołożnikami przez wymuszone posłuszeństwo wpływom planetarnym; słowem, że wszystkie nasze występki są tylko bożym zrządzeniem. Doskonały wykręt wszetecznika zwalić swoje koźle pociągi na gwiazdy! Ojciec mój poznał moją matkę pod ogonem Smoka, moje urodziny przypadły podUrsa Major, stąd idzie, że jestem surowy i lubieżny; ale byłbym ja, czym jestem, gdyby i najdziewiczejsza gwiazda firmamentu błyszczała nad moim bękarctwem. Edgar! Wchodzi Edgar. Przychodzi właśnie w porę jak katastrofa w starej komedii. Moją roląjest obłudna melancholia z towarzyszeniem westchnień pensjonariusza bonifratrów. O, te zaćmienia przepowiadają nam te niezgody; fa, sol, la, mi.

EDGAR

Co się to znaczy, bracie Edmundzie, w jakichże to poważnych rozmyślaniach się zatopiłeś?

EDMUND

Rozmyślam, bracie, o przepowiedniach, które tymi dniami czytałem, o następstwach tych zaćmień.

EDGAR

Czy się takiego rodzaju rzeczami zajmujesz?

EDMUND

Możesz mi wierzyć, że wypadki przepowiedziane sprawdziły się na nieszczęście: niezgoda przeciw naturze między dzieckiem a rodzicami; śmierć, głód, zerwanie starych przyjaźni, niesnaski w narodzie, przekleństwa i groźby królom i szlachcie; nieufność bez powodu, wygnanie przyjaciół, rozpędzenie wojsk, małżeńska niewierność i nie wiem, co tam jeszcze.

EDGAR

Od jakże to dawna zostałeś adeptem astronomii?

EDMUND

Dajmy temu pokój. Kiedy widziałeś mojego ojca po raz ostatni?

EDGAR

Przeszłej nocy.

EDMUND

Czy z nim rozmawiałeś?

EDGAR

Przez dwie godziny.

EDMUND

I rozstaliście się w dobrej komitywie? Czy nie dostrzegłeś żadnego znaku niechęci w jego słowach lub twarzy?

EDGAR

Najmniejszego.

EDMUND

Rozważ, czym mogłeś go obrazić. Radzę ci, unikaj jego obecności, póki czas nie ostudzi gniewu, który obecnie płonie w nim tak gwałtownie, żeby go ledwo śmierć twoja ugasiła.

EDGAR

Pewno mnie jaki łotr oszkalował.

EDMUND

Lękam się tego. Błagam cię, bądź cierpliwy i wyrozumiały, póki jego wściekłość nie zwolnieje. Słuchaj mojej rady; schroń się ze mną do mojego mieszkania, gdzie rzeczy tak urządzę, że sam usłyszysz mojąrozmowę z milordem. Proszę cię, idź tam; oto mój klucz, a wychodząc na ulicę, wychodź zbrojno.

EDGAR

Zbrojno, bracie?

EDMUND

Bracie, daję ci najlepszą radę. Jestem łotr, jeżeli się tam warzy co dobrego dla ciebie. Powiedziałem ci, com widział i co słyszałem, łagodząc tylko rzeczy, o ile można, bo nic ci dać nie potrafi dokładnego obrazu groźnej rzeczywistości. Proszę cię, oddal się.

EDGAR

Czy zobaczę cię wkrótce?

EDMUND

Licz na moje usługi w tej sprawie.

Wychodzi Edgar.Zbyt łatwowierny ojciec, brat szlachetny,

Którego serce podstępom tak obce,

Że nie jest zdolny innych podejrzewać.

Jak łatwo głupią osiodłać uczciwość!

Widzę dokładnie cały bieg tej sprawy.

Których ród nie dał, dowcip da mi niwy:

Do moich celów nie ma drogi krzywej.

Wychodzi.

SCENA III

Sala w pałacu księcia Albany.

Wchodzą: Goneril i Oswald.

GONERIL

Czy prawda, że mój ojciec uderzył mojego dworzanina za to,

że łajał jego błazna?

OSWALD

Prawda, pani.

GONERIL

We dnie i w nocy krzywdzi mnie, co chwila

Jakichś się nowych dopuszcza wybryków,

Które porządek domu wywracają.

Ale nie myślę dłużej tego znosić.

Jego rycerze co dzień niesforniejsi,

On sam o lada fraszkę nas strofuje.

Nie chcę go widzieć, gdy z łowów powróci,

A zapytany, powiedz, żem jest chora.

Gdybyś się trochę w twej służbie zaniedbał,

Dobrze byś zrobił: za wszystko odpowiem.

Słychać rogi za sceną.

OSWALD

Już wraca, pani, słyszę odgłos rogów.

GONERIL

Ty i dworzanie byle zbyć mu służcie,

Bo pragnę, żeby skargę na was zaniósł.

Jeśli mu pobyt u nas nie po myśli,

Niech jedzie do mej siostry; wiem ja dobrze,

Że tam, jak tutaj, równy znajdzie opór.

Zabawny starzec, który chce używać

Tej władzy, której zrzekł się dobrowolnie.

Na honor, stare głupcy dziecinnieją,

Trzeba też z nimi surowo postąpić,

Gdy zaczynają pieszczot nadużywać.

Pamiętaj o tym, co mówię.

OSWALD

      Pamiętam.

GONERIL

Traktujcie jego rycerzy z większą oziębłością, mniejsza, co z tego wypadnie. Uprzedź o tym twoich towarzyszy. Chciałabym na tej drodze znaleźć sposobność wytłumaczenia się i znajdę ją. Napiszę bezzwłoki do mojej siostry, aby poszła za moim przykładem. Przygotujcie wszystko do obiadu.

Wychodzą.

SCENA IV

Sala w pałacu księcia Albany.

Wchodzi: Kent przebrany.

KENT

Jeśli potrafię równie dobrze nadać

Moim wyrazom obcy im wprzód akcent,

Dobiegną celu moje dobre chęci,

W których zmieniłem moją postać całą.

Wygnany Kencie, jeśli ci się uda

Usłużyć panu, który cię potępił,

Na jaw wystąpi wierna twa gorliwość.

Odgłos rogów za sceną. Wchodzą: Król Lear, Rycerze i Orszak.

KRÓL LEAR

Bylem nie czekał jednej chwili na obiad! Idź, każ gozastawić. Wychodzi Sługa.A to co się znaczy? Co ty za jeden?

KENT

Człowiek, panie.

KRÓL LEAR

Jakie twoje rzemiosło? Czego od nas żądasz?

KENT

Moim rzemiosłem jest nie być gorszym od tego, czym się być zdaję; służyć wiernie temu, który mi zaufa; kochać uczciwego; przestawać z mądrym a małomównym; lękać się sądu; bić się, gdy nie ma wyboru, a ryb nie jadać.

KRÓL LEAR

Co ty za jeden?

KENT

Uczciwe człeczysko, a ubogie jak król.

KRÓL LEAR

Jeśli jesteś tak ubogi na poddanego, jak on na króla, to niewątpliwie dość jesteś ubogi. Czego żądasz?

KENT

Służby.

KRÓL LEAR

U kogo?

KENT

U ciebie, panie.

KRÓL LEAR

Czy znasz mnie, człowieku?

KENT

Nie, panie, ale widzę coś w twojej twarzy, co mi daje chęć nazywać cię panem.

KRÓL LEAR

Co takiego?

KENT

Władzę.

KRÓL LEAR

Jaką możesz oddać mi usługę?

KENT

Mogę uczciwie zachować tajemnicę, cwałować na koniu, biegać, popsuć zabawną historię w opowiadaniu, a proste zlecenie po prostu wypowiedzieć. Wszystko, do czego są zdolni zwyczajni ludzie i ja potrafię wykonać, ale głównym moim przymiotem jest gorliwość.

KRÓL LEAR

Jaki twój wiek?

KENT

Nie jestem ani tak młody, żebym się zakochał w kobiecie dla jej głosu, ani tak stary, żebym za nią szalał dla jakiej bądź przyczyny. Na moich barkach czterdzieści i osiem lat niosę.

KRÓL LEAR

Chodź ze mną, będziesz moim sługą. Jeśli nie będziesz mi po obiedzie wstrętniejszy, nie tak prędko się rozstaniemy. Obiad! Hej tam, obiad! — Gdzie jest ten hultaj, mój błazen? Idź i przywołaj tu mojego błazna. Wchodzi Oswald. A, to ty, mopanku? Gdzie moja córka?

OSWALD

Z przeproszeniem —

Wychodzi.

KRÓL LEAR

Co ten pachołek tam mruczy? Przywołaj mi tego ciurę! — Gdzie błazen mój? Hola! Zdaje mi się, że śpi świat cały. No, gdzie ten kundel?

RYCERZ

Powiada, panie, że córka twoja chora.

KRÓL LEAR

Dlaczego niewolnik ten nie wrócił na moje zawołanie?

RYCERZ

Wręcz mi odpowiedział, panie, że nie chce.

KRÓL LEAR

Że nie chce!

RYCERZ

Nie wiem, milordzie, co się tu święci, ale moim zdaniem wasza wysokość nie znajduje przyjęcia z tą samą uroczystą życzliwością, do której nawykła. Widoczny jest ubytek życzliwości tak we wszystkichsługach, jak w samym księciu i twojej córce.

KRÓL LEAR

Ha, czy tak mówisz?

RYCERZ

Przebacz mi, proszę, milordzie, jeśli się mylę, ale moja powinność milczeć mi zabrania, gdzie widzę krzywdę waszej wysokości.

KRÓL LEAR

Przywodzisz mi na myśl moje własne spostrzeżenie; uderzyło mnie w ostatnich czasach pewne niedbalstwo; ale wolałem oskarżać moją własną, zbyt drażliwą niecierpliwość, niż widzieć w tym wyrachowaną i rozmyślną obrazę. Wglądnę ja w to bliżej. — Ale gdzie mój błazen? Od dwóch dni go już nie widziałem.

RYCERZ

Od czasu oddalenia się naszej młodej pani do Francji, błazen niemało podupadł na siłach.

KRÓL LEAR

Nie mówmy o tym więcej; nie uszło to mojej baczności. Idź i powiedz mojej córce, że chciałbym z nią mówić. A ty przywołaj tu mojego błazna. Wraca Oswald. A, ty mopanku, przybliż się, mopanku! Czy wiesz ty, kto ja jestem, mopanku?

OSWALD

Pani mojej ojcem.

KRÓL LEAR

„Pani mojej ojcem”! Pana twojego ciuro! ty psie sk...synie, ty niewolniku, ty kundlu!

OSWALD

Nie jestem ani tym, ani owym, milordzie, z przeproszeniem.

KRÓL LEAR

I ty śmiesz się ze mną mierzyć oczyma, ty hultaju?

Uderza go.

OSWALD

Nie chcę, aby mnie tak traktowano, milordzie.

KENT

I nie chcesz usiąść na podstawionym ci stołku, nikczemny piłkarzu?

Obala go uderzeniem w nogę.

KRÓL LEAR

Oddałeś mi usługę; zasłużyłeś na moją miłość.

KENT

Wstań, mospanie i zmiataj! Nauczę cię lepiej znaćróżnicę między ludźmi. Zmiataj, zmiataj! Jeśli chceszzmierzyć powtórnie długość twojego głupiego kadłuba, zostań; ale radziłbym ci zmiatać. Czy masz choćtrochę rozumu? Żwawo!

Wypycha Oswalda.

KRÓL LEAR

Raz ci jeszcze dziękuję, dobry mój przyjacielu. Weźten zadatek twojej płacy.

Daje pieniądze Kentowi. Wchodzi: Błazen.

BŁAZEN

Toć i ja go wezmę na służbę. Oto mój kapturek.

Daje swój kaptur Kentowi.

KRÓL LEAR

Piękny mój błazenku, jak się masz?

BŁAZEN

Najlepiejbyś zrobił, paniczu, gdybyś wdział mój kapturek.

KENT

Dlaczego, błazenku?

BŁAZEN

Dlaczego? Dlatego, że stajesz po stronie, która wpadła w niełaskę. Wierzaj mi, jeśli nie możesz uśmiechać się, jak wiatr zawieje, zakatarzysz się niedługo. Weź przeto mój kaptur. Patrz, ten jegomość wygnał dwie ze swoich córek, a trzeciej dał błogosławieństwo mimo woli. Jeśli pójdziesz za jego przykładem, chcąc nie chcąc, musisz nosić mój kapturek. — Co tam nowego, wujaszku? Ale ja bym pragnął mieć dwa kaptury i dwie córki.

KRÓL LEAR

Dlaczego, błazenku?

BŁAZEN

Gdybym im dał całe moje mienie, zatrzymałbym przynajmniej moje kapturki dla siebie. Odstępuję ci mojego, a idź żebrać o drugi u twoich córek.

KRÓL LEAR

Miej się na baczności, mopanku, bo baty!

BŁAZEN

Prawda jest psem, który musi chować się w psiarni;wypędzają go batogiem; ale bonońskiej suczce wolnosiedzieć przy ogniu i smrodzić.

KRÓL LEAR

Gorzki to dla mnie kąsek!

BŁAZEN

Nauczę cię, mopanku, pięknej gadki.

KRÓL LEAR

Słucham.

BŁAZEN

Słuchaj, wujaszku.

Niż pokazujesz, więcej posiadaj,

Ale mniej za to, niźli wiesz, gadaj;

Mniej wypożyczaj, niźli masz grosza;

Częściej używaj niż nóg gniadosza;

Szczodry w słuchaniu, bądź skąpy w wierze;

Wydatki trzymaj z dochodem w mierze;

Nie goń za dziewką, wyrzecz się szklanki,

Przenoś nad wszystko własne zaścianki,

A wróżę, że ci każdy dziesiątek

Przyniesie więcej niźli dwie piątek.

KENT

To nie ma sensu, błazenku.

BŁAZEN

Więc to podobne do obrony niezapłaconego adwokata; za to nic, nic mi dałeś. Czy nie mógłbyś, wujaszku, wyciągnąć jakiej korzyści z niczego?

KRÓL LEAR

Żadnej, moje dziecko; trudno co zrobić z niczego.

BŁAZEN

do Kenta:

Powiedz mu, że tyle właśnie wynosi intrata jego ziemi, bo nie uwierzy błaznowi.

KRÓL LEAR

Gorzki to błazen!

BŁAZEN

Znasz ty różnicę, moje dziecko, między gorzkim, asłodkim błaznem?

KRÓL LEAR

Nie, mój chłopcze, naucz mnie jej.

BŁAZEN

Pana, co ci doradził, byś twe oddał ziemie,

Staw przy mnie lub sam przyjmij roli jego brzemię,

A słodki z gorzkim błaznem będą na usługi,

Jeden tu, w pstrej katance, a tam będzie drugi.

KRÓL LEAR

Więc mnie nazywasz błaznem, moje dziecko?

BŁAZEN

Wyrzekłeś się wszystkich innych twoich tytułów, tenjeden posiadasz od urodzenia.

KENT

Nie taki on to błazen jak się zdaje, milordzie.

BŁAZEN

Nie, na uczciwość! Panowie i wielcy ludzie nie chcą mi zostawić wszystkiego. Gdybym nawet miał i monopol błazeństwa, to i tak chcieliby mieć z niego swoją cząstkę. Panie także nie chcą mi zostawić całego błazeństwa, i one też skubią z niego, co mogą. Wujaszku, daj mi jaje, a ja ci dam dwie korony.

KRÓL LEAR

Co to za dwie korony?

BŁAZEN

Przetnę jaje na dwie połowy, zjem środek, zostaną mi z jaja dwie korony. Gdy twoją koronę na dwie części rozciąłeś, a obie oddałeś, poniosłeś swojego osła na grzbiecie przez błoto. Niewiele miałeś rozumu w twojej łysej koronie, gdy się swojej złotej wyrzekłeś. Jeśli to mówię jak błazen, którym jestem, wart chłosty pierwszy, który się na tym spostrzeże.

Śpiewa:

Dla błaznów rok to ciężki jest dosyć,

Mądrzy ich rolę grać raczą;

Nie wiedząc, jakby swój rozum nosić,

Lepiej od błaznów dziwaczą.

KRÓL LEAR

Odkądże to, mopanku, zostałeś gędźbiarzem?

BŁAZEN

Od dnia, wujaszku, w którym swoje córki przemieniłeś na swoje matki. Bo gdy dałeś im rózgę, a spuściłeś szarawary,

Z nagłej radości płakały córki,

Mnie śpiewać kazały bole,

Że król tak wielki poszedł grać w żmurkiI w błaznów stanął sam kole.

Proszę cię, wujaszku, przyjmij bakałarza, który by nauczył twojego błazna kłamać. Chciałbym gwałtem nauczyć się kłamać.

KRÓL LEAR

Jeśli będziesz kłamał, mopanku, dostaniesz ćwiczenie.

BŁAZEN

Nie wiem, jakie może być twoje pokrewieństwo z twoimi córkami: one chcą mnie ćwiczyć za to, że mówię prawdę; ty chcesz mnie ćwiczyć za to, że kłamię, a czasem dostaję ćwiczenie za to, że trzymam język za zębami. Wolałbym być czymkolwiek raczej niż twoim błaznem; nie chciałbym jednak być tobą, wujaszku, oberznąłeś twój rozum po obu stronach. Właśnie zbliża się jeden z twoich obrzynków.

Wchodzi Goneril.

KRÓL LEAR

Cóż to jest, córko? Co znaczy ta chmura na czole? Zdaje mi się, że od pewnego czasu zbyt często marszczysz czoło.

BŁAZEN

Byłeś paniczem, gdy nie potrzebowałeś troszczyć się o jej marszczenie; teraz jesteś zero bez liczby na początku, jam dziś od ciebie lepszy, bo jestem błaznem, a ty jesteś niczym. Do Gonerili: Tak jest, zaprawdę, będę trzymał język za zębami, bo to mi twoja twarz nakazuje, choć nic nie mówisz. Cyt, cyt!

Gdyś oddał skórkę, oddał ośrodek,

Nie dziw się, gdy cię nawiedzi głodek.

Pokazując króla Leara:

Oto wyłuskany strączek.

GONERIL

Nie tylko, panie, ten zuchwały błazen,

Ale i reszta twej hardej drużyny

Co chwila nowe wywołuje swary,

Których mi dłużej znosić niepodobna.

Myślałam długo, że raz uprzedzony

Sam nadużyciom tym położysz tamę,

Lecz z żalem widzę, że słowem i czynem

Sług twoich gwałty zdajesz się pochwalać,

A pobłażaniem we złem ich utwierdzać.

Gdyby tak było, ten błąd byłby godny

Słusznej nagany, naprawy niezwłocznej;

Co nam ogólne dobro nakazuje,

W twych może oczach obrazą się zdaje,

Lecz, co by dawniej mogło być obrazą,

Konieczność nazwie dzisiaj roztropnością.

BŁAZEN

Bo, jak wiesz, wujaszku,

Tak długo kukułkę karmiła wróblica,

Aż mamkę zjadła wychowanica.

A wtem zgasła świeca i zostaliśmy w ciemności.

KRÓL LEAR

Jestżeś ty moją córką?

GONERIL

Pragnę, byś użył swojego rozsądku,

A masz go dosyć, pragnę, byś się wyrzekł

Wybryków, które od pewnego czasu

Twój dawny dobry zmieniły charakter.

BŁAZEN

Czy nie pozna osieł, kiedy wóz ciągnie konia? Nuże,osiełku! Kocham cię.

KRÓL LEAR

Zna tu kto Leara? Ja Learem nie jestem;

Czy Lear tak chodzi lub czy Lear tak mówi?

Gdzie oczy jego? Lub stępiały zmysły,

Lub rozum jego zasnął letargicznie.

Śpię ja, czy czuwam? Nie, to być nie może!

Powiedz mi, kim ja jestem?

BŁAZEN

      Leara cieniem.

KRÓL LEAR

Chciałbym się o tym z pewnością dowiedzieć, bo wedle świadectwa zmysłów i rozumu mógłbym mylnie przypuścić, że miałem córki —

BŁAZEN

Które chcą zrobić z ciebie posłusznego ojca.

KRÓL LEAR

Jak się nazywasz, piękna pani?

GONERIL

To zapytanie godne, żeby w parze

Iść z wybrykami zwykłymi ci teraz,

Lecz, proszę, zechciej myśl moją zrozumieć;

Twój wiek poważny wymaga rozsądku.

Trzymasz tu z sobą orszak stu rycerzy

Tak rozpasanych, nierządnych, zuchwałych,

Że obyczajem ich dwór nasz skażony

Zda się szynkownią; rozwiązłość i zbytek

Zrobiły karczmę z królewskiego zamku.

Sam wstyd lekarstwa bezzwłocznego żąda.

Do życzeń przeto racz się tej przychylić,

Co by rozkazać mogła, o co prosi;

Bacz zwinąć trochę orszak twój zbyt liczny,

A przy osobie swej zatrzymaj tylko

Ludzi wiekowi twemu odpowiednich,

Świadomych tego, czym są, czym ty jesteś.

KRÓL LEAR

Na piekła ciemność! Siodłajcie mi konia!

Zwołajcie orszak! Wyrodny bękarcie!

Nie myślę chwili dłużej cię kłopotać;

Jeszcze mi jedna córka pozostała.

GONERIL

Bijesz mych ludzi, a twoja hałastra

W swe sługi zmienić chce lepszych od siebie.

Wchodzi: Albany.

KRÓL LEAR

O biada, biada późno żałującym!Do Albany: Przychodzisz, panie? Czy twoja to wola?

Odpowiedz! Konie gotujcie do drogi!

Z sercem kamiennym diable! Niewdzięczności,

Kiedy się w dziecka objawiasz postaci,

Hydniejszą jesteś od morskiej potwory!

ALBANY

Miarkuj się, panie!

KRÓL LEAR

do Goneril:

      Szpetna kanio, kłamiesz!

Orszak mój rzadkim ludzi jest wyborem,

Znających wszystkie swoje powinności,

A każdy ścisłym prawa dopełnieniem

Swego imienia utrzymuje honor.

O drobny błędzie, jak mi się potwornym

W Kordelii zdałeś! Jak potężny taran

Natury mojej strzaskałeś podstawy,

Wyrwałeś miłość z serca, na jej miejsce

Żółć wlałeś gorzką. Learze! Learze! Learze!Uderzając się w głowę.Bij drzwi, którymi szaleństwo się wkradło,

A rozum uciekł! Jedźmy!

ALBANY

      Wierzaj, panie,

Jestem niewinny, ani mogę pojąć,

Co mogło takie oburzenie zbudzić.

KRÓL LEAR

Być może, panie.

Słuchaj mnie, droga bogini, naturo!

Zmień myśl, jeżeli twym było zamiarem

Stworzeniu temu dać płodność w udziale,

A do jej łona ponieś jałowiznę!

Wszystkie płodzenia wysusz w niej organa!

Z jej niegodnego niechaj nigdy ciała

Syn nie wyrośnie, co by ją uzacnił!

