E-book
1.37
drukowana A5
31.38
drukowana A5
Kolorowa
60.59
Słowa ciszy — zen w więzieniu TOM 2

Bezpłatny fragment - Słowa ciszy — zen w więzieniu TOM 2

Zbiór listów oraz wypowiedzi więźniów i wolontariuszy w ramach pracy Stowarzyszenia "Przebudzeni"

Objętość:
231 str.
ISBN:
978-83-8221-780-3
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 31.38
drukowana A5
Kolorowa
za 60.59
Ku Pamięci Piotra Rybickiego.

Zbiór listów oraz wypowiedzi więźniów i wolontariuszy w ramach pracy stowarzyszenia „Przebudzeni” (zen w więzieniu). Część imion oraz miejsc użytych w książce została zmieniona w celu zachowania anonimowości nadawców. Specjalne podziękowania chcielibyśmy przekazać darczyńcom, którzy przekazali środki na wydanie pierwszego nakładu: Marcie Kownackiej, Ewie Szeptyckiej, Beacie Łazarz, Arturowi Głogowskiemu, Beacie Teresiak, Annie Wiśniewski, Dariuszowi Piotrowi, Paulinie Pudło, Małgorzacie, Maciejowi Miliszkiewicz, Adamowi Wojtkiewicz, Lorenie Montenegro Bakalarz oraz innym anonimowym osobom; bez waszej pomocy ta książka nigdy nie mogłaby zaistnieć. Dziękujemy!

To wydanie książki zostało opublikowane w możliwie najniższej cenie, która pokrywa druk oraz koszt związany z dystrybucją. Autorzy książki nie otrzymują żadnego zysku z tej publikacji. Będziemy wdzięczni za dowolną darowiznę.

Stowarzyszenie „Przebudzeni” ul. Jelenia 38/29, 54—242 Wrocław tel. +48 886655229 Nr konta: 44 2490 0005 0000 4530 6011 8823 Tytuł: Darowizna na cele statutowe http://przebudzeni.org

Wstęp

Wprowadzenie 
— Piotr ornoch

Książka „Słowa ciszy. Zen w więzieniu” to książka niecodzienna. Z jednej strony jest to książka, która bez wątpienia możemy zaliczyć do tzw. literatury o tematyce duchowej. Z drugiej zaś strony, głos zabierają w niej przede wszystkim nie wielcy mistrzowie, guru czy mistycy, ale więźniowie. Ludzie, którzy spędzili czy wciąż spędzają czasem ogromną część swego życia za kratami. Jakże często jest to wynikiem strasznych rzeczy, które popełnili w przeszłości. Dzięki Stowarzyszeniu „Przebudzeni” dostali szansę zetknięcia się z czymś wciąż rzadkim w dzisiejszym świecie — głęboką praktyką duchową.

Zmiany w ich życiu, refleksje, przewartościowania, jakie to zetknięcie i wejście w tę praktykę u nich wywołały i zostały przez nich opisane, skomentowane w wydrukowanych tu listach, są tematem tej książki. Muszę przyznać, że są to rzeczy poruszające i obalające powszechne schematy myślowe.

Piszący więźniowie niejednokrotnie prezentują się tu jako ludzie obdarzeni niezwykle głęboką wrażliwością, zwykle oddartą z taniego sentymentalizmu, często ubraną w zbroję buntu i sprzeciwu wobec świata, swego losu, wobec samych siebie. Ich przemyślenia, doświadczenia bywają bardzo dojrzałe i głębokie. Ich chęć zmiany swojego życia w wyniku tych refleksji zdaje się często bardzo szczera i „przetrawiona”. Można zadać pytanie, na ile medytacje, których dzięki Stowarzyszeniu „Przebudzeni” popróbowali a nie raz i w które zaangażowali się całą swą istotą, pomogły im odkryć w sobie i wydobyć na powierzchnię tę wspomnianą wrażliwość, empatię i determinację w kierunku przemiany?

