E-book
12.29
drukowana A5
33.6
drukowana A5
Kolorowa
58.41
Teatr Tragiczny

Bezpłatny fragment - Teatr Tragiczny

Dramaty


Objętość:
156 str.
ISBN:
978-83-8126-151-7
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 33.6
drukowana A5
Kolorowa
za 58.41

Wstęp

Teatr Tragiczny Piątej Strony Świata w Zamościu powstał we wrześniu 2006 r. z inicjatywy Bogdana Nowaka (reżysera i scenarzysty). Trzon zespołu od początku tworzyli: Katarzyna Szadkowska, Bożena Gwiazdowska-Nowak, Barbara Mydlak, Andrzej Gwiazdowski, Paweł Mazur, Łukasz Maziarczyk, Piotr Kozyra, Paweł Turczyn i Bartosz Tomaszewski.

Po kilku miesiącach samodzielnej działalności teatr przyłączył się do zamojskiego Stowarzyszenia ”Towarzystwo Leśmianowskie”. Już na początku swojej pracy grupa przyjęła za patronkę Annę Pappenheimer. Tę matkę trojga dzieci posądzono o czary, gdy miała 59 lat (1600 r.). Torturowano ją, a potem spalono na stosie w Monachium. Jej los — podobnie jak tysięcy innych prześladowanych kobiet — był przejmujący i okropny (a zamojski teatr, według swoich założeń, zawsze stawał po stronie słabszych — przeciwko ciemiężycielom).

Zamojska grupa zaprezentowała kilka autorskich spektakli na podstawie scenariuszy Bogdana Nowaka i licznych nietuzinkowych pomysłów całego zespołu. Wystawiono spektakle: „Koniec sezonu na wsi” (premiera w październiku 2006 r.), „Potwór” (premiera w lutym 2007 r.), „Niepokoje młodego Grubbera” (premiera w marcu 2007 r.), „Żołnierze bez celu” (premiera w czerwcu 2007 r.; wsparcie finansowane na realizację spektaklu pozyskano z zamojskiego Urzędu Miejskiego) „Las umrzyków” (kinoteatr; premiera w październiku 2008 r.) oraz „Zabawa” (premiera w marcu 2008 r.).

W scenariuszach owych przedstawień można było znaleźć wiele nawiązań do sztuk Williama Szekspira, Juliusza Słowackiego, Adama Mickiewicza, powieści Henryka Sienkiewicza, popularnych filmów (np. „Władcy pierścieni”), a nawet afrykańskiej poezji i „Tybetańskiej księgi umarłych”. Inspirację stanowiły także m.in. słynny „Król Ubu, czyli Polacy”, brawurowy dramat Alfreda Jarry’ego z 1888 r., oraz dzieła (i teatrzyk) Mirona Białoszewskiego.

Publiczność zwykle bezbłędnie odczytywała te „literackie kody”, nawiązania do współczesności i liczne cytaty, które w nowej teatralnej przestrzeni nabierały innych barw lub zmieniały odcienie.

Szyld pubu Piąta Strona Świata.

W 2009 r. powstał monodram „Janek” (na scenie wystąpił Andrzej Gwiazdowski) oraz bajeczka dla dzieci pt. „O smoku, który myślał, że jest piecem”. W tym czasie została także założona wywodząca się z Teatru Tragicznego Agencja Artystyczna „Wrona bez ogona”.

Na przełomie lat 2009 i 2010 w przygotowaniu pozostawały kolejne spektakle: „Tivanic, czyli kamienica wójta” oraz „Najpiękniejszy sen Gorchana”. Pierwsze próby odbywały się m.in. w nieistniejącym już zamojskim barze wegetariańskim „Owca cała” (była tam obszerna sala, którą planowano zaadaptować na potrzeby obu przedstawień). Niestety, nie udało się tych zamierzeń zrealizować, bo teatr nieoczekiwanie rozpadł się. Jedną z najważniejszych przyczyn była tragiczna śmierć Pawła Turczyna. Bez niego scena wydawała się zespołowi pusta, trudna do oswojenia…

W sumie przedstawienia zamojskiego Teatru Tragicznego prezentowane były kilkadziesiąt razy. Oglądano je w zamojskim pubie Piąta Strona Świata, na miejscowych staromiejskich podwórkach (m.in. przy ul. Bazyliańskiej), podczas Zamojskiego Lata Teatralnego (w latach 2007 i 2008) oraz na biłgorajskich juwenaliach (w 2008 r.).

