E-book
13.65
drukowana A5
35.4
Teologia aktu małżeńskiego

Bezpłatny fragment - Teologia aktu małżeńskiego

Objętość:
145 str.
ISBN:
978-83-8126-236-1
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 35.4

Wykaz skrótów

AK — Ateneum Kapłańskie

AL — Franciszek, Adhortacja apostolska, Amoris Laetitia

BF — Breviarium Fidei

Ch L- Jan Paweł II, Adhortacja apostolska, Christifideles laici

DCE — Benedykt XVI, Encyklika, Deus Caritas est.

DiM — Jan Paweł II, Encyklika, Dives in misericordia

DeV- Jan Paweł II, Encyklika Dominum et Vivificantem

DV — Instrukcja o szacunku dla rodzącego się życia

ludzkiego

i o godności jego przekazywania Donum Vita (22.02.1987)

EE — Jan Paweł II, Encyklika Ecclesia de Eucharistia

FC — Jan Paweł II, Adhortacja apostolska, Familiaris

Consortio

HV — Paweł VI, Encyklika, Humane vite

ICD — Insegnamenti di Giovanni Paolo II 1978—1997.

[Oficjalna wersja elektroniczna], Libereria Editrice Vaticana

1998.

KK — Konstytucja dogmatyczna o Kościele, Lumen Gentium

KDK — Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie

współczesnym, Gaudium et spes

KO — Konstytucja dogmatyczna o objawieniu Bożym, Dei

Verbum

KKK — Katechizm Kościoła Katolickiego

KPK — Kodeks Prawa Kanonicznego

LK — Jan Paweł II, List do kobiet

LPZH — Kongregacja Nauki Wiary: Uwagi dotyczące

projektów

legalizacji prawnej związków między osobami

homoseksualnymi

LR — Jan Paweł II, List do Rodzin Gratissimam sane

MC — Paweł VI, Adhortacja apostolska Marialis cultus

MD — Jan Paweł II, List apostolski, Mulieris Dignitatem

MiN — Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich

ORp — L’Osservatore Romano. Wyd. Pol., Citta del Vaticano

1980-

PDV — Jan Paweł II, Adhortacja apostolska, Pastores dabo

Vobis

PH — Paweł VI, Deklaracja Persona Humana

RC — Jan Paweł II, Adhortacja apostolska, Redemptoris

custos

RCMOS — Jan Paweł II, Rodzino, co mówisz o sobie?

RH — Jan Paweł II, Encyklika Redemptor Hominis

RM — Jan Paweł II, Encyklika Redemptoris Mater

TM — Jan Paweł II, Katechezy Ojca Świętego Jana

Pawła II. Teologia małżeństwa

VC — Jan Paweł II, Adhortacja apostolska Vita Consecrata,

WMiK — Kongregacja Nauki Wiary. „O współdziałaniu

mężczyzny i kobiety w Kościele i świecie”. (31.05.2004)

Wstęp

Bóg jest twórcą małżeństwa (Ef 5, 32) [KDK 48], gdyż stworzył człowieka mężczyzną i kobietą. Bycie — w ciele i duszy — mężczyzną „dla” kobiety i kobietą „dla” mężczyzny uczynił wielkim i niezastąpionym darem oraz zadaniem w życiu małżeńskim. Rodzinę oparł na fundamencie małżeństwa złączonego na całe życie miłością nierozerwalną i wyłączną. Postanowił, że taka właśnie rodzina będzie właściwym środowiskiem rozwoju dzieci, którym przekaże życie oraz zapewni rozwój materialny i duchowy.

Ta chrześcijańska wizja wypływa z odczytania natury osoby ludzkiej, natury małżeństwa i rodziny. Odrzucanie tej wizji prowadzi nieuchronnie do rozkładu rodzin i do klęski człowieka. Jak pokazuje historia ludzkości, lekceważenie Stwórcy jest zawsze niebezpieczne i zagraża szczęśliwej przyszłości człowieka i świata. Muszą zatem budzić najwyższy niepokój próby przedefiniowania pojęcia małżeństwa i rodziny narzucane współcześnie, zwłaszcza przez zwolenników ideologii gender. Wobec nasilających się ataków tej ideologii skierowanych na różne obszary życia rodzinnego i społecznego należy stanowczo i jednoznacznie wypowiedzieć się w obronie chrześcijańskiej rodziny, fundamentalnych wartości, które ją chronią, a z drugiej przestrzec przed zagrożeniami płynącymi z propagowania nowego typu form życia rodzinnego. Przesłanie moralne Kościoła w dziedzinie ludzkiej płciowości [Zob. KKK 2331—2400; KDK 47—52] zderza się dzisiaj z koncepcjami i zjawiskami, które nie odpowiadają pełnej prawdzie o człowieku. Trzeba to widzieć w podwójnym wymiarze: z jednej strony chodzi o zafałszowanie, redukcyjne koncepcje ludzkiej płciowości, z drugiej strony — o sytuację współczesnej kultury, która banalizuje ludzką płciowość:

„Jesteśmy świadkami, pogłębiania się wymiarów tego nowego zjawiska poprzez zaciemnianie prawdy o człowieku, przy czym chodzi między innymi o tendencje banalizowania płciowości. W ten sposób tworzy się kultura, w której społeczeństwo i środki masowego przekazu dostarczają w tej dziedzinie często informacji odartych z wymiaru osobowego, o charakterze zabawy, informacji często pesymistycznej, a nadto nie uwzględniającej poszczególnych etapów rozwoju dzieci i młodzieży. Dzieje się tak pod wpływem fałszywego, indywidualistycznego rozumienia wolności i w kontekście pozbawionym podstawowych wartości opartych na życiu, na miłości ludzkiej i na rodzinie”.

W ubiegłym stuleciu narastało zjawisko, które można określić mianem „desakralizacji” płciowości. Chodzi nie tylko o to, że nie widzi się jej jako daru Stwórcy, że oderwano ją od nadprzyrodzonego powołania człowieka, ale także o to, że nie widzi się jej w kontekście integralnej wizji osoby ludzkiej, że chce się ją sprowadzić do aspektu popędowego. Prowadzi to tym samym do banalizacji ludzkiej płciowości. Staje się ona wówczas jedynie „towarem” do wymiany pomiędzy ludźmi. Pod wpływem freudyzmu szerzy się różnego rodzaju mitologizacja i fetyszyzacja seksu. Jeśli libido jest podstawą całego życia psychicznego, to naczelną zasadą życia staje się zasada przyjemności. Prowadzi to do absolutyzacji seksu, a takie zjawisko nazywa się niekiedy „panseksualizmem” dla podkreślenia, że chce się wszystkie wymiary życia ludzkiego sprowadzić do seksu. Znalazło to swoje odbicie między innymi w hasłach „wyzwolenia seksualnego”. Głosi się mit, że odrzucenie wszelkich norm moralnych w dziedzinie ludzkiej płciowości, jako potwierdzenie fundamentalnego prawa do wolności, jest drogą do tego wyzwolenia.

Za tymi- i wieloma innymi- zjawiskami współczesności, kryje się niewłaściwe rozumienie ludzkiej cielesności. Wbrew temu, co się zarzuca Kościołowi jakoby nie doceniał ludzkiego ciała albo nawet nim pogardzał, to współczesna kultura redukuje ludzkie ciało do wymiaru czysto materialnego i traktuje je jedynie jako zespół organów, funkcji i energii, których można używać, odwołując się wyłącznie do kryteriów przyjemności i skuteczności. Ciało nie jest więc postrzegane jako typowa rzeczywistość osobowa, jako znak i miejsce relacji z innymi. Prowadzi to do pozbawienia ludzkiej płciowości wymiaru osobowego. Staje się ona jedynie narzędziem afirmacji własnego „ja” oraz samolubnego zaspokajania własnych pragnień i popędów, natomiast przestaje być znakiem i językiem miłości, czyli daru z siebie przyjęcia daru od drugiego człowieka.

Według św. Jana Pawła II, u podstaw tych zjawisk i tendencji leży niewłaściwe pojmowanie wolności, oderwanej od prawdy i przeżywanej w praktyce jako ślepe uleganie instynktom i popędom, za czym idzie naruszanie norm moralnych. Tego typu postawa „odzwierciedla się szczególnie w pojmowaniu ludzkiej płciowości, która zostaje pozbawiona swej godności, jaką nadaje jej służba wspólnocie i wzajemnemu oddaniu się osób, i traktowana jest jako zwykłe dobro konsumpcyjne. W ten sposób przeżycia uczuciowe wielu młodych nie prowadzą do harmonijnego i radosnego rozwoju osobowości, otwartej na drugiego człowieka przez dar z siebie, lecz powodują poważne zakłócenia natury psychologicznej i etycznej, które niewątpliwie zaciążą nad ich przyszłością”.