Lub, jeśli z twojej począć musi woli,

Stwórz dziecię z żółci, aby dla niej było

Przez ciąg żywota wyrodną męczarnią,

Okryło młode jej czoło marszczkami,

Lica jej gorzkich łez orało strugą,

Płaciło miłość, troski macierzyńskie

Śmiechem i wzgardą, by i ona czuła,

Że głębiej dziecka przenika niewdzięczność

Niż żmii zęby! Precz stąd, precz, co prędzej!

Wychodzi.

ALBANY

Przez Boga! Powiedz, jaki tego powód?

GONERIL

Nie troszcz się o to; zostaw wolną drogę

Zdziecinniałego starca przywidzeniom!

Wraca król Lear.

KRÓL LEAR

Co? Pięćdziesięciu na raz mych rycerzy?

Po dwóch tygodniach?

ALBANY

      Co się stało panie?

KRÓL LEAR

Powiem ci.Do Goneril:Na śmierć i życie! Wstyd mi, że w twej mocy

Do tego stopnia męskość moją wstrząsnąć,

Że łzy gorące, które z moich oczu

Gwałtem tryskają, robią cię ich godną.

Niech mgły i burze zwalą się na ciebie!

Ojcowskich przekleństw niezgłębione rany

Niechaj roztoczą istność twoją całą!

Stare me oczy, jeśli jeszcze dłużej

Łzy chcecie sączyć dla takiej przyczyny,

To sam was wydrę, rzucę was o ziemię

Wilżyć tam glinę! Ha! Niech i tak będzie!

Mam jeszcze córkę, która, jestem pewny,

Dziecinną miłość w sercu zachowała,

A gdy usłyszy o twej wyrodności,

Twarz twoją wilczą ręką swą podrapie.

Jeszcze mnie ujrzysz w dawnej mej postaci,

Którą, jak myślisz, na zawsze straciłem!

Wychodzą: król Lear, Kent i Orszak.

GONERIL

Czy uważałeś?

ALBANY

      Nie mogę, Goneril,

Mimo miłości, którą mam dla ciebie,

Tyle być stronnym

GONERIL

      Dajmy temu pokój.

Hola! Oswaldzie! Do Błazna:A ty, mości panku,

Podobno więcej hultaju niż błaźnie,

Idź za twym panem!

BŁAZEN

Wujaszku Learze, wujaszku Learze, poczekaj! zabierz z sobą błazna!

Schwytana liszka w żelaznej więzi,

Razem z wzorem dobrych córek,

Dyndać na jednej będzie gałęzi,

Gdybym mógł kupić stryczek za kapturek.

Trudno popasać tu dłużej,

Bierz się, błaźnie, do podróży!

Wychodzi.

GONERIL

Mądry to pomysł, stu zbrojnych rycerzy!

Prawdziwie, krok to bardzo polityczny

Dać mu na rozkaz stu zbrojnych rycerzy,

Aby na lada sen lub przywidzenie,

Na lada skargę, na lada obrazę

Mógł siłą poprzeć swoją zdziecinniałość,

Życia naszego być panem! — Oswaldzie!

ALBANY

Może obawa twoja jest zbyteczna.

GONERIL

Lepszy obawy zbytek niż ufności.

Wolę uprzedzić złe, które mi grozi,

Niźli drżeć, by mnie złe nie uprzedziło.

Znam jego serce. Każde jego słowo

Przesyłam siostrze. Jeżeli go przecie

Chce podejmować ze stu rycerzami,

Mimo wskazanych jej niedogodności —

Oswaldzie!

Wchodzi Oswald.

      Listy do siostry gotowe?

OSWALD

Gotowe, pani.

GONERIL

      Dobierz kilku ludzi

I dalej na koń! Wyłóż jej szeroko

Wszystkie powody mej niespokojności,

A jeśli możesz, dodaj argumenty

Jeszcze dokładniej myśl mą stwierdzające.

Idź, nie trać czasu i wracaj co prędzej!Wychodzi Oswald.Nie, nie, milordzie, tę mleczną łagodność,

Choć jej nie ganię — przebacz mi otwartość! —

Świat więcej gani jako brak mądrości,

Niźli pochwala miękkie pobłażanie.

ALBANY

Nie wiem, jak wzrok twój daleko przenika:

Za lepszym goniąc często psujem dobre.

GONERIL

Więc —

ALBANY

Dobrze, dobrze; czekajmy na skutki.

Wychodzą.

SCENA V

Dziedziniec przed zamkiem księcia Albany.

Wchodzą: król Lear, Kent i Błazen.

KRÓL LEAR

Idź naprzód do Gloucestera z tymi listami. Nie mów mojej córce o tym, co wiesz, więcej niż potrzeba, żeby odpowiedzieć na pytania, które ci zada po odczytaniu listu. Jeśli się nie pospieszysz, stanę tam przed tobą.

KENT

Nie zmrużę oka, póki nie wręczę twojego listu.

Wychodzi.

BŁAZEN

Gdyby człowiek mózg nosił w piętach, czy by nie groziło mu odmrożenie?

KRÓL LEAR

Bez wątpienia.

BŁAZEN

Więc bądź dobrej myśli; nigdy twój dowcip nie będzie chodził w łapciach.

KRÓL LEAR

Ha, ha, ha!

BŁAZEN

Zobaczysz, że druga córka przyjmie cię uprzejmie, bo choć podobna do tej jak leśne jabłko do ogrodowego, mogę jednak powiedzieć, co mogę.

KRÓL LEAR

A co możesz powiedzieć, chłopcze?

BŁAZEN

Że smak tamtej będzie tak różny od tej smaku, jak smak leśnego jabłka od leśnego jabłka. Czy nie mógłbyś mi powiedzieć, dlaczego nos ludzki stoi w pośrodku ludzkiej twarzy?

KRÓL LEAR

Nie.

BŁAZEN

No to ja ci powiem: dlatego, żeby trzymać oczy po obu stronach nosa, aby mógł człowiek dojrzeć, czego nie może zwąchać.

KRÓL LEAR

Pokrzywdziłem ją.

BŁAZEN

Czy nie mógłbyś mi powiedzieć, jak ostryga lepi swoją skorupę?

KRÓL LEAR

Nie.

BŁAZEN

Ani ja też; ale ci powiem, dlaczego ślimak ma domek.

KRÓL LEAR

Dlaczego?

BŁAZEN

Aby w nim chować głowę, a nie dawać go córkom, zostawiając własne rogi bez futerału.

KRÓL LEAR

Zapomnę własnej natury. Tak dobry ojciec! Czy konie moje gotowe?

BŁAZEN

Twoje osły poszły się tym zająć. Przyczyna, dla której siedem gwiazd nie jest więcej niż siedem, jest śliczną przyczyną.

KRÓL LEAR

Dlatego, że nie jest osiem?

BŁAZEN

Zgadłeś. Byłby dobry z ciebie błazen.

KRÓL LEAR

Odebrać wszystko gwałtem! Potworna niewdzięczność!

BŁAZEN

Gdybyś był moim błaznem, wujaszku, kazałbym cię oćwiczyć za to, że się postarzałeś przed czasem.

KRÓL LEAR

Dlaczego?

BŁAZEN

Nie należało ci się starzeć, póki nie przyszedłeś do rozumu.

KRÓL LEAR

Strzeż mnie, o Boże, strzeż mnie od szaleństwa!

Ocal mój rozum! Nie chcę być szalonym.

Wchodzi: Rycerz.

KRÓL LEAR

Co tam nowego? Czy konie gotowe?

RYCERZ

Gotowe, milordzie.

KRÓL LEAR

Więc idźmy, chłopcze!

BŁAZEN

Dziewica, co z mojego odjazdu się śmieje,

Żałobę po dziewictwie swym niedługo wdzieje.

Wychodzą.

AKT DRUGI

SCENA I

Dziedziniec w zamku hrabiego Gloucester.

Edmund i Curan wchodząc, spotykają się.

EDMUND

Szczęść Boże, Curanie!

CURAN

I tobie, panie! Właśnie co opuściłem twojego ojca; przyniosłem mu wiadomość, że książę Cornwall i księżna jego Regan przybędą tu do niego tej nocy.

EDMUND

Co ich do tego spowodowało?

CURAN

Nie wiem. Czy słyszałeś, jakie krążą wiadomości? Chcę mówić o nowinach, które ludzie szepcą sobie do ucha; bo dotąd są to sprawy tylko w poufałych rozmowach dotykane.

EDMUND

Nie słyszałem nic wcale. Powiedz mi, proszę, co to za nowiny?

CURAN

Czy nie słyszałeś, że jak się zdaje, przyjdzie do wojny między książętami Cornwall a Albany?

EDMUND

Ani słowa.

CURAN

To usłyszysz o tym niebawem. Żegnam cię, panie.

Wychodzi.

EDMUND

Przybywa książę! Tym lepiej, tym lepiej!

To w sprawę moją wybornie się wplata.

Ojciec na brata pozastawiał czaty;

Ja mam odegrać delikatną rolę;

Pośpiechu, przybądź na pomoc z fortuną!

Zejdź, bracie! Bracie, mam ci coś powiedzieć.Wchodzi Edgar.Ojciec mój czuwa; radzę ci, uciekaj!

Twoja kryjówka już mu jest wiadoma,

Ale na szczęście noc cię uratuje.

Czy nie mówiłeś źle o księciu Cornwall?

Tej nocy z wielkim zjeżdża tu pośpiechem,

Z nim Regan. Rozważ, czyś się nie wygadał

O jego przeciw Albany knowaniach?

EDGAR

Nie, nigdy słowa o tym nie mówiłem.

EDMUND

Ojciec się zbliża. Przebacz, dla pozoru

Muszę oręża dobyć przeciw tobie;

Ty udaj opór. A teraz uciekaj!

Poddaj się! Musisz iść ze mną do ojca.

Hej, światła! Hola! Uciekaj, mój bracie!

Hola, pochodni! Bądź zdrów! Nie trać czasu!Wychodzi Edgar.Kilka krwi kropli lepszym będą świadkiem rani sięWściekłego starcia. Widziałem pijaków,

Siekących głębiej dla prostej zabawy.

Stój! Ojcze! Niktże w pomoc mi nie przyjdzie?

Wchodzą: Gloucester i Słudzy z pochodniami.

GLOUCESTER

Powiedz Edmundzie, gdzie jest ten nikczemnik?

EDMUND

Tu stał w ciemności, z dobytym orężem,

Mamrocąc czary, zaklinając księżyc,

By mu dopomógł —

GLOUCESTER

      Lecz gdzie jest? Odpowiedz.

EDMUND

Widzisz krew moją, panie?

GLOUCESTER

      Gdzie ten nędznik?

EDMUND

W tę uciekł stronę. Próżno usiłując —

GLOUCESTER

Hej, w pogoń za nim! Wychodzi Sługa.

      A co usiłując?

EDMUND

Wciągnąć mnie, ojcze, w spiski na twe życie,

Bo mu odrzekłem, że na ojcobójców

Wszystkie pioruny mściwe niebo ciska,

Mówiłem, jak są potężne łańcuchy

Wiążące dziecko do ojcowskich piersi,

On też, gdy spostrzegł upór nieugięty

Przeciw wyrodnym swoim przedsięwzięciom,

Rzucił się na mnie z dobytym orężem,

I gdym nie myślał o zdradnej napaści,

Przeszył mi ramię; lecz gdy się przekonał,

Że mi nie brakło na duchu i woli

Stanąć w obronie dobrej mojej sprawy,

Może i moim przestraszony krzykiem,

Uciekł co prędzej.

GLOUCESTER

      Niechże więc ucieka!

Lecz mu niełatwo skryć się na tej ziemi;

Raz schwytanego spieszny czeka koniec.

Pan mój łaskawy tej nocy przybywa,

Jego powagą ogłoszę po kraju,

Że ten na wdzięczność moją ma rachować,

Który zbrodniarza pod miecz przyprowadzi:

Kto go ukryje, gardłem to zapłaci.

EDMUND

Gdym mu odradzał występne zamiary,

A on upornie w swym trwał przedsięwzięciu,

Odkryciem całej sprawy mu groziłem,

A on mi na to: «At, biedny bękarcie!

Czy myślisz, jeśli kłamstwo ci zarzucę,

Twe słowa ludziom wiarę jaką dadzą

W twą zacność, cnotę, wartość lub przymioty?

Nie, nie, bo proste moje zaprzeczenie

(A rachuj na nie, choćbyś miał na dowód

Własne me pismo), proste zaprzeczenie

Starczy, by całej sprawie dać pozory

Twych spisków, twoich knowań i podstępów.

Musiałbyś wprzódy świat cały odurzyć,

By nie pomyślał, że mnogie korzyści,

Które z mej śmierci dla ciebie urosną,

Nie były dosyć potężną ostrogą,

By cię do knowań na życie me popchnąć».

GLOUCESTER

O zatwardziały, o występny nędznik!

Świadectwu własnej zaprzeczyłby ręki!

Nie jam go spłodził! Słychać trąby za sceną.

      Słyszysz? trąby księcia.

Nie wiem, dla jakich przybywa powodów.

Wszystkie mu zamknę porty; nie ucieknie;

Książę tę łaskę musi mi wyświadczyć.

Roześlę przy tym jego wizerunek,

Żeby na niego oko miał kraj cały.

Wynajdę sposób, ty wierny mój synu,

By ci zapewnić moich ziem dziedzictwo.

Wchodzą: Cornwall, Regan i Orszak.

CORNWALL

Ledwo żem przybył, a już, przyjacielu,

O jakże dziwnych usłyszałem wieściach!

REGAN

Jeśli to prawda, na zbrodnię podobną

Nie ma dość ciężkiej kary! Jak twe zdrowie,

Milordzie?

GLOUCESTER

      Pani, serce moje pękło,

Pękło!

REGAN

      Co? Chrzestny syn mojego ojca

Na twoje godził życie? Ten, któremu

Mój ojciec swoje dał imię, twój Edgar?

GLOUCESTER

O pani, wstyd mój chciałby to utaić!

REGAN

Czy nie przestawał z rozpustnym rycerstwem,

Ojca mojego strażą?

GLOUCESTER

      Nie wiem, pani.

O, zbyt to straszny, zbyt to grzeszny zamach!

EDMUND

Tak, pani, zwykle żył w ich towarzystwie.

REGAN

To mnie nie dziwią złe jego uczucia.

Oni na życie starca go podszczuli,

By spólnie jego przemarnować mienie.

Dziś właśnie siostra ich postępowanie

Dokładnie w swoim opowiada liście.

Jeśli przybędą w moim osiąść domu,

Mnie tam nie znajdą.

CORNWALL

      Ani mnie, zaręczam.

Edmundzie, mówią, że twojemu ojcu

Synowskich uczuć złożyłeś dowody.

EDMUND

Tylkom dopełnił mojej powinności.

GLOUCESTER

Odkrył mi jego spiski, a tę ranę

Odebrał, pragnąc zatrzymać zbrodniarza.

CORNWALL

Czyś wysłał za nim pogonie?

GLOUCESTER

      Wysłałem.

CORNWALL

Jeśli go schwycą, bądź pewny, na przyszłość

Nikomu nowej krzywdy nie wyrządzi.

Wedle twej woli rządź moją potęgą.

A ty Edmundzie, który nam w tej sprawie

Złożyłeś dowód cnót i poświęcenia,

Będziesz na przyszłość moim, bo nam trzeba

Ludzi tak wiernych i tak poświęconych.

Biorę cię z sobą.

EDMUND

      Możesz liczyć, panie,

Na wierność moją, jeśli nie na więcej.

GLOUCESTER

Panie, dziękuję w jego ci imieniu.

CORNWALL

Nie wiesz, dlaczego tutaj przybywamy —

REGAN

W niezwykłą porę, o tak późnej nocy.

Ważna to sprawa, szlachetny Gloucesterze,

W której pragniemy twej zasięgnąć rady.

Odbieram listy od ojca i siostry

O ich niezgodzie; uznałam za dobre

Nie z mego domu przesłać im odpowiedź;

Stąd moje do nich wyprawię poselstwo.

Pociesz się, dobry, stary przyjacielu;

Twej nam potrzebnej nie odmówisz rady

W sprawie najmniejszej zwłoki niecierpiącej.

GLOUCESTER

Na twe rozkazy, pani, jestem gotów;

Tymczasem przyjmij w mym domu gościnność.

Wychodzą.

SCENA II

Przed zamkiem Gloucestera.

Wchodzą z przeciwnych stron: Kent i Oswald.

OSWALD

Dzień dobry, przyjacielu. Czyś z tego domu?

KENT

Tak jest.

OSWALD

Gdzie możem postawić nasze konie?

KENT

W błocie.

OSWALD

Proszę cię, jeśli mnie kochasz, powiedz.

KENT

Nie kocham cię wcale.

OSWALD

W takim razie i ja o ciebie nie dbam.

KENT

Gdybym cię trzymał, gdzie myślę, nauczyłbym cię dbać o mnie.

OSWALD

Dlaczego mnie w ten sposób traktujesz? Nie znam cię wcale.

KENT

Ale ja znam cię dobrze, mopanku,

OSWALD

Za kogo mnie bierzesz?

KENT

Za hultaja, za łotra żyjącego niedogryzkami; za podłego, dumnego, płytkiego, żebrzącego, trójbarwnego, stofuntowego, rudnopończosznego hultaja; za procesowicza z zajęczym sercem, za sk...syna, fircyka,lizusa, dubeltowego opryszka; za gałganiarza, za łotra, co chciałby zostać rajfurem przez zbytek usłużności, a jest tylko mieszaniną hultaja, żebraka, tchórza, rajfura, a synem i dziedzicem kundlicy. Zbiję cię na kwaśne jabłko, jeśli zaprzeczysz jednej sylabie twoichprzymiotów.

OSWALD

Co za potworne z ciebie stworzenie, że możesz tak lżyć człowieka, którego nie znasz i który cię nie zna.

KENT

Miedzianego czoła z ciebie pachołek, skoro utrzymujesz, że mnie nie znasz. Czy nie dwa dni temu, jak ci przystawiłem stołek i wygarbowałem ci skórę w przytomności króla? Dobądź szabli, łotrze! bo choć noc jeszcze, to księżyc świeci; na placek cię spłaszczę,ty sk...synie, obrzydliwy golibrodo! Dobądź szabli!

Dobywa szabli.

OSWALD

Idź sobie z Bogiem! Nie mam nic z tobą do czynienia.

KENT

Dobądź szabli, hultaju! Przybywasz z listami przeciw królowi; trzymasz stronę lalki próżności przeciw majestatowi jej ojca. Dobądź szabli, hultaju, albo cię zbiję na zrazy! Dobądź szabli, hultaju, i broń się!

OSWALD

Rety! Hola! Rozbój! Rety!

KENT

Rąb, niewolniku, broń się! Broń się, niewolniku, a rąb!

Bije go.

OSWALD

Rety! Hola! Rozbój! Rozbój!

Wchodzą: Edmund, Cornwall, Regan, Gloucester i Służba.

EDMUND

A to co się znaczy? Rozłączcie się!

KENT

A więc i z tobą, dobry chłopczyku, jeśli łaska! zbliż się, poskrobię cię, zbliż się młody paniczu!

GLOUCESTER

Nie gwałćcie pokoju, jeśli życie ma dla was cenę! Zapłaci gardłem, kto raz jeszcze uderzy. O co wam idzie?

REGAN

To są posłańcy naszej siostry i króla.

CORNWALL

Co dało powód do waszej sprzeczki? Mówcie!

OSWALD

Ledwo oddycham, milordzie.

KENT

Nic dziwnego, tak zmordowałeś twoje męstwo. Tchórzliwy hultaju, natura ciebie się wyrzeka; krawiec cię uszył.

CORNWALL

Dziwne z ciebie stworzenie; krawiec uszył człowieka?

KENT

Krawiec, panie! Rzeźbiarz albo malarz nie mógłby tak źle go zrobić, choćby tylko dwie godziny swoje praktykował rzemiosło.

CORNWALL

Powiedz, skąd wszczęła się wasza kłótnia?

OSWALD

Ten stary hajdamak, panie, któremu darowałem życie na prośbę siwej jego brody —

KENT

A ty iks, sk...synie, ty niepotrzebna litero! Milordzie, jeśli mi pozwolisz, na wapno rozdepcę tego łajdaka i potynkuję nim mury wychodka. Ulitowałeś się nad moją siwą brodą, ty pliszko!

CORNWALL

Cicho, hultaju! Czy nie znasz respektu?

KENT

Znam, ale swoje ma gniew przywileje.

CORNWALL

Powiedz mi, gniew twój jaki powód zbudził?

KENT

Że miecz podobny śmie nosić niewolnik,

Co odrobiny nie nosi honoru.

Tacy hultaje z uśmiechem na ustach,

Jak szczury święte przegryzają węzły,

Zbyt ścisłe, żeby rozwiązać je można;

I namiętności wszystkie zbuntowane

W swych panów sercu podsycają skrzętnie,

Na ogień olej, śnieg na lód ciskają;

Przeczą i twierdzą, i dziób zimorodka

Wedle przywidzeń panów obracają,

Jak pies za tropem tylko iść umieją.

Do Oswalda:Zaraza na twą twarz epileptyczną!

Z mych słów się śmiejesz jak z błazeńskiej mowy?

O gdybym, gąsko, pod Sarum cię trzymał,

Do Camelotu gęgałbyś przede mną!

CORNWALL

Czy oszalałeś, starcze?

GLOUCESTER

      Skąd ta kłótnia?

KENT

Nie ma dwóch rzeczy antypatyczniejszych,

Jak ja z tym łotrem.

CORNWALL

      Czemu zwiesz go łotrem?

W czym ci zawinił?

KENT

      Twarz mi jego wstrętna.

CORNWALL

Może nie więcej jak moja, jej, jego.

KENT

Rzemiosłem moim, panie, szczerze mówić;

Zdarzyło mi się lepsze widzieć twarze,

Niźli te, które obecnie spostrzegam,

Na jakichkolwiek stojące ramionach.

CORNWALL

To jakiś ptaszek, co czasem chwalony

Za swą rubaszność, teraz afektuje

Zuchwałą szorstkość, na gwałt swej naturze

Przybiera rolę. Nie może pochlebiać!

Uczciwy prostak, prawdę musi mówić!

Kto się nie zgorszy, tym lepiej; kto zgorszy,

Tylko szczerotę jego może ganić.

Znam ja te ptaszki; prostoty płaszcz kryje

Więcej chytrości i celów występnych

Niż czołobitne, pokorne pokłony

Dwudziestu dudków kornie się płaszczących.

KENT

Na prawdę, panie, a na szczerą prawdę,

A z przeproszeniem waszej dostojności,

Której wpływ niby ogień promienisty

Na jasnym czole Feba —

CORNWALL

      Co to znaczy?

KENT

Zmianę mojego stylu, który się dostojnemu panu tak nie podobał.Wiem, panie, że nie jestem pochlebcą; ten, który cię oszukał udanym tonem szczerości, był hultajem, którym, co do mnie, być nie chcę, choćby mnie do tego zachęcała nadzieja ułagodzenia twojego gniewu, milordzie.

