Pani Zuzi
za dostrzeganie tego
co inni przegapiają
Supełkowi
za psiałokształt
OD AUTORKI
Drogi Czytelniku!
Książka, którą trzymasz w dłoniach jest zapisem kawałka naszego wspólnego życia, życia mamy Joanny i córki Mani.
Były takie chwile gdy obie musiałyśmy pochylić się nad naszymi emocjami, nad tym aby nauczyć się je rozpoznawać, nazywać oraz przeżywać. Potrzebowałyśmy nauczyć się wieczornego rytuału relaksacji i oczyszczania ciała z nagromadzonych w ciągu dnia przeżyć.
Początkowo korzystałyśmy z książek, które zostały nam polecone lub podarowane. I to właśnie one dawały inspirację i zapoczątkowały nasze własne wieczorne opowieści i rozmowy o świecie. Okazywało się jednak często, że nasze wyobraźnie potrzebują więcej przestrzeni, że potrzebujemy podążać swoimi ścieżkami i toczyć własne długie rozmowy, bo to co się w naszym życiu zdarzało nie mieściło się w książkowych ramach.
Siadałam wtedy wieczorem przy łóżku Mani, nierzadko w towarzystwie psa Supełka, dzwonków koshi, mis grających i bębna ocean wave i zaczynałam snuć swoje opowieści, które ona wypełniała, nadawała im barw, zapachów i emocji, które poszerzała poza moje wyobrażenia.
A potem wspólnie uznałyśmy, że skoro te historie się pojawiły, skoro zostały opowiedziane i tak bardzo nam pomogły w okiełznaniu codzienności, to warto się nimi podzielić, bo może jakiś inny mały i duży człowiek także zaczerpną z nich coś dobrego.
TAK! Książka została przetestowana na dzieciach 😊
Książka jest naszym wspólnym dziełem. Mania nadała jej tytuł i na własnej skórze testowała przez kolejne wieczory, słuchając opowieści i dzieląc się swoimi uwagami w kwestiach merytorycznych.
Oprócz Mani książkę czytano jeszcze kilkorgu dzieciom, które towarzyszyły swoim mamom, wspierającym mnie w korekcie tekstu, oprawie graficznej czy ocenie merytorycznej.
Kilka praktycznych wskazówek, z których możesz skorzystać podczas czytania swojemu dziecku.
Książka poprowadzi twoje dziecko przez różne stany emocjonalne i odkryje wiele zakamarków wyobraźni. Zachęcam, aby nie tyle ją czytać, ale poddać się jej razem z dzieckiem. Nie musisz kurczowo trzymać się treści. Uważam, że luźne jej puszczenie i otwarcie się na waszą własną opowieść przysporzy więcej korzyści niż samo odczytanie tekstu.
Czytając kolejne historie ciało będzie uczyło się podążania za oddechem, odczuwania różnych stanów emocjonalnych, nazywania ich. Słowo po słowie spotkacie się z różnymi sytuacjami, odczujecie je w ciele, przeżyjecie je, aby docelowo poddać się stanowi relaksu i odpuszczenia, aby znaleźć się w gotowości na spokojny, bezpieczny i wartościowy sen.
Nie spiesz się. Tam gdzie jest miejsce na wyobrażanie, czucie, czytaj wolno, rób przerwy, baw się ciszą i obserwuj. Spróbuj zanurzyć się w opowieść i przeżyć ją razem z twoim dzieckiem. Bądźcie w tej bajce razem.
Zachęcam, aby czytać opowieści w takiej kolejności w jakiej zostały zaprezentowane. Zostały one bowiem tak ułożone, aby stopniowo zmniejszać ustrukturyzowaną formę i oddawać coraz więcej miejsca wyobraźni dla samodzielnego odczuwania i zauważania tego, co się w nas pojawia. Taki układ sprawi, że być może twoje dziecko po jakimś czasie samo będzie potrafiło korzystać z oddechu, technik relaksacyjnych, będzie potrafiło opowiadać swój dzień, nazywając to co się wydarzyło, będąc w kontakcie z emocjami, które mu towarzyszą, dzięki czemu przybliżycie się do samodzielnej praktyki oczyszczania głowy i ciała z nagromadzonych napięć.
Nie znaczy to, że po przeczytaniu książki, dzieci przestaną nas potrzebować. Cały czas musimy im towarzyszyć, być blisko i rozwijać praktykę relaksacji, jednak wierzę, że historie tutaj zawarte i te kilka wspólnych wieczorów pozwoli wam być jeszcze bliżej siebie, pozwoli jeszcze bardziej siebie rozumieć, więcej o sobie wiedzieć i wieść jeszcze lepsze i pełniejsze wspólne życie.
Dobrych i emocjonujących marzeń!
