Pisaliśmy w nocy, po rozmowach, po milczeniu, po wszystkim. Pisaliśmy, bo nie dało się już nic innego zrobić. Nie dlatego, że chcieliśmy tworzyć poezję. Tylko dlatego, że słowa czasem są jedynym miejscem, gdzie można jeszcze oddychać. Każdy z tych tekstów był osobnym oddechem. Próbą zrozumienia siebie w momencie, w którym świat wydawał się zbyt głośny, a serce — pojemne jak przedwojenna wanna, z pragnieniem, by wreszcie czymś je wypełnić. Nie wiedzieliśmy, że kiedyś ktoś to przeczyta. Że te słowa, które miały zostać między nami, zaczną dotykać innych ludzi. A jednak. Może tak właśnie dzieje się z prawdą — że kiedy ją wypowiesz, zaczyna szukać nowych serc, w których może się zatrzymać. Jeśli trzymasz ten tomik w dłoniach, to znaczy, że i Ty czegoś szukasz. Może nadziei. Może spokoju. Może po prostu kogoś, kto czuje podobnie. Nie mamy recept, nie mamy odpowiedzi. Mamy tylko słowa. Czasem niedoskonałe, czasem bezradne, ale szczere. Te wiersze miały nas ocalić. Jeśli pomogą Ci się na chwilę zatrzymać, jeśli przypomną Ci, że nie jesteś sam — to znaczy, że zrobiły więcej, niż planowaliśmy.
— Jakub Edmund Rezler Kaspian
— Agnieszka Gradomska
Początek — Zanim wszystko się wydarzyło
Jeszcze nie wiemy, że każde „zaczynam” niesie w sobie cień „skończyłem”.
Nadzieja
Otwieram oczy.
Kurwa!
Serio?
Brzuszki, pompki, skłony, przysiady.
Obroty, przewroty. Relevé, plié — jeszcze to pieprzone punktowanie.
Kawa, maile, SMS-y.
Defekacja, edukacja.
Rozmowy, zawroty głowy.
Lekcja bądź dwie. Może coś zjem.
Grindry, Tindery.
Idź do cholery.
Książki kawałek.
Bo nastroju na gadające pudełko nie mam wcale.
Randka, spotkanie.
O byłych opowieści słuchanie.
Za rachunek płacę ja.
Ważenie, rzyganie.
Pustka, alienowanie.
Zamykam oczy.
Głowa słońcem się staje.
Milion eksplozji — dużych, małych, nieustannych.
Nieprzyjemnie. Spierdalam stąd.
Rumianek.
Łykam sen w niebieskiej polewie — jeden i pół.
Medytacja.
Masturbacja.
Nadzieja…
Kaspian
STAJĘ SIĘ
Łuk szyi pieści powietrze,
ramiona wirują nad ziemią,
palce muskają przestrzeń jak skórę.
Ciało wyciąga się ku światłu,
biodra zataczają orbity, po których krąży niesłyszalny rytm.
Stopy unoszą mnie ponad granice świata.
Łopatki drżą jak skrzydła ptaka,
brzuch jak niewzruszona świątynia istnienia,
pulsowanie serca splata się z oddechem…
Zaszyty w płucach niepokój
uwalnia się z każdym krokiem.
Ciało mówi językiem, który nie zna słów.
Tańczę i staję się światłem w mgławicy.
Tańczę i staję się oddechem wszechświata.
Tańczę i staję się chwilą, która nigdy nie znika.
Agnieszka
Upadek
Właśnie ujebałeś, odciąłeś mi skrzydła.
Myślisz, że sprowadzasz mnie na ziemię.
Mówisz, że dla mojego dobra.
Bym cierpień nie doznał, ni rozczarowania smaku nie poznał.
W jednej chwili zabrałeś mi prawo decydowania.
Nie ważne, że upadłbym z wysokości — zabrałeś mi ten ułamek sekundy nad ziemią.
