E-book
7.88
drukowana A5
17.52
Śmierć. Zbiór opowiadań

Bezpłatny fragment - Śmierć. Zbiór opowiadań


Objętość:
32 str.
ISBN:
978-83-8414-252-3
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 17.52

Odwiedziny

Przybyła do mnie nocą. Stąpała cicho i powoli. Każdy kolejny krok zostawiał za sobą czarną pustkę. Niewielką pieczątkę, oznakę tego, kim jest. Dowód jej roli w tym świecie. Odziana była w czarny płaszcz. Pochłaniający światło, niczym czarna dziura. Z narzuconym na głowę kapturem. Nie dało się dostrzec jej twarzy, dłoni ani stóp. Jedynie ten dziwny płaszcz widać było. Choć ja od razu wiedziałem, że to ona. Dostrzegałem to w jej zimnym oddechu, lekko wibrującym w przestrzeni. W jej spokojnych i mrocznych krokach, przeraźliwych niczym paniczny wrzask. W jej aurze — niezaprzeczalnie mrocznej, ale również imponującej. Dostrzegłem to również w zmianie, jaką wywoływała dookoła siebie. Rośliny naokoło więdły, umierając natychmiast. Jedynie pył po nich zostawał, lekko ulatujący na wietrze. Pozostawiając po sobie jedynie wspomnienie. Padał deszcz, ale nie dookoła niej. Niewidzialna bariera zatrzymywała niewielkie krople w powietrzu. Imponowało mi to. Wtedy zdałem sobie sprawę, że przybył gość nietypowy. Bardzo niechciany i niespodziewany. Mimo tego już było za późno, bo ona już stała na podwórzu, cierpliwie czekając. Do środka wejdzie dokładnie wtedy, gdy zechce, nie wcześniej i nie później. W tej chwili zamarłem, jeszcze naiwnie mając nadzieję, że może to pomyłka. Łudząc się, czymkolwiek się dało. W głębi serca wiedziałem od razu. Od samego począteczku, od jej pierwszego kroku, ale to było przykryte tą naiwną i wspaniałą nadzieją. Taką, której się chwytamy w takich momentach, mimo iż jest fałszywa. Ja nie byłem od tej reguły wyjątkiem. Również tak myślałem, choć łzy płynące z mych oczu przeczyły temu. W nich zawarte były moje szczere emocje, prawda skryta na dnie serca. W głębi zduszona poprzez śmiałe nadzieje. Leżała tam, smutna i niezadowolona, wiedząc, co się dzieje. Spoglądała na mnie ze smutkiem i żalem trudnym do opisania, niespokojnie wiercąc się. Chciałem być twardy. Zamierzałem to zrobić dla rodziny. Dla moich córeczek, które kochałem ponad życie. Ze względu na moją prześliczną żonę. Taki miałem zamiar, ale emocje wewnątrz mnie… Były zbyt silne, za mocne. Nie dało sie ich zatrzymać. Tama, którą zbudowałem, choć trwała, pękła. Z niej zaczął wylewać się strach. Wlewał się powoli i miarowo do mego serca. Tworząc w nim gładką taflę wody. Spokojnie sterczącą wewnątrz mnie. Z zewnątrz spokojną i gładką. Niczym niewzburzoną. Wewnątrz natomiast głęboką i ciemną. Posiadającą wiele zakamarków, w które strach zajrzeć. Z każdą chwilą owo jezioro smutków, żalu, nienawiści, bezsensownego gniewu narastało. Będąc coraz głębsze i rosnąc stale. Nieprzerwanie zdobywając dominację nad mą duszą. Będąc dla niej trucizną. Na tamie pojawiały się kolejne pęknięcia. Wiedziałem już wtedy, że ona runie, że będzie taki moment. Chwila ulotna i niedługa, podczas której zrobię coś głupiego. Powiem parę zdań, których nie myślę, ale mimo tego one będą bolały. Będą ciosem w serca mych bliskich. Może chociaż wybaczą, zrozumieją, że nie tego chciałem, ale jestem za słaby. Zbyt mały, aby owa tama przetrwała. Wtedy właśnie podeszła do mnie żona, również dostrzegająca nieuchronne fatum spokojnie sterczące na zewnątrz. Wypowiedziała słowa, które sprawiły, iż tama runęła w jednej chwili.

