E-book
13.65
drukowana A5
49.18
drukowana A5
Kolorowa
75
Templariusze Krucjata

Bezpłatny fragment - Templariusze Krucjata

W poszukiwaniu świętego Gralla V wydanie

Objętość:
270 str.
ISBN:
978-83-8126-888-2
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 49.18
drukowana A5
Kolorowa
za 75

Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona

Prawda historyczna a fakty historyczne, w moim opowiadaniu i słowie wstępnym są raczej prawdziwe niż wymysłem fantazji pisarza. Christof Jean Derda-Guizot autor

Militis Christi le a, uteur


Herba zakonu Templariuszy

Templariusze jest to stary pochodzący ze wczesnego średniowiecza. Francuski zakon rycerski do którego przynależę w Komandorii Paryskiej jako francuz z pochodzenia. To nie inaczej jak Fratres Militiae Templi, Pauperes Commilitones Christi Templique Salomoni nasz święty średniowieczny, katolicki zakon rycerski, działający od XII do XIV wieku aż do dziś dnia. Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona, a mówiąc ściślej, zakon Templariuszy powstał w 1118 roku lub, jak sądzi część nieznających dokładnie naszej historii historyków, w 1119 roku, lub dopiero w 1120 roku, kiedy to szlachetny Hugo de Payens, rycerz z Szampanii i jego nieustraszeni towarzysze, jak Godfryd de Saint-Omer, Godfryd d’Eygorande, Nicolas de Neuvic, Jean d’Ussel, Jean de Meymac i Pierre d’Orlean złożyli przed Gormondem de Picquigny, patriarchą Jerozolimy śluby ubóstwa, czystości, posłuszeństwa i walki za wiarę według reguły cysterskiej czcigodnego i świętego Bernarda z Clairvaux. Nasi rycerze i jednocześnie zakonnicy zobowiązali się bronić pielgrzymów i chronić szlaki pielgrzymkowe w ziemii świętej. W 1120 roku, od króla Jerozolimy, Baldwina II, otrzymali stojący na wzgórzu świątynnym, przebudowany na kościół rzymsokatolicki, meczet Al-Aksa oraz część wznoszącego się w pobliżu swojego pałacu, który stał się ich kwaterą. W 1125 roku, do naszego zakonu wstąpili André de Montbard, i był to także nasz piąty wielki mistrz zakonu oraz Hugo z Szampanii. Obaj ze względu na swoje powiązania, albowiem André był wujem Bernarda z Clairvaux, twórcy reguły zakonu cysterskiego, a Hugo przyjaźnił się z opatem klasztoru cystersów w Citeaux, Étienne’em Hardingiem. Cztery lata później w 1129 roku, na synodzie w Troyes, któremu przewodzili kardynał legat Mateusz d’Albano i Bernard z Clairvaux, Templariusze faktycznie konstytuowali się jako zakon rycerski przy czym otrzymali regułę zakonną opierającą się na regule cysterskiej. Naszą sentencją stało się zdanie łacińskie Memento Finis co też z łaciny tłumaczy się, pamiętaj o końcu. Nasza reguła łacińska składała się z siedemdziesięciu dwóch artykułów, które omawiały obowiązki religijne i wojskowe braci Templariuszy, porządek dnia zakonnego, czy też doczesnych własności braci, całej struktury i hierarchii zakonu oraz co najważniejsze bezwględnego posłuszeństwa. W 1147 roku, juz podczas pontyfikatu papieża Eugeniusza III, który także uczestniczył w kapitule generalnej w Paryżu, ojciec święty nadał Templariuszom godło czerwonego, ośmiokątnego krzyża, jako symbolu męczeństwa, które zazwyczaj noszono na białym habicie. W tym samym czasie regułę łacińską przetłumaczono na język francuski, wprowadzając zmiany reguł, jak np. rezygnacja z zasady nowicjatu. Nazwa naszego zakonu pochodzi od łacińskiego słowa templum czyli świątynia, od naszej siedziby w pobliżu dawnej świątyni Salomona w Jerozolimie. Pieczęć zakonu Templariuszy, od jej powstania przedstawiała dwóch rycerzy dosiadających jednego wierzchowca, co zawsze symbolizowało w naszym zakonie, pokorę i ubóstwo. Na czele Zakonu stał i stoi do dziś dnia zawsze wielki mistrz, którego większością głosów wybierało i wybiera kolegium złożone z trzynastu elektorów: ośmiu rycerzy, czterech serwientów i jednego kapelana. Wielkim mistrzem mógł zostać wyłącznie brat po złożonych wcześniej ślubach zakonnych. W sprawach ważnych mistrz podejmował decyzje radząc się kapituły, w której skład wchodzili bracia jak, seneszal, marszałek, szatny, komandor Królestwa Jerozolimskiego, Komandor Grodu Jeruzalem, komandor Akki, komandor Trypolisu i komandor Antiochii. Zastępcą wielkiego mistrza był seneszal, odpowiedzialny za zaopatrzenie i gospodarkę zakonu. Nad jego namiotem w obozie powiewała baussant, to srebrzysto biała chorągiew zakonu. Na czele hierarchii wojskowej stał marszałek, który dowodził hufcami w czasie wojny i był odpowiedzialny za dyscyplinę zakonników. Podczas bitwy marszałek osobiście dzierżył sztandar, najważniejszy znak dla walczących rycerzy. Komandor Królestwa Jerozolimskiego był skarbnikiem zakonu. Komandor Grodu Jeruzalem odpowiadał za bezpieczeństwo szlaków pielgrzymkowych prowadzących nad Jordan. Komandor Jeruzalem i jego dziesięciu rycerzy miało przywilej strzec relikwii Świętego Krzyża, który stracono w czasie bitwy pod Hattin. Komandorzy, przy pomocy własnych marszałków i szatnych sukienników, zarządzali swoimi prowincjami zakonnymi. Podlegali im kasztelani i komandorzy poszczególnych domów zakonnych. W Europie Templariusze posiadali 13 prowincji jak, Francja, Anglia ze Szkocją i Irlandią, Flandria, Poitou, Akwitania, Owernia, Prowansja, Sycylia, Apulia, Portugalia, Katalonia, Aragonia i Węgry. Na czele każdej komandorii stał mistrz. Najważniejszymi prowincjami, które posiadały status równy prowincjom wschodnim, były prowincje hiszpańskie, w których również walczono z niewiernymi głównie islamskimi innowiercami. Pozostałe europejskie prowincje, baliwaty oraz same komandorie, pełniły zazwyczaj funkcje gospodarcze i finansowe. Każdy klasztor zwany Templum miał swoją kapitułę zwykłą, zbierającą się raz w tygodniu, i kapitułę generalną, która służyła jako instancja odwoławcza. Członkowie naszego Zakonu dzielili się na cztery grupy, jak braci i rycerzy czyli fratres milites, braci służebnych zwanych serwientami, a także fratres servientes armigerii, kapelanów fratres capellani, oraz służby i rzemieślników servients famuli et officii. W zakonie Templariuszy, mogli również służyć rycerze na określony czas, po którym wracali czasami do życia świeckiego, oraz fratres conjugati bracia żonaci.Czyli jak by nie patrzeć jest zakon bardzo szczególny. Rycerze odbywający czasową służbę w naszym zakonie i bracia żonaci nie mogli wprawdzie nosić białych habitów, lecz, podobnie jak serwienci, nosili brązowe lub czarne płaszcze z czerwonym krzyżem. Wicemarszałek, chorąży, brat kucharz klasztoru, kowal klasztoru, komandor portu w Akce rekrutowali się spośród braci służebnych.

Chorągiew bojowa zakonu Templariuszy

Motto naszego Zakonu Templariuszy od zawsze znaczy jedno!

Non nobis Domine, non nobis, sed nomini Tuo da gloriam!

Znak zakonu Templariuszy

Nie nam, Panie, nie nam, lecz Twemu imieniu daj chwałę. Psalm z pisma świętego 115,1

Pieczęć zakonu Templariuszy

Sigillum Militum Chris

Słowo wstępne

Templariusz na straży

Na zdjęciu na następnej stronie, przedstawiam mój osobisty pierścień zakonny i nikomu nie wolno go nawet dotknąć prócz mnie samego, tym bardziej po złożeniu przysięgi wierności zakonowi wobec naszego mistrza. Pieczęć naszego zakonu pokazuje nam dwóch uzbrojonych rycerzy na jednym koniu. Jej znaczenie nie jest całkowicie postronnym osobom dobrze znane. Może to wskazywać na ślub ubóstwa przy wejściu w szeregi zakonu, inni historycy podejrzewają, że jest ten wizerunek symbolem ducha i braterstwa, według trzeciej teorii ci dwaj rycerze są jedną osobą, raz jako wojownik i raz jako mnich zakonu. W czasie aresztowań pod wyrafinowanym parszywym ale i niestety królem Francji Filipem IV Pięknym, została ona w akcie oskarżenia oceniona jako dowód praktyk homoseksualnych naszego zakonu. Których nigdy u nas nie było, ty kłamliwa kanalio abyś szczezł w piekle, za swoje nieprawdziwe oszczerstwa i kłamstwa. I tak się też stało kiedy nasz wielki mistrz Jakub de Molay przeklął tego nieszczęsnego króla za jego fałsz wraz z papieżem uczestniczącym w tym haniebny spisku, i obaj niecały rok później zmarli. A tymczasem najnowsze badania przeprowadzone w archiwach Watykanu w roku 2019, udowodniły iż tak święta inkwizycja jak i król Filip Piękny IV, oraz zamieszany w oskarżenie papież Klemens V, skłamali i złożyli fałszywe świadectwo przeciwko naszemu Wielkiemu mistrzowi Jakubowi de Molay. Znakiem identyfikacyjnym zakonu był początkowo tylko biały płaszcz noszony nad białym habitem. Później z okazji II wyprawy krzyżowej 27 kwietnia 1147 roku, płaszcz ten został oznaczony czerwonym krzyżem, na lewym ramieniu przez papieża Eugeniusza III. Krzyż najpierw równoramienny został później przekształcony w łapowy.

