E-book
13.65
drukowana A5
54.89
drukowana A5
kolorowa
79.36
Stomatologia i Temida Część I  Błąd stomatologiczny

Bezpłatny fragment - Stomatologia i Temida Część I Błąd stomatologiczny

Proces cywilny o zadośćuczynienie skutków błędu medycznego. Przewodnik, na bazie dokumentacji sprawy sądowej o sygnaturze akt: I C 29/15, Sąd Rejonowy w Sokółce, I Wydział Cywilny)

Objętość:
263 str.
ISBN:
978-83-8155-234-9
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 54.89
drukowana A5
kolorowa
za 79.36

Wstęp

Publikacja niniejsza dotyczy moich kilkuletnich starań związanych z naprawą błędu stomatologicznego pewnej dentystki, która starała się robić wszystko, co możliwe i niemożliwe, aby nie przyznać się do popełnionego kosztownego błędu stomatologicznego, łącznie z fałszowaniem dokumentacji lekarskiej, czyli wystawianie antydatowanej, spreparowanej dokumentacji lekarskiej na potrzeby procesu cywilnego. Zabieg ten, przy posiadaniu stosownych formularzy jest stosunkowo łatwym, ale jak się okazało, przy posiadaniu pewnej wiedzy z zakresu badania dokumentów doprowadza często do wykrycia tego procederu, co stało się i w tym przypadku. Wykrycie tegoż faktu powinno również prowadzić do wszczęcia postępowania karnego z art. 271 & 1 KK, to jest przestępstwa zagrożonego bardzo surową karą od 6 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Czy stało się tak w tym przypadku? O tym Czytelnicy dowiedzą się z lektury tej książki.


Dlaczego zdecydowałem się na opisanie mojej historii? A no dlatego, że wielu z nas w swoich kontaktach bądź z lekarzami, bądź z wymiarem sprawiedliwości doznaje krzywd i dochodzenie swoich racji wymaga ogromnego wysiłku i pokonywania barier nie do przebycia. Tak było i tym razem.

Na ten temat wypowiedziała się znana dziennikarka podlaska red. Martyna Tochwin w „Nowinach Sokólskich”, nr 16 (48), z dnia 20 kwietnia 2015 r.. W tym tygodniku, w artykule zatytułowanym „Lekarze to nie święte krowy” napisała: „Gdzieś kiedyś przeczytałam, że błąd lekarski powoduje cierpienie, a błąd kierowcy ciężarówki — wypadek drogowy. Bo bez wątpienia wszystkim zdarzają się pomyłki. Tylko skutki są różne. I dlatego tak ważne jest, żebyśmy jako pacjenci wiedzieli jakie mamy prawa i jak z nich skorzystać. Coraz częściej przełamujemy swoje opory i nie wahamy się dochodzić swoich praw. Ale to nie jest łatwe. Pomijając już kwestie merytoryczne związane z udowodnieniem winy lekarza, który popełnił błąd lub dopuścił się zaniedbania, ważniejsze są nasze bariery mentalne. Bo dla wielu z nas lekarz to trochę taki odpowiednik pana życia i śmierci. A kto chce z tym igrać? Wolimy popsioczyć na lekarza w domowym zaciszu niż iść na otwartą z nim wojnę. I nie mam tu na myśli jaskrawych przypadków błędów w sztuce, które pociągają za sobą poważne skutki, bo takie z reguły trafiają na wokandę, ale sprawy, nazwijmy to lżejszego kalibru. Aby iść na wojnę z lekarzem trzeba przede wszystkim mieć odwagę i kasę. Bo nie dość, że narazimy się nie tylko temu konkretnemu lekarzowi, ale całemu środowisku, to jeszcze słono za to zapłacimy. A jeśli to już to zrobimy, musimy przygotować się, że na głowę zostanie nam wylane wiadro pomyj. Bo pozew przeciwko lekarzowi jest włożeniem kija w mrowisko.”


Dziennikarka ma po stokroć rację. Tak się stało i ze mną, a owe wiadro pomyj, to odgrzebane w Internecie wymyślone przez kilku lustratorów wredne pomówienie jakobym podczas mojej misji watykańskiej, miał zbierać informacje służące przygotowaniu zamachu na życie papieża Jana Pawła II — go. Tych pomówień nie potwierdziło włoskie i polskie śledztwo w sprawie owego zamachu, ale dentystka udając ignorantkę udzieliła w tej sprawie wywiadu dla lokalnej prasy, aby pomniejszyć moje szanse na wygranie sprawy cywilnej o zawiniony błąd stomatologiczny, bowiem pozew wniosłem, gdyż dentystka odmówiła polubownego rozwiązania sporu.