Dla osób, które same praktykują, odpowiedź jest oczywista, a książka ta może to ich przekonanie podbudować, umieszczając je jednak w nowym, dotąd nieznanym życiowym kontekście. Dla pozostałych „Słowa ciszy…” mogą być przyczynkiem, inspiracją do refleksji nad rolą i znaczeniem duchowości w naszym życiu w ogóle.


Gorąco zachęcam do lektury.

Piotr Ornoch

Medytacja pomarańczy, wspomnienia z Karma Guen.

O Stowarzyszeniu „Przebudzeni”

Jesteśmy organizacją pożytku publicznego, która poprzez medytację zen wspiera osoby poszukujące równowagi wewnętrznej. Stosujemy medytację jako narzędzie resocjalizacji i samorozwoju. Działamy na rzecz osób przebywających w zakładach karnych oraz wszystkich, którzy dążą do wewnętrznej harmonii, wyciszenia i podniesienia efektywności swojego umysłu.

Pracujemy z ludźmi z różnych środowisk społecznych i zawodowych. W miarę możliwości angażujemy się w wymierne formy pomocy służące lepszemu funkcjonowaniu i zrozumieniu społeczeństwa (“Wsparcie na starcie”).

Podstawą naszych działań jest silny przekaz etyczny i wartości wywodzące się z buddyzmu, które w swej uniwersalności są bliskie każdemu, bez względu na pochodzenie, wiarę, płeć i przekonania.

Podstawową działalnością, która dała początek Stowarzyszeniu Przebudzeni, jest niesienie pomocy i wsparcia osobom osadzonym w zakładach karnych. Nasi podopieczni odbywają karę za złamanie prawa, jednak czas spędzony w więzieniu jest dla nich ogromną szansą na dokonanie transformacji, zmianę postawy życiowej i wartości, którymi się dotychczas kierowali. Wielu osadzonych pragnie takiej zmiany, lecz potrzebuje mądrego przewodnictwa. Naszym celem jest pomóc im wykorzystać ten czas jak najlepiej, aby przebudzili się i po wyjściu na wolność mogli zacząć nowe, lepsze życie.

Nasze cele:

— Kształtowanie prospołecznych postaw wśród skazanych;

— Inicjowanie i wspieranie kontaktu z dorobkiem kultury w zakładach karnych, wspieranie działalności twórczej skazanych;

— Wspieranie edukacji publicznej skazanych i zapewnienie im podręczników oraz innych materiałów edukacyjnych;

— Organizowanie edukacji prawnej;

— Zapobieganie powrotowi do środowiska przestępczego skazanych.

Medytacja w więzieniach

Współpracujemy z zakładami karnymi na Dolnym Śląsku, gdzie prowadzimy spotkania medytacyjne dla osób odbywających karę. Spotkania mają charakter grupowy oraz indywidualny, prowadzone są przez członków Stowarzyszenia. W każdej jednostce, w której działamy, znajduje się kilkoro osadzonych praktykują medytację zen. Efekty spotkań oraz osobistej praktyki więźniów doceniane są przez zakłady karne, których pracownicy dostrzegają zmiany zachodzące w postawie osób praktykujących — spadek agresji, zwiększenie samokontroli oraz wyciszenie się.

Kontakt listowny

Wielu naszych podopiecznych to osoby, które nie mają rodziny lub z różnych przyczyn nie utrzymują kontaktu z bliskimi. Dla tych osób bardzo ważnym aspektem utrzymania kontaktu ze światem „zza muru” jest możliwość korespondencji, którą im oferujemy. Dzięki temu osoby osadzone mogą zbudować relację z kimś z zewnątrz i uczą się ją pielęgnować. Listowna wymiana myśli ma bardzo pozytywny wpływ na proces resocjalizacji, pomaga w budowaniu umiejętności wyrażania swoich myśli i poglądów, dzielenia się ważnymi sprawami oraz wpływa dodatnio na rozwój osobisty, zarówno intelektualnie jak i emocjonalnie.

Dary, które rozwijają

Za równie ważny element wsparcia dla osób odbywających karę, uważamy literaturę. Zbieramy książki o tematyce ogólnej i buddyjskiej, magazyny i prasę oraz płyty z muzyką i filmami. Materiały te przesyłamy naszym podopiecznym, by pobudzić ich w kreatywnym i rozwijającym spędzaniu czasu, którego mają nadto. Dbamy by merytoryczna jakość oraz wartości przekazywane w udostępnianych przez nas materiałach wspierały proces resocjalizacji i samorozwoju osób osadzonych.

