EDYCJA
Św. Augustyn — Wiara i uczynki
De fide et operibus
W przekładzie C. L. Cornisha z wydania z 1847 r.
Polskie tłumaczenie: Czesław Czyż
Tczew — Wrzesień 2026
Tym razem eksperymentalnie do tłumaczenia użyłem AI, W wielu miejscach trzeba było poprawiać po niej tekst. Plusem jest to, że XIX wieczny tekst jest sztywny, który różni się od wspólczesnego języka, AI przetłumaczyła tekst na język współczesny. Nie jest to dzieło stworzone przez AI, bo Augustyn jest postacią historyczną i jego dzieła istnieją, AI jest jedynie pomocą w tłumaczeniu, po którym trzeba było zmieniać tekst na poprawny.
Tło historyczne
Traktat św. Augustyna z Hippony „O wierze i uczynkach” (De fide et operibus), napisany około 413 roku, stanowi bezpośrednią odpowiedź na teologiczny i duszpasterski spór dotyczący kryteriów udzielania chrztu oraz relacji między wiarą a moralnością chrześcijańską. Augustyn napisał to dzieło na prośbę chrześcijan z ruchu świeckiego (w tym swojego przyjaciela Laurentiusa), zniecierpliwionych praktykami niektórych duszpasterzy, którzy dopuszczali do chrztu osoby bez wymagania od nich porzucenia grzesznego stylu życia (np. cudzołóstwa czy jawnych nieprawości), obiecując im zbawienie na podstawie samej wiary.
Główny cel traktatu
Głównym celem Augustyna jest wykazanie, że wiara i uczynki są ze sobą nierozdzielnie połączone w procesie zbawienia, a chrzest udzielony osobie trwającej w jawnym grzechu bez woli poprawy nie przynosi zbawiennego owocu, lecz staje się powodem surowszego sądu.
Kluczowe tezy traktatu
1. Wiara prawdziwa to wiara działająca przez miłość (fides quae per dilectionem operatur)
Augustyn sprzeciwia się intelektualnemu lub czysto deklaratywnemu pojmowaniu wiary. Wiara, która zbawia, nie jest jedynie uznaniem prawd doktrynalnych (taką wiarę posiadają nawet złe duchy), lecz żywym przywiązaniem do Chrystusa, które wyraża się w miłości i zachowywaniu Jego przykazań (Ga 5, 6).
2. Doktryna, jak i moralność
Wtajemniczenie chrześcijańskie nie może ograniczać się wyłącznie do nauczania Credo. Katechumen powinien być od początku pouczany o zasadach chrześcijańskiego życia. Augustyn powołuje się na Nakaz Misyjny (Mt 28, 19–20), gdzie Chrystus nakazuje nie tylko chrzcić, ale także „uczyć zachowywać wszystko, co przykazałem”.
3. Właściwa egzegeza metafor o ogniu i fundamencie (1 Kor 3, 11–15)
Przeciwnicy Augustyna twierdzili, że grzesznicy chrześcijanie zbawią się „przez ogień”. Augustyn precyzuje tę koncepcję:
— Chrystus jako fundament: Kto trwa w ciężkich, nieodpokutowanych grzechach, w ogóle nie posiada Chrystusa jako fundamentu.
— Budowanie z drewna, trawy i słomy: Oznacza przywiązanie do rzeczy ziemskich z ludzkiej słabości, ale bez łamania przykazań Bożych.
— Ogień oczyszczający: To udręki i próby życia ziemskiego dotykające ludzi, którzy mimo ułomności postawili Boga na pierwszym miejscu, a nie tych, którzy trwają w jawnej bezbożności.
4. Rozróżnienie między grzechami ciężkimi a powszednimi
— Grzechy ciężkie (zbrodnie/występki): Jawne, bezbożne czyny (np. cudzołóstwo, bałwochwalstwo), które wykluczają z królestwa Bożego (1 Kor 6, 9–10). Wymagają one publicznej pokuty i odwrócenia się od grzechu.
— Grzechy codzienne (powszednie): Drobne ułomności wynikające z ludzkiej słabości, z których nikt w tym życiu nie jest wolny.
5. Rola dyscypliny kościelnej i przypowieść o kąkolu
Augustyn podejmuje problem obecności grzeszników w Kościele:
— Zapobiega błędom donatystów (przesadnemu rygoryzmowi) oraz błędom skrajnej pobłażliwości.
— Kąkol i pszenica (Mt 13): Tolerowanie zbrodniarzy w Kościele ma miejsce tylko wtedy, gdy ich wykluczenie mogłoby zniszczyć jedność Kościoła. Gdy występki są jawne i można je ukarać bez niebezpieczeństwa schizmy, dyscyplina kościelna jest obowiązkiem pasterzy i aktem prawdziwej miłości.
6. Fałszywe miłosierdzie jest w rzeczywistości okrucieństwem
Duszpasterze, którzy udzielają chrztu bez wymagania poprawy życia lub którzy pobłażają jawnym grzechom w imię „miłosierdzia”, doprowadzają grzeszników do zguby. Prawdziwa miłość duszpasterska karci grzech, aby uratować duszę grzesznika.
Rozdział I
1. Niektórzy są zdania, że bez żadnego rozróżnienia należy dopuszczać wszystkich ludzi do kąpieli odrodzenia, która dokonuje się w Chrystusie Jezusie, naszym Panu — nawet wtedy, gdy nie chcą porzucić złego i haniebnego życia, naznaczonego grzechami i gorszącymi występkami, a nawet otwarcie oświadczają i wyznają, że zamierzają w takim życiu pozostać. Na przykład, jeśli ktoś pozostaje związany z prostytutką, nie należy — według ich zdania — najpierw nakazywać mu, aby ją opuścił, a dopiero potem przychodził do chrztu. Przeciwnie: nawet jeśli nadal z nią pozostaje i z pełną świadomością zamierza, a nawet publicznie deklaruje, że będzie z nią nadal żył, powinien zostać dopuszczony do chrztu i nie należy mu przeszkadzać w staniu się członkiem Chrystusa, choć jednocześnie nadal pozostawałby członkiem prostytutki.