Dodam jeszcze, że sprawa tegoż haniebnego pomówienia przez dentystkę doczekała się sprawy sądowej z art. 212 & 2 KK i ten proces wygrałem. Ona nie pozostawała mi dłużna i wytoczyła mi wzajemny akt oskarżenia z tego samego artykułu Kodeksu Karnego za to tylko, że wspomniana wyżej dziennikarka opisała moją sprawę. Sąd Rejonowy w Sokółce uniewinnił mnie z tegoż zarzutu i zwrócił uwagę na to, że jako pacjent korzystałem z należnych mi praw do krytyki jej postawy i jej zabiegów stomatologicznych, które to prawa gwarantuje każdemu obywatelowi Konstytucja.

Ta sama dziennikarka w tychże „Nowinach Sokólskich” nr 15(47), z dnia 13 kwietnia 2015 roku, pisząc o moim problemie (artykuł o tytule: „Obwinia dentystkę, że przez jej leczenie stracił zęby”) pisze, że „Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej w Białymstoku informuje, że od 2009 roku do jego kancelarii wpłynęło sześć skarg na lekarzy pracujących w placówkach powiatu sokólskiego. W przypadku czterech skarg prowadzone postępowanie zakończono umorzeniem, jedna sprawa jest w toku, jedną wraz z wnioskiem przekazano do sądu.”


Uważam, że nie powinno się tolerować błędów i zaniedbań lekarskich, bo dotyczą one najistotniejszej kwestii jaką jest zdrowie i życie człowieka, bo inaczej sami stajemy się sobie winni, gdyż w takiej sytuacji pośrednio tworzymy atmosferę, w której nieuczciwi lekarze korzystają z okazji i te błędy i zaniedbania popełniają. Na Zachodzie walczy się z tym także poprzez zasądzanie przez sądy ogromnie wysokich odszkodowań i dlatego tam każdy lekarz usilnie stara się, aby przypadków takich nie było wcale albo było ich jak najmniej. W tej intencji poświęcam niniejszą publikację, aby poprzez moje zaangażowanie w tej sprawie nie tylko przybliżyć opinii publicznej istnienie tego problemu, ale także aby pokazać jakie przepisy prawne chronią dobro pacjenta i jak z nich korzystać.

Autor

P.S. W tekście książki (we wszystkich jej trzech częściach) używam określeń „sfałszowana”, „antydatowana,” „nieautentyczna” (itp.) dokumentacja medyczna lub inna, powiązana ze sprawami dotyczącymi mojego leczenia przez Ewę F. Z ostrożności procesowej informuję, że przed powyższymi określeniami dodaję teraz słowo: „najprawdopodobniej”. Nie udało mi się bowiem uzyskać potwierdzenia sądowego na słuszność użycia tych określeń, bo Sąd cywilny nie uwzględnił Wniosku Dowodowego strony powodowej o powołanie biegłych sądowych: grafologa oraz specjalisty od badania dokumentów na ich wiekowość i autentyczność. Prokuratura zachowała się identycznie nie podając żadnego uzasadnienia swojego stanowiska. Liczę na to, że w razie wniesienia przez Ewę F. pozwu do Sądu o ewentualne naruszenie jej dóbr osobistych, Sąd ten zachowa się inaczej i uwzględni stosowne moje wnioski dowodowe w sprawie powołania tychże biegłych, bowiem jestem przekonany o tym, że w świetle innych dokumentów, jakie przedłożyłem w sprawie, a także i zeznań świadków i innych dowodów, mam całkowitą rację. Nie można bowiem pozwolić na to, aby prawdę zastąpiła nieprawda na skutek braku reakcji zarówno Sądu, jak i Prokuratury w odniesieniu do złożonych kluczowych w sprawach wniosków dowodowych uniemożliwiając w ten sposób dojście do obiektywnej prawdy materialnej.

Rozdział I
Mowa końcowa

Mowa Końcowa jest zawsze przygotowywana także i na zakończenie procesu cywilnego, który, w moim przypadku, obfitował w liczne wątki i ich meandry, które w dalszych częściach tego opracowania zostaną szczegółowo omówione. Sprawa się działa w północno-wschodniej Polsce i dotyczyła moich peregrynacji sądowych i prokuratorskich, które wiązały się z błędem stomatologicznym popełnionym przez pewną dentystkę, której dane, jak już wspomniałem, są zawarte w cytowanych dokumentach przesłanych zarówno Sądowi Rejonowemu, jak i Prokuraturze Rejonowej a także Prokuraturze Krajowej, w miarę jak rozwijała się akcja opisywanych zdarzeń, których mogłoby nie być gdyby nie niezrozumiały upór dentystki i brak woli naprawienia uczynionej mi krzywdy.