Wsparcie w organizacji życia na wolności

Po odbyciu kary większość osób odzyskujących wolność musi zmierzyć się z koniecznością zbudowania swojego życia od nowa. W wymiarze emocjonalnym są to najczęściej: potrzeba wyjścia z kręgu wykluczenia społecznego, odzyskania zaufania najbliższych, poczucia własnej wartości oraz utrzymania wiary we własne siły i kręgosłup moralny. W wymiarze materialnym osoby te mierzą się z realiami życia codziennego — zapewnienia sobie mieszkania oraz pracy i środków do życia, co często po wielu latach spędzonych w więzieniu jest bardzo trudne.

Pragniemy aby osoby, które odbyły karę, mogły stanąć na własne nogi. W miarę możliwości pomagamy w znalezieniu mieszkania i pracy oraz zapewniamy drobne wsparcie materialne w postaci darów. Kontynuujemy również spotkania medytacyjne, które odbywają się już na wolności i dajemy przewodnictwo w osobistej praktyce każdemu z naszych podopiecznych.

Czego potrzebują więźniowie?

Mając na uwadze powyższe potrzeby osób osadzonych oraz wychodzących na wolność, zbieramy dla nich artykuły i produkty, do których należą m.in.:

— Artykuły piśmiennicze: notesy, długopisy, znaczki pocztowe, koperty;

— Literatura i prasa o tematyce ogólnej, samorozwoju lub buddyjskiej oraz słowniki i literatura szkolna;

— Płyty CD i DVD z muzyką lub filmami;

— Karty telefoniczne;

— Odzież;

— Artykuły higieniczne;

— Produkty spożywcze.

Chcesz nam pomóc? Zostań wolontariuszem!

Wolontariuszem może zostać każdy, kto podziela misję i wartości Stowarzyszenia Przebudzeni. Jako wolontariusz możesz działać na kilka sposobów:

— Prowadząc korespondencję listowną z więźniami w duchu uniwersalnych wartości, które buddyści nazywają Dharmą;

— Pomagając osobom, które po dobyciu kary opuszczają zakład karny w organizacji nowego życia;

— Pomagając w zbieraniu i dostarczaniu do zakładów karnych paczek z artykułami przeznaczonymi dla więźniów.

Masz inny pomysł? Przedstaw go nam, a być może wspólnie zrobimy coś dobrego dla innych!

Wsparcie — Dana Paramita

Działalność pożytku publicznego jaką prowadzimy opiera na pracy charytatywnej i darowiznach. Tylko dzięki wam to może trwać dalej. Jeśli popierasz działania Stowarzyszenia „Przebudzeni” i chciałbyś nas wesprzeć możesz przekazać darowiznę na poniższe konto.

Datki proszę wpłacać na konto:

Stowarzyszenie „Przebudzeni”

ul. Jelenia 38/29, 54—242 Wrocław

tel. +48 886 655 229

KRS 0000332605

Nr konta: 44 2490 0005 0000 4530 6011 8823

Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Regon: 021023105 NIP: 8942978342

http://przebudzeni.org

Słowo od praktykujących –listy więźniów

Od 2004 roku w buddyjskie spotkania zaangażowało się kilkadziesiąt osób. Jednakże praca w warunkach zakładu zamkniętego niesie ze sobą pewne utrudnienia: wśród uczestników panuje duża rotacja, głównie dlatego, że wielu z nich wychodzi na wolność, a niektórzy są przenoszeni do innych więzień. Więźniowie muszą też odnajdywać dla siebie „nową przestrzeń” pomiędzy murami w celu dalszego praktykowania, co częstokroć nie jest dla nich łatwe, zważywszy na ich dotychczasowe doświadczenia…

Część z więźniów, mimo tych różnych utrudnień, wynikających z ich obecnej sytuacji, postanowiła jednak nie przerywać praktyki. Poprosiliśmy ich o kilka refleksji na temat swojego obecnego życia

Dzięki umieszczeniu tych wypowiedzi na naszej stronie, stwarzamy możliwość zobaczenia siebie samych poprzez swoje własne reakcje na listy więźniów, poprzez oceny i sądy, których tu użyją, jak również poprzez swoje własne wyobrażenia „jak rzeczy powinny wyglądać”. Być może okaże się, że zapoznanie się z wypowiedziami więźniów będzie dla wielu osób ważnym doświadczeniem.