Bajeczkę o smoku zobaczyły natomiast dzieci z przedszkoli Zamojszczyzny. Była także prezentowana podczas zajęć Warsztatów Terapii Zajęciowej w Zamościu i Biłgoraju.

Spektakle Teatru Tragicznego obejrzało w sumie kilka tysięcy widzów: dorosłych i milusińskich. Na temat przedstawienia „Żołnierze bez celu” Sylwia Mazur oraz Aleksandra Oleksiak z Wyższej Szkoły Dziennikarskiej im. M. Wańkowicza Wydział Zamiejscowy w Lublinie nakręciły reportaż filmowy. Powstał w 2007 r. pod kierunkiem Krzysztofa Karmana (znalazły się tam także wypowiedzi członków zamojskiej grupy).

Publikacje nawiązujące do działalności zamojskiego teatru ukazywały się także w regionalnych czasopismach (m.in. w „Dzienniku Wschodnim” i w „Zamojskim Kwartalniku Kulturalnym”) oraz na portalach internetowych (regularnie na „Zamość online” oraz „eZamość.pl”).

W 2011 r. Bogdan Nowak za działalność w zamojskim Teatrze Tragicznym otrzymał tytuł Animator Kultury Zamościa (wyróżnienie przyznał prezydent tego miasta).

***

W książce, którą oddajemy do rąk czytelników, znalazły się scenariusze spektakli przygotowywanych przez Teatr Tragiczny. Zamieszczono w niej także kilka archiwalnych artykułów opisujących działalność grupy oraz fotografie wykonane przez zaprzyjaźnioną z zespołem Katarzynę Pomian (stanowią większość zdjęć zamieszczonych w tej publikacji).

Korektę tekstów wykonała Anna Rudy.

Teatr Tragiczny nie funkcjonuje. Może ktoś jednak sięgnie po trochę zapomniane scenariusze tego zespołu i ponownie wystawi je na scenie? Oby. Także po to jest ta książka.

Dramaty

Żołnierze bez celu

Osoby:


SZTABOWIEC

KAPRAL

PRITWITZ (MARTWY ŻOŁNIERZ)

WETISZKA

GŁOS Z ODDALI

ŻOŁNIERZ

KOBIETA (KRYTYK)

ADIUNKT

BERTA

HELGA

INGRID

SŁUŻĄCA

GENERAŁ

CAR ALEKSY

ROZPRUTIN

CHŁOP

WIDZ

KOBIETA W CHUŚCIE

BABA

Scena I

Barykada. Powiewa nad nią wielki sztandar z krzyżackim krzyżem. Na scenę wchodzi ubrana w XIX-wieczną suknię kobieta.

KOBIETA W CHUŚCIE

Dobrze mnie znacie. Miałam kraciastą chustę zarzuconą na głowę, wełnianą spódnicę i brzydką, chłopską twarz. Fotograf uchwycił mnie, gdy szłam przez ulicę w powiatowym mieście, obok hurtowni farb. Wtedy świat wydawał się prosty i przewidywalny. Był rok 1901 lub 2005… Ciało mam puste i jałowe — żaliłam się wówczas mężowi. Nasze bliźniaczki chowają się dobrze. Tęsknią. Może ta wojna skończy się na święta? Modlę się o to. A potem? Mój list znalazł w strzępie munduru jeden z chłopskich grabarzy… (po chwili). Opadł dym i jak cienie wynurzyli się piechurzy. Car i Kajzer w swych dziennikach triumfowali: dzień był wspaniały! Nasz wysiłek się opłacił! Wojska znów zajęły nieprzyjacielskie pozycje. Wzięliśmy do niewoli dziesięć tysięcy żołnierzy. Jeńców biliśmy pałkami obciążonymi ołowiem. Wszystko dzięki Bogu! Błogosław Boże i dalej! Front dotarł pod Komarów, Grunwald lub Verdun. Historycy nadal mają na ten temat podzielone zdania. Wieczorem wrzucono na furmanki sto tysięcy czaszek. Girlandy i wieńce zębów. Podzielono je na pułki i dywizje. Były też odwody. Szczątki ułożono w stosach w murowanych kaplicach. Powiązano drutem. Według zaplanowanego schematu.