Tę krótką chwilę, która domknęłaby to, co zwiesz szczęściem.
Wiem, że miłością czyn Twój podyktowany i krzywdy mej nie łakniesz.
Proszę — pozwól mi upadać.
Ranić się.
Wstawać.
Goić.
Pozwól mi przybierać dowolne formy, istnieć poza schematem, między wczoraj a jutro.
Nazywam się Szaleństwo, a imię me — Ciekawość.
Wypowiedz mnie, a spełnię się.
Kaspian
TRYPTYK 1
Kubek parującej herbaty w moich dłoniach,
ciepło wnika w palce, świat za oknem ziewa szeroko.
*
Dźwięki miasta mieszają się z muzyką w słuchawkach,
przechodnie mijają się jak aktorzy na scenie.
*
Światła w mieszkaniach pojawiają się jak świetliki
w ciemnościach,
wieczorny wiatr niesie zapach czułości…
Agnieszka
Autentyczność
Jeżeli jesteśmy autentyczni, wzmacniamy poczucie własnej wartości. Przestajemy się pilnować, by nie wypaść z roli, bo już nikogo nie udajemy.
Autentyczność powoduje, że przyciągamy do siebie rzeczy i ludzi, które naprawdę powinny znajdować się w naszym świecie — niezależnie od tego, jak dziwne to się może wydawać.
Kaspian
TRYPTYK 2
Poranna mgła włóczy się między drzewami,
trawa ubiera się w diamenty z rosy, ptaki włączają swoje
radia.
*
Promienie słońca przenikają przez parasol drzew,
las szepcze niespiesznie, ciepły zapach ściółki odurza jak
opium…
*
Cienie powoli kładą się na mchu,
wieczorny chłód, otula się nocą.
Agnieszka
Stworzony
Drawsko Pomorskie — tam wszystko się zaczyna. Gdy yin łączy się z yang, wszystko kondensuje się w zarodek.
Zostałem stworzony z miłości i ciekawości. Moi rodzice dbali, by nigdy niczego mi nie brakowało. Byłem ich marzeniem.
Podczas mojego formowania przyjmuję dużo karotenu, który wpływa na moje ciało i kolor skóry.
Pełnia Księżyca w znaku Wagi. Ciekawy, co jest po odłączeniu rurki, wychodzę na świat. Moja rasa to kaukaska, choć dzięki karotenowi w diecie wyglądam raczej południowo.
Ciekawi mnie dosłownie wszystko. Odbieram świat wszystkimi zmysłami — słyszę głosy, z czasem zaczynam dostrzegać kształty, rozpoznaję twarze.
„A co to między nogami? Ciekawe, do czego to służy…” Pokręciłem sobie tym, próbując zrozumieć, co to jest. Aaaa, jestem chłopcem! Już wszystko jasne.
Mam około 6 miesięcy. Widzę coś, czego nikt inny nie dostrzega — energię. Na białej ścianie wskazuję palcem, wydając z siebie nieustanne „Aaaaa, aaaaa, aaaaa”. Nikt poza mną nie widzi tej energii.
Słyszę pytania: „Co tam widzisz?”, ale ich ciekawość szybko wygasa.
Jestem ładnym dzieckiem — to chyba ogólna opinia, bo jestem pierwszym w okolicy. Wszystkie kobiety chcą choć na chwilę się mną zająć.
Jestem wszystkiego ciekawy. Pytam o wszystko, choć nie zawsze wiem, czy pytania wypowiadam na głos, czy tylko w głowie.
Mam około 3 lat i pierwszy raz zauważam, że coś jest inaczej. Widzę świat inaczej niż moi rówieśnicy.
Podczas gdy chłopcy z mojej grupy bawią się w western, ja otwieram sklep z warzywami i zatrudniam już dwie sprzedawczynie.
Moje „biznesowe” podejście bawi dorosłych, ale dla mnie to całkiem naturalne.
