E-book
0.61
drukowana A5
7.33
Sześć krwistych cieni

Bezpłatny fragment - Sześć krwistych cieni


Objętość:
13 str.
ISBN:
978-83-8189-656-6
E-book
za 0.61
drukowana A5
za 7.33

Lśnienie krwi często przemawia tymi żyletkami, które odmieniają charakter wpychając go w ten zbyt kloaczny i jednocześnie dziki mrok. Rzecz jasna nie każdy nim nasiąknie, bo pierwsza fascynacja w formie tej kąsającej szpilki musi pojawić się znacznie wcześniej. Mowa tu o bodźcu przemawiającym zaćmieniem zbyt sztyletowatym, zaćmieniem które nie żałuje i daje głównie to dziwne pragnienie, którego pragnący nie chce i nie umie nazwać. Pragnienie to z czasem zaczyna nim władać tak jak zwinna woń opanowuje umysł zwierzęcia dając mu ten dryg do czynienia jaskrawym bólem tam gdzie zabraknie bystrej i uczciwej jasności.

Te niewiele mówiące dziwaczne chęci zaczynały sterować Elwirą Cień, która słynęła z tego, że na samym początku rozmów z kimś nieznanym używała imienia Ewa, ale nie czyniła tego w przypadku ludzi, których zna od przynajmniej kilku miesięcy. Słynęła też z miłości do tego głębokiego wiśniowego koloru, który dosłownie władał jej specyficznie wyglądającym mieszkaniem i to już od przedpokoju. Mieszkanie to było prezentem od jej ojczyma, który miłował krwistą sztukę i tym konkretnym zamiłowaniem zaraził niemal całe swoje otoczenie. Człowiek ten miał swoje lata i tworzył niebywale bogate obrazy jeśli chodzi o nasycenie tymi specyficznymi jękami kropel krwi i zarabiał na nich gigantyczne pieniądze. Fascynacja ta udzielała się też Elwirze, która od czasu do czasu w kontrolowany sposób okaleczała się, tylko po to by nieco zwilżyć płótno lub kartkę papieru własną krwią. Potem próbowała odtwarzać ten specyficzny efekt wizualny za pomocą farb, ale wychodziło jej to średnio, czyli potrafiła idealnie podkreślać kształty kropel krwi, ale z głębią barw zazwyczaj sobie nie radziła. Jednak czasami wychodziło jej to wyjątkowo dobrze. Mowa tu dokładnie o chwilach podniecenia, czyli o dniach powiązanych z pieszczotami jej cipeczki. One sprowadzały się do lizania likierem ze śpiewów spektrolitu bystrego, czyli były intensywne, ale też i smaczne, bo brakowało im dzikości. Wtedy panował jedynie nastrój uskrzydlany w łazience wyłożonej sporymi granitowymi płytkami o rdzawej barwie. Taka sceneria dodawała jej jękom tych skrzydeł przypominających nieziemsko waniliowe cuda. Dzięki tym uniesieniom początkująca blisko dwudziesto-dwu letnia artystka miała w sobie tę moc jeśli chodzi o tworzenie. Wiele znaczyło też i to, że jeden ze swoich obrazów powiązany z tym seksualnym uniesieniem sprzedała za ponad sto tysięcy złotych. Obraz ten był imponującym zdaniem wielu jej znajomych, ale jej ojczym stale wspominał o tym, że powinna osiągać znacznie więcej i kierować się odczuciami wiążącymi jej talent z głębią doznań. Instrukcjom tym po części brakowało jasności, ale w swoim mieszkaniu miała jeszcze trzy obrazy, z których to każdy powiązany był z seksualnym szczytowaniem i każdego z nich ceniła bardziej od tego, który sprzedała trochę ponad miesiąc po swoich dwudziestych drugich urodzinach.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 0.61
drukowana A5
za 7.33