CORNWALL

Czym go skrzywdziłeś?

OSWALD

      Nie skrzywdziłem wcale.

Król, a pan jego, źle myśl mą tłumacząc,

Niedawno rękę podniósł na mnie w gniewie,

A on, by panu swojemu pochlebić,

Podstępem z nóg mnie powalił na ziemię,

Obalonego z szyderstwem pokrzywdził,

I tyle swoim junactwem dokazał,

Że pochwałami swymi król obsypał

Gwałt na bezbronnym spełniony człowieku.

Zapewne pamięć tej jego dzielności

I tu mu dobyć kazała oręża.

KENT

Każdy z tych łotrów tchórzliwych językiem

Na tchórza zmieni samego Ajaksa.

CORNWALL

Przynieście dyby! Stary ty hultaju,

Sędziwy śmiałku! My cię nauczymy —

KENT

Za stary jestem, panie, do nauki.

Daj pokój dybom; ja królewski sługa,

Na króla rozkaz do ciebie przybywam;

Byłoby znakiem zbyt wielkiej pogardy

Dla pana mego dostojnej osoby,

Złośliwie w dyby kuć jego posłańca.

CORNWALL

Przynieście dyby! Na honor przysięgam,

Że do południa musi w nich wysiedzieć.

REGAN

Co, do południa? Do nocy, milordzie,

I przez noc nawet.

KENT

      Gdybym psem był tylko

Twojego ojca, nie powinnaś, pani,

Tak mnie traktować!

REGAN

      Ale tak traktuję

Jego pachołków.

CORNWALL

      To jeden z paniczów,

O których nasza siostra nam donosi.

Przynieście dyby!

Przynoszą dyby.

GLOUCESTER

      Nie rób tego, panie!

Wiem, że zawinił; dobry król, pan jego,

Skarci go za to, lecz sromotna kara,

Którą mu grozisz, dotyka jedynie

Lud najpodlejszy, ostatnią hołotę

Za kradzież albo i gorsze występki.

Król to za krzywdę weźmie osobistą,

Jeżeli jego sługa i posłaniec

Ulegnie karze tak upadlającej.

CORNWALL

Odpowiem za to.

REGAN

      Moja by też siostra

Jeszcze za większą wziąć mogła obrazę,

Że jej dworzanin, pełniąc jej rozkazy,

Był w tak niegodny sposób pokrzywdzony.

Skujcie mu nogi! Biorą Kenta w dyby.

      Idźmy teraz, panie!

Wychodzą: Regan i Cornwall.

GLOUCESTER

Żal mi cię, bracie; to wola książęcia,

Którego światu znany jest charakter:

Wstrętny mu opór. Wstawię się za tobą.

KENT

Nie, dobry panie, nie rób tego, proszę!

Czuwałem, drogę odbyłem mozolną,

Część nocy prześpię, a resztę prześwistam.

Z pięt może wyróść szczęście uczciwemu.

A więc dobranoc!

GLOUCESTER

      Źle postąpił książę;

Czyn jego będzie na złe tłumaczony.

Wychodzi.

KENT

Dobry mój królu, stwierdziłeś przysłowie,

Z chłodu pod skwarne dostałeś się słońce.

Zbliż się, księżycu, do tej ciemnej kuli,

Pożycz mi światła, by ten list przeczytać!

Nędzarze tylko czasem cuda widzą.

To list Kordelii. Szczęśliwym zrządzeniem

Doszły ją wieści o moim przebraniu.

Znajdzie czas ona w tych bolesnych sprawach

W pomoc nam przybyć i krzywdy uleczyć.

Przymruż się, oko, czuwaniem znużone,

Aby nie widzieć tego hańby domu.

Teraz dobranoc, fortuno! Uśmiechnij

Znowu się do mnie, a koło twe obróć!

Usypia.

SCENA III

Step.

Wchodzi Edgar.

EDGAR

Publikowane me imię słyszałem;

W spróchniałym drzewie uszedłem pogoni;

Nie ma jednego portu, nie ma miejsca,

Gdzie by straż czujna nie czyhała na mnie.

Postanowiłem, aby się ratować,

Przybrać pozory najpodlejszej nędzy,

Co kiedykolwiek wzgardzonego człeka

Do bydlęcego przybliżyła stanu.

Twarz skalam błotem, płachtą się owinę,

Włosy me wszystkie w kołtuny pozwijam,

W mojej nagości z wiatrów będę szydził

I z niepogody surowego nieba.

Już wzór znalazłem sobie na tej ziemi:

Żebraków z Bedlam, co wśród dzikich ryków

Tkają w gangreną otrętwiałe ręce

Szpilki, gałązki rozmarynu, gwoździe,

A potem, hydne pokazując rany,

Po biednych siołach, młynach i owczarniach,

Czasami prośbą, czasem przekleństwami

Zmuszają ludzką litość do jałmużny.

Tylko Tomaszkiem biednym jestem teraz;

To jest coś jeszcze — a Edgar jest niczym.

Wychodzi.

SCENA IV

Przed zamkiem Gloucestera.

Wchodzą: król Lear, Błazen i Dworzanin.

KRÓL LEAR

To jednak dziwna, że dom opuszczając,

Nie odprawili mojego posłańca.

DWORZANIN

Wiem, że ostatniej nocy nie myślano

O tej podróży.

KENT

      Witaj, dobry panie!

KRÓL LEAR

Czy na rozrywkę takąś wybrał hańbę?

KENT

O nie, milordzie.

BŁAZEN

Ha, ha! Nosi okrutne podwiązki. Konie przywiązują za głowy, psy i niedźwiedzie za szyje, małpy za lędźwie, a ludzi za nogi. Zbyt gorącemu w nogach człowiekowi dają drewniane pończochy.

KRÓL LEAR

Kto tak nie zważał na twe stanowisko,

Że cię tu wsadził?

KENT

      On, panie, i ona,

Twój syn i córka.

KRÓL LEAR

Nie.

KENT

Tak jest.

KRÓL LEAR

Nie, powtarzam.

KENT

A ja powtarzam: tak jest.

KRÓL LEAR

Nie, nie, nigdy by się na to nie odważyli!

KENT

Odważyli się jednak.

KRÓL LEAR

Nie, przysięgam na Jowisza!

KENT

A ja przysięgam na Junonę, tak jest!

KRÓL LEAR

Na krok ten nigdy by się nie ważyli,

Zrobić by tego nie mogli, nie chcieli.

Czyn od morderstwa gorszy, taką krzywdę

Poszanowania godnemu wyrządzić.

Powiedz natychmiast, jaka twoja wina,

Że w taki sposób ważyli się karać

Mego posłańca?

KENT

      Panie, w ich pałacu

Zaledwo twoje listy im wręczyłem,

Zanim powstałem, bo im na kolanach

Mój hołd złożyłem, przybywa posłaniec,

Oblany potem, zziajany pośpiechem,

Bez tchu, zaledwo zdolny wybełkotać

Goneril, pani swojej, pozdrowienie;

Oddał list, który czytali z pośpiechem,

Zwołali orszak, bez najmniejszej zwłoki

Dosiedli koni, a z zimnym spojrzeniem

Dali mi rozkaz, bym gonił za nimi

I na odpowiedź ich cierpliwie czekał.

Tu, gdy spotkałem drugiego posłańca,

Co pozdrowieniem swoim zatruł moje

(A tym posłańcem był właśnie ów panicz,

Co się tak krnąbrnie panu memu stawił),

Chętniejszy słuchać serca niźli głowy,

Dobyłem szabli, a tchórz ten nikczemny

Krzykami trwogi cały dom poruszył

I sądem syna twojego i córki

Czyn mój zasłużył na hańbiącą karę,

W której mnie widzisz.

BŁAZEN

      Zima nieskończona,

Gdy dzikie gęsi w tamtą lecą stronę.

Ślepe są dzieci przed ojcem w łachmanach;

Przed ojcem z workiem dzieci na kolanach.

Drzwi swych fortuna biednym nie otwiera.

Ale z tym wszystkim, dostaniesz od twych córek tyle krzyżów, ile potrafisz zliczyć przez rok cały.

KRÓL LEAR

Niewieścia słabość, hysterica passio,

Pnie się do serca! Spadnij, czarny smutku,

Nie tak wysoko twoje są żywioły!

Gdzie jest ta córka?

KENT

      W pałacu tym z hrabią.

KRÓL LEAR

Czekajcie na mnie, sam się z nią rozmówię.

Wychodzi.

DWORZANIN

I prócz obrazy, którąś opowiedział,

Nie było innej?

KENT

      Nie, nie było żadnej.

Ale dlaczego z tak małym orszakiem

Król tu przybywa?

BŁAZEN

Gdyby cię za to pytanie w dyby okuto, dobrze byś na to zasłużył.

KENT

Dlaczego, błaźnie?

BŁAZEN

Poślemy cię do szkoły mrówek, abyś się tam nauczył, że się w zimie nie pracuje. Wszystkimi, co idą za nosem, kierują oczyma, wyjąwszy ślepych; a nie ma jednego nosa na dwadzieścia, który by nie zwietrzyłtego, co śmierdzi. Puść wielkie koło, kiedy się z góry toczy, bo gdybyś chciał za nim pędzić, kark sobie skręcisz; ale gdy to koło pnie się pod górę, daj mu się ciągnąć bezpiecznie. Jeżeli jaki mądry człowiek da ci lepszą radę, zwróć mi moją; chciałbym, żeby tylko urwisze jej słuchali, bo daje ją błazen.

Ten, który goni tylko za zyskiem,

 I tylko z pozoru służy,

Z pierwszym piorunów ucieknie błyskiem

 I zostawi cię śród burzy.

Lecz ja zostanę, co bądź mnie czeka,

 Niech mędrek ucieka sobie;

Błaznem się robi łotr, co ucieka,

 Ja z błazna łotra nie zrobię.

KENT

Gdzie się tego nauczyłeś, błaźnie?

BŁAZEN

Nie w dybach, błaźnie.

Wchodzi król Lear z Gloucesterem.

KRÓL LEAR

Nie chcą mnie widzieć? Chorzy są, znużeni

Nocną podróżą? Marne to wybiegi,

Jawne oznaki buntu i odstępstwa!

Przynieś mi lepszą odpowiedź.

GLOUCESTER

      Mój panie,

Znasz dobrze księcia ognisty charakter,

Wiesz, jak w zamiarach swoich nieugięty.

KRÓL LEAR

Zemsta! Zaraza! Śmierć i zamieszanie!

Co, nieugięty? Charakter? Gloucesterze,

Z księciem i żoną jego pragnę mówić.

GLOUCESTER

Już mu doniosłem o tym, dobry panie.

KRÓL LEAR

Doniosłem? Człeku, czy mnie ty rozumiesz?

GLOUCESTER

Rozumiem, panie.

KRÓL LEAR

      Król chce się rozmówić

Z księżęciem Cornwall; ojciec kochający

Od swojej córki chce usługi żądać.

Czy wiedzą o tym? — Na krew mą i oddech!

Ognisty! Książę ognisty! Idź, powiedz

Temu książęciu ognistemu! — Czekaj!

Jeszcze nie; może naprawdę jest chory.

Choroba zawsze zaniedbuje służby,

Której spełnienie potrzebuje zdrowia.

Nie jest sam sobą człowiek, gdy natura

Z cierpiącym ciałem duszy każe cierpieć.

Poczekam; własną popędliwość winię,

Że w gorączkowym wybryku choroby

Postanowienie zdrowej widzę woli.Spoglądając na Kenta.Śmierć i zagłada! Dlaczego on w dybach?

Czyn mi ten stwierdza, że ta ich choroba

Jest czczym wybiegiem. Wypuście mi sługę!

Idź do nich, powiedz, że chcę z nimi mówić,

Teraz, natychmiast! Niechaj się tu stawią,

Albo pod drzwiami ich bić będę w bębny,

Aż sen zabiję!

GLOUCESTER

      Idę, chciałbym, panie,

Spór ten zagodzić.

Wychodzi.

KRÓL LEAR

      O Boże, me serce!

Wzdęte boleścią serce! Ale cicho!

BŁAZEN

Wołaj do niego, wujaszku, jak kucharka do węgorzy, gdy je żywcem wsadzała do pasztetu. Bijąc je po łbie kijem: „cicho, cicho, psubraty!” wołała. Jej to był brat, co przez czystą dobroć dla swojego konia siano masłem mu smarował.

Wchodzą: Cornwall, Regan, Gloucester i Służba.

KRÓL LEAR

Dzień dobry obu!

CORNWALL

      Witamy cię, panie!

Kent wypuszczony.

REGAN

Dostojny królu, z radością cię widzę.

KRÓL LEAR

Wierzę ci, córko, mam tego powody;

Gdyby mój widok nie był ci radosny,

Ja bym się rozwiódł z twojej matki grobem:

Byłby to tylko grób cudzołożnicy.Do Kenta. Ha, jesteś wolny? Ale później o tym.

Droga Regano, siostra twa niegodna,pokazując na serce:Tu utopiła jakby szpony sępa

Ostry ząb swojej grzesznej niewdzięczności.

Zaledwie mogę mówić; nie uwierzysz,

Z jaką wyrodną złością — o Regano!

REGAN

Cierpliwość, panie! Zdaje mi się bowiem,

Żeś jej wartości łatwiej mógł nie poznać,

Niż nie dopełnić ona powinności.

KRÓL LEAR

Jak to rozumiesz?

REGAN

      Sądzę, że ma siostra

Niezdolna zgwałcić swoich obowiązków.

Jeśli przypadkiem położyła tamę

Wrzaskliwej twego orszaku rozpuście,

Tak słuszne miała do tego powody,

Że od wszelkiego wolną jest zarzutu.

KRÓL LEAR

Niech Bóg ją skarze!

REGAN

      Panie, jesteś stary;

Natura w tobie kresów swych dobiega.

Czas byłby dać się kierować rozumom,

Lepiej od ciebie stan twój pojmującym.

A więc cię proszę, wróć do naszej siostry,

Wyznaj otwarcie, że ją obraziłeś.

KRÓL LEAR

Co? Więc ją prosić mam o przebaczenie?

Zważ, jak to godne ust ojcowskich słowa:

«Wyznaję, droga córko, żem jest stary;

Starość nie radość; błagam na kolanach,

Racz mi dać pokarm, ubranie i łoże!»

REGAN

Dość tego! Są to żarty nieprzystojne;

Wróć do mej siostry!

KRÓL LEAR

      Nie, nigdy, Regano!

Pół mi mojego odjęła orszaku,

Z gniewnym spojrzeniem serce mi przeszyła

Od żądła żmii zjadliwszym językiem.

Niech niebios zemsta wszystkie swe pioruny

Wyrzuci na nią! Zatrute powietrze

W młode jej kości niech powieje niemoc!

CORNWALL

Fe, wstydź się, panie!

KRÓL LEAR

      Lotne błyskawice,

Zgaście swym ogniem wzrok jej pogardliwy!

Zniszczcie jej piękność, wyziewy bagniste,

Wyssane ogniem potężnego słońca!

REGAN

Ach, dobry Boże! Te same przekleństwa

W wybuchu gniewu na mnieś gotów rzucić.

KRÓL LEAR

Nie, nigdy me cię nie dotknie przekleństwo;

Obca czułemu sercu twemu twardość.

Jej wzrok jest straszny, gdy twoje źrenice

Tylko pociechę przynoszą, nie palą.

Moim zabawom nie będziesz ty skąpić,

Zmniejszać orszaku, słowem mnie obrażać,

Szczuplić dochodów, na wszystkiego domiar

Bram twych zakładać przede mną ryglami.

Ty powinności natury znasz lepiej,

Lepiej dziecinnych obowiązków prawa,

I wymagania należnej wdzięczności;

Nie zapomniałaś połowy królestwa,

Którą ci dałem.

REGAN

      Do rzeczy, mój ojcze!

KRÓL LEAR

Kto w dyby okuł mojego człowieka?

Słychać trąbkę za sceną.

CORNWALL

Co to za trąbka?

Wchodzi Oswald.

REGAN

      Wiem, to moja siostra;

List jej donosi, że wkrótce przybędzie.

To pani twoja?

KRÓL LEAR

      To właśnie niewolnik,

Który pożyczył dumy i zuchwalstwa

Od zmiennej łaski tej, której jest sługą.

Precz z moich oczu!

OSWALD

      Co to znaczy, panie?

KRÓL LEAR

Kto w dyby okuł mego sługę? Myślę,

Że nie wiedziałaś nic o tym, Regano.

Kto się to zbliża? Wchodzi Goneril.

      Jeśli starość kochasz,

Jeśli, o niebo, twoich praw nakazem

Jest posłuszeństwo, jeśliś samo stare,

Twoją ma sprawa, stań po mojej stronie!Do Goneril:Czy nie masz wstydu na brodę tę spojrzeć?

Zdołaszli ścisnąć rękę jej, Regano?

GONERIL

Cóż jej zabrania? W czymże przewiniłam?

Nie wszystko winą, czemu winy imię

Sąd lekkomyślny lub zgrzybiałość daje.

KRÓL LEAR

O piersi moja, jakżeś jest kamienna,Że znieść to możesz! Kto mojego sługę

W dyby śmiał okuć?

OSWALD

      Ja rozkaz wydałem,

Lecz on zuchwalstwem na więcej zasłużył.

KRÓL LEAR

Ty rozkaz dałeś?

REGAN

      Proszę cię, mój ojcze,

Czas już na koniec, byś swą słabość uznał.

Jeżeli wrócisz do siostry mej domu

Z końcem miesiąca z połową orszaku

Będziesz mógł przybyć do mego pałacu.

Dziś jestem w drodze; dziś byś tam nie znalazł

Nic potrzebnego na twoje przyjęcie.

KRÓL LEAR

Ja wrócić do niej? Z połową orszaku?

Nie, nigdy! Wolę raczej zrzec się dachu,

Wolę z wichrami i burzą wojować,

Być towarzyszem wilków i puszczyków.

O konieczności twarda! Wrócić do niej!

Królu Francuzów, z krwią gorącą w żyłach,

Coś bez posagu najmłodszą wziął córkę,

Równie bym chętnie przed tronem twym klęknął

I o jałmużnę jak giermek cię błagał.

Aby spodlone życie me przeciągnąć.

Ja, wrócić do niej! O nie, radź mi raczej,

Bym popychadłem został obrzydłego

Twego pachołka!

Wskazując na Oswalda.

GONERIL

      Jak ci się podoba.

KRÓL LEAR

Proszę cię, córko, nie rób mnie szalonym!

Nie chcę cię dłużej trudzić, bądź mi zdrowa!

Na tej się ziemi nie zobaczym więcej.

A przecie jesteś mym ciałem, krwią, córką!

Lub raczej ciała mojego chorobą,

Którą konieczność zwać mi każe moją,

Czyrakiem, krwi mej zgniłej karbunkułem.

Lecz cię nie będę gromił; niechaj hańba

Przyjdzie, gdy zechce, nie ja ją przyzywam,

Przed sąd Jowisza nie ja skargi niosę.

Czas ci zostawiam; popraw się, gdy możesz;

Czekać cierpliwie mogę u Regany

Z stu rycerzami mojego orszaku.

REGAN

Nie tak zupełnie; nic u mnie w tej chwili

Nie jest gotowe na twoje przyjęcie.

Usłuchaj siostry; bo ci, co rozumem

Twe uniesienia mierzą, sprawiedliwie

Zgodzić się muszą, żeś stary, że starość —

Wie ona dobrze, co robi.

KRÓL LEAR

      Tak sądzisz?

REGAN

Tak sądzę szczerze. Orszak pięćdziesięciu

Czy to nie dosyć? Potrzebaż ci więcej?

Czy nawet tyle? Gdy przeciw tej liczbie

Niebezpieczeństwo i wydatek mówią?

Pod jednym dachem jak żyć może zgodnie

Taki tłum ludzi pod dwoma panami?

Bardzo to trudno, raczej niepodobna.

GONERIL

Czy równie dobrej nie miałbyś usługi

Od dworzan siostry naszej lub od naszych?

REGAN

Prawda, a wtedy łatwo by nam było

Wszelkie niedbalstwo naszych sług ukarać.

Jeśli więc zechcesz przybyć do mnie, ojcze,

By grożącego ujść niebezpieczeństwa,

Proszę cię, przybądź z dwudziestu i pięciu;

Na więcej nie mam miejsca ni zasobów.

KRÓL LEAR

Wszystko wam dałem.

REGAN

      A czas już był wielki.

KRÓL LEAR

Na opiekunów moich was wybrałem,

Lecz liczbę mego orszaku zastrzegłem.

Mamże z dwudziestu pięciu tylko przybyć

Do twego zamku? Czy tak powiedziałaś?

REGAN

I tak powtarzam; ni jednego więcej.

KRÓL LEAR

A jednak piękna jest grzesznic tych postać!

Obok grzeszniejszych i najgorszą nie być

Jest już zasługą. Do Goneril:A więc pójdę z tobą:

Pięćdziesiąt dwakroć jest dwadzieścia i pięć,

Twoja więc miłość jest dwa razy większa.

GONERIL

Słuchaj mnie, ojcze, na co ci się zdadzą

Dwudziestu pięciu, dziesięciu lub pięciu

W domu, gdzie służba dwa razy liczniejsza

Na twój jest rozkaz?

REGAN

      Po co jeden nawet?

KRÓL LEAR

O, nie mierz życia tylko koniecznością!

Ostatni żebrak ma zbytek w swej nędzy.

Zamknij człowieka w granicach potrzeby,

A będzie tani wiódł żywot jak bydlę.

Ty jesteś panią; gdyby twoim sądem

Ciepło się trzymać wielkim było zbytkiem,

Jestże potrzebny ten przepych ubioru,

Który zaledwo ogrzać cię jest w stanie?

Lecz co koniecznie potrzebne — o Boże,

Daj mi cierpliwość! Jej mi tylko trzeba!

Widzisz tu, Boże, ubogiego starca

Lat i boleści zgiętego brzemieniem!

Jeśli ty serca córek tych buntujesz

Przeciwko ojcu, nie rób ze mnie głupca

W pokorze ducha znoszącego krzywdę,

Ale szlachetnym pierś mą natchnij gniewem!

Niech broń niewieścia, łza, lic mych nie kala!

Nie, czarownice wyrodne! Ja na was

Takiej dokażę zemsty, że świat cały —

Dokonam — jeszcze nie wiem, co dokonam —

Lecz wiem, że będzie to postrachem ziemi!

Myślicie może, że ja płakać będę?

Nie będę płakał.

Mam ja powody płakać, lecz to serce

Na sto tysięcy kawałków wprzód pęknie,

Niźli zapłaczę. Błaźnie, oszaleję!

Wychodzą: król Lear, Gloucester, Kent, Błazen.

CORNWALL

Czas się oddalić, bo nadciąga burza.

Burza w odległości.

REGAN

Ten dom jest mały, trudno, aby starzec

Z całym orszakiem mógł się w nim pomieścić.