Dopiero później, po przyjęciu chrztu, należałoby mu wyjaśnić, jak wielkim złem jest takie życie i pouczyć go o konieczności zmiany sposobu życia na lepszy. Uważają bowiem, że jest rzeczą przewrotną i niezgodną z właściwym porządkiem najpierw nauczać człowieka, jak powinien żyć jako chrześcijanin, a dopiero później go ochrzcić. Ich zdaniem najpierw powinien zostać udzielony sakrament chrztu, a dopiero potem nauka dotycząca życia i moralności. Jeżeli człowiek zechce tę naukę przyjąć i zachowywać, będzie czynił to dla własnego dobra. Jeżeli jednak nie zechce jej przyjąć, lecz zachowa wiarę chrześcijańską — bez której zginąłby na wieki — to, ich zdaniem, może nadal trwać w jakimkolwiek grzechu i nieczystości, a mimo to zostanie zbawiony jakby przez ogień. Miałby być podobny do człowieka, który buduje na fundamencie, którym jest Chrystus, lecz nie używa złota, srebra i drogich kamieni, ale drewna, siana i słomy; to znaczy, że zamiast sprawiedliwego i czystego sposobu życia prowadzi życie niesprawiedliwe i bezwstydne.
Rozdział II
Czyż jednak nie powinniśmy raczej uważać, że człowiek, który chce zostać ochrzczony, powinien najpierw zostać pouczony o tym, jak powinien żyć, a następnie, jeśli przyjmie tę naukę i obieca, że będzie według niej postępował, powinien zostać dopuszczony do chrztu? Czyż nie powinniśmy wymagać od niego, aby porzucił swoje dawne grzechy, zanim przyjmie sakrament odpuszczenia grzechów? Jeżeli bowiem człowiek mówi, że wierzy w Chrystusa, a jednocześnie nie chce porzucić grzesznego życia, to czy jego wiara może rzeczywiście przynieść mu zbawienie?
Nie wystarczy przecież powiedzieć: „Wierzę”. Apostoł Jakub mówi wyraźnie, że wiara bez uczynków jest martwa. A jeżeli jest martwa, to w jaki sposób może człowieka zbawić? Dlatego nie należy rozumieć słów Apostoła Pawła — że człowiek zostaje usprawiedliwiony przez wiarę — tak, jak gdyby sama wiara, pozostająca bez dobrego życia i bez miłości, wystarczała do osiągnięcia życia wiecznego. Przeciwnie, należy rozważyć, jaka wiara jest tą wiarą, która zbawia. Apostoł Paweł sam daje nam odpowiedź, gdy mówi:
„W Chrystusie Jezusie ani obrzezanie nic nie znaczy, ani nieobrzezanie, lecz wiara działająca przez miłość.” (Ga 5,6)
Nie jest więc to wiara bezczynna ani martwa, lecz wiara, która działa przez miłość. Jeżeli zatem ktoś posiada wiarę, ale nie ma miłości i nie czyni dobra, to jego wiara nie jest jeszcze taką wiarą, o której mówi Apostoł, gdy wskazuje na drogę zbawienia. Dlatego człowiek, który przychodzi do chrztu, powinien nie tylko wyznawać wiarę w Chrystusa, ale również przyjąć sposób życia odpowiadający tej wierze. Nie chodzi bowiem o to, aby człowiek najpierw stał się doskonały własnymi siłami, a dopiero potem otrzymał łaskę Chrystusa. Chodzi o to, aby przyjmując łaskę, nie trwał dobrowolnie i świadomie w tych grzechach, których wyrzeczenie stanowi część chrześcijańskiego nawrócenia.
Uwaga do tego rozdziału
Tutaj pojawia się bardzo ważny element argumentacji Augustyna. Nie twierdzi on, że człowiek zostaje zbawiony dzięki uczynkom niezależnie od wiary. Jego argument jest inny: nie każda wiara, którą człowiek może nazwać „wiarą”, jest wiarą zbawiającą.
Augustyn będzie później opierał się przede wszystkim na Ga 5,6 — „wiara działająca przez miłość” oraz Jk 2,14–17 — „czy wiara może go zbawić?”. Właśnie w tym sensie później, w Enchiridion 67, Augustyn streszcza całe De fide et operibus: „wiara, która zbawia”, to wiara działająca przez miłość; wiara, która czyni zło, jest według Jakuba martwa. Pominięto niektóre wypowiedzi Augustyna w roz. 3 ze względu na trudności odczytania tekstu.
Rozdział III
3. W odpowiedzi na nich przede wszystkim mówię, że nikt nie powinien tak rozumieć tych wypowiedzi Pisma Świętego, które wskazują na obecność dobrych i złych ludzi w Kościele albo zapowiadają, że będą oni w nim zmieszani, aby sądzić, że surowość dyscypliny albo gorliwe jej zachowywanie należy całkowicie rozluźnić i odłożyć na bok. Pismo Święte tego nie naucza; człowiek, który tak sądzi, jest raczej zwiedziony własnym wyobrażeniem. Mojżesz, sługa Boży, cierpliwie znosił obecność takiego pomieszania w pierwszym Ludzie Bożym, lecz z tego wcale nie wynika, że nie wymierzał kary wielu osobom, nawet mieczem.
A kapłan Pinchas przebił mieczem tych cudzołożników, których znalazł razem. Wydarzenie to zapowiadało, że w obecnym czasie, kiedy w dyscyplinie Kościoła miecz materialny ma spoczywać, podobne działanie ma być dokonywane przez pozbawienie urzędu i ekskomunikę. Podobnie Apostoł Paweł, chociaż święty i pełen cierpliwości, znosił w Kościele ludzi złego usposobienia, a nawet tych, którzy głosili Chrystusa pod wpływem diabelskiego ukłucia zazdrości, nie dlatego jednak uważał, że należy oszczędzać człowieka, który miał żonę swego ojca.
