Wszelkie prawa zastrzeżone. Książka chroniona prawem autorskim i własności intelektualnej. Żaden fragment niniejszej książki nie może być reprodukowany w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody Autorki/Wydawcy.
Celem tego przewodnika nie jest stawianie jakiejkolwiek diagnozy ani zalecenie leczenia konkretnej choroby. Jest on zapisem wieloletnich poszukiwań autorki na polu nauki i praktyki, dla zrozumienia funkcjonowania własnego organizmu oraz innych osób, w tym wielu lekarzy, pragnących ratować siebie i członków własnej rodziny.
Oświadczenia zawarte w tym przewodniku reprezentują profesjonalne opinie autorki, która poświęciła tej pracy ponad 50 lat życia. Poszukiwania te miały na celu znajdowanie optymalnych rozwiązań wspomagających zdrowie, a tym samym także zasadę Hipokratesa „po pierwsze nie szkodzić” dla tworzenia modelu „edukacji dla przyszłości” dla zdrowia siebie, innych ludzi i świata.
Te informacje są przeznaczone wyłącznie dla celów edukacyjnych, a każda osoba jest zobligowana do współpracy z licencjonowanym specjalistą opieki zdrowotnej.
Wprowadzenie
To już kolejna książka dotycząca chorób autoimmunologicznych i ich powiązań z przyczynami, które leżą w historii naszego dzieciństwa i traumatycznych doświadczeniach. Jest z jednej strony informacją dla cierpiących na różnego rodzaju bliżej nieokreślone dolegliwości, które powracają przez lata lub przemieniają się w inne; z drugiej jest przestrogą dla rodziców, którzy przy powtarzającym się bólu brzuszka dziecka, biegną do lekarza i aplikują mu środki przeciwbólowe, które za tzw. „moich czasów” były dedykowane tylko dla dorosłych. Ci rodzice, gdy słyszą w aptece zapytanie o wielkość opakowania, które jest wielokrotne, a przy tym „tańsze”, od razu podejmują decyzję, że będą mieli „na zapas”, gdy ponownie dziecko zaboli brzuszek. Nie zdają sobie sprawy z tego, że wyrabiają w dziecku nawyk, że istnieje panaceum na każdy jego problem w postaci tabletki, wychowują „uzależnionych”, a to objawia się każdym innym uzależnieniem. A przede wszystkim nie rozumieją, że problem dziecka wiąże się z jego „brakiem” zainteresowania ich samych, a stąd dziecko wyrabia w sobie przekonanie, że ból czegokolwiek zwraca uwagę rodzica na nie, a stąd „uczy się”, jak „być chorym”, aby zyskać miłość i uwagę.
To, o czym piszę, opiera się na moim osobistym doświadczeniu traumatycznego dzieciństwa i zmaganiu się przez lata z „niewinnymi” bólami brzuszka, a potem konkretnymi problemami zdrowotnymi, które zaowocowały chorobami autoimmunologicznymi. Dotyczy także mojej pracy naukowej w medycynie przez lata i stawiania sobie pytania: „Dlaczego choruję?”, ale także setek klientów, którzy korzystali przez 30 lat z moich porad jako praktykującej psychosyntezę.
To życie i osobiste doświadczenia uczyły mnie sięgania do przyczyn i wyciągania wniosków dotyczących skutków, a więc objawów. Przez wiele lat te objawy nie poddawały się leczeniu farmakologicznemu i były tylko krótkotrwałym oddziaływaniem na skutek, bez uwalniania przyczyn, a stąd było nieefektywne.
Warto zacząć od korzeni traumy
Zacznę od wydarzeń zewnętrznych, aby pokazać, że to, co opisywałam co najmniej od 20 lat w swoich książkach, jest potwierdzane obecnie, i to zarówno w publikacjach światowych, jak i w wydarzeniach odbywających się w wielu krajach z udziałem specjalistów z różnych dziedzin medycyny i zawodów pokrewnych. W międzyczasie to, co przytaczam, będę wiązać z osobistymi doświadczeniami i refleksjami, aby uświadomić, że ignorowanie czegoś „teraz” za kilka lat może przynieść skutki, i to nie tylko indywidualne, ale i społeczne.
