E-book
6.83
drukowana A5
16.18
Wiersze

Bezpłatny fragment - Wiersze


5
Objętość:
66 str.
ISBN:
978-83-8189-710-5
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 16.18

Część I

pożądanie

nie panuję nad sobą

wzburzony ocean

wokół uderzają fale

widzę twoje nagie ciało


pragnę cię dotknąć lecz nie mogę

odpływasz z nurtem rzeki

myślę co zrobić by cię poczuć

choć przez krótką chwilę


podpływasz chwytasz mnie w pół

i całujesz upojnie

tak! tak! potrzebuję tego jak ryba wody

inaczej umrę z żalu i tęsknoty

twoje serce bije

pachną włosy i wiem

że przepadłam


już nie dam rady się oprzeć

jestem zbyt słaba by uciec

chcę pragnę potrzebuję

szepczę ci do ucha

kochaj mnie tylko mnie

aż do końca świata


i mdleję w twoich ramionach

teraz wiem że to miłość na zawsze

sen

leciałam nad wodą

miastem

dotykałam skrzydłami obłoków

widziałam słońce

chciałam go dosięgnąć

lecz mnie parzyło

frunęłam w popłochu

w dal


czułam wiatr

słyszałam drzewa

w oddali szczebiot ptaków


to była wiosna

życie budziło się jak ja

i ty

rozwijały się pąki


lecąc wciąż przed siebie

pragnęłam jeszcze więcej

tej energii

przebudzenia

i zbudziłam się

wszystko zniknęło

ucichło


chcę śnić

dalej dalej


pobudka!


zadzwonił budzik

pora wstawać


znów ta cholerna praca

miłość

gdy ktoś kwiaty ci podaruje

lub przeniesie nad urwiskiem

kurtką okryje w chłodny wieczór

a może złotem obsypie


każdy inaczej ją postrzega


jednemu starczy spojrzenie

albo słodycz jej namiętnych ust

drugi szuka jej w rozkoszy

bez ukojenia


a ona

czasem przemyka niepostrzeżenie

między palcami

i niszczy to czego pragniemy


czasem gdy jesteś chory

troszczy się

w chwili zwątpienia wspiera

powie

nie martw się kochanie


gdy wymiotujesz

przez drzwi zapyta

czy wszystko dobrze

dotknie przytuli położy

jak niemowlę

wtedy wiesz

ta jest prawdziwa

dbaj o nią i mów że kochasz

by nie szukała zamiennika


choć biedna jest

jak mysz kościelna

trzymaj ją mocno w dłoni

i żyj dla niej

nawet gdy boli

rybka

w rzece pływa sobie rybka

lecz nie zwykła powiem wam

raz złapałam ją przypadkiem

rzekła do mnie

puść mnie proszę

spełnię twe życzenia wszelkie


chciałam suknię piękną mieć

lecz od Diora super luks

słówko rzekłam no i jest

elegancka mocna rzecz


a do tego

modne szpilki od Gucciego

fajnie nie?


