E-book
2.73
drukowana A5
9.71
Wiersze

Bezpłatny fragment - Wiersze


Objętość:
21 str.
ISBN:
978-83-8126-472-3
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 9.71

Dom

Ciepło i zrozumienie.

Rozmowy, problemy, logistyka i zaopatrzenie…

W miłość, spokój, przytulenie, schronienie.

Wojna z samotnością i odosobnieniem.

Zapach, aromat

— to rodzina tak pachnie…

Raz jak róża, piękna, kwitnąca.

Z pączku, kwiat pełen, zadowalająca…

Innym razem, kartofel gnijący,

Od czubka zaczynający.

Trzeba odkroić i zniszczyć kawałek śmierdzący…

Odbudować, zoperować…

Obiad na reszcie ugotować!

Razem do niego zasiada

— rodzina słabnąca, blada…

Milczeniem urazę zastąpią,

Śmiechem i żartem dobiją.

Na powierzchnię ponownie wypłyną!

Siła w jedności, szacunku i miłości,

Co w sercu niech zawsze gości.

Miałam być…

Miałam być dziewczynką,

od poczęcia po poród,

Warunek był prosty

I tak doskonały.

W każdej istocie, w szczególe dbały.

Nie chłopcem, podlotkiem, mężczyzną,

ni chłopem…

a kobietką objętą urokiem.

Miałam być ulotna, delikatna zarazem,

We wstążkach, sukienkach,

spódniczkach, rajstopkach…

Kwiatki zbierać miałam,

boso biegać, skakać

Tańczyć i śpiewać,

troski wszystkim rozwiewać.

Bóg jednak chciał innej dla mnie drogi,

Zostać powieleniem wspaniałej, twardej jak głaz,

wciąż walczącej niebogi.

Kobiety, co życie mi dała,

A potem wzorem się stała,

Jak dziatkom swoim świat pokazywać,

urazy miłością zmazywać.

Jak rany i boleści w dobro zamieniać,

I aurę szczęśliwości każdemu dobierać.

Słowa podzięki się Tobie należą,

Me myśli i serce zawsze ku Tobie pobieżą …

Serce

Dawniej biło, cicho, powoli,

Schowane i skryte.

Czekało, jak pasażer na dworcu,

zniecierpliwiony, bezgranicznie stęskniony,

zmęczony przybyciem.

Wtem zefir drzwi otworzył,

i ujrzało Ciebie, w oddali, w światłości,

jak Anioła na niebie,

stworzonego przez Boga,

tylko dla Ciebie.

Wstało i biegnie,

szczęśliwe, radosne.

Głośno już bije,

puls szybki ma, oddech skrócony.

Jesteś tym jedynym, człowiecze wyśniony…

Serenady i hymny śpiewa, na cześć Twoją,

jak ptaszek ku rosie…

co życiodajny płyn daje,

by ćwierkać radośnie.

Niebiosa

Unoszę się…

Najpierw odrobinę nad ziemię,

potem pod niebiosa.

Unoszę się…

Zamykam oczy,

Świat zatacza koło.

Uchylam lekko powieki,

I są — dwie gwiazdy jaśniejące,

W blasku komety albo meteorytu.

To Oczy Twoje,

Tak łagodne, ciepłe ale i figlarne.

Unoszę się…

Nieśmiało, powolutku, delikatnie.

Zupełnie inaczej od serca mego dzwoniącego,

biegnącego w puch obłoku uczuć moich.

Unoszę się…

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 9.71