Realizowane jeszcze kilka lat temu w polskich szkołach restrykcyjne wychowanie seksualne przechodzi teraz okres wielkiej próby. Musi ono zmierzyć się z próbującym wejść do polskich szkół liberalnym wychowaniem seksualnym. Nie ulega wątpliwości, że jedną z przyczyn ryzykownych zachowań seksualnych młodych ludzi jest właśnie permisywny model wychowania seksualnego, w którym zachęca się adolescentów, a nawet dzieci w młodszym wieku szkolnym oraz przedszkolaków do nieskrępowanego życia płciowego. Tylko restrykcyjny model wychowania seksualnego jest w stanie uchronić młode pokolenie od reperkusji wynikających z podejmowania ryzykownych praktyk seksualnych. Młodzież musi wiedzieć, że swoboda w dziedzinie seksualności, tak mocno lansowana przez genderowców niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw. Sam Bóg stworzył płciowość, która jest wspaniałym darem dla Jego stworzeń. Gdy się ją pielęgnuje i troszczy, by nie wymknęła się spod kontroli, to czyni się tak dlatego, aby zapobiec „niedowartościowaniu właściwej wartości”. Św. Jan Paweł II odrzucił pogląd, jakoby nauczanie Kościoła prowadziło do „zaprzeczenia wartości ludzkiej płci”, lub najwyżej ją tolerowało z powodu „konieczności prokreacji”. Potrzeba seksualna małżonków nie jest obiektem pogardy, i „nie chodzi żadną miarą o zakwestionowanie owej potrzeby”.

Z tego wynika również, jak ważne dla wychowania seksualnego jest rzetelne przedstawienie chrześcijańskiej koncepcji płciowości ze szczególnym uwzględnieniem jej charakteru personalistycznego i etycznego, czym zajął się Karol Wojtyła w książce „Miłość i odpowiedzialność”.

Ewangelia w przykazaniu miłości wykazuje jak odpowiedzialnie korzystać z daru wolności, który zakotwiczony w miłości Boga daje podstawy do formowania w małżeństwie seksualnych relacji, które mają owocować na polu relacji rodzinnych. Natomiast oblubieńcze przeżywanie miłości ma pokazać, że chrześcijanin przeżywając godnie w związku małżeńskim akty seksualne ma możliwość nie tylko na spotkanie Boga, ale również może oddać Mu w gestach czystej miłości ofiary zasługujące. Wychodząc od uzasadnień filozoficznych Karola Wojtyły na powyższy temat, niniejsza praca ukaże ich kompatybilność względem nauk teologicznych, a przede wszystkim wykaże spójność analiz z Bożym Objawieniem i Tradycją Kościoła.

Mimo dużego zainteresowania wydawców tematem teologii ciała, nie ma publikacji, która przedstawiałaby w sposób wyczerpujący teologię aktu małżeńskiego uwzględniając nowość wojtyłowskiej teologii. Duże znaczenie miałoby systematyczne opracowanie, które stałoby się pomocą dla katechetów, czy doradców rodzinnych w tworzeniu programów spotkań z narzeczonymi i informowaniu ich w sposób rzetelny oraz w miarę możliwości dogłębny i całościowy.

Autor w pracy jedynie w zarysie podejmuje problem w kontekście spuścizny Jana Pawła II i odpowiada między innymi na takie pytania: Jakie jest znaczenie aktu małżeńskiego w świetle Objawienia Bożego?, Kiedy i w jakich warunkach można mówić o godności aktu małżeńskiego?, Kto jest podmiotem aktu jako „mowy ciała”? , Jakie znaczenie we współżyciu płciowym małżonków ma ich duchowość?.

W niniejszej publikacji posłużono się głównie metodą analizy tekstu źródłowego, jakim jest książka „Miłość i odpowiedzialność” Karola Wojtyły. Całość została ujęta w trzech rozdziałach. Pierwszy prezentuje osobowe znaczenie aktu małżeńskiego ze szczególnym ujęciem problemów komplementarności płci i normy personalistycznej w zjednoczeniu ciał i osób zarazem. Drugi rozdział wyjaśnia jak akt seksualny może być językiem komunii; w tym uwydatniono normę etyczną we współżyciu oraz jedność i rodzicielstwo, jako owoce tejże komunii. W trzecim rozdziale duchowy wymiar mowy ciała został omówiony w aspekcie oblubieńczym — oddania siebie w miłości oraz został ukazany problem afirmacji osoby jako odpowiedzi na miłość.

Rozdział I
Osobowe znaczenie aktu małżeńskiego

W przeciwieństwie do tych, którzy zabraniali małżeństwa, Nowy Testament uczy, że „wszystko, co Bóg stworzył, jest dobre (…)” (1 Tm 4, 4). Małżeństwo jest „darem” od Boga (por. 1 Kor 7, 7). Jednocześnie, z powodu tej pozytywnej oceny duży nacisk kładziony jest na dbałość o ten dar Boży: „We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane” (Hbr 13, 4). Ten Boży dar obejmuje seksualność: „Nie unikajcie jedno drugiego” (1 Kor 7, 5).

Akt małżeński, będący aktem właściwy i specyficznym dla małżeństwa, określa się terminami takimi, jak obcowanie małżeńskie, zjednoczenie seksualne. Można go opisać również, jako relację albo spotkanie seksualne mężczyzny i kobiety w małżeństwie. Jest to typowy sposób, dzięki któremu małżonkowie wyrażają siebie, jako „jedno ciało” i poznają siebie w swej swoistej kondycji małżonków.

Przeanalizowanie terminów, jakimi posługują się teksty biblijne przy opisując ludzkie współżycie seksualne, pozwala na odnotowanie pewnych ogólnych wniosków i spostrzeżeń. Przede wszystkim zaskoczeniem może być liczba fragmentów tekstu natchnionego odnosząca się do sfery seksualnej. Równie nieoczekiwane jest to, że Biblia nie pomija żadnych z występujących w społeczności Izraela zjawisk, łącznie z tymi, które stanowią oczywistą patologię. Fragmenty te łączy wiele wspólnych cech. Są to zawsze krótkie, najczęściej jednozdaniowe wzmianki. Stwierdzają one fakt zaistnienia kontaktu cielesnego, bez szczególnego opisywania zachowań osób uczestniczących w takim akcie. Może to wynikać z tego, że teksty te ukierunkowane są najczęściej na przekaz norm prawnych, wymaganych w tej dziedzinie, a nie na pełnienie roli uświadamiającej. Teksty biblijne nie ograniczają się jedynie do zauważenia określonego zjawiska.

Celem pierwszego rozdziału nie jest odpowiedź na pytanie — czy? — płciowość ma podstawy teologiczne, ale — jak? — odczytana teologicznie prawda o komplementarności płci i norma personalistyczna zmieniają sposób myślenia o akcie małżonków, gdy włączymy w niego Osobę Boga?.

1.1. Komplementarność płci — jedność ciał

Podejmując starania, aby teologia była „doksologią”, czyli nieustannym chwaleniem Stwórcy, samo rozumowanie na temat cielesności, język i cel seksualności należy powiązać z możliwością uświęcenia małżonków. Seksualność i świętość — dzięki teologii ciała Jana Pawła II — są ze sobą ściśle połączone. Seksualność nie jest jakąś zwierzęcą pozostałością w człowieku, lecz pochodzi od samego Boga.

Mówiąc o znaczeniu aktu seksualnego w małżeństwie wystąpi wielokrotnie termin seksualność. Istotne jest, by rozróżnić pomiędzy seksualnością dotyczącą sfery genitalnej, której znaczenie ograniczone, a seksualnością rozumianą, jako „płeć męska” i „płeć żeńska”, które to terminy uwzględniają całokształt tego, co odróżnia mężczyznę od kobiety. W języku polskim istnieje słowo odpowiadające konotacji podanej przez autorów opracowań tematycznych tj. płciowości.

Czasy współczesne charakteryzują się zagubieniem prawdy o człowieku, jako mężczyźnie i kobiecie. Dziś nie tyle odkrywa się tę prawdę, ile raczej ją tworzy, nie uznając żadnych granic. Prowadzi to do zakwestionowania a nawet odrzucenia tożsamości mężczyzny i kobiety, czego przejawem jest „feminizacja” mężczyzn i „maskulinizacja” kobiet. Zatarcie odrębności płciowych zmierza do androginii: „zachowań ponad rodzajowych”. Przejawy androginizmu znajdują realizację we współczesnej kulturze „uniseksu”, zacierającej specyfikę tego, co męskie i kobiecie w zachowaniu i wyglądzie. To sprawia, że współcześnie jakby nie wiedzą, kim są, co nie pozostaje bez konsekwencji dla przeżywania aktów seksualnych. Dlatego ukazanie tożsamości mężczyzny i kobiety, ma być rozumiane przez odkrywanie, a nie tworzenie prawdy.

Zagadnienie kobiecości i męskości jest obszerne i ważne dla relacji intymnej w małżeństwie. Różnica obrazu funkcjonowania obu płci stanowi, bowiem ogromne źródło potencjalnych konfliktów. A dziedzina seksualności jest jedną z najbardziej odzwierciedlających, na ile mąż i żona rozumieją swoją inność.

Na temat różnic między mężczyzną i kobietą w przeżywaniu rzeczywistości i funkcjonowaniu w świecie powiedziano już wiele, ale zdaje się niedostatecznie w konotacji z Objawieniem i dla ukazania znaczenia aktu małżeńskiego.

Nauka usiłuje od dawna opisać różnice w dwu-płciowości. Popularnie udostępnionym owocem tych badań jest głośna książka „Płeć mózgu”, w której czytamy, że „nasza osobowość seksualna jest identyczna tylko przez kilka tygodni po zapłodnieniu. Potem, wciąż w łonie matki, sama struktura i układ mózgu zaczynają przybierać specyficznie męski lub żeński kształt”.

Jej autorzy, podsumowując wyniki badań na temat różnic psychicznych pomiędzy mężczyzną i kobietą ukazują, że odmienność w postrzeganiu świata, ekspresji uczuć, w uzdolnieniach i umiejętnościach, wynika przede wszystkim z biologii mózgu. Hormony płciowe wywierają wpływ na kształtowanie mózgu w rozwoju płodowym i to one, a nie uwarunkowania historyczne i społeczne, są powodem podstawowych różnić między ludźmi. Są wynikiem konkretnego układu czy też zestawu hormonów. W wyniku owych badań tworzy się nieraz wzorce ukazujące odmienność sposobu reagowania, przeżywania uczuć, zaspokajania podstawowych potrzeb psychicznych.

Problem stanowi różnorodność poglądów naukowych, a także ogromne ryzyko utożsamienia się z jakimś nurtem w wyniku właśnie owych kulturowych uwarunkowań. Skłania to do najprostszego, a zarazem najpełniejszego określenia tożsamości płci: „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”. U źródeł męskości i kobiecości leży ich pierwotne powołanie do ojcostwa i macierzyństwa i do wzajemnych relacji w miłości. To niesie z sobą określone konsekwencje odmienności psychicznej. To są jak czytamy w — „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich” — dwa odmienne sposoby bycia człowiekiem.

W ślad za uwarunkowaniami hormonalnymi powstały popularne określenia przypisujące mężczyznom i kobietom różnorodne cechy w postrzeganiu świata i sposobie funkcjonowania. Wydaje się uzasadnione przestrzeganie przed determinizmem wynikającym z bezkrytycznego przypisywania obu płciom określonych cech, innych niż cechy biologiczne. Takie określenia mogą szkodzić w relacjach i umniejszać godność mężczyzny i kobiety, jako dzieła Stworzenia. Mogą być przyczyną braku akceptacji siebie i utrudniać funkcjonowanie w małżeństwie, rodzinie, społeczeństwie. Określenia takie wynikają z opisywania siebie i ludzi z najbliższego otoczenia oraz przekonania, że są oni „prawdziwymi mężczyznami” i „prawdziwymi kobietami”. W związku z tym uogólniają te cechy psychiki na wszystkie kobiety i wszystkich mężczyzn. Tymczasem takie określenia mogą być prawdziwe w stosunku do tej konkretnej kobiety i tego konkretnego mężczyzn. Oczywiście jest wiele cech, które rzeczywiście są charakterystyczne dla większości kobiet i większości mężczyzn, ale nie upoważnia to do absolutyzujących, deterministycznych opisów. Tendencje do swoistego kulturowego stereotypu (gender) mężczyzny i kobiety, autor obserwuje także w publicystyce katolickiej. Jak podkreśla może to grozić umniejszaniem stwórczego zamysłu Boga i przejawu Jego miłości wobec każdego człowieka.

W ostatnich latach słowo gender zyskało wiele na popularności i znaczeniu, szczególnie w środowisku akademickim krajów anglosaskich. Przyczynił się do tego gwałtowny rozwój tzw. gender studies, czyli badań poświęconych wzajemnym stosunkom między płciami. Owo uwikłanie w sferę jedynie genitalnych czy fizycznych różnic płciowych przy jednoczesnym wyeliminowaniu wszelkich innych czynników opisujących męskość czy kobiecość uwidacznia się z kolei w zmianie, jakiej uległo znaczenie słowa „erotyczny”. Pierwotnie odnosiło się ono do Erosa, greckiego boga miłości, jednakże zgodnie ze współczesną definicją, zaczerpniętą ze słownika, znaczenie tego słowa zostało ograniczone do sfery miłości cielesnej i płciowego pożądania z jednoczesnym pominięciem tego wszystkiego, co skłonni byliśmy uznać za istotę prawdziwej ludzkiej miłości.

Niestety katolicki sposób przyjmowania człowieczeństwa — tożsamości dwóch płci, jako darów jest często odrzucany. Dziś na skalę światową zauważa się działania, poprzez które już są lub mają być podejmowane próby wynaturzenia seksualności ludzkiej zaczynając od holistycznej seksualizacji dzieci i młodzieży. Warto uwydatnić to, co nawet w Polsce jest obecnie ogromnym problemem negowania płci biologicznej, a w ostatnich latach przenika do systemów państw europejskich.

Zaprzeczenie rzeczywistości stworzenia człowieka, jako dwu płciowej istoty jest próbą oddzielenia ducha ludzkiego od ciała w sposobie myślenia, działania i kształtowania świata pod dyktando dewiacji, które stają się normą. Na ten temat zajął stanowisko również papież Benedykt XVI: „Płeć, zgodnie z tą filozofią (gender), nie jest już pierwotnym faktem natury, który człowiek musi przyjąć i osobiście wypełnić sensem, ale rolą społeczną, o której decyduje się autonomicznie, podczas gdy dotychczas decydowało o tym społeczeństwo. Oczywisty jest głęboki błąd tej teorii i podporządkowanej jej rewolucji antropologicznej. Człowiek kwestionuje, że ma uprzednio ukonstytuowaną naturę swojej cielesności, charakteryzującą istotę ludzką. Zaprzecza swojej własnej naturze i postanawia, że nie została ona jemu dana, jako fakt uprzedni, ale to on sam ma ją sobie stworzyć”.

Na ten temat, dość obszernie, wypowiedział się papież Franciszek: „Inne wyzwanie wyłania się z różnych form ideologii, ogólnie zwanej „gender”, która zaprzecza różnicy i naturalnej komplementarności mężczyzny i kobiety. Ukazuje ona społeczeństwo bez różnic płciowych i banalizuje podstawy antropologiczne rodziny. Ideologia ta wprowadza projekty edukacyjne i wytyczne legislacyjne promujące tożsamość osobistą i związki emocjonalne w całkowitym oderwaniu od różnic biologicznych między mężczyzną a kobietą. Niepokojący jest fakt, że niektóre ideologie tego typu, starają się ją narzucić, jako myśl dominującą określającą nawet edukację dzieci. Nie wolno zapominać, że „płeć biologiczną (sex) oraz rolę społeczno-kulturową płci (gender) można odróżniać, ale nie rozdzielać”[Por. KK, 32]. Czym innym jest zrozumienie ludzkiej słabości i złożoności życia, a czym innym akceptacja ideologii, które domagają się oddzielenia od siebie nierozłącznych aspektów rzeczywistości”.

