E-book
15.75
drukowana A5
28.72
Sfiołkowałam

Bezpłatny fragment - Sfiołkowałam

Kiedy melodia staje się tekstem

Objętość:
53 str.
ISBN:
978-83-8467-327-0
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 28.72

[Intro]

Sfiołkowałam

Sfiołkowałam na Twoim punkcie,

Sfiołkowałam…


[Zwrotka 1]

W moim ogrodzie to ja,

Kwiaty tam podlewam.

Trochę krzywo, trochę dziko,

Ale przynajmniej coś na żywo.

Ty nie pytasz, co jest grane,

Tylko bierzesz konewkę w dłoń

I z uśmiechem całkiem szczerym

Mówisz: „Dobra, będzie plon”.


[Refren]

Sfiołkowałam na Twoim punkcie,

Fiołek w głowie… rośnie znów.

Trochę dziwnie, trochę słodko,

Ale ciągnie mnie do Ciebie znów.

Kochasz mój fiołek w głowie,

Dlatego wracam znów do Ciebie.

Tylko przy Tobie jakoś rosnę,

Ogrodniku ze złotym wąsem…


[Zwrotka 2]

Inni chcą tu mieć porządek,

Równo przycięty każdy krzak.

U mnie dżungla, pełna przygód,

I przypadkiem rośnie mak.

Ty się śmiejesz, patrzysz na mnie,

Jakbym była ogrodem snów.

Trochę chwastów, trochę magii

I za dużo dziwnych słów.


[Refren]

Sfiołkowałam na Twoim punkcie,

Fiołek w głowie… rośnie znów.

Trochę dziwnie, trochę słodko,

Ale ciągnie mnie do Ciebie znów.

Kochasz mój fiołek w głowie,

Dlatego wracam znów do Ciebie.

Tylko przy Tobie jakoś rosnę,

Ogrodniku ze złotym wąsem.


[Zwrotka 3]

Czasem wiatr mi wszystko miesza,

Czasem burza zrobi show.

Ja już nie wiem, co tu rośnie,

Ale Ty wiesz chyba to.

Bo gdy gubię się we własnym

Zarośniętym trochę „ja”,

Ty prostujesz ścieżki cicho

I mówisz: „To dalej gra”.

[Refren]

Sfiołkowałam na Twoim punkcie,

Fiołek w głowie… rośnie znów.

Trochę dziwnie, trochę słodko,

Ale ciągnie mnie do Ciebie znów.

Nana na na na, nana na na na,

Nana na na na, nana na na na…

Kochasz mój fiołek w głowie,

Dlatego wracam znów do Ciebie.

Tylko przy Tobie jakoś rosnę,

Ogrodniku ze złotym wąsem.

[Outro / Końcówka]

Sfiołkowałam na Twoim punkcie,

Fiołek w głowie… rośnie znów.

Trochę dziwnie, trochę słodko,

Ale ciągnie mnie do Ciebie znów.

Kochasz mój fiołek w głowie,

Dlatego wracam znów do Ciebie.

Tylko przy Tobie jakoś rosnę,

Ogrodniku ze złotym wąsem.

Nana na na na, nana na na na,

Sfiołkowałam na Twoim punkcie.

Nana na na na, nana na na na,

Nana na na na, nana na na na,

Sfiołkowałam na Twoim punkcie.

Na na na na na, na na na na na.

Rozdział 1 — Ogród, który nie powinien istnieć

Nie był to ogród z katalogów — tych błyszczących, w których każdy krzew stoi jak żołnierz na paradzie. Nie był też ogrodem z poradników, gdzie wszystko ma swoje miejsce, a miejsce ma swoje przeznaczenie. To był ogród jej. Dziki, krzywy, czasem śmieszny, a czasem wzruszający. Pełen roślin, które rosły tam tylko dlatego, że miały na to ochotę.

Wstawała wcześnie, zanim miasto zaczynało mruczeć. Zakładała stare, poplamione ogrodniczki i wychodziła na zewnątrz, gdzie czekał na nią jej mały świat. Podlewała kwiaty trochę niezdarnie — trochę za dużo, trochę za mało. Ale zawsze z sercem.

— No, moje kochane — mruczała do roślin — rośnijcie, jak chcecie. Ja się nie wtrącam.

I wtedy, pewnego dnia, pojawił się on.

Rozdział 2 — Ogrodnik ze złotym wąsem

Nie wiedziała, skąd przyszedł. Może z sąsiedztwa, może z innego wymiaru. Miał wąs, który połyskiwał w słońcu jak złota nitka. Miał oczy, które patrzyły tak, jakby widziały więcej niż inni. I miał uśmiech — ten szczery, nieprzyzwoicie spokojny.

Podszedł do niej, gdy stała nad konewką, zastanawiając się, czy podlewa kwiaty, czy własne myśli.

— Mogę? — zapytał, biorąc konewkę z jej dłoni, jakby to było najnaturalniejsze na świecie.

— Ale… ja nie wiem, co tu rośnie — przyznała, trochę zawstydzona.

— To nic. Będzie plon — odpowiedział.

Tak po prostu. Bez oceny, bez śmiechu, bez poprawiania jej błędów. I wtedy to się stało. Sfiołkowała. Nie zakochała się, nie zauroczyła. Sfiołkowała — jakby w jej głowie zakwitł nagle fioletowy kwiat, który pachniał dziwnie, słodko i trochę niepokojąco.

Rozdział 3 — Fiołek w głowie

Od tamtej chwili wszystko było inne. Kiedy go widziała, w jej głowie rosło coś pozytywnego, lekkiego, jak płatek fiołka. Kiedy mówił, czuła, że jej myśli zaczynają tańczyć. Kiedy się uśmiechał, miała wrażenie, że jej ogród — ten dziki, nieuporządkowany — nagle nabiera sensu. Nie wiedziała, czy to normalne. Nie wiedziała, czy to zdrowe. Ale wiedziała jedno: ciągnęło ją do niego znów.

Rozdział 4 — Dżungla, której nikt nie rozumiał

Inni patrzyli na jej ogród z dezaprobatą.

— Tu powinien być żywopłot — mówili. — Tu trzeba przyciąć. Tu jest chwast. Tu jest bałagan.

Ale on patrzył inaczej.

— To jest ogród snów — powiedział kiedyś, stojąc wśród maków, które wyrosły przypadkiem. — Trochę magii, trochę chaosu. Idealny.

A ona, słysząc to, poczuła, że fiołek w jej głowie rośnie jeszcze bardziej.

Rozdział 5 — Burza, która miesza wszystko

Pewnego dnia przyszła burza. Nie taka zwykła, z deszczem i błyskawicami. Burza w niej. Myśli się poplątały, emocje zaczęły krzyczeć. Wątpliwości rosły jak chwasty po deszczu. Nie wiedziała, co robić, co czuje i czy jej ogród ma jeszcze jakikolwiek sens. Stała pośrodku zarośniętego „ja”, zagubiona jak dziecko.

I wtedy on znów się pojawił.

— Chodź — powiedział cicho. — Pokażę Ci ścieżkę.

Nie naprawiał jej. Nie mówił, że przesadza. Nie próbował jej zmieniać. Po prostu był.

Rozdział 6 — Ścieżki, które prostuje się szeptem

Wziął ją za rękę i poprowadził przez jej własny chaos. Pokