drukowana A5
11.17
Remedium dla literatów

Bezpłatny fragment - Remedium dla literatów


Objętość:
7 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-288-0330-5

Jeśli człowiek sam sobie szkodzi, to niech nie ma pretensji do innych. Leon Brojner z powodu czyjegoś tam miłosnego liściku do swojej żony zniszczył własne życie rodzinne. Kim zaś był autor tego liścika, Leon po dziś dzień nie wie. Słowem, sam sobie stworzył piekło i pogrążył się w nim. Wśród jego przyjaciół i znajomych nie znalazł się nikt, kogo by nie podejrzewał o romans ze swoją żoną. W rezultacie opuścił dom i stał się mizantropem. Znienawidził wszystkie kobiety. Uznał je za zdradliwy gatunek ludzki. Jednocześnie zapałał nienawiścią także do mężczyzn, bo wszyscy oni w jego mniemaniu są z natury uwodzicielami. Za jedynego sprawiedliwego uznawał tylko siebie. Ale jeden sprawiedliwy w dzisiejszej Sodomie to za mało. Czasem Leon myślał też, że jest jedynym, nieuleczalnym głupcem na świecie. Głupcem, który karał samego siebie. Chyba sam diabeł go podkusił, żeby opuścić dom rodzinny. Basia przecież nic mu nie powiedziała. Wyszło na to, że to ona była pokrzywdzona. On jednak uciec z domu musiał, bo czuł, że nie zdoła zapanować nad sobą, że jeszcze chwila i podniesie na nią rękę. A tego Leon nie chciał.

Basia wciąż milczała. Patrzyła na niego, a w jej oczach co chwila pojawiały się błyski. Leon natomiast był tak wzburzony, że wyrywał sobie włosy z głowy i wykrzykiwał pod jej adresem gorzkie i głupie słowa. Wreszcie Basia się odezwała:

— Obrażasz mnie!

— Jak to? A list?

— Nic się takiego nie stało, Leonie.

— Dlaczego więc nie powiesz mi, kto napisał ten list?

Spojrzała nań gniewnie i szyderczo zarazem.

— A jak ci powiem, to się uspokoisz? Poczujesz ulgę? Taki jesteś ciekawski, a przecież powiadają, że to cecha kobiet.

— Powiedz, kochasz go?

— Nie wiem. Może.

Leon nie posiadał się ze zdumienia. Jak to się stało, że w tym delikatnym, czystym, niewinnym ciele ukryły się takie złe, brudne, fałszywe moce diabelskie?

Za nic nie mógł tego pojąć. Nawet teraz, kiedy mieszkał z dala od niej i siedząc w swojej samotni miał dużo czasu na myślenie.

Z jednego zdawał sobie sprawę. Był pewny, że musiał opuścić dom, inaczej zbiłby Basię. Tylko tego brakowało.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.