GONERIL

To jego wina, sam się z domu wygnał,

Niech teraz cierpi za swoje szaleństwo.

REGAN

Samego chętnie przyjmę w moim zamku,

Lecz ni jednego z jego towarzyszy.

GONERIL

I ja tak myślę. Gdzie jest milord Gloucester?

CORNWALL

Poszedł za starcem. Ale oto wraca.

Wchodzi Gloucester.

GLOUCESTER

Król jest jak wściekły.

CORNWALL

      Gdzie pragnie się udać?

GLOUCESTER

Nakazał wyjazd, lecz nie wiem, gdzie zmierza.

CORNWALL

Najlepiej będzie wolność mu zostawić,

Niech gdzie chce jedzie.

GONERIL

      Nie proś, żeby został.

GLOUCESTER

Ach, noc nadciąga, wściekły wicher wyje,

A krzaka nie ma na kilka mil wkoło!

REGAN

Nauczycielem dla upartych ludzi

Musi być krzywda, która ich dosięga

Przez własną winę. Rozkaż bramy zamknąć.

Orszak się jego składa z paliwodów;

Roztropność radzi mieć się na baczności

Przeciw zamachom, do których zbyt łatwo

Mogą swoimi pchnąć go podszeptami.

CORNWALL

Noc straszna! Zamknij bramy! Dobra rada

Mojej Regany. Schrońmy się przed burzą!

Wychodzą.

AKT TRZECI

SCENA I

Step. Burza, błyskawice i grzmoty.

Wchodzą: Kent i Dworzanin.

KENT

Kto się tu waży prócz straszliwej słoty?

DWORZANIN

Ten, który w duszy równą czuje burzę.

KENT

Znam cię. Lecz powiedz, gdzie pan, król nasz teraz?

DWORZANIN

Z rozpasanymi żywiołami walczy,

Wzywa wiatr, żeby ziemię w morze cisnął

Lub lądy zalał karbowaną falą,

By świat się zmienił lub przepadł. Rwie włosy,

Które ze ślepą wiatr chwyta wściekłością

I na przestrzenie bez śladu rozwiewa.

W małym swej duszy świecie stawia czoło

Wściekłości burzy z deszczami walczącej.

W nocy, śród której niedźwiedź przy szczeniętach

Drzymie w jaskini, lew i wilk zgłodniały

Nie śmią na słotę futer swych wystawić,

On z gołą głową błąka się po polach,

Zagłady wzywa.

KENT

      Kto jest przy nim teraz?

DWORZANIN

Nikt oprócz błazna, który chce żartami

Bolesne krzywdy od serca odegnać.

KENT

Znam cię, wiem dobrze, że bez żadnej trwogi

Mogę ci wielką zwierzyć tajemnicę.

Niezgoda, chytrze dziś jeszcze tajona,

Tli się już między Cornwall i Albany;

Przy nich (jak zwykle przy tych, których gwiazdy

W swym szczytnym locie na tron posadziły),

Nie braknie dworzan z równą im chytrością,

Co francuskiego króla są szpiegami.

Oni dostrzegli, co jeszcze ukryte,

Tajny wstręt książąt, tajne ich fortele,

Ze starym królem okrutne obejście

I coś głębszego, czego tylko znakiem

Może te wszystkie razem są wypadki.

To tylko pewna, że francuski zastęp

Do niezgodnego przybywa królestwa.

Silny niedbalstwem naszym, bez przeszkody

W naszych najlepszych wylądował portach,

I wkrótce swoją rozwinie chorągiew.

Jeżeli słowu mojemu dość ufasz,

I bez wahania do Dover pośpieszysz,

Znajdziesz tam kogoś, co ci podziękuje

Za wierny obraz okrutnych boleści

Dręczących króla przez wyrodne dzieci.

Jestem szlachcicem z krwi i wychowania,

Możesz mi wierzyć, że ci to poselstwo

Z zupełną rzeczy daję świadomością.

DWORZANIN

Pomówim o tym jutro.

KENT

      Nie, natychmiast.

By cię przekonać, że jestem czymś więcej

Niż me pozory, otwórz tę sakiewkę,

Weź, co tam znajdziesz. Gdy ujrzysz Kordelię

(A ujrzysz pewno), pokaż jej ten pierścień,

Ona ci powie, kto był ten towarzysz,

Którego imię nieznane ci teraz.

Przeklęta burza! Idę szukać króla.

DWORZANIN

Daj mi twą rękę. Czy nic nie masz dodać?

KENT

Słów mało, ale wielkiej za to wagi:

By króla znaleźć, bądź mi pomocnikiem,

Idź go tą stroną szukać, ja zaś tamtą,

Kto pierwszy znajdzie, drugiego zawoła.

Wychodzą.

SCENA II

Inna część stepu. — Burza.

Wchodzą: Król Lear i Błazen.

KRÓL LEAR

Dmij wściekły wietrze, aż twe lica pękną!

Lej katarakty twoje, uraganie,

Póki wież naszych kurki nie utoną!

Siarczane ognie z szybkim jak myśl lotem,

Gońce piorunów dęby trzaskających

Spalcie me siwe włosy! Wy, pioruny,

Na proch rozbijcie wielką ziemi kulę

I naraz zniszczcie formy i nasiona,

Z których niewdzięczny kształtuje się człowiek!

BŁAZEN

O mój wujaszku, święcona woda w suchym domu lepsza od deszczowej wody pod gołym niebem. Dobry wujaszku, wracaj! Proś o błogosławieństwo twoich córek. Noc ta nie ma litości ani dla mądrych ani dla głupców.

KRÓL LEAR

Grzmij z całej piersi! Pluj ogniu! Lej deszczu!

Deszcz, wicher, grzmoty to nie moje córki;

Nie was, żywioły, o niewdzięczność skarżę:

Nic wam nie dałem, nie zwałem was dziećmi,

Czego bądź od was żądać nie mam prawa,

Zwróćcie więc na mnie całą srogość waszą!

Biedny, schorzały, pogardzony starzec,

Jak wasz pokorny stoję tu niewolnik.

Służalczą jednak drużyną was zowię,

Z dwiema córkami wyrodnymi zgodną,

By całą waszą potęgę wysilić

Na głowę starą i białą jak moja.

O, rzecz to szpetna!

BŁAZEN

Ten, co ma dom, w którym schronić może głowę, dobrą ma czapkę.

Kto rozporkom szuka schrony,

Nim zapewni ją swej głowie,

Ten wszy na niej znajdzie mrowie,

To żebraków zwykłe żony.

Kto posadził tam swą piętę,

Gdzie kłaść serce należało,

Będzie płakał przez noc całą

Na nagniotki swe przeklęte.

...bo jeszcze nie było pięknej kobiety, która by nie sznurowała ust przed zwierciadłem.

Wchodzi Kent.

KRÓL LEAR

Nie! Będę wzorem wszelkiej cierpliwości,

Nie rzeknę słowa.

KENT

Kto tam?

BŁAZEN

Ba i któżby? Majestat i rozporek, to jest mądry człowiek i błazen.

KENT

Ach, to ty, panie? Te nawet stworzenia,

Co noc kochają, nocy tej się boją.

Pioruny trwożą wędrowców ciemności,

Kryć się im każą w swych jaskiń głębinach.

Jak żyję, nigdy jeszcze nie pamiętam

Takich błyskawic, grzmotów tak potężnych

I takich ryków wiatru i ulewy.

Ludzka natura niezdolna wytrzymać

Podobnej burzy, takiego przestrachu.

KRÓL LEAR

Potężne bogi, co nad głową naszą

Tej grzmotnej burzy rozpalacie ognie,

Wynajdźcie teraz waszych nieprzyjaciół!

Drżyj podlcze, zbrodni którego tajonych

Sprawiedliwości chłosta nie dosięgła!

W ciemnościach nocy skryj się, krwawa ręko!

Krzywoprzysięzco, pozorny świętoszku,

Kryjący płaszczem cnoty kazirodztwo!

Drżyj, nikczemniku, co w mądrej obłudzie

Czyhałeś zdradnie na życie człowieka!

Tajemne zbrodnie, wystąpcie z kryjówek,

Tych strasznych woźnych błagajcie o litość!

Jam pokrzywdzony więcej niż krzywdziciel.

KENT

Ach, z gołą głową! Łaskawy mój panie,

Uboga chata, o kilka stąd kroków,

Da ci przed burzą schronienie przyjazne.

Spocznij tam, ja zaś do twardszego domu

Od twardych głazów, z których zbudowany,

Raz jeszcze wrócę. Gdym o ciebie pytał

Przed chwilą, bram mi swych otworzyć nie chciał,

Lecz go do skąpej zmuszę gościnności.

KRÓL LEAR

Rozum w mej głowie zaczyna się mącić.

Pójdź tu, mój chłopcze, powiedz, czy ci zimno?

I mnie też zimno. Gdzie jest ta lepianka?

Jak dziwną sztukę posiada konieczność!

Na skarb przemienia rzeczy najpodlejsze.

Gdzie jest lepianka? Biedny mój błazenku,

Jeszcze jest kątek w sercu moim, chłopcze,

Gdzie mieszka litość nad twoim cierpieniem.

BŁAZEN

Śpiewa.

Kto trochę sensu w głowie zachował,

Czy to deszcz szumi, czy to wiatr wieje,

Do swych się losów będzie stosował,

Choć każdej doby deszcz leje.

KRÓL LEAR

To prawda, chłopcze. Prowadź mnie do chaty!

Wychodzą: król Lear i Kent.

BŁAZEN

Ta noc ochłodzić zdolna kortezanę.

Nim się oddalę, ogłoszę proroctwo:

Gdy ksiądz będzie słowami, nie przykładem uczył,

Kiedy słód swój piwowar wodą będzie tuczył,

Gdy szlachcic będzie mistrzem swojego krawczyka,

Gdy będą za kacerza palić zalotnika,

Gdy trybunał każdemu dobry sąd wymierzy,

Gdy nie będzie ubogich giermków ni rycerzy,

Kiedy potwarz z ludzkiego ucieknie ozora,

Z jarmarków rzezimieszki znikną jak kamfora,

Gdy lichwiarz będzie złoto na polu rachował,

A rajfur z kortezaną kościoły budował,

   Na angielskiej wtedy grzędzie

   Wszystko tak się zamajaczy,

   Że kto dożyje, zobaczy,

   Lud nogami chodzić będzie.

Proroctwo to ogłosi Merlin, bo ja żyję przed jegoczasami.

Wychodzi.

SCENA III

Izba w zamku Gloucestera.

Wchodzą: Gloucester i Edmund.

GLOUCESTER

Niestety, niestety, Edmundzie! Nie podoba mi się to wyrodne postępowanie. Gdy ich prosiłem, aby mi wolno było nad nim się litować, odebrali mi użycie własnego mego domu; zabronili mi pod karą wiecznej niełaski mówić do niego, wstawiać się za nim, byćmu pomocą w jakikolwiek bądź sposób.

EDMUND

Dzikie i wyrodne postępowanie!

GLOUCESTER

Dość na tym; ani słowa więcej. Tli już niezgoda między książętami, a gotuje się coś gorszego. Odebrałem list tej nocy — niebezpieczna rzecz o tym mówić — zamknąłem list w mojej komnacie. Krzywdy, które teraz król znosi, będą pomszczone na ich sprawcach; już część wojska wylądowała; trzeba nam się przechylić na stronę króla. Wyszukam go i pomogę mu tajemnie. Idź tymczasem, baw księciarozmową, aby nie dostrzegł mojego miłosierdzia. Jeśli się o mnie zapyta, powiedz, że jestem chory i poszedłem do łóżka. Choćby mi przyszło gardłem zapłacić, jak mi to zagrożono, muszę pomóc królowi,staremu mojemu panu. Dziwne gotują się rzeczy, Edmundzie; proszę cię, bądź ostrożny.

Wychodzi.

EDMUND

O tej dobroci twojej zakazanej

I o tym liście zawiadomię księcia;

Będzie to służba, która mi zapewni,

Co ojciec straci, wszystkie jego grody:

Gdzie stary upadł, niech urośnie młody.

Wychodzi.

SCENA IV

Chata na stepie.

Wchodzą: król Lear, Kent i Błazen.

KENT

To chata, panie; wejdź, dobry mój panie.

Noc to zbyt sroga, aby znieść ją mogła

Ludzka natura.

Burza wciąż trwa.

KRÓL LEAR

      Zostaw mnie samego.

KENT

Wejdź, panie.

KRÓL LEAR

      Chceszże serce mi rozedrzeć?

KENT

Wprzód bym me własne rozdarł. Wejdź, mój panie!

KRÓL LEAR

Rzecz to twym sądem straszna, że nas burza

Do kości chłosta; straszna jest dla ciebie,

Lecz kto jest większej choroby ofiarą,

Nie czuje mniejszej. Gdy niedźwiedź cię trwoży,

Skoro przed tobą morze ryczy gniewne,

Pójdziesz z niedźwiedzia mierzyć się paszczęką.

Gdzie dusza wolna, drażliwe tam ciało.

Burza mej duszy z mych wydziera zmysłów

Wszystkie uczucia, prócz tych, co tu palą.

Niewdzięczne córki! Czy to nie to samo,

Jak gdyby usta rozszarpać pragnęły

Tę rękę, która pokarm im przynosi?

Lecz je ukarzę, nie chcę dłużej płakać!

Śród takiej nocy drzwi przede mną zamknąć!

O lej, lej deszczu! Potop ten wytrzymam.

Przed starym ojcem, który szczodrą ręką

Wszystko wam oddał! O Regan! Goneril!

O, do szaleństwa droga ta prowadzi!

Nie chcę iść dalej, nie mówmy już o tym!

KENT

Wejdź, panie.

KRÓL LEAR

      Własnej szukaj tam wygody.

Burza ta myśleć broni mi o rzeczach,

Co by mnie ciężej dotknęły. Lecz wejdę.

Chłopcze, wejdź pierwszy. Biedaku bez strzechy,

Wejdź, ja tymczasem odmówię pacierze,

A potem usnę.Błazen wchodzi do chaty.

      O nadzy nędzarze,

Gdzie bądź jesteście, których w tej godzinie

Ta bez litości siecze zawierucha,

Jak mogą wasze podarte łachmany

Przed taką wichrów osłonić dzikością

Bez dachu głowy, boki bez pokarmu?

O, nazbyt mało troskałem się o to!

Przepychu świata, wypij to lekarstwo,

Uczuj na chwilę, co czują nędzarze,

Abyś im resztki twego zbytku rzucił,

Pokazał większą nieba sprawiedliwość!

EDGAR

za sceną:

Półtora sążnia wody! Półtora sążnia wody!

O biedny Tomku!

Błazen wybiega z chaty.

BŁAZEN

      Nie wchodź tam, wujaszku,

Bo duch tam mieszka. Ratujcie! Ratujcie!

KENT

Podaj mi rękę. Kto tam?

BŁAZEN

      Duch tam mieszka,

A jak powiada, zwie się biedny Tomek.

KENT

Kto ty, co jęczysz na słomie? Wyjdź do nas.

Wchodzi Edgar przebrany za szaleńca.

EDGAR

Precz stąd! Bo czarny goni za mną szatan;

Po ostrych cierniach świszczący wiatr wieje:

Ha! Idź do łóżka i ogrzej się trochę.

KRÓL LEAR

Czy i ty wszystko twym oddałeś córkom?

Czyliż i tobie na to także przyszło?

EDGAR

Kto da co biednemu Tomkowi, którego zły duch przeprowadził przez ogień i płomienie, przez brody i wiry, przez bagna i topiele; który mu podkładał noże pod poduszkę, a stryczki na kościelnej ławie; który mu stawiał trutkę przy rosole, natchnął mu taką dumą serce, że przejeżdżał na gniadym kłusaku po mostach na cztery cale szerokich, goniąc za własnym cieniem jak za zdrajcą? Daj Boże zdrowie twoimpięciu zmysłom! Zimno Tomkowi! O, do de, do de, do de! Niech cię niebo strzeże od zawieruch, złych planet i czarów! Daj jałmużnę biednemu Tomkowi, którego zły duch prześladuje. Ach, gdybym mógł tugo złapać albo tu, albo tam znowu!

Burza trwa ciągle.

KRÓL LEAR

Do tegoż stopnia przywiodły go córki?

Nic żeś zatrzymać nie mógł, wszystko dałeś?

BŁAZEN

O nie, zatrzymał płachtę, inaczej musieliby się wszyscy rumienić.

KRÓL LEAR

Niechaj więc plagi, które nad ludzkimi

Grzechami ciążą, spadną wszystkie razem

Na twoje córki!

KENT

      Lecz on nie ma córek.

KRÓL LEAR

Giń, kłamco! Nic by nie mogło sprowadzić

Ludzkiej natury do tego spodlenia

Prócz niewdzięczności córek. Czy dziś zwyczaj,

Że odepchnięty ojciec tak znajduje

Mało litości u własnej krwi swojej?

Słuszna to kara! To ciało poczęło

Te pelikany córki.

EDGAR

      Na górze Pillicok

Siedział Pillicok. Hola! Hej tam, hola!

BŁAZEN

Ta zimna noc zrobi z nas wszystkich błaznów i szaleńców.

EDGAR

Strzeż się złego ducha; słuchaj rodziców; dotrzymaj danego słowa; nie przysięgaj; nie grzesz ze ślubną żoną bliźniego; nie przyuczaj twojej kochanki do bogatych strojów. Zimno Tomkowi!

KRÓL LEAR

Czym byłeś?

EDGAR

Sługą hardego serca i duszy; trefiłem sobie włosy; nosiłem rękawiczkę u kapelusza; służyłem chuciom mojej kochanki i dopuszczałem się z nią czynów ciemności; każde moje słowo było przysięgą, którą łamałem w jasnym obliczu niebios; zasypiałem w rozpuście i budziłem się do rozpusty; wino kochałem serdecznie i kostki serdecznie, a z kobietami przechodziłem samego Turka; fałszywe było moje serce, lekkie było moje ucho, krwawa ręka; byłem wieprzem w próżniactwie, lisem w chytrości, w żarłoctwie wilkiem, psem w wściekłości, a lwem w grabieży. Nie daj twojego biednego serca kobiecie, na lada skrzypnięcie trzewików lub szelest bławatówtrzymaj nogi daleko od zamtuzów, ręce od spódniczek, pióro od lichwiarskich regestrów, a śmiej się potem ze złego ducha. Ciągle przez ciernie wieje zimny wiatr i mówi: suum, mun, nonny! Delfinie, moje dziecko, stój! Daj mu przykłusować.

Burza trwa ciągle.

KRÓL LEAR

Lepiej byłoby ci w grobie, niż wystawiać twoje nagie ciało na tę nieba surowość. Nie jestże człowiek niczym więcej? Przypatrz mu się dobrze: tyś niedłużny robakowi za jedwab, bydlęciu za skórę, baranowi za wełnę, a kotu za perfumy. Ha, my trzej jesteśmy sfałszowanym towarem, ty jeden jesteś prawdą! Człowiek bez przyborów jest tylko biednym, nagim, rosochatym jak ty zwierzęciem. Precz, precz co pożyczone! Dalej! Odepnijcie!

Rozdziera odzież.

BŁAZEN

Proszę cię, wujaszku, uspokój się; zła to noc do pływania. — Teraz trochę ognia na tym pustym polu byłoby jak serce starego rozpustnika: mała iskierka, a reszta ciała zimna. Ale patrz, nadbiega błędny ognik.

EDGAR

To ten zły duch Flibbertigibbet, zaczyna on swoje figle z ciemną nocą a kończy z pierwszym pianiem koguta; on to zaciąga oczy kataraktą, wykrzywia je zezem, daje zajęcze wargi; on śnicią pokrywa białą pszenicę i dręczy wszystkie ziemskie stworzenia.

Święty Wit trzykroć obleciał pole

I spotkał Zmorę w rzeszy swej kole,

 I «precz stąd!» krzyknął,

 I tabun zniknął;

Precz, czarownico, o precz stąd!

KENT

Jak ci jest, panie?

Wchodzi Gloucester z pochodnią.

KRÓL LEAR

Kto to?

KENT

Kto tam? Czego szukasz?

GLOUCESTER

Co wy za jedni? Wasze nazwiska?

EDGAR

Biedny Tomek, który je pływające żaby, ropuchy, kijanki ziemne i wodne jaszczurki; który w szaleństwie swojego serca, gdy zły duch harcuje, je krowieniec zamiast sałaty, pożera stare szczury i psyutopione w rowie, pije zieloną powłokę bagniska; którego od parafii do parafii, chłostając, prowadzą, kują w dyby, karcą i więżą, a który miał niegdyś trzy ubrania na grzbiet swój, trzy koszule dla swojego ciała, konia do podróży i oręż do bitki.

Ale myszy i szczury i podobna fraszka

Całe siedem lat długich karmiły Tomaszka.

Strzeż się ducha, co za mną goni. Cicho, Smolkin, cicho, ty szatanie!

GLOUCESTER

I to jest, panie, twoje towarzystwo?

EDGAR

Książę ciemności to prawdziwy szlachcic,

A imię jego Modo albo Mahu.

GLOUCESTER

Jak są wyrodne krew nasza i ciało,

Że nienawidzą tego, co je począł.

EDGAR

Zimno Tomkowi!

GLOUCESTER

Chodź ze mną, panie, nie mogę we wszystkim

Słuchać surowych rozkazów twych córek.

Choć ich jest wolą, bym wrota me zamknął,

Na łup cię wydał tej nocy okrutnej,

Dość miałem serca, aby cię wyszukać,

Powieść, gdzie ogień i pokarm gotowy.

KRÓL LEAR

Wprzód z filozofem tym pozwól pogadać.

Powiedz mi, jaka piorunów przyczyna?

KENT

Usłuchaj, panie, dobrej jego rady,

Idź z nim do domu.

KRÓL LEAR

      Jeszcze jedno słowo

Do uczonego tego Tebańczyka.

Nad czym rozmyślasz?

EDGAR

      Jak diabła oszukać,

A bić robactwo.

KRÓL LEAR

      Pragnąłbym na stronie

Jeszcze ci jedno postawić pytanie.

KENT

Nalegaj, lordzie, aby poszedł z tobą,

Bo rozum jego zaczyna się mącić.

GLOUCESTER

Któż by go ganił? Własne jego córki

Chcą jego śmierci. Ach, ten Kent uczciwy!

On nam to wróżył. O, biedny wygnaniec!

Król traci rozum, mówisz, przyjacielu,

I ja ci wyznam, żem prawie oszalał.

I jam miał syna, dziś go się wyrzekłem;

Na moje życie godził on niedawno,

Bardzo niedawno. Ja go tak kochałem!

Nigdy syn ojcu swemu nie był droższy.

Żeby ci prawdę wyznać, przyjacielu,

ciągle burza

Żal mnie obłąkał. — Co za noc okrutna!

Błagam cię, panie —

KRÓL LEAR

      Z waszym pozwoleniem,

Bądź towarzyszem moim, filozofie.