WIATR
Ułóż się wygodnie w swoim ciepłym i przyjemnym łóżeczku. Poczuj pod głową miękkość swojej ulubionej poduszki i otul się swoją delikatną kołderką. Weź spokojny wdech i poczuj jak powietrze leciutko ogrzewa od środka twoje ciałko. Zrób delikatny i spokojny wydech i pozwól, aby powietrze opuściło twoje ciało, rozluźniając je i pozwalając aby twoja skóra i mięśnie rozpłaszczyły się, sflaczały i opadły do ziemi. Zobacz jak z każdym wdechem powietrze przemierza długą i spokojną drogę od twoich ust i nosa, przez klatkę piersiową, do brzucha, a potem jeszcze dalej i dalej aż po koniuszki palców stóp, aż po koniuszki palców dłoni, aż po czubek twojej głowy. I zobacz w którym miejscu twój wdech zamienia się w wydech. Wyobraź sobie, że gdzieś tam, w najbardziej odległej komórce twojego ciała, powietrze robi zakręt i zawraca, aby wraz z wydechem zabrać wszystkie napięcia, emocje, wszystkie przygody dzisiejszego dnia, wszelkie smutki i radości, które jedne po drugim wsiadają do powietrznego pociągu i razem z wydechem opuszczają twoje ciałko. A ciałko staje się miękkie i lekkie, delikatne i swobodne, luźne i zrelaksowane. Z wdechem napełniasz się ciepłym powietrzem jak balonik, a z wydechem wypuszczasz powietrze i pozwalasz, aby balonik się opróżniał i relaksował.
Pozostając w rytmie swojego oddechu, swojego wdechu i wydechu, otwórz teraz szeroko swoje uszy i sprawdź czy możesz usłyszeć szum wiatru za oknem twojego pokoju. Może jakiś listek porusza się na drzewie, delikatnie i swobodnie poddaje się podmuchom wiatru? A może to sam wiatr, dmuchając gdzieś w niebie, wydaje swój wietrzny szum? Słuchaj, słuchaj, słuchaj wiatru.
Wyobraź sobie, że gdzieś wysoko, wysoko na niebie, gdzieś tam na wysokości gwiazd i Księżyca, mieszka pan wiatr.
Wiatr, który jest miękki jak chmurka i który wciąga powietrze swoją chmurkową buzią, nadyma policzki, które stają się coraz większe i większe, a gdy już napełni swoją buzię po brzegi to zaczyna wypuszczać z siebie nagromadzone powietrze, dmuchając z całych sił, dmuchając bardzo mocno, tak mocno, że ten podmuch dociera aż tutaj, aż za twoje okno, aż do liści na twoim drzewie.
I wyobraź sobie jak by to było być takim drzewem, jak by to było stać teraz za oknem i pozwolić sobie aby wiatr dmuchał na twoje małe listki, które drżą delikatnie, pocierają się jeden o drugi i łaskoczą wzajemnie. Chichoczą wesoło od tych łaskotek i drżą śmiejąc się radośnie. Pocierają się, popychają, śmieją i szturchają aż drżenie przenosi się dalej, obejmując twoje gałązki. Najpierw te cieńsze, które także poddają się zabawie i wciągają do niej kolejne gałęzie coraz grubsze i coraz większe. Drży i szeleści już całe drzewo, szumią wesoło wszystkie konary, które próbują wciągnąć do zabawy pień drzewa. Ale pień jest spokojny, pień czuje, że jego gałązki i listki świetnie się bawią. Pozwala im łaskotać swoją korę ale w środku jest stateczny, opanowany i spokojny. Pień wie, tak jak ty wiesz, że jest czas zabawy i czas odpoczynku, że jest czas frywolny i szalony oraz taki, w którym dobrze jest wykazać się odpowiedzialnością i stabilnością. Stoi więc cały spokojny, pełen troski, opiekuńczy, pełen miłości i wspiera swoje szalone listki w ich zabawie.
Pień, tak jak całe drzewo, tak jak cały ty, bardzo kocha swoje małe szalone listki, obejmuje je ciepło i troskliwie swoimi ramionami i tuli je, aby mogły odpocząć. Pień prosi wiatr aby wiał spokojnie, delikatnie i kojąco, a wiatr właśnie tak zaczyna wiać. Pień prosi Księżyc, aby okrył drzewo kołderką swojego ciepłego, miłego blasku. A Księżyc wysyła swoje świetliste promienie, które otulają blaskiem listki. Listki i gałązki poruszają się coraz wolniej i spokojniej, zwalniają i ziewają ze zmęczenia po całym długim, wyczerpującym dniu. A wiatr i Księżyc kołyszą i tulą je do snu. Snu, który przyniesie spokój i odpoczynek. Snu, którego tak bardzo potrzebują, aby odpocząć przed kolejnym fantastycznym dniem pełnym przygód. Śpij moje piękne, mądre drzewko, śpij moje piękne, mądre drzewko, śpij moje drzewko, śpij.