Każdy człowiek z natury jest jestestwem płciowym, czyli przynależnym od urodzenia do którejś z dwu płci. Faktu tego nie obala zjawisko tzw. obojnactwa (hermafrodytyzmu), tak jak każde inne schorzenie czy nawet wynaturzenie nie obala faktu, że istnieje przecież natura ludzka i że każdy człowiek, nawet ów wynaturzony czy schorzały, posiada tę naturę i dzięki niej właśnie jest człowiekiem. Otóż w podobny sposób każdy człowiek jest jestestwem płciowym, a przynależność do jednej z dwu płci pociąga za sobą pewną orientację całego jego bytu, która zaznacza się w konkretnym rozwoju tego bytu od wewnątrz. Rozwój ten, łatwiej dostrzegalny w organizmie niż w psychice.

Takie podważanie swojej tożsamości płciowej powoduje odarcie człowieka z cielesności, czyli wejście w pewnego rodzaju spirytualizm. Człowiek nie jest tylko duchem czy tylko ciałem. Nie może istnieć w sposób abstrakcyjny i wybierać cokolwiek, jako swoją naturę. Natura jest dana od początku jego istnienia, już w momencie poczęcia. Łatwiej jednak przyjąć androginizm niż przez krzyż związany z przyjęciem różnic płciowych podejmować codzienny trud dopełniania się, jako osoby. Taki kaprys wolności ludzkiej prowadzi do zanegowania Stwórcy, a co za tym idzie poniżenia głębi ontologicznej człowieka. Negacja Boga niszczy godność człowieka. Takie destrukcyjne działanie w samym sposobie myślenia, czy nieprzyjmowanie płci dziecka może powodować zaburzenia identyfikacji płciowej.

W ramach wdrażania ideologii gender dyskredytuje się tych naukowców, którzy zajmują się promocją znaczenia małżeństwa, jako związku kobiety i mężczyzny, rodziny, problematyką homoseksualizmu. Tymczasem wiele badań przeprowadzonych na całym świecie potwierdza, że obecność ojca i matki jest konieczna w prawidłowego rozwoju dziecka. Badania prenatalne wykazały, że już przed urodzeniem mózgi chłopca i dziewczynki znacznie się różnią, co ma wpływ na różne postrzeganie ruchów, kolorów i kształtów. Już w 6 tygodniu życia płodowego wytwarzane przez gonady męskie hormony, które zaczynają torować sobie inną sieć neuronalną, stąd różnice między mężczyzną i kobietą nie są wyimaginowane, a ich mózgi faktycznie się różnią.

Sprawia to, że u chłopca na przykład istnieje „biologiczne przygotowanie” do używania męskich zabawek, a u dziewczynki — kobiecych. Kobiety, począwszy od łona matki, są wyposażane w szczególną wrażliwość na innych ludzi, która potrzebna jest w pełnieniu roli matki. Naukowcy, którzy badają najwcześniejsze etapy rozwoju dziecka oraz rozwój ludzkiego mózgu, są zaniepokojeni, że odkrycia dotyczące znaczenia więzi między matką a dzieckiem są ignorowane przez tych, którzy chcieliby widzieć kobietę jedynie, jako siłę roboczą, a dzieci w żłobku.

Zróżnicowanie bytu ludzkiego na mężczyznę i kobietę ma swój początek w stwórczym akcie Boga. Biblia z jednej strony podkreśla, że człowiek został stworzony na „obraz i podobieństwo” Boga (Rdz 1,26), z drugiej zaś zwraca uwagę, że ten człowiek — będący obrazem Boga — został stworzony, jako „mężczyzna i niewiasta”(Rdz 1,27). Stąd też w poszukiwaniu prawdy o człowieku „pierwszą i najważniejsza przyczyną (…) jest posłuszeństwo wobec Boga, który tworząc człowieka „na swój obraz”, „mężczyzną i niewiastą stworzył ich” (Rdz 1, 27), oraz przyjęcie jego wezwania, aby poznawać, podziwiać i przeżywać plan Stwórcy, który został wpisany „na początku” i na zawsze w samą istotę osoby ludzkiej — mężczyzny i kobiety-a, więc w najistotniejsze jej struktury i w jej najgłębsze dynamizmy”.

Dla autorów biblijnych „nauka o Adamie i Ewie to przede wszystkim teologia małżeństwa. Podstawowym aktem bycia mężczyzną i kobietą jest ścisły związek dwuosobowy, diadyczny zwany „małżeństwem”. Teologia chrześcijańska, idąc za kapłanami żydowskimi, uczy, że małżeństwo wywodzi się z woli Bożej i z aktu stworzenia Bożego. U człowieka nie ma jakiegoś przypadkowego, anonimowego i bezosobowego funkcjonowania płci, jak u zwierząt. W świecie ludzkim nie poprzestaje się na prostym, biologiczno-funkcyjnym związaniu jednostek płci odmiennej. Związek ten przybiera postać podmiotowości wyróżnionej, scalonej, transcendentnej wobec przyrody i gatunku. Chodzi tu o małżeństwo, które u człowieka wywodzi się z natury i ma charakter sakramentu Bożego od samego początku. Małżeństwo jest także tworem osobowym — międzyosobowym. Dochodzi w nim do głosu nie tylko ciało i sfera samej natury, lecz także cała osoba ludzka i w pewien sposób cały rodzaj ludzki. Małżeństwo wynika ze struktury człowieka, nie jest czymś dowolnym, ani czystą umową, ani sztuczną konstrukcją. Nie mniej konkretny fakt małżeństwa jest dziełem nie tylko natury, lecz także umysłu, miłości, wolności, poszukiwania i twórczości ludzkiej. W tym sensie teksty biblijne mówią, że Adam i Ewa niejako nadawali sobie nawzajem imię, czym określili istotę jedno drugiego i wzajemną relację do siebie, ustalając najściślejszą osobową wspólnotę małżeńską”.

M. Peter pyta i odpowiada obszernym komentarzem:, „Dlaczego w małżeństwie mężczyzna i kobieta dążą do tego, by stać się „jednym ciałem”? Wyjaśnia to opowiadanie o utworzeniu kobiety z żebra mężczyzny: Rdz 2, 21—23. Ów okrzyk „kość z kości moich i ciało z ciała mego” jest semickim przysłowiem oznaczającym przynależność do tej samej rodziny lub plemienia (por. Iz 58,7;Rdz 29,14n). Nade wszystko podkreśla on silną jedność organiczną, jaką była rodzina w cywilizacji semickiej. Antropomorficzny obraz wyjętego żebra uwypukla zapewne jednorodność gatunkową ciała mężczyzny i kobiety, równość ich natury. Ludowa zaś (nienaukowa) etymologia słowa „kobieta” (iszsza — od isz=mąż) podobnie wyraża równość, równowartość obojga osób. Wiersze Rdz 2, 21—23 słusznie mogą uchodzić za pierwszy literacki przejaw idei równości”.

Chodzi tu przede wszystkim o równość w gatunku, a więc byciu w człowieczeństwie w ogóle. Na bazie semantyki tłumaczy to Bartnik: „Nadanie „imienia” kobiecie przez Adama opiera się tutaj na onomastycznej teorii stworzenia. Nie oznacza to jeszcze imienia własnego. Na początku wchodzą w grę „nazwy stwarzające typu rodzajowego: adam–mężczyzna, adam- kobieta, człowiek-mąż, człowiek-żona (Rdz 2,19—25;1,27—28). Stwórcze imię „Adam” („człowiek’, „ludzie”) nadał im obojgu: „dał im nazwę >Adam< („człowiek” lub „ludzie”), gdy ich stworzył”(Rdz 5,2). Z czasem „niewiasta” otrzymuje jakoby imię własne: „Ewa” (hebr. Hawwah od hijjah — powoływać do życia), czyli „Matka wszystkich żyjących” (Rdz 3,20). Jest to jednak nazwa Pramatki ludzkości, a nie imię własne. Trzeba ciągle pamiętać, że i „Adam” człowieka z ziemi” (adamah), „ziemianina’, człowieka w ogóle, a jako imię własne pojawia się dopiero w późniejszych tekstach (Rdz 4, 25; 5,1—3).

Stworzenie człowieka w opisie jahwistycznym jest przedstawione głównie na motywie małżeństwa. Małżeństwo jest rozumiane, jako podstawowa struktura kreacyjna, łącząca w sobie moc Bożą, mężczyznę i kobietę (żonę) oraz łono świata („Eden”). Nie jest to związek czysto fizyczny czy biologiczny ani stado, ani jakaś „opozycja”, lecz wspólnota dwu płci odmiennej. Tym samym jest monogamiczne. Jednożeństwo ma wynikać z samej struktury bytu osobowego: „mężczyzna łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2, 24; por. 1, 27; 3, 12; 5, 1—2). Właściwie to „jedno ciało” oznacza tyle, co jeden „człowiek żyjący”.