lecz po chwili myślę sobie

co mi po tej garderobie

może lepiej skłonić ją

by wyczarowała dom

z pięknym autem

sauną kortem

i ogrodem — jasna rzecz

gdy życzenie to spełniła

zobaczyłam pięć sypialni

taras

basen

lecz to mnie nie ucieszyło

zażyczyłam sobie hajsu

by przemierzyć cały świat

opłynęłam kawał Ziemi

czując że mi czegoś brak


może owszem to wspaniałe

lecz się szybko zniechęciłam


po powrocie pomyślałam

cóż po domu

kasie

ciuchach

gdy samotna jestem wciąż

lepiej znaleźć przy swym boku

kogoś kto pokocha mnie


niż rozmawiać z jakąś rybką

gorący temat

życie jest piękne

gdy wszystko się układa

lecz jak to w życiu bywa

czasem nie wypali

zawiedzie coś lub ktoś

trochę się grunt zawali

co wtedy


pomocy znikąd

wszyscy niby uczynni

lecz w trudnej chwili sam

radzisz sobie jak umiesz

byle do przodu

by przeżyć jakoś


a gdy się los uśmiechnie

wtedy mu dziękujesz

za tę chwilę

tę gwiazdkę z góry

którą ci zesłał

widok

wciąż za oknem brzydki świat

piach na ulicach zmierzch

pęd ludzi zgiełk

autobusów


mgliste poranki zimny deszcz

wiatr

drobinki lodu

niezmiennie ponury czas


snuje się ta sama zima

wichura zamieć


odliczasz każdą chwilę

byle do wiosny

wkrótce ujrzysz

dłuższy dzień

słońce zaświeci

zima odleci

ptaki odżyją

usłyszysz szczebiot


będziesz już wiedział

że właśnie przyszła

wspaniała pora

wiosna nadeszła

nareszcie jest

lęk

błogi sen chcę ciągle śnić

że to nie ty

że mi się śnisz

że idziesz w dal


chce ciągle śnić

więc budzę się

to znowu ty

bez przerwy ty

niezmiennie trwasz przy

boku mym


skąd ja to znam

oddechu chcę

lecz widzę cię

przeraża mnie

wciąż widok ten


już boję się

pamięci swej

gdzie ciągle jest

odbicie twe


co robić mam

pomysłu brak

jak przerwać ten

potworny lęk

tęsknię do lata

wokół śpiew ptaków

szum drzew

wiatraków

słodkie zapachy

czuć z czyjejś chaty


rześkie powietrze

kwiaty na wietrze

gdy je mijałam

wciąż się kłaniałam


rosną tu zawsze

są wciąż ciekawsze

gdy je zrywałam

o nich myślałam


słońce przygrzewa

miłość dojrzewa

stukot maszyny

ciągle słyszymy


w polu żniwiarze

wilki tam w jarze

o czym tak wyją

czym teraz żyją


więc idę dalej

doszłam do małej

pięknej polanki

utkanej w wianki

z lilii i wrzosów

i kilku kłosów

które złożyła

dziewczyna miła


swojemu chłopcu

na jego kopcu

za skórę zalazł

więc tam się znalazł

tańcząc przez życie

obraz będzie doskonały

tak jak twoje odbicie

w moim sercu małym

rozświetlasz moje życie


pomaluję ci świat

tysiącem barw

użyję pięknych farb

boś moje serce skradł


gdy na niebie szaro

wokół deszcz i wiatr

tyś porwał mnie w tańcu

daleko tak


że czasem tchu mi brak


w tej muzyki rytm

którą w sercu masz

niech nas ciągle chroni czas

pytania

co ja teraz zrobię

gdzie jest życie moje

co się w nim popsuło

czego w nim nie było

wciąż mam pytań wiele

nic poza tym nie wiem

czy coś przeoczyłam


zmarnowałam szansę

ominęłam zakręt

poszłam nie tą drogą

szczęście przeszło obok

czy je gdzieś zobaczę

czy komuś wybaczę


ale nic nie zmieni

ciągłej mej nadziei

że odnajdę ścieżkę

i zapalę świeczkę

dla tych co wierzyli

lecz się pogubili

wymarły

dookoła pustka i on

co tutaj robi ten gość

próbuje naprawić świat

by wrócił do dawnych lat


zanim zamarło życie

ludzie byli na szczycie

pewni swych celów i praw

nie dbali wcale o ład


byli obłudni i źli

wszystko stracili w mig

szarość debilizm i strach

wdarły się pod ich dach


najsilniejsi rządzą tu

reszta nie istnieje już

pokonała ich żądza

ciągła myśl o pieniądzach


dookoła kamienie są

za rogiem rodzi się zło

kobiet już nigdzie nie ma

ziemia je pochłonęła


zostały twory złe

co życie wiodą mdłe


by odbudować rasę

trzeba odrzucić maskę

fałszu i zakłamania

bierzmy się do działania


by uratować Ziemię

trzeba zacząć od siebie

objawy

mam chyba fobię

widzę postacie które odeszły

upiorne i dziwne


czemu mnie prześladują


mówią wciąż do mnie

rozumiem lecz jak im pomóc


w domu już wszyscy

mnie obserwują

bo niby mruczę

coś tam pod nosem

tańczę ze sobą


lecz to wymysły

mojej rodziny

chcą się mnie pozbyć

zamknąć w szpitalu

gdy mi tam dadzą

te wstrętne leki

zmienią w warzywo

do świata nie wrócę


szpitalne łóżko

będzie mi domem

moją udręką

moją mogiłą

tęsknota

tęsknię za tobą bardzo

wciąż mam w sercu twoją twarz

szkoda żeś odszedł tak wcześnie


życie zrobiło mi wbrew

zabrało szybko nadzieję

że będziesz mnie wspierał

gdy będę już pełnoletnia

a życie zawiedzie


serce płacze ogromnie

jak mogłeś zostawić

ukochaną córkę

i zapukać do bram nieba

byłam przecież dzieciakiem

pragnęłam byś przy mnie stał

a ty zachorowałeś ciesząc się

ostatni raz


miałeś łzy w oczach

poczułeś że nadszedł już czas


tak bardzo chciałabym wierzyć

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 16.18