Kobieta wychodzi. Światło gaśnie. Żołnierze z latarkami wczołgują się na barykadę i kryją przed bombardowaniem. Słychać huk armat, pojedyncze wystrzały, a czasami serie z karabinów maszynowych. Żołnierze, słysząc wystrzały, schylają głowy. Jest ich pięciu. Mają na sobie mundury z pierwszej i drugiej wojny, szyszaki, nakrycia głowy rodem z napoleońskich wojen itd. W rękach dzierżą karabiny, dzidy, pistolety. Ich twarze są wysmarowane sadzą. W stronę grupy żołnierzy czołga się oficer sztabowy. Trzyma gruby notes.

SZTABOWIEC

Hej, ku mnie! (pada z łoskotem obok wojaków) Jak wyszło? Straty miały być jak dwa do pięciu. Ilu wróciło ze szturmu? Aha, pięciu was. Czyli w sumie około dwudziestu sześciu tysięcy dwustu czterdziestu. Jeszcze za dużo, jeszcze za dużo! Plan wykrwawienia nieprzyjaciela może nie wypalić. O, tam jeszcze ktoś lezie…

Sztabowiec wyczołguje się, a żołnierze kładą się w okopach. Wyrzucają stamtąd kilku zabitych. Kanonada nieco cichnie.

KAPRAL

Następnym razem cię ukatrupię. Po co częstowałeś machorką tego duraka? Cały szturm z nim w rowie siedziałeś! Niech on daje tobie, a nie ty jemu. Wróg to zawsze wróg. I jeszcze to zdjęcie. Kto ci pozwolił brać do ataku pułkowy aparat i błony? Teraz wszyscy zobaczą, jak było naprawdę… Moja żona nie byłaby zadowolona.

PRITWITZ

Fotkę z moim Ruskim dawno obiecaliśmy sobie zrobić. Wymieniliśmy też onucki. To swój chłop, lecz pali jak komin.

Huk. Dwóch żołnierzy pada z krzykiem. Przez resztę przedstawienie leżą nieruchomo w okopach. Pozostali wyciągają z plecaków konserwy, kiszone ogórki, jakieś słoiki, flaszki. Piją też na przemian z manierki. Czytają gazetę.

WETISZKA

Bohaterskie łodzie podwodne wbijają morski klin między konwoje pancerników… (przerzuca strony czasopisma, czytając powoli) Atak na wąskim gardle frontu… Niemcy i Austriacy pokonali… O, to niezłe. Pensjonat „Pod Różą” doktorowej Zubicz z Ciechocinka na placu obok Banku Państwa i Teatru Nowości. Wykwintne urządzenia. Pokoje z pierwszym śniadaniem, wynajmowane na dnie i tygodnie. Jeden rubel i trzydzieści kopiejek za obiad. Już ruską walutę tam mają!

PRITZWITZ

Drogo, to pewnie burdel, a doktorowa to burdelmama. Tak musi być, jak Bóg na niebie. Ech, tęskni się do domu. Faterland. Trzynaście lat w tym okopie kiśniemy. Dłuży się…

WETISZKA

Albo to. (jakby nie słysząc komentarza) Rząd Tymczasowy podaje do wiadomości, że w sferze działań wojennych wprowadza się karę śmierci dla osób, które dopuściły się zdrady państwa. Odszczepieńcy będą rozstrzeliwani, wieszani i ćwiartowani. Zachodni front chwieje się i te środki… (przerywa) Znałem kiedyś jedną. Spotkaliśmy się w takim milutkim, zacisznym pokoiku. Taka obfita blondyna była… Gdy się do niej człowiek przytulał, czuł się jakby tonął w chmurze.

Słychać w oddali kroki kilku biegnących osób. Potem zapada cisza. Żołnierze na scenie truchleją.

KAPRAL

krzyczy przed siebie

A wy kto?

GŁOS Z ODDALI

głos dobiega zza sceny

Swoi! A wy?

KAPRAL

Odpowiadaj, jak pytają!

