E-book
12.29
drukowana A5
19.43
Szuflada

Bezpłatny fragment - Szuflada

Nareszcie otwarta


Objętość:
41 str.
ISBN:
978-83-8189-480-7
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 19.43

„Nie jest trudno zdjąć ubrania i uprawiać seks, ale odkrycie wszystkich swoich trosk i lęków, zwierzanie się z tajemnic i przemyśleń…

To dopiero nagość!”

/Autor nieznany/

Przechodzień

Przyniosły Cię Twoje nogi

Do mych ramion wprost

Pomimo niewiedzy naszej,

Że tak skończy się noc.

Przyszedłeś prosto z drogi

Wbrew planom zapukałeś w drzwi

(sercem kierując się raczej)

I razem zaczęliśmy żyć.


Wiesz o tym Ukochany,

Że gdybyś nie przyszedł w tym dniu

Wciąż błądziłbyś jak pijany.

Ja zaś tuliłabym znów

Koc ciepły świeżo wyprany.

Ale jesteś i bądź proszę tu.

Więcej, niż najśmielsze oczekiwania

Było to porą ledwo jesienną

Porą wieczorną, nieco już senną

Gdy jasnych gwiazd krocie całe

urzędować zamiar powzięły

Wraz z księżycem nocy panem

Nie wiedząc co za noc zaczęły.

Spokój, ciemność, cisza, ład —

Lecz tylko tam gdzie materialny świat;

W obrębie człowieka było zaś natrętne

I intensywne o obecnej nocy myślenie.

Sercem targały plany namiętne

Głową fantazja, ciałem pragnienie.

Realizacja marzeń nocy tyczących

(może za sprawa gwiazd mocno świecących)

Przerosła wszelkie najśmielsze plany

Ot — taki bonus od przychylnego Losu.

Byliśmy razem: ja Tobie a Ty mnie dany

Syciliśmy się spojrzeniem, gestem, tembrem głosu.

Zaś w ten poranek wieńczący noc

Ubrani lecz jedynie w koc

Leżeliśmy. W siebie wplatani nawzajem,

Próbując zasnąć i odpocząć nareszcie

Błądziliśmy snu i rzeczywistości krajem

Lecz bardziej niż snu pragnąć ust swych jeszcze.

Powiem wprost — erotyk

Gdy blisko mnie przebywasz,

Dłońmi ciepłymi dotykasz,

Ciałem swoim okrywasz,

Ustami ze mną się stykasz,

Biodrami wespół kołyszesz,

Stopy z moimi łączysz,

Językiem szyję liżesz,

Ze spełnieniem walkę toczysz,

O me ciało swoje ocierasz,

Tylko w te chwile wierzysz,

Przed niczym się nie opierasz,

I razem ze mną grzeszysz:

Pragnę być z Tobą bo czuję

Jak lędźwie moje się spięły,

Krew się we mnie gotuje,

Plecy w łuk wygięły,

Oddech mój przyspieszył,

Źrenice zaś się rozwarły,

Dreszcz ciało przeszył,

Jeki z ust się wydarły,

Zmysły się mieszają,

Gorący pot skórę zwilżył,

Sutki na baczność stają,

Próg wstydu się obniżył

I chcę tak Ciebie łaknąc

O wszystkim zapominać,

Spokoju na chwilę pragnąc

Oddech swój wstrzymywać.

Wszystko co mam Ci dawać.

Głośno z Tobą krzycząc

Ciągle o więcej błagać

Na powtórkę licząc.

I niczego nie udając

W namiętności brodzić

A w pełni Ci się oddając

Na szczyt wciąż dochodzić!

Bliskiego przebywania natura

Rozgrzane namiętnością tańczyły ciała —

Ty mój cały i ja Twoja cała.

Bez skrępowania, wstydu jakiegoś

Spełnialiśmy każde najskrytsze pragnienie

Nikt nie pytał „kiedy?”, „jak to?”, „dlaczego?”

Wówczas odpowiedz miała żadne znaczenie.

Wtedy liczyły się nie myśli lecz gorące uczucia.

Niejeden mógłby nas pouczać,

Że to zbyt wcześnie, że zbyt mało wiemy

O sobie nawzajem. Lecz jest to bzdura!

Ta bliskość była zasługą nie tylko chemii

Kierowaliśmy się bowiem serca tez naturą.

I takie tam

…I wszedł.

W pokoju nieobecny stal się szept

Teraz cisza przerwana była krzykami.

Moja skora przykryta Jego ustami

Serce bijące jak nigdy mocno

Również kłóciło się z ciszą nocną.