Zdaniem Jana Pawła II „można wnioskować, że w swój genezyjski sen zapada <człowiek> (adam), aby zbudzić się z niego <mężczyzną> i <niewiastą>. Po raz pierwszy, bowiem dopiero w Rdz 2, 23 spotykamy to rozróżnienie <is-issa>. Może, więc analogia snu wskazuje na swoisty powrót do niebytu (sen ma w sobie coś z unicestwienia świadomego bytowania człowieka), do momentu przed stworzeniem, aby z niego mocą stwórczej inicjatywy Boga <człowiek> samotny mógł wyłonić <człowiekiem> w jedności dwojga: mężczyzną i niewiastą”. Powołanie do życia kobiety przedstawia autor biblijny w obrazie stworzenia jej cząstki ciała mężczyzny, podkreślając przez to taką samą naturę, takie samo człowieczeństwo i równość z mężczyzną pod względem godności [por. KDK 29, 60, 67]. Początek ten pokazuje moment historyczny, a zarazem uniwersalny, gdy Bóg stawia go w relacji, czyli we wspólnocie. Gdy był sam, Bóg wyraził stan, iż: „nie jest dobrze” (Rdz 2, 18) i wtedy stworzył kobietę, czyli dążył do większego dobra, jakim jest bycie we wspólnocie. Ma to głębokie uzasadnienie trynitarne. Wyjmująca z samotności obecność. Wspólnota jest zbudowana na gruncie zależności. Zależność zakłada jednocześnie bycie w potrzebie i możliwość uzyskania pomocy, jakieś dopełnienie, uzupełnienie braku poprzez jakiś dar.

„Kobieta — stworzona podczas głębokiego snu mężczyzny- staje się dla niego takim „darem” od Boga. Jest dla niego przezwyciężeniem jego samotności i wywołuje radość z powodu odnalezienia istoty równej w człowieczeństwie. Dopiero wówczas potrafi „zidentyfikować i nazwać po imieniu to, co w ten sposób widzialny czyni ichpodobnymi do siebie, a zarazem to, przez co zewnętrznie wyraża się człowieczeństwo”. Natomiast wyrażenie „ciało z mojego ciała” wskazuje na uczestnictwo ciała w strukturze osobowej podmiotu”. „W tej najzwięźlejszej formule — podkreśla Jan Paweł II — jest już zawarte wszystko, co o strukturze ciała, jako organizmie, o właściwej mu żywotności, o fizjologicznej specyfice płci powie kiedykolwiek ludzka wiedza”.

Radość z bycia w relacji, możliwość udzielenia pomocy stwarza przyczynę do radości. Ta przyczyna jest w Bogu, natomiast dla mnie — konkretnego człowieka jest możliwa do doświadczenia przez drugiego człowieka. A w relacji damsko-męskiej szczególnie w akcie seksualnym. To pierwsze biblijne spotkanie można porównać do punktu w ludzkiej historii każdego, dotyczącego zakochania. Zachwyt, podziw mężczyzny budzi w jego sercu radość. Wyraźnie jest wskazane, kto jest podziwianym, a kto podziwiającym. Przypomina to moment pierwszego zauroczenia, zakochanym osobom trwającym w narzeczeństwie, a potem w małżeństwie wracającym do tego pierwszego uczucia (Ap 2, 1—7), jako wzoru w każdym zbliżeniu — byciu „jednym ciałem”.

Bez względu na to, jak poważny byłby zamiar tych, którzy wiążą się przez te przedwczesne stosunki, to jednak stosunki te bynajmniej nie są w stanie zabezpieczyć szczerości i wierności wzajemnego związku przed niestałością pożądania i samowoli. Chrystus Pan chciał związku trwałego i przywrócił go do stanu pierwotnego, mającego podstawę w samym zróżnicowaniu płciowym. Współżycie cielesne jest, zatem godziwe tylko w ramach trwałej wspólnoty życia mężczyzny i kobiety.

Księga Rodzaju zawiera stwierdzenie, że Bóg stworzył człowieka, jako płciowego: stworzył „głęboki” byt ludzki, powołując go na nieskończony poziom osobowy, ale cieleśnie ukształtował go, jako mężczyznę i kobietę: „na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę”. W optyce biblijnej antropologii mężczyzna i kobieta nie mogą poprzestać na wzajemnym uznaniu swojej równości, ale muszą być świadomi swego niejako wrodzonego powołania do „uzupełniania się”. W zamyśle Boga, który stworzył mężczyznę i kobietę, mają oni sobie pomagać w „byciu człowiekiem”. Wyraża to biblijne stwierdzenie: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu, zatem odpowiednią dla niego pomoc” (Rdz 2,18). W stworzenie kobiety została, więc wpisana od początku zasada pomocy: pomoc, która nie ma być jednostronna, ale wzajemna. Kobieta jest dopełnieniem mężczyzny, tak jak mężczyzna jest dopełnieniem kobiety: kobieta i mężczyzna są komplementarnymi. Kobiecość realizuje „człowieczeństwo” w taki samym stopniu jak męskość, ale w sposób odmienny i uzupełniający. Biblijna „pomoc”, dotyczy nie tylko zakresu działania, ale bycia. Tylko dzięki łasce tej dwoistości elementu „męskiego” i „kobiecego”, człowieczeństwo realizuje się w pełni. Wyraz „pomoc” nie oznacza podporządkowania kobiety mężczyźnie ani też nie chodzi tu jedynie o pomoc w organizowaniu codziennego życia. Podobnie w perspektywie małżeńskiej „niesłusznie zarzuca się nie kiedy zapisowi jahwistycznemu, jakoby małżeństwo miało tam wyłącznie cel prokreacyjny. Bowiem <pomoc> ( Rdz 2, 18) jest tam rozumiana dużo szerzej niż tylko biologiczna kontynuacja ludzkości. <Pomoc> jest to ubogacenie całej egzystencji ludzkiej, całej <tematyki świata osobowego> — o osobę, w małżeństwie i rodzinie. A zatem <pomoc> to <współosoba> i życie z nią w świecie jaźni, poznania, miłości i całej tęczy życia”. Na personalną interpretację terminu „pomoc” wskazuje Jan Paweł II, wyjaśniając, że kobieta ma pomagać mężczyźnie — a zarazem on ma jej pomagać — przede wszystkim w samym <byciu człowiekiem>; pozwala im niejako stale na nowo odkrywać i potwierdzać integralny sens człowieczeństwa. Ponieważ „stworzenie kobiety przez Boga charakteryzuje ludzkość, jako rzeczywistość racjonalną”, oznacza to, że różnica płciowa stanowi punkt wyjścia dla wzajemnej pomocy. Nie można pominąć faktu, że płciowość jest zawsze obecna i odgrywa istotną rolę w międzyosobowych relacjach. Odczytywana w duchu wzajemności staje się, więc przestrzenią osobowego spotkania, a nie tylko indywidualnym wymiarem człowieka.

Można, zatem powiedzieć, że <pełne człowieczeństwo> istnieje nie w samym tylko mężczyźnie lub w samej kobiecie, nie w jednej z dwu płci, lecz w mężczyźnie i kobiecie, czyli w egzystencji polegającej na otwarciu <ku> drugiej osobie. Nie oznacza to, że jednostka nie jest w pełni człowiekiem, ale że człowiek stworzony, jako mężczyzna i niewiasta jest z natury ukierunkowany na partnerstwo, miłość i wspólnotę. Najpełniejszym wyrazem tego współistnienia jest partnerstwo w małżeństwie. Bóg stworzył człowieka, jako parę, jako mężczyznę i kobietę, którzy mogą realizować siebie poprzez swe relacje z Bogiem, z innymi ludźmi i ze światem. Trzeba jednak pamiętać, że komplementarność — wyrażająca się w postawie bycia „jedno dla drugiego” — jest ważna nie tylko dla relacji małżeńskich, ale i dla całokształtu relacji między mężczyzną i kobietą. Człowiek żyjąc w określonych strukturach społecznych, jako mężczyzna i kobieta — zobowiązany jest uznać i przyjąć łączące je więzi. Nie został, bowiem stworzony, aby żyć w samotności [por. KDK 12] ·, ale „realizuje się w pełni tylko istniejąc z kimś innym, dla kogoś innego [por. KDK 12].