Templariusze na wyprawie krzyżowej

W historii naszego zakonu sporadycznie stosowane były również krzyże laskowane. Flagą naszego zakonu jest Beaucéant i jest ona podzielona na dwie części, jedną czarną i jedną białą u góry a na dole a symbolizuje pokój i wojnę, później wyglądała jak szachownica, a jeszcze później został dodany do niej nasz krzyż templariuszy. 19 marca 1128 roku, Templariusze otrzymali pierwsze nadanie z rąk Teresy, królowej Portugalii, która oddała nam zamek w Soure nad Mondego strzegący południowej granicy królestwa przed Maurami. Także w tym roku Hugo de Payens, założył prowincję angielską ze Starą Świątynią w Holborn jako ośrodkiem, a Gotfryd z Saint-Omer, syn kasztelana z Saint-Omer uzyskał darowizny na rzecz zakonu od Wilhelma Clitona, hrabiego Flandrii. W kolejnych latach Templariusze pozyskali kolejnych hojnych sponsorów i współbraci. 14 lipca 1130 roku, śluby zakonne do naszego zakonu złożył Rajmund Berengar III, hrabia Barcelony i Prowansji, ofiarowując Templariuszom zamek Granena na granicy marchii saraceńskiej, zaś Alfons, król Portugalii obdarzył naszych Templariuszy nadaniem puszczy Cera, pozostającej dotąd w rękach Saracenów, a po wyzwoleniu regionu nasi rycerze założyli Coimbrę, Ega i Rodin, które podlegały papieżowi bez pośrednictwa biskupów, a w 1131 roku, podczas oblężenia Burgos Alfons I, król Aragonii pozostawił w testamencie Templariuszom jedną trzecią swego królestwa. Jednak po jego śmierci w 1134 roku, niestety jego poddani unieważnili testament dzielący królestwo pomiędzy zakony rycerskie i przekazali królestwo don Ramirowi, bratu Alfonsa, biskupowi Burgos. W walkach o sukcesję, które wybuchły po unieważnieniu testamentu Templariusze jako zbyt dumni nie wzięli udziału. Kolejne nadania uzyskaliśmy w 1132 roku, uzyskując zamek Barbara od Armengola, hrabiego Urgel, a w 1134 roku, otrzmał nasz zakon twierdzę saraceńską Calatrava zdobytą przez Alfonsa, króla Kastylii i Aragonii od arcybiskupa Toledo, zaś w kwietniu tego roku hrabia Barcelony Rajmund Berengar IV przyrzekł Templariuszom pomoc w obronie Graneny. 24 maja 1136 roku umarł nieodżałowany nasz bohater i pierwszy mistrz zakonu Hugo de Payens, pierwszy mistrz zakonu Templariuszy, jego następcą został wybrany Robert de Craon z Andegawenii, który uzyskał od kolejnych papieży, szereg bulli potwierdzających przywileje dla zakonu i stanowiących podstawę ich działalności. 29 marca 1139 roku papież Innocenty II wydał bullę Omne Datum Optimum będącą podstawą przywilejów nas Templariuszy.

Templariusze w ziemi świętej

Kodeks zakonny wprowadził do naszego zgromadzenia braci kapelanów, i wyłączył Templariuszy, zupełnie spod władzy kościelnej poza jedyną papieską i powierzył wielkiemu mistrzowi oraz kapitule zakonnej pełną odpowiedzialność za władzę w naszym zakonie, wyłączył spod opłaty dziesięcin, upoważnił nasz zakon do budowy kaplic i kościołów wyłączonych spod jurysdykcji biskupów. Bulla Milites Templi z 1144 roku, nadała Templariuszom prawo do kwestowania raz do roku w każdym kościele, nawet w okolicach obłożonych interdyktem. I tak w tymże roku Templariusze przyjęli do swego grona będącego w agonii i obłożonego klątwą Gotfryda z Mandeville, hrabiego Essex, co umożliwiło jego pochowanie w ziemi poświęconej i stanowiło wyraz nadanego nam szczególnego przywileju. W 1145 roku, kolejna bulla Militia Dei, powiadomiła biskupów o prawie Templariuszy do budowy kaplic, a w 1147 roku, papież Eugeniusz III nadał nam Templariuszom godło czerwonego krzyża na białych habitach, i miał być symbolem permanentnej krucjaty zakonu, przeciw niewiernym islamskim bojownikom głównie w ziemi świętej, nastąpiło to podczas obrad kapituły generalnej zakonu w Paryżu. Wszystkie te przywileje uszczuplające dochody duchowieństwa i wyłączające nas Templariuszy spod wszelkiej jurysdykcji biskupiej, spowodowały w końcu narastanie oporu i wielkiej niechęci całości kleru do naszego zakonu. Było to oczywiście spowodowane zwykłą ludzką zawiścią i zwykłą zazdrością. Nowe bractwo wypełniło dużą lukę, w wewnętrznej organizacji Królestwa Jerozolimy. Początkowo spełniało niejako tylko rolę pewnego rodzaju można powiedzieć policji, patrolujące drogi i zwalczając opór ludności miejscowej muzułmańskiej i czasami chrześcijańskiej.

Mój osobisty pierścień i krzyż Templariusza

Odciążało w ten sposób zazwyczaj szczupłe siły wojskowe królestwa od zajmowania się sprawami bezpieczeństwa wewnętrznego w jakimś okupowanym kraju. Dlatego szybko zyskało uznanie, popularność i cieszyło się poparciem króla i możnych. Również duchowieństwo przyjęło z zadowoleniem powstanie rycerskiego bractwa. Gdy w 1291 roku, niestety upadło także Królestwo Jerozolimskie, pozbawieni siedziby Templariusze przenieśli się na Cypr 1291 roku, a następnie dalej aż do samej Francji. Niestety był to fatalny w skutkach błąd strategiczny bowiem ten zdrajca Król francuski i parszywy kłamca złodziej, morderca i bydlak, Filip IV Piękny, był zadłużony poważnie u nas Templariuszy. Chcąc się uwolnić się od wszelkich zobowiązań finansowych, w piątek 13 października 1307 roku, uwięził podstępnie i bezprawnie członków naszego zakonu we Francji. Oszczerczo zarzucając nam herezję, świętokradztwo, innowierstwo, czary, rozpustę, kult bożka Bafometa, odstępstwo od wiary i spiskowanie z Saracenami. Po długotrwałym procesie, trwającym do czerwca 1311 roku, będący pod wpływem królów Francji sobór w Vienne, zdecydował niestety o kasacie zakonu Templariuszy. Nasze wszelkie majątki we Francji zostały bezpowrotnie skonfiskowane, a wielu Templariuszy poniosło straszliwą śmierć przez spalenie na stosie, w tym nasz nieodżałowany wielki mistrz, szlachetny Jakub de Molay, a także 54 innych dostojników zakonnych. Nie wszędzie jednak likwidacja naszego zakonu przebiegła bez problemu jak w rodzime naszemu zakonowi Francji.

Templariusz w pełnej zbroi

Bardzo silny i zbrojny opór stawili na szczęście temu niegodnemu miana króla, Templariusze aragońscy i cypryjscy. Natomiast Templariusze niemieccy stawili się na wezwanie przed władzami świeckimi, w pełnym rynsztunku bojowym, dzięki czemu uniknęli wszelkich represji i aresztowania. Liczebność naszego zakonu w różnych okresach swojego istnienia była bardzo różna, jednak tuż przed upadkiem zakon nasz liczył około 4500 ludzi, z czego 1000 to najwyżej postawieni w hierarchii bracia rycerze, pozostali to bracia służebni, rzemieślnicy i kapelani i duchowni. Z tej liczby 2000 naszych rycerzy przebywało w samej Francji, a 2500 rycerzy poza jej granicami. Początkowo Templariusze byli tylko jak wspomniałem niejako strażnikami szlaków pielgrzymkowych, by następnie wraz ze swoim liczebnym wzrostem, stać się jedną z ważniejszych stron i sił militarnych w Outremer. Ten fakt był między innymi przyczyną opracowania nowej Reguły w rodzimym języku francuskim, która szczegółowo omawiała również militarne aspekty naszego życia zakonnego. Z bronią w ręku musieliśmy służyć wszyscy tak bracia jak i serwienci. Każdy rycerz i jednocześnie zakonnik, mógł posiadać trzy wierzchowce, a czwartego dosiadał jego giermek. Zbroja naszego każdego bez wyjątku rycerza, składała się z hełmu, kolczugi oraz żelaznych nogawic. Każdy Templariusz uzbrojony był w miecz, tarczę, kopię, młot turecki i puginał. Serwienci najczęściej walczyli pieszo, chociaż mogli posiadać jednego konia, i byli jakby uzbrojeni troszeczkę gorzej. Podstawową jednostką taktyczną naszych zastępów pancernych był hufiec, składający się z rycerzy i ich giermków. U boku Templariuszy służyli także czasami turkopole jako lekka jazda syryjska.