Grzegorz Grejdus — „Tak mieszkam 1,70x3m”.

Listy z 2008/2009 r.

Jak mogę pomagać innym ludziom? — Krzysztof K.

To pytanie to ugór w moich myślach.

Nie wiem w ogóle, z której strony do tego mam podejść. Chyba takie tematy jak charytatywność to zalatują mi populizmem i hipokryzją.

Czytając ostatnio książki na temat buddyzmu wiele razy trafiałem na słowo altruizm. Bardzo nieufnie podchodzę do wszelkich zjawisk, które zawierają się w tych słowach. Uważam, że większość organizacji i ludzi stojących na ich czele robiąc to, robią to dla siebie. Dobrze, że przy okazji pomagają innym, ale ta ideologia, którą próbują wciskać wcale mnie nie przekonuje, a nawet odpycha. Wiele pary idzie w gwizdek.

Mamy największy wpływ na rodzaj i zakres jak i jakość. Uważam, że mam kilka takich cech, które mogą być pozytywnie odebrane przez otoczenie, ale nie chcę dziś o nich pisać.

Krzysztof K.

Jak mogę pomagać innym ludziom? (2) — Krzysztof K.

Jak pisałem ostatnio — temat ten jest dla mnie trudny, co tym bardziej popycha mnie w stronę kreatywności. Taka myśl, która towarzyszy mi, gdy się nad tym zastanawiam dotyczy tego, jak odebrana może być chęć obdarzenia kogoś pomocą.

W moim życiu ci wszyscy pomocnicy, o których się otarłem, zachowywali się z subtelnością konia pociągowego. Ich chęć ofiarowania czegoś była okraszona taką ilością żółci i przekonania o słuszności ich metody osiągnięcia szczęścia, iż nie ufam z założenia takim ludziom. Więzienne kontakty z psychologami jeszcze mnie w tym utwierdziły.

No, ale do sedna. Takimi sposobami (obszarami), na płaszczyźnie których można pomagać, uważam, że jest pomoc materialna oraz pomoc psychologiczno — duchowa. Uważam, że pomoc w sferze materialnej nie jest tym, co chciałbym robić. Jestem spaczony wszelką nieprawością i bardzo na nią wyczulony w sferach swojego życia i mógłbym doprowadzić do jakiejś paranoi, nie potrafiąc posłużyć się kompromisem. Do tego uważam, że takie działania są pudrowaniem syfilisu. Łagodzą objawy, ale są dalekie od usunięcia przyczyn. Natomiast uświadomienie komuś realiów położenia oraz zasugerowanie sposobów ku ich rozwiązaniu jest chyba dobrą drogą.

Dodam jeszcze, iż takie działanie chyba można określić słowem altruizm, bez jego nadużywania. Przynajmniej ja, gdy widzę, że ktoś skorzystał z jakiejś mojej rady i dzięki niej potrafił inaczej odnieść się do siebie, odczuwam satysfakcję oraz nie oczekuję nic w zamian. W przypadku pomocy materialnej obawiam się, że szczerość takiego działania mogłaby ulec zachwianiu. Często zależności pomiędzy pomagającym a pomocobiorcą nabierają niewłaściwych proporcji, a z moimi ciągotkami mogłoby się to rozrosnąć do rozmiarów monstrualnych.

Nie potrafię na dziś wskazać konkretnie, czego bym chciał. Myślę, że cały czas robię to, o czym wspomniałem. Mam chyba coś, co mógłbym nazwać darem łagodzenia wszelkich drażliwości. Przy mnie ludzie się uśmiechają i zaczynają myśleć. Nie chcę za bardzo rozwodzić się nad genezą tego, ale chyba wynika to z tego, że zbiera się to, co wcześniej się zasiało.