Wszystkie relacje naznaczone są męskością i kobiecością. Podobnie społeczne role i sposób wykonywania obowiązków zawodowych wypływają z osobowości mężczyzny i kobiety. Komplementarność ludzkiej płciowości należy rozpatrywać w świetle integralnej koncepcji człowieka. Katechizm Kościoła Katolickiego wzywa: „Każdy człowiek, mężczyzna i kobieta, powinien uznać i przyjąć swoją tożsamość płciową”. Podobne wskazania znajdują się w dokumencie Kongregacji Nauki Wiary: „Równa godność osób realizuje się w komplementarności fizycznej, psychologicznej i ontologicznej, dając miejsce dla harmonijnej <jedno-dwoistości> relacjonalnej”.

Współcześnie próbuje się niekiedy zawęzić odczytywanie męskości i kobiecości jedynie do cielesnej płaszczyzny ludzkiej płciowości i to ograniczając ją do popędu seksualnego. Zdaniem Jana Pawła II „zastosowanie do człowieka z uwagi na tę dwoistość, w której bytuje on, jako mężczyzna lub kobieta, pojęcia <popęd seksualny> — ogromnie ogranicza i poniekąd „zaniża” to, czym jest owa męskość/kobiecość w osobowym wymiarze ludzkiej podmiotowości”. Nie pomniejszając w niczym znaczenia odmienności cielesnych i psychicznych, trzeba zawsze wskazywać na różnice duchowe, w których odsłania się odmienne powołanie mężczyzny i kobiety. Rozpoznawanie i uznawanie zróżnicowania na płaszczyźnie płci powinno dokonywać się w duchu miłości. Ponieważ „kobiecość i męskość są darami komplementarnymi, toteż płciowość ludzka jest częścią integrującą konkretną zdolność miłowania, jaką Bóg zapisał w mężczyznę i w kobietę. Każdy kształt miłości, a szczególnie ten wybrzmiały w akcie małżeńskim będzie zawsze naznaczony tą charakterystyką męską i kobiecą”.

Już w tym miejscu trzeba podkreślić, że dopiero prawidłowe odczytanie idei komplementarności pozwala zrozumieć relacyjny charakter życia seksualnego. „Każde zachowanie seksualne, które sprzeciwiałoby się temu relacyjnemu charakterowi płciowości jest niezgodne z naturą płciowości, jest nieautentyczną formą realizacji własnej płciowości”. Ten relacyjny charakter zachowań seksualnych zostaje naruszony wszelkich praktykach typu masturbacyjnego. Tu, bowiem człowiek szuka przyjemności we własnym ciele, nie wchodząc w prawdziwe międzyosobowe relacje. Relacje te zostają naruszone poprzez postawy z zakresu patologii seksualnej. W tym kontekście należy również postrzegać jeden z najważniejszych argumentów za odrzuceniem związków homoseksualnych. „Mężczyzna i kobieta są sobie równi, jako osoby i dopełniają się, jako odrębne płci. Bóg zechciał powierzyć temu związkowi mężczyzny i kobiety szczególne uczestnictwo w swym dziele stwórczym. Dlatego pobłogosławił mężczyznę i niewiastę tymi słowami: <Bądźcie płodni i rozmnażajcie się> (Rdz 1,28). W planie Stwórcy komplementarność płci i płodność należą, więc do samej natury instytucji małżeństwa. Nie istnieje żadna podstawa do porównywania czy zakładania analogii, nawet dalekiej, między związkami homoseksualnymi, a planem Bożym dotyczącym małżeństwa i rodziny. Małżeństwo jest święte, natomiast związki homoseksualne pozostają w sprzeczności z naturalnym prawem moralnym”.

Nie ulega wątpliwości, że w świetle tego, co zostało wyżej powiedziane właściwe przeżywanie komplementarności nie jest rzeczą łatwą. Nie każde, bowiem spotkanie mężczyzny i kobiety na płaszczyźnie płciowości jest już akceptacją komplementarności. Konieczna jest tu „pewna dojrzałość, otwarty umysł i dobra wola, które pozwolą odkryć odmienność drugiej płci, jako dar dla drugiej osoby”.

Zauważono następujące różnice osobowościowe w określonych sferach. W sferze werbalnej — kobieta potrafi lepiej wypowiedzieć, o co jej chodzi i ta sfera ma dla niej duże znaczenie; bardzo ważne jest to, co słyszy. Natomiast u mężczyzn większe znaczenie ma zmysł wzroku. Na płaszczyźnie zdolności umysłowych — mężczyźni są bardziej uzdolnieni matematycznie i w kierunku nauk ścisłych, kobiety w kierunku humanistycznym. W obszarze rozumowania — mężczyźni myślą syntetycznie i przestrzennie (od ogółu do szczegółu), kobiety analitycznie (od szczegółu do ogółu; kobieta jest zmienna w myśleniu i działaniu, ulegająca nastrojom, mężczyzna jest zdecydowany, stanowczy, uparty w dążeniu do celu, dąży do dominacji. Co się tyczy kwestia wyrażania uczuć –to kobiety uzewnętrzniają je, mężczyźni przeżywają w swoim wnętrzu. Uczuciowość kobiety wyraża się językiem słów i gestów. Kobieta myśli bardziej sercem niż rozumem, oczekuje różnych wyrazów czułości, uczuciowość mężczyzny jest wytłumiona, poddana realistycznej logice, mniej wrażliwa na szczegóły i znaki, mocno zabarwiona zmysłowością. Zmysłowość kobiety jest powolna, o wydłużonej reakcji, trwalsza i gorętsza, natomiast zmysłowość mężczyzny jest gwałtowna i szybko wygasa.

Inność kochanej osoby na początku, a szczególnie w trakcie zakochania fascynuje, urzeka, oczarowuje, jednak po jakimś czasie staje się zarzewiem wielu nieporozumień i konfliktów. Zatem uświadomienie i uwzględnienie tychże ogromnych różnic w pożyciu małżeńskim ma umożliwić rozwój miłosnej relacji. Kobieta pragnąca bycia potrzebną, otrzymuje w mężczyźnie kogoś, komu będzie mogła okazywać swoją czułość. Działania seksualne są według niej wyrazem głębokiego oddania uczuciowego mężczyzny. On natomiast rozumie miłość, jako dawanie siebie przez działanie. Nastawiony jest na bezpośrednie przeżycie seksualne. Mężczyzna zaloty kobiety odczytuje jednoznacznie, jako zaproszenie do rozpoczęcia aktu. Seksualność mężczyzny jest często bardziej dynamiczna i niewyczerpana niż seksualność kobiety. Różnica ta ujawnia się w pierwszych latach małżeństwa. Mężczyzna nierozumiejący odmowy współżycia, może mieć przeświadczenie, że kobieta go nie kocha, czuć się odrzuconym czy niezrealizowanym. Jej obojętność czy bierność sprzyja szybkiemu załamaniu pozytywnego obrazu siebie, gdyż jest wrażliwy na gotowość kobiety. Gdy on czuje się odrzucony może słabnąć jego miłość do żony. Mężczyznę bardziej pobudzają bodźce wzrokowe, a zatem odczuwa podniecenie na sam widok nagiej kobiety, jej ciała. Dominacja bodźców wzrokowych powoduje trudność odkrywania psychiki kobiety, jej duchowości. Te bodźce kobietę stymulują w mniejszym stopniu. Jest natomiast bardziej wrażliwa na dotyk, słuch i zapach. W sferze fizycznej urzeka ją higiena ciała, czystość; w sferze psychicznej — wrażliwość, ciepło psychiczne, sposób wyrażania, bezpieczeństwo, jakie daje, zaufanie, wyższe wartości, jakimi żyje. Ulega mężczyźnie łatwiej im bardziej on rozpalił jej sferę emocjonalną. Samo podniecenie seksualne wyprzedza akt współżycia seksualnego i może zaistnieć również poza nim. Przyjemność z aktu pojawia się u kobiety zazwyczaj po pewnym czasie w miarę pogłębienia się relacji osobowej. Z tego powodu usatysfakcjonować w pełni kobietę jest trudniej niż mężczyznę, którego pobudliwość ogranicza się tylko do sfery genitalnej. Różnice płci mogą powodować zaistnienie takiej sytuacji, że pragnienia seksualne nie idą w parze z uczuciowym nastawieniem kobiety. Gdy mężczyzna pragnie już współżyć, kobieta może nie odczuwać akurat wtedy sprzyjających ku temu uczuć, dlatego może odwlekać decyzje współżycia. Jednak to dzięki tym różnicom i poprzez nie możliwe stają się dar i komunia. Innymi słowy, fakt, że mężczyzna i kobieta postrzegają siebie, jako istoty różne także seksualnie, umożliwia im wzajemne uzupełnianie się oraz budowanie osobowej komunii. To właśnie w radości komunii rodzi się płodność — zarówno płodność Ducha Świętego w Trójcy, jak i płodność cielesna w przypadku ludzkiej pary, która w darze męskości i kobiecości odkrywa swoją komplementarność. Trzeba przy tym pamiętać, że nieuporządkowanie oraz trudności, jakie mężczyzna i kobieta odczuwają przy rozumieniu siebie i swej płciowości, nie wynikają z natury mężczyzny i kobiety ani z natury ich relacji, ale z grzechu, który czyni te relacje potencjalnie konfliktorodne. Antropologia biblijna jednoznacznie wskazuje, aby do problemów, które dotykają różnic płci, pochodzić w kontekście relacji, nie zaś konkurencji czy rywalizacji.