EDGAR

Tomkowi zimno!

GLOUCESTER

      Schroń się do tej chaty,

A tam ogrzejesz nagie twoje ciało.

KRÓL LEAR

Idźmy tam wszyscy.

KENT

      Tędy.

KRÓL LEAR

      Lecz z nim razem;

Nie chcę opuścić mego filozofa.

KENT

Ustąp mu, panie; niech go z sobą weźmie.

GLOUCESTER

Niech i tak będzie.

KENT

      No, dalej, idź z nami!

KRÓL LEAR

Chodź, Ateńczyku zacny.

GLOUCESTER

      Teraz cicho

I ani słowa więcej, ani słowa!

EDGAR

Sir Roland przed czarną zatrzymał się wieżą

I krzyknął: «Fe, cóż to i cóż się tu stało?

Wszak ci ja tu czuję Bretona krew świeżą».

Wychodzą.

SCENA V

Sala w zamku Gloucestera.

Wchodzą: Cornwall i Edmund.

CORNWALL

Pomszczę się, nim dom ten opuszczę.

EDMUND

Mogą mnie ludzie potępić, milordzie, że pozwoliłem uczuciom powinności wziąć górę nad popędami natury; ta myśl przejmuje mnie strachem.

CORNWALL

Widzę teraz, że nie same złe skłonności podsunęły twojemu bratu myśl godzenia na jego życie, ale przewrotność ojca dała podnietę występnej złośliwości syna.

EDMUND

Jak los mój okrutny, że nie mogę bez zgryzoty być sprawiedliwym! Oto list, o którym mówił, a który dowodzi, że czynny miał udział w knowaniach na korzyść Francji. O nieba! Bodaj zdrady tu nie byłolub bodajem nie ja był jej donosicielem!

CORNWALL

Chodź ze mną do księżny.

EDMUND

Jeśli treść tego listu jest prawdziwa, wielkie sprawy macie do załatwienia.

CORNWALL

Prawdziwa czy fałszywa zrobiła cię hrabią Gloucester. Wywiedz się, gdzie jest twój ojciec, aby mógł być pojmany na pierwsze skinienie.

EDMUND

na stronie:

Jeśli go znajdę niosącego pomoc królowi, to nowej doda siły podejrzeniom. Głośno. Wytrwamw mojej wierności, choć zażarta toczy się wojna między nią a krwią moją.

CORNWALL

Zupełną pokładam w tobie ufność: znajdziesz lepszego ojca w mojej miłości.

Wychodzą.

SCENA VI

Izba w oficynach zamku.

Wchodzą: Gloucester i Kent.

GLOUCESTER

Lepiej jest tu jak na otwartym powietrzu; przyjmij gościnność tę wdzięcznym sercem. Dodam, co mogę, na wasze pokrzepienie. Wrócę niebawem.

KENT

Wszystkie potęgi jego umysłu uległy niecierpliwości.Bóg ci zapłać za twoją dobroć!

Wychodzi Gloucester. — Wchodzą: Król Lear, Edgar i Błazen.

EDGAR

Frateretto mnie woła i powiada, że Nero łowi ryby na wędkę w jeziorze ciemności. Proszę cię, niewiniątko, miej się na baczności od złego ducha.

BŁAZEN

Powiedz mi, wujaszku, czy wariat jest szlachcicem, czy mieszczuchem?

KRÓL LEAR

Królem! Królem!

BŁAZEN

Nie, jest mieszczuchem, co ma syna szlachcica; bo wariat to mieszczuch, który widzi swojego syna szlachcicem, wprzódy nim sam nim został.

KRÓL LEAR

Z rozpalonymi gdybym miał rożnami

Tysiąc szatanów i z świstem wpadł na nie!

EDGAR

Zły duch w krzyże mnie kąsa.

BŁAZEN

Szalony to człowiek, co ufa ugłaskaniu wilka, zdrowiu konia, miłości dziecka lub przysiędze ladacznicy.

KRÓL LEAR

Tak jest; natychmiast oskarżyć je muszę.Do Edgara: Chodź, usiądź tutaj, ty przemądry sędzio;Do Błazna:A ty, uczony panie, siadaj tutaj.

Wy zaś, lisice —

EDGAR

      Jak oczyma strzyże!

Czy sędziów uwieść pragniesz, mościa pani?

Do mnie, Bessy, po głębinie.

BŁAZEN

Lecz szczelina jest w jej łodzi,

A wyznać się jej nie godzi,

Czemu do ciebie nie płynie.

EDGAR

Czarny duch nawiedza biednego Tomka w głosie słowika. Hołupnik krzyczy w Tomka brzuchu o dwa białe śledzie. Nie kracz, czarny aniele! Nie mam dla ciebie strawy.

KENT

O nie stój, panie, w takim osłupieniu!

Czy nie chcesz na tym wypocząć wezgłowiu?

KRÓL LEAR

Chcę wprzód zobaczyć sąd ich. Gdzie świadkowie?Do Edgara: Ty, gronostajny sędzio, zabierz miejsce.Do Błazna: A ty siądź przy nim, jego towarzyszu.Do Kenta: Ty zaś dodany jesteś do kompletu.

EDGAR

Sądźmy sprawiedliwie!

Czy śpisz, czy czuwasz piękny mój pasterzu?

Twoje owce wlazły w zboże;

Jedno świstnienie twoich pięknych ustek

Twą trzodę ocalić może.

Pur! To kot czarny.

KRÓL LEAR

Sądźcie tę najpierwej; to Goneril. Składam pod przysięgą przed tym dostojnym trybunałem, że wygnała biednego króla, swojego ojca.

BŁAZEN

Zbliż się, mościa pani. Imię twoje Goneril?

KRÓL LEAR

Nie może temu zaprzeczyć.

BŁAZEN

Przebacz, proszę; wziąłem cię za stołek.

KRÓL LEAR

A to jest druga, ukośne spojrzenie

Dowodzi jasno, jakie jest jej serce.

Ucieka! Trzymaj! Do broni! Do broni!

Do trybunału wkradło się przekupstwo!

Fałszywy sędzio, czemuś dał jej uciec?

EDGAR

Błogosław Panie twoim pięciu zmysłom!

KENT

Boże! — Gdzie teraz, panie, twa cierpliwość,

Z której się często tak dumnie chełpiłeś?

EDGAR

na stronie:

Łzy me ku jego tak stronie się chylą,

Że zdolne zdradzić moje są przebranie.

KRÓL LEAR

I małe pieski, i cała ta sfora,

Białek i Miłka, patrz, szczekają na mnie!

EDGAR

Tomek im swą głową rzuci.

Precz stąd, kundle!

Czarna czy biała twa gęba,

Czy trucizna cieknie z zęba,

Bonończyk czy brytan srogi,

Chart czy jamnik krzywonogi,

Ogar, wyżeł czy pijawka,

Będzie skomlał — ma to sprawka,

Gdy mą głowę cisnę na nie,

Śladu po nich nie zostanie.

Do de, do de. Sessa! Dalej, śpieszmy na wieczernice, jarmarki i targi! Biedny Tomku, pusto na twojej miseczce.

KRÓL LEAR

Anatomizujcie Reganę; zobaczcie, co jest w jej sercu. Czy jest w naturze jaka siła, która kształtuje te twarde serca? Do Edgara: Ciebie, panie, biorę na jednego z moich stu rycerzy; tylko mi się nie podobakrój twojego stroju; powiesz mi, że to ubiór perski? Zmień go przecie.

KENT

Teraz, mój panie, spocznij tu na chwilę.

KRÓL LEAR

Nie róbcie hałasu, nie róbcie hałasu; zasuńcie firanki.Tak, tak! Pójdziemy wieczerzać z porankiem.

BŁAZEN

A ja pójdę do łóżka o południu.

Wraca Gloucester.

GLOUCESTER

Mów, przyjacielu, gdzie jest król a pan mój?

KENT

Tu, lecz go nie budź, rozum mu się zbłąkał.

GLOUCESTER

Na twych go rękach unieś, przyjacielu,

Bom tu na życie jego odkrył spisek.

Czeka przed drzwiami gotowa lektyka,

Nieś go do Dover, a tam, przyjacielu,

Znajdziesz przyjęcie dobre i opiekę.

Śpiesz się, bo jeśli stracisz pół godziny,

Jego i twoja, i jego obrońców

Śmierć niezawodna. Unieś go natychmiast,

A ja ci drogę ratunku pokażę.

KENT

Znękana bólem śpi teraz natura.

Sen będzie może balsamem twych zmysłów,

Które uleczyć trudniej może będzie,

Gdy raz sposobna przeminie godzina.Do Błazna:I ty nam pomóż twego unieść pana,

Nie możesz zostać tutaj.

GLOUCESTER

      Dalej w drogę!

Wychodzą: Kent, Gloucester i Błazen, unosząc króla Leara.

EDGAR

Gdy lepsi od nas razem cierpią z nami,

Ciosy boleści mniej czujemy sami;

Najboleśniejsze samotne są płacze,

Gdy wszystko wkoło śmieje się i skacze;

Łatwiej tam dusza skargi swe uciszy,

Gdzie widzi smutków swoich towarzyszy;

Trosk własnych brzemię jak cięży mi mało,

Kiedy pod równym gnie się króla ciało!

Ojciec mój dla mnie, czym dla niego dzieci.

Uciekaj, Tomku, a gdy dzień zaświeci,

W którym potwarcze zbić potrafisz słowo,

Wystąp i z światłem pogódź się na nowo.

W tej strasznej nocy niech się co chce stanie,

Byle się tylko król mógł uratować!

Więc baczność! Baczność!

Wychodzi.

SCENA VII

Sala w zamku Gloucestera.

Wchodzą: Cornwall, Regan, Goneril, Edmund i Służba.

CORNWALL

Wracaj co prędzej do milorda, twojego małżonka; pokaż mu ten list. Armia francuska wylądowała. Szukajcie zdrajcy Gloucestera!

Wychodzi kilku Sług.

REGAN

Powieś go natychmiast!

GONERIL

Wyłup mu oczy!

CORNWALL

Zostawcie go mojemu gniewowi! — Edmundzie, zostań przy mojej siostrze. Pomsta, którą obowiązani jesteśmy dokonać na zdrajcy, twoim ojcu, nie jest to właściwy widok dla ciebie. Radź księciu, do którego się udajesz, aby się gotował z największym pośpiechem; my zrobimy to samo z naszej strony. Przez szybkich posłańców należy nam w ciągłym być porozumieniu. Bądź zdrowa, droga siostro! Żegnam cię,lordzie Gloucesterze! Wchodzi Oswald. Co nowego? Gdzie król?

OSWALD

Króla stąd milord Gloucester uprowadził.

Trzydziestu pięciu lub sześciu rycerzy

Zdołali w końcu przy bramach go znaleźć,

Z pomocą kilku lorda domowników,

Z królem do Dover ciągną, gdzie, jak mówią,

Znajdą gotowych zbrojnych przyjacieli.

CORNWALL

Dla twojej pani idź konie przygotuj!

GONERIL

Bądź zdrów, milordzie, i ty, droga siostro!

Wychodzą: Goneril i Edmund.

CORNWALL

Bądź zdrów, Edmundzie! Szukajcie Gloucestera,

Stawcie go tutaj w dybach jak złodzieja.Wychodzi kilku Służących.Choć mi nie wolno życia mu odbierać

Bez formy sądu, władza ma dość wielka,

Abym potrafił zemstę mą nasycić,

Ludzie mnie mogą ganić, lecz nie wstrzymać.

Kto tam? A, zdrajca?

Wchodzą Słudzy z Gloucesterem.

REGAN

      To on, lis niewdzięczny!

CORNWALL

Zwiążcie mu ręce!

GLOUCESTER

      Dobrzy przyjaciele,

Zważcie, że gośćmi jesteście moimi,

Tak wielkiej krzywdy nie róbcie mi, proszę!

CORNWALL

Zwiążcie go, mówię!

Słudzy wiążą go.

REGAN

      Silniej! Szpetny zdrajco!

GLOUCESTER

Niemiłosierną jesteś dla mnie panią,

Lecz ja nie jestem zdrajcą.

CORNWALL

      Do tej ławy

Przywiążcie zdrajcę! Zobaczysz, nędzniku —

Regan szarpie go za brodę.

GLOUCESTER

Jak czyn niegodny szarpać moją brodę!

REGAN

Jak biała broda, a on taki zdrajca!

GLOUCESTER

Okrutna pani, włosy twoją ręką

Z mej siwej brody wydarte ożyją,

By cię oskarżyć! Jestem wasz gospodarz,

Jakże śmiesz ręką kalać rozbójniczą

Twarz mą gościnną? Powiedz, czego chcecie?

CORNWALL

Mów, co za listy odebrałeś z Francji?

REGAN

Mów tylko szczerze, wiemy bowiem prawdę.

CORNWALL

Jakie przymierze z zdrajcami zawarłeś,

Którzy na brzegach tych wylądowali?

REGAN

Gdzie wyprawiłeś króla lunatyka?

Mów!

GLOUCESTER

      Odebrałem list pełny przypuszczeń,

List napisany ręką neutralną,

Nie wrogą.

CORNWALL

      Wykręt!

REGAN

      A wykręt kłamliwy.

CORNWALL

Gdzieś wysłał króla?

GLOUCESTER

      Do Dover.

REGAN

      Dlaczego?

Czyś nie odebrał rozkazu pod karą —

CORNWALL

Czemu do Dover? Niech na to odpowie!

GLOUCESTER

Do pnia związany muszę hece znosić!

REGAN

Czemu do Dover?

GLOUCESTER

      Bo nie chciałem widzieć

Ócz jego starych wydartych okrutnie

Twymi palcami i twej srogiej siostry,

Topiącej pazur w ciele pomazańca.

Morze, śród burzy, którą z gołą głową

W piekielnych nocy wytrzymał ciemnościach,

Morze by samo wzdęło się, by zgasić

Gwiazd wieczny ogień; przecie, biedny starzec,

Łzami niebieską powiększał ulewę.

Gdyby wilk przy twej bramie w taką porę

Zawył, do twego rzekłabyś klucznika:

Idź, otwórz wrota! Bo w całej naturze

Miękły z litości i najtwardsze serca,

Oprócz waszego. Lecz skrzydlatą zemstę

Ujrzę na takie spadającą dzieci!

CORNWALL

Nie ujrzysz nigdy! Przytrzymajcie ławę!

Na twoich oczach postawię mą nogę.

GLOUCESTER

Niech mi na pomoc pospieszy, kto pragnie

Lat starych dożyć! Okrutny! O Boże!

REGAN

Jedna by strona urągała drugiej,

Więc drugie teraz!

CORNWALL

      Jeśli ujrzysz zemstę —

SŁUGA

Wstrzymaj się, panie! Od dziecka ci służę,

Alem ci nigdy nie usłużył lepiej

Jak teraz, twoją zatrzymując rękę.

REGAN

A, ty psie podły!

SŁUGA

      Gdybyś miała brodę,

Za takie słowa dobrze bym nią trząsnął!

Co chcesz?

CORNWALL

      Mój sługa!

Dobywa oręża i rzuca się na niego.

SŁUGA

      Jeśli twoja wola

Zbliż się, wytrzymaj próbę mej wściekłości!

Dobywa oręża — walczą — Cornwall ranny.

REGAN

do innego sługi:

Daj mi twój oręż! Chłop, stawiać nam czoło!

Wydziera oręż, zbliża się z tyłu i przebija go.

SŁUGA

Zginąłem! Lordzie! Zostało ci oko,

Byś widział jego upadek. Umieram!

Umiera.

CORNWALL

Jest sposób, aby nie zobaczył więcej.

Precz galareto podła! A gdzie teraz

Blask się twój podział?

GLOUCESTER

      Noc straszna! Noc wieczna!

Gdzie syn mój Edmund? Edmundzie, w twej duszy

Wszystkie natury roznieć teraz iskry,

By czyn okrutny ten pomścić!

REGAN

      Ha, zdrajco!

Wołasz na tego, co cię nienawidzi;

On nam o zdradzie twojej dał wiadomość,

Zbyt dobry, by się litować nad tobą.

GLOUCESTER

O, ja szalony! Edgar był spotwarzon!

Przebacz mi, Boże, a jemu błogosław!

REGAN

Rzućcie go za drzwi, niechaj sobie wietrzy

Drogę do Dover! — Jak ci jest, milordzie?

CORNWALL

Jestem raniony. Oddalmy się, pani.

Ślepego zdrajcę wygońcie co prędzej,

Na gnój mi tego rzućcie niewolnika!

Czuję, Regano, że mnie krew uchodzi;

W niedobrą porę przyszła mi ta rana.

Podaj mi rękę.

Wychodzi Cornwall, prowadzony przez Reganę.Słudzy odwiązują i wyprowadzają Gloucestera.

1 STRÓŻ

      Na wszystko się ważę,

Jeśli on dobrze skończy.

2 SŁUGA

      Jeśli ona

Żyć długo będzie, jeśli się doczeka

W podeszłych latach zwykłej starcom śmierci,

Wszystkie kobiety zmienią się w potwory.

1 STRÓŻ

Idźmy za hrabią, skłońmy Bedlamczyka,

By go prowadził, gdzie zechce; na wszystko

Gotowe jego hultajskie szaleństwo.

2 SŁUGA

Idź ty, ja pójdę po płótno i białko,

By je przyłożyć na skrwawione oczy.

Bądź mu pomocą, miłosierny Boże!

Wychodzą.

AKT CZWARTY

SCENA I

Otwarte pole.

Wchodzi Edgar.

EDGAR

Lepiej wzgardzonym być, a wiedzieć o tym,

Niż być wzgardzonym, a słuchać pochlebstwa.

Ostatni żebrak przez losy deptany

Bez trwogi żyje, karmi się nadzieją;

Tylko szczęśliwy blednie na myśl zmiany,

Zmiana przynosi uśmiech nędzarzowi.

Czcze więc powietrze, które ściskam, witaj!

Nędzarz, któregoś w przepaść cierpień wwiało,

Nic ci nie winien. Lecz któż się to zbliża?Wchodzi Gloucester prowadzony przez Starca.Mój ojciec, a w tak ubogim orszaku?

O świecie, gdyby dziwne twe przemiany

Wstrętu ku tobie w nas nie rozbudzały,

Z życiem by rozstać nie chciała się starość!

STARZEC

Dobry mój panie, byłem twoim lennikiem i lennikiem twojego ojca przez te lat osiemdziesiąt.

GLOUCESTER

Opuść mnie, odejdź, dobry przyjacielu,

Twoja mi pomoc na nic się nie przyda,

A tobie może zaszkodzić.

STARZEC

      Nie możesz

Twej drogi widzieć.

GLOUCESTER

      Nie ma dla mnie drogi,

A więc i żadnych nie trzeba mi oczu.

Widząc, upadłem; ach, bo jakże często

Zawodem dla nas to, co posiadamy,

A wybawieniem nasze niedostatki!

Drogi mój synu Edgarze! Ofiaro

Oszukanego rodzica wściekłości!

Gdybym choć tchnieniem zobaczyć cię dożył,

Rzekłbym, że moje wrócone mi oczy.

STARZEC

Kto tam?

EDGAR

na stronie:

      O bogi, kto może powiedzieć:

Teraz już ze mną nie może być gorzej?

Mnie teraz gorzej, niźli było kiedy.

STARZEC

To biedny Tomek.

EDGAR

na stronie:

      A może być gorzej.

Nie jest najgorzej, póki możem mówić:

To jest najgorzej.

STARZEC

      Gdzie idziesz, kamracie?

GLOUCESTER

Czy to jest żebrak?

STARZEC

      Żebrak i szalony.

GLOUCESTER

Ma trochę zmysłu, skoro żebrać może.

Widziałem jemu podobne stworzenie

W ostatniej burzy; człowiek jest robakiem,

Wyrzekłem w duchu; syn na myśl mi przyszedł,

Choć myśl ma wtedy nie była mu skłonną.

Wiele się rzeczy później dowiedziałem.

Jesteśmy bogom, czym są muchy dzieciom,

I dla zabawy swej nas zabijają.

EDGAR

na stronie:

Co tutaj począć, liche to rzemiosło

W obliczu smutku udawać szaleństwo,

I siebie dręczyć, i drugich zasmucać.Głośno. Witam cię, panie!

GLOUCESTER

      Czy to nagi żebrak?

STARZEC

To on.

GLOUCESTER

      Idź. Jeśli zechcesz nas dogonić

O jaką milę na drodze do Dover,

Przez pamięć starej uczyń to przyjaźni,

Przynieś odziewek dla tego łazarza,

A on tymczasem na mą będzie prośbę

Mym przewodnikiem.

STARZEC

      Panie, on szalony.

GLOUCESTER

Czasów to naszych klątwa, że ślepego

Wiedzie szalony. Zrób, o co cię proszę,

Albo zrób raczej, co ci się podoba,

Oddal się tylko.

STARZEC

      Co mam najlepszego

Chętnie przyniosę, niech się co chce stanie.

Wychodzi.

GLOUCESTER

Hola, łazarzu!

EDGAR

      Zimno jest Tomkowi!

Na stronie. Nie zdołam dłużej!

GLOUCESTER

      Przyliż się, kamracie.

EDGAR

na stronie:

A muszę jednak. Głośno. Niech Bóg błogosławi

Słodkim źrenicom twoim zakrwawionym!

GLOUCESTER

Czy znasz drogę do Dover?

EDGAR

Wszystkie rogatki i bramy, gościńce i ścieżki. Strach wygonił rozum z głowy biednego Tomka. Niech cię Bóg strzeże, uczciwcze, od złego ducha. Pięciu diabłów wprowadziło się naraz do biednego Tomka;diabeł rozpusty Obidicut; Hobbididance, książę niemoty; Mahu, kradzieży; Modo, mężobójstwa; Flibbertigibbet, grymasów i wydrzeźniań, który teraz opętał pokojówki i garderobiane. Niechże ci więc Bóg błogosławi, paneczku!

GLOUCESTER

Weź tę sakiewkę. Gdy cię niebios wola

Na losów chłostę wydała okrutną,

Moja niedola szczęściem twoim będzie.

Spraw, spraw, o Boże, by tak zawsze było!

Opływający w zbytki niech rozpustnik,

Co z twych praw szydzi, który nie chce widzieć,

Nie czuje bowiem, pozna twą potęgę,

A dostatkami swymi się podzieli,

I każdy znajdzie, ile mu potrzeba.

Znasz Dovr?

EDGAR

      Znam, panie.

GLOUCESTER

      Jest przy mieście skała

Na przepaść u swych stóp spoglądająca,

Tylko na krawędź skały tej mnie wprowadź,

A ja obecnej ulżę twojej nędzy

Kosztownościami, które mam przy sobie;

Stamtąd przewodnik już mi niepotrzebny.

EDGAR

Daj rękę. Biedny powiedzie cię Tomek.

Wychodzą.

SCENA II

Przed pałacem księcia Albany.

Wchodzą: Goneril i Edmund, Oswald spotyka się z nimi.