Brat Sukiennik i modlący się Templariusz

Oddziałami z zastępami Templariuszy w czasie marszu, postoju i w boju, zawsze dowodził marszałek. Nasza reguła zakonna wymagała bezwzględnego podporządkowania się rozkazom marszałka, a każde naruszenie reguły było karane, najsurowiej zaś karano tchórzostwo i przejście na stronę wroga, które dla mnie jako Templariusza jest czynem wręcz niepojętym. Toteż czytelnik musi sobie wyobrazić iż z historycznego punktu widzenia nie słyszałem, o jakiejkolwiek zdradzie lub tchórzostwie w naszym zakonie od jego powstania aż do dziś dnia. Wydaje się to niemal niemożliwe, ale tak było zawsze jest i będzie, żadna też zdrada nigdy nie splamiła naszego białego płaszcza z czerwonym krzyżem. Jedynie co nas plamiło to krew niewiernych, lub nasz własna oddana w walce zawsze za wiarę i Chrystusa. Nikt nie mógł opuścić pola walki, i nie opuścił miecza nigdy aż do dziś, jeżeli widoczny był i jest w polu widzenia czarno biały sztandar trzymany przez naszego marszałka, którego chroniło zawsze dobrze okutych dziesięciu rycerzy. Militarny charakter działalności zakonu Templariuszy, kazał nam wznosić na Wschodzie obronne fortece, również na terenie miast, które powierzono naszemu zakonowi w obronę. Templariusze stanowili garnizon twierdz, zamków i warowni jak Gazy, Tortosy, Safad, Safity, Chastel-Blanc, Sydonu, Arsour, Atlit, Natron, Bagras, Askalon, Toron, Beaufort, Ujun Musa, Chastellet, Chastel Rouge, Ahamant, Destroit, La Fève, Maldoim, Merla, Casal des Plaines, La Colée, Darbasak, La Roche de Roussel. Nasi Rycerze Świątyni brali udział w wielu bitwach nie tylko w Ziemi Świętej, ale też poza nią, a w roku 1153, nastąpiło przy naszym współudziale zdobycie Askalonu, w 1177 roku, dalej to, krwawa bitwa pod Montgisard, w roku 1187, później odbyła się bitwa pod Hittin, a w roku 1191 bitwa pod Arsuf, w roku 1219 nastąpiło zdobycie przez nasz zakon Damietty, czy też jak w roku 1241, odbyła się bitwa z udziałem Templariuszy pod Legnicą w królestwie Polskim.

Templariusze po walce pod Akką w roku 1291

W roku 1244,odbyła się bitwa pod La Forbie, w roku 1250, bitwa o Al Mansurę, i w roku 1291, krwawa i tragiczna dla naszego zakonu obrona Akki a także w roku 1298, bitwa pod Falkirk. Ulegając naciskom tego bydlaka słów brak nie tylko mnie, na tą kanalię, króla Francji. 3 kwietnia 1312 roku, papież Klemens V na Soborze w Vienne, bullą Vox in exscelso, zawiesił nasz zakon, ostatecznie jednak uniewinnił nas z fałszywych zarzutów o herezję. Niestety po zawieszeniu zakonu Templariuszy dobra naszego zakonu zostały zajęte przez papieża, a później przekazane bezprawnie Joannitom, jednak nie wszystkie udało im się przejąć, część przejęli bowiem lokalni władcy. Templariuszom w królestwie Portugalii pozwolono natomiast na utworzenie nowego zakonu, jako Zakonu Rycerzy Chrystusa, który przejął posiadłości Templariuszy tam położone a były to dobra niemałe. Stworzenie naszego zakonu było możliwe dzięki wyjątkowym stosunkom Templariuszy w tym kraju z jego władcami, gdyż już wcześniej zakonnicy składali tam przysięgę na wierność królowi, co ich niestety uzależnia od władzy królewskiej, ale też dzięki temu, cieszyli się licznymi przywilejami i protekcją panujących władców. Podobnej zależności nie było w innych krajach, gdzie zakon nasz funkcjonował. A w Aragonii na przykład, majątek zakonu został przekazany nowo utworzonemu Zakonowi Rycerzy z Montesy.

Zakon Templariuszy w walce na rycinie średniowiecznej

Od XIII wieku, Templariusze działali także na obszarze współczesnej Polski. Pierwsze nadania ziemi, zawdzięczamy księciu śląskiemu Henrykowi Brodatemu, który przekazał nam majątki w okolicach Oławy Oleśnica Mała, oraz Lietzen i jest to ówczesna Leśnica. Władysław Odonic przekazał nam Myślibórz, Wielką Wieś, Chwarszczany i Wałcz. Wielkopolski książę Przemysł II, przekazał nam we władanie gród Czaplinek. Zakon Templariuszy miał w Polsce kilkanaście komandorii, niektórzy historycy nawet doliczają się ich na 50. Liczba Templariuszy w Polsce w okresie największego rozwoju zakonu jest oceniana na 150 do 200 rycerzy, przy czym byli to rycerze z różnych krajów Europy z wyraźną przewagą Templariuszy pochodzenia niemieckiego. Liczba Polaków w zakonie jest raczej dziś trudna do ustalenia. Po rozwiązaniu zakonu nasz majątek przejęli Joannici. Do Polski Templariusze dotarli około 1155 roku. Przywiózł naszych rycerzy ze sobą, wracając z krucjaty, książę Henryk Sandomierski, syn Bolesława Krzywoustego. Należy też przy tej okazji wysnuć pewien wniosek, że gdyby zamiast wrogiego zakonu Krzyżackiego sprowadzonego do Polski w 1226 roku, przez księcia Mazowieckiego Konrada Pierwszego. Ten sprowadził by do Polski nasz zakon w większej sile losy Polski potoczyłyby się pewnie zupełnie inaczej i bardziej pomyślnie dla korony Polskiej jaki samego naszego zakonu.

Na zdjęciu zdrajca i morderca zakonu Filip IV tfu! piękny

Miał nam wówczas nadać miejscowość Opatów oraz 16 przyległych wsi na ziemi sandomierskiej. Pozostałością ówczesnego klasztoru i komandorii jest najprawdopodobniej kolegiata świętego Marcina w Opatowie, gdzie według legendy znajdują się w podziemiach zabalsamowane ciała naszych braci. Na Śląsku, dzięki staraniom Henryka Brodatego, pierwsi Templariusze osiedlili się w 1226 roku, czyli równocześnie z zakonem Krzyżackim na ziemi Chełmińskiej a Templariusze otrzymali gród w Oleśnicy Małej koło Oławy, gdzie założyli pierwszą na tych ziemiach siedzibę, i komandorię w Polsce. Kolejna komandoria powstała, według naszych starych kronik na przełomie XIII i XIV wieku, w miejscowości Obrowiec koło Krapkowic. Od wieków grodzisko to, było zwane Tempelberg czyli Miasto Templariuszy. Miejsce to istnieje do dnia dzisiejszego. Nasi zakonnicy przebywali prawdopodobnie także na zamkach w Rogowie Opolskim, Krapkowicach, oraz na zamku w Otmęcie, po którym do dnia dzisiejszego zostały tylko niewielkie ruiny. W całości zachowała się jedynie jego wieża, która obecnie jest integralną częścią miejscowego kościoła parafialnego.

Templariusz w modlitwie

Według legendy o naszym zakonie, zamki komandorii w Rogowie i Otmęcie łączył podziemny korytarz, i przypuszcza się, że połączenie miały również z Obrowcem i Krapkowicami. Ślady naszych rycerzy wiodą także do Prudnika, gdzie mieli zbudować pierwszy drewniany zamek w tej okolicy. Książę Bolesław Wstydliwy osiedlił zakon Templariuszy także w Łukowie i podjął starania o ustanowienie tam biskupstwa wymienianym w bulli papieża Innocentego IV, z 1 lutego 1257 roku. Sensacyjnego odkrycia dotyczącego Templariuszy, jak już wspomniałem w Archiwum Watykańskim, dokonała włoska badaczka i profesor Barbara Frale, wyniki swoich prac opublikowała w 2004 roku, w Journal of Medieval History. Podczas kwerendy i przeszukania archiwum Watykańskim, natknęła się przypadkowo na pergamin, o którym to przez ostatnie siedem wieków powszechnie sądzono, że zaginął bezpowrotnie. Okazało się, iż dokument ten, był tylko źle i nieprawidłowo skatalogowany. Kopia tego dokumentu, który został odnaleziony przez badaczkę, została opublikowana we włoskim czasopiśmie Hera.

