E-book
6.95
drukowana A5
62.82
drukowana A5
kolorowa
101.89
Syntetyczne historie

Bezpłatny fragment - Syntetyczne historie


Objętość:
556 str.
ISBN:
978-83-8104-950-4
E-book
za 6.95
drukowana A5
za 62.82
drukowana A5
kolorowa
za 101.89

Ja, Samuel Serwata, z okazji dziesięciolecia pracy twórczej, jak i dożycie ćwierćwiecza egzystencji na Planecie Ziemia, pragnę w podziękowaniach to dzieło zadedykować:

— Przyjaciołom w Sztuce, za inspirację, współpracę, i nadanie celu bez którego nie byłoby tych historii, ani pewnie jakichkolwiek innych.

— Moim Byłym Dziewczynom, że mnie rzuciły.

— Moim prywatnym Farmaceutom za to, że raz jest Biało a raz Zielono.

— Oraz Wszystkim tym, którzy nie wchodzą mi w Drogę.


„Progres nie jest możliwy bez odchylenia od normy. — Frank Zappa”

Progres nie jest możliwy bez odchylenia od normy. — Frank Zappa


„W staryczych uzębień klawikordy pcham słowa zmiażdżone, rozkwaszone żarem” — S. I. Witkiewicz


„Nie należy mylić prawdy z opinią większości” — Jean Cocteau


„Gust jest zaletą fundamentalną, która streszcza wszystkie inne zalety. Jest to nec ultra inteligencji. Tylko dzieki niemu geniusz jest doskonałym zdrowiem i równowagą wszystkich władz”. — Izydor Ducasse, lepiej znany jako Comte de Lautréamont


"Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne." – Albert Einstein


„Człowiek tylko wówczas jest szczęśliwy, kiedy interesuje się tym, co tworzy.” — Erich Fromm


„Granice Poznania są w nas” — Immanuel Kant


„Rzuciłem pisanie w wieku pięciu lat. Zbyt niebezpieczne.” — William S. Burroughs


„Przed użyciem zapoznaj się z ulotką dołączoną do opakowania, bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.” — Ulotka z Apteki


„Jeśli nie żartujesz z Życia — Życie zażartuje z Ciebie. — Każdy powinien mieć wolną rękę w kwestii tego, jak zamierza spierdolić sobie życie.” — Samuel Serwata


Track #25. JOEL & ELROI

DEGUSTACJE

Na samym początku, było tylko ono. Słowo. Lecz później człowiek, zaczął władać nim groźniej, niż jakąkolwiek bronią. Utworzył nim społeczeństwo i boga. Prawo i nienawiść. Namiętności i perwersje. Wolność, wojnę, żądzę i ambicję. Cechy.

Wszystko to, było tylko otoczką mającą na celu stworzyć lepsze jutro, mające dostarczać nam odpowiedzi na podstawowe pytania nas nurtujące od chwili, gdy je pierwszy raz zadaliśmy. Po co? — Pierwsze zadane, fundamentalne z nich. Byśmy nie obudzili się z podstawowym przeświadczeniem, że „lepsze jutro”, było wczoraj. — Skoro się pojawiło, może to znaczyć, że mamy za dużo wolnego czasu.

Możemy dzięki temu, — czyli walce naszych przodków o spokój — ulegnąć pokusom losu, degustując świat. Stając się smakoszami własnej egzystencji. Tak, jak przodkowie nasi, którzy na mchu jadali, bo nie mieli krzeseł.

Obrazy pejzaży nieskończoności, interpretowane poprzez zmysły i myśl, mogące mieć zastosowanie po przetworzeniu w sposób, by mogły one realnie istnieć w materii. Co prawda dalej jako abstrakcja, ale już usytuowana. Przetworzona wyobraźnia mająca rozbudzać i zarażać wyobraźnią innych, bowiem ostatecznie ona jest fundamentem, na której podstawie budowane są słowa. Dziś można samemu stać się degustatorem degustującym smaki innych, mogącym aktywować przetwarzanie rodzący produkt. W tym wypadku chodzi o krótkie historie.

