E-book
3.07
drukowana A5
9.28
Stosunki sąsiedzkie

Bezpłatny fragment - Stosunki sąsiedzkie


Objętość:
17 str.
ISBN:
978-83-8245-536-6
E-book
za 3.07
drukowana A5
za 9.28

Zdjęcie na okładce: Aloha Hawaii/Shutterstock.com


— No nieźle się tu, Martusia, urządziłaś! — podsumowała Kaśka, popijając drinka.

Malibu z mlekiem było ich ulubionym rarytasem, a już zwłaszcza kiedy, tak jak dziś, spędzały czas na świeżym powietrzu w samym środku lata, półleżąc na leżakach pośrodku wielkiego ogrodu.

— Prawda? Miałam obawy przed przeprowadzeniem się za miasto, ale wystarczyło, że raz tu usiadłam, żeby zrozumieć, że niczego więcej do szczęścia mi nie potrzeba.

— Obawy!? Babcia zostawiła ci w spadku taką chatę, a ty miałaś obawy!? — nie dowierzała Kaśka.

— Cóż… Przyzwyczaiłam się do życia w mieście. Niby odwiedzałam ją tu regularnie, ale jednak na co dzień wolałam być bliżej cywilizacji. Wiesz. Dojazdy, sklepy, nieskrępowany powrót z imprezy o 4 nad ranem… — wyliczała Marta.

— To tylko 5 km poza granicami miasta. Dojazd masz naprawdę niezły, a w razie czego są przecież taksówki. Stać cię!

— Dokładnie. Doszłam do tego samego wniosku. A do tego zawsze mogę zaprosić parę osób na domówkę z noclegiem.

— Tak! Świetny pomysł! Nie poszła Marta na dyskotekę, to dyskoteka przyjdzie do niej!

— Ej, ej, ej — przystopowała ją Marta. — Bez przesady. Nie chcę, żeby sąsiedzi mnie znienawidzili!

— No właśnie. Jakich masz sąsiadów?

— Jak dotąd nie robili kłopotów. Większość z nich znam od dłuższego czasu, często odwiedzałam babcię. Tylko tutaj zmienił się właściciel — wskazała ręką dom sąsiadujący z jej działką.

— Nie poznałaś go? — zdziwiła się Kaśka.

— Nie wiem nawet czy to on, ona, czy oni. Byłam zbyt zajęta urządzaniem własnego domu, żeby martwić się sąsiadami. A mieszkając tu zaledwie trzy dni nie zwróciłam uwagi, żeby ktokolwiek krzątał się za płotem.

Kaśka rozejrzała się wokół. Popatrzyła na sąsiadujące domy, skupiając się zwłaszcza na posiadłości tajemniczych sąsiadów.

— Być może patrzyłaś w niewłaściwe miejsce — odpowiedziała.

— Co?

— Tylko się nie odwracaj zbyt czytelnie — szepnęła. — Siedzi na balkonie. Wydaje mi się, że nas podgląda.

Marta posłuchała przyjaciółki i poruszyła głową — niby od niechcenia — przesuwając oczami po wspomnianym balkonie. Na znajdującym się tam leżaku rzeczywiście siedział mężczyzna. Niby czytał książkę, ale usadowiony był w taki sposób, że bez problemu mógł zerkać wzrokiem w dół, prosto na ogród Marty, nie wzbudzając przy tym żadnych podejrzeń.

— Kurcze… Faktycznie. Myślisz, że nas obserwuje? Niby po co?

— No jak to po co? Trędowate przecież nie jesteśmy.

Marta musiała przyznać Kaśce rację. Obie były atrakcyjne. Kaśka była zgrabną blondynką o iście skandynawskiej urodzie. Jej włosy upięte były w długi koński ogon, zwisający zza oparcia leżaka. Jej długie, opalone nogi widoczne były niemal w całej okazałości, krótka letnia sukienka zakrywała naprawdę niewiele, pełne piersi niemal wylewały się z dekoltu.

W przeciwieństwie do przyjaciółki Marta miała rozpuszczone włosy w kasztanowym odcieniu, kończące się tuż pod łopatkami. Była też od niej kilka centymetrów niższa. Miała na sobie niemal identyczną sukienkę, a jej biust nie odstępował koleżance na krok.

— Myślisz, że chodzi mu po głowie coś konkretnego? — spytała niepewnie Marta.

— Ja nie myślę, ja wiem. Znam facetów na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że rozbiera nas wzrokiem. Pewnie wyobraża sobie, jak krzyczymy jego imię.

Marta spłonęła rumieńcem. Poczuła się naga i bezbronna, gdy zdała sobie sprawę, że jakiś typ wykorzystuje ją teraz w swych bezwstydnych fantazjach. Postanowiła, że w najbliższym czasie złoży mu wizytę.


* * *


Przekroczyła granicę swojej posesji. Od furtki sąsiada dzieliło ją na oko dwadzieścia metrów. Stamtąd do drzwi było kolejne dziesięć. W drodze jeszcze raz zastanawiała się nad tym, jak przywitać się z nieznajomym, zrobić dobre wrażenie, a jednocześnie dać mu do zrozumienia, że nie życzy sobie być obserwowana. Była wściekła, ale nie chciała od razu wybuchać. Nacisnęła przycisk dzwonka.

Minęło kilkadziesiąt sekund podczas których przez jej myśl przelatywały kolejne wyzwiska. Zboczeniec, bezwstydnik, cham, prostak. Mogła wymieniać bez końca. Jednak gdy drzwi otworzyły się, wszystko o czym myślała przed chwilą pękło jak bańka mydlana.

— Dzień dobry — przywitał ją.

Przed Martą stanął mężczyzna koło trzydziestki. Był to lekko rozczochrany brunet z trzydniowym zarostem, ubrany w krótkie jeansowe spodenki. Dzięki rozpiętym guzikom koszuli mogła zobaczyć jego umięśnioną klatką piersiową. Zupełnie jakby ktoś wszedł w jej głowę, odnalazł jej najdziksze fantazje erotyczne, wyjął z nich głównego bohatera i zakwaterował go tuż obok niej. Zatkało ją. Nie tego się nie spodziewała.

— Yyy… Cześć… — wydukała, zapominając po co przyszła.

Mężczyzna przeskanował ją wzrokiem i, widząc niezdecydowanie gościa, wyciągnął rękę.

— Darek jestem — przedstawił się.

Marta gapiła się w niego jeszcze kilka sekund, aż w końcu otrząsnęła się i wyciągnęła dłoń naprzeciw jego.

— Marta — odpowiedziała.

— Cóż cię do mnie sprowadza, Marto?

Wzdrygnęła się, słysząc jak wypowiada jej imię. Miał niski, cholernie seksowny głos.

— Ja… Wprowadziłam się tu obok… Chciałam dowiedzieć się z kim sąsiaduję — zaczęła.

— No to już chyba wiesz — odpowiedział z ogromną pewnością siebie.

Marta poczuła się nią niemal zaatakowana. Natychmiast przypomniała sobie prawdziwy cel wizyty.

— Nie życzę sobie takiego podglądania — wypaliła zanim zdążyła się zawahać.

— Że co, proszę?

— To co słyszałeś. Widziałam jak się perfidnie gapisz, gdy jestem na ogródku. Chcę, żebyś wiedział, że mi się to nie podoba.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 3.07
drukowana A5
za 9.28