W trakcie wywiadu odbywającego się z okazji wydarzenia „Świadome życie” w styczniu 2026 roku Dr Avery Neal, praktykująca od wielu lat psychoterapeutka amerykańska, mówiła o powiązaniu doświadczeń traumatycznych w dzieciństwie i ich wpływie na zdrowie dorosłej osoby je przeżywającej, jej funkcjonowanie w świecie i budowanie relacji. Te przeszłe doświadczenia ukształtowały obecną zdolność do wyznaczania zdrowych granic. Okres ten stał się czasem tworzenia umiejętności przetrwania, aby sobie z nimi radzić i stworzyć dla siebie jak najlepsze środowisko. Te umiejętności przetrwania nie zawsze okazały się dla nas naprawdę zdrowe. One były sposobem radzenia sobie z otoczeniem i przeżyciem w otoczeniu zagrażającym naszemu istnieniu.
Mechanizmy przetrwania można często obserwować w toksycznych związkach lub w niezdrowych systemach rodzinnych, gdzie dziecko lub dorosły rozwija sposoby przeżycia. Takie osoby w dorosłym życiu kontynuują te wzorce lub mechanizmy radzenia sobie w przyszłości. I chociaż ich środowisko bywa inne, nadal trzymają się tych samych sposobów radzenia sobie lub umiejętności, które mogą już nie być dla nich przydatne. Wspomniana wyżej dr Avery Neal od 2012 roku prowadzi Klinikę Terapii Kobiet.
Bywa, że niezdrowe wzorce panujące w rodzinie czy partnerstwie nie są zaliczane do traumatycznych doświadczeń. Przyzwyczailiśmy się do nich i uważane są za „normalne”. Tymczasem subtelne formy przemocy coraz częściej powodują pogorszenie samooceny i pewności siebie danej osoby, a tego rodzaju poczucie siebie uniemożliwia ustanowienie zdrowych granic. Traumy z przeszłości stają się bowiem pretekstem do obwiniania siebie o problem, który wydarza się w związku, rodzinie czy pracy. Subtelne wzorce przemocy dokładają jakby oliwy do ognia, a tym samym prowokują „oprawcę” do kontynuacji tego rodzaju zachowania, wymuszając na ofierze podporządkowanie się. Tym samym traci ona zdolność oceniania czynów i tego, co czuje z głębi siebie. To staje się w miarę upływu czasu przyzwoleniem na gaslighting.
O gaslightingu pisałam w poprzedniej książce, pokazując jego oddziaływanie na drugą osobę. Jest to forma coraz bardziej podstępnych sposobów podkopywania pewności siebie i sprawiania, że druga osoba czuje się źle, a jednocześnie okazywania pozornej troski i wsparcia. To wytrąca nas z równowagi i prowadzi do zatracania poczucia godności i tożsamości. Nie wiemy tak naprawdę, co się dzieje i w co wierzyć. To prowadzi do traumy, a stąd naruszenia granic. Kiedy granica zostaje przekroczona, zazwyczaj doświadczamy traumy. Niezależnie od miejsca, w którym to się wydarzy, trauma nie pozwala nam czuć się bezpiecznie, mimo, że jest to np. relacja małżeńska czy miejsce, do którego udaliśmy się po poradę w związku z problemem zdrowotnym. Zatracamy tzw. zdrowy osąd, nie odróżniając manipulacji czy toksycznego oddziaływania związku czy relacji. Wewnętrzny system alarmowy zostaje zaburzony lub wyłączony.
Gdy tego rodzaju sytuacja jest krótkotrwała i pojawia się z niewielką częstotliwością, naruszenie granic wywołuje z początku niepokój, objawiający się uciskiem w żołądku czy w klatce piersiowej. Jedni mogą czuć się zdezorientowani i zastanawiać się, co się dzieje, inni zaczną obwiniać siebie, że źle zrozumieli, a jeszcze inni — dla „świętego spokoju” nie reagują, aby nie podrażnić drugiej osoby, ignorując własne potrzeby.