Czy te, które pragnę opowiedzieć, są prawdziwe czy skłamane, zależy od punktu postrzegania i interpretacji przez potencjalnego czytelnika. Czyli od Ciebie. Opowieści są bierne, czytelnik przeciwnie. Choć możliwe, że część z tych historii już są znane niektórym, a inni mogli usłyszeć podobne. Mam nadzieję i wiarę, że te tutaj nie rozczarują w mniejszym stopniu większości, aniżeli robi to samo życie. Choć na dobrą sprawę są one jedynie namiastką zwieńczającą, a jednocześnie rozpędzającą przed daniami, jakie zamierzam zaserwować kolejnym razem. Jak już wspomniałem, to wszystko to jedynie „degustacja”. — Teraz zapraszam na przystawki i dalej, na dania główne, aż po kres całej bezsensownej formy pożywiania się, aż po gorzki kres tej nieistotnej rzeczy, która — bądź, co bądź — jest fundamentem trzymającym nas przy życiu — będącym jego podstawową formą — czymś tylko pomiędzy wierszami zawarta.

Każde miejsce, od którego bym nie zaczął opowiadać będzie złe. Mogę zacząć historię od dowolnego momentu, niezależnego w czasie, i dopowiedzieć w dowolnym momencie zdarzenia przed, albo po tych, przedstawionych przeze mnie. Jednak całkowite pojęcie nie może zostać zrozumiane, bez wprowadzenia, czyli rozpoczęcia pierwszego raportu zdarzeń, jakich byłym świadkiem — do punktu widzenia, z którego oglądam cały chaos — sprecyzować i zrozumieć jego uporządkowany system. — Skoro już pojawiła się ta najzwyklejsza, akceptowalna sprzeczność, uzmysławiającą, że jest się obecnym przy narodzinach pierwszego symbolu komunikacji. Tak jak mądrzy ludzie ustalili, na początku było słowo.

Pierwsze, co wyłania się w przestrzeni będącej myślą, jest forma. Zawiera w sobie spoistość, zamieniając go w kształt czegoś, czego pojęcie pojawia się dopiero po uświadomieniu sobie, że to istnieje. — Za sprawą jaźni powstało rozumienie nadające sens myślą. Tak bezpodstawna kreatywność urzeczywistniła się wraz z całym światem wokół i wewnątrz. Za sprawą kreatywnych form istniejących w rzeczywistości, swoim postrzeganiem nadanym przez percepcję. Nie wiadomo, z jakiego powodu. — Kreatywność pozwoliła na tworzenie zamkniętych rzeczywistości, utrwalonych w materii, a jednocześnie nie; będąc abstrakcyjnymi tworami, będącymi prawdopodobnie zrozumiałymi jedynie dla przedstawicieli danej cywilizacji istot. Nieznana jest reakcja ani punkt obserwacji obcych form myślących.

Zacznę od nakreślenia jakiegoś początku, by wprowadzić każdego, kto słucha lub czyta te słowa, na szyny mojego myślenia, z których będę zbaczać w każdej możliwej chwili, gdy tylko mi się coś przypomni, albo na coś wpadnę. Kiedy ostatecznie postanowiłem odszukać sens i cel, wraz ze wszystkimi kwestiami, osobami i słowami, musiałem wpierw przeanalizować historię „całego świata” oraz „całego życia”, by być pewnym źródła wszelkich opowieści, jakie zapragnąłem wynaleźć dla każdego, kto chce składać litery w słowa, a słowa w zdania. Więc, jeszcze raz:

Rozluźnijcie się. Potraktujcie to jak serial w telewizji, którego nie wszystkie odcinki udaje się wam obejrzeć w całości lub w ogóle. Napięcie nadchodzące, samo zacznie łączyć się niepostrzeżenie w wątki, wyraźne dla uważnego czytelnika — lub przeciwnie. Mnie traktujcie, jak tylko zechcecie. Możemy przyjąć, że spotykamy się w tym samych czasach. W chwili obecnej, dawnej lub przyszłej. Że mamy tyle samo lat. Jesteśmy tej samej lub przeciwnej płci. Albo tej samej, ale jako osoby jesteśmy sprzecznością. Że wszystko jest świeże. Przynajmniej na razie. Ciepłe albo zimne, zależnie od upodobań.