Przeciwnie, nakazuje, aby po zgromadzeniu Kościoła został on wydany szatanowi na zatracenie ciała, aby duch został zbawiony w dniu Pana Jezusa. Czyż sam nie wydał również innych szatanowi, aby nauczyli się nie bluźnić? Czyż na próżno mówi:
„Napisałem wam w liście, abyście nie obcowali z rozpustnikami” — nie chodzi oczywiście o rozpustników tego świata, ani o chciwców, rabusiów czy bałwochwalców, bo w takim przypadku musielibyście wyjść z tego świata — lecz napisałem wam, abyście nie obcowali z takim, który nazywa się bratem, a jest rozpustnikiem, bałwochwalcą, chciwcem, oszczercą, pijakiem albo rabusiem; z takim nawet nie jedzcie. Cóż bowiem mnie obchodzi sądzenie tych, którzy są na zewnątrz? Czyż wy sami nie sądzicie tych, którzy są wewnątrz? Tych zaś, którzy są na zewnątrz, będzie sądził Bóg.
„Usuńcie złego spośród siebie.”
Niektórzy rozumieją te słowa w ten sposób, że każdy człowiek powinien usunąć z siebie samego zło, to znaczy sam powinien stać się dobry. Jakkolwiek jednak rozumieć to zdanie — czy jako nakaz, aby surowością kościelnej dyscypliny napominać i karać złych przez ekskomunikę, czy też jako wezwanie, aby każdy człowiek przez napominanie i poprawianie samego siebie usuwał z siebie zło — jedno z powyższych poleceń Apostoła pozostaje całkowicie jasne: nie należy utrzymywać bliskiej wspólnoty z tymi braćmi, którzy są znani z trwania w którymkolwiek z wymienionych grzechów. A jednak Apostoł pokazuje również, z jakim duchem i z jaką miłością należy stosować tę miłosierną surowość. Widać to nie tylko tam, gdzie mówi, aby duch grzesznika został zbawiony w dniu Pana Jezusa, lecz także w innym miejscu: „Jeśli ktoś nie jest posłuszny naszemu słowu przez ten list, oznaczcie go i nie obcujcie z nim, aby się zawstydził; nie uważajcie go jednak za nieprzyjaciela, lecz napominajcie jak brata.”
A sam Pan, który jest dla nas szczególnym przykładem cierpliwości — Ten, który nawet pośród Dwunastu Apostołów znosił aż do swojej męki człowieka, o którym wiedział, że jest diabłem — oraz Ten, który powiedział: „Pozwólcie obojgu rosnąć aż do żniwa, abyście przypadkiem, zbierając chwast, nie wyrwali wraz z nim pszenicy”, i który zapowiedział, że sieci będące obrazem Kościoła będą zawierały dobre i złe ryby aż do brzegu, to znaczy aż do końca świata — i który w wielu innych słowach, jawnie lub w przypowieściach, mówił o zmieszaniu dobrych i złych — nie uznał jednak z tego powodu, że należy znieść dyscyplinę Kościoła.
Przeciwnie, nakazał jej używać, gdy powiedział:
„Miejcie się na baczności. Jeśli twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go między tobą a nim samym. Jeśli cię usłucha, pozyskałeś swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź ze sobą jeszcze jednego albo dwóch, aby na słowie dwóch lub trzech świadków opierała się każda sprawa. Jeśli ich nie usłucha, powiedz Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech będzie dla ciebie jak poganin i celnik.”
Następnie w tym samym miejscu dodał najbardziej przejmujące ostrzeżenie dotyczące tej surowości:
„Cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane i w niebie; a cokolwiek rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie.”
Nakazuje również, aby tego, co święte, nie dawać psom.
A Apostoł nie sprzeciwia się Panu, kiedy mówi:
„Tych, którzy grzeszą, napominaj wobec wszystkich, aby również inni mieli lęk”,
podczas gdy Pan mówi: „Upomnij go między tobą a nim samym.” Jedno i drugie należy bowiem czynić odpowiednio do różnego rodzaju choroby tych, których podjęliśmy się leczyć. Nie mamy ich przecież niszczyć, lecz korygować i uzdrawiać. Jednego człowieka trzeba leczyć w taki sposób, innego w inny. Tak więc również w odniesieniu do ludzi złych znajdujących się w Kościele istnieje sposób, w jaki można ich znosić i cierpliwie tolerować; istnieje też sposób, w jaki należy ich karać i napominać, a także nie dopuszczać ich do Komunii albo usuwać ich ze wspólnoty.
Rozdział IV
Ludzie jednak błądzą, ponieważ nie zachowują właściwej miary. Kiedy zaczynają szybko podążać w jednym kierunku, nie oglądają się na inne wypowiedzi Bożego autorytetu, które mogłyby odwołać ich od tego zamiaru i sprawić, aby pozostali mocno przy tej prawdzie i umiarkowaniu, które powstaje z właściwego połączenia obu stron. I nie dzieje się tak tylko w sprawie, którą obecnie rozważamy, lecz również w wielu innych. Jedni, zwracając uwagę na wypowiedzi Pisma Świętego, w których jeden Bóg zostaje nam przedstawiony jako Ten, którego należy czcić, doszli do przekonania, że Ten sam, który jest Synem, jest również Ojcem i Duchem Świętym. Inni natomiast, jak gdyby cierpieli na chorobę przeciwną, skupiając uwagę na tych miejscach Pisma, w których objawiona jest Trójca, a nie potrafiąc zrozumieć, w jaki sposób może istnieć jeden Bóg, skoro Ojciec nie jest Synem, Syn nie jest Ojcem, a Duch Święty nie jest ani Ojcem, ani Synem, uznali, że muszą przyjąć również różnicę substancji. Jedni, patrząc na pochwały świętego dziewictwa zawarte w Piśmie, potępili małżeństwo. Inni zaś, kierując się tymi wypowiedziami, w których pochwalone zostaje czyste i godziwe małżeństwo, postawili małżeństwo na równi z dziewictwem.