Ale oddajmy głos dokumentom:


Dokument nr 1 z dnia 19 grudnia 2016r.:Sygn. akt: IC 29/15

PISMO POWODA


Działając w imieniu własnym, w związku ze zbliżającym się zakończeniem postępowania sądowego, niniejszym przedkładam moją Mowę Końcową w procesie w ramach sprawy o sygnaturze akt IC 29/15. (W przypadku ewentualnego zaistnienia dalszych istotnych faktów dla sprawy dołączę uzupełnienie tegoż dokumentu).

Wysoki Sądzie!

To, że dzisiaj spotykamy się w tym miejscu jest wynikiem zbiegu kilku okoliczności. Gdyby nie one Pozwana już na samym początku ujawnienia się błędu stomatologicznego zaprzeczyłaby wszystkiemu. A jakie to okoliczności? Przede wszystkim powstanie NFZ i ZIP NFZ.

Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) — państwowa jednostka organizacyjna działająca na podstawie ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz na podstawie nadanego statutu. Fundusz wypełnia w polskim systemie opieki zdrowotnej funkcję płatnika: ze środków pochodzących z obowiązkowych składek ubezpieczenia zdrowotnego, NFZ finansuje świadczenia zdrowotne udzielane ubezpieczonym i refunduje leki.

ZIP, czyli Zintegrowany Informator Pacjenta, jest ogólnopolskim serwisem udostępniającym zarejestrowanym użytkownikom historyczne dane o ich leczeniu i finansowaniu leczenia, gromadzone od 2008 r. przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Gdyby nie refundacja stomatologom posiadającym umowę z NFZ nie byłoby jakiejkolwiek, nawet cząstkowej dokumentacji medycznej na fakt, że od 1995 do 2014 roku byłem pacjentem Pozwanej, bo innej dokumentacji, poza tą potrzebną dla uzyskania refundacji z NFZ Pozwana, w odniesieniu do mojej osoby, nie prowadziła.

Pacjentem lekarz Ewy F. byłem nie od 2008 ale od 1995 roku. Początek miał miejsce w tym roku, gdy umierała moja Matka i o tym rozmawialiśmy podczas wizyt związanych z wykonywaniem porcelanowych koronek szczęki siekaczy (4 sztuki). (Zeznanie świadka Danuty Kotowskiej w aktach sprawy). Potem były inne wizyty stomatologiczne związane z leczeniem ubytków. U innego lekarza dentysty wówczas nie leczyłem się i tak trwało aż do 1 września 2014 roku. Nieprawdą jest więc twierdzenie Ewy F., że jej pacjentem byłem dopiero od 2008 roku. Byłem od 1995 roku. Nie dziwię się jej, że próbuje ukryć fakt uprzedniego opiekowania się moim uzębieniem przez lat 13 (od 1995 r. do 2008 r.), bo inaczej nie mogłaby eksponować rzekomego mojego zaniedbania higieny jamy ustnej, jako przyczyny obecnego stanu uzębienia. Dodam więcej, że brak z jej strony zalecenia „dobudowania” podparcia prawej żuchwy chociaż dwiema koronkami porcelanowymi, spowodował to, że po tej stronie nastąpiło ich nadmierne zużycie z uwagi na różnice między stopniem twardości mostu porcelanowego, a „normalnymi” zębami. W tej chwili, z powodu tego jej zaniedbania ponoszę koszta odbudowy całego uzębienia, w tym i prawej żuchwy.

W 2008 roku Ewa F. wykonała mi natomiast koronkę porcelanową na zębie „czwórce” lewej szczęki {(24) (+4)}. W dniu 05.01.2015 roku, dr nauk medycznych, stomatolog — dr Katarzyna Taraszkiewicz świadek na tę i inne okoliczności, odnotowała to w historii leczenia stomatologicznego i między innymi stwierdziła pod koroną obecność jodoformu. Po wykonaniu tejże koronki Ewa F. zasugerowała mi wykonanie mostka porcelanowego na zębie 35 -36 — 37 lewej żuchwy. Podtrzymuję, że doszło do tego najprawdopodobniej na przełomie zimy i wczesnego przedwiośnia 2009 roku bo taki ślad pamięciowy jest zakotwiczony w mojej pamięci wydarzeniami związanymi z ówczesnym etapem wykrywania tzw. guzków chromochłonnych prawego nadnercza, co znajduje potwierdzenia w Kartach Wypisowych zarówno Kliniki MSW, jak i Instytutu Kardiologii w Aninie (dokumentacja w aktach sprawy).

