E-book
9.99
drukowana A5
34.98
drukowana A5
Kolorowa
62.3
Tomasz Apostoł w Indiach

Bezpłatny fragment - Tomasz Apostoł w Indiach

Sekrety Chrześcijaństwa


Objętość:
215 str.
ISBN:
978-83-8221-254-9
E-book
za 9.99
drukowana A5
za 34.98
drukowana A5
Kolorowa
za 62.3

Wstęp

Historia chrześcijaństwa w formie, w jakiej przedstawia ją Kościół katolicki, jest pełna niedopowiedzeń, przeinaczeń i ewidentnych przekłamań wymuszanych oficjalną doktryną. Doktryna ta formowała się w specyficznych warunkach. Żydzi i ich religia w okresie kształtowania się chrześcijaństwa byli w Rzymie, ale także w całym Cesarstwie Rzymskim, agresywnie represjonowani, czy wręcz brutalnie tępieni. W oficjalnej teologii Kościoła wspomina się o męczennikach chrześcijańskich pożeranych przez lwy na rzymskich arenach; mało się jednak mówi o pogromie Żydów, którzy w nie mniej brutalny sposób byli wówczas zwalczani. Można by nawet wysunąć tezę, że chrześcijaństwo rozwinęło się jako zakamuflowany judaizm, który w tamtych czasach nie miał szans na rozwinięcie skrzydeł. W celach ewangelizacyjnych skrybowie żydowscy, jakimi byli praktycznie wszyscy pierwsi chrześcijanie, przerabiali historię Jana Chrzciciela, Jezusa oraz jego uczniów, często wkładając w ich usta politycznie poprawne sformułowania. Dzisiejsze badania nad tą epoką historyczną ujawniają szereg nieścisłości w relacjach ewangelistów, które zdecydowanie odbiegają od sytuacji politycznej Żydów prezentowanej przez ówczesnych kronikarzy.

Dużo nowego światła na podstawy chrześcijaństwa rzuca badanie losów Tomasza, jednego z uczniów Jezusa, apostoła, który zdecydował się ewangelizować Indie. Jego oderwana od rzymskiej hegemonii w Europie i od związanych z tym niekorzystnych warunków politycznych Ewangelia zachowuje świeżość dziewiczego chrystianizmu, ewidentnie wskazując na jego korzenie w kulturach Wschodu. Niekanoniczne księgi, a także najnowsze odkrycia archeologiczne rzucają się cieniem na przekonania, które rozwijały się przez ostatnie dwa milenia, wydobywając z Pisma Świętego nowe, nieznane wcześniej treści. Badanie historii Jezusa pod kątem nowych ustaleń historycznych daje możliwość spojrzenia na chrześcijaństwo w sposób, który do tej pory wydawał się nie do pomyślenia.

Okazuje się bowiem, że nauki Jana Chrzciciela i esseńczyków zamieszkujących okolice Morza Martwego są uderzająco podobne do praktyk buddyjskich i hinduskich, typowych dla Indii pierwszego wieku naszej ery. Związków tradycji katolickiej z religiami Wschodu jest znacznie więcej, nie tylko tych spowodowanych długotrwałą niewolą Żydów w Babilonie, podczas której ich tradycje nasiąknęły tamtejszymi wierzeniami, ale także poprzez ich odwiecznie żywy temperament i żyłkę do biznesu, które poprzez liczne szlaki handlowe popychały ich w często najodleglejsze regiony znanego ówcześnie świata. Judaizm jest więc kompilacją wielu różnych religii, natomiast warunki polityczne w średniowieczu tę kompilację dodatkowo poszatkowało i wymieszało z całym bukietem zapachów i smaków lokalnych wierzeń, legend i tradycji, wypiekając w efekcie dzisiejsze wierzenia chrześcijańskie.

Kościół katolicki w Polsce obecnie jest jednym z najbardziej ortodoksyjnych na świecie, wyjątkowo walecznie broniąc upadających pod presją nauki przekonań. Głosów próbujących podważyć oficjalną wersję Kościoła jest niewiele, a i te nieliczne są ostro piętnowane przez kościelnych patriarchów. Badacze dziejów chrześcijaństwa stoją więc przed trudnym wyborem; albo zachowają wierność swojej religii, przeinaczając fakty, albo uczciwie je przedstawią, narażając się na brutalną i często agresywną krytykę oraz społeczne potępienie. Natomiast na laicyzującym się Zachodzie prawda historyczna zaczyna docierać do rozsądku nawet zagorzałych katolików, którzy dzięki jej poznaniu dużo lepiej rozumieją nauki Jezusa, separując je od naleciałości wynikających z tradycji, kultury, czy zmieniających się warunków politycznych.

Znajomość innych religii, rytuałów i praktyk z odległych części świata, a także wierzeń obecnych od zarania dziejów, a które ukształtowały zarówno judaizm, jak i chrześcijaństwo, pozwala bardziej tolerancyjnie i z większym zrozumieniem podejść do własnej religii, czy jest nim chrześcijaństwo, judaizm, islam, czy buddyzm.

Pielgrzymując niedawno po Polsce, odwiedziłem jednego z bardziej znanych duchownych katolickich, księdza Piotra Natanka. Okazał się niezwykle miłym, niezwykle pracowitym i bezgranicznie oddanym swoim parafianom duszpasterzem. Pomimo mojej odmiennej przynależności religijnej, przybyłem do niego wszak w szacie buddyjskiego mnicha, choć z wielkim zdziwieniem, przyjął mnie bardzo serdecznie, okazując typowo polską gościnność. Dopiero gdy sprowokowałem go, siadając na trawniku do medytacji, poprosił mnie grzecznie o opuszczenie terenu jego świątyni.

Sytuacja ta jest kuriozalna, gdyż medytacja nie jest niczym innym, niż spokojnym siedzeniem, podczas którego umysł koncentrowany jest na oddechu. W ten sam sposób mógłbym usiąść w ławce kościoła, klęknąć przed ołtarzem, czy wręcz położyć się przed nim na brzuchu, rozkładając jednocześnie ręce po bokach, a już nie tylko nie naraziłbym się na naganę, co zyskał olbrzymi szacunek w oczach owego księdza. Tymczasem ojciec Natanek nie zdaje sobie sprawy, że praktyka odmawiania różańca została zapożyczona z hinduizmu, w którym przekładaniu w palcach 108-miu koralików towarzyszy kolejne wymienianie imion boga Kryszny. Natomiast buddyjska medytacja w Kościele katolickim nazywana jest kontemplacją i jest to praktycznie jedyna różnica pomiędzy obiema praktykami. Jednocześnie katechizm definiuje kontemplację, jako „poddanie się wewnętrznemu tchnieniu Ducha Świętego. Autentyczna kontemplacja prowadzi do zrzucenia wszelkich masek i poznania prawdy o sobie w świetle Boga. Osoba zostaje przez nią oczyszczona i przekształcona, by całe swe życie oddać Umiłowanemu. Kontemplacja wprowadza też w komunię, wspólnotę miłości z innymi chrześcijanami, w której sama Trójca Święta kształtuje w kontemplacji człowieka — obraz Boży — „na swoje podobieństwo” (wikipedia).

Kiedyś jeden z moich znajomych zwrócił mi uwagę, że homofobia najczęściej dotyczy osób, które są przywiązane do jednego miejsca i do tych samych ludzi. Ludzie, którzy dużo podróżują, są zwykle bardziej tolerancyjni. Popularne jest też przekonanie, że podróże kształcą. Nie jest ta mądrość ograniczona jednak jedynie do wiedzy geograficznej. Kształcenie owo kształtuje także człowieka, dając mu możliwość spojrzenia na rzeczywistość z innej perspektywy, konfrontacji z innymi poglądami, kulturami i wierzeniami, a także pozwala próbować oceniać w ciągle zmieniających się stanach emocjonalnych, które przecież podróże wywołują.


Praktyka pielgrzymowania była bardzo ceniona przez starożytnych mędrców i przywódców duchowych. Mojżesz wyprowadził żydów z Egiptu, Jezus głosił Dobrą Nowinę chodząc od miejsca do miejsca, podobnie i średniowieczni misjonarze. Tymczasem pierwowzorem dla Jezusa mogli być hinduscy śramani, wędrowni mędrcy, którzy przemierzali piechotą kraj, żyjąc z jałmużny i nigdzie się nie osiedlając. Styl życia śramanów przejęty został przez buddyjskich mnichów, których nauczyciel, podobnie jak Jezus, głosił Dobrą Nowinę (choć z nieco innej perspektywy), przemierzając piechotą północne Indie. Badając i porównując religie Wschodu z zachodnimi, trudno oprzeć się wrażeniu, że są one praktycznie tym samym przekazem, wykorzystującym jednak odmienną nomenklaturę i inną perspektywę, a także zabarwionym osobistą ignorancją, co właśnie spowodowało moje nieporozumienie z księdzem Natankiem.


Niezależnie więc, czy uważasz się Drogi Czytelniku za chrześcijanina, żyda, mahometanina, hindusa, czy zaratusztrianina, warto zagłębić się w opowieść o Tomaszu Apostole, który po okresie spędzonym w Izraelu ruszył ku swej wielkiej przygodzie do Indii, i dzięki misji którego obecnie mamy możliwość pełniejszego przyjrzenia się zagadnieniom poruszanym przez wiarę chrześcijan, do czego serdecznie zachęcam.

Niektóre postacie Nowego Testamentu

Nowy Testament przedstawia wiele osób, oczywiście oprócz Maryi i Jezusa Chrystusa. Maryja odgrywa unikalną rolę matki Jezusa, jako przyszłej matki Kościoła, choć przeważania sama milczy. Święty Józef znika wkrótce po dzieciństwie Jezusa. Wśród apostołów, którzy zostali bezpośrednio powołani przez Jezusa w początkowej fazie jego posługi prowadzonej wokół Morza Galilejskiego, najważniejszą rolę odgrywa Piotr. Prosty z natury i entuzjastyczny temperamentem Piotr wielokrotnie kontaktował się z Jezusem. W rzeczywistości zostaje powołany do prowadzenia Kościoła po odejściu Jezusa (Mt 16:13—20; J 21:15—19). Podczas gdy ludzka słabość Piotra uwidacznia się w jego przykrym wyparciu się Jezusa, staje się on człowiekiem odważnym i przewodzi Kościołowi po zmartwychwstaniu Nauczyciela. W rzeczywistości jednak dopiero jego rola w nawróceniu Korneliusza wyznacza wzór misji Kościoła wśród pogan (Dz 10—11).

Paweł z Tarsu, którego powołanie na apostoła Jezusa miało wyjątkowy charakter (Dz 9:1—19), był rzeczywiście „tym, który urodził się w nieodpowiednim czasie”, jak to wyrażają jego własne słowa (1 Kor 15:9). Chociaż nie miał on do odegrania żadnej roli za życia Jezusa, to jednak jeśli chodzi o chrześcijaństwo, można go uważać za drugiego założyciela po samym Jezusie Chrystusie. Jego misyjne podróże podejmowane były z wielką gorliwością, a listy przekazujące najważniejsze doktryny chrześcijaństwa zachowują ponadczasową świeżość.

Jakub i Jan, określani jako boanergesi, również w niezwykły sposób współpracowali z Jezusem. Podobnie było i z Piotrem. Owo trio miało zaszczyt być świadkiem przemienienia Jezusa (Mk 9:2—8), wskrzeszenia córki Jaira (Mk 5:37), a także agonii Jezusa w ogrodzie Getsemani (Mk 14:32—34). Wpływy Jana we wczesnym Kościele, a także w długiej tradycji chrześcijańskiej były bardzo wielkie dzięki czwartej Ewangelii, której to był autorem, nadając Kościołowi klasycznego hellenistycznego akcentu.

Spośród innych apostołów bezpośrednio powołanych przez Jezusa w Galilei większość odgrywa jedynie marginalną rolę w pierwszych trzech Ewangeliach, z wyjątkiem niesławnego Judasza, który zdradził Jezusa. W historii Kościoła pierwszego wieku, jak przedstawiają to Dzieje Apostolskie, nie znajdujemy o nich zbyt wielu wzmianek. Jakub, wspomniany jako „brat Pański” (Mt 13:55; Mk 6:3 Ga 1:19), wydaje się być dość znaczącą postacią w społeczności chrześcijańskiej Jerozolimy. Odgrywał kluczową rolę na Pierwszym Soborze w Jerozolimie, na którym zadecydowano, że poganie, którzy się przyłączyli do wiary chrześcijańskiej, nie muszą być obciążeni niepotrzebnymi żydowskimi obowiązkami. Obecni tam też byli Barnaba, Tymoteusz, Tytus, Łukasz i Marek (oddani uczniowie Pawła lub Piotra), a niektórym z nich przypisano również napisanie niektórych części literatury Nowego Testamentu.

Ale co stało się z Tomaszem? W jaki sposób został przedstawiony w Nowym Testamencie?

Św. Tomasz w Nowym Testamencie

Pierwsze trzy Ewangelie, mianowicie Marka, Mateusza i Łukasza, nie zawierają żadnych innych informacji na temat Tomasza, poza umieszczeniem go na liście dwunastu apostołów powołanych przez Jezusa w początkowej fazie jego posługi w Galilei (Mk 3:17; Mt 10:3; Łk 6:15). W innej księdze Nowego Testamentu, a mianowicie w Dziejach Apostolskich, Tomasz wymieniony jest także na liście dwunastu apostołów, którzy po Wniebowstąpieniu Jezusa oczekują na łaskę Ducha Świętego (Dz 1:13). Tomasz zwykle zajmuje przeciętne miejsce w trzech pierwszych Ewangeliach i Dziejach Apostolskich. Natomiast czwarta Ewangelia, a mianowicie Jana, zawiera krótki, ale bardzo istotny tekst dotyczących roli Tomasza w życiu i posłudze Jezusa. Tylko dzięki zawartym tam informacjom możemy w pewien sposób zrekonstruować charakterystyczne cechy Tomasza, a nawet dowiedzieć się czegoś o jego życiu. To właśnie Jan, czwarty ewangelista hojniej obdarza uwagą apostoła Tomasza, wspominając go nie mniej niż cztery razy w swojej Ewangelii i łącząc z ważnymi wydarzeniami z życia Jezusa.

Ewangelia Jana została napisana pod koniec pierwszego wieku. Podczas gdy Ewangelie synoptyczne przedstawiają Jezusa jako nauczyciela i cudotwórcę w historycznych ramach, Jan przyjmuje zupełnie inne podejście do wydarzeń z życia Chrystusa. Przedstawia on swoją Ewangelię jako wyjątkowy wyraz wiary w Jezusa Chrystusa, który istniał wcześniej już od wieków. Jezus przyszedł na świat, abyśmy mogli prowadzić życie w Jego imieniu (J 20:31). W tym celu Jan przedstawia Jezusa jako chleb życia (J 6:35), światło świata (J 8:12), dobrego pasterza (J 10:11), zmartwychwstanie i życie (J 11:25), drogę, prawdę i życie (J 14:6) itd. W rzeczywistości Jan bardzo umiejętnie przywiązuje te atrybuty do Jezusa z boskim samo-określeniem: „Jestem”, które znowu przypomina nam o Bogu Jahwe ze Starego Testamentu, objawionemu Mojżeszowi imieniem „Jestem, który jestem” (Wj 3:14). Dlatego Jan stara się ustalić bosko-ludzki charakter Jezusa za pomocą takich oświadczeń Chrystusa, jak: „Jestem światłością świata”, „Jestem chlebem życia” itd. Taki właśnie jest sposób Jana na potwierdzenie równości Jezusa z Bogiem. Niezależnie od charakteru, który przedstawia w swojej Ewangelii Jan, czwarty ewangelista czyni to tylko po to, aby wzmocnić swoje podstawowe idee teologiczne. Właśnie z takiej perspektywy powinny być traktowane relacje dotyczące Tomasza w Ewangelii Jana. Jakie zatem cztery ważne narracje wspomina o Tomaszu Jan? W jaki sposób pomogą one zrekonstruować postać Tomasza? Zanim tak ważne kwestie zostaną omówione, spójrzmy na pisemne relacje Ewangelii Jana na temat naszego apostoła Tomasza.

(J 11:16): Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: «Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć»

Okazało się, że Jezus chciał udać się do Judei, do Betanii na obrzeżach Jerozolimy. Jezus właśnie dowiedział się, że jego przyjaciel Łazarz jest chory. Uczniowie byli bardzo niechętni tej podróży, ponieważ zaledwie kilka dni wcześniej Jezus miał zostać ukamienowany przez jerozolimskich Żydów za potwierdzenie swojej całkowitej tożsamości z Ojcem: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10:30). Jezus jednak nalegał na tę trudną podróż mimo niechęci swoich uczniów. Wtedy Tomasz zajął zupełnie inne stanowisko, potwierdzając swoje oddanie: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć” (J 11:16). To, co wyłania się jako cecha Tomasza w powyższym przykładzie, to bezgraniczna odwaga apostoła. Nie bał się żydów z Jerozolimy, na których największy wpływ wywarli fundamentalistyczni faryzeusze i egocentryczna klasa kapłańska. Akt odwagi Tomasza mógł mieć także specyficzne tło.

W czasach Jezusa gorliwość u wielu żydowskich młodych mężczyzn była powszechna. Angażowano się w odważne, a nawet gwałtowne stanowisko w sprawie wyzwolenia ziemi żydowskiej spod okupacji Rzymian. Wielu uczniów Jezusa było częścią takiego ruchu. Pomimo głoszenia przez Jezusa miłości i przebaczenia w misji Królestwa, nadal istniał animusz ruchu narodowo-wyzwoleńczego. Dowodem takiej właśnie postawy są słowa Tomasza, który jest gotów zginąć za ojczyznę i do podobnego poświęcenia nawołuje też innych. Następnym dowodem wskazującym na taki podtekst jest późniejszy werset Ewangelii (J 14:6): „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?”. Słowa te zostały wypowiedziane podczas ostatniej wieczerzy Jezusa i wskazują, że pomimo spędzenia z nim dłuższego okresu czasu, uczniowie nadal wierzyli w narodowo-wyzwoleńczy charakter tworzonej grupy. Wesoły nastrój uroczystej kolacji zaczął przybierać jednak coraz bardziej patetyczny charakter, by następnie okryć uczniów chmurą powagi, gdy Jezus obmywa im nogi, dając wspaniały przykład służby. Przypomina im, że i oni powinni wziąć z niego wzór, ponieważ „słudzy nie są więksi od swego pana”. Gdy Jezus przepowiada swoją zdradę przez jednego z nich (J 13:21): ”Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi”, uczniów ogarnia konsternacja i smutek. Chociaż tożsamość zdrajcy była dla nich nieznana, Jezus nadal mówi o swojej śmierci: „Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy” (J 13:32).

Potem detonuje kolejną bombę, mówiąc Piotrowi: „zanim kogut zapieje, trzy razy mnie się wyprzesz” (J 13:38). To musiało być zbyt wiele, by uczniowie mogli go zrozumieć. Gdy te przepowiednie zaczynają prześladować uczniów, Jezus próbuje ich rozweselić, mówiąc o „domu Ojca”, z jego „wieloma mieszkaniami” i o tym, jak „pójdzie przygotować im miejsce” (J 14:2—3). Gdy Jezus upewnia się, że uczniowie poznali drogę do miejsca, do którego podąża, to właśnie Tomasz przełamuje ponurą ciszę, utrzymywaną dotychczas przez uczniów. W tonie głębokiego niepokoju dotyczącego sposobu, w jaki sprawy ewoluują, skruszony Tomasz wychodzi z bardzo prostym pytaniem do Jezusa: „Panie, nie wiemy, dokąd zmierzasz. Jak możemy poznać drogę?” (J 14:5). Ta prosta i szczera deklaracja porusza Jezusa, a on stara się uspokoić lęk swojego szczerego ucznia słowami: „Jam jest drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście” (J 14:6—7).

Święty Jan przedstawia nam w tym fragmencie zacną cechę apostoła, którą jest spokój i prostota. Choć zaniepokojony nowymi wytycznymi, które Jezus próbował im przekazać, a o których do tej pory nie wspominał, najwyraźniej jest rzecznikiem innych uczniów w celu wyjaśnienia. Szczere pytanie Tomasza jest przyczyną wielkiego objawienia Jezusa, który deklaruje: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”. Odpowiedź Jezusa mogła nie dać uczniom natychmiastowego zaufania, ale w ciągu kolejnych wieków owa deklaracja stała się źródłem pocieszenia dla milionów wiernych.

„Pan mój i Bóg mój” (J 20:28)

Opowiadana w ewangelii Jana scena przedstawiająca zmartwychwstanie Jezusa jest najbardziej uderzająca. Jezus ukazał się uczniom, gdy Tomasz był nieobecny. Kiedy mu o tym opowiedziano, uparcie odmawia uwierzenia, ponieważ nie może sobie wyobrazić, jak ciężko poranione i przebite włócznią ciało Jezusa może zostać przywrócone do życia. Jezus ponownie pojawia się przed uczniami i konfrontuje Tomasza bezpośrednio ze swoim zmartwychwstałym ciałem, w które ten nie wierzy. Właśnie wtedy Tomasz wychodzi ze swoim całkowitym poddaniem się Jezusowi z wyznaniem wiary, które staje się przykładem wiary chrześcijańskiej na przestrzeni kolejnych wieków: „Pan mój i Bóg mój” (J 20:28).

Nie tylko Tomasz wątpił w zmartwychwstanie Jezusa. Też inni uczniowie nie byli w stanie zaakceptować takiego wyczynu ze strony Mistrza. Ewangelia Mateusza wyraźnie stwierdza, że chociaż Jezus zmartwychwstały zlecał uczniom głoszenie Ewangelii, „niektórzy jednak wątpili” (Mt 28:17). Marek wspomina, że świadectwo Marii Magdaleny, iż widziała Jezusa i że żył, nie zostało przyjęte na słowo; powiedziane zostało, że „nie uwierzyli” (Mk 16:11 i 13). Jezus jest przedstawiany przez Marka jako ganiący uczniów za ich „brak wiary i upór” (Mk 16:14). Uczniowie podążający do Emaus opuścili Jerozolimę całkowicie Jezusem rozczarowani. Nie uwierzyli w zmartwychwstanie, o którym donosiły kobiety odwiedzające jego grób. Również tutaj Jezus wyraża swoje niezadowolenie z powodu braku wiary uczniów (Łk 24:25). W Ewangelii św. Jana Tomaszowi zarzuca się wątpliwości w stosunku do aktu zmartwychwstania Jezusa (J 20:25). Nie widzimy tu już żadnej innej osoby, która ma problem ze zmartwychwstaniem. Wydaje się, że ewangelista przenosi temat zmartwychwstania Jezusa na znacznie wyższy poziom. Tomasz symbolizuje powszechne niedowierzanie wśród pierwszych uczniów Jezusa Chrystusa. Większość uczonych jest zdania, że Jan świadomie zapisał w swojej Ewangelii wiele objawień zmartwychwstania, aby przekonać tych, którzy nadal byli sceptyczni co do tej prawdy. Tomasz jednocześnie jest także przedstawiany jako człowiek poddający się Jezusowi, ofiarując mu swoją głęboką wiarę, choć nieco spóźnioną. Został zmuszony do bezpośredniego kontaktu ze wszystkimi fizycznymi aspektami zmartwychwstałego Jezusa i przyjmuje go z całkowitym poddaniem się, wraz z przyznaniem się do porażki. Jego wyznanie „Pan mój i Bóg mój” wyraża głęboką wiarę. Dzięki postawie Tomasza przypominany jest fakt, że zmartwychwstanie Jezusa dotyczy wyższej sfery wiary. Nie musi ona opierać się na uwarunkowaniach dowodami fizycznymi. W rzeczywistości Jezus chwali wszystkich, którzy wyrażają swoją wiarę w Jego zmartwychwstanie, nie żądając żadnego zewnętrznego uzasadnienia. Należy również zauważyć, że wyznanie wiary przez Tomasza jest jedynym, do tego najbardziej wyraźnym wyznaniem wiary w całej Ewangelii Jana, świadczącym o boskości Jezusa. W ten sposób Tomasz, symbol całkowitego braku wiary, staje się symbolem całkowitego poddania się wierze. Staje się doskonałym wzorem chrześcijańskim dla kolejnych pokoleń.

(J 21:2) Tomasz nad jeziorem Genezaret

Tutaj ma miejsce ostatnie objawienie zmartwychwstałego Jezusa. Jezioro leży w północnej części regionu Galilei, nazywane jest także morzem Galilejskim lub Tyberiadzkim. Choć w Ewangeliach często jest nazywane morzem, to Genezaret jest tylko dużym jeziorem. Greckie słowo thalassa może oznaczać zarówno bezgraniczny ocean, jak i jezioro. W tym pojawieniu się Jezusa najistotniejsza jest rola Tomasza, jaką miał odegrać w Kościele po zmartwychwstaniu. Na podanej tutaj liście apostołów jest umieszczony bezpośrednio za Szymonem Piotrem, w przeciwieństwie do dość przeciętnej kolejności, którą zajmował na listach wcześniejszych. Poprzedził nawet synów Zebedeusza, którzy zwykle byli umieszczani zaraz po Piotrze. Odpowiedni fragment brzmi następująco: „Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów” (J 21:2).

W tej ostatniej wzmiance o Tomaszu w Ewangelii Jana pojawia się kolejne pytanie: Jakie było miejsce Tomasza we wczesnym Kościele? Ewangelista Jan dał tak ważne miejsce Tomaszowi, że należy przypuszczać, iż odegrał on jakąś ważną rolę w szkole Jana pierwszego wieku, która później przyniosła Ewangelię św. Jana. Tomasz wyznaje głęboką wiarę w Jezusa, nawet jeśli poprzedza ją całkowita nieufność do tego samego Jezusa. Stąd właśnie się bierze jego miejsce obok samego Piotra. Tę ważną rolę nadaną Tomaszowi we wczesnym Kościele jeszcze bardziej potwierdzają teksty apokryficzne, które powstały w pierwszych trzech stuleciach.