Jedni, czytając:
„Dobrze jest, bracia, nie jeść mięsa ani nie pić wina”,
oraz inne podobne słowa, uznali stworzenie Boże i wszelkie pokarmy za nieczyste.
Inni natomiast, czytając:
„Każde stworzenie Boże jest dobre i niczego nie należy odrzucać, jeśli przyjmuje się to z dziękczynieniem”,
Popadli w obżarstwo i pijaństwo, ponieważ nie byli zdolni uwolnić się od grzechów jednej skrajności inaczej, jak tylko popadając w równie wielkie albo jeszcze większe grzechy po stronie przeciwnej. Tak samo dzieje się w sprawie, którą obecnie rozważamy. Niektórzy, zwracając uwagę na przykazania surowości — przez które jesteśmy napominani, aby upominać nieporządnych, nie dawać tego, co święte, psom, uważać tego, kto gardzi Kościołem, za poganina oraz odcinać od ciała członek, który powoduje zgorszenie — w takim stopniu naruszają pokój Kościoła, że próbują przed czasem oddzielić chwast od pszenicy. Zaślepieni tym błędem sami raczej oddzielają się od jedności Chrystusa. Taki właśnie przypadek mamy w odniesieniu do schizmy donatystów. Nie mówię tutaj o tych, którzy wiedzą, że przeciw Cecylianowi wysunięto nie prawdziwe, lecz oszczercze zarzuty, a jednak z powodu wstydu prowadzącego do śmierci nie chcą porzucić swego zgubnego przekonania. Mówię o tych, którym odpowiadamy w następujący sposób:
Nawet gdyby ludzie, z powodu których nie jesteście w Kościele, rzeczywiście byli złymi ludźmi, to i tak powinniście byli pozostać w Kościele, znosząc tych, których w żaden sposób nie mogliście poprawić ani usunąć. Tak więc istnieją dwie przeciwne skrajności.
Jedni, widząc wyraźnie, że Pismo wskazuje i przepowiada obecność dobrych i złych ludzi w Kościele, oraz nauczywszy się przykazań dotyczących cierpliwości — które dają nam taką pewność, że nawet jeśli w Kościele znajdują się chwasty, nie przeszkadza to naszej wierze ani miłości, tak że z powodu obecności chwastów nie powinniśmy sami opuszczać Kościoła — dochodzą do wniosku, że dyscyplina Kościoła powinna zostać porzucona. Przypisują tym, którzy zostali ustanowieni przełożonymi Kościoła, pewnego rodzaju przewrotną beztroskę: ich zdaniem mają oni jedynie mówić, czego należy unikać i co należy czynić, ale nie powinni zwracać uwagi na to, co poszczególni ludzie rzeczywiście robią.
My natomiast uważamy, że zdrowa nauka wymaga zachowania właściwej równowagi między tymi dwoma rodzajami wypowiedzi Pisma. Powinniśmy więc zarówno znosić złych ludzi w Kościele ze względu na pokój Kościoła, jak i — tam, gdzie pokój Kościoła jest zabezpieczony — nie dawać tego, co święte, psom. Kiedy zatem wskutek niedbalstwa tych, którzy mają władzę nad Kościołem, albo z powodu jakiejś usprawiedliwionej konieczności, albo dlatego, że źli ludzie potajemnie się do niego przedostali, znajdujemy w Kościele ludzi niegodziwych, których nie możemy poprawić ani powstrzymać za pomocą dyscypliny kościelnej, wtedy — aby w naszym sercu nie powstało bezbożne i zgubne przekonanie, że powinniśmy się od nich oddzielić, żeby nie zostać skażonymi ich grzechami, i abyśmy nie próbowali pociągnąć za sobą jakichś rzekomo czystych i świętych ludzi, odłączonych od całej jedności, jak gdyby od wspólnoty ze złymi — powinniśmy przypomnieć sobie obrazy zawarte w Piśmie Świętym oraz Boże wyrocznie i najpewniejsze przykłady.
Pokazują one i przepowiadają, że aż do końca świata i czasu sądu źli ludzie będą w Kościele zmieszani z dobrymi oraz że dobrzy, którzy nie zgadzają się na ich uczynki, w żaden sposób nie zostaną przez nich pozbawieni jedności ani udziału w sakramentach. Lecz kiedy ci, którzy kierują Kościołem, mają możliwość — bez narażania pokoju Kościoła — zastosowania dyscypliny wobec ludzi złych i bezbożnych, wtedy znowu, abyśmy nie popadli w ospałość i lenistwo, należy nas pobudzić bodźcami innych przykazań, które wymagają surowego powstrzymywania zła. Idąc więc drogą Pana, pod Jego przewodnictwem i z Jego pomocą, powinniśmy korzystać z obu rodzajów przykazań: ani nie stawać się niedbałymi pod pozorem cierpliwości, ani nie stawać się okrutnymi pod pozorem gorliwości.
Komentarz
Ten rozdział jest szczególnie ciekawy, bo Augustyn przedstawia tu zasadę „środka” (medium): nie wolno ani usprawiedliwiać bezczynności wobec grzechu, ani przedwcześnie usuwać wszystkich grzeszników ze wspólnoty. To przygotowuje bezpośrednio jego argument w rozdziale V, gdzie wraca do kwestii chrztu i tego, czy osobę trwającą świadomie w ciężkim grzechu można dopuścić do sakramentu.
Rozdział V
(W którym św. Augustyn podejmuje kwestię tego, jak należy właściwie nauczać wiernych oraz że wiara, o której mówi Pismo, nie jest martwym wyznaniem, lecz wiarą działającą przez miłość).