Zapraszam. Mogę zaprosić do stołu? Co podać? Zupa pomidorowa? Czarna kawa? Obsmażane psie bobki? Spokojnie. Żartowałem. Przynajmniej na razie. Ale ostrzegam, że to nie dla tych o wrażliwych żołądkach. Będzie to jednak w pełni wyśmienite, pełnowartościowe w składniki odżywcze danie. — Co prawda, i tu się zgodzę — nic z tego wszystkiego nie wynika, ale fajnie się zaczęło. Fajnie. Jak dla kogo? — Teraz pozostaje się jedynie tym delektować…


Mr. XYZ

to anonimowy narrator. Postać, którą podpisują się angielscy studenci podczas pisania egzaminu, na którym mają za zadanie napisać list i podpisać go właśnie jako tutaj: Mr. XYZ. Ostatnie litery alfabetu świadczące o rychłym zakończeniu całej pisaniny. Najsławniejsza postać świata, a nikt jej nie zna, bo albo nie istnieje albo… Może być każdym. To właśnie on opowiada lub spisuje historię zasłyszane od innych. Nie jest to moje alter ego. Nie może być, bo go nie znam. Nie kreuję tej postaci w żadnym względzie. Nie określam jak wygląda, ile ma lat, w jakich czasach, kraju żyje. Czy to kobieta czy mężczyzna. Jest nikim. Łatwizna? Bynajmniej. To moja ulubiona postać, jaką stworzyłem. Jeśli nie mam pomysłu na bohatera, a chce opowiedzieć historię, obraz, muzykę czy jakiś abstrakcyjny stan, pan XYZ zawsze rozpoczyna pracę razem ze mną. Kiedy postać fikcyjna zaczyna nabierać kształtów, nie przemienia się z postaci pana XYZ w jakąś, lecz przekazuje opowiadanie komuś innemu, a tymczasem on sam odchodzi gdzieś niezauważony, nawet nie wiadomo, kiedy i gdzie go szukać potem.


APOKALIPSIS

Nie wiem, kto mnie ogląda w tej chwili, ale to nie istotne. Mam nadzieję, że są, chociaż nieliczni lub ktokolwiek przytomny i przekażę informacje dalej… Musicie mi zawierzyć na słowo. Jestem Waszym prezydentem. Niestety przez skażenie nie mogę zdjąć maski. Myślę, że wielu udało się je zdobyć i ochronić się. Jednak jak już niektórzy zdążyli się przekonać, są one niewystarczające. Nawet jak to minie, podobnie ja, nie będziecie mogli jej zdjąć. Podczas ataku promieniowania, moja skóra stopiła się ze skórą. Teraz ważne: Nie próbujcie ściągać masek ci, co przeżyli. Dzięki nim jesteśmy bezpieczni. Plotki są niestety prawdziwe. Grupa naukowa X, mająca w laboratorium spowodować i wytworzyć klimat sprzyjający powstawaniu czarnej dziury. W końcowym etapie, w którym udało się wytworzyć jedną średnicy 2ch centymetrów nastąpiła implozja, która zmiotła Rosję z powierzchni Ziemi, a nad całą planetą utworzyła się chmura gazów. Nie łatwo człowieka przestraszyć w dzisiejszych czasach. Ale także łatwo go okłamać, wziąć na dystans, zmanipulować. Ludzie chcą przeżywać. Pragną tego, ale tak naprawdę, gdyby taka chwila pojawiła się w ich życiu, nie wytrzymaliby i sami popełnili samobójstwo. Nie mogąc wytrzymać, albo w ogóle by tego nie zauważając.