Przy długoterminowych aspektach nieustalania zdrowych granic czy toksycznych związków osoby zaczynają czuć odrętwienie, oderwanie od siebie i tego, co czują. Stają się cieniem samych siebie, poddanymi sytuacji i osobie. Zamykają się w sobie, ponieważ bronienie swego status quo nie przyniosło rezultatu; czują bezradność i popadają w beznadziejność narastającej sytuacji. To z kolei wywołuje lęk, uzależnienie czy wreszcie depresję jako sposób radzenia sobie, a raczej unikania odpowiedzialności i bycia niewidzialnym.
W tego rodzaju sytuacjach pojawiają się problemy zdrowotne w postaci pogorszenia stanu zdrowia fizycznego, także bezsenność i zaburzenia snu. Ujawniają się zespoły bólowe, w tym dolegliwości serca i krążenia, jak również zaburzenia menstruacyjne u kobiet czy inne problemy ginekologiczne jako efekty ekspozycji na traumę.
Z czasem osoba przestaje ustalać granice, bo wiązać się to może z karą czy eskalacją przemocy. To prowokuje w drugiej osobie poczucie większej władzy, natomiast ofiara staje się bardziej bezsilna i bezradna. W eskalacji zachowań zastraszających może dochodzić do wycofywania uczuć i szantażu.
Przemoc psychiczna jest podstawą wszystkich form przemocy. Aspekt psychologiczny, a zwłaszcza jego subtelne przejawy, jest najtrudniejszy do przezwyciężenia. Często słyszy się na przykład kobiety, które były fizycznie maltretowane, mówiące, że najtrudniejsze nie było wyleczenie się z fizycznych obrażeń. Najtrudniejsze było wyjście z psychicznych ran zadanych w trakcie trwania takich relacji. Podkopują bowiem one pewność siebie, poczucie własnej wartości. Przemoc psychiczna sprawia, że jesteśmy bardziej skłonni pozostać w związku, ponieważ zaczynamy wierzyć, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Powoduje to większą zależność od osoby znęcającej się lub toksycznej, zmniejszając prawdopodobieństwo, że wyjdziemy z tego związku. Musimy zrozumieć, że uzależniamy się i przerwać ten „zaklęty krąg niemocy i braku wiary w siebie”.
Jeśli czujesz się źle ze sobą lub nie zasługujesz na lepsze traktowanie, to znak, że coś wydarzyło się w przeszłości lub dzieje się w związku, co powoduje, że tak się czujesz. Ponieważ w zdrowym związku partner powinien być wsparciem, pragnącym dla nas jak najlepiej i chcącym, abyś była najlepszą wersją siebie. Jeśli tak nie jest, a partner w sposób jawny lub ukryty cię poniża, należy zwrócić na to uwagę. Jest ponadto prawdopodobne, że kiedy zmierzymy się z problemami i tym, czego potrzebujemy, aby iść naprzód, spotkamy się z oporem, a nawet eskalacją toksycznego zachowania.
Podobnie jest w sytuacji, gdy pracownik opieki zdrowotnej deprecjonuje twoje odczucia wewnętrzne, które zgłaszasz, wyśmiewając je lub negując je, jakby nie istniały. To samo dotyczy leku, który ci został przepisany, a ty źle się po nim czujesz. Słyszysz wtedy, że to złudzenie, że nie może tak być, że nigdy o tym nikt nie słyszał. Zaczynasz wtedy powątpiewać w swoje sygnały ciała, uważasz, że się pomyliłaś, że źle je zrozumiałaś, że wynikły z zupełnie innej sytuacji. Jeśli do tego słyszysz pouczanie, wrogość, gniew i złość z powodu tego, o czym mówisz, czujesz się jak zbesztane dziecko, które coś spsociło i jest napominane. Zamiast bronić swego poglądu, wycofujesz się niczym zbity pies, kładąc uszy po sobie, że to twoja wina i nie powinnaś o tym mówić i już nigdy nie będziesz. Nabierasz przekonania, że jeśli nie zgodzisz się ze zdaniem drugiej strony, ona nie będzie chciała cię przyjmować, a ty będziesz się wstydzić przychodzić do niej i zgłaszać jakiekolwiek problemy, bo przecież ty nic nie wiesz, a ona wie lepiej, bo pokazuje swoją wyższość nad tobą.