Druga klasa szkoły podstawowej. Impreza klasowa. Przebieramy się — ja za dziewczynkę.
Moi rodzice przyjmują to ze spokojem. Pomagają mi znaleźć buty, sukienkę i resztę akcesoriów. Jedynie nauczycielka ma obiekcje, ale ich nie rozumiem.
Mam 12 lat. Jest 13 października 1994 roku. Pierwsza lekcja. Siedzę w ławce sam. Po chwili dowiadujemy się, że mój przyjaciel z ławki nie żyje.
Nikt z nami nie rozmawia. Wszystkie rozmowy dotyczą jedynie spraw organizacyjnych — pogrzebu, kwiatów. Nikt nie pyta nas, jak się czujemy. My też nie pytamy.
Pierwsza klasa liceum. W klasie sami chłopcy. Mogę trochę zaszpanować, bo w wakacje byłem w Paryżu i przywiozłem puszki Pepsi.
W Polsce jeszcze nie były łatwo dostępne, więc budziły zainteresowanie.
Październik. Dowiaduję się, że mój kolega z osiedla powiesił się.
Druga klasa liceum. Lekcja historii. Do klasy wchodzi wicedyrektor i mówi, że Tomek, nasz kolega z klasy, miał wypadek i zginął.
W tych momentach zaczynam zauważać, że postrzegam śmierć inaczej niż moi rówieśnicy. Nie rozumiem tego smutku.
Wychowałem się w obrządku katolickim, gdzie śmierć przedstawiana była jako wybawienie — przejście do lepszego świata.
Ludzie płaczący po stracie bliskich opłakują tak naprawdę siebie, nie tę osobę.
Mam 35 lat. Jest 1 listopada 2017 roku. Nad grobem siostry mojej babci dokonuję aktu wyjścia z szafy.
Moi rodzice zawsze mnie wspierali. Mogłem dokonywać własnych wyborów.
Jednak ten moment był wyjątkowo trudny. Muszę wyznać coś, co jest częścią mnie — czymś, czego nigdy nie wybrałem.
To było upokarzające i bolesne, choć później przyniosło ulgę.
Mam 39 lat. Zaczynam swoje pierwsze doświadczenia z ruchem. 29 kwietnia wychodzę pierwszy raz na scenę.
Jestem pełen emocji, ale i wolności — czuję, że odkrywam nową część siebie.
10 października rozstaję się z moją miłością. Wracam do rodzinnego miasta, gdzie pogłębiam doświadczenia taneczne.
Ruch staje się dla mnie czymś więcej niż tylko aktywnością — to forma ekspresji, odkrywanie siebie na nowo.
Mam 43 lata. Jest 18 stycznia 2025 roku. Siedzę w zatłoczonym autobusie na Sri Lance, na trasie z Galle do Dowanduwa.
Za oknem miga tropikalny krajobraz, a w powietrzu unosi się zapach przypraw.
Mam czas na refleksje. Czy coś się we mnie zmieniło od pierwszego tchnienia na tym świecie do teraz?
Przez całe życie myślałem, że zmieniło się wszystko — że jestem kimś zupełnie innym.
Teraz wiem, że nic się nie zmieniło. Zupełnie nic.
To tylko dostęp do świadomej części mnie się powiększał.
Osobliwe poczucie wyobcowania, które towarzyszyło mi z mniejszą lub większą intensywnością przez całe życie, uświadamia mi, że jestem wszystko.
Kaspian
MAŁE ŚWIATY
Ludzie niosą swoje małe światy w torbach,
światy złożone z kluczy donikąd, rachunków za życie
i marzeń po terminie.
Resztki porannej kawy krążą jak planety, wokół zmęczenia.
W środku głuche telefony i czeki bez pokrycia snów.
Na przystankach zmieniają trajektorie,
by nie zderzyć się z czyimś spojrzeniem.
Każdy ruch to drobna korekta wszechświata,