…I w moim

Poruszał się ciele odważnie swoim

Od krzyków ściany jakby drżały

Usta obojga wespół zgodnie grały

Serca dudniły najgłośniej na Ziemi

W tej porze nocnej cieplej jesieni.


…I pieścił

Me ciało. A wiatr na zewnątrz szeleścił

Liśćmi co się po chodniku wiły

Jak nasze ciała. Tak wolne były!

A serca bić nie chciały spokojnie

W kilka nocy jesieni upojnej.

Tatuaż

To jest wiersz jakby w podzięce

Za to co na swojej ręce

Nosisz zgodnie już na stałe


Choć to barwne jest, niemałe

Chociaż kontrowersje budzi

Wśród spaczonych nudą ludzi.


Dzięki temu twoje ramię

Ma w kolorach tęczy znamię,

Które zawsze mieć chciałeś.


Cieszy mnie fakt, że zdecydowałeś

Się w swoją skórę na zawsze go wryć

Do końca swych dni już z nim żyć.


Mimo że słyszysz zakazy

Zrób to o czym marzysz

I ozdób swoje ciało jeszcze:


Bo ogromne czuję dreszcze

I niezwykle na mnie działa

Widok z tatuażem ciała.

Koszmar na jawie

Wysłałeś mi „dobranoc” w krótkiej wiadomości

Na znak, że planujesz już za chwilę zasnąć.

Miej jednak w swej przyćmionej świadomości,

Że na temat tego „dobranoc” teorię mam własną.

Wcale kłaść się nie zamierzasz lecz pobudzić

Z kimś się chcesz — alkoholem, tańcem, śpiewem.

Myślisz, że to jest „fajne”, że Cię nigdy to nie znudzi

I myślisz, że naprawdę głupia o niczym nie wiem.


Uwierz mi — znam Cię lepiej niż znasz siebie Ty.

Widzę, że klapki na oczach masz: i tak wirujesz

Pomiędzy prawdą i złudzeniem. To nie dobre sny

Są lecz koszmar, którego kiedyś pożałujesz.

Zbudź się nim na zawsze zaśniesz, zanim stracisz

To co masz. Biegniesz prędko bo coś ślepo Cię gna!

Obudź się, nie rób już głupstw zanim słono zapłacisz

Za naiwne senne błądzenie w stronę moralnego dna.

Czuć

Czuć mężczyzny bliską obecność — najbliższą jaka istnieje.

Czuć zapach jego włosów, widzieć jak twarz mu się śmieje

Gdy gdy cię widzi, przytula, gdy silnie trzyma cię za rękę,

Gdy twoją obecność przy nim traktuje jako szczerą podziękę

Za to, że w ogóle chcesz by był i bo wciąż sprawiasz, żeby

Jemu też chciało się zawsze być. Czuć i widzieć, że potrzeby

Twoje nawet nieujawnione sam chce spełniać. Czuć jak bije

Jego serce gorące, kochające, właśnie tobie oddane, co kryje

w sobie ciebie. Czuć ciepło jego skóry co miękkim dotykiem

Koi najdrobniejszą ranę. Czuć jego ciepły oddech co krzykiem

Jest specyficznym — przeznaczonym tylko dla dwojga ludzi,

Którzy myśli swe na wylot znają. Czuć jak żądzę w tobie budzi

I odczuwać chce to samo. Czuć jak przy nim w lepsze zmienia

Się życie.

…Czuć, że to wszystko prawda a nie tylko marzenia.

Co łzy wysusza

Kawał z Ciebie skończonego Drania!

Rozpacz i gniew nie do opanowania

Czuje po raz kolejny przez Ciebie!

Dumny teraz jesteś z siebie???

Nie jestem zabawką która bezwładnie

Odstawić możesz na bok kiedy popadnie,

Wyrzucić w kąt bo uznasz, że jest zużyta.

Przez Ciebie teraz zębami zgrzytam,

Łzami się zalewam i krzyczę z rozpaczy.

Zrobię Ci kiedyś to samo — zobaczysz!

Gdy będziesz długo czekał: ja przyjdę,

Posiedzę chwilę obok, użyję Cię i wyjdę

A Ty zostaniesz pełen gniewu i poniżony

I będziesz wył. Za moment płacz Twój tłumiony

Będzie bo w końcu wreszcie braknie Ci tych

Twoich łez od nadmiaru chwil ciężkich i złych.

Płacz więc Draniu dopóki masz jeszcze czym

Bo wkrótce będziesz tylko głosem swym

Błagać o to by choć kilka małych łez uronić

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 19.43