Brat i sukiennik oczekują na werdykt świętej inkwizycji

Jest to tak zwany pergamin z Chinon, a oryginał papieskiego fałszywego śledztwa prowadzonego przez świętą inkwizycję, w zamku w Chinon, gdzie byli przetrzymywani w tym czasie nasz wielki mistrz i jego najbliżsi współpracownicy. Proces przeciw Templariuszom toczył się w 1308 roku, w Poitiers we Francji, które wówczas było siedzibą papieża. Z pergaminu odnalezionego przez profesor Barbarę Frale wyraźnie wynika, iż Templariusze nigdy, podkreślam to jako Templariusz, nie byli heretykami, nigdy też nie uprawiali jakichkolwiek czarów, nie zajmowali się ani kabałą i nie wyznawali zarzucanego nam bałwochwalstwa wobec tak zwanego Bachometa. Papież wiedział o różnych wprawdzie niewielkich nadużyciach w naszym zakonie, ale także nie uważał zakonu Templariuszy, za odstępców od wiary. Watykan udostępnił dokumenty z procesu Templariuszy, dopiero w dniu, 25 października 2007 roku. W tym dniu w Sali Synodalnej dokumenty te zaprezentowało Tajne Archiwum Watykańskie. Sergio Pagano, prefekt tajnego archiwum watykańskiego, stwierdził, że celem przedstawienia dokumentów nie była żadna chęć uczczenia zakonu Templariuszy, a tym bardziej jego rehabilitacji ale jednak prawda historyczna zwyciężyła nad zwykłymi oszczerstwami. Nasza rola ogranicza się jednak tylko do badań historycznych powiedział Pagano. I o tym fakcie wspomniałem już czytelnikowi na samym początku tego opowiadania. Iż wszelkie oszczerstwa rzucone przeciwko naszemu zakonowi były zgoła fałszywe nieprawdziwe i niesłuszne.

Templariusze. Krucjata w poszukiwaniu świętego GRAALA

Templariusz ścina islamskiego wojownika

Powieść historyczna

Tą książką oddaję Honor jako Templariusz, wszystkim żywym i umarłym oraz poległym w bojach o wiarę moim braciom, a szczególnie tym Templariuszom którzy polegli we wszystkich słusznych bitwach za Chrystusa, oraz tym którzy zostali niesłusznie i haniebnie zdradzonymi i spalonymi na stosach inkwizycji za przyczyną francuskiego króla Filipa IV, jak i papieża Klemensa V, których przeklął na płonącym już stosie nasz mistrz Jakub de Moley, o tym fakcie także wspomniałem już wcześniej. I to Templariuszom poświęcam to opowiadanie, w całości… autor.

Bitwa w wyprawie krzyżowej

Ta książka jest, w pełni nie tylko opowiadaniem historycznym o zakonie Templariuszy, jest ona także kolejnym stanowczym ostrzeżeniem, przed tym co nas może czekać, już niebawem. Jeśli my chrześcijanie, obojętnie z jakiego kościoła nie będziemy stali razem, jak ci szlachetni rycerscy zawsze Templariusze i inne zakony rycerskie silnym murem, przed zalewem islamu, na cały nasz chrześcijański świat. Trzeba patrzeć bardzo uważnie, kilka dobrych wieków wstecz. Aż do wczesnego średniowiecza i pierwszych wypraw krzyżowych przeciwko islamowi, i chyba należy wziąć przykład z zakonu Templariuszy, który jako najwierniejszy ze wszystkich zakonów rycerskich, zapłacił przecież najwyższą cenę, za swoje przywiązanie do krzyża świętego. Który za swoją wierną służbę kościołowi, zakon nasz otrzymał największą i tak bardzo niesprawiedliwą zapłatę, przeznaczoną tylko dla największych szalbierczy i świętokradców, tamtego świata. To były czasy, gdzie ziemia święta była dla chrześcijan wszystkim co najważniejsze w ich życiu. Jest ona święta i dziś, jednak znajduje się, już od dawna z powrotem pod władzą państwa Izrael, jak i wszelkiej odmiany islamu ale i my chrześcijanie jesteśmy tam do dziś dnia. Gdzie też ogień wojny religijnej nie wygasł nigdy, i pali się raz mocniej raz nieco tylko mniejszym płomieniem. Jednak niebawem wybuchnie takim pożarem, że może nas wszystkich pochłonąć, jeśli nie będziemy nad wyraz czujni i rozważni. Powtarzając za bohaterskim ojcem Augustynem Kordeckim przeorem Jasnej Góry. Broniącym Częstochowy przed nawałą Szwedów. Bramy w tym wypadku, samej Europy trzymajcie mocno zawarte!! W tym rozumieniu dokładnie, ostrzega nas to motto i zawołanie, przed nawałą islamu, i islamistów na całą Chrześcijańską Europę. Poprzednie wszystkie osiem wypraw krzyżowych, wysłanych tak przez papieży czy ówczesnych władców Europy, w celu zdobycia ziemi świętej i samej Jerozolimy przez papieży, i królów europejskich było przyczyną nieustającego konfliktu który tli się, nieustannym zarzewiem ognia i wiecznej wojny między chrześcijaństwem i islamem, aż do dziś dnia. Dziś też trwa jakaś dziwna krucjata. Ale nie nasza chrześcijan, na ziemię świętą. Dziś jest wręcz odwrotnie, jak i dawniej, tak teraz płynie nawała agresywnego islamu na Europę. Który za cel przyjął stłamszenie wiary chrześcijańskiej i wyplenienie jej na wieki z Europy. Jednak myślę że nasza wiara w Chrystusa ostatecznie zwycięży.

Notre Dame w ogniu 15 kwietnia 2019 roku

Popatrzcie czym kończy się zalew obcej islamskiej religii na Francję, oto katedra Notre Dame w Paryżu. Spłonęła za pzrzyczyną islamskich rąk w dniu 15 kwietnia 2019 roku, a pewnego dnia powtarzam ku przstrodze ten konflikt religii wybuchnie takim pożarem, który powstrzymać może tylko sam Zbawiciel Jezus Chrystus. Zstępujący z nieba do Jerozolimy na białym koniu. Aby sądzić żywych i umarłych. W tym i nas samych za wszystkie nasze czyny. Czy jesteśmy wierni jak Templariusze Krzyżowi świętemu? Tak! Czy ustąpimy miejsca tym? Którzy, depczą nasze najświętsze sakramenty, palą i burzą, nasze kościoły jak choćby świadka wydarzeń o których opowiada tak książka, i samej Katedry Notre Dame w Paryżu czy katedry w Nantes? Nie! Po trzykroć Nie!

Templariusze

Rok 1118

Templariusze szykujący się do obrony przed królem Francji Filipem IV

Templariusze

Zaraz na samym początku roku Pańskiego 1118, tuż pod koniec stycznia tego roku, już po wybraniu kardynała Giovanniego Coniulo. I niemal zaraz po objęciu tronu świętego Piotra przez tego właśnie papieża. Który to przyjął imię Gelazjusza II. Na mury i brukowane ulice wiecznego miasta Jerozolimy zdobytej wcześniej na skutek podjętej w latach 1096 do 1099 roku, a trwającej niemal trzy lata, pierwszej zakończonej ogromnym sukcesem i wypędzeniem islamu jak i wojowników wyznających Allacha, a nie Chrystusa z Jerozolimy. Jak by nie patrzeć był to przecież ogromny sukces tej wyprawy krzyżowej do ziemi świętej. Jak zwykle do wiecznego miasta, napierała wielka nawała wszelkiej narodowości rycerzy krzyżowych, chcących utrzymać dla chrześcijaństwa za zawsze całą zdobytą wcześniej ziemię świętą. Wielkimi tłumami przybywały do Jerozolimy niezliczone wprost rzesze zupełnie bezbronnych pielgrzymów, aż z dalekiej chrześcijańskiej Europy. Wśród nich znajduje się także naszych dziewięciu nowych niezłomnych obrońców wiary i świętego krzyża.