„Kiedy zatem z największą troską i czujnością rozważamy te sprawy, widzimy, że Apostoł Paweł [por. Gal 5, 6] miał na myśli tę wiarę, którą chlubi się samo Ciało Chrystusa, to znaczy wiarę ożywioną i pełną życia, łączącą w sobie nadzieję i miłość. Nie jest to owa wiara, o której tenże Apostoł mówi: »Gdybym miał wszelką wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym« [1 Kor 13, 2].
Ta bowiem wiara, która działa poprzez miłość — o której w tym samym liście powiada: »Bo w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie nic nie może, ani nieobrzezanie, ale wiara, która działa przez miłość« — jest tą samą wiara, od której ci, co błądzą, oddzielają uczynki, sądząc, że samo wyznanie wiary wystarcza do zbawienia. Dlatego też z wielką gorliwością musimy pouczać ludzi, że wiara powołana do zbawienia nie jest tą pustą i martwą formą, o której powiedziano, że nawet demokraci w nią wierzą i drżą [por. Jk 2, 19], lecz tą, która — jak uczy apostolski autorytet — uświęca serce przez Chrystusa i znajduje wyraz w dobrych czynach, bez których nikt nie ujrzy Boga.”
Rozdział VI
(O podwójnym zadaniu przy nauczaniu katechumenów: wprowadzaniu w zasady wiary oraz kształtowaniu moralności i obyczajów).
„Ale — powiadają — najpierw należy udzielić chrztu, aby człowiek mógł zostać odrodzony; a dopiero potem winien być pouczany o prawym i czystym życiu. Jest to czynione dlatego — jak twierdzą — aby przez sakrament odrodzenia uzyskał odpuszczenie dawnych grzechów, zaś po nim uczył się przykazań, które ma zachowywać. Ilekroć bowiem ktoś zostaje przyjmującym sakrament, najpierw słucha słów: »Wierzysz w Boga Ojca Wszechmogącego…?« i po wyznaniu swej wiary zostaje ochrzczony. Lecz po co przysparzać mu niepotrzebnej trudności, domagając się od niego — zanim przyjmie chrztu — zobowiązania do porzucenia grzesznego życia?
Odpowiadamy na to: Gdyby odrodzenie przez chrzest miało służyć jedynie temu, aby odpuścić dawne grzechy, a nie po to, by usunąć z serca samą miłość do grzechu i obdarzyć mocą do pójścia drogą sprawiedliwości, wówczas ta opinia miałaby pewne uzasadnienie. Lecz skoro w sakramencie tym stajemy się nowym stworzeniem w Chrystusie, jakże człowiek ma w nim zmartwychwstać do nowego życia, jeśli wpierw nie umrze dla dawnego? Dlatego też Pan Jezus i Jego Apostołowie pouczali nie tylko o tym, w co należy wierzyć, ale również o tym, jak należy żyć. Ten bowiem, kto przychodzi do chrztu, winien nie tylko słuchać wyznania wiary, lecz także uczyć się porzucania dawnych obyczajów i wstępowania na drogę chrześcijańskich obyczajów; w przeciwnym razie przyjmowałby sakrament na własne potępienie, posiadając jedynie formę pobożności, lecz wyrzekając się jej mocy.”
Rozdział VII
(O przykładzie samych Apostołów oraz św. Jana Chrzciciela, którzy od nawracających się wymagali nie tylko wiary, lecz także owoców pokuty przed przyjęciem chrztu).
„Co więcej, czyż sam Jan Chrzciciel, przychodząc przygotować drogę Panu, nie wołał do tych, którzy przychodzili do jego chrztu: »Wydajcie więc owoc godny nawrócenia« [Mt 3, 8]? A kiedy faryzeusze i saduceusze przychodzili do niego, a on widział ich pychę i nieszczerość, nie wahał się wyrzucać im ich dawnego życia i nakazywać poprawy obyczajów, zanim udzieli im znaku oczyszczenia. Gdyby zaś wystarczyło jedynie uwierzyć, a kwestię moralności i porzucenia grzechów odłożyć na czas po przyjęciu sakramentu, Jan z pewnością nie nakazywałby im wydawania owoców pokuty przed chrztem. Również Apostołowie, gdy głosili Ewangelię, nakazywali ludziom nie tylko to, by uwierzyli w Pana Jezusa Chrystusa, lecz także by odwrócili się od swoich złych czynów. Piotra Apostoła pytali zaniepokojeni słuchacze w dniu Pięćdziesiątnicy: »Co mamy czynić, bracia?«, a on odpowiadał: »Nawróćcie się — powiada — i niech każdy z was przyjmie chrzest w imię Jezusa Chrystusa« [Dz 2, 37—38]. Czymże zaś jest owe nawrócenie (pokuta), jeśli nie odrzuceniem dawnego, złego życia i zejściem z błędnych dróg? Jakże więc można twierdzić, że człowiek ma być najpierw ochrzczony, a dopiero potem pouczany o moralności, skoro od samego początku wzywa się go do odwrócenia się od grzechu jako do koniecznego warunku przystąpienia do sakramentu?”
Rozdział VIII
(Zachowując właściwy umiar zgodny z zdrową nauką, należy zbadać zasadniczy punkt sporu: czy do chrztu wolno dopuszczać ludzi bez stawiania wymagań dotyczących moralności i porzucenia grzechu).
„Zachowawszy przeto ten umiar, który jest zgodny ze zdrową nauką, przyjrzyjmy się teraz samej istocie sporu: to znaczy, czy ludzie mają być dopuszczani do przyjęcia chrztu w taki sposób, aby nie dokonywać wśród nich żadnej selekcji, ani nie żądać od nich rezygnacji ze złych obyczajów i bezstroskiego, rozwiązania życia; oraz czy należy im jedynie nakazać, by uwierzyli w Boga i złożyli wyznanie wiary. Gdyby bowiem tak miało być, w jakimż celu podejmuje się tak wielką troskę i staranie o to, aby tych, którzy ubiegają się o chrzest, najpierw nauczano, egzaminowano i przygotowywano przez pewien czas jako katechumenów? Dlaczego nakłada się na nich ręce i exorcystami odpędza złe duchy, jeśli nie po to, by odcięli się od władzy ciemności i przeszli pod panowanie Chrystusa? Jakże więc mają odwrócić się od szatana ci, którzy jawnie i uporczywie trwają w bezbożnych uczynkach, w rozpustach i występkach, deklarując wręcz, że nie mają zamiaru ich porzucić? Czyż wprowadzanie takich ludzi do Chrystusowej owczarni bez uprzedniej poprawy życia nie byłoby raczej znieważeniem samego sakramentu i oszukiwaniem samych kandydatów, którym obiecuje się zbawienie tam, gdzie grozi im potępienie?”