Wczesne życie Tomasza

Nie mamy zbyt wielu bezpośrednich informacji o wcześniejszym życiu Tomasza. Jego imię natomiast rodzi wiele ciekawych pytań. Czy zostało nadane przez jego rodziców przy urodzeniu, jak to zwykle bywało wśród rodzin żydowskich? A może miano to rozwinęło się z czasem w oparciu o niektóre z jego cech? Ta druga opcja może wyglądać na bardziej uprzywilejowaną, szczególnie biorąc pod uwagę etymologię jego imienia. Ewangelie synoptyczne i Dzieje Apostolskie przedstawiają go jedynie jako Tomasza (Mt 10:3, Mk 3:18, Łk 6:15, Dz 1:13). Ale Ewangelia Świętego Jana, która została napisana jako ostatnia, cztery razy wspomina Tomasza, z czego w trzech miejscach dodaje Tomaszowi przezwisko: „bliźniak” lub po grecku Didymus (J 11:16, 20:24, 21:2). Samo imię Tomasz jest najwyraźniej transliteracją aramejskiego słowa te’oma lub hebrajskiego te’om, oznaczającego „bliźniaka”.

Ale w jaki sposób Tomasz otrzymał to dodatkowe imię? Czy Tomasz miał bliźniaka? Kim on wtedy jest? Ewangelia Jana milczy na ten temat. Wspominają o nim dopiero apokaliptyczne Dzieje Tomasza, które sugerują, że Tomasz był bliźniakiem Jezusa! Natomiast inne pismo apokryficzne, a mianowicie Ewangelia Tomasza, sugeruje, że jego prawdziwe imię to Judasz i nazywa go Judaszem Tomaszem. Jest bardzo możliwe, że jego prawdziwe imię brzmiało Judasz, a imię Tomasz było późniejszym rozwinięciem. Dlaczego w taki sposób się rozwinęło? Jedynym wyjaśnieniem tej nomenklatury jest oparta na legendach tradycja, która dotrwała do obecnych czasów.

Apokryficzna księga Dziejów Tomasza mówi o Jezusie jako o bliźniaku Tomasza. Jest to niezwykle dziwny sposób przedstawienia Tomasza! Jedynym z bardziej wiarygodnych wyjaśnień zdaje się być to, że Tomasz wyglądał zewnętrznie jak Chrystus i prawdopodobnie dlatego żartobliwie nazywano go bliźniakiem Jezusa. Prawdopodobnie ta legenda narodziła się wśród chrześcijan pod koniec pierwszego wieku i dlatego znalazła swoje miejsce w czwartej Ewangelii napisanej w tym czasie. Być jednak także może, że Jezus rzeczywiście był rodzonym bratem Tomasza. Ewangelie sugerują wszak, że Jezus miał rodzeństwo: „Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: „Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie”. (Mk 3:32). W innym fragmencie Jakub należący do grona Apostołów (Ga 1:19) nazwany także jest „bratem Pańskim”. Faktem jest, że Jezus miał co najmniej sześcioro rodzeństwa, w tym braci: Jakuba, Józefa, Szymona i Judasza oraz przynajmniej dwie siostry (Mt 13:54—56; Marka 6:3). Były to biologiczne dzieci matki Jezusa, Marii, i jej męża, Józefa (Mt 1:25). Jezus został nazwany w Biblii „pierworodnym” Marii, co oznacza, że miała również inne dzieci (Łk 2:7). Technicznie rzecz ujmując Tomasz mógł rzeczywiście być bratem bliźniakiem Jezusa, choć zarówno biblia, jak i literatura apokryficzna dość nieprecyzyjnie się wypowiadają o rodzinnych powiązaniach.

Narracja Ewangelii Świętego Jana w wyraźny sposób ukazuje postać Tomasza w silnej emocjonalnej bliskości z Jezusem. Jego gotowość do bycia z nim, jego niepokojące pytanie o to, dokąd się on udaje, szczera rozpacz z powodu ukrzyżowania Jezusa, są niektórymi dowodami zażyłej relacji Tomasza z Jezusem. Apokryficzne pisma z udziałem Tomasza nie mogłyby powstać, gdyby wczesne chrześcijaństwo nie zachowało tej tradycji, że Tomasz był bliski Jezusowi.