Bezwzględne zniszczyć wroga wiary jak samego szatana

To także przybyli niedawno do ziemi świętej z królestwa francuskiego przyszli zakonnicy mającego powstać tu niebawem zakonu świątyni Salomona. Ci zbrojni rycerze to właśnie pierwsi, przyszli zakonnicy i Templariusze. Nie nazywają się jeszcze wprawdzie rycerzami imienia świątyni, ale niebawem po przybyciu do Jerozolimy. Taki statut nada nam, sam patriarcha tego świętego miasta, Gourmand de Piequigny. Jednak dopiero aż w 1129 roku, podczas synodu w Troyes zostaną ukonstytuowani jako zakon Templariuszy. Tyle tylko że pomiędzy nimi jest, niepodważalna chęć utworzenia, właśnie tutaj w ziemi świętej, swojego nowego zgromadzenia rycerzy i zakonników wiernych krzyżowi świętemu i Chrystusowi. Dziś właśnie przyjmie ich władca Jerozolimy, Gourmand de Piequigny. Wśród tych przyszłych zakonników pierwszeństwo i prymat przynależy, rycerz nieskazitelny, a przecież już nieco starszego od towarzyszących mu rycerzy, bo przecież mamy tu jednego wyjątkowego rycerza bez skazy. Temu właśnie założycielu zakonu Templariuszy pochodzącemu z francuskiej Szampanii, szlachetnemu rycerzowi Hugonowi de Payens, towarzyszy nieodłącznie kilku innych przyszłych rycerzy zakonu Templariuszy, w tym wśród nich jest dwóch zwycięzców pierwszej wyprawy krzyżowej. To rycerze i szlachcice wielkiej francuskiej krwi. Są to rycerze Gotfryd de Saint-Omer, Gotfryd d, Eygorande, Nicolas de Neuvie, Jean d, Ussel, Jean de Meymaye, oraz waleczny i znany w całej Europie Pierre d, Orlean. Ci rycerze już właśnie stoczyli swoją pierwszą, bardzo ciężką i zwycięską bitwę, niemal pod murami wiecznej Jerozolimy, z bardzo licznymi kręcącymi się po ziemi świętej, bandami islamskich opryszków napadających nieustannie na wędrujących, a niemal bezbronnych pielgrzymów z całej chrześcijańskiej Europy. Właśnie teraz po swojej pierwszej ciężkiej i krwawej stoczonej walce, nie opodal białych murów na szlaku do Jerozolimy, zbroczeni islamską krwią rycerze, potrzebowali i oni, kilku chwil wytchnienia. Rycerz Hugo de Payens właśnie widzimy jak przykląkł pośród swoich rycerzy jak i współbraci, parujących białymi oparami wydychanego z ust, w jasno krwawym czerwieniejącym jasnym blaskiem, wschodzącym właśnie słońcu, oto byli oni na wskroś przesiąknięci własnym potem, jak i błotem, ale głównie dużymi czerwonymi plamami krwi niewiernych. Modlili się też do świętego Michała Archanioła o wspomożenie i wytrwanie w swojej każdej przyszłej walce.

Święty Michał Archanioł gromi szatana

Jerozolima

Rycerz Hugo de Payens, właśnie wolno zsiadał z konia za nim to samo, jakby na milczącą komendę posłusznie uczyniła reszta jego wiernych rycerzy. Ukląkł on z nabożną czcią w kierunku Jerozolimy, po czym wsparł się prawą ręką, na głowni swojego olbrzymiego dwuręcznego miecza, i począł się modlić głośno słowami wymawianymi po łacinie. In nomine Patris et Filis, et spiritus sanctus. Amen. I dalej po francusku odmawiali wspólnie, Ojcze nasz tymi słowami. Notre seigneur père qui réside au paradis que ton nom soit sanctifié, votre royaume vient, Que ta volonté soit faite sur la terre comme au ciel. Donnez-nous aujourd’hui notre pain quotidien, et pardonne-nous nos péchés, comme nous pardonnons à ceux qui nous ont offensés, et ne nous soumet pas à la tentation. mais délivrez-nous du mal. Amen. I dalej w swoim ojczystym francuskim języku odmawiali z czcią, Zdrowaś Mario. Ci rycerze jeszcze nie jako zakonnicy, ale już z czerwonymi krzyżami na wczoraj jeszcze śnieżno białych płaszczach, przeszli przecież swój pierwszy w ziemi świętej krwawy niestety bój. Odbyli tu właśnie jakby swój pierwszy krwawy chrzest bojowy o wiarę, za którą oddali by ostatni oddech. Modlili się długo, pokornie, i żarliwie, przy tym powtarzali za swoim przywódcą słowa modlitwy. Hugo De Payens westchnął głęboko, po czym dało się słyszeć słowa dalszej modlitwy, wypowiadanej głośno w starofrancuskim języku. Panie Jezu, daj nam swoją siłą nieskończoną moc wytrwania, Prosimy nie opuszczaj nas ani na jedną chwilę, wesprzyj mnie samego i naszych rycerzy służącym Twojemu krzyżowi świętemu, mocą ducha świętego oraz nieustającą mocą trójcy świętej z Bogiem Ojcem i duchem świętym i Tobą udręczony w tym mieście Jezu.

Templariusze w modlitwie w Jerozolimie

Wesprzyj nas, wszechwieczny Ojcze niebieski i Ty panie nasz Jezu Miłosierny synu Boży i odkupicielu. Prosimy, wesprzyj nas swoją potęgą duchu święty, wesprzyj nas swoją wielką siłą, abym ani ja, ani nikt z moich braci, nie odstąpił niegodnie jak tchórz, od murów tego wiecznego miasta cierpienia i Twojej męki pańskiej. Panie nasz Jezu. Przysięgam Tobie, iż prędzej polegniemy tu, w tym świętym mieście, pod Twoim krzyżem cierpienia, gdzie Cię niegodnie umęczono i pohańbiono. Na równi z przestępcami, którzy z Tobą Panie nasz dokonali żywota na krzyżu wzgórza Golgoty. Przysięgamy Bogu wszechmogącemu że prędzej polegniemy ku twej chwale panie nasz, niźli mieli byśmy odstąpić z tego świętego miejsca, w naszej niechwale i jako niegodni naszego przyszłego zakonu. Amen. Za nim też klęczący rycerze powtórzyli jak echo. Amen! Aż pogłosem odbiło się echem od murów świętej Jerozolimy. Po chwili rycerze powoli podnosili się zwolna z klęczek, podnosząc wzrok, na tuż obok położone wielkie miasto. Otoczone zewsząd dookoła wielkim kamiennym murem ciągnącym się daleko za horyzont, aż gdzieś w oddali ginął w perspektywie porannej mgły, osiadającej z wolna na otaczającej miasto czerwonawej pustyni. Niebo dziś już nie było wprawdzie zasnute czarnym duszącym dymem jak dawniej podczas oblężeń i walce o miasto. Teraz z jaśniejącym słońcem na błękitnym niebie, ono właśnie swym jasnym blaskiem dodawało otuchy rycerzom w miejscu, i tej pierwszej wygranej przecież przez nich bitwy. Kilka lat temu tysiące innych chrześcijańskich rycerzy, wraz z tysiącami rycerzy krzyżowców, stoczyło tu swoją pierwszą zwycięską straszną bitwę, wraz z samym Hugonem de Payens i kilku obecnymi z nim rycerzami. Obecnie jednak jak by ci niezłomni rycerze krzyża świętego, byli napełnieni, tylko i wyłącznie wiarą w dalsze zwycięstwa na przyszłość. Rycerze wznieśli zakrwawione jeszcze miecze w górę, prosto pod niebieskie poranne niebo, nie było widać wśród nich żadnej trwogi, stanowili przecież, najpiękniejszy i najodważniejszy kwiat europejskiego rycerstwa, gotowego niemal na wszystko. Jak na pewno byliby gotowi zawsze na śmierć, za wiarę i samego zbawiciela Jezusa Chrystusa. Pana królestwa niebieskiego. Po czym ze spieczonych żarem niedawnej walki ust, wybuchł pod niebo kilkakrotnie głośny okrzyk. Jezus Chrystus Vincit!!! Nie było w tym okrzyku nic dziwnego, że oto po wyrzuceniu i zdławieniu w śmiertelnym uścisku, niezliczonych armii sułtana w pierwszym od ponad tysiąca lat zwycięstwie armii krzyżowców, teraz ci skromni rycerze jechali prosić o łaskę, już dla siebie, chrześcijańskiego władcę Jerozolimy

Hugo de Payens chowa miecz po walce

Święte miasto Jerozolima, była znowu od kilku lat, pod wyłączną opieką i we władaniu krzyża świętego, na którym w tym mieście. Przecież umarł na krzyżu i zmartwychwstał sam pan Jezus Chrystus. Radość z tego pierwszego zwycięstwa była tak wielka, że nic nie mogło już dziś powstrzymać radujących się rycerzy, przed pójściem wraz z wielkimi tłumami wprost, pod to święte wzgórze Golgoty. Droga do miejsca ukrzyżowania Chrystusa była dawniej gęsto usłana trupami tak i wyznawców Allaha. Jak wielu tysięcy bezimiennych chrześcijańskich rycerzy. Tutaj przecież też znajduje się grób Jezusa Chrystusa, z którego to w chwale zmartwychwstał. Wszystkie te święte miejsca trzeba było obecnie bronić za wszelką cenę. Dziś jednak nad tym wielkim miastem i jego rozległymi kamiennymi murami powiewały dumnie, bez żadnej obawy przed sprofanowaniem przez islamskich innowierców.