Rozdział IX
(Wyjaśnienie, w jaki sposób Pan Jezus i Apostołowie pouczali bogatych oraz kwestia dopuszczania do chrztu osób żyjących w cudzołóstwie lub nieprawowitych związkach).
„Lecz odpowiadają na to: Młody człowiek w Ewangelii, który pytał Pana, co dobrego ma czynić, aby osiągnąć życie wieczne, otrzymał odpowiedź: »Zachowaj przykazania« [Mt 19, 17]. A gdy zapytał: »Które?«, Pan wymienił mu przykazania Prawa: nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa, czcij ojca i matkę, oraz miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Gdy zaś młodzieniec odparł, że to wszystko zachowywał od swojej młodości, Pan dodał pouczenie o doskonalszym życiu, aby sprzedał wszystko, co posiada, rozdał ubogim i szedł za Nim.
Widzimy zatem — powiadają — że Pan nakazał zachowywanie przykazań tym, którzy chcą wejść do życia, a doskonałość zachował dla tych, którzy chcą być doskonali. Zatem i my nie powinniśmy zabraniać chrztu nikomu, kto wierzy i chce zachowywać podstawowe przykazania, nawet jeśli nie jest gotowy na porzucenie swoich bogactw lub na doskonalszy stopień chrześcijańskiego życia. Na to odpowiadamy: Zgadza się, nie zabraniamy chrztu nikomu z powodu braku ewangelicznej doskonałości. Nie zmuszamy nikogo przychodzącego do chrztu do sprzedawania swojego majątku i rozdawania go ubogim, chyba że sam tego zapragnie. Lecz czym innym jest nieosiągnięcie najwyższej doskonałości, a czym innym trwanie w niejawnym przestępstwie i grzechu ciężkim.
Albowiem cudzołóstwo, rozpusta i bezprawne związki małżeńskie nie należą do rzeczy obojętnych ani do wyższych stopni doskonałości, lecz są złamaniem samych przykazań, o których Pan powiedział: »Nie cudzołóż«. Dlaczego więc mielibyśmy wpuszczać do kościoła człowieka, który otwarcie oświadcza, że nie porzuci cudzołóstwa? Czyż sam Pan w tym samym miejscu nie wymienia przykazania zakazującego cudzołóstwa wśród tych, które są konieczne do wejścia do życia? Kimże więc jesteśmy, abyśmy mieli odrzucić Chrystusowe wymagania i twierdzić, że ktoś może wejść do życia wiecznego przez chrzest, trwając jawnie w grzechu, który sam Chrystus jednoznacznie potępił?”
Rozdział X
(O bezużyteczności wiary bez miłości i dobrych uczynków oraz o fałszywej nadziei tych, którzy sądzą, że zostaną zbawieni przez ogień tylko ze względu na samo wyznanie wiary). „Cóż więc odpowiemy na to, gdy powiadają: »Należy najpierw ochrzcić człowieka, a jeśli po chrzcie popadnie w grzech, wtedy dopiero należy go napominać, karać i leczyć«? Czyż nie widzą, jak wielki błąd popełniają? Czym innym jest bowiem potknięcie się i upadek po przyjęciu chrztu — co leczy się przez pokutę i braterskie napomnienie — a czym innym przychodzenie do samego chrztu z jawnym postanowieniem trwania w grzechu i drwiną z samych Przykazań Bożych.
Gdyby bowiem ktoś przychodził do chrztu, oświadczając: »Będę składał ofiary bożkom, będę odwiedzał wróżbitów, będę uczestniczył w bezbożnych obrzędach, lecz mimo to chcę być ochrzczony i wierzyć w Boga«, czyż nie zostałby natychmiast odrzucony? Dlaczego więc człowiek, który oświadcza, że nie porzuci cudzołóstwa lub innego jawnego występku, miałby być traktowany inaczej? Czyż bóstwa pogańskie są groźniejsze dla wiary niż grzechy, które wykluczają z Królestwa Bożego?
Apostoł Paweł wyraźnie powiada: »Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy… Królestwa Bożego nie odziedziczą« [1 Kor 6, 9—10]. Sławny ten doktor Kościoła stawia bałwochwalstwo i cudzołóstwo w tym samym rzędzie grzechów wykluczających ze zbawienia. Jakże więc możemy mówić katechumenowi: »Wierz w Chrystusa, przyjmij chrzest, a chociażbyś trwał w cudzołóstwie, nie zginiesz na wieki, lecz zostaniesz zbawiony jakby przez ogień«? Jest to bowiem zwodzenie duszy fałszywą nadzieją i prowadzenie jej na zatracenie, podczas gdy Pismo Święte jasno poucza, że wiara bez dobrych uczynków nie przynosi zbawienia, lecz jedynie większe potępienie temu, kto poznał wolę Pana, a jej nie czynił.”
Rozdział XI
(O ludziach popadających w skrajności z braku zachowania umiaru oraz o tym, jak błędnie odczytuje się niektóre świadectwa Pisma Świętego).
„Ludzie bowiem błądzą, nie zachowując należytego umiaru; a gdy zaczną skłaniać się ku jednej stronie, nie zwracają uwagi na inne świadectwa Boskiego autorytetu, którymi mogliby zostać odwołani od swego błędu i utwierdzeni w tej prawdzie i umiarze, co łączą ze sobą obie te rzeczy.