Na pewno instalacja mostka porcelanowego odbyła się w przeddzień wyjazdu Pozwanej na Wyspy Zielonego Przylądka, niezależnie od tego, w jakim roku ten wyjazd nastąpił. Skąd mógłbym się o tym wyjeździe dowiedzieć, jeśli nie od Pozwanej? W moich zeznaniach informacyjnych twierdziłem, że założenie mostu porcelanowego odbyło się w przeddzień wylotu Pozwanej na Wyspy Zielonego Przylądka i tę datę sytuowałem w roku 2009. Biorąc jednak pod uwagę upływ czasu jaki nastąpił od daty założenia mostka sprawą naturalną — teoretycznie rzecz biorąc — jest to, że może zaistnieć możliwość pomyłki co do roku, pod warunkiem, jeśli dołączony do akt sprawy dokument (tzw. dokument podróży) byłby wystawiony przed 22 lutym 2008 roku, czyli przed tą podróżą? A tenże dokument podróży został wystawiony przecież prawie 9 lat po jej odbyciu, w warunkach odbywającego się procesu. W tej sytuacji wątpliwości może jednak rozstrzygnąć — w pewnym zakresie — jedynie specjalistyczne badanie zapisów dokonanych w paszportach Pozwanej i jej męża pod kątem autentyczności dat wpisów lotniskowych. Stwierdzenia pełnomocnika Pozwanej, że dołączone przez niego dokumenty podważają moją wiarygodność są całkowicie pozbawione racji, gdyż ewentualna pomyłka pamięciowa co do roku wyjazdu a nie okoliczności towarzyszących zabiegowi założenia mostka (przeddzień wyjazdu na Wyspy Zielonego Przylądka) właśnie to moje zeznanie informacyjne uwiarygadnia. Przecież nie utrzymywałem jakichkolwiek kontaktów z rodziną Pozwanej i z nią, ani z jej pracownikami, a więc skąd bym się dowiedział o jej wyjeździe, jak nie od niej? Polegałem tylko na mojej pamięci i skojarzeniach związanych z rozpoznaniem u mnie choroby prawego nadnercza, które to zostało jednoznacznie stwierdzone dopiero pod koniec 2008 roku w Klinice Nadciśnienia Tętniczego Instytutu Kardiologii w Aninie. W dniu 21 lutego 2008 roku nic nie wiedziałem od lekarzy, że istnieją u mnie właśnie guzki chromochłonne prawego nadnercza, poza moimi osobistymi obawami powstałymi na skutek lektur medycznych. Każdy człowiek pamięta wyjątkowo dobrze sytuację, gdy mówi się mu, że bez operacji usunięcia nadnercza przeżyć on może jedynie rok.

Pierwsze podejrzenia istnienia guzków chromochłonnych nadnercza pojawiły się podczas mojego pobytu w Klinice Chorób Wewnętrznych Endokrynologii i Diabetologii CSK MSWiA w Warszawie w dniach od 17.04.2008 r. do 23.04.2008 roku (Dokumentacja w aktach sprawy). Badania scyntygraficzne nadnerczy wykonano mi latem 2008 roku i dopiero one dały asumpt do takiego poważniejszego już podejrzenia. Aby upewnić się w tym rozpoznaniu były konieczne dalsze pobyty w Aninie. W tym kontekście mam wątpliwości co do wiarygodności treści dokumentu podróży wystawionego wstecznie, z datą 22 listopada 2016 roku, w dodatku bez pieczątki i podpisu sprzedawcy, bo jednak mocno kojarzę moją wizytę u Pozwanej zaraz po jej powrocie z Wysp Zielonego Przylądka z moim pytaniem, czy ból zęba nie ma związku z guzkami chromochłonnymi nadnercza? W dniu 21 lutego 2008 roku takie pytanie nie mogłoby zaistnieć, bo na to było za wcześnie ponieważ nie było jeszcze wtedy nawet takiego medycznego podejrzenia. A dokument podróży, zgodnie z logiką, wystawia się przed tą podróżą a nie 9 lat po niej. W tej sytuacji ważne jest powołanie się na przepisy obowiązujące biura turystyczne. Okazuje się, że w przypadku dokumentów księgowych takich jak faktury i rachunki potwierdzające sprzedaż i poniesienie kosztów prowadzonej działalności gospodarczej praktycznie nie ma wątpliwości. Przepisy nakazują przechowywać takie dokumenty przez okres 5 lat licząc od końca roku obrotowego, co oznacza, że usunięcie dokumentów z archiwum lub ich utylizacja jest co do zasady dozwolona zawsze po upływie 6 lat. (Źródło: Wiadomości Turystyczne nr 5, 1—15 marca 2015, data dostępu: 04.03.2015). Nie dziwię się więc, że firma ITAKA wystawiając Pozwanej „dokument” oparła się wyłącznie na podanych przez nią informacjach i życzeniach, gdyż dokumentów z roku 2008 już po prostu nie ma.