Większość faktów jest tuszowana, ukrywana albo zupełnie inaczej przedstawiana niż w rzeczywistości. To jedyne z tych historii, o których się nie mówi, bo są zbyt nierzeczywiste i nikt w nie nie uwierzy. Koniec świata trwa. Ale ignoruje się to. Podobnie jak miejsce, w którym się to wydarzyło. Nie można powiedzieć, że nikt tego nie chciał, ale kto się tak naprawdę tego spodziewał. — Słońce nas oszukało wtedy, gdy najbardziej go potrzebowaliśmy. Kto nam je teraz zwróci? — Oprócz punktu widzenia, który jest zależny od indywidualnej jednostki, każdy myślał, że ten pejzaż nieskończoności jest nie do unicestwienia. — Co się, zatem stało? Dlaczego? I przez kogo? — To nie ciemność zaślepia istoty, pragnące rozumnymi być, lecz światłość górująca w swej nieujarzmionej chwale. Oślepia wszystkich tak okrutnie, będąc zwiastunem oświecenia, że oślepli wszyscy, którzy na nie spojrzeli. Czy to tego właśnie chciałeś? Spójrz na zdjęcia. Oto ty. Jesteś płodem. Jeszcze się nie narodziłeś. Wiem, że mi nie wierzysz, bo uważasz, że jesteś świadomy tego, kim jesteś. Ale gdy skończę opowiadać, wszystko stanie się jasne i będziesz mógł dokonać wyboru. Czy chcesz żyć czy nie. Jeśli tego nie zrobisz, staniesz się jedynie fikcją, którą wymyśliłem. Twój świat nie jest prawdziwy. Ja go wymyślam. Prawdą jest to, w co chcesz wierzyć. Twój wybór, ale to ja mam ostatnie słowo…


ARKADIUM

Słońce nas oszukało wtedy, gdy najbardziej go potrzebowaliśmy. Kto nam je teraz zwróci? To nie ciemność zaślepia istoty, pragnące rozumnymi być, lecz światłość górująca w swej nieujarzmionej chwale. Oślepia wszystkich tak okrutnie, będąc zwiastunem oświecenia, że oślepli wszyscy, którzy na nie spojrzeli.

Czy to tego właśnie chciałeś? Spójrz na zdjęcia, albo w lustro. Oto ty. Jesteś płodem. Jeszcze się nie narodziłeś. Wiem, że mi nie wierzysz, bo uważasz, że jesteś świadomy tego, kim jesteś. Ale gdy skończę opowiadać, wszystko stanie się jasne i będziesz mógł dokonać wyboru. Czy chcesz żyć czy nie. Jeśli tego nie zrobisz, staniesz się jedynie fikcją, którą wymyśliłem. Twój świat nie jest prawdziwy. Ja go wymyślam. Prawdą jest to, w co chcesz wierzyć.


Oprócz punktu widzenia, który jest zależny od indywidualnej jednostki, każdy myślał, że ten pejzaż nieskończoności jest nie do unicestwienia. Nie do określenia w czasie. Można uwierzyć, że świat teraz, przed i po Apokalipsie, niczym w zasadzie się nie różni. Nie ma tutaj bohatera, przegranych, akcji, czasu czy podmiotu lirycznego. Wszystko jest stałe w swej zmienności pozbawionej myśli.

Co się, zatem stało? Dlaczego? I przez kogo?...To nie istotne. Bez sensu zadawać jakiekolwiek pytania, bo po uzyskaniu odpowiedzi, nie zawsze czuje się satysfakcję. Lepiej nie oczekiwać niczego; żadnej odpowiedzi. Można uzyskać jedną z tych, których nie chcę się poznać nigdy. Lepiej przyjąć tylko jedną prostą zasadę: Wszystko, co istnieje w materii i nie istnieje, posiada wspólne cechy: Wszystko ma swoje dwie strony. Przeciwne sobie i sprzeczne. Istniejące tylko dla tego, że ktoś lub coś tak postanowiło.

Teraz to i tak bez znaczenia. To, jak narodziły się Prototypy — kolejno mutujące, w metamorfozach, pożerające klony i hybrydy, kolejne i następne. W Model Ostateczny jako Prototyp. — Nie jest już tak ważne. Z ostatniego wydobyło się jajo, które odebrało tchnienie ostatniego. W nim zaś rozwijał się pierwszy przedstawiciel nowej rasy. Nowego gatunku. Nowej, nieokreślonej formy życia, której narodzin nie oczekiwał nikt.