GONERIL

Witaj, milordzie! Dziwna, że nie wyszedł

Mąż mój łaskawy na spotkanie nasze.

Gdzie pan twój?

OSWALD

      W zamku; ale jak zmieniony!

Gdy mu o armii najezdnej mówiłem,

Rozśmiał się; słysząc o waszym przybyciu,

Odrzekł «tym gorzej», o zdradzie Glocestera

I o lojalnej służbie jego syna,

Głupcem mnie nazwał, dodał, żem przewrócił

Nice na lice; zdaje się radować

Z wypadków, które smucić go powinny,

A opłakiwać wszystko, co pomyślne.

GONERIL

do Edmunda:

Więc nie idź dalej! Duch jego lękliwy

Nie śmie przedsięwziąć, nie chce krzywdy uznać,

Która o pomstę woła, i być może,

Że nasze w drodze poczęte życzenia

Sprawdzą się tutaj. Wróć do mego brata,

Przyśpiesz zaciągi i stań na ich czele.

Ja muszę w domu przemienić nazwiskaI kądziel złożyć w męża mego dłonie.

Ten wierny sługa będzie naszym posłem.

Wkrótce odbierzesz damy twej rozkazy,

Jeśli masz serce sprawie służyć własnej.Daje mu kokardę:Przypnij to godło! Szczędź słów! Uchyl głowę!

Ten pocałunek, gdyby śmiał przemówić,

Uniósłby ducha twojego do niebios.

Zrozum mnie; żegnaj!

EDMUND

      Jestem twym do śmierci!

GONERIL

Drogi Gloucesterze!

Wychodzi Edmund.

      O jakże odmienny

Mąż jest od męża! Tobie się należy

Kobiety służba; głupiec ma me ciało.

OSWALD

Książę się zbliża.

Wychodzi. — Wchodzi Albany.

GONERIL

      Wartam była świstu.

ALBANY

Nie jesteś warta pyłu, o Goneril,

Który wiatr miota na twoje oblicze!

Twój mnie charakter straszy, bo natura,

Która swym własnym pogardziła szczepem,

Trudno, by w pewnych trzymała się karbach.

Gałąź rodzimy sok odpychająca,

Musi uwiędnąć i śmierci dojść kresów.

GONERIL

Skończ, bo niemądry tekst twego kazania!

ALBANY

Mądrość i dobroć podłe są dla podłych;

Zgnilizna tylko smakuje w gniliźnie.

Co wy zrobiły, tygrzyce nie córki?

Wy ojca, starca pełnego dobroci,

Którego stopy i niedźwiedź by lizał,

Wy do szaleństwa przywiodły, wyrodne!

Jak mógł pozwolić na to brat mój, książę,

Dobrodziejstwami jego obsypany?

Jeżeli niebo nie ześle na ziemię

Widomych duchów, by grzechy te pomścić,

To przyjdą czasy, w których ludzie wzajem

Jak mórz potwory będą się pożerać!

GONERIL

Z mleka jest twoja wątroba, człowieku.

Sam swe policzki na ciosy podstawiasz,

I nie masz oczu, byś zdołał rozróżnić

Honor od hańby. Nie, ty tego nie wiesz,

Że tylko głupcy czują w sercu litość

Dla tych nędzników, co przyjmują chłostę,

Zanim się jeszcze złego dopuścili!

Gdzie twoje bębny? Francuz już rozwinął

Na tej spokojnej wyspie swe chorągwie;

Zbójca ci grozi hełmu swego piórem,

A ty, pobożny głupcze, cicho siedzisz

I płacząc, pytasz, czemu on to robi?

ALBANY

Spojrzyj na siebie, okrutna diablico,

Szpetność mniej szpetną zdaje się w szatanie

Niż w złej kobiecie!

GONERIL

      O ty, pusty głupcze!

ALBANY

Ofiaro własnej hańby dobrowolna,

Nie kaź twych rysów taką potwornością!

Gdybym był zdolny dłoniom tym nakazać

Krwi posłuszeństwo mojej, sam bym teraz

Na części szarpał ciało twe i kości,

Ale choć jesteś wcielonym szatanem,

Tarczą jest twoją kobieca twa postać!

GONERIL

Co za odwaga!

Wchodzi Posłaniec.

ALBANY

      Jaką wieść przynosisz?

POSŁANIEC

Ach, dobry panie, książę Cornwall skonał.

Zabił go własny sługa, gdy zamierzał

Z Gloucestera głowy drugie wyrwać oko.

ALBANY

Gloucestera oczy!

POSŁANIEC

      Tknięty miłosierdziem,

Sługa od dziecka u niego chowany,

Chciał go zatrzymać i na swego pana

Wymierzył oręż; książę, gniewem wściekły,

Jednym go cięciem u nóg swych powalił,

Lecz sam był ranny i z rany tej umarł.

ALBANY

Więc jest tam w górze jeszcze sprawiedliwość,

Spiesznie karcąca ziemskie nasze zbrodnie!

Więc biedny Gloucester jedno stracił oko?

POSŁANIEC

Ach, stracił oba! Oto pismo, pani,

Które wymaga śpiesznej odpowiedzi;

To list twej siostry.

GONERIL

na stronie:

      Rzecz pod pewnym względem

Jest po mej myśli: ale, gdy mój Gloucester

Jest przy mej siostrze teraz owdowiałej,

Gmach mych nadziei może się obalić

Na moją głowę. Zresztą, wieść jest dobra.Głośno.List ten przeczytam i wyślę odpowiedź.

Wychodzi.

ALBANY

Gdzie był syn, gdy mu wydzierano oczy?

POSŁANIEC

Tu z panią dążył.

ALBANY

      Tu jednak nie przybył.

POSŁANIEC

Gdy wracał, panie, spotkałem go w drodze.

ALBANY

Czy wie on o tym?

POSŁANIEC

      Wie o wszystkim, panie.

On go oskarżył, a zamek opuścił,

Aby ich zemście pełną dać swobodę.

ALBANY

Żyję, Gloucesterze, by ci podziękować

Za twoją wierność dla twojego króla,

Oczy twe pomścić! Idźmy, przyjacielu,

Abyś mi wszystko, co wiesz, opowiedział.

Wychodzą.

SCENA III

Obóz francuski w bliskości Dover.

Wchodzą: Kent i Dworzanin.

KENT

Czy wiesz, dla jakich powodów król francuski tak śpiesznie do swojego kraju powrócił?

DWORZANIN

Zostawił jakąś ważną sprawę w zawieszeniu, a która po jego tu przybyciu groziła królestwu tak wielkim niebezpieczeństwem, że przytomność jego osobista stała się koniecznością.

KENT

Komu zostawił dowództwo?

DWORZANIN

Marszałkowi Francji Monsieur La Far.

KENT

Czy listy, które wręczyłeś, wyrwały z ust królowej jakie oznaki boleści?

DWORZANIN

W mej przytomności odczytała listy,

A w jej źrenicach od czasu do czasu

Łzy się kręciły, była jednak panią

Swego uczucia, które, zbuntowane,

Pragnęło nad jej istnością królować.

KENT

Była wzruszoną?

DWORZANIN

      Ale nie do gniewu.

Cierpliwość wojnę ze smutkiem toczyła,

Kto jej obliczu piękniejszy da wyraz.

Widziałeś panie, deszcz i słońce razem?

Taki wdzięk miały łzy jej i uśmiechy,

Słodkie uśmiechy, które na jej ustach,

Zdały się igrać, jakby nie wiedziały,

Jacy z jej źrenic wypadali goście,

Niby sznur pereł z jasnych dyjamentów.

Smutek najmilszą stałby się rzadkością,

Gdyby tak każdej przystać mógł niewieście.

KENT

Czy nic nie rzekła?

DWORZANIN

      Raz albo dwa razy

Z cichym westchnieniem wyszepnęła: ojcze!

Jakby ten wyraz na sercu jej ciężał.

«O siostry, siostry! Hańbo kobiet, siostry!

Kent! Ojcze! Siostry! Co? W nocy? Śród burzy?

Niech odtąd w ludzką litość nikt nie wierzy!»

Gdy tak mówiła, z niebieskich swych źrenic

Obfite strugi świętych łez strząsała

Na swoje łkania i w końcu wybiegła,

By sama swojej oddać się boleści.

KENT

Gwiazdy kształtują ludzkich serc naturę;

Jakby z jednego ojca, jednej matki

Mogły tak różne puścić latorośle?

Nie rozmawiałeś z nią później?

DWORZANIN

      Nie, panie.

KENT

Czy się to działo przed powrotem króla?

DWORZANIN

Nie, panie, później.

KENT

      Biedny Lear jest w mieście,

Czasami jasno sobie przypomina,

Co nas tu wiodło, ale żadną miarą

Nie chce swej córki widzieć.

DWORZANIN

      A dlaczego?

KENT

Dręczony wstydem, gdy sobie przypomni,

Jak jej odmówił swoich błogosławieństw,

Przytułku szukać śród obcych przymusił,

A wszystkie prawa jej okrutnie przelał

Na dwie jej siostry z wilczym w piersiach sercem;

Taka zgryzota zatruła mu duszę,

Że wstydem płonąc, unika Kordelii.

DWORZANIN

O nieszczęśliwy!

KENT

      Czy masz wiadomości

O ruchach książąt Cornwall i Albany?

DWORZANIN

Ciągną tu z wojskiem.

KENT

      Powiodę cię teraz

I króla Leara straży twej poruczę.

Ważne powody jeszcze mnie zmuszają

Na dłużej w moim ukryciu pozostać;

Lecz gdy mnie poznasz, nie będziesz żałował,

Żeś mi te ważne przyniósł wiadomości.

A teraz, panie, racz mi towarzyszyć.

Wychodzą.

SCENA IV

Obóz francuski w bliskości Dover. Namiot.

Wchodzą: Kordelia, Doktor i Żołnierze.

KORDELIA

Ach, to on! Właśnie spotkano go teraz,

Gdy głośno śpiewał, szalony jak morze,

W wianku dymnicy, łopianu, szaleju,

Pokrzyw, kąkolu i ze wszystkich chwastów

Rosnących w zboża polu życiodajnym.

Wypraw setnika, niech badawczą nogą

Przebieży niwy bujnie zarośnięte,

Niech go przywiedzie. Wychodzi Oficer. Zdołaż ludzka mądrość

Wrócić mu znowu rozum obłąkany?

Kto mu pomoże, wszystko, co mam, weźmie.

DOKTOR

Jest jeszcze, pani, nadzieja ratunku.

Mamką natury naszej jest spoczynek;

Snu mu potrzeba; by mu sen sprowadzić,

Mamy lekarstwa, których wpływ potężny

Samej boleści zamknąć mógłby oczy.

KORDELIA

Błogosławione wszystkie cnoty ziemi,

Dotąd ukryte, pod łez moich rosą

Na świat wystrzelcie i bądźcie lekarstwem

Nieszczęśliwego starca obłąkaniu!

Idźcie go szukać lub szalona wściekłość

Bez przewodnika żywot jego strzaska.

Wchodzi Posłaniec.

POSŁANIEC

Przynoszę wieści. Brytańskie zaciągi

W tę śpieszą stronę.

KORDELIA

      Już nam to wiadomo;

Na ich przyjęcie wszystko tu gotowe.

O, drogi ojcze, w twojej sprawie walczę!

Wielki król Francji zlitować się raczył

Nad mą żałobą, nad moimi łzami.

Broń nam podaje nie pycha nadęta,

Lecz święta miłość i prawa ojcowskie.

Ach, kiedyż ujrzę, kiedyż go usłyszę?

Wychodzą.

SCENA V

Izba w zamku Gloucestera.

Wchodzą: Regan i Oswald.

REGAN

Czy wyruszyły brata mego wojska?

OSWALD

Od dawna, pani.

REGAN

      A on na ich czele?

OSWALD

Z wielką niechęcią. Z siostry twojej, pani,

Lepszy jest żołnierz.

REGAN

      Czy w zamku, z twym panem

Lord Edmund nie miał tajemnej rozmowy?

OSWALD

Nie.

REGAN

      Jakie może zawierać sekreta

List jej do niego?

OSWALD

      Nie umiem powiedzieć.

REGAN

W ważnych on sprawach tak nagle odjechał.

Wielkim to było błędem Gloucesterowi

Zostawić życie po wydarciu oczu;

Gdzie się pokaże, przeciw nam buntuje,

Serca mieszkańców. Edmund, jak przypuszczam,

Pobiegł, z litości nad jego niedolą,

Dać koniec życiu bez światła, a razem

Powziąć języka o wrogów zastępach.

OSWALD

Z mym listem muszę śpieszyć za nim, pani.

REGAN

Jutro wyruszysz razem z naszym wojskiem,

Dziś zostań; drogi zbyt są niebezpieczne.

OSWALD

Nie mogę, pośpiech nakazała pani.

REGAN

Ale dlaczego pisze do Edmunda?

Czy ci nie mogła ustnych dać poleceń?

Zapewne, nie wiem dla jakich powodów —

Wdzięczną ci będę, jeśli mi pozwolisz

List ten otworzyć.

OSWALD

      Pani, wolę raczej —

REGAN

Wiem i zupełnie jestem tego pewna,

Że swego męża pani twa nie kocha,

Bo, gdy ostatnią była tutaj razą,

Dziwnie wymowne ciskała spojrzenia

Na szlachetnego Edmunda; wiem także,

Że powiernikiem jesteś jej.

OSWALD

      Ja, pani?

REGAN

Ty, a nie mówię tego bez przyczyny.

Korzystaj przeto z rady, którą daję.

Mąż mój nie żyje; są pewne układy

Między Edmundem a mną; z wielu względów

Właściwsze jego ze mną jest małżeństwo

Niż z nią; sam łatwo reszty się domyślisz.

Jeśli go znajdziesz, oddaj mu ten pierścień.Daje mu pierścień.A gdy to wszystko pani twej opowiesz,

Radź, niech przywoła swój rozum na pomoc.

Bądź zdrów! Jeżeli usłyszysz przypadkiem

O ślepym zdrajcy, ogłoś, że sowitą

Otrzyma płacę mąż, który go sprzątnie.

OSWALD

Jakżebym pragnął sam go spotkać, pani,

By złożyć dowód, z którą trzymam stroną!

REGAN

Bądź zdrów!

Wychodzą.

SCENA VI

Okolica w bliskości Dover.

Wchodzą: Gloucester i Edgar przebrany za wieśniaka.

GLOUCESTER

Kiedy wejdziemy na wierzchołek skały?

EDGAR

Pniemy się teraz, czujesz, jak mozolnie.

GLOUCESTER

Mnie by się zdało, że to jest równina.

EDGAR

Straszna spadzistość. Czy słyszysz ryk morza?

GLOUCESTER

Nie słyszę wcale.

EDGAR

      To z twoich ócz stratą

I reszty zmysłów omdlała potęga.

GLOUCESTER

Bardzo być może. I głos twój, mym zdaniem,

Zmienił się także; we wszystkim, co mówisz,

Lepsza jest teraz treść i wyrażenie.

EDGAR

Mylisz się; tylko ubranie zmieniłem.

GLOUCESTER

Zda mi się jednak, że mówisz poprawniej.

EDGAR

Oto szczyt skały; wstrzymaj twoje kroki.

Głowa się kręci, patrząc w straszną przepaść.

Wrony i kawki dołem szybujące

Zdają się chrząszcze; na połowę drogi

Zbieracz rozłupu huśta się na linie;

Straszne rzemiosło! W takiej odległości,

Od swojej głowy nie zdaje się większy.

Na morskim brzegu wędrujący rybak

Myszą się zdaje. Okręt na kotwicy

Do swej szalupy skurczył się rozmiarów,

Sama szalupa beczką się wydaje,

Ledwo ją widać! Szum morskich bałwanów,

Z gniewem chłoszczących nadbrzeżne kamyki,

Do wysokości takiej nie dosięga.

Odwracam oczy; w głowie mi się mąci,

A wzrok niepewny pchnąłby mnie za chwilę

W bezdenną przepaść.

GLOUCESTER

      Staw mnie, gdzie sam stoisz.

EDGAR

Daj rękę; jesteś teraz od krawędzi

Na jedną stopę. Nie chciałbym tam skoczyć

Za skarby świata.

GLOUCESTER

      Puść mi teraz rękę.

Weź, przyjacielu, drugą tę sakiewkę,

Znajdziesz tam klejnot godny rąk biedaka,

Niech ci z nim szczęście Bóg i wróżki dadzą!

Oddal się teraz; pożegnaj się ze mną.

Niech twój chód słyszę.

EDGAR

      Bądź zdrów, dobry panie!

Zda się oddalać.

GLOUCESTER

Dzięki ci!

EDGAR

      Z jego igram tak rozpaczą,

By ją uleczyć.

GLOUCESTER

      Wszechmogące bogi,

Świat ten opuszczam i w waszym obliczu

Bez gniewu z moich cierpień się otrząsam!

Gdybym mógł dłużej znosić je bez skargi

Na waszą wolę nieprzezwyciężoną,

Czekałbym chwili, w której sam by zagasł

Knot lampy mego nędznego żywota.

Waszej opiece polecam Edgara,

Jeżeli żyje. Bądź zdrów, przyjacielu!

EDGAR

Żegnam cię, panie! Czas mi się oddalić.Gloucester skacze i upada.A przecie łatwo może wyobraźnia

Skarb życia ukraść, jeśli samo życie

Zezwala na tę kradzież dobrowolnie.

Gdyby naprawdę tam był, gdzie być myślał,

Już by go teraz wszelka myśl odbiegła.

Żyw czy umarły? Ho, panie! Czy słyszysz?

Ho, panie! Jak to, czy naprawdę skonał?

Wraca do zmysłów. Kto ty jesteś, panie?

GLOUCESTER

Oddal się, pozwól umrzeć mi w pokoju.

EDGAR

Gdybyś był piórkiem, wiatrem, pajęczyną,

Nie mógłbyś z takiej upaść wysokości

Niepotrzaskany w kawałki jak jaje.

Oddychasz przecie; ciało twoje ciężkie,

A jednak całe; nie tracisz krwi, mówisz.

Jeden na drugim i dzięsięć by masztów

Nie sięgło szczytu, z którego upadłeś.

Twe życie cudem; ale przemów jeszcze.

GLOUCESTER

Czym spadł naprawdę?

EDGAR

      Z groźnego wierzchołka

Wapiennej skały. Podnieś tylko oczy!

Z tej odległości ucho nie dosłyszy,

Nie dojrzy oko śpiewnego skowronka.

Spójrz tylko w górę!

GLOUCESTER

      Ach, ja nie mam oczu!

Czyż nędzy zbywa i na tym ratunku,

By koniec znaleźć w dobrowolnej śmierci?

Nędzy pociechą było, kiedy mogła

Oszukać wściekłość dumnego tyrana

I zawieść woli jego mściwe plany.

EDGAR

Podaj mi rękę, wstań! Czy czujesz nogi?

Widzę, że stoisz.

GLOUCESTER

      Zbyt dobrze, zbyt dobrze!

EDGAR

To cud nad cudy! Na wierzchołku skały

Kto był przy tobie?

GLOUCESTER

      Ubogi był żebrak.

EDGAR

Gdym stąd spoglądał na was, jego oczy

Świeciły niby dwa księżyce w pełni,

Tysiąc miał nosów, krzywe jego rogi

Jak fale morskie zdały się kołysać.

To czart być musiał; więc, szczęśliwy ojcze,

Nie wątp, że ręka opiekuńcza bogów,

Których jest chwałą zwyciężyć, gdzie mdlejeMoc ludzka, w tej cię zbawiła potrzebie.

GLOUCESTER

Pojmuję teraz. Odtąd zniosę boleść,

Aż sama powie: już dosyć, umieraj!

To, o czym mówisz, zdało mi się mężem;

«Czart! czart!» powtarzał; on mnie tam wprowadził.

EDGAR

Bądź dobrej myśli; uzbrój się w cierpliwość!

Lecz kto się zbliża?

Wchodzi król Lear, fantastycznie ubrany w kwiaty.

      Nigdy umysł zdrowy

W ten sposób pana nie ubrałby swego.

KRÓL LEAR

Tknąć mnie nie mogą, że biłem monetę;

Wszak królem byłem.

EDGAR

      Bolesny widoku!

KRÓL LEAR

Natura przechodzi sztukę w tym względzie. Oto wasz jurgielt. Ten wyrostek włada kuszą jak pastuch; wypuść mi strzałę długą jak łokieć sukienniczy. Patrz, patrz, to mysz! Cicho, cicho! Kawałek pieczonegosera wystarczy. Oto moja rękawica, cisnę ją olbrzymowi. Przynieście szare halabardy! — Zaprawdę, pięknie latasz mój ptaszku! W sam cel! W sam cel! Hura! — Zdaj hasło!

EDGAR

Wonny majeranek.

KRÓL LEAR

Przechodź!

GLOUCESTER

Znam ten głos.

KRÓL LEAR

Ha! Goneril! — Na białą brodę! — Głaskały mnie jak psa; mówiły mi, że miałem białe włosy na brodzie, nim czarne puściły. Powtarzały: tak i nie na wszystko, co powiedziałem. Ale to tak i to nie, nie były dobrą teologią. Dopiero gdy deszcz mnie zmoczył, a wiatr kazał mi dzwonić zębami, dopiero gdy piorun nie chciał zmilknąć na mój rozkaz, dopiero wtedy je odkryłem, wtedy je zwąchałem. Ba! Nie są to słowni ludzie; mówili mi, że byłem wszystkim, ale to kłamstwo, nie jestem zahartowany na febrę.

GLOUCESTER

Ach, przypominam sobie ten dźwięk głosu.

Czy to król?

KRÓL LEAR

      Zgadłeś, tak, król w każdym calu.

Patrz, kędy spojrzę, drżą moi poddani!

Tobie przebaczam. Za coś był skazany?

Za cudzołóstwo. Śmierć za cudzołóstwo?

Nie, ty nie umrzesz! Królik cudzołoży,

W mych oczach złota muszka ta wszeteczni.

Wiwat parzenie! Toć bękart Gloucestera

Tkliwszym dla ojca był, niźli me córki,

Chociaż poczęte w prawych prześcieradłach.

Śmiało, rozpusto! Trzeba mi żołnierzy.

Widzisz tę damę mizdrzącą się skromnie.

Twarz zda się mówić, że z śniegu ma ciało,

Gra też świętoszkę i potrząsa głową,

Gdy słowo: rozkosz przy niej kto wymówi;

Do sprawy jednak klacz albo łasica

Nie idą z takim jak ona pochopem.

Niżej pasa to Centaury, choć kobiety wyżej. Wszystko co do pasa, do bogów należy, wszystko co niżej, jest diabła własnością; tam jest piekło, tam jest ciemność tam jest siarczysta przepaść, żar, opalenizna, smród i zgnilizna. Fe, fe! Puah, puah! Daj mi łut piżma,dobry aptekarzu, okadź moją wyobraźnię. Oto pieniądze dla ciebie.

GLOUCESTER

O, pozwól dłoń tę pocałować!