Otwarty grób Pana Jezusa w Jerozolimie

Białe ogromne flagi z licznymi czerwonymi, lub czarnymi krzyżami na długich mocnych drzewcach wbitych w blanki murów obronnych Jerozolimy. Widocznymi z daleka, aż tam gdzie tylko sięga ludzki wzrok. Przy czym ostrzegały te krzyże na wywieszonych chorągwiach, liczne i włóczące się w pobliżu wielkiego grodu, bandy islamskich rzezimieszków że zbliżanie się do świętego miasta zbyt blisko, grozi im nieuchronną śmiercią. Stanowiły one także wyraźny znak że wyznawcom Allacha, lepiej się trzymać od tego świętego miasta, jak najbardziej z daleka. Lub najlepiej omijać samą Jerozolimę i jej okolice szerokim łukiem. Połać ziemi świętej, zdobytej podczas pierwszej wyprawy krzyżowej, obejmowała niemal całą przestrzeń dawnego Izraela. Tutaj też właśnie dziś na niemal całym obszarze ziemi świętej, panował nowy patriarcha Jerozolimy, szlachetny Garmond de Pieguiny, i wyłącznie lud chrześcijański. Garmond de Pieguiny, był także francuzem, jak i ci nieliczni przybyli niedawno z dalekiej Francji, przyszli mnisi rycerze. Dziś jeszcze tylko skromni i bliżej nieznani nikomu, byli tylko niepokonanymi rycerzami pana Jezusa. Do tego właśnie patriarchy i władcy Jerozolimy po niedawno zakończonej porannej potyczce, powstawszy z kolan, i obmyciu się pobieżnie w pobliskim strumieniu zimnej wody z krwi niewiernych, rycerze a niebawem Templariusze musieli się właśnie udać. Aby złożyć pokłon królowi niebieskiemu, jako władcy ziemi świętej.

Grób święty w Jerozolimie

Rycerze jak to było przyjęte po każdej walce, byli okuci w pełną zbroję i stalowe lśniące jeszcze pancerze. Teraz wsiadali na swoje olbrzymie konie bojowe i jechali w ciszy i skupieniu z białą chorągwią, na której widniał wielki czerwony krzyż. Przepychając się nieco, poprzez niezliczone i gęste tłumy pielgrzymów idących w licznych procesjach z pobożnymi śpiewami na ustach, do miejsca ukrzyżowania Jezusa Chrystusa, wąskimi błotnistymi, a czasami brukowanymi kamieniem uliczkami w górę na wzgórze czaszki. Po bokach zabudowanymi parterowymi, lub piętrowymi domkami z licznymi straganami, na których przekupnie sprzedawali przeróżne pamiątki, albo także często, zgoła fałszywe relikwie. Produkowane niemal masowo, gdyż popyt na te różne niestety, fałszywe świecidełka był ogromny. Można było się tu w Jerozolimie dorobić dość szybko niemałej lecz najczęściej nieuczciwej fortuny. Lub jeszcze prędzej podpaść w ręce, wszechobecnej świętej inkwizycji, za sprzedaż fałszywych relikwii.

Templariusz zwycięski pod Jerozolimą

Tymczasem ta nieduża grupa niezmiernie utrudzonych ale nieustraszonych rycerzy w białych płaszczach z czerwonym krzyżem na piersiach i świecących stalą zbrojach, znacznie wyróżniała się na tle różnokolorowego tłumu, wolno idącego do uświęconego krwią Chrystusa miejsca. Po chwili ci rycerze i możemy ich tak chyba z naszej perspektywy czasu nazywać Templariuszami. Nagle jak by niespodziewanie zawrócili jednak nieco dalej, jeszcze bardziej do wewnątrz od wysokich murów miasta, i zamiast do miejsca męki pańskiej, powędrowali wprost do pałacu patriarchy Jerozolimy. Leżącego bliżej centrum wielkiego miasta. Co mogło by zadziwić niejednego przechodnia czy pielgrzyma. Ale tutaj nikt nigdy, nie zadawał nikomu zbędnych i niepotrzebnych pytań.

Motto zakonu i Pierwszy wielki mistrz Hugo de Payens

Tutaj w tym wielkim mieście każdy przybysz czy mieszkaniec zajmował się najczęściej tylko swoimi własnymi sprawami, tak dotyczącymi interesów, jak i najczęściej osobistego zbawienia wiecznego. Tymczasem nasi rycerze w zupełnym milczeniu, zbliżali się do siedziby patriarchy Jerozolimy. Za szerokim pasem u rycerza Hugona De Payens, można było zauważyć ledwo widoczną wprawdzie, a była nią jakaś dziwna mała, gruba na pół palca, świecąca srebrna tabliczka z wyrytymi na niej, jeszcze dziwniejszymi a niezrozumiałymi dla nikogo, symbolami i jakimiś starymi izraelskimi inskrypcjami. Tabliczka przypominała na pierwszy rzut oka, zapinkę czy klamrę od żydowskiej Tory. Była to największa tajemnica przyszłego wielkiego mistrza Templariuszy, obdarzonego od dawna herbem szlacheckim z czerwonym krzyżem Hugona de Payens.

Herb Hugona de Payens

Tą właśnie srebrną dziwną nad wyraz tabliczkę, otrzymał jako zaufany mąż, dla wykonania najtajniejszej misji chrześcijaństwa, od swojej własnej żony, która ją posiadała w swoim posagu od dawien dawna. Żona Hugona de Payens, była bowiem dziedziczką rodu świętej krwi, ze starożytnego francuskiego rodu de Mont, bard a więc i w prostej linii z niemal świętego rodu Saint Cle, ar, oraz w prostej linii pochodziła od samej Marii Magdaleny przybyłej do Francji, po śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa.

Żona wielkiego mistrza

Wprawdzie o istnieniu tej wyjątkowej a przecudnej urody kobiety i żony przyszłego mistrza, i że jest on żonaty nie wiedział chyba absolutnie nikt, z jego obecnych współbraci. Żona Hugona de Payens urodziła mu także niedawno syna Tybalda, który wiele lat później, także został rycerzem świątyni Salomona i Templariuszem. Musimy tu zdradzić pewną tajemnicę jej rodu. Bowiem jako że żona Hugona de Payens, była bezpośrednią krewną świętego Bernarda i świętego Andrzeja de Mont, bard. Była również spokrewniona bardzo blisko jak już wspomniałem w naszej opowieści, z przybyłą po śmierci Jezusa do Francji, samą przyszłą świętą Marią Magdaleną. I ta tajemnica wyjaśnia nam co kryje się pośrednio z nią samą jak i Marią Magdaleną.

Srebrna tabliczka wskazówka do skarbu Izraela

Tą niezwykłą tajemnicę wyjawił dopiero Hugo de Payens swoim współbraciom na łożu śmierci, wiele, wiele lat później. Jednak te ważne fakty mają bezpośredni związek z tą opisywaną tu historią, i dlatego było to największą tajemnicą, przyszłego wielkiego mistrza zakonu Temlariuszy. Jak się okaże wiele lat później, ta tajemnica będzie też bezpośrednią przyczyną do wielkiego upadku zakonu Templariuszy w 1307 roku, i niemal jego ostatecznej kasacji i upadku zakonu w 1314 roku. Ale nie wyprzedając faktów popatrzmy co się będzie działo obecnie. Oto ukazał się, przed oczami rycerzy, bowiem byli już w pobliżu obszernego wysokiego wzgórza zwanego z arabska Al, aksa. Ogromny pałac patriarchy Jerozolimy stał niemal na litej twardej wapiennej skale. Była to przecież dawniejsza siedziba i rezydencja sułtanów, ze wschodnimi arabskimi motywami roślinnymi i misternymi dekoracjami, kapiących na około wszechobecnym złotem. Była rezydencja sułtana stanowiła niemal wzór przepychu, islamskiej sztuki zdobniczej jak i wystroju wnętrz. Szlachetny Garmond de Pieguiny jako patriarcha i namiestnik rzymskiego papieża Gelazjusza II, w tym dla chrześcijan czy ludu Izraela był w sumie dobrotliwym ale i bardzo groźnym dla wrogów szlachcicem. I takim też był, dla raczej nieobecnych tutaj, wyznawców islamu tego świętego miasta dla wszystkich trzech religii. Patriarcha Jerozolimy otoczony był wprawdzie przepychem wschodu, nie licującym wprawdzie zbytnio do funkcji, jaką tutaj pełnił w imieniu kościoła Rzymsko katolickiego, i w dodatku w imieniu papieża. Patriarcha Jerozolimy wyznawał jedynie władzę papieża Gelazjusza II, i nie był raczej stronnikiem antypapieża Grzegorza VIII. Gdyż w owym czasie, jak i niejednokrotnie później, panowała schizma kościoła rzymskokatolickiego. Głównie zaś jednak w oczach mieszkańców i pielgrzymów reprezentował szlachetny Garmond, samego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Nikt jednak nie miał zamiaru ani śmiałości podważać, jego niemal królewskiej postawy, jak i pozbawiać godnego królów i papieży przepychu. Rzym i papież był przecież bardzo daleko. Tu tylko on, jako namiestnik ojca świętego i w imieniu Chrystusa, stanowił wszelkie prawo tak kanoniczne jak i świeckie. On tutaj był jedynym władcą i panem niemal wszystkiego co ziemskie i boskie. Toteż kiedy skromny oddział dziewięciu rycerzy, pojawił się przed jego marsowym i dość groźnym z pozoru obliczem. Przyjął ich iście po królewsku. Jednak z wielkimi honorami na jakie zasługiwali ci nowi, i niezłomni obrońcy krzyża świętego.