Mówiąc o komplementarności, należy pamiętać, że chociaż jest prawdą, iż mężczyzna i kobieta zostali stworzeni „jedno dla drugiego”, to jednak Bóg nie stworzył ich, „jako części” i „niekompletnych” „A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało”(Mk 10,8). Ostatecznie oznacza to, że w małżeństwie Bóg stwarza człowieka w dalszym ciągu. Dlatego inaczej spojrzymy na równice płciowe, a inaczej na różnice wynikające ze skutków, obciążeń grzechowych. Płeć człowieka nie ogranicza się tylko do prokreacji. Przede wszystkim u człowieka staje się czymś nieporównywanie wyższym niż u najwyżej rozwiniętych zwierząt. U człowieka otrzymuje wymiary personalistyczne. Ubogaca byt człowieka, służy jego istnieniu, staje się jednym z podstawowych tematów życia psychicznego i duchowego, a także aktywności, twórczości, poezji i jest zaczynem życia społecznego. Zakłócenia w identyfikacji płciowej są zazwyczaj wielkim nieszczęściem. Najskuteczniej może je pokonać wysoka religijność osobnicza.

Istota człowieczeństwa i osoby jest w każdej płci ta sama, ale doczesne istnienie przybiera postać dwóch światów: męskiego i żeńskiego, jakby postać diadyczną. Światy te różnią się między sobą i zarazem dopełniają nie tylko somatycznie, lecz także psychicznie, egzystencjalnie, osobowościowo i co do sposobu własnego wyrazu w społeczeństwie i historii. Jednostka każdej płci jest pełnym człowiekiem, lecz mimo to, a raczej dzięki temu, ma głęboką strukturę zwróconą ku płci odmiennej na różnych płaszczyznach: mąż — żona, brat — siostra, syn — matka, córka — ojciec, wnuk — babka, kolega — koleżanka, pracownik — pracowniczka, przyjaciel — przyjaciółka. Płeć jest nie tylko czymś biologicznym, jest nie tylko pewnym faktem z urodzenia, ale także czymś, co się rozwija, kształtuje, dokonuje całe życie, personalizuje i uduchowia oraz przybiera różne wyrazy kulturowe w zależności od poziomu osobowości jednostkowej czy wspólnotowej. I rozwiązywanie problemów płci określa zazwyczaj poziom danego życia zbiorowego i kultury. Mężczyzna i kobieta są stworzeni, to znaczy chciani przez Boga, z jednej strony w doskonałej równości, jako osoby ludzkie, a z drugiej strony, w ich byciu mężczyzną i kobietą. „Bycie mężczyzną”, „bycie kobietą” jest rzeczywistością dobrą i chcianą przez Boga: mężczyzna i kobieta mają nieutracaną godność, która pochodzi wprost od Boga, ich Stwórcy (Por. Rdz 2, 7. 22). Mężczyzna i kobieta mają taką samą godność, zostali stworzeni „na obraz Boga”. W swoim „byciu mężczyzną” i „byciu kobietą” odzwierciedlają oni mądrość i dobroć Stwórcy.

Przez wzajemny dar z siebie, znajdujący swój wyraz w zjednoczeniu cielesnym, mężczyzna i niewiasta stają się obrazem Boga, w ich osobowej komunii Boskie dzieło stworzenia dokonuje się i dopełnia. Poprzez ten osobowy dar dokonuje się wzajemne objawienie dwojga będące owocem komunii: mężczyzna objawia kobietę, oddając siebie, kobieta objawia mężczyznę, przyjmując dar swego męża i jednocześnie dar ten odwzajemniając, tak jak w Trójcy Świętej Ojciec objawia się w Synu, a Syn ukazuje cuda Ojca. W Trójcy Ojciec jest miłością daną, Syn — miłością otrzymaną i oddaną Ojcu, zaś owocem tej wymiany jest Duch Święty. Dokładnie to dzieje się w komunii osób w stanie pierwotnej niewinności. W tym wzajemnym objawieniu, które rozlewa się i wypełnia w ich płodności, wyrażają oni swój osobowy byt i realizują komunię osób, starając się w ten sposób — także w zjednoczeniu cielesnym — żywym, wcielonym obrazem komunii Osób Boskich. Oznacza to, że według Bożego zamiaru płeć nie jest przypadkowym atrybutem osoby. Jeśli mężczyzna może obdarować sobą kobietę, swoje alter ego, to właśnie dzięki temu, że jest między nimi różnica płci.

Mężczyzna musi liczyć się z tym, że kobieta jest jakimś „innym światem” niż on, nie tylko w sensie fizjologicznym, ale także psychologicznym. We współżyciu małżeńskim to on ma odegrać rolę czynną, dlatego powinien poznać ów świat, a nawet o ile możności wczuwać się weń. Jest to pozytywna funkcja czułości. Bez niej mężczyzna będzie tylko starał się podporządkować kobietę wymaganiom swego ciała i swojej psychiki, czyniąc to niejednokrotnie z jej krzywdą. Oczywiście i kobieta winna się starać o zrozumienie mężczyzny, a równocześnie o jego wychowanie w stosunku do siebie. O jedno nie mniej niż o drugie. Zaniedbania w jednym z nich mogą w równej mierze być owocem egoizmu. Za takim sformułowaniem wymagań z zakresu moralności i pedagogiki małżeńskiej przemawia właśnie seksuologia, choć nie tylko ona.

Płciową strukturę życia przygotowywała biogeneza za przyczyną Stwórcy przez całe miliony lat. Jednakże o ile na niższym szczeblu służyła ona jedynie rozmnażaniu się i rzadko była formą wspólnoty życia, o tyle u człowieka płeć jest formą całego gatunku, całego człowieka i wspólnoty osobowej. Bez względu na swą płeć człowiek jest „osobą ludzką”, choć jednocześnie płeć strukturyzuje i tematyzuje świat osoby. Jest, więc uważana za modus kreacji człowieka w czasie, za wielki dar Ojca Niebieskiego i za formę kontynuacji bytu ludzkiego przez miłość. Przednaukowe stwierdzenie: płeć jest właściwością indywiduum ludzkiego otwiera nam dalej sięgające horyzonty. Indywiduum ludzkie jest, bowiem osobą, osoba zaś jest podmiotem i przedmiotem miłości, która rodzi się właśnie między osobami. Miłość ta rodzi się pomiędzy kobietą i mężczyzną nie, dlatego, że są dwoma ustrojami różnopłciowymi, ale dlatego, że są dwiema osobami. Same różnice płciowe ujęte w sposób czysto przyrodniczy wskazują tylko na jeden cel — na rozrodczość. Różnica płci służy wprost i bezpośrednio rozrodczości. To, że rozrodczość winna znaleźć oparcie w miłości, żadną miarą nie wynika z przyrodniczej analizy płci, ale z metafizycznego (to jest „poza- i ponad-przyrodniczego”) faktu bycia osobą. Płeć dopiero, jako właściwość osoby ma udział w powstawaniu i rozwoju miłości, sama z siebie nie stwarza jeszcze wystarczającej do tego podstawy.

Bóg jest miłością i w samym sobie przeżywa tajemnicę osobowej wspólnoty miłości. Stwarzając człowieka na swój obraz. Bóg wpisuje w człowieczeństwo mężczyzny i kobiety powołanie, a więc zdolność do miłości i wspólnoty oraz odpowiedzialność za nie. Płciowość, przez którą mężczyzna i kobieta oddają się sobie wzajemnie we właściwych i wyłącznych aktach małżeńskich, nie jest bynajmniej zjawiskiem czysto biologicznym, lecz dotyczy samej wewnętrznej istoty osoby ludzkiej, jako takiej. Urzeczywistnia się ona w sposób prawdziwie ludzki tylko wtedy, gdy stanowi integralną część miłości, którą mężczyzna i kobieta wiążą się z sobą aż do śmierci.