GŁOS Z ODDALI

My patrol skonfederowanych konfederatów! Badamy, czy się tu jacyś podejrzani ludzie nie kręcą. Widzi mi się, że tak jest. Poddajcie się! Albo chociaż wychylcie z dziury!

KAPRAL

Po co te nerwy! Słyszę przecież, że wy też Czesi. My z dziewiątego pułku! Mieliśmy dziś przełamać na tym odcinku front nieprzyjacielski, ale ktoś puścił przedwczoraj gaz i wisi sobie na czerwono. Nie widzicie? Siedzimy tu, bo co mamy niby robić.

GŁOS Z ODALI

U nas też wisi. Tylko fioletowy!

KAPRAL

Czuwaj! Idźcie z Bogiem!

Kroki oddalają się, potem cichną.

WETISZKA

Kto to był? Tak czy owak mogli nas sprać. Kapralu, jesteś po prostu boski! Przecież to nie byli chyba nasi…

Do okopu znów przyczołgał się Sztabowiec.

SZTABOWIEC

No jak tam nasze statystyki?

KAPRAL

Paru moich w międzyczasie poległo.

SZTABOWIEC

Dobrze. Zatem wrogów ubiliśmy odpowiednio więcej. Wykrwawiają się, co? Wykrwawiają się, co? Jest u nas jednak doskonała, żołnierska dyscyplina.

Chór poległych żołnierzy.

Sztabowiec odczołguje się. Do okopu znów zbliża się bardzo szybko jakiś żołnierz. Z oddali woła.

ŻOŁNIERZ

Zdrada! Zdrada! Hańba i zdrada! Mordują! Uciekajcie! Wróg w szańcach, generał kaput, sztandary wzięte. Wojna przegrana.

Żołnierz przeczołguje się obok okopu. Po chwili wstaje i biegnie. Kanonada wzmaga się.

WETISZKA

Kapralu! Kto to był? Konfederat, wróg, nasz czy może najemnik? Wygrywamy, czy przegrywamy? Mam mętlik w głowie.

PRITZWITZ

Kryjcie się!

Słychać huk. Żołnierze padają. Po chwili przybiega Sztabowiec.

SZTABOWIEC

Jak tam? Nie żyją, wreszcie wszyscy nie żyją! Zwycięstwo!

Sztabowiec wybiega ze sceny.

Scena II

Zapalają się światła. Nic się nie dzieje. Po chwili kapral wstaje spomiędzy poległych. Za nim podnoszą się jego żołnierze. Ruszają się jak manekiny. Jest to taniec trupów. Rozlega się ponura muzyka. W tle huk armat.

KAPRAL

zwraca się do publiczności

Źli ludzie! Czy was własna strata nic nie boli?

Czemuż przyszliście zwiększyć srogość mojej doli?

Nie znacie klęski, którą Jowisz mnie uderza

Ale ją wam da uczuć moment niedaleki

Łatwo po naszym zgonie zwyciężą was Greki.

CHÓR POLEGŁYCH ŻOŁNIERZY

Ojcze, my syny twoje i głos nas twój nęka

Gdy żyliśmy w świecie, broniłeś pisklęta

Każdego z nas. Dziś pierś twoja broczy

Trafiła cię kula i syny twe w nocy.

WETISZKA

A oni gadają i za nic nas mają…

wskazuje na ludzi

PRITZWITZ

W ciszy nasze płyną ogromne okręty

Omijając wiry, waszych słów odmęty…

KAPRAL

Miałem syny waleczne, lecz wszystkie poległy.

CHÓR POLEGŁYCH ŻOŁNIERZY:

Ojcze, tyś straszny! Kapralu, tyś wieczny!

Tyś marmur, o który rozbiją się fale

Źli ludzie cię przenigdy nie zmogą

Bohaterze, wodzu! Co oni nam mogą?

Żołnierze chwilę maszerują. Po chwili znów kładą się na scenę.

Scena III

Wchodzą kobiety. Wybierają ubrania z kosza, który przyniosły. Siadają na krzesłach między poległymi żołnierzami.