Podczas montowania tegoż mostka Ewa F. zwierzyła mi się przecież, że następnego dnia wyjeżdża na Wyspy Zielonego Przylądka i dodała, że wyjazd ten sponsoruje jakiś dostawca materiałów stomatologicznych z uwagi na to, że kupowała u niego stosunkowo duże ilości tychże materiałów. Łatwo więc byłoby ustalić dokładny termin tego zabiegu sięgając do akt paszportowych Ewy F. i do jej ówczesnego paszportu, gdyż na pewno ten fakt został w paszporcie odnotowany. Niestety, kserokopii tego paszportu Pozwana nie przedłożyła do akt sprawy w momencie jej zobowiązania do tego przez Sąd, tłumacząc się, że nie mogła go odnaleźć. Przedłożyła natomiast kserokopię paszportu swego męża, twierdząc, że była razem z nim. A przecież mogło tak być, że mąż jej był tam w innym czasie, a ona w innym? Mogli też być razem w roku 2008, a w roku 2009 mogła być tam sama, ale i razem z nim także? Takiej możliwości nie można wykluczyć, gdyż swoich twierdzeń nie poparła wtedy żadnymi innymi dokumentami, jakimi zazwyczaj są rachunki biur podróży, jeśli to był wyjazd przez nie organizowany, czy też rachunki hotelowe, czy wreszcie bilety samolotowe?

Co prawda, w grudniu 2016 roku Pozwana przedłożyła do akt sprawy kserokopię już wspomnianego tzw. dokumentu podróży dotyczącego jej wyjazdu z mężem w lutym 2008 roku, wraz z kserokopią odnalezionego paszportu, ale ten dokument podróżny jest nie podpisany przez sprzedawcę (wystawcę) i zawiera także wpisy datowane na 22 listopada 2016 roku. Wpisy te dotyczą daty wystawienia tegoż dokumentu i opłacenia sumy 4 360 złotych. Oba wpisy noszą datę 22 listopada 2016 roku, czyli od daty wyjazdu dzieli je czas niemal 9 lat. Z wpisu dotyczącego wpłaty kosztów podróży wynika, że wpłata ta odnosi się do dnia 22 listopada 2016 roku. Czy to oznacza, że do tej pory ten wyjazd nie był opłacony? I dlaczego? Nie jest jasne, czy pozostała treść została naniesiona też obecnie, czy pochodzi ze skopiowania dokumentu wcześniejszego, czy tylko z informacji udzielonych ITACE przez Pozwaną? Odpowiedź na te wątpliwości wydaje się oczywista. Gdyby dokument oryginalny istniał, to nie zachodziłaby potrzeba wystawiania „dokumentu podróży” w listopadzie 2016r oku. Rzuca się w oczy, że cena 2 180 zł od osoby, to rzeczywiście cena z listopada 2016 roku, bo cena z 2008 roku byłaby wyższa, o czym świadczy odnaleziony w Internecie wpis o następującej treści, odnoszący się do początku 2009 roku:


„Re: Wróciłem z Wysp Zielonego Przyladka kilka dni

Gość: andres IP: *.era.pl 30.03.09, 16:01

1.itaka 2.880 zł za tydzien, wylot z warszawy

2. hotel z biurem podrózy, bylem tylko na Sal, wynajem auta sie nie

opłaca: zebralismy sie w 7 osób (nie znalismy sie wczesniej) i

kazalismy sie wiezc minibusem po wyspie za 55 euro

3. tylko Sal niestety

4. wycieczka 1dniowa na 1 wyspe kosztuje okolo 200 euro (przez biuro

podrózy); lot na wyspe inna mozna kupuc za 109 euro (tam i z

powrotem); a jak jest promocja to 72 euro

5. miałem all-inclusive, nie stołowałem sie w knajpach;

6. litr benzyny 1,4 euro; w sklepach jedzenie drozsze niz w Polsce”

http://forum.gazeta.pl/forum/w,19,93435217,93435217,Wrocilem_ z_Wysp_Zielonego_Przyladka_ kilka_dni_temu.html#p93450578


Czy to kolejna próba manipulacji „dokumentem” służącym za dowód w postępowaniu sądowym?