Z powyższych rozważań wynika, że każda z dwu płci z taką samą godnością, chociaż w różny sposób może być obrazem mocy i czułej miłości Boga. Pogląd o równości między mężczyzną a kobietą zrodził się w środowisku nieprzyjaznym dla jego wyrażania. Bliski Wschód stawiał i do dzisiaj stawia kobietę niżej niż mężczyznę. Na tle takiej mentalności widać dopiero wielkość i oryginalność myśli autora biblijnego. Jego wypowiedź wskazuje, że tekst objawiony — uznając równość w człowieczeństwie mężczyzny i kobiety — dostrzega równocześnie ich zróżnicowanie, wypływające z faktu posiadania odmiennej płci. Owo zróżnicowanie widać w różnym podejściu do spraw seksualnych u mężczyzny i kobiety. Wszelkie różnice okazują się „wielkim bogactwem człowiek a sprawiającym, że mężczyzna i kobieta uzupełniają się pod każdym względem i mogą w ten sposób pomagać sobie we wzroście osobowym”.

W Słowie Bożym odnaleźć można wzory doskonałych, miłosnych relacji, wybranych świętych, którzy przez to, kim są dowartościują sam akt seksualny. Biblia, jako wzór takich relacji osobowych podaje: pierwszych ludzi, Adama i Ewę w stanie pierwotnej niewinności (Rdz 1, 26—2, 25), Joachima i Annę, przy udziale, których poczyna się Dziewiczo Najświętsza Maryja Panna, a nade wszystko Ducha Świętego z Maryją, w której Dziewiczo Poczyna się Jezus Chrystus. Te osobowe relacje, w których doszło do zjednoczenia, nie tylko ciał (na sposób materialny lub/i duchowy) są kluczem do wydobycia sensu, jaki chciał przekazać Karol Wojtyła w swoim studium: „Miłość i odpowiedzialność”. W każdym z tych trzech związków osób, miała miejsce „komunia osób”. Powiedzieć można o ich idealnym uzupełnieniu stwarzającym warunki, aby w pełni ujawniła się i urzeczywistniła ta wartość, jaką ma ciało i płeć w pierwotnym zamierzeniu Stwórcy. Autor katechezach środowych pisze, że gdy ujawni się ta wartość, wtedy służy „komunii osób” i jest najgłębszym tworzywem etyki i kultury ludzkości.

1.2. Norma personalistyczna — zjednoczenie osób

Mężczyzna i kobieta, którzy współżyją będąc związani węzłem małżeńskim, czynią zadość obowiązkom względem Boga-Stwórcy dopiero wówczas, gdy całe to współżycie stawiają na poziomie miłości, czyli prawdziwie osobowego zjednoczenia.

Małżeństwo samo w sobie społecznością jeszcze nie jest — jest tylko bardzo ścisłą wspólnotą międzyosobową („dwoje w jednym ciele”). Jeśli do tej wspólnoty w szczególnej mierze odnoszą się normy moralności seksualnej, to oczywiście, że dzieje się to ze względu na różnice płci, jak zachodzi między osobami w małżeństwie, oraz ze względu na współżycie płciowe, które tylko w nim prawidłowo może być realizowane. Instytucja małżeństwa ze swoim charakterem międzyosobowej wspólnoty mężczyzny i kobiety jak najbardziej przemawia za personalistycznym ujęciem przedmiotu materialnego katolickiej etyki seksualnej. Przy tym jej naturalną odrębnością seksualną (mężczyzna — kobieta) jest tutaj z natury wcześniejszy niż moment instytucji. Małżeństwo jest możliwe — i małżeństwo powstaje, — dlatego, że „mężczyzną i kobietą stworzył ich” Bóg, że nadał im fizyczne i psychiczne właściwości płciowe i z nimi związał popęd seksualny. Te właściwości oraz popęd tkwią w każdym człowieku również poza małżeństwem — i dlatego domagają się uporządkowania od strony zasad moralności nie tylko w nim, ale także i poza nim. Gdyby katolicką etykę seksualna uprawiać tylko, jako etykę małżeńską, wówczas te wszystkie relacje międzyludzkie, wynikające z odrębności płci a pozostające poza małżeństwem, pozostałyby z niej jakoś wyłączone albo też mogłyby trochę sztucznie być pod niepodciągane.

Precyzując, jako przedmiot katolickiej etyki seksualnej relację pomiędzy osobami różnej płci, — czyli ujmując tę naukę już w tej warstwie personalistycznie — otwieramy ją najgłębiej i najwłaściwiej dla jej przedmiotu formalnego, tzn. dla światła norm i wartości, których normy te znajdują odpowiednie dla siebie uzasadnienie.

Jezus przyszedł odnowić stworzenie w jego pierwotnej nieskazitelności. W Kazaniu na Górze dokładnie wyjaśnia zamysł Boga: „Nie cudzołóż! (…) Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” (Mt 5, 27—28). Człowiek nie powinien rozdzielać tego, co Bóg złączył (por. Mt 19, 6). Jest to jedno z przykazań, które zawierają się w przykazaniu miłości. Nie można jednak od nikogo na siłę wymagać miłości, nie można jej nikomu narzucać. Miłość może być tylko wolnym wyborem ludzi. Mogą ją przyjąć lub odrzucić.

Wolność ludzka najpełniej urzeczywistnia się w przykazaniu miłości Boga i bliźniego. Nie jest to jednak wolność, która pozwala folgować ślepym namiętnościom, lecz wolność, która prowadzi do miłości i do wyboru w każdej sytuacji tego, co dobre, nawet wówczas, gdy jest to uciążliwe. Tylko człowiek wyzwolony do prawdziwej wolności przez Jezusa Chrystusa, może doświadczyć, że nie jest związany zewnętrznie przez przepisy prawa, ale wewnętrznie przez miłość.

Autentyczna >kultura miłości< wymaga, aby seksualne spotkanie między mężczyzną i kobietą było widziane nie, jako okazja do utylitarystycznego zadowolenia, ale jako wyraz daru osób w ich całościowym wymiarze cielesnym i duchowym oraz w odpowiedzialnej otwartości na życie. Jan Paweł II podkreśla również, że współżycie seksualne nie może być nigdy jednostkowym wydarzeniem, wyobcowanym z codzienności, lecz zawsze zakłada wspólnotę życia i miłości, z której wypływa i do której pogłębienia powinno prowadzić. Miłość małżeńska nie może być przezywana w egoistycznym skoncentrowaniu na sobie samym, na swoich przeżyciach i doznaniach.

Miłość nie może się wyrażać w samym używaniu, choćby nawet obustronnym i równoczesnym. Wyraża się ona natomiast prawidłowo w zjednoczeniu osób. Miłość w profilu subiektywnym jest zawsze jakąś sytuacją psychologiczną, przeżyciem wywołanym przez jakąś wartość seksualną i wokół niej skoncentrowanym w podmiocie czy też w dwóch podmiotach obustronnie przeżywających miłość. Miłość w profilu obiektywnym jest faktem między-osobowym, jest, wzajemnością i przyjaźnią opartą na jakiejś wspólnocie w dobru, jest, więc zawsze zjednoczeniem dwojga osób, a może się stać ich przynależnością.

Zdolność uczestnictwa w samym człowieczeństwie każdego człowieka stanowi rdzeń wszelkiego uczestnictwa i warunkuje personalistyczną wartość wszelkiego działania i bytowania „wspólnie z innymi”. Przykazanie miłości w sposób szczególnie wyrazisty i konsekwentny potwierdza, iż w jakimkolwiek działaniu i bytowaniu „wspólnie z innymi” układ odniesienia „bliźni” ma znaczenie podstawowe”. „Relacja „ja — ty” otwiera człowieka wprost na człowieka. Człowieczeństwo, to dane jest relacji „ja — ty” nie, jako abstrakcyjna idea człowieka, ale jako „ty” dla „ja”. Uczestnictwo w tym układzie to tyle, co realizacja międzyosobowej wspólnoty, której osobowa podmiotowość „ty” objawia się przez „ja” (poniekąd też wzajemnie), a nade wszystko osobowa podmiotowość jednego i drugiego gruntuje się, zabezpiecza i rośnie w tej wspólnocie”.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 35.4