BERTA

Chciałam kiedyś zrezygnować z czerni, ale to przynosi pecha. Niestety, większość ubrań mojego rozmiaru jest w tym kolorze. Nie wiem, dlaczego… No i w mojej szafie było czarno jak na jakiejś stypie. Przestawiłam się na żółcie, czerwienie i ciemne fiolety. Wyrzuciłam inne ubrania. I co? Wieści z frontu. Mój Helmut gdzieś poległ. A ja bez czarnej kiecki…

HELGA

O, to straszne. I co zrobiłaś?

BERTA

Na pogrzeb wybrałam się w szarej sukience. Było trochę głupio. Ale co miałam robić… Potem znów musiałam kupować czarne kiecki. Wiadomo, żałoba. Wtedy poznałam w parku ostatniego Hansa, ale i jego znów Francuzi na zachodnim froncie puknęli.

HELGA

I co zrobiłaś?

BERTA

Katarzyna Szadkowska w roli Ingrid.

Nic nie musiałam kupować. Byłam przygotowana. Tyle że dzieci nie mają rent po ojcach. Bo obaj zdezerterowali, nim zginęli… Ale radzimy sobie.

INGRID

Takie czasy, że nawet świetnie urodzeni handlują starymi ciuchami.

HELGA

Moich to trzech poległo…

INGRID

Środkowy był, przyznacie, dosyć oryginalny.

HELGA

Może i był wielgachny i okropnie paskudny, ale miał złote serce.

BERTA

Chyba nie tylko serce… Nie bez powodu go ze wsi przygruchałaś.

kobiety śmieją się

HELGA

Tyle że jedna z moich młodszych córek jest do niego podobna.

BERTA

Szczerze mówiąc, to wykapany tatuś. Nie chciałyśmy ci o tym mówić. Żeby cię nie urazić.

HELGA

Też mi nowina! To dlatego chcieli ją do wojska zwerbować. Ale Kundzia cały patrol od razu rozgoniła. Starzy wiarusi, ale nie wiedzieli, gdzie przed nią uciekać. Dziewczyna ma krzepę. To po tym tatusiu…

INGRID

wyciąga z kosza jakąś sukienkę

O, ta mi się podoba!

HELGA

E, chyba za mało dla ciebie twarzowa. Z paseczkiem i pufkami się podczas ostatniej okupacji nosi. Szef musi być z boku. A ta jakaś jakby nieforemna…

wbiega służąca

SŁUŻĄCA

Jaśnie pani. Depesza.

INGRID

Pewnie mojego też na froncie fajtnęli. (otwiera list i przez chwilę go czyta) Prawda. Piszą, że był bohaterem.

BERTA

Tyle dobrze. Nie uciekał i będzie renta.

INGRID

Tutaj stoi, że zginął od aeroplanu.

BERTA

Od bomby?

INGRID

Piszą, że pod… kołami

HELGA

Kołami? Jak to?

SŁUŻĄCA

Jaśnie pani. Depesza - Piotr Kozyra jako służąca.

Pewnie na jaśnie panu lotnik raptownie wylądował.

HELGA

No to jest po prostu pech. Zdusiło go!

INGRID

Żal, ale szczerze mówiąc zapomniałam już, jak on wyglądał. W grudniu siedemnasty rok minie, jak go wzięli. Niech mu tam ziemia lekką będzie…

HELGA

po chwili

Takie życie żon germańskich oficerów. Nasze kobiety zawsze cierpią, gdy mężczyźni cywilizują Europę. Jednak może głupio to teraz mówić, ale w tej sytuacji chcę być z wami zupełnie szczera. Tak naprawdę, w głębi serca, jestem… przeciwko wojnie. Biłam brawo, gdy nasze wojsko wychodziło z miasta, ale robiłam to bez wielkiego przekonania. Wieści o mordach, zdziczałych obozach pracy, gdzie nasi chłopcy marzną na wieżach obserwacyjnych, budzą we mnie głęboki niesmak. Zresztą wszyscy ulegliśmy urokowi Kajzera, jego medali, kolumn marszowych i powiewających sztandarów. One są takie seksowne…

BERTA

Ja także mam tej wojny ostatnio po uszy. Już mnie to nie kręci.

INGRID

wzdycha

Ta kiecka chyba będzie najlepsza na pogrzeb.

BERTA

Piękna i z paseczkiem.

SŁUŻĄCA

Pewnie. Się ładnie po ciele leje.