LIŚĆ
Leżysz spokojnie w swoim ukochanym łóżeczku i czujesz jak twoje ciałko powolutku opada na materac. Twój oddech staje się spokojny, coraz wolniejszy, delikatniejszy i coraz bardziej cichy, tak cichutki, że niemal zupełnie niesłyszalny. Zamykasz swoje małe oczka i czujesz jak rozluźniają się palce u twoich stóp, jeden, potem drugi i trzeci, i kolejny, aż rozluźniają się całe stopy i opadają delikatnie na zewnątrz. Rozluźnienie i spokój twoich stóp przenosi się coraz wyżej. Najpierw do kostek, które stają się miękkie, potem dalej do twoich łydek, kolanek i ud, aż po twoje pośladki, które rozpłaszczają się i rozlewają jak rozpuszczające się na słońcu lody czekoladowe. Rozluźnienie obejmuje twój brzuszek, który unosi się delikatnie wraz z wdechem i opada swobodnie z wydechem. Czujesz jak wraz z twoim brzuchem, wraz z twoim niesłyszalnym, delikatnym oddechem, twoje plecki zaczynają falować, falować tak, jakbyś był listkiem na spokojnej tafli jeziora. Jednak ten listek wciąż jeszcze wisi na gałązce jesiennego, kolorowego drzewa i na razie jedynie rozmyśla sobie o tym, aby oderwać swój mały ogonek od gałązki i wyruszyć w swoją wielką podróż.
Wyobraź sobie, że jesteś właśnie takim małym, kolorowym listkiem. Nosisz w sobie różne barwy. Jesteś przepięknym połączeniem czerwieni, zieleni, pomarańczu, złota. Jesteś tak wielobarwny i przepiękny, że można na ciebie patrzeć i patrzeć, z zachwytem i podziwem, że taki mały listek mieści w sobie tyle kolorów i tyle różnorodności.
W pewnej chwili czujesz na sobie mocniejszy powiew wiatru i czujesz jak odrywasz się od twojej gałązki. Czujesz, że unosisz się delikatnie w powietrzu, a wiatr dmucha leciutko, dbając o to, aby twój lot był bezpieczny i przyjemny. Trochę się boisz tej podróży, czujesz strach, który zapiera dech w piersiach i powoduje delikatne drżenie twojej listkowej skóry, ale nie poddajesz się i postanawiasz oddać się w pełnym zaufaniu, niosącemu cię wiatrowi. Postanawiasz zaufać i z ciekawością czekać dokąd ten wiatr cię dzisiaj zaniesie, jaką przygodę dzisiaj zafunduje ci twój przyjaciel wiatr. Czujesz ciepło i łaskotki, którymi wiatr omiata twoją twarz, czujesz, że czasem dmucha delikatniej, a czasem trochę mocniej, czasami podróżujesz bardziej w dół opadając delikatnie w kierunku ziemi, a czasami lecisz do góry, ku niebu, do chmur.
— Ach ten wiatr — myślisz sobie — nieprzewidywalny, szalony, a jednak ciepły i przyjemny, bezpieczny i troskliwy.
Czujesz teraz, że wiatr staje się nieco chłodniejszy, a podmuch przynosi maleńkie kropeleczki wody, które delikatnie chłodzą twoją buzię, omiatają ją wilgotnością i osiadają na twoim ciele. Czujesz powiew morskiej bryzy i czujesz, że coś się zmienia, coś nowego pojawia się w tej podróży i znowu ogarnia cię lekki niepokój i delikatny strach. Nie wiesz gdzie jesteś i co się teraz wydarzy, nie wiesz co cię otacza i co się może stać.
Znowu jednak postanawiasz zaufać wiatrowi i z ciekawością poddać się przygodzie, wiesz bowiem, że wiatr cię chroni, że dba o to, abyś był bezpieczny.
I kładzie cię wiatr delikatnie na tafli morskiej słonej wody i dmucha wiatr w fale, aby kołysały cię swoim spokojnym kołysaniem. Czujesz jak twoje plecy dotykają morskiej wody, czujesz jej wilgoć, jej temperaturę, która jest dokładnie taka, jak chcesz, żeby była. Czujesz jak twoje ciało swobodnie opada i rozluźnia się, poddając się tej morskiej podróży. Czujesz się bezpieczny i zaopiekowany. Słyszysz szum fal, który daje ukojenie i spokój. Słyszysz ten sam szum, który doskonale znasz ze swoich wakacyjnych podróży nad morze. Słyszysz, że ten szum nie tylko jest podobny do tego znanego ci dobrze szumu wakacyjnego morza, ale jest on dokładnie taki sam, taki sam jak wtedy, gdy leżałeś na plaży, czując ciepło i kształt każdego ziarenka piasku, wtedy, gdy oddawałeś twarz promieniom słońca, aby napełniały cię ciepłem i blaskiem, blaskiem który na zawsze pozostanie z tobą w twoim sercu.