Możemy się tylko domyślać, gdzie urodził się Tomasz. Prawdopodobnie były to okolice jeziora Genezaret, miasto Tyberiada. W tym miejscu znaleźli się, oprócz Tomasza, Piotr i inni uczniowie, którzy ze smutkiem powrócili z Jerozolimy, niezdolni do zaakceptowania tragedii, jaka dotknęła ich Mistrza. Chcieli wznowić swoje dotychczasowe życie, dlatego w Ewangelii przedstawieni zostali jako rybacy. Dopiero w tym czasie ukazał się im zmartwychwstały Jezus (J 21:1). Leżące nad Genezaretem miasto Tyberiada figuruje również w czwartej Ewangelii jako miejsce, w którym Jezus rozpoczął swoją posługę. Prawdopodobnie w tym miejscu Jezus dokonał cudu rozmnożenia bochenków chleba (J 6:23). Dla ewangelisty Jana morze Tyberiadzkie jest tak ważne, że wyraźnie nawiązuje do niego zamiast innej bardziej popularnej nazwy Morza Galilejskiego (J 6:1). Najprawdopodobniej kilku uczniów Jezusa, w tym Piotr, Jakub i Jan, pochodziło z Tyberiady. To, co mogło być prostą osadą rybacką na zachodnim wybrzeżu jeziora Galilejskiego, wcześniej znane jako Rakkat (Joz 19:35), stało się miastem Tyberiada. Zostało ono założone około 20 roku n.e. przez Heroda Antypasa. Miejscowość zyskała swoją nową nazwę na cześć cesarza Rzymu Tyberiusza Cezara (14—37 r. n.e.). Podczas jego budowy jako nowego miasta odkopano kilka grobowców, czyniąc to miejsce nieczystym dla Żydów, dlatego Herod próbował wypełnić swój nowy pałac liczną nieżydowską służbą. Wpływ Heroda, Rzymian, a także pogan zajmujących miasto mógł w znacznym stopniu ukształtować postać Tomasza i innych uczniów, którzy prawdopodobnie także pochodzili z Tyberiady. Zostali oni uznani za niechętnych politycznej dominacji dynastii założonej przez Heroda, a także rządom kolonialnym Rzymu. Mogliby po prostu tolerować obecność pogan, którzy są wśród nich nie-Żydami, oraz nadal pielęgnować swój coraz bardziej marginalizowany status. Czy jednak na to się godzili?

A co można powiedzieć o wczesnym życiu Tomasza? Jak to było w żydowskim zwyczaju, Tomasz otrzymał pierwsze lekcje religii w swojej własnej rodzinie, najpierw od matki, a potem od ojca (Prz 31:1, Wj 10:2, 12:26, Pwt 4:9). Bicz i rózga zdawały się odgrywać znaczącą rolę w szkoleniu chłopców w rodzinach żydowskich (Prz 13:24, 22:15, Pwt 8:5). Jest całkiem możliwe, że Tomasz jeszcze nie umiał czytać w tym czasie, ponieważ umiejętność pisania i czytania była luksusem, z którego korzystały rodziny profesjonalnych skrybów. Tomasz mógł nauczyć się wielu fragmentów ze Starego Testamentu poprzez ich ustne powtórzenia od starszych. W młodości mógł także uczyć się handlu, oprócz swojego dziedzicznego zawodu, czyli rybołówstwa. Możliwe, że nauczył się również stolarki, jako zawodu pobocznego.

Historia Żydów ujawnia, że religia i kultura żydowska pierwszego wieku była niejednokrotnie świadkiem skrajnej formy żydowskiego nacjonalizmu. Wielu z nich było rozczarowanych bluźnierczą sytuacją obcej dominacji politycznej na swojej ziemi. Do tego dochodziły cierpienia z powodu wygórowanego opodatkowania przez rzymskiego okupanta. Niezadowolenie społeczne osiągnęło swoje apogeum, gdy rzymski gubernator Kwiryniusz ogłosił nowy spis powszechny. Chciał w ten sposób zwiększyć swoje zyski ze świeżego opodatkowania nowych obywateli. Wydarzenie to miało miejsce w czasie narodzin Jezusa. Okazało się to okazją dla niektórych ekstremistów na wywołanie powstania przeciw rzymskim rządom. Należy pamiętać, że okres okupacji Palestyny przez Rzymian był niezwykle burzliwy. W przeciągu stu lat podjęto kilkadziesiąt prób przeprowadzenia powstań narodowo-wyzwoleńczych, z których ostatnie, rozpoczęte w 66 roku, doprowadziło do niewyobrażalnego wręcz pogromu Żydów i wymazania ich państwowości z map świata na następne niemal 2 tysiące lat. Wiele z ruchów powstańczych i partyzanckich prowadzonych było pod egidą religijną, a ich przywódcy ogłaszali się mesjaszami, wysłanymi przez Boga wyzwolicielami narodu żydowskiego.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 9.99
drukowana A5
za 34.98
drukowana A5
Kolorowa
za 62.3