Niepokój i strach mogą być tak silne, że osiągnięcie poczucia pewności siebie schodzi na drugi plan. Wychodzisz skulona, jak zbity pies, i obwiniasz siebie za mówienie o sobie, o tym, co tak naprawdę czujesz. Zaprzeczasz więc samej sobie.
Pierwszym krokiem jest przepracowanie traumy, także niektórych objawów zespołu stresu pourazowego (PTSD). Na tym etapie należy zająć się szczególnie pracą z wewnętrznym dzieckiem, bo przecież poczułaś się jak zbesztane dziecko, a w głębi siebie czujesz, że zaprzeczono tobie i temu, co się w tobie dzieje. Trzeba przepracować żal związany z tym wszystkim, czego nam zabrakło — wysłuchania twoich racji, a następnie zacząć odbudowywać się od tego momentu.
Warto zauważyć też, czy kochamy siebie. Jeśli tak nie jest, to znak, że nikt nigdy nas nie kochał, a my odkładamy siebie, uważając, że nie zasługujemy na miłość, uznanie czy chociażby docenienie.
Pielęgnowanie miłości do siebie w chwili obecnej to najlepszy sposób, aby rozpocząć zmianę. To przynosi współczucie i uświadomienie sobie, że jestem wartościowa. Gdy to nastąpi, można zacząć poszerzać punkt widzenia siebie zgodny z tą wartością. Udaje się wtedy zauważyć to, co ją wspiera, wzmacnia, co może ułatwić dalszy rozwój i większy optymizm oraz poprawić jakość życia.
Ten moment zaczyna część pracy przywołującą duchowy aspekt uzdrowienia siebie. Ona jest indywidualna, a nie zbiorowa i nie dotyczy schematu czy procedury. Sfera „duchowa” dotyczy połączenia z samym sobą i z wyższą siłą. To dotyczy każdej osoby, i to każda z nich jest w stanie tego dokonać sama. Niemniej każdy reaguje na inne sfery funkcjonowania. Nie ma reguły.
W trakcie pracy terapeutycznej z doradcą czy coachem dochodzi do wspólnego odkrywania tych różnych przestrzeni i obserwowania, dokąd prowadzi klient i co pomaga połączyć wszystkie elementy w jedną spójną całość.
Zazwyczaj osoby, które przeżyły traumę lub były w toksycznym związku, mają trudności z przyjmowaniem pomocy. Czują się winne, a to kolejny temat do przepracowania. Uważają nawet, gdy są już w innej sytuacji, że niemożliwym jest, aby ktoś mógł być wspierający, stąd oceniają chęć pomocy jako coś nierealnego lub podejrzanego. To po prostu nie mieści się im w głowie. Tymczasem przyjmowanie pomocy jest czymś zdrowym i niezbędnym, aby powrócić do siebie.
Negatywna reakcja wynika z traumy i nie pozwala zdrowo kierować naszym zachowaniem. Dopóki tak postępujemy, nie możemy mieć życia, które jest autentycznie nasze. Pozwalamy bowiem, aby zachowanie kogoś innego determinowało to, jak czujemy się w związku i całym życiu.
Najważniejszą rzeczą jest ustalenie, czego potrzebujemy w swoim życiu, i pozwolenie sobie na wyobrażenie sobie, jakby wyglądało ono, gdyby zewnętrzne okoliczności odzwierciedlały prawdziwe wewnętrzne uczucia i to, czego naprawdę pragniemy, i pozwolenie, aby to było odtąd myślą przewodnią. Kiedy ustalamy granice z osobą lub osobami w swoim życiu, zamiast martwić się o ich reakcję, potrzebujemy zacząć je obserwować i zadbać o siebie i swoją godność.
W przypadku przemocy psychicznej nie zdajemy sobie sprawy, że tak naprawdę ma ona miejsce, ponieważ nie jest tak oczywista. Jednak schemat jest taki sam, niezależnie od tego, czy dochodzi do przemocy fizycznej, czy nie, czy dotyczy tylko emocjonalnego poziomu. Reagowanie w postaci zaprzeczania czy chowania się w sobie przestaje mieć znaczenie na rzecz obserwacji dla wyciągania wniosków i właściwego działania dla ochrony siebie.