Trzeba podkreślić, że w świetle art. 245 kpc dokument bez podpisu nie jest ważny, (Art. 245:: „Dokument prywatny stanowi dowód tego, że osoba, która go podpisała, złożyła oświadczenie zawarte w dokumencie.”). Trzeba także dodać, że niepodpisana kserokopia nie jest dokumentem (uchwała SN z 29.03.1994 r., III CZP 37/94). A tego typu niepodpisana kserokopia została złożona jako dowód w sprawie. Jak wiadomo niezbędnym elementem dokumentu jest podpis osoby, która złożyła w nim stosowne oświadczenie. Jeżeli pismo nie jest podpisane więc nie może być uznane za dokument a więc nie może być ono też podstawą do przeprowadzenia dowodu w trybie art. 308 k.p.c. (wyrok SN z 14.02.2007 r., II CSK 401/06). Uwierzytelnienie takiego dokumentu lub podpisu na nim złożonego nie nadaje mu charakteru dokumentu urzędowego, a jedynie utrudnia dokonanie jakichkolwiek manipulacji co do treści lub formy tego dokumentu lub samego podpisu. Jednak na gruncie orzecznictwa Sądu Najwyższego uwierzytelnienie należy uznać za nad wyraz istotne, gdyż niepoświadczona kserokopia nie jest dokumentem. Trzeba też podkreślić, że dokumentem prywatnym jest każde pismo będące dokumentem, o ile nie jest ono dokumentem urzędowym (wyrok SN z 3.10.2000 r., I CKN 804/98). Dokumenty te różnią się od siebie także mocą dowodową. Rozpatrując moc dowodową dokumentu prywatnego sąd ocenia ją według zasad art. 233 k.p.c. (wyrok SN z 30.06.2004 r.) a dokument prywatny nie korzysta z domniemań zawartych w art. 244 k.p.c. I wreszcie trzeba przypomnieć, że dokument prywatny stanowi jedynie dowód tego, że osoba, która go podpisała złożyła oświadczenie zawarte w dokumencie. Biorąc pod uwagę wszystkie poruszone kwestie, dostarczony w grudniu 2016 roku dokument podróżny nie może być uznany za dowód w sprawie i wnoszę o jego pominięcie. Na marginesie należy stwierdzić, że w paszporcie Pozwanej, wbrew twierdzeniu pełnomocnika, nie znajduje się wiza Republiki Wysp Zielonego Przylądka ale wiza chińska (CHINESE VISA z 2007r.).

W trakcie zakładania mostu porcelanowego Pozwana poinformowała mnie, że pobyt ten będzie trwać tydzień czasu. Po jej powrocie z wczasów udałem się natychmiast do niej i zgłosiłem silny ból. Stwierdziła, że mostek porcelanowy został wykonany prawidłowo i na moje pytanie, czy może mieć to związek z guzkami chromochłonnymi prawego nadnercza, skwapliwie to potwierdziła. W tej sytuacji, wiedząc o zbliżającej się operacji usunięcia nadnercza musiałem uśmierzać ból środkami przeciwbólowymi, licząc na to, że ta zbliżająca się operacja go usunie. Po prostu jej uwierzyłem i dlatego nie poszukiwałem pomocy stomatologicznej gdzie indziej. Nadużyła mojego zaufania na moją szkodę. Operacja ta została przeprowadzona w drugiej połowie sierpnia 2009 roku i po niej, z uwagi na profilaktyczne zastosowanie bardzo wielkiej dawki antybiotyku (zawsze tak jest przy poważnej operacji), na krótki czas po operacji ból zniknął, ale za kilka dni pojawił się znowu. Z uwagi na opinię stomatologa z Anina, przekazaną mi ustnie, że ból musi pochodzić z „siódemki”{37 (-7)} dolnej lewej żuchwy, natychmiast po wyjściu ze szpitala, zgłosiłem się do Ewy F. Wówczas stwierdziła, że trzeba przeleczyć ten ząb kanałowo i w jej opinii przekazanej mi na zakończenie tego leczenia, zabieg ten powiódł się. Czy leczyła kanałowo, czy ten zabieg fingowała, ona wie najlepiej. I rzeczywiście od tego czasu, aż do początku sierpnia 2014 roku ząb ten nie bolał. Dodam, że leczenie Ewy F. polegało na przewierceniu od góry koronki zamontowanej bliżej tylnej części „siódemki” {37 (-7)} i następnie na leczeniu jego tylnej części od strony zęba „ósemki” {(38) (-8)}, z uwagi na utrudniony dostęp od góry. (W dokumentacji zdjęcie wykonane samodzielnie aparatem komórkowym). W tym momencie nie miałem najmniejszego pojęcia o tym, że koronka porcelanowa obejmuje tylko część zęba. Oznacza to, że o błędzie medycznym dowiedziałem się dopiero w 2014 r., co oznacza, że od września 2014 r., mogło się liczyć przedawnienie, a nie od 2008 roku, jak postulowała Pozwana.