KRÓL LEAR

      Czekaj,

Niech ją wprzód otrę, czuć ją śmiertelnością.

GLOUCESTER

O zrujnowany utworze natury!

I świat ten wielki tak w nic się obróci.

Czy znasz mnie?

KRÓL LEAR

Przypominam sobie dosyć dobrze twoje oczy. Zerkiem na mnie spozierasz? Nie, rób, co ci się podoba, ślepy Kupidynie, nie zakocham się już więcej. Czytaj to wyzwanie; daj tylko baczność na pismo.

GLOUCESTER

Gdyby litera każda była słońcem,

Nie mógłbym widzieć.

EDGAR

      Ani bym uwierzył,

Gdybym to słyszał. To jest — na ten widok

Serce mi pęka.

KRÓL LEAR

Czytaj!

GLOUCESTER

Czym? Ocznymi jamami?

KRÓL LEAR

Oho! Czy tak sobie ze mną postępujesz? Ani oczu w głowie, ani pieniędzy w kieszeni? Oczy twoje w ciężkim są stanie, ale w lekkim twoje kieszenie. Widzisz przecie, jak świat ten idzie.

GLOUCESTER

Widzę, bo czuję.

KRÓL LEAR

Co? Czy oszalałeś? Człowiek może widzieć, jak świat ten idzie, bez pomocy oczu. Patrz uszyma. Czy widzisz, jak ten sędzia wymyśla nad tym głupowatym złodziejem? Słuchaj teraz, co ci powiem do ucha:zmień miejsca, a zgadnij zgadula, który sędzia, a który złodziej. Widziałeś, jak pies gospodarski szczekał na żebraka?

GLOUCESTER

Widziałem, panie.

KRÓL LEAR

I jak biedaczyna przed kundlem uciekał? To widziałeś wielki obraz władzy; i psa słuchają, gdy na urzędzie.

Obrzydły kacie, wstrzymaj krwawą rękę;

Dlaczego chłostasz biedną wszetecznicę?

Grzbiet obnaż własny, bo pragniesz gorąco

Sam z nią to robić, za co ją tak chłostasz.

Lichwiarz oszusta wiesza. Małe grzechy

Skryć się nie mogą pod dziurawą kurtką;

Wszystko zasłania płaszcz gronostajowy.

Powlecz grzech złotem, a strzaska się na nim

W bezsilnym ciosie miecz sprawiedliwości;

Daj mu łachmany, a karła go słomka

Na wskróś przeszyje. Nie, nie ma występnych,

Nie ma, powiadam! (bo wszystkim przebaczam)

Możesz mi wierzyć, mnie, który mam władzę

Zapieczętować skarżącego usta.

Radzę ci teraz szklane kupić oczy,

Jak wyszarzany polityk udawać,

Że widzisz jasno to, czego nie widzisz.

A teraz, teraz, teraz ściąg mi buty!

Ciąg silniej, dobrze!

EDGAR

      Co za mieszanina

Sensu i dziwactw! To rozum w szaleństwie.

KRÓL LEAR

Jeżeli pragniesz nad mym płakać losem,

Weź moje oczy. Znam ja cię dość dobrze;

Imię twe Gloucester; musisz mieć cierpliwość;

Wszak płacząc, na tę przybyliśmy ziemię;

Wiesz, że smakując raz pierwszy powietrze,

Kwilimy. Słuchaj, powiem ci kazanie.

GLOUCESTER

O dniu boleści!

KRÓL LEAR

      Rodząc się, płaczemy,

Żeśmy na wielką błaznów przyszli scenę. —

Co za kapelusz! — Pyszny byłby fortel

Dać szwadronowi pilśniane podkowy.

Spróbuję, a gdy zięciów mych podejdę,

Na kark im wpadnę, siekaj, rąb, zabijaj!

Wchodzi Szlachcic z Oddziałem.

SZLACHCIC

To on; musimy zabrać go. O panie,

Twa droga córka —

KRÓL LEAR

      Nikt mnie nie odbije?

Co? Jestem jeńcem? Widzę, żem stworzony,

Aby fortuny wieczną być igraszką.

Miejcie wzgląd dla mnie; dostaniecie okup.

A gdzie jest chirurg? Cięto mnie do mózgu.

SZLACHCIC

Będziesz miał wszystko.

KRÓL LEAR

      Sam? Bez pomocników?

Toć starczy, żeby człowieka w sól zmienić,

Z ócz jego zrobić ogrodową konew,

By kurz jesienny polewać.

SZLACHCIC

      O panie —

KRÓL LEAR

Umrę walecznie jak hoży pan młody;

Będę rubaszny; dalej, jestem królem!

Mości panowie, czy wy o tym wiecie?

SZLACHCIC

I jak królowi będziem ci posłuszni.

KRÓL LEAR

Więc jest tu jeszcze ratunek. Dalej! Jeśli mnie złapiecie, to cwałem. Cmyk! Cmyk, cmyk!

Wybiega, a za nim Oddział.

SZLACHCIC

Bolesny widok w ostatnim nędzarzu,

A w królu mowy przechodzi granice.

Masz córkę, która wybawi naturę

Od klątwy wiecznej, co na nią ściągnęły

Dwie inne córki.

EDGAR

      Pozdrawiam cię, panie.

SZLACHCIC

Bóg z tobą także! Czego chcesz ode mnie?

EDGAR

Czyś słyszał, panie, o bliskiej potyczce?

SZLACHCIC

Kto o tym nie wie? Każdy o tym słyszał,

Który rozróżnić może dźwięki mowy.

EDGAR

Lecz jak daleko są wrogów zastępy?

SZLACHCIC

W spiesznym pochodzie i za lada chwilę

Ujrzysz je tutaj.

EDGAR

      Dziękuję ci, panie.

SZLACHCIC

Chociaż królowa dla ważnych powodów

Jeszcze tu bawi, ruszyło już wojsko.

EDGAR

Dzięki ci, panie.

Wychodzi Szlachcic.

GLOUCESTER

Weź duszę moją, miłosierny Boże,

Aby mnie znowu zły duch nie podkusił

Umrzeć, nim twoja zawoła mnie wola!

EDGAR

Dobra modlitwa, ojcze.

GLOUCESTER

      Kto ty jesteś?

EDGAR

Jestem biedakiem, do fortuny ciosów

Z dawna przywykłym, a na litość czułym,

Przez długie ciężkich smutków doświadczenie.

Daj rękę! Pójdziem szukać ci przytułku.

GLOUCESTER

Z serca dziękuję. Niech na twoją głowę

Wszystkie swe niebo śle błogosławieństwa!

Wchodzi Oswald.

OSWALD

O, co za szczęście! Spostrzegam banitę!

Na to stworzona twoja ślepa głowa,

By podwaliną mej była fortuny.

Więc, stary zdrajco, krótki zrób rachunek,

Bo miecz dobyty, który z tobą skończy.

GLOUCESTER

Daj Bóg twej dobrej ręce dosyć siły.

Edgar zasłania Gloucestera.

OSWALD

Zuchwały chłopie, bronić chcesz banitę?

Precz, jeśli nie chcesz, ażeby los jego

Spadł i na ciebie! Usuń się na stronę!

EDGAR

Nie opuściwa my się, dobrodzieju,

Bez dobrych przyczyn.

OSWALD

      Puść go albo zginiesz!

EDGAR

Dobry panecku, idźta sobie z Panem Bogiem, a nie zastępujta drogi biednemu ludkowi. Gdybym miał od grubych słów ginąć, toćby mnie już nie stało od dwóch tygodni. Nie, nie przybliżajta się do starowiny, trzymajta się w dali, albo spróbuję, cy wasa caska twardsa od mojej pałki! Mówię bez ceregieli.

OSWALD

Precz stąd, kupo gnoju!

EDGAR

Wybiję wam wsyćkie zęby, panecku. Zbliżta się tylko, kpię ja z wasego młynka.

Biją się, Edgar powala Oswalda.

OSWALD

Zabił mnie, nędznik! Chamie, weź tę kieskę,

Pogrzeb me ciało, jeśli szczęścia pragniesz;

List, który przy mnie znajdziesz, oddaj w ręce

Edmunda, księcia Gloucester; idź go szukać

W angielskiej armii. O śmierci przedwczesna!

Umiera.

EDGAR

Znam ja cię dobrze, usłużny nędzniku,

Grzesznych rozkazów wierny wykonawco

Występnej pani.

GLOUCESTER

      Co, czy go zabiłeś?

EDGAR

Usiądź, mój ojcze, i wypocznij sobie.

Zajrzyjmy w kieszeń; list, o którym mówi,

Może mi dobrym będzie przyjacielem.

Umarły. Tego jedynie żałuję,

Że nie kto inny jego był oprawcą.

Zobaczmy. Laku, nie stawiaj oporu,

A ty, honorze, nie bierz tego za złe;

By nieprzyjaciół naszych poznać myśli,

Kto by się wahał serce ich rozedrzeć?

Rozedrzeć papier uczynek godziwszy.

Czyta:

„Nie zapominaj wzajemnych naszych ślubów. Masz niemało sposobności sprzątnienia go. Byle ci na dobrej woli nie brakło, znajdziesz na to dogodny czas i miejsce. Wszystko przepadło, jeżeli wróci zwycięzcą.Będę wtedy niewolnicą, a jego łożnica będzie moim więzieniem. Wyzwól mnie od jego obrzydłego ciepła, a weź jego miejsce za swoje trudy. Twoja (jakbym chciała powiedzieć żona!) przywiązana służebnica, Goneril.”

Żądz niezgłębiona niewieścich otchłani!

Spisek na życie cnotliwego męża,

Ażeby miejsce jego brat mój zajął!

W tym cię zakopię piasku, grzeszny pośle,

List ten występny poniosę przed oczy

Zagrożonego spiskiem tym książęcia.

Szczęście to jego, że się razem dowie

O twojej śmierci i o twym poselstwie.

Wychodzi, ciągnąc za sobą ciało.

GLOUCESTER

Król obłąkany. Jak rozum mój twardy,

Że mogę żywe zachować uczucie

Wielkich mych smutków! Lepiej by mi było

Utracić rozum; myśli wtedy moje

Od mych by ciężkich odbiegły boleści,

A w obłąkaniu wyobraźni dusza

Swoich by własnych nie poznała cierpień.

Wraca Edgar.

EDGAR

Zda mi się, słyszę bęben w odległości.

Daj rękę ojcze, czas nam się oddalić.

Pieczy przyjaciół moich cię polecę.

Wychodzą.

SCENA VII

Namiot w obozie francuskim.

Król Lear uśpiony na łożu, około niego Doktor, Szlachta i inni. —Wchodzą: Kordelia i Kent.

KORDELIA

O dobry Kencie, jak zdołam twą dobroć

Godnie zapłacić? Życie me zbyt krótkie

I wszelka miara jest niedostateczna.

KENT

Twe słowa, pani, z lichwą mi już płacą.

Prawda natchnęła każde moje słowo,

Nic nie odjąłem, nic nie dorzuciłem.

KORDELIA

Weź lepszą odzież, ta, którą masz teraz,

Zbyt przypomina złe życia godziny.

Odrzuć ją, proszę.

KENT

      Zostaw mi ją, pani.

Dać się dziś poznać plany me niweczy.

Traktuj mnie, pani, jakbyś mnie nie znała,

Póki nie powiem: «teraz przyszła pora».

KORDELIA

Niech i tak będzie. do Doktora Jakże zdrowie króla?

DOKTOR

Śpi ciągle, pani.

KORDELIA

      Miłosierny Boże,

Napraw ten wielki wyłom w jego duszy!

Wróć ład do myśli dziko rozstrojonych

Ojca na dziecko teraz zmienionego!

DOKTOR

Czy nam pozwalasz, pani, zbudzić króla?

Śpi już dość długo.

KORDELIA

      Rządź się swoją sztuką,

Rób, jak sam zechcesz. Czy jest już ubrany?

SZLACHCIC

W śnie jego ciężkim nietrudno nam było

Zmienić mu odzież.

DOKTOR

      Bądź przytomną, pani,

Gdy go obudzim. Nie mam wątpliwości,

Będzie spokojny.

KORDELIA

      Dobrze.

DOKTOR

      Zbliż się, pani!

Głośniej, muzyko!

KORDELIA

      O, mój drogi ojcze,

Bodaj lekarstwo dla ciebie na ustach

Moich zawisło, a ten pocałunek

Uleczył ciosy przez dwie moje siostry

Majestatowi twojemu zadane!

KENT

Droga, szlachetna pani!

KORDELIA

      Gdybyś nawet

Nie był ich ojcem, to włos ten twój biały

W ich sercach litość winien był rozbudzić.

Tożli jest głowa, aby ją wystawiać

Na wściekłość wichrów, na piorunów strzały,

Śród grzmotów, pośród siarczystych błyskawic?

Trzymać straż, biedny, zgubiony strażniku,

W tak wiotkim hełmie! Pies mojego wroga

Śród takiej nocy, choćby mnie pokąsał,

Znalazłby miejsce przy moim ognisku.

A tyś był, biedny ojcze, przymuszony

Na garści zgniłej słomy skronie złożyć,

W chlewie z wieprzami, w łotrów towarzystwie!

Ach, jak rzecz dziwna, że z twoim rozumem

I życie twoje razem nie odbiegło!

Budzi się; przemów!

DOKTOR

      Lepiej będzie, pani,

Gdy ty przemówisz.

KORDELIA

      Królu, jak twe zdrowie?

KRÓL LEAR

Na moją krzywdę z grobu mnie budzicie.

Tyś duchem w niebie, lecz jam jest wpleciony

W ogniste koło, a łzy moje własne

Palą mnie niby ołów roztopiony.

KORDELIA

Czy znasz mnie, panie?

KRÓL LEAR

      O wiem, jesteś duchem.

Kiedyś umarła?

KORDELIA

      Zawsze obłąkany!

DOKTOR

Ledwo się zbudził; zostawmy go chwilę.

KRÓL LEAR

Gdziem był? Gdzie jestem? Jasny dzień pogody?

Dziwne złudzenie! Umarłbym z litości,

Gdybym innego w takim widział stanie.

Nie wiem, co mówić, i nie chciałbym przysiąc,

Że to me ręce; zobaczmy; ja czuję

Szpilki tej ostrze. Jakbym o mym stanie

Chciał się zapewnić!

KORDELIA

      O panie, spójrz na mnie,

Nie, nie, nie klękaj!

KRÓL LEAR

      Proszę, nie szydź ze mnie,

Wszak ci ja stary i biedny gaduła!

Osiem krzyżyków z górą, ni godziny

Mniej albo więcej, a mówiąc ci szczerze,

Myślę, żem trochę na umyśle chory.

Myślę, że znam cię i tego człowieka,

A jednak wątpię, nie wiem bowiem wcale

Gdzie jestem; darmo chcę sobie przypomnieć,

Skąd mam tę odzież; nie pamiętam także,

Jak, gdzie ostatnią noc tę przepędziłem.

Nie śmiej się ze mnie, ale, jakem człowiek,

Zda mi się, że to córka ma, Kordelia.

KORDELIA

To ona, ona!

KRÓL LEAR

      Czy mokre łzy twoje?

Mokre, zaprawdę. O proszę cię, nie płacz!

Jeśli masz dla mnie truciznę, wypiję.

Że mnie nie kochasz, wiem, bo twoje siostry,

Ile pamiętam, ciężko mnie skrzywdziły.

Ty masz powody, one ich nie miały.

KORDELIA

Żadnych, o żadnych!

KRÓL LEAR

      Czy jestem we Francji?

KORDELIA

W własnym królestwie.

KRÓL LEAR

      Nie zwódźcie mnie tylko.

DOKTOR

Bądź dobrej myśli, pani; wielka wściekłość

Przeszła, jak widzisz; lecz jest niebezpiecznie

Na myśl ubiegłe przywodzić mu czasy.

Proś, niechaj wejdzie; zostaw go w pokoju,

Póki wszystkiego czas nie ułagodzi.

KORDELIA

Wejdź, panie.

KRÓL LEAR

      Przebacz, bądź wyrozumiałą,

Zapomnij! Jestem starzec zdziecinniały.

Wychodzą: Lear, Kordelia, Doktor i Służba.

SZLACHCIC

Czy się potwierdza wieść, że książę Cornwall

Zabity?

KENT

      Żadnej nie ma wątpliwości.

SZLACHCIC

A kto na czele pułków jego stanął?

KENT

Lorda Gloucestera bękart, powiadają.

SZLACHCIC

Słychać, że Edgar, syn jego wygnany,

Do Niemiec z lordem Kentem się ratował.

KENT

Zwodne są wieści. Czas myśleć o wojnie,

Bo niedaleko królewskie zaciągi.

SZLACHCIC

Potrzeba będzie krwawa, jak się zdaje.

Żegnam cię, panie.

Wychodzi.

KENT

      Bitwa ta rozstrzygnie,

Czy źle czy dobrze skończą się me plany.

Wychodzi.

AKT PIĄTY

SCENA I

Obóz wojsk brytańskich w bliskości Dover.

Wchodzą przy odgłosie bębnów, z rozwiniętymi chorągwiami:Edmund, Regan, Oficerowie, Żołnierze i inni.

EDMUND

Zapytaj księcia, czy trwa w pierwszej myśli,

Czy też ją zmienił, bo ciągle się waha,

Sam z sobą w wojnie. Przynieś mi odpowiedź,

Co chce stanowczo.

Wychodzi Oficer.

REGAN

      Zapewne nieszczęście

Spotkało siostry posłańca na drodze.

EDMUND

Bardzo się lękam.

REGAN

      Teraz, słodki panie,

Wiesz, co zamierzam dla twojego szczęścia.

Powiedz, lecz szczerze, powiedz mi otwarcie,

Czyli nie kochasz siostry mej?

EDMUND

      Uczciwie.

REGAN

Ale czy nigdy brata mego drogi

Na zabronione nie znalazłeś miejsce?

EDMUND

Mylisz się, pani.

REGAN

      Wszystko mi się zdaje,

Że się tak wasze połączyły piersi,

Iż ona twoją, a ty jej połową.

EDMUND

Nie, pani, przeczę temu, na mój honor!

REGAN

Od dziś na zawsze znieść jej nie potrafię.

Mój drogi, nie bądź tak z nią poufały!

EDMUND

Nie troszcz się, pani. Ona, z swym małżonkiem —

Wchodzą: Albany, Goneril i Wojsko.

GONERIL

na stronie:

Wolę tę bitwę przegrać, niźli widzieć,

Że go ode mnie siostra ma oderwie.

ALBANY

Kochana siostro, szczęśliwe spotkanie.

Król, jak słyszałem, z córką się połączył,

Z nim wielu panów, których oburzyła

Zbyteczna rządu naszego surowość.

Nie miałem nigdy serca, gdzie nie było

Uczciwej sprawy, i w obecnej wojnie

Dobyłem szabli tylko na Francuza,

A nie na króla, ni jego przyjaciół,

Których, jak myślę, zbyt słuszne powody

Do podniesienia buntu przymusiły.

EDMUND

Szlachetne słowa!

REGAN

      Po co te rozprawy?

GONERIL

Połączmy siły na nieprzyjaciela.

O osobistych, prywatnych rozterkach

Nie teraz pora właściwa rozmyślać.

ALBANY

Idźmy o planie bitwy się naradzić

Z posiwiałymi w wojnie rycerzami.

EDMUND

W waszym namiocie stawię się za chwilę.

REGAN

Chodź z nami, siostro.

GONERIL

      Nie.

REGAN

      Chodź proszę, z nami,

Rzecz to konieczna.

GONERIL

na stronie:

      Odkryłam zagadkę!

Głośno. Idę.

Gdy się chcą oddalić; wchodzi Edgar przebrany.

EDGAR

      Jeżeli kiedykolwiek, panie,

Raczyłeś słuchać biednego człowieka,

Słuchaj mnie.

ALBANY

      Wkrótce przyjdę. Co chcesz mówić?

Wychodzą: Edmund, Regan, Goneril, Oficerowie, Żołnierze i Służba.

EDGAR

Nim stoczysz bitwę, przeczytaj to pismo.

Jeśli zwyciężysz, niech przywoła trąba

Tego, co przyniósł. Choć jestem nędzarzem,

Stawię rycerza, który szablą stwierdzi

Prawdę litery każdej tego listu.

Gdy przegrasz, wszystko dla ciebie na ziemi

Już się skończyło i skończą się spiski.

Bóg z tobą!

ALBANY

      Czekaj, aż list ten przeczytam.

EDGAR

To mi wzbroniono. Lecz gdy przyjdzie pora,

Na pierwszy sygnał twojego herolda

Ujrzysz mnie znowu.

Wychodzi.

ALBANY

      Niechże i tak będzie.

Bądź zdrów! A teraz przeczytajmy pismo.

Wchodzi Edmund.

EDMUND

Wróg się przybliża; szykuj twoje pułki.

Oto wiadomość o jego potędze,

Przez naszych zwiadów troskliwie zebrana.

Śpiesz się, czas nagli!

ALBANY

      Znajdzie nas gotowych.

Wychodzi.

EDMUND

Obu tym siostrom miłość mą przysiągłem.

Jak ukąszony na żmiję ze zgrozą

Patrzą na siebie. Którąż z nich wybiorę?

Obie? Czy jedną? Czy żadnej? Nie mogę

Żadnej z nich posiąść, póki obie żyją.

Gdybym wziął wdowę, siostra jej, Goneril,

Będzie szalała; póki mąż jej żyje,

Trudno mi będzie celów moich dobiec.

Na dziś on w boju będzie mi pomocą,

A niech ta potem, co się chce go pozbyć,

Najkrótszą drogę do tego wynajdzie.

A co do łaski, o której wspominał,

Dla króla Leara i jego Kordelii,

Byle raz w nasze dostali się ręce,

Jego przebaczeń nie będzie im trzeba.

Bo, jeśli własną głowę chcę ratować,

Bronić się muszę, a nie dyskutować.

Wychodzi.

SCENA II

Pole między dwoma obozami.

Alarm za sceną. Przechodzą przy odgłosie bębnów z chorągwiami:Król Lear, Kordelia i ich Wojsko. Następnie wchodzą: Edgar i Gloucester.

EDGAR

Tu, ojcze, drzewa tego cień niech będzie

Twoją gospodą. Proś Boga gorąco,

By sprawiedliwość odniosła zwycięstwo.

Jeżeli wrócę, przyniosę ci w datku

Wielką pociechę.

GLOUCESTER

      Niech cię Bóg prowadzi!

Wychodzi Edgar. — Alarm. Odwrót. Wbiega Edgar.

EDGAR

Uciekaj, starcze! Daj rękę, uciekaj!

Król Lear pobity i z córką pojmany.

Daj rękę; idźmy!

GLOUCESTER

      Nie, nie, ani kroku!

Zarówno dobrze i tu człowiek zgnije.

EDGAR

Znowu złe myśli? Musimy posłusznie

Na świat przychodzić i świat ten opuszczać.

Być w pogotowiu nasza jest powinność.

Więc idźmy!