I oto czujesz mały listku jak fale kładą cię właśnie na takiej plaży. Czujesz jak robi ci się ciepło i przyjemnie, a ty rozpływasz się w totalnej przyjemności, kąpiesz się w cieple słonecznych promieni i otulasz się kojącym szumem morskich fal. Jest ciepło, przyjemnie i bezpiecznie. Szszszsz, szszszsz, szszszsz szumi morze. Twoje oczy zamykają się a ty zasypiasz na plaży swoim spokojnym i bezpiecznym snem. Szszszsz, szszszsz, szszszsz. Śpij mój mały kolorowy listku, śpij mój listku, śpij.
GRZYB
Poczuj jak twoje ciałko rozpłaszcza się na materacu twojego łóżeczka. Weź długi, delikatny i spokojny wdech i poczuj jak całe twoje ciało napełnia się powietrzem jak balonik. A teraz wypuszczaj powolutku powietrze, pozwalając aby leciutki podmuch wydobywał się z twoich ust, opróżniając i rozluźniając wszystkie twoje małe komóreczki. Każdy kolejny wdech jest delikatniejszy, spokojniejszy i łagodniej napełnia balonik. A każdy kolejny wydech swobodnie opuszcza twoje ciało przez zaledwie rozchylone delikatnie usta. Balonik napełnia się i opróżnia, napełnia się i opróżnia a ty opadasz coraz bardziej i bardziej ku ziemi. Opadasz i opadasz, rozluźniasz się i odpoczywasz, po prostu leżysz i pozawalasz, aby powietrze wraz z oddechem samo napełniało twoje ciało i opuszczało je w takim tempie, jakie jest dla ciebie dobre, z taką siłą i delikatnością, na jaką właśnie teraz masz ochotę. Jest ci dobrze i przyjemnie, jest dokładnie tak jak chcesz i tak jak lubisz.
Słyszysz jak zza okna twojego pokoiku dobiega delikatny szum drzew, niemal czujesz jak drzewa kołyszą się od wiatru i śpiewają swoją szumiącą pieśń. Do twojego noska dociera łagodny zapach lasu. Wciągasz powietrze, w którym wyraźnie czujesz aromat wilgotnego, soczyście zielonego mchu, czujesz aromat czarodziejskich liści paproci, różnych gatunków traw, liści i igieł drzew i opadłych szyszek, które wraz z całym leśnym runem, szczelną kołderką pokrywają ziemię, ziemię po której stąpasz swoimi bosymi stópkami. Jest słoneczny letni gorący dzień, a las przynosi ulgę od upału i chłodzi delikatnie twoje stopy wilgocią mchu i otula je jego delikatnością. Przemierzasz las, delektując się jego zapachem, szumem i chłodem. Przemierzasz nasłuchując odgłosów zwierząt i odnotowując trzask gałęzi, które raz po raz pękają to pod twoimi stopami, to pod stopami leśnych mieszkańców. To jest przepiękny las, tyle tu dźwięków, zapachów i kolorów, tyle jest tutaj do zobaczenia, powąchania, usłyszenia i dotknięcia. Tyle tego tu jest, ach tyle tego.
Siadasz pod drzewem, zmęczony długą podróżą. Opierasz plecy o korę białej starej brzozy, zamykasz oczy i zapadasz się w odpoczynek. Zamykasz oczy i oddajesz się swojej wyobraźni, która zwraca się do ciebie z prośbą, z prośbą o to, abyś wyobraził sobie, że jesteś grzybem. Na razie małym grzybkiem, siedzącym jeszcze cichutko pod warstwą ziemi, małym grzybkiem, który nieśmiało próbuje przedostać się przez warstwy mchu, liści i szyszek. Małym grzybkiem, który wkłada tyle siły, tyle starań, tyle swojej mocy w to aby wychylić swój mały kapelusik i poczuć na nim pierwsze w swoim życiu, zaledwie odrobinę odczuwalne, cieniutkie i delikatne promienie słońca. I czujesz jak Słońce otula blaskiem twój kapelusik, czujesz jak cię odżywia, oświetla i motywuje, abyś rósł coraz większy i większy, abyś stawał się silny i mądry, abyś był ważną częścią tego wielkiego zielonego lasu. A ty rośniesz i rośniesz, twoje ciało staje się silne, a ty w pełni nabierasz swoich kolorów. Brązowy kapelusz, pod którym zgodnie jedna przy drugiej stoją równiutko poukładane blaszki i silna, gruba noga, która utrzymuje całą misterną konstrukcję twojego ciała nad ziemią.