W całkowitej ciszy i pustce, mięsiste jajo uwolniło w niej skrytą istotę. Ta, niemająca stałej formy substancja, rozwijała się przez lata. Przestrzeń zamykając w logiczną konstrukcję. W miejsce. Obiekt, do którego nie można było wejść, ani z niego wyjść. Miejsce; żyjący, świadomy obiekt, po zamknięciu sklepienia, oddzielającego wszystko inne poza sobą, zaczęło żyć w dojrzałości swej, będąc światem. Miejscem żyjącym o własnej logice struktury fizycznej, będąc fundamentem, na którym ożywać będzie nowy zupełnie świat. Nowe istoty, będące jego potomkami, dzięki którym, będzie mógł istnieć, ale z czasem tracąc jaźń o sobie… Niczym kraina mitycznego raju, wiecznego szczęścia, Arkadia, zrodzona z alchemicznych elementów: Kosmicznego jaja, z którego Androgeniczny Smok spłodził pierwotną istotę: Demonią Pramatkę — oraz jej niezwykłe twory, takie, jakich się nie widzi nawet w bajkach…


JOEL — Wysoki, chudy osobnik w wieku 5 lat. Krótkościęty. Ma wiecznie zapadnięte oczy, które próbuje maskować nosząc okulary, ale na nic się to w zasadzie nie zdaje, bo podczas rozcząsteczkowania umysłu pogłębiają one efekt do tego stopnia, że wyglądają, jak dwie czarne dziury. Nienagannie ogolony. Ze sobą nosi jedynie metalową papierośnicę z odklejającą się czarną okleiną, w której trzyma papierosy, zapalniczkę i szklaną lufkę, oraz niebieską kartę rapatową do zamiejscowego kina. Nosi czarne dżinsy z przypiętą smyczą Play Station z kluczami do piwnicy, czarną koszulę, białą bluzę z kapturem w czaszki. Ogarnięty, były rysownik, który porzucił swój poprzedni styl życia niedoszłego artysty, by studiować filozofię i praktykować Zen. Ma najnowszy model telefonu zaopatrzony w odtwarzacz muzyki, notatnik i filmy porno. Zażywa substancje defragmentujące rzeczywistość, by bardziej poznać siebie, innych, świat i kosmos. Doskonale się czuje w towarzystwie, nie cierpi samotności. Mimo częśtych odlotów w nieznane sfery firmamentu i granic poznania własnego umysłu, twardo stąpa po ziemi. Woli wyjść ze znajomymi na co najmniej dwa piwa i wyrwać jakąś dziewczynę, niż siedzieć w domu i marnować swoje życie na bezsensowne tworzenie.


ELROI — Niski, chudy osobnik w wieku 23 lat. Długie, tłuste włosy i nierównimierny miękki zarost, przez który, jak i rozpuszczone włosy, przypomina kogoś, „jak zdjętego z krzyża”. Ze sobą nosi czarną torbę w której trzyma notesy, papierosy, cienkopisy, dokumenty, napój i czerwono-czarną czapkę, która służy mu za maskę, a kiedy ją upiera przybiera alter ego jednej ze swoich postaci książkowych, stając się prawdziwym Ćpunem Mroku. Nosi czarne, wytarte dżinsy, czerwoną koszulkę z czerwono-białymi literami, niemającymi żadnego uzasadnienia, i na to narzuconą ma dżinsową katanę, z wypaloną dziurą na lewej kiezeni, którą uzyskał przez własny idiotyzm, a który doprowadził go do między innymi zgubienia zakontraktowanego telefonu, a następnego nie kupi, bo nie ma pieniędzy, bo to nierób, który woli zakupić substancje inspirujące, by pisać swoje gówniane książki, których nikt nie chce wydawać. Przemądrzały i wygadany tylko w momencie skrajnego upojenia bezsensem, i tylko w zaufanym towarzystwie podobnych jemu wykolejeńców, którzy udają, że rozumieją, co ten ma na myśli, ale tak naprawdę mają go za idiotę, który woli siedzieć w domu przy muzyce i kreować fikcyjne światy i postacie, niż wyjść ze znajomymi na piwo, albo dwa, i wyrwać jakąś dziewczynę.


ABZINTH & MUSIC FROM THE BLACK HOLES

Joel & Elroi w swej piwnicy nieskończonej ilości przejść, siedzieli odizolowani od świata by być bliżej siebie, by móc siebie porzucić i by być ponad światem. Pomimo tego, co robili, twardo stąpali po ziemi. Lecz teraz byli gdzie indziej. W sferze marzeń sennych następowała ucieczka z ogrodu wszechrzeczy, atakowana bujną fauną nie odkrytych jeszcze form geometrycznych, skupiających wokół siebie liczne pierwiastki. Rozlany czerwony atrament wyciągnięty z poprzedniej, uwiecznionej perspektywy, któremu prawdopodobnie nie podobało się, że został pod koniec całej, trudnej i niezrozumiałej historii, ostatecznie zabity. — Odzywa się pierwszy Elroi:


CZARNE MLEKO

— Wiesz dlaczego to lubię? W sensie psychodeliki?