Widzimy to na przykładzie niektórych, którzy, rozważając nakazy Pisma Świętego zachęcające do ucieczki od bezbożności i zachowania czystości obyczajów, wpadają w tak wielką surowość, że próbują całkowicie oddzielić w Kościele pszenicę od kąkolu przed wyznaczonym czasem. Sądzą bowiem, że spłatali godną pożałowania figurę, jeśli pośród swej społeczności znoszą chociażby jednego grzesznika, i z tego powodu zrywają jedność Kościoła [jak uczynili donatyści].
Z kolei drudzy, lękając się owego błędu przesadnej surowości, popadają w przeciwną skrajność: usiłują do tego stopnia złagodzić zasady moralne i znieść odróżnienie między uczynkami, że obiecują bezwzględne zbawienie przez chrzest każdemu człowiekowi — nawet temu, który otwarcie trwa w potępienia godnym życiu i bezprawiu — pod warunkiem samo tylko wyznanie wiary w Chrystusa. Obie te postawy wynikają z braku umiejętności godzenia ze sobą różnych wypowiedzi Pisma Świętego. Należy bowiem tak głosić powszechność Bożej łaski i miłosierdzia udzielanego w chrześcijańskim chrzcie, aby zarazem nie zwalniać człowieka z konieczności porzucenia złego życia. Albowiem ten sam Pan, który powiedział: »Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię«, dodał również natychmiast: »Weźcie moje jarzmo na siebie« [Mt 11, 28—29]. A cóż jest owym jarzmem Chrystusowym, jeśli nie przykazania czystości, sprawiedliwości i miłości, bez których wiara staje się bezowocna i martwa?”
Rozdział XII
(W jaki sposób zachować jedność Kościoła znosząc złych ludzi, a zarazem nie pobłażać ich grzechom przy dopuszczaniu do sakramentów).
„Dlaczego przeto mielibyśmy popadać w ten błąd i sądzić, że należy godzić się na wszelką nieprawość u tych, którzy ubiegają się o chrzest, pod pretekstem, że w Kościele aż do czasu żniw pszenica ma rosnąć razem z kąkolem? Pan powiada wprawdzie: »Pozwólcie obojgu rosnąć aż do żniwa« [Mt 13, 30], lecz odnosi się to do tych grzeszników, którzy są ukryci w Kościele lub zostali już do niego przyjęci i których nie da się wykluczyć bez ryzyka wyrwania wraz z nimi pszenicy — to znaczy bez wywołania rozłamu i naruszenia pokoju wśród dobrych wiernych. Nie oznacza to jednak wcale, że mamy z własnej woli zasiewać kąkol w Chrystusowym ogrodzie, albo wpuszczać jawne i nienawracające się zło tam, gdzie winniśmy dbać o czystość ziarna. Czym innym jest bowiem znosić z cierpliwością i miłością grzeszników wewnątrz Kościoła, dopóki Boży sąd ich nie ujawni lub pokuta nie uzdrowi, a czym innym otwierać drzwi do sakramentu odrodzenia tym, którzy bez wstydu deklarują, że nie mają zamiaru porzucić swoich nieprawych obyczajów.
Święty Paweł Apostoł nakazuje nam, abyśmy nie łączyli się z tymi, którzy nazywając się braćmi, są rozpustnikami, chciwcami lub bałwochwalcami [por. 1 Kor 5, 11]. Jeśli zaś Apostoł zabrania nawet zasiadania do wspólnego stołu z chrześcijaninem trwającym w jawnych występkach, jakże my mielibyśmy dopuszczać takiego człowieka do samego Stołu Pańskiego i udzielać mu chrztu, kiedy on sam oświadcza przed czasem, że od swoich grzechów nie odstąpi? Należy zatem zachować mocną i nienaruszoną regułę wiary oraz karności Kościoła: chrzest jest darmowym darem łaski dla każdego, kto wierzy i żałuje za grzechy, lecz nie może być udzielany temu, kto wprost odrzuca Boże przykazania i pragnie zachować chrzest jedynie jako bezkarną przepustkę do dalszego życia w występku.”
Rozdział XIII
(Wyjaśnienie właściwego znaczenia słów Apostoła Pawła dotyczących budowania na fundamencie z drewna, trawy i słomy).
„Lecz przyjrzyjmy się teraz temu miejscu w Piśmie Świętym, z którego czerpią swój najgłówniejszy błąd ci, co obiecują zbawienie przez ogień ludziom żyjącym w najgorszych grzechach, byleby tylko wierzyli w Chrystusa. Apostoł Paweł pisze mianowicie do Koryntian: »Według danej mi łaski Bożej, jako mądry budowniczy, położyłem fundament, a inny na nim buduje. Każdy zaś niech baczy, jak buduje. Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. Czy kto na tym fundamencie buduje ze złota, ze srebra, ze drogich kamieni, z drewna, z trawy, ze słomy, jawne się stanie dzieło każdego. Dzień bowiem Pański to ukaże, gdyż w ogniu się objawi, a dzieło każdego, jakie jest, ogień wypróbuje« [1 Kor 3, 10—13].
Powiadają tedy: »Oto człowiek, który zachowuje wiarę w Chrystusa, położył owy fundament. Choćby więc budował na nim z drewna, trawy i słomy — to znaczy trwał w grzechach i nieprawych obyczajach — to i tak owe dzieła spłoną w ogniu, on sam zaś zostanie zbawiony, chociaż jakby przez ogień«. Ci, którzy tak uważają, nie rozumieją, że te słowa Apostoła nie odnoszą się do grzechów śmiertelnych i jawnego złego życia, lecz do ziemskich przywiązany do rzeczy dozwolonych, które czysty i wierny chrześcijanin kocha z pewnym ludzkim przywiązaniem, jednak nie wyżej niż samego Chrystusa. Gdyby bowiem słowa te odnosiły się do cudzołożników, rozpustników czy bałwochwalców, wówczas Apostoł sprzeciwiałby się samemu sobie, gdyż w tym samym liście nieco dalej mówi wyraźnie: »Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy… Królestwa Bożego nie odziedziczą« [1 Kor 6, 9—10].