Krzysztof K.

Wiele jest dróg, ale cel jeden — Krystian

Witam Pani Magdo,

Ktoś powiedział, wiele jest dróg, ale cel jeden — oświecenie, przebudzenie. A dla mnie dalej nic — życie i tak nie ma sensu ani w formie przejściowej, ani jako całość. Dlaczego? Nie znajduję satysfakcji w niczym, celebracja życia mnie nie interesuje, nie mojego i nie w tym miejscu. Brzydziłbym się samym sobą, jeśli polubiłbym więzienie. Jest granica rozsądku, ale przy moim, ta granica została przekroczona. Powiem szczerze: i tak przedłużyła Pani moje życie przynajmniej o dwa lata, więc dziękuję, nie tyle może za przedłużenie mojej marnej egzystencji, co za Pani cenny czas, który była Pani łaskawa mi poświęcić. A tutaj, co bym sobie nie wymyślił — to tak marne, że za słabe, żeby mnie zachęciło do życia.

To jest jak bezsens w czymś bezsensownym. Człowiek może przynajmniej etapy życia czynić z sensem i mieć jakiś cel. W moim przypadku cel to umrzeć w więzieniu — to po co się męczyć 30 lat, jak to dodatkowe lata cierpienia. Nie mogę pozwolić sobie na niecierpienie w więzieniu, albowiem nie chodzi tylko o mnie, ale o bardzo wielu ludzi, których spotyka podobny los i przez błędy popełnione często w niewiedzy, zaślepieniu czy w silnym wzburzeniu, przez manipulację innych, strach czy fałszywe ideały — to zawsze są tak samo ofiarami swoich własnych błędów.

Tak więc człowiek taki jak ja musi cierpieć i cierpią inni z mojego powodu.

Krystian

Listy z 2010 r.

Będąc na wolności

Będąc na wolności, kilka lat przed pójściem do zakładu karnego, robiłem różne złe rzeczy, skutkiem czego tutaj się znalazłem. Z początku nawet i to miejsce niewiele dało mi do myślenia. Byłem zły na wszystko i na wszystkich, denerwowały mnie nawet najdrobniejsze rzeczy.

Zanim uświadomiłem sobie, co robię i jak to się może dla mnie zakończyć, minęło sporo czasu. Patrząc na swoje życie i osób tutaj się znajdujących, zacząłem skrupulatnie zastanawiać się nad sensem życia, które jest przepełnione wszelkim złem i cierpieniem. Odpowiedzi na me pytania były jednoznaczne, to my je powodujemy. Przypadkiem zetknąłem się z buddyzmem, który mnie zainteresował. Skontaktowałem się z p. Magdą, mniszką buddyjską, która wysłała mi książki.

W jednej z nich zainspirowały mnie słowa Buddy: „żadna religia nie jest ważniejsza niż ludzkie szczęście”. Po dalszym zgłębianiu uświadomiłem sobie, że jest właściwą drogą, dać opór i przezwyciężyć to wszystko złe, co może mnie spotkać. Zacząłem pracować nad koncentracją. Każdego dnia o poranku poświęcam kilkadziesiąt minut na siedzenie. Czuję się lepiej, jestem bardziej skupiony i uważny. Zacząłem stosować się do rad zawartych w książkach dotyczących emocji. Widzę w tym wszystkim dobro, które prowadzi człowieka ku wiecznemu szczęściu.

Będę starał się jak najlepiej wykorzystać, to czego się nauczę z nauk buddyzmu. Tak żeby zaowocowało to nie tylko dla mnie, ale i dla innych.

Refleksje moje są w sumie niczym — Radek

Refleksje moje są w sumie niczym szczególnym w napięciu, jakie się wokół mnie nagromadziło, to tylko wytwór mojego umysłu, lęk, żal i itp. Gdy ochłonąłem, zniknęły i do każdego zdarzenia podszedłem z dystansem, a nawet też, patrząc na całość z dużej wysokości, zacząłem się z tego śmiać. Okazało się, że nic takiego się nie działo, były to po prostu skutki tego, co sam stworzyłem.