— Bo tego rodzaju muzyka jest najlepsza?

— Nie o to mi chodzi.

— Jak możesz. Kapele z lat siedemdziesiątych nagrywały najlepsze albumy. Dzisiaj nikt nie gra psychodelii. Ludzie nagrywają gówno i wmawiają słuchaczom, że to psychodela. Powiedziałbyś, że Radiohead to psychodela?

— Z tego, co wiem, Radiohead gra Indie Rocka.

— Jasne, mogę się nawet założyć, że nigdy nie byli w Indii.

— A ja, że nigdy nie słyszałeś indyjskiej muzyki. Mniejsza. Chodziło mi o wiesz, kwasy, grzyby i takie tam.

— Czy w tym momencie zamierzasz otwarcie przyznać się, że jesteś ćpunem?

— Nie. Chciałem powiedzieć, że psychodeliki są jak sztuka. Cała sztuka XX wieku powstała z inspiracji narkotykami. Witkacy, Jim Morrison, W. S. Burroughs…

— Jaka sztuka?

— Dobra sztuka. W sztucę i w snach, wszystko jest możliwe. Podczas świadomego snu uwalnia się DMT, który jest najsilniejszym psychodelikiem na świecie, i gdy artyści budzą się z takiego snu, w którym śnili, że ćpają, wtedy tworzą swoje działa, tfu, to jest, dzieła. Ale to nie to samo. Nie ważne jak byś przedobrzył, i tak pozostaniesz w sferze materii. Ona cię więzi.

— Jak Matrix?

— Nie, materia. Ale można od niej uciec, albo ją oszukać.

— Ale wiesz, nie jeden skakał już z dwudziestego piętra naćpany, bo myślał, że LSD dodaje skrzydeł i mogą latać. Jak po Red bullu.

— Dobra, skończmy, nie ma tutaj miejsca by ciągnąć tą rozmowę dłużej.

— Chyba czasu?

— Nie, gdybyśmy występowali w filmie, sztuce teatralnej, albo nie daj boże w komiksie, to mielibyśmy ograniczone kwestie.

— No, ale nie jesteśmy. Zresztą.

— A skąd możesz wiedzieć, że nie? Może tak naprawdę nie mamy wolnej woli, a czas, którego mamy pełno jest tak naprawdę ograniczony, zapętlony i porusza się tylko wtedy, gdy ktoś czyta naszą historię. Na przykład scenę w której teraz jesteśmy.

— Cholera Elroi, czy ty zawsze musisz walić jakieś abstrakcyjne nonsensy, mroczne fazy nakręcać? Ja nie wiem, dlaczego nie możesz się po prostu wyluzować, jak wszyscy.

— Dragi od tego są. Mają inspirować, popychać do myślenia człowieka, uwalniać percepcję, doznania pozazmysłowe. Ty wolisz zwalić konia, obejrzeć Benny Hilla, nażreć się, powtarzać w kółko — „kurwa, ale jestem poćpakany”, i nic z tego nie wynika, bo potem idziesz spać. Dragi powinny być wydawane tylko nielicznym. Powinni oni przechodzić specjalne testy psychologiczne, i być wydzielane tylko tym, którzy jasno sprecyzują cel spożywania. Tacy autoryzowani dilerzy itd.

— Tak, zaraz powiesz, że „powinno być tak, jak za czasów druidów, bo tylko oni mieli pełne przyzwolenie na to by zażywać magiczne zioła”.

— Właśnie tak, do cholery! Zobacz na przykład „Władcę Pierścieni”. Szkoda, że nie mam żadnych dowodów na to, bo chętnie bym ci udowodnił, że cała trylogia była napisana na faktach autentycznych!