Audiencja u króla Jerozolimy na średniowiecznej rycinie

Hugo de Payens wraz ze swoimi rycerzami, dłuższą chwilę czekali stojąc w obszernej dużej dość i chłodnej, jak na warunki klimatyczne Jerozolimy sali, aż pojawi się sam patriarcha i władca świętego miasta. Garmond de Pieguigny. Pan i władca świętego miasta wszedł dostojnie i powoli jak prawdziwy i udzielny monarcha. Przybył na audiencję w otoczeniu dostojników i kilku biskupów, po czym z wolna usiadł jak na władcę przystało na wysokim rzeźbionym tronie. Postawionym na kilka stopni wyżej położonym od posadzki podeście, wyściełanym grubo tkanym szkarłatnym perskim dywanem. Powitał dostojnie grupę naszych rycerzy, łaskawym skinieniem ręki opatrzonej w pierścień nadany mu przez ojca świętego. Tak też po chwili milczenia, czekając pewnie aż rycerze złożą mu należne, do w jego mniemaniu sprawowanej funkcji, niskie pokłony. Podał po kolei każdemu z rycerzy pierścień władzy nad Jerozolimą, do należnego ucałowania. Po czym jako przecież udzielny monarcha niezależnego od nikogo królestwa, wiecznej Jerozolimy. Odezwał się raczej niespodziewanie, miłym i przyjemnym głosem mówiąc, wyraźnie i zdecydowanie. Witajcie na świętej ziemi francuscy rycerze, i moi rodacy. Witajcie jako moi wspomożyciele w tej tak bardzo ciężkiej pracy dla chwały pana naszego i zbawiciela w trójcy jedynego. Wiemy że bardzo dzielnie stawialiście jako obrońcy, naszych pielgrzymów we wczorajszej pierwszej waszej potyczce z wyznawcami nienawistnego nam wszystkim islamu. Na przecież naszej, od czasów zbawiciela ziemi świętej. Uświęconej krwią Pana naszego Jezusa Chrystusa. Jak i tysięcy jego rycerzy, poległych w walce o to wieczne i święte miasto. Składam wam dzięki wam za wasz trud i przelaną drogocenną krew.

Hugo de Payens przed królem Jerozolimy

Templum świątynia

Templariusz w zadumie i modlitwie

Jako patriarcha tego świętego miasta. Jestem gotów spełnić wszystkie wasze prośby o ile je macie, wy rycerze świątyni pana. Mówcie przeto śmielej co by wam było najbardziej miłe, albo potrzebne tutaj i teraz w Jerozolimie? Jako rycerze wierni Chrystusowi, jesteście niezmiernie mili mnie samemu, jako też i panu naszemu Bogu wszechmogącemu. Na takie zapytanie, rycerz Hugo de Payens podszedł odważniej, jeszcze o dwa kroki bliżej patriarchy. Natomiast jego mała gromadka rycerzy, natychmiast uklękła na jedno kolano. Po czym szlachetny rycerz Hugo de Payens skłonił się jeszcze raz nisko, po czym także ukląkł i powiedział pokornie. Panie. Prosimy Cię uniżenie jako ubodzy rycerze chrystusowi, niepokalani żadnym nieczystym grzechem.

Wjazd Hugona de Payens do Jerozolimy

O wsparcie naszej misji, i naszego trudu. Twoją jak ufamy wielką przychylnością. Przyjmij Panie z ufnością w sercu, naszą pokorną ofiarę i niezłomne śluby naszego ubóstwa, oraz bezwzględnej czystości duszy i ciała. Przysięgam ja i moi rycerze dochować wierności i posłuszeństwa Tobie panie i kościołowi naszemu, jako i królowi niebieskiemu Jezusowi Chrystusowi będącemu po wsze czasy w wiecznej chwale. Przysięgamy, wobec trójcy świętej zachować wierność i posłuszeństwo tylko Bogu Najświętszej Marii Pannie i Chrystusowi. Przysięgamy także, iż nie ustaniemy w wytrwałej i ciągłej walce, za naszą słuszną i jedynie prawdziwą wiarę, z wrogami króla i królestwa niebieskiego. Ale też prosimy Ciebie panie pokornie, o udzielenie nam schronienia i miejsca do odpoczynku po trudach walki, z zastępami niewiernych. Jako że nie mamy nawet dla siebie miejsca aby spocząć i oporządzić się, po trudach walki. Podobnie jak nasz zbawiciel w Betlejem nie miał dla siebie nigdzie miejsca w gospodzie, tak nie mamy go i my. Wspomóż nas zatem szlachetny Panie swoją dobrocią i udziel nam sługom twoim schronienia.Prosimy Ciebie jako namiestnika ojca świętego, o to w pierwszej kolejności.

Templariusz w modlitwie

Chcemy przecież służyć naszemu panu Bogu w trójcy jedynemu, tylko według jedynej i słusznej zgoła reguły cysterskiej, naszego wielkiego świętego Bernarda z Clairvaux. Przysięgamy że zawsze, i każdego dnia, w każdej chwili, chcemy w imieniu Chrystusa i jego świątyni bronić słabych i bezbronnych a potrzebujących naszej pomocy. Każdą niewiastę czy też bezbronnego męża, wymagającego pomocy naszego ramienia czy zbrojnego wsparcia. Przysięgamy bronić do krwi ostatniej. Jak i każdej słusznej i pobożnej sprawy, która wymagać będzie naszej siły, poświęcenia, czy nawet naszej krwi i żywota. Na te słowa proszącego Hugona de Payens, patriarcha Jerozolimy wstał wolno i majestatycznie z tronu, wykonał nad rycerzami znak krzyża świętego, i powiedział bardzo uroczyście. Z wielką życzliwością przyjmuję wasze śluby, rycerze pana Jezusa, tak w imieniu własnym, i przyjmuję je także w imieniu naszego kościoła świętego. Na chwałę imienia Pana i zbawiciela Jezusa Chrystusa.

Ślubowania

Wejście mistrza do nowego domu

Przyjmuję je także w imieniu panującego nam ojca świętego Gelaziusza II. Przyjmuję też wasze śluby w moim własnym imieniu jako Gormonda de Pieguiny, patriarchy i opiekuna wiecznego miasta Jerozolimy. Oraz w imieniu samego stwórcy boga wszech wiecznego. Amen. Teraz powstańcie z kolan rycerze, i przysięgnijcie przed bogiem naszym którego ja w Jerozolimie, jestem jedynym namiestnikiem. Że oto właśnie wy jako rycerze świątyni pańskiej nie spoczniecie ani jednego dnia ani godziny żadnej, w trudzie i znoju swoim będziecie bronić naszych pielgrzymów, zdążających do stóp pana Jezusa i jego miejsca cierpienia i ukrzyżowania. Bardzo piękne i budujące są słowa waszej przysięgi, złożonej tutaj przede mną. Jednak muszę was jeszcze zapytać ostatecznie. Czy wy jako nowo przybyli rycerze do ziemi świętej i naszej wspólnoty świątyni pańskiej, przysięgacie wierność do śmierci krzyżowi świętemu? Przysięgamy! Odpowiedzieli jednocześnie rycerze. Na Chrystusa Pana naszego, oraz przysięgamy na żywot swój jak i każdego z nas dozgonnie, powtórzyli wspólnie niemal jednym głosem wszyscy rycerze.

Przysięga wierności krzyżowi świętemu

Zatem powstańcie z klęczek moi dzielni rycerze. Od dziś ogłaszam nieoficjalnie iż jesteście Templariuszami, zgodnie z waszym życzeniem, chociaż jeszcze nie jesteście zakonnikami. To już jesteście rycerzami świątyni pańskiej. Zwanej też świątynią króla Salomona. Powstań i Ty z kolan, szlachetny rycerzu Hugonie de Payens. Ja zaś swoją mocą i mocą naszego kościoła, wysłuchując wasze prośby. Moją nieprzymuszoną mocą nadaje wam, tutaj skromny dom boży dla waszej posługi, a od samego domu bożego, i świątyni pana, przyjmijcie nazwę nowego, przyszłego zakonu pańskiego właśnie nazwę zgromadzenia jaką chcieliście przyjąć. Przyjmuję waszą deklarację i chęć utworzenia zakonu Templariuszy. Zatem teraz idźcie w pokoju pańskim, moi szlachetni rycerze i za niedługi czas zakonnicy, nazwani imieniem świątyni Salomona i pana naszego Jezusa Chrystusa. Strzeżcie każdego dnia imienia bożego, i swojego honoru jak źrenicy własnego oka, przed wszelakim złem tego świata, posługującego się głównie imieniem islamu, oraz złego szatańskiego sługi piekieł, proroka Mahometa.

Templariusz strzegący szlaków do zeimi świętej

Idźcie zatem w pokoju pańskim, i czyńcie każdego dnia i każdej nocy, wszelkie dobro jakie tylko potraficie uczynić, na tej ziemi uświęconej krwią pana naszego, aby zasłużyć na pokój i zbawienie wieczne w niebie. Amen. Powtórzyli to głośno wszyscy zebrani, tak rycerze jak i zebrani na tą okazję powitania biskupi Jerozolimy. Idźcie zatem w pokoju. Rzekł powtórnie patriarcha Jerozolimy i wykonał nad nimi ponownie znak krzyża świętego. Czym oznajmił iż audiencję rycerzy, uważał za nieodwołalnie zakończoną. Albo był już po prostu, może trochę znudzony nieco za długą, w jego mniemaniu audiencją. Przyszli albo właśnie od teraz, rycerze Templariusze wobec tego nie mając nic tu do szukania i roboty. Skłonili się jeszcze raz nisko, z należnym mu szacunkiem oddając głęboki pokłon, wobec ich jak by nie patrzeć, bezpośredniemu dobroczyńcy jak i namiestnikowi panującego nad światem chrześcijańskim, papieża Gelazjusza drugiego.