Po tych wszystkich sprawach w sądach, mimo przegranych dla mnie, doświadczyłem spokoju, teraz walczę dalej, ale pozbawiony tych wszystkich emocji, z wyjątkowym spokojem. Jestem gotowy na kolejne zdarzenia i przyjmę je z pełną otwartością. Praktyka też miała dla mnie dużo niespodzianek. Na początku było to dla mnie coś pięknego, te przeżycia i doświadczenia, do których chciałem wracać. Teraz zniknęły, ja nawet nie czepiam się już tego, podążam dalej.

Niby dużo się zmieniło a zarazem nic. Życie wygląda dalej, jak wyglądało. Przyznam, że na początku miałem duże oczekiwania co do praktyki, ale z czasem coś zrozumiałem i ich zaniechałem. Zrozumiałem, że ja cały czas doświadczam całe moje życie, z godziny na godzinę, z dnia na dzień, nawet teraz. Świat wygląda tak samo, tylko obserwator też ten sam, spogląda inaczej, a raczej odczuwa inaczej, jest tym wszystkim. Każda sytuacja jest spostrzegana inaczej, niż wcześniej to sobie wyobrażałem. Jest tak, jakbym jakąś sytuację oglądał z dużej wysokości, co doskonale mnie uczula i daje dużo zrozumienia. Zaniechałem jakichkolwiek opinii związanych z ludźmi, których spotykam. Każdy kontakt z ludźmi, każdy film, rozmowa, wszystko jest pozbawione głębszego klasyfikowania w jakikolwiek sposób. Czuję, że jestem tą rozmową, filmem itp.

Siedzenie w zazen nie jest już dla mnie takim doświadczeniem jak samo życie. Można całość opisać tak: na początku było tak, jakbym płynął wodą wiedząc, że czeka mnie duży wodospad, byłem wystraszony, chciałem uciec, jednak, gdy runąłem w dół i uświadomiłem sobie, że żyję, a woda nabrała spokojnego rytmu, powierzchnia się idealnie wygładziła, po prostu postanowiłem w niej zostać i płynąć dalej, zanurzyć się całkowicie. Jednak jeszcze odczuwam odruchowo stan wzburzenia, w życiu często wracają reakcje i przyzwyczajenia a raczej -ego- i jego koledzy.

Radek

Pierwszy rok z zen

Kajtek


Zen, w którym uczestniczę od roku, w moim życiu zmienił bardzo dużo. Jestem bardziej skoncentrowany, uważny, przywiązuje uwagę do rzeczy, które kiedyś były dla mnie niewidzialne lub banalne. Stałem się bardziej empatyczny i nie robię z siebie ofiary. Kiedyś życie było dla mnie walką, natomiast dzisiaj jest wyzwaniem, kolejny dzień, kolejne wyzwanie. Walka moja polegała na iluzjach i domysłach lub planowaniach. Wyzwanie polega na dniu dzisiejszym, inaczej mówiąc „tu i teraz”. Najlepszy dzień to dzień dzisiejszy. Wiem, że przede mną jeszcze długa droga, ale nie myślę o tym, bo jestem Tu i Teraz.


Kamil


Przez pierwsze dwa — trzy miesiące starałem się pojąć czym w ogóle jest buddyzm czy jest to religia, czy system filozoficzny. Okazało się, że po trosze i jednym i drugim. Z uwagi na moją niechęć do jakiejkolwiek religii, skupiłem się na stronie filozoficzno — moralnej. Buddyzm naucza, że abyśmy mogli osiągnąć oświecenie, powinniśmy rozwijać się duchowo i intelektualnie. Na tym właśnie skoncentrowałem swoją uwagę. Oczywiście bardzo pomocna jest przy tym medytacja. Na początku miałem problemy z siedzeniem ze skrzyżowanymi nogami po kilkadziesiąt minut (było mi niewygodnie, cierpły nogi itp.), ale kluczem do sukcesu okazało się regularne, systematyczne „siedzenie”. Dzięki temu stałem się również bardziej cierpliwy. Ogólnie rzecz biorąc pierwszy rok uczestnictwa w ZEN wyszedł mi na korzyść.