— Jasne, w zeszłym tygodniu wmawiałeś mi, że „Z archiwum X” jest na fakcie na podstawie „udokumentowanych wydarzeń” i…

— I Terminator też! Zwłaszcza druga część.

— No dobra, poddaję się, czego ode mnie chcesz?! O co ci chodzi! Już znam te twoje wstępy do wykładów. Wal prosto z mostu.

— Mówisz tak, jakbyś się spodziewał, że truję ci dupę o jakąś pierdołę. Chodzi mi o dwie największe i najbardziej znane potęgi we wszechświecie, które w każdej chwili mogą nadejść. Myślisz, że fazy po dropsach są złe. Ja na trzeźwo boję się spojrzeć w niebo, bo nie wiadomo, co z tego odbytu kosmosu przyleci na ziemię. Chodzi mi o Apokalipsę i Czarne Dziury!

— Aha, a co dokładniej, oprócz tego, że we wszechświecie nie ma nic bardziej porywającego i wciągającego? Hej, mam deja vu, ostatnio czytałem zajebistą dedykację dla Czarnych Dziur. Tylko nie pamiętam gdzie.

— Posłuchaj Joel, ostatnio żyję w przeświadczeniu, że Apokalipsa nastąpi niedługo, i jej sprawcą nie będzie wojna, ludzie, ale właśnie czarne dziury.

— Nie chcę tego słuchać. Faza mi się wkręca już. Daj mi fajkę lepiej.

— Ale zobacz Joel, przecież równie dobrze możesz być postacią fikcyjną, zmyśloną. Możesz równie dobrze być chory psychicznie, mieć rozszczepienie jaźni, i tak naprawdę wcale ze mną nie rozmawiasz, tylko gadasz do siebie.

— Jasne, wkręcaj sobie dalej. Ciekawe jak byś zareagował, gdyby się okazało, że to nie ja jestem zmyślony, tylko ty. Że twoja świadomość, osobowość, wspomnienia, wszystko, jest tak naprawdę wytworem chorego psychicznie kogoś, kto może siedzi w psychiatryku od wielu lat.

— Wynikałoby w takim układzie, że ty także jesteś schizofreniczną osobowością. Ale nie możemy być, bo czujemy, myślimy samodzielnie, oddychamy, mamy wolną wolę.

— Może tak naprawdę tak się nam tylko wydaje? Może jesteśmy wytworem nieuleczalnie chorego szaleńca, który namnożył tak wiele rozbudowanych alter ego, że nie jest w stanie nad nimi zapanować. Może pozapominał o niektórych.

— Co ty pieprzysz, przecież chory psychicznie nie ma kontroli nad przejmującymi go osobowościami recesywnymi, ani nawet nie jest ich świadomy. To nie praca nad dwudziestoletnią telenowelą, gdzie umierający scenarzysta pisze kolejne odcinki serialu, który przejął jego życie. Wyobraź sobie, całe życie spędzić z postaciami, które sam wymyślił, i musi pisać kolejne scenariusze, bo serial okazał się hitem, a wtedy, gdy miał 19 lat, gdy to napisał, to wysłał do telewizji tekst dla jaj, i to w dodatku najgorszy jaki mógł tylko napisać. On pewnie nie wie kim tak naprawdę jest. Może przyjął jakieś alter ego, które tak mocno wkomponowało się w jego słaby umysł, że zapomniał jaki był, i kim naprawdę był.

— Wątpię by to było możliwe. Słuchaj Elroi, skończ już ten temat.

— Spoko, to ja włączę muzykę, bo mnie wkurwia, że jest cicho.

— Nie, kurwa! Nawet się nie waż! Ty słuchasz popierdolonych rzeczy, ja chcę Marleya, Floydów, L.U.C ewentualnie. To najbardziej hardkorowa rzecz na jaką mogę się zgodzić.

— Chciałem puścić Squarepushera albo Aphex Twina…

— Powiedziałem nie!

I Joel w tym momencie strącił butelkę, z której wylał się czarny płyn, odpowiedzialny za ich stan.

— Ja pierdolę! Strąciłeś czarne mleko!

— Pierdol się, sam je strąciłeś. Czemu trzymasz w ogóle to w butelce po Absyncie?