Jakże więc człowiek trwający w takich występkach miałby być zbawiony przez ogień, skoro Pismo jednoznacznie orzeka, że tacy ludzie w ogóle nie odziedziczą Królestwa Bożego? Owy ogień próby nie jest przeto pobłażliwą obietnicą bezkarności dla bezbożnych, lecz oczyszczeniem dla tych, którzy choć przywiązani do spraw tego świata, nie stawiają ich ponad Chrystusa i są gotowi stracić je dla Niego, gdy przyjdzie próba.”
Rozdział XIV
(Wyjaśnienie, co oznacza budowanie ze złota, srebra i drogich kamieni, a co z drewna, trawy i słomy oraz co oznacza posiadanie Chrystusa jako fundamentu).
„Co zatem oznacza owy fundament i co znaczy budować na nim ze złota, srebra, drogich kamieni, a co z drewna, trawy i słomy? Fundamentem tym jest sam Chrystus — to znaczy wiara w Chrystusa, ale wiara, która działa przez miłość [Gal 5, 6]. Sam bowiem Chrystus mieszka w naszych sercach przez wiarę [Ef 3, 17], o ile nie jest to wiara martwa, lecz ożywiona miłością i zachowywaniem Jego przykazań. Jeśli zaś ktoś stawia wyżej swoje grzeszne żądze, swoje nieprawe obyczaje czy cudzołóstwo niż Chrystusa, ten nie ma Chrystusa za fundament. Taki człowiek przeniósł swoje serce w inne miejsce i przedłożył ziemskie namiętności nad Bożego Pana; przeto tylko pozornie i słownie wyznaje On Jego imię, w rzeczywistości zaś Go odrzuca.
Ten natomiast buduje na Chrystusie ze złota, srebra i drogich kamieni, kto sprawom Bożym daje pierwsze miejsce, a Jego miłość przedkłada nad wszelkie ziemskie dobra, wzrastając w mądrości, sprawiedliwości i czystości. Z kolei ten buduje z drewna, trawy i słomy, kto wprawdzie Kocha Chrystusa ponad wszystko i dla Niego nie popełniłby grzechu śmiertelnego ani nie opuścił wiary, lecz żywi w sercu zbyt wielkie, ludzkie przywiązanie do rzeczy ziemskich — do żony, dzieci, majątku czy doczesnych wygód. Kiedy przeto przychodzi doświadczenie lub utrata tych rzeczy, człowiek ten cierpi boleść i stratę; owy ból z powodu straty dóbr doczesnych jest owe trawiącym go ogniem. Lecz ponieważ Chrystus był dla niego najważniejszym fundamentem i nie wzgardził Nim dla zachowania owych rzeczy, sam zostaje zbawiony — chociaż jakby przez ogień cierpienia i smutku, który wypala jego zbyt ziemskie przywiązania.”
Rozdział XV
Lecz powiadają: „Przynajmniej ci, którzy już wierzą, powinni być ochrzczeni, choćby trwali w najgorszych występkach i nie zmieniali swojego życia na dobre, bez względu na to, jak wielkimi grzechami byli powiązani”.
Cóż na to odpowiemy? Przecież sam Pan nakazuje swoim uczniom, aby nauczali wszystkie narody i chrzcili je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Czyż nie dodał zaraz: „Ucząc je zachowywać wszystko, co wam przykazałem”? Jakże więc powiada ten Pan, który posłał ich, by nauczali i chrzcili, że nie należy uczyć zachowywania Jego przykazań tych, którzy przyjmują chrzest? A co oznacza to, iż apostoł Paweł mówi w Listach, że został posłany nie po to, by chrzcić, ale by głosić Ewangelię? Czyż nie wskazuje w ten sposób, że ważniejszym zadaniem jest nauczanie wiernych prawdy Ewangelii, chociaż udzielanie chrztu przez kogokolwiek jest równie ważne dla zbawienia?
Jednakże powiadają: „Niechaj wpierw uwierzą, niech przyjmą sakrament chrztu, a dopiero potem niech nauczą się żyć należycie”. Bądź co bądź, Pan nie powiedział: „Chrzcząc ich i ucząc ich, by zachowywali to, co przykazałem”, lecz: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je… ucząc je zachowywać wszystko, co wam przykazałem”. Dlaczego zatem mielibyśmy rozdzielać to, co Pan połączył, wymieniając nauczanie obok samego udzielania chrztu? Przecież zarówno wiara w to, w co należy wierzyć, jak i pouczenie o tym, jak należy żyć, stanowią jedno pełne nauczanie ewangeliczne.
Rozdział XVI
Jeśli jednak przypuszcza się, że to oświadczenie Apostoła: „Kto buduje na tym fundamencie ze złota, srebra, drogich kamieni, drewna, trawy, słomy, ten otrzyma zapłatę lub poniesie szkodę; sam jednak ocaleje, lecz tak jakby przez ogień”, należy rozumieć w ten sposób, iż owe drewno, trawa i słoma oznaczają grzechy tak wielkie, że wymagają zmiany obyczajów i poprawy życia, i że nawet trwając w nich, można otrzymać odpuszczenie przez chrzest — choćby po chrzcie w nich pozostawano i nigdy się od nich nie odwrócono — to z pewnością usiłujemy dopasować to zdanie do opinii, która doprowadziłaby do całkowitego obalenia wielu jednoznacznych świadectw Pisma Świętego.
Czyż bowiem nie mówi Paweł wyraźnie: „Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiązli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie posiądą królestwa Bożego. A takimi niektórzy z was byli. Lecz zostaliście obmyci, lecz zostaliście uświęceni, lecz zostaliście usprawiedliwieni w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa i przez Ducha Boga naszego”?