INGRID

Przecież to nie ja przejechałam go tym lądującym aeroplanem. A dostosować się do sytuacji jakoś muszę…

BERTA

Racja. Chodźmy do bawialni. (do sługi) Proszę podawać herbatkę i ostatnie biszkopty z miodem. Słodycze są najlepsze na ciężki frasunek.

SŁUŻĄCA

Już podążam. Wedle rozkazu.

po chwili

INGRID

Gdzie ty taką służącą znalazłaś?

BERTA

Wyobraź sobie, z ogłoszenia. To Polka. Pracowała wcześniej u doktorowej Zubicz w Ciechocinku.

INGRID

Coś takiego! Mam tam kuzynostwo.

HELGA

Widzicie, jaki świat jest mały! Pojedziemy tam po wojnie.

INGRID

Zabierzemy wszystkie nasze dzieci!

BERTA

Ta kiecka chyba będzie najlepsza na pogrzeb…

To nam jeden pensjonat chyba nie wystarczy?

HELGA

Niemiecka latorośl to największy skarb. Zwłaszcza męska. Dzieci muszą zresztą pooddychać.

Kobiety śmieją się i wychodzą.

Zostaje Ingrid. Przebiera w koszu z ubraniami. Staje przed publicznością.

INGRID

Miasto moje w rozpaczy. Fronty się łamią jeden po drugim. Ale do wszystkiego można przecież przywyknąć.

Ingrid wychodzi. Światła gasną.

Scena IV

Znów słychać kanonadę. Na okopy wbiega Sztabowiec. Za nim wczołguje się Generał. Na szańcach — zamiast krzyżackiej — powiewa carska chorągiew z czarnym, dwugłowym orłem.

SZTABOWIEC

Generale! Do mnie! Tu dziura!

GENERAŁ

po chwili

Niby zaczęła się wiosna, a tak naprawdę zima trzyma. Uch! Co tam w polu?

SZTABOWIEC

Wszyscy polegli. Wedle rozkazu.

GENERAŁ

Dobrze. A mi tu z Peterburka piszą, że tam jakieś zamieszki, rozruchy ze strzelaniną… Sto tysięcy demonstrantów. Przysyłają też nowe listy do egzekucji. Jak tak dalej pójdzie, nie będzie kogo na front pchać.

Generał (Paweł Turczyn) i sztabowiec (Paweł Mazur).

SZTABOWIEC

ten sam co wcześniej

To nie może być! Ojczyzna wymaga ofiar! Statystyki się zaburzą!

GENERAŁ

A ja wczoraj zabiłem wronę… (dłubie w nosie) Czterdziesty rok już w okopach siedzimy. Ale mam nadzieję, że za jakieś sześć lat do Tobolska wrócę i żonę wyściskam. Ech, krasawica Nadiuszka! Ale wojna to wojna.

Wbiega z krzykiem żołnierz. Sztabowiec celuje do niego z pistoletu. Słychać strzał. Żołnierz pada, ale zaraz podnosi się i ucieka.

SZTABOWIEC

Skąd się wziął? Daleko nie ucieknie. Skoczę go dobiję…

Wbiega drugi żołnierz. Sztabowiec znów do niego strzela.

GENERAŁ

Obaj nasi. Zostaw. Już po nich. (przeciąga się) Ot i wieczór. A jutro powinien przybyć nowy zaciąg. Bóg nam jednak nieustannie błogosławi. Błogosław Boże i dalej…

SZTABOWIEC

Dobranoc generale. Ale, ale… Co tam tak błyszczy od gościńca? Oczom nie wierzę! Toż to nasz przenajświętszy imperator Aleksiej!

staje na baczność

GENERAŁ

Jakże to? To on nie w Peterburku?! Jestem pewny, że mam… pewnego rodzaju śpiączkę! Nie mogę się dobudzić! Sen to czy jawa?

Wchodzi car Aleksiej z brodą, w czapce i z dwugłowym orłem na piersiach. Towarzyszy mu czterech żołnierzy i Rozprutin. Sztabowiec i Generał prężą się jak struny. Car ich jakby nie zauważa. Kanonada wzmaga się. Carscy żołnierze rozglądają się i oddają salwę w okopy. Słychać jęki, potem cisza.

ALEKSY

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 33.6
drukowana A5
Kolorowa
za 58.41