Na początku sierpnia 2014 roku pojawił się pierwszy ból tego zęba. Było to w momencie, jak odpadło to boczne uzupełnienie „siódemki”{37(-7)} od strony „ósemki” {38 (-8)}. Była to zwarta masa, miękka koloru jasnobrązowego o zapachu jodyny. Zdziwiło mnie to, bo nigdy nie zdarzyło mi się coś takiego, bo to nie miało twardości ani wyglądu plomby. Po wypadnięciu tego uzupełnienia pojawił się ból, który udało się ugasić Ibupromem max. Akurat w tym czasie przebywała u nas moja córka ze swoją rodziną i była tego świadkiem. Po jakimś tygodniu pojawił się ponowny atak bólu. Oglądając to miejsce w lusterku dentystycznym po raz pierwszy dowiedziałem się o tym, że coś jest nie tak, skoro korzeń tylny „siódemki” {(37) (-7)} wystaje poza koronę porcelanową. Zdjęcia rtg (w aktach sprawy), a także fotograficzne, pokazują jak Ewa F. zakamuflowała istnienie odsłoniętego korzenia, i to tak, aby sprawiało ono wrażenie, że pod tym kamuflażem nie ma odsłoniętego korzenia.

W związku z tym, że w środowisku, w którym przebywam rozeszła się wieść, że Ewa F. praktykuje już tylko w Pałacu na Wodzie w Augustowie, a ponadto zdając sobie sprawę z tego, że na dojazdy do Augustowa nie mogłem sobie pozwolić z różnych względów, więc zgłosiłem się do Gabinetu dr n. med. Katarzyny Taraszkiewicz (NZOZ MARCO-DENT, 16—200 Dąbrowa Białostocka, ul. Południowa 13). Po badaniu klinicznym i po obejrzeniu zdjęcia małoobrazkowego rtg otrzymałem później skierowanie na wykonanie zdjęcia pantomograficznego całego uzębienia. Ale już po analizie małoobrazkowego zdjęcia rtg zaleciła natychmiastowe udanie się do Ewy F., aby zajęła się dalszym leczeniem, co zrobiłem, bo od niej dowiedziałem się, że kilka razy w tygodniu przyjmuje ona pacjentów w Dąbrowie Białostockiej.

Ponieważ Ewa F. nie ustaliła mi konkretnie terminu wizyty na leczenie i nie odpowiadała na moje mailowe pisma, nie miałem innego wyjścia niż dalsze leczenie zębów w Gabinecie NZOZ MARCO-DENT. Kolejnym krokiem, jak już wspomniałem, było skierowanie mnie przez dr Katarzynę Taraszkiewicz, do wykonania zdjęcia pantomograficznego rtg całego uzębienia (w aktach sprawy). Na podstawie analizy obu zdjęć rtg i oglądu uzębienia i dziąsła dr Taraszkiewicz stwierdziła, że przyczyną tego bólu jest odsłonięty od góry tylny korzeń „siódemki”{(37) (-7)} i wydała stosowne zalecenia w tej sprawie. (Szczegóły w aktach sprawy). Dodam, że lecząc rzekomo kanałowo ten ząb (tak twierdziła w trakcie zabiegu), Ewa F. dokonała także takiego samego leczenia „ósemki” {(38) (-8)}lewej żuchwy sąsiadującej z ową „siódemką”{(37) (-7)} bowiem, aby uzyskać dostęp do korzenia „siódemki” usunęła przednią część „ósemki” {38) (-8)}. Jakiś czas po rozpoczęciu leczenia u dr Katarzyny Taraszkiewicz plomba „ósemki” rozpadła się. Przy próbie podjęcia leczenia kanałowego pod tylnym fragmentem plomby, na dnie komory zębowej, a nie w kanale, dr Katarzyna Taraszkiewicz stwierdziła obecność jodoformu. (Dokumentacja w aktach sprawy). Ponieważ ząb ten nie nadawał się do leczenia z przyczyn opisanych w historii choroby powstałych z winy Pozwanej, został on usunięty. Kilka dni później ustąpiła astma i inne reakcje alergiczne. To samo było z „czwórką” lewą szczęki (24 (+4), gdy chodzi o obecność w niej jodoformu. Dodam, że pojawienie się astmy oskrzelowej odnotowałem dopiero w drugiej połowie 2009 roku, a więc wkrótce po interwencyjnym leczeniu zęba 37 (-7) przez Pozwaną, ale lekarz rodzinny brał to za rezultat jakiegoś przewlekającego zainfekowania wirusami lub bakteriami. Jednak przeczyły temu wyniki regularnych badań OB i CRP. Kilka lat potem wykonałem serię testów alergicznych, jak się okazało dały one wynik ujemny. Po ustąpieniu astmy oskrzelowej wykonano mi spirometrię płuc (początek 2015r.) i okazało się, że nie wykazała ona już astmy oskrzelowej, gdyż wydolność płuc była już w normie, a wykonane zdjęcie rtg klatki piersiowej wykazało, że węzły chłonne w płucach powróciły do normy.