Paweł


Wydaje mi się, że nie zaszły większe zmiany w moim życiu. Jedyne co udało mi się dostrzec, to sposób przepływu myśli. Wcześniej niektóre z nich pojawiały się i dość często — mówiąc kolokwialnie- gryzły. Niekiedy powodowały stany depresyjne, innym zaś razem były przyczyną wzburzeń emocjonalnych. To wszystko zakłócało harmonię umysłu i ciała. Dziś myśli też się pojawiają, ale są bardziej subtelne, nie „gryzą”, przepływają swobodniej, bez zakłóceń. Oczywiście pojawi się czasem jakiś dreszcz czy coś w tym rodzaju na jakiś wspomnienie lub wyobrażenie, ale myśl szybko odchodzi, nie zakłóca porządku. Już nie jest na uwięzi.

Czy jestem buddystą? — Rafał

Zacznijmy od początku… przyjąłem schronienie w Buddzie Dharmie i Sandze gdzieś w okolicach 1990 roku, byłem wtedy zafascynowany buddyzmem, ale przede wszystkim poważnie uzależniony od narkotyków i alkoholu.

W 2003 roku udało mi się w końcu zatrzymać to spadanie w otchłań, a może ściślej zostałem zatrzymany przez okoliczności — znalazłem się w więzieniu. Zdałem sobie sprawę, że to jest znakomita okoliczność, aby zacząć trzeźwieć i praktykować buddyzm, o czym przez ten cały kilkunastoletni okres marzyłem.

Na moje szczęście i wygląda na to, że dzięki dość dobrej karmie, znalazłem się w więzieniu, gdzie odbywały się regularne medytacje szkoły Zen. Przez pozostały rok, który został mi do końca ukończenia kary pozbawienia wolności intensywnie praktykowałem. Po opuszczeniu zakładu karnego przez niemalże kolejny rok, również już na wolności, nie mogłem sobie wyobrazić dnia bez zazen. Był to bardzo trudny okres, kiedy musiałem skonfrontować się ze ogromem szkód, które wyrządziłem sobie i mojemu otoczeniu. Nie mogłem znaleźć pracy, nie miałem właściwie żadnego zawodu, żadnej historii, a miałem piętno narkomana i kryminalisty.

Dziś… jestem szczęśliwy i nie praktykuję, ale wciąż uważam się za buddystę. Znalazłem wspaniałą osobę, z którą dzielę życie, realizuję się w naszym związku, mam cudowną córkę, realizuję się zawodowo, mam wspaniałe hobby.

Niemniej jednak bywam na wykładach nauczycieli, mam przyjaciół z Sanghi, z którymi utrzymuję kontakt, czytam książki buddyjskie. Co więcej, kiedy napotykam na trudności używam metod i nauk Buddy, aby z nimi się uporać. Staram się być świadomym tego, w jaki sposób umysł pracuje.

Kiedy ostatnio miałem trochę problemów ze złością, bez wahania mantrowałem OM MANI PADME HUNG. I oczywiście pomogło. Tak czy inaczej Oświecenie zdaje się -„powiesiłem na razie na kołku”.

Rafał

Jaką rolę chcę spełniać na wolności? — Adam

Jestem człowiekiem z bardzo dużym bagażem życiowym i prawie od dzieciństwa przebywam w różnego rodzaju instytucjach państwowych, tak że życie znam głównie z punktu widzenia tych instytucji.

Po odsiedzeniu 25 lat więzienia chciałbym pozostać człowiekiem w pełnym znaczeniu tego słowa, ograniczyć swój egoizm, rozwijać empatię, która pozwoli lepiej rozumieć ludzi. Chciałbym być otwarty na innych, żyć w taki sposób, żeby nie krzywdzić siebie i innych. Trudno powiedzieć jaka rolę odegram w społeczeństwie jako jednostka, pewnie niezauważalną z perspektywy społecznej, ale mam nadzieję, że z pożytkiem dla mnie i mojego otoczenia.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 31.38
drukowana A5
Kolorowa
za 60.59