Witraż Templariuszowski

Po czym Hugo de Payens, niemal zaraz zabrał swoich współbraci niezwłocznie do otrzymanego i przekazanego im wspaniałomyślnie nowego tak bardzo potrzebnego im przecież domu. Który to położony był tuż nieopodal pałacu namiestnika Rzymu, ale leżał już na samym wzgórzu byłej świątyni Al, aksa. Kiedy rycerze spojrzeli na wielką niemal twierdzę przed chwilą im darowaną, odetchnęli z nieukrywaną ulgą. Zaraz kiedy tylko popchnęli ciężkie rzeźbione w cedrowym drewnie drzwi, znaleźli się w obszernej chłodnej i nieco ciemnej sieni. Rozglądając się ciekawie po swoim nowym miejscu zamieszkania, spostrzegli wokoło siebie, niestety straszliwy bałagan, wszędzie gdzie tylko można było zajrzeć. Bo licznych pustych komnat i pokoi, korytarzy było tu dość dużo. Ale za to wszędzie leżały jakieś poprzewracane stoły, krzesła, rozliczne inne meble niejednokrotnie połamane w walce, jak i różnorakie sprzęty domowe, leżały wszędzie w wielkim nieładzie. Bowiem król Jerozolimy, właściwie nigdy nie używał tej części rezydencji, ani położonej nieco dalej części domu. Toteż w żadnym razie nie miał zamiaru służyć jeszcze naszym rycerzom za sprzątaczkę, oddając przyszłym zakonnikom część swojej wspaniałej posiadłości. Co też z kolei pewnie było spowodowane tym, iż nie miał jak by bezpośredniej kontroli nad całym tym olbrzymim majątkiem, i pozbył się niejako kłopotu doglądania każdego miejsca w tym wielkim domu osobiście.

Rycerz zakonny w galopie

Świątynne Wzgórze

Modlitwa o przychylność niebios

Liczył on i pewnie słusznie, że ci pracowici i pobożni ponad wszystko skromni rycerze, chcąc mieszkać jako zamożni z urodzenia szlachcice. Albo sami sobie zaraz posprzątają w środku, oraz na zewnątrz rozległego przecież domostwa. Położonego nieco jak by można powiedzieć, niemal po sąsiedzku, tuż w pobliżu jego przepysznej rezydencji. Lub też wynajmą sobie jakieś tam posługaczki i służbę w tym zbożnym celu. Jednak patriarcha się nieco pomylił. Gdyż jako że rycerze i towarzysze Hugona de Payens, za bardzo rozrzutni nigdy nie byli, chociaż sakwy mieli zawsze raczej pełne wszelakiego zarobionego wcześniej grosiwa. Czy też przywiezionego z własnych domów, albo otrzymanego od wybawionych przed niespełna dniem, z rąk rabusiów pielgrzymów. Było namiestnikowi wszystko jedno, jakim kosztem rycerze zajmą się darowanym im miejscem, jednak wiedział iż nieporządku w darowanym miejscu na pewno nie będzie.

Templariusz pokazuje swoją siłę

Widocznie wrodzone skąpstwo, albo raczej konieczna na chwilę obecną oszczędność, zmuszała rycerzy, bardzo często do samodzielnego stawiania na rozwiązywanie najróżniejszych prostych czy też bardziej skomplikowanych życiowych spraw. Templariusze wprawdzie jako szlachcice nie nawykli byli do osobistego sprzątania. Niestety musieli wobec braku służby pomijając własnych giermków, sami ze wspomnianymi zakasać rękawy i wziąć się do porządkowania swojej nowej siedziby. Musiało to nastąpić w tempie dość szybkim, gdyż nawet nie można było się gdzie położyć, czy nawet usiąść jako tako o spoczynku wygodnym na nadchodzącą szybko noc, nawet nie wspominając. Wzięli się zatem tymczasem sami do generalnego sprzątania wielkiego domu. W pierwszej kolejności stawiając na nogi poprzewracane blatami na dół, stoły i ławy prycze do spania. Komody i różne stare, teraz puste a pewnie zrabowane wcześniej skrzynie niestety dziś już były zupełnie puste.

Tarcza paradna Templariusza

Rycerze także nie skąpili nic z własnych pieniędzy posiadanych jeszcze w swoich sakiewkach. Wobec czego postanowili niezwłocznie zakupić nowe brakujące im sprzęty i umeblowanie, do swojego jak by nie patrzeć na ich obecny status społeczny klasztoru, zwanego od dziś dnia Templum. Jak nazywali otrzymany od króla Jerozolimy swój nowy i własny wielki dom. Po cichu jednak licząc na dodatkowe dochody z ochrony pielgrzymów, a przede wszystkim na liczne datki, za nawiedzenie przez pielgrzymów nowego kościoła, przemianowanego z islamskiego meczetu na prawą chrześcijańską świątynię. Co dla przybyłych z Europy pielgrzymów było, niezwykłą i oczywiście niecodzienną atrakcją. Po kilku następnych pracowitych dniach, nad wysokimi dwuskrzydłowymi drzwiami do ich nowej siedziby, widniał nawet z daleka, dość duży znak, przyszłego zakonu Templariuszy. Wyrzeźbiony z twardego drzewa cedrowego przez jednego uzdolnionego rzeźbiarsko ze współbraci. Duża jasna lśniąca jeszcze świeżością drzewa tablica, przedstawiała dwóch jeźdźców siedzących tylko na jednym koniu, jako oznaka ubóstwa i pokory, wobec każdego bliźniego swego. Wyłączając oczywiście wszystkich wyznawców Allacha. Bez żadnego wyjątku.

Tabliczka z herbem zakonu Templariuszy

Zamiary zakonu Templariuszy, teraz jak i później zawsze były przecież oparte o swoją głęboką wiarę chrześcijańską wyniesioną najczęściej z własnego rodzinnego domu ale, jako że wszyscy rycerze zakonni, byli szlachcicami ze starych a niemal zawsze najlepszych rodów francuskich. Nigdy nie był im obcy ani niemiły brzęk złota, srebra, kamieni szlachetnych czy też innych kosztowności. Tymczasem jak na razie w nieco pustawych po poniesionych wydatkach, skórzanych sakiewkach, oraz w miejscu opatrzonym solidnymi cedrowymi drzwiami, które już nazwali swoim skarbcem zakonnym. Zamkniętym póki co, na wielką metalową kutą ręcznie kłódką, która chroniła przez cały rok nic innego. Jak tylko samo świeżego powietrza, i kilka dobrze okutych stalą dużych skrzyń na przyszłe zdobyte lub zarobione w rozpoczynającej się właśnie służbie, skarby.

Chrystus Zbawiciel ostoja zakonu

Tajemnica skarbu

Rok 1120

Tymczasem niebawem nastał z wolna nowy rok 1120, Anno Domini. Rycerze zostali zaproszeni ponownie do pałacu króla Jerozolimy, gdzie ten wręczył im oficjalnie i bardzo uroczyście akt nadania na własność byłego meczetu Al-aksa wraz z otaczającym już kościół rzymskokatolicki wzgórzem świątynnym. Jednak z perspektywy czasu, trzeba powiedzieć iż co do wyłącznej własności wzgórza na skale, bardzo długo wlokły się procedury nadań i przekazywania, tak budynków jak i samego wzgórza. Pewnego dnia już dość późnym wieczorem po mszy świętej, a niemal cały rok, po wcześniejszych wydarzeniach, zgromadzeni przy długim stole zakonnicy, usłyszeli nagle od swojego, mentora i rycerza Hugo de Payens. Dziwną opowieść która miała zmienić, na zawsze oblicze samego zakonu Templariuszy jak i być w ostateczności przyczyną do jego ostatecznego upadku i prześladowania. Bracia Templariusze, posłuchajcie o mojej największej tajemnicy, którą wam teraz wyjawię i przekazuję ją tylko wam zaufanym w pełni braciom w moim największym zaufaniu, powiedział dość cicho Hugo de Payens. Po chwili zza swojego rycerskiego pasa, wyjął wspomnianą na początku naszej opowieści, srebrną lśniącą jeszcze tabliczkę, naznaczoną bardzo starymi hebrajskimi i żydowskimi oznaczeniami, oraz jakimiś bardzo dziwnymi rysunkami. Po czym wyciągnął rękę przed, same oczy zdumionych rycerzy zakonników, ukazując im dokładnie posiadaną sekretną tabliczkę, i powiedział tajemniczo, ściszając nagle głos. Tą małą tabliczkę wykonali żydzi w Jerozolimie podczas, wojny z niezwyciężonymi siłami legionów rzymian, którzy to podstępnie napadli na to miasto, kilkaset lat wcześniej. Było to w siedemdziesiątym albo sześćdziesiątym szóstym roku. Nie wiem dokładnie w którym roku to było, ale mniejsza z tym.

Rosnące z każdym dniem zastępy Templariuszy
Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 49.18
drukowana A5
Kolorowa
za 75