Dziwię się i jednocześnie rozumiem dlaczego Ewa F. nie udostępniła mi mojej dokumentacji medycznej od razu, we wrześniu 2014 r. a uczyniła to dopiero po upływie 7 miesięcy i to w odniesieniu do Sądu i tylko do dokumentacji tyczącej refundacji z NFZ. Po prostu jej nie miała, bo jej nie prowadziła. Naruszyła tym moje prawa pacjenta. Sprawdziłem też w informacji ZIP NFZ usługi stomatologiczne świadczone mi przez nią. Nie pamiętam, aby tak były one „obszerne”, bo nie dopuszczałem do tego, aby moje uzębienie nadmiernie psuło się. Na podkreślenie zasługuje fakt, że za wszystkie usługi płaciłem Ewie F. gotówką, a mimo to ona jednak równolegle wystawiała za to rachunki dla NFZ. To zasadniczo podważa jej wiarygodność.

Warto zwrócić uwagę na obraz małoobrazkowego zdjęcia rtg z września 2009 roku. Na tym zdjęciu widać, że pod tylnym bokiem koronki zęba 37(-7) widoczne jest wypełnienie (kolor biały) znajdujące się w korzeniu tylnym, poniżej krawędzi ściany tylnej koronki. Pochodzi ono z czasu interwencji Pozwanej dokonanej we wrześniu 2009 roku, po moim powrocie z Warszawy, po operacji nadnercza. Wtedy ona wwierciła się w korzeń tylny zęba 37 (-7) od strony zęba 38 (-8) i następnie włożyła tam jodoform i potem zakryła go wypełnieniem dentystycznym. Zresztą widać wyraźnie, że to wypełnienie sięga tylko wzwyż w korzeniu do dolnej krawędzi tylnej ściany koronki porcelanowej. Natomiast w sfałszowanej karcie pacjenta (tej dodatkowej na dzień 25.08. 2008 r.) opisuje to jako: „(…) opracowanie całkowite niewielkiego płaskiego ubytku i założenie glacesjonomerowgo wypełnienia stałego (Fuji).” Było to usiłowanie jakiegoś wytłumaczenia tego zdjęcia, które było już w aktach sprawy sądowej. Trzeba zwrócić uwagę na to, że Pozwana sugeruje w ten sposób, że ten ubytek dotyczył tylnej ściany zęba 37 (-7), co nie jest prawdą i po zdjęciu koronki będzie widać, że to wypełnienie dotyczy tylko korzenia pod tylną ścianą koronki, poniżej poziomu dziąsła, a więc zostało wykonane po założeniu koronki, bo ta jej tylna ściana nie nosi jakichkolwiek śladów rozwiercania. Jednym słowem usuniecie koronki porcelanowej zęba 37(-7) dowiedzie tego, że nie było to „opracowanie niewielkiego płaskiego ubytku”, w części korony zęba, co sugeruje Pozwana tym sfałszowanym zapisem. Ujawnia, niejako przy okazji i niezamierzenie, że jest ono skutkiem leczenia korzenia tylnego, poprzez jego rozwiercenie i włożenie tam opatrunku jodoformowego na stałe. W ten sposób, po zdjęciu koronki z zęba można będzie dowieść ze 100 % pewnością nie tylko sfałszowania, post factum, nie tylko tego „dokumentu” ale i okaże się, że ząb został nadmiernie zeszlifowany w swej części tylnej, co zresztą widać nawet na zdjęciu rtg z września 2009 r. bo głębokość tego zeszlifowania wyznacza grubość tego wypełnienia. Zeszlifowanie sięga połowy grubości tylnego korzenia. Dodam, że to wypełnienie nie sięga takiej wysokości, aby obejmowała je tylna ściana koronki. Jest ono poniżej tej ściany. A ponieważ nie napisała, że ten ubytek dotyczy części tylnej korzenia tylnego (pod dziąsłem) a więc de facto kompromituje swój ten zapis. Usunięcie koronki z zęba dowiodłoby, że ząb został spiłowany nadmiernie, co doprowadziło do przecięcia nerwu tego korzenia i powstanie źródła silnego bólu w kilka godzin po założeniu mostka. W tym świetle „dokumentacja” jaką się posłużyła Pozwana okazałaby się skompromitowana. Myślałem, że biegły dokona tego zabiegu w Lublinie i byłem na to przygotowany. Niestety, nie wykazał nim zainteresowania.

Trzeba podkreślić, że zdjęcie pantomograficzne RTG z września 2014 roku już nie wykazuje tegoż wypełnienia, co oznacza, że nie było to wypełnienie stałe, ale tymczasowe, czyli jodoformowe, bo stałe nie wypłukałoby się. Wypłukanie się tego wypełnienia z trudno dostępnego miejsca jest jednocześnie dowodem na jodoformowy jego charakter.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 54.89
drukowana A5
kolorowa
za 79.36