— By nikt się nie zorientował, że w butelce po absyncie jest nasze Czarne mleko! Łapiesz? Jak ktoś wejdzie, to od razu rzuci mu się w oczy butelka, i krzyknie: O! Absynt! I doda po chwili, coś w stylu „ale czekajcie, absynt chyba nie jest czarny? Co tam macie” — a ja odpowiadam „smołę”…

— Ile tam tego było?

— Jeszcze na po dwa kielony.

— W chuj, cztery stówy poszły się jebać. Mówiłem, żebyś nie ściągał jakichś drogich i nieznanych używek od arabów…

— Co, kurwa, płacisz za to jełopie?! Mamy w najlepszym wypadku jeszcze pół godziny, zanim zacznie działać, i nie puści nas przez…

— Przez? Jak długo?

— Dwie doby?

— I teraz mi mówisz? Co ja teraz powiem mamie?!

— Może to, co zwykle, zaśpiewasz piosenkę „mamo, znowu się stało, zajebałem się…”

— Zajebiście śmieszne.

— Spoko Elroi, przynajmniej będziesz miał okazję za godzinę przyjrzeć się bliżej swoim czarnym dziurom. Nie łap stracha. Jest ciepło, i już po dwudziestej. Spadamy stąd gdzieś za miasto. Daleko, gdzieś, gdzie możemy odprawić czarną mszę i pokroić kota tak, jak to kiedyś chciałeś zrobić ze swoimi znajomymi.

— I czemu na butelce pisze Abzinth? A nie Absynt?

— Bo to się czyta jak angielskie „absence”, czyli „nieobecny”.

I wtedy się zaczęły halucynacje, a Joel tymczasem mówił dalej.

— To jest zajebiste człowieku, rozpierdala się po tym wszystko, świat, ludzie, twój mózg, ty sam, ale jeśli będziesz chciał coś powiedzieć, to powiesz to wyraźnie i klarownie. Niezależnie w jakiej sytuacji się znajdziesz. Spokojnie, pierwszy raz Czarne Mleko wyrzuca cię bardzo daleko, ale po niedługim czasie wracasz. Nie stresuj się, nie myśl, poznawaj, doznawaj, Elroi, to bodźców potrzebujesz, żeby napisać kolejny chujowy tekst, który dostanie minimalną ocenę, bo nikt nie będzie wiedział o co chodzi, albo napisze ci jakiś cieć, który lubi dramaty, a ściągnął twoją chujową książkę, która jest abstrakcyjną, czarną komedią.

— Ale to moja kwestia jest!

— Chciałeś to masz. Za kilka minut się ustabilizuje… Ja w tym czasie włączę jakieś muzyczne dźwięki, by za daleko nie odlecieć. Wiesz Elroi, to taka dźwiękowa cuma. W tym stanie tylko to jest ci w stanie pomóc. Jak podczas egzorcyzmów czy projekcji astralnych, kiedy pod kontrolą hipnotyzera wychodzisz poza swoje ciało. Aha, i wiem, że cię będzie korcić i bez tego, ale nie dotykaj, nie myśl o żadnych grach logicznych, łamigłówkach, i tym podobnych, bo dostaniesz zajoba. Mówię szczerze.

— Możesz mi podać lornetkę?

— Nie wiem gdzie jest. Nic nie widzę. Ledwo znajduję półkę z płytami.

— Muszę widzieć, jedynym sposobem jest spojrzeć przez lornetkę!

— Stary, jesteśmy w piwnicy! Tu nie ma nawet cholernych okien, na co ty chcesz patrzeć?

— Dlaczego ty masz lżej niż ja?

— Bo to mój trzeci raz, a twój pierwszy… Ale nie przejmuj się, też tak miałem.

— Wszystko staje się czerwone i czarne…

— Jak zawsze w twoim wypadku… Tak się mądrzyłeś, a teraz sam nie dajesz rady. To właśnie LUDZIE TACY JAK TY, albo słabi psychicznie, albo zbyt wrażliwi, albo jeszcze inni, nie powinni tego brać. Tylko głosicie swoje bzdurne teorie, HEREZJE, głupoty, bezsensy! Cholera! Żebyś tylko głowy nie stracił! Co ci jest? Co tym masz na głowie i twarzy!?

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.95
drukowana A5
za 62.82
drukowana A5
kolorowa
za 101.89