— Nie możesz z nią iść.

Spojrzał na nią i ona już wiedziała, że za chwilę będzie kłótnia. Jego twarz wyrażała to w sposób doskonały. Odpowiedział jej ciosem celnie wymierzonym w jej tamę:

— Jak możesz w takiej chwili myśleć o sobie?

— Jak możesz mi to robić? — zapytała jeszcze spokojnie.

— Mówisz tak, jakbym miał jakiekolwiek inne wyjście. — Te dźwięki wybrzmiały już inaczej: głosem lekko drżącym, pełnym negatywnych emocji.

— Sama sobie nie poradzę! — wrzasnęła, nie zważając już na to, że dzieci śpią.

— Przychodzi po mnie śmierć, a ty jeszcze mnie atakujesz?!

— Mogłeś bardziej dbać o siebie! Wtedy żyłbyś dłużej! Nie zgrywaj teraz ofiary!

— Gdybym miał lepszą żonę, może i bym dbał!

— Ty gnoju!

— Odezwała się!

— Nie zostawiaj mnie z długami i wszystkim na mej głowie, nie dam z tym sobie rady — to wypowiedziała inaczej, nie wrzeszcząc bezsensownie. W tym krył się bardziej smutek i strach, nie gniew i niechęć.

On również zmienił ton swych wypowiedzi.

— Nie jestem w stanie tego zatrzymać.

— Jutro mają przyjść sąsiedzi, będziemy siedzieć z nimi, rozmawiać, pić, śmiać się. — Zaczęła nerwowo chodzić dokoła niego. Mówiła szybko i niewyraźnie, jakby jej słowa mogły zmienić smutną rzeczywistość. — Tak, tak będzie. Usiądziemy przy stole wszyscy razem. Nie martw się, tak właśnie będzie. Będziesz zdrowy, a ta suka stojąca na dworze obejdzie się smakiem. Nie odbierze mi ciebie! — Zaśmiała się z lekka.

— Przybyła w niewłaściwe miejsce i odejdzie z kwitkiem.

— Dokładnie!

— Chce walczyć, to damy jej ostatnie i krwawe starcie!

— Wspaniale!

Mówili z coraz większym uniesieniem.

— Nie z takimi problemami sobie radziliśmy!

— Jeszcze się udławi podczas tej uczty!

— A na popitkę dajmy jej gorzkie łzy!

— Cierpkie i kłujące w gardło!

— Niech zasmakuje naszej kuchni!

— Nikt tutaj nie umrze!

— Nie dziś!

— Ani jutro!

— Pojutrze też nie!

— Nigdy, będziemy wiecznie trwać, wzajemnie się wspierając!

Na koniec umilkli na chwilę. Mimo pompatycznych słów posmutnieli.

— To kłamstwo — powiedział z rezygnacją, burząc ich piękne i fałszywe marzenia.

— Nie chcę tego słuchać — rzekła oburzona.

— To koniec i oboje to wiemy.

— Nieprawda. — Z jej oczu polały się łzy. Spływały z policzków jedna po drugiej, będąc dowodem jej emocji. — Przecież ja… — Nawet nie wiedziała już, co zamierzała powiedzieć. Spojrzała zmieszana, patrzyła na niego ze straszliwym zagubieniem.

On mimo swego strachu przytulił ją i powiedział zdecydowanie:

— Poradzisz sobie.

— Przepraszam cię, skarbie — wyszeptała mu do ucha. — Ja po prostu nie chcę cię stracić. Zawsze myślałam, że to będzie trwało wiecznie. Żyłam w tym przeświadczeniu, nawet nie zdając sobie sprawy…

— To nic.

— Pomogę ci, razem staniemy z nią twarzą w twarz. Będę cię wspierać w ostatnich chwilach.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 17.52