GLOUCESTER

      Idźmy, bo prawda, co mówisz.

Wychodzą.

SCENA III

Brytański obóz w bliskości Dover.

Wchodzą: Edmund tryumfalnie, przy odgłosie bębnów, z chorągwiami, Król Lear i Kordelia jako jeńcy, Oficerowie, Żołnierze itd.

EDMUND

Pod dobrą strażą trzymajcie tych brańców,

Dopóki woli swojej nie objawią

Ci, którym prawo sądzić ich należy.

KORDELIA

Nie pierwsi, chęcią wiedzeni najlepszą,

Złą mamy dolę. Królu zwyciężony,

Twój los jedynie dolega mi ciężko;

Łatwo bym sama wzgardą odepchnęła

Wzgardę fortuny. Czy wolą jest twoją

Na chwilę widzieć siostry me, twe córki?

KRÓL LEAR

Nie, nie, nie, nigdy! Idźmy do więzienia,

Będziem tam śpiewać jak dwa ptaszki w klatce.

Gdy prosić będziesz o błogosławieństwo,

Uklęknę, prosząc o twe przebaczenie,

I tak przeżyjem śród modłów i śpiewu,

Będziemy stare powtarzali baśnie,

Śmiać się będziemy do złotych motyli;

A kiedy biedak przyniesie nam jaki

Dworskie nowiny, będziemy go pytać,

Kto spadł, kto urósł, kto wygrał, kto przegrał,

I wszystkie świata zgłębim tajemnice,

Jakby na zwiady Bóg nas tam wyprawił.

W ciasnych więzienia murach przeżyjemy

Potężnych panów spiski i stronnictwa,

Którzy jak morze pod księżyca wpływem

Rosną, spadają.

EDMUND

      Do więzienia z nimi!

KRÓL LEAR

Moja Kordelio, na takie ofiary

Bogowie sami rzucają kadzidła!

Więc cię znalazłem? Ten, co nas rozdzieli,

Z niebios płonącą przynieść musi głownię

I ogniem z jamy jak lisów wykurzyć.

Otrzyj źrenice, bo wprzódy zaraza

Pożre ich ciało i skórę, bo wprzódy

Na śmierć ich głodną będziemy patrzyli,

Nim z naszych źrenic jedną łzę wycisną!

Chodź.

Wychodzą Król Lear i Kordelia pod strażą.

EDMUND

      Zbliż się do mnie, rotmistrzu i słuchaj.

Czytaj ten papier. Daje mu papier. Pośpiesz do więzienia;

O jeden stopień już cię posunąłem;

Jeśli wykonasz, co pismo zawiera,

Staniesz na drodze do świetnej fortuny.

Wiedz, że się ludzie stosują do czasu,

Mieczowi serce nie przystoi czułe.

Nie cierpi rozpraw wielkie to zlecenie;

Lub powiedz, że je do słowa wykonasz,

Albo idź szczęścia w inny szukać sposób.

OFICER

Wykonam, panie.

EDMUND

      Więc śpiesz się do dzieła.

Zwij się szczęśliwym, gdy wszystko się skończy.

Uważaj tylko, powtarzam: natychmiast,

A słowo w słowo, jak tu napisałem!

OFICER

Nie mogę ciągnąć wozu ni żyć owsem;

Co człowiek może wykonać, wykonam.

Wychodzi.

Trąby. Wchodzą: Albany, Goneril, Regan, Oficerowie, Służba.

ALBANY

Złożyłeś męstwa twego dziś dowody,

A szczęście szabli twej towarzyszyło:

Twymi jeńcami nasi przeciwnicy.

Wymagam teraz, żebyś mi ich oddał,

Jak zasłużyli, bym z nimi postąpił,

I jak wymaga nasze bezpieczeństwo.

EDMUND

Stosowną rzeczą zdało mi się, książę,

Nędznego starca do więzienia posłać.

Jego wiek, tytuł jego mają urok

Zdolny pospólstwa serca doń przyciągnąć,

I lance nasze zaciężne obrócić

Przeciw nam samym. Dla tych samych przyczyn

W jednym więzieniu zamknąłem królową,

A jutro albo na dniu oznaczonym

Tam ich przywiodę, gdzie sąd wasz zasiądzie.

Dziś krwią i potem jesteśmy oblani,

Dzisiaj przyjaciel przyjaciela płacze;

Najlepszą sprawę śród upałów wojny

Gotów przeklinać, kto ostrość jej uczuł.

Sprawa Kordelii i króla, jej ojca,

Musi właściwszej doczekać się pory.

ALBANY

Przebacz mi, panie, ale moim zdaniem

W tej wojnie jesteś poddanym, nie bratem.

REGAN

Stosownie, jak go zechcemy nagrodzić.

Nim doń w ten sposób przemówiłeś, książę,

Mogłeś się spytać, jaka nasza wola.

On wiódł me pułki, był mym namiestnikiem,

A godność taka może, moim sądem,

Bratu go zrównać.

GONERIL

      Trochę mniej gorąco!

Wyżej go własne wynoszą zasługi

Niż twoja łaska.

REGAN

      Praw moich potęgą,

Moją powagą równy jest najwyższym.

GONERIL

To chyba gdyby mężem twoim został.

REGAN

Nie raz żartowniś w proroka się zmienił.

GONERIL

Hola! To oko, co tak ci mówiło,

Patrzało zezem.

REGAN

      Jestem zbyt cierpiąca,

Inaczej, pani, dałabym odpowiedź

Z pełnego serca. — Ty, mój generale,

Weź moje wojska, jeńców, ojcowiznę,

Bądź ich jak moim panem; wszystko twoje.

W obliczu świata ogłaszam cię teraz

Mężem i panem.

GONERIL

      Więc myślisz go pojąć?

ALBANY

Wyrok w tej sprawie nie będzie zależał

Od twojej woli.

EDMUND

      Ni od twej, milordzie.

ALBANY

Owszem, od mojej, mości pół-szlachcicu!

REGAN

do Edmunda:

Niech bęben powie, że tytuł mój twoim.

ALBANY

Wstrzymaj się chwilę! Edmundzie, na ciebie

Jako na zdrajcę stanu areszt kładę,

A z tobą razem na tę złotą żmiję,

Bo twojej woli opieram się, siostro,

W obronie żony mojej interesów,

Jest bowiem panu temu zaręczoną;

Jej mąż, sprzeciwiam twym się zapowiedziom.

Jeśli chcesz męża, umizgaj się do mnie,

Bo on poprzednio panią tę zamówił.

GONERIL

Co za komedia!

ALBANY

      Zbrojnyś jest, Gloucesterze —

Uderzcie w trąby! — jeśli nikt nie stanie,

By twoich mnogich, czarnych zdrad ci dowieść,

Oto mój zakład! Rzuca rękawicę. Krwią twoją dowiodę,

Nim kąsek chleba do ust moich włożę,

Że jesteś, czym cię w tej chwili ogłaszam.

REGAN

Słabo mi, mdleję!

GONERIL

na stronie:

      Gdyby nie tak było,

Wszelkiej truciźnie przestałabym ufać.

EDMUND

rzucając rękawicę

To ma odpowiedź! Kto bądź się odważy

Zdrajcą mnie nazwać, temu pojedynkiem,

Tobie, każdemu, śród szranków dowiodę,

Że moja wiara i honor mój czysty.

ALBANY

Wystąp, heroldzie!

EDMUND

      O wystąp, heroldzie!

ALBANY

Na własne tylko rachuj teraz męstwo,

Bo w mym imieniu twe zaciężne pułki

Już są zwinięte.

REGAN

      Słabość się ma wzmaga!

Wchodzi Herold.

ALBANY

Mdleje; do mego wiedźcie ją namiotu!wyprowadzają ReganęZbliż się, heroldzie, każ w trąbę uderzyć!

Czytaj to głośno!

OFICER

      Ozwijcie się, trąby!

Odgłos trąb.

HEROLD

czyta:

Jeśli jest mąż znakomity rodem albo stopniem w szeregach armii, chcący dowieść Edmundowi, mniemanemu hrabi Gloucester, że jest wielokrotnym zdrajcą, niech wystąpi na trzeci odgłos trąby: onsam stanie śmiało w swojej obronie.

EDMUND

Zatrąb!

Pierwszy odgłos trąb.

HEROLD

Jeszcze!

Drugi odgłos trąb.

HEROLD

Jeszcze!

Trzeci odgłos trąb.

Trąba odpowiada za sceną. Wchodzi Edgar uzbrojony, przed nim Trębacz.

ALBANY

Spytaj, dla jakich wystąpił powodów

Na odgłos trąby?

HEROLD

      Odpowiedz, kto jesteś?

Twe imię, godność? Czemu na głos trąby

Stawiasz się tutaj?

EDGAR

      Straciłem me imię

Zatrutym zębem zdrady przegryzione.

Lecz jestem szlachcic i nie niższy rodem

Od tego, z którym przychodzę się mierzyć.

ALBANY

Kto twoim wrogiem?

EDGAR

      Kto tu odpowiada

W imieniu hrabi Edmunda Gloucestera?

EDMUND

On sam cię pyta, co mu chcesz zarzucić?

EDGAR

Dobądź oręża, aby twoje ramię,

Gdy słowem serce szlachetne obrażę,

Pomściło krzywdę! Oto moja szabla.

Wiedz, że powagą moich przywilejów,

Mego honoru, przysiąg i rzemiosła,

Mimo twej siły, młodości, zaszczytów,

Mimo twej szabli zwycięskiej fortuny

Świeżo ukutej, odwagi i serca,

Ogłaszam światu, że ty jesteś zdrajcą,

Żeś przeniewiercą Bogu, bratu, ojcu,

Że knujesz spiski na twojego pana,

Że od wierzchołka głowy aż do prochu

Twoją zdradziecką deptanego nogą

Jesteś ropuchy jadu pełnym zdrajcą.

Jeśli mi powiesz «nie!» ten miecz, to ramię

I moje męstwo gotowe są dowieść

Krwią twego serca, że twe zaprzeczenie

Jest łgarstwem!

EDMUND

      Gdybym roztropności słuchał,

Naprzód o imię winien bym cię pytać,

Lecz gdy twa postać piękna i rycerska,

Gdy słowa twoje tchną szlachectwa duchem,

Zwłokę rycerskim dozwoloną prawem,

Chociaż mi służy, z pogardą odrzucam.

Twe słowo zdrady na twą ciskam głowę,

Z piekielną zemstą łgarstwo ci oddaję,

A jeśli słowa moje bez twej krzywdy

Po twojej zbroi ślizgają się teraz,

Niedługo miecz ten drogę im otworzy

Do serca, w którym na wieki zostaną.

Uderzcie trąby!

Alarm. Walczą. Edmund upada.

ALBANY

      O, daruj mu życie!

GONERIL

To szpetny podstęp, bo rycerskim prawem

Mogłeś, Gloucesterze, nieznanego wroga

Gardzić wyzwaniem; jesteś oszukany,

Nie zwyciężony!

ALBANY

      Zamknij usta, pani,

Albo sam tym ci zamknę je papierem!Do Edmunda:Patrz! Do Goneril: A ty, gorsza niż najgorsza nazwa,

Czytaj twą niecność! Tylko nie drzyj pisma!

Widzę, że znasz je.

Daje list pisany do Edmunda.

GONERIL

      I cóż, choćbym znała?

Jestem tu panią, tu prawa są moje

Nie twoje; kto by śmiał mnie tu oskarżać?

Wychodzi.

ALBANY

O zgrozo, zgrozo! Czy ty znasz to pismo?

EDMUND

Co znam, nie pytaj.

ALBANY

do jednego z Oficerów:

      Spiesz za nią, jej sercem

Owładła rozpacz, idź i czuwaj nad nią!

Wychodzi Oficer.

EDMUND

Spełniłem wszystko, co mi zarzuciłeś,

I więcej, więcej! Czas odkryje wszystko;

Lecz wszystko przeszło, tak jak moje życie.

Lecz kto ty jesteś, szczęśliwy zwycięzco?

Jeśliś szlachcicem, chętnie ci przebaczam.

EDGAR

Przebaczmy sobie wzajemnie, Edmundzie,

Jam ci krwią równy, a jeżeli wyższy,

To mi tym większą krzywdę wyrządziłeś.

Me imię Edgar, ojciec twój mym ojcem.

Bóg sprawiedliwy nasze słodkie grzechy

Zmienia w narzędzia grzechów naszych kaźni.

Występne dzieło twojego poczęcia

Spłacił ócz stratą.

EDMUND

      Prawdę powiedziałeś.

Koło skończyło swój krąg i tu jestem!

ALBANY

Już krok twój każdy królewską szlachetność

Zdawał się wróżyć. Muszę cię uścisnąć.

Niech boleść serce w mych rozedrze piersiach,

Jeślim był wrogiem twym lub twego ojca.

EDGAR

Wiem o tym, książę.

ALBANY

      Gdzie się ukrywałeś?

Skąd wiesz o ojca twojego niedoli?

EDGAR

Czuwając nad nią. Krótka moja powieść,

A gdy ją skończę, niech serce to pęknie!

By się ocalić przed krwawym wyrokiem,

Co gonił za mną (jak słodkie jest życie,

Gdy ciągłe śmierci przenosim męczarnie

Nad śmierć bezzwłoczną!), w szaleńca łachmany

Oblokłem ciało, z łachmanem przybrałem

Szaleńca postać, psom nawet obrzydłą.

Spotkałem ojca, gdy z jego pierścieni

Właśnie co drogie wydarto kamienie,

Wiodłem go, w drodze żebrałem dla niego

I od rozpaczy go uratowałem.

Nigdy (to grzech mój) nie dałem się poznać,

Dopiero chwila temu, uzbrojony,

Niepewny skutku, choć pełny nadziei,

Kiedym go prosił o błogosławieństwo,

Całąm mu naszą opisał pielgrzymkę,

Ale, ach! serce jego nadwątlone

Nie mogło ciosu takiego wytrzymać,

I w zbytku razem smutku i radości

Pękło w uśmiechu.

EDMUND

      Tknęła mnie twa powieść

I może dobre przyniesie owoce.

Lecz mów, bo widzę, że pragniesz coś dodać.

ALBANY

Jeśli twa powieść ma być boleśniejsza,

Przestań, bo istność ma prawie topnieje

Pod wrażeniami tego, co słyszałem.

EDGAR

Tutaj zapewne należało skończyć

Dla ludzi, którym wstrętne jest cierpienie,

Inny by jeszcze nowy dodał smutek,

Prowadząc powieść do szczytu boleści.

Śród mych narzekań przybliżył się człowiek,

Który, gdy widział mnie w mym poniżeniu,

Z wstrętem unikał mego towarzystwa,

Ale gdy odkrył, kto był tym nędzarzem,

W silnym uścisku moją objął szyję,

A rycząc, jakby niebo chciał roztrącić,

Na ciało ojca mojego się rzucił,

A prawił powieść o królu i sobie,

Że boleśniejszej ucho nie słyszało.

Za każdym słowem rosła jego rozpacz,

Żywota nici rwać się zaczynały,

Gdy drugi odgłos trąby usłyszałem

I omdlałego musiałem opuścić.

ALBANY

Kto był ten człowiek?

EDGAR

      To był Kent wygnany;

W przybranym stroju pośpieszył za królem,

Swym srogim sędzią, oddał mu usługi,

Których by nie chciał oddać i niewolnik.

Wbiega Szlachcic z zakrwawionym nożem.

SZLACHCIC

Przebóg! Ratujcie!

EDGAR

      Co mamy ratować?

ALBANY

Mów!

EDGAR

      Co ten krwawy nóż w ręku twym znaczy?

SZLACHCIC

Jeszcze gorąca krew na nim się kurzy;

To krew jest z serca, niestety! Skonała.

ALBANY

Mów, mów, kto skonał?

SZLACHCIC

      Żona twoja, książę.

Przez nią to siostra była jej otruta;

W chwili skonania sama to wyznała.

EDMUND

Jednej i drugiej byłem zaręczony;

Za chwilę będziem we troje złączeni.

EDGAR

Kent się przybliża.

ALBANY

      Przynieście tu ciała,

Żywe czy trupy. Ten straszny sąd boży

Przenika serce strachem, nie litością!Wychodzi Szlachcic. — Wchodzi Kent.To on. Wypadki mi nie dają czasu

Zwykłej grzeczności pozdrowić cię słowem.

KENT

Przynoszę panu memu i królowi

Wieczne dobranoc; czy tutaj go nie ma?

ALBANY

Ach, o jak ważnej zapomniałem sprawie!

Edmundzie, gdzie jest król, gdzie Kordelia?

Czy widzisz, Kencie?

Wnoszą ciała Gonerili i Regany.

KENT

      Przebóg! Co to znaczy?

EDMUND

Kochany jednak był Edmund, gdy jedna

Otruła drugą dla mojej miłości,

A potem własną zabiła się ręką.

ALBANY

Tak właśnie; prawda. Zasłońcie ich twarze!

EDMUND

Śmierć się przybliża. Przeciw mej naturze

Chcę dobrze zrobić. Wyślijcie co prędzej,

Bez chwili zwłoki, wyślijcie do zamku,

Moje rozkazy zagrażają życiu

Leara, Kordelii. O, nie traćcie czasu!

ALBANY

Leć! Leć!

EDGAR

      Do kogo? Kto otrzymał rozkaz?

Daj mi znak jaki, że rozkaz ten cofasz.

EDMUND

Weź moją szablę, pokaż ją dowódcy.

ALBANY

O śpiesz się, śpiesz się, jeśli kochasz życie!

Wybiega Edgar.

EDMUND

Odebrał rozkaz mój i twojej żony,

Aby w więzieniu powiesił Kordelię,

A potem winę na rozpacz jej zwalił

I samobójstwu tę jej śmierć przypisał.

ALBANY

Ocal ją, Boże! Weźcie go na stronę!

Wynoszą Edmunda. — Wchodzi Lear z umarłą Kordelią na ręku,Edgar, Oficerowie i inni.

KRÓL LEAR

O wyjcie, wyjcie! Kamienni z was ludzie!

Gdybym miał wasze języki i oczy,

Tak bym ich użył, żeby niebo pękło!

Ach, ona znikła na zawsze! Na zawsze!

Wiem ja, kto żywy, a kto jest umarły.

Ona umarła. Dajcie mi zwierciadło!

Jeśli jej oddech blask zwierciadła przyćmi,

To jeszcze żyje.

KENT

      Czy to świata koniec

Zapowiedziany?

EDGAR

      Grozy jego obraz?

ALBANY

Przepadnij, świecie!

KRÓL LEAR

      Piórko się to chwieje.

Żyje! Jeżeli żyje, to mi szczęście

Zapłaci wszystkie minione boleści.

KENT

Dobry mój panie —

Klęka.

KRÓL LEAR

      O, oddal się, proszę!

EDGAR

To twój przyjaciel, to jest Kent szlachetny.

KRÓL LEAR

Zgińcie! Wy wszyscy mordercy i zdrajcy!

Jeszcze ją mogłem ocalić, a teraz

Zgasła na wieki! Kordelio! Kordelio!

Poczekaj chwilę! Ha! Co do mnie mówisz?

Głos jej był zawsze słodki, miły, cichy;

W głosie kobiety wielki to jest przymiot.

Tąm ręką zabił łotra, co ją wieszał.

OFICER

To prawda, panie.

KRÓL LEAR

      Czym nie zabił? Powiedz.

O, były czasy, w których moją szablą

Ostrą, siekącą, tańczyć bym ich uczył!

Dziś jestem stary, a śród przeciwności

Osłabło ramię. Powiedz, kto ty jesteś?

Bo oczy moje w nie najlepszym stanie,

Powiem ci szczerze.

KENT

      Jeśli los się chełpi

Że kochał kiedyś dwóch i nienawidził,

Widzim jednego.

KRÓL LEAR

      Smutny to jest widok!

Czy Kent twe imię?

KENT

      Tak jest, Kent, twój sługa.

A gdzie twój sługa Kajus?

KRÓL LEAR

      Możesz wierzyć,

Dobry to chłopak; mógł siec, a siec żwawo;

Ale już umarł i zgnił.

KENT

Jam jest tym sługą.

KRÓL LEAR

      Zaraz zobaczymy.

KENT

Który od pierwszej nieszczęść twoich chwili

Szedł zawsze wiernie za smutnym twym śladem.

KRÓL LEAR

Witam radośnie!

KENT

      Nie ma tu radości,

Wszystko jest smutne, ciemne i śmiertelne!

Twe starsze córki same się zabiły

W chwili rozpaczy.

KRÓL LEAR

      I ja też tak myślę.

ALBANY

Nie wie, co mówi. Próżno byśmy chcieli,

Żeby nas poznał.

EDGAR

      Daremne zachody.

Wchodzi Oficer.

OFICER

Panie mój, Edmund skonał.

ALBANY

      Mała strata.

Słuchajcie teraz, jakie nasze myśli.

Zrobimy wszystko, co może osłodzić

Wielkiej ruiny ciężkie utrapienie.

Przez ciąg żywota starego monarchy

Składamy w jego ręce naszą władzę.Do Edgara i Kenta:Was przywracamy do waszych praw dawnych,

Dodając godność, choć wiemy, że nigdy

Nie może waszym równą być zasługom.

Każdy przyjaciel z naszych rąk odbierze

Cnót swych zapłatę, każdy nieprzyjaciel

Wychyli kielich należnej goryczy.

O, patrzcie, patrzcie!

KRÓL LEAR

      I biedny mój błazen

Był powieszony! Nie, nie, nie chcę życia!

Ach! I dlaczegóż pies, koń i szczur żyje,

A ty bez ducha? Nigdy już nie wrócisz.

Nigdy i nigdy, ach! Nigdy i nigdy!

Proszę, odepnij guzik ten. Dziękuję.

Czy widzisz? Spojrzyj na nią, na jej lice,

Patrz, tam, tam!

kona

EDGAR

      Mdleje! Panie, panie!

KENT

O, pęknij serce! O, błagam cię, pęknij!

EDGAR

Panie, spójrz na nas!

KENT

      Nie dręcz próżnym słowem

Smutnego ducha; pozwól, niech uleci.

Ten wrogiem jego, kto by jeszcze pragnął

Wplatać go dłużej w twarde świata koło.

EDGAR

Skonał naprawdę.

KENT

      W tym dziw, że tak długo

Mógł przywłaszczonym tylko istnieć życiem.

ALBANY

Wynieście ciała. Pierwszą troską naszą

Będzie powszechna, królewska żałoba.Do Kenta i Edgara:W ręce wam daję rządy, przyjaciele,

Namiestnikami wy bądźcie moimi,

Opatrzcie rany zakrwawionej ziemi.

KENT

Na mnie już długa podróż czeka, panie;

Za królem idę na jego wezwanie.

ALBANY

Woli przeznaczeń poddać się musimy,

Nie co chcem mówić, ale co czujemy.

Co zniósł najstarszy w złych czasów powodzi,

Nigdy już tego nie dożyją młodzi.

Wychodzą przy odgłosie pogrzebowego marsza.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.