Odniesienia do własnej historii i konieczności wzięcia odpowiedzialności za własne zdrowie i jakość życia
Wiele lat temu, gdy rozpoczęłam swoje obserwacje i badania dotyczące zarówno chorób psychosomatycznych, a następnie autoimmunologicznych, były one nieliczne w skali Polski, ale też i świata. Był to czas mojego dorosłego życia, jak również narastania wielorakich objawów, nie poddających się leczeniu farmakologicznemu u wielu specjalistów. W tym okresie zaczęły też pojawiać się reakcje ciała w postaci odrzucania farmakologicznego leczenia w postaci nietolerancji leków oraz alergii na nie. To był sygnał wewnętrzny, że to nie działa na mnie i że czas najwyższy przyjrzeć się temu dokładniej.
W tym okresie brałam aktywny udział w Sympozjach Somatoterapii i Edukacji Psychosomatycznej w Krakowie przy UJ. W tym czasie opuściłam już pracę naukową w Akademii Medycznej w Warszawie, jak też w Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego, zajmując się immunologią i diagnostyką kliniczną, i przeżyłam wypalenie zawodowe, gdyż moje nasilające się objawy nie znalazły nie tylko stosownego leczenia, ale też odpowiedzi na moje pytanie: Dlaczego choruję?
W/w konferencje, w trakcie których prezentowałam podejście psychosyntezy w edukacji i leczeniu, przyniosły mi także wiele informacji, które rozpoczęły moją układankę puzzli dotyczącą przyczyn wielu chorób o podłożu psychologicznym. Właśnie doniesienia konferencyjne zespołu pod przewodnictwem profesora Zdzisława Ryna z Uniwersytetu Jagiellońskiego pokazały mi kierunek moich poszukiwań i odnajdywanie odpowiedzi w traumatycznych doświadczeniach mojego dzieciństwa.
Moje dramatyczne dzieciństwo, które doprowadziło do wielu lat nieskutecznej terapii farmakologicznej i objawów wielonarządowych, stało się dla mnie stałą motywacją do poszukiwania przyczyn tych problemów i odkrywania satysfakcjonujących rozwiązań. Byłam jak uczony odkrywca i podróżnik, odkrywający nieznane terytoria mojej duszy, który nie spoczął, dopóki nie odkrył przyczyny problemów, aby je uzdrowić i dać świadectwo prawdy.
Mój ojciec był więźniem politycznym, brutalnie torturowanym w Polsce podczas reżimu komunistycznego po wojnie, a moja rodzina była nieustannie obserwowana i represjonowana przez prawie 10 lat.
Miałam dwa lata, kiedy te wydarzenia na zawsze zniszczyły moją rodzinę i odebrały mi ojca. Nigdy tak naprawdę go nie odzyskałam. Po pobycie w wielu więzieniach mój ojciec stał się cieniem człowieka, którym był kiedyś, emocjonalnie nieobecnym. Moja matka, początkowo bezrobotna (przez dwa lata opiekowała się dziećmi), żyła w nieustannym stresie, co spowodowało dramatyczne problemy zdrowotne, z którymi borykała się do końca życia.
Będąc ofiarą wszelkiego rodzaju represji opartych na agresji i przemocy, cierpiałam na różne dolegliwości, trudne do zdiagnozowania i leczenia. Moje zainteresowania skłoniły mnie do poszukiwania „recepty” na zdrowie. Po ukończeniu studiów 25 lat swojego życia poświęciłam badaniom naukowym w dziedzinie immunologii i diagnostyki klinicznej. Niestety, nie znalazłem w nich odpowiedzi. Doznałam za to wypalenia zawodowego, które zbiegło się z kryzysem w moim zdrowiu i życiu prywatnym.
Na początku lat 90. ubiegłego wieku zetknęłam się z psychosyntezą (psychologią z duszą, łączącą sens doświadczeń życiowych), która pokazała mi właściwą drogę do zrozumienia przyczyn moich problemów i uzdrawiania ich źródeł. Te poszukiwania pomogły mi stworzyć programy edukacyjne, które prowadziłam od 1997 roku przez następne 8 lat, prowadząc Stowarzyszenie „Edukacja dla Przyszłości”. Od tego czasu do dziś poświęciłam się dogłębnym studiom, praktyce i pisaniu dziesiątek artykułów oraz ponad 50 książek na ten temat.
Moja historia była solidną podstawą, na której się opierałam, cytując argumenty i odniesienia. Chociaż po wielu latach stało się to jasne, niczym wielowymiarowa układanka, nie straciłam lat porażek, ponieważ dostarczyły one odpowiedzi na pytanie, co nie działało i dlaczego. Dopiero potem mogłam zrozumieć, jak działają rzeczy i jaki mają sens w szerszej perspektywie.
Naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego już w latach 60. ubiegłego stulecia zdali sobie sprawę, że nie tylko ofiary potrzebują pomocy i terapii, ale także ich rodziny. Niestety, pacjenci nie potrafili zrozumieć związku między prześladowaniami swoich bliskich a problemami zdrowotnymi pojawiającymi się w następnym pokoleniu.
Literatura z Polski i Chile — z okresu rządów Pinocheta — pokazuje, że traumatyczne wydarzenia mogą mieć konsekwencje fizyczne i psychiczne, a lekarze nadal mogą je obserwować w drugim, a nawet trzecim pokoleniu, jeśli nie zostaną wyleczone. Psychologowie coraz częściej dostrzegają to zjawisko, co skłania ich do analizowania jakości relacji międzyludzkich i ich społecznych konsekwencji.
Warto przypomnieć książkę wydaną przez Uniwersytet Cambridge, zatytułowaną „Kolektywna przemoc i trauma” („Collective violence and trauma”.Culture under siege 2000). Autorzy postrzegają sprawców, ofiary i społeczeństwo jako odbicie jednostek, ukazując ciemną stronę człowieka, który w oparciu o gniew i strach wyładowuje się na krewnych i innych bliskich osobach. W ten sposób rodzi się przemoc społeczna. Ofiary kontynuują ją przez wiele lat po traumie. Nie zdając sobie z tego sprawy, raz zaszczepiony wzorzec jest więc powielany na pokolenia. O tym pisałam chociażby w książce „Lustra na pokolenia”.
Warto edukować społeczeństwo na temat różnych aspektów przemocy, których nie można „uwolnić z ciała” za pomocą terapii farmakologicznej. Istnieje ona na stałe w ciele jako pamięć ciała i, jak opisał to D. Grossmann, ujawniając dramaty weteranów wojennych (Wietnam, Afganistan).
Na wielu międzynarodowych forach poświęconych rodzinom i samym ofiarom, które od lat żyją w stanie „skamieniałej” traumy, mówi się o tym, jak dotkliwie wpływa to na tożsamość i człowieczeństwo ludzi. Lekarze najpierw diagnozują u tych pacjentów zespół stresu pourazowego (PTSD), a następnie fibromialgię. Łączy się to z wcześniejszym opisem ofiar obozów wojennych i polskich więźniów politycznych sprzed 70 lat. W rezultacie pojawia się nowa jakość zrozumienia z jaką sytuacją kolejnych pokoleń mamy obecnie do czynienia.
Stres i traumy oraz konsekwencje pokoleniowe na jakość życia
Udowodniono, że stres może bezpośrednio wpływać na funkcjonowanie układu odpornościowego, czym zajmuje się nowa gałąź nauki — psychoneuroimmunologia. Bada ona m.in. wpływ zmian psychicznych na fizyczne zmiany chorobowe w organizmie człowieka. Wiele chorób zalicza się obecnie do grupy tzw. PTSD (posttraumatic stress disorders — choroby wywołane stresem, powstałe w wyniku traumy), które mogą być spowodowane głębokimi urazami np. na wojnie (przykłady: Wietnam, Afganistan — żołnierze amerykańscy). Z polskich badań Z. Ryna i wsp. w latach 70—80 XX w. wynika, że skutki tych chorób mogą być przenoszone na drugie i trzecie pokolenie (np. ofiary i rodziny osób po obozach koncentracyjnych lub represjonowanych za czasów komunistycznych,,,,,.
Jest to szczególnie warte uwagi, gdyż częstokroć lekarze nie zdają sobie sprawy z odległych skutków (pokoleniowych) na zdrowie i z występowaniem chorób spowodowanych długotrwałym stresem. Chociażby tego rodzaju badania i „żywe” jeszcze przykłady pozwalają na powiązanie przyczyn i skutków oraz efektywne zastosowanie leczenia prowadzącego do zdrowienia.
Negatywne emocje, które są reakcją na czynniki stresorodne, jednocześnie prowokują stres wewnętrzny w sytuacjach wymuszania czegoś na ciele, wywołują zaburzenia w systemie energetycznym. Takie emocje jak niepokój, złość, wściekłość, strach, fobie, poczucie winy, smutek, szeroko objawowa trauma, ograniczające przekonania czy fizyczny i psychiczny ból i cierpienie mają wpływ na system elektryczny organizmu, zaburzając jego funkcje. Są to toksyny, zatruwające organizm. Zwykle pod objawem bólowym kryje się konkretna emocja i sytuacja, które ją wywołały. Jeśli nie zostały one wyrażone, kumulują się w ciele, wywołując stale wzrastające napięcia w sytuacjach „przypominających” — wyzwalających te same emocje. Zarówno objawy, przekonania, jak i emocje są połączeniem z bólem istniejącym w ciele, który jest drogą do ich zrozumienia i uwolnienia. Likwidowanie objawów przez farmakologiczne leczenie usuwa z pola widzenia drogę do zasadniczej przyczyny, która leży głębiej („pod spodem”).
Z prowadzonych przez dziesiątki lat badań wiadomo, że stres wywołuje napięcie (także sztywność ciała), które zużywa energię, zmuszając ciało do mobilizacji adrenaliny, a ta powoduje systematyczną destrukcję, włączając układ odpornościowy (choroby z autoimmunoagresji), a to prowokuje ból i cierpienie. Gdy rezerwy energii zostają wyczerpane, system immunologiczny staje się osłabiony, a tym samym podatny na różnego rodzaju infekcje. Ujawniają się też szkodliwe czynniki obciążenia adrenaliną, takie jak krótki/przyspieszony oddech, bicie serca, choroby żołądka, ataki niepokoju, utrata pamięci.
Przykładem negatywnej emocji jest złość, która wpływa na mobilizację neurotransmiterów w mózgu, pobudza akcję serca, podnosi ciśnienie, wywołuje zaczerwienienie twarzy czy okolic szyi lub klatki piersiowej, obniża uwagę. Przedłużająca się złość nasila napięcie w ciele, przechodząc w chroniczne bóle głowy, problemy trawienne, akcje ucieczkowe. Zwykle wiele osób w trakcie terapii wspomina mnóstwo doświadczeń z rodzinnego domu, gdzie zabraniano wyrażania złości czy gniewu. Rodzice czy opiekunowie, dla uniknięcia sytuacji konfliktowych, nie pozwalali na ich wyrażanie, kontrolowali i zakazywali wszelkie tego rodzaju zachowania, a to powodowało wewnętrzne napięcia i stres.
Dr Johnson tłumaczy, że umysł chroni się przed destrukcją, tworząc ból jako reakcję na deficyty tlenu, które są konsekwencją powstania i niewyrażania złości. Tym samym dla ochrony przed negatywnymi emocjami, dla obniżenia stresu umysł zaczyna tworzyć ból. Ten ostatni umiejscawia się w ciele, jako skutek i jednocześnie odniesienie do zablokowanego wyrażenia złości. Ciało odpowiada na stres nadmierną produkcją adrenaliny, tworząc nieustanne napięcia w mięśniach, a tym samym ból. Tak więc poprzez zablokowanie na poziomie umysłu wyrażania złości ciało wyzwala ból z powodu utrzymywania jej w ciele i długofalowych konsekwencji.
Uświadomienie sobie negatywnych emocji, dotarcie do ich przyczyn, obserwowanie reakcji emocjonalnych w sytuacjach, gdy inni ludzie „naciskają nasze klawisze w ciele”, pomagają w znalezieniu źródła, dotarciu do tego, co czujemy, gdy zdarza się taka sytuacja, dla jej uchwycenia, zrozumienia zatrzymanej energii i jej uwolnienia. Tym samym negatywne emocje są wyjątkowym nauczycielem w odblokowaniu traumatycznych doświadczeń.
Bywa, że wielu ludzi w różnych życiowych sytuacjach czuje się jak ofiary okoliczności czy innych ludzi, wykorzystani przez nich. Są to reakcje na różnego rodzaju traumy, powstałe w sytuacjach dzieciństwa, a otwarcie ich odsłania różne poziomy pamięci doznanej krzywdy. Każdy z nich jest wyjątkowo dewastujący, tym bardziej, im dłużej jest zablokowany w ciele, czyniąc w nim wiele szkody. Sytuacja, która była powodem tego odczuwania, przynosi zwykle obraz swej nieadekwatności, niskiej wartości, zranienie aż do głębokiego poczucia swej tożsamości, swego najgłębszego ja, istoty siebie. Przypominające wydarzenie wywołane przez coś czy kogoś, jest nieustannie traumatyzujące, gdyż przypomina o niesprawiedliwej ocenie przez najbliższe otoczenie, opiekunów. Każda sytuacja „dotykająca” pierwotnego wydarzenia lub wywołująca konkretną emocję staje się nieustannym powodem „powtarzania” doświadczenia traumy, jakby „odkopywania” i systematycznego drażnienia rany, zwielokrotniając jej skutki.
Dopiero, gdy osoba zwróci uwagę na powtarzalność zdarzeń, uświadomi sobie, że tylko wgląd głębiej pozwoli jej na sięgnięcie i wyeliminowanie podstawowego wzorca, pierwszej traumy, zwykle otrzymanej od osób, które kochaliśmy najbardziej, zaparłszy się siebie — od matki i ojca. Jest to najtrudniejsza decyzja i najsilniejszy proces uwalniania, gdyż jest on „zasłonięty” i zabroniony społecznie przez „moralne” zobowiązania względem najbliższych, przyjęte kulturowo. Przyjrzawszy się im głębiej, można wysnuć wniosek, że są one uprawomocnieniem krzywd czynionych bezbronnym istotom — dzieciom, wyrażaniem agresji, czyniąc im krzywdę, niezależnie od tego, czy są robione świadomie czy nieświadomie, nie znając tego konsekwencji. Podobnie zatajanie sytuacji krzywdzenia dzieci w różny sposób przez otoczenie, jak również parlamenty i rządy krajów, które ustanawiają totalitarne, represyjne prawa czy unikają ustanawiania praw chroniących słabszych (w tym dzieci), jest przykładaniem ręki i byciem współwinnymi za czynienie krzywdy innym.
Dotyczy to też takich sytuacji jak krzywdzenia przez partnera, osądzania przez drugą osobę, medycznych błędów czy odreagowania lekarza na pacjencie (szczególnie małym lub wmuszania, aby coś zrobił, np. nosił okulary, bo oślepnie — wypowiadane z całą mocą agresji) czy odwrotnie. Tego rodzaju sytuacje mają swe konkretne odniesienia w ciele, w jego pamięci komórkowej, w bólu odczuwanym przez człowieka, w jego traumie, która leży „pod spodem” (przykład z życia wzięty: od 30 lat kobieta nosi okulary, bo usłyszała kiedyś komunikat opisany wyżej, a nie dlatego, że ich istotnie potrzebuje!).
Uwalnianie własnych traum, mówienie o nich głośno, nie jest wołaniem o sprawiedliwość, głoszeniem tej prawdy, która jest właściwą prawdą, ale jest odkodowaniem jej z wnętrza organizmu, zlikwidowaniem symptomów, podsycających wieloletnie dolegliwości. Jest przede wszystkim uwrażliwianiem ludzi na innych, na ich krzywdę, czynioną nieświadomie każdego dnia wobec innych, często zupełnie niewinnym, implantując ją na życie, na problemy i choroby; uświadamia jednak drogi do zdrowia — własnego i najbliższych, „aby nie szkodzić sobie i innym — na pokolenia”.
Kolejne przykłady doniesień ze świata odnośnie oddziaływania traumatycznych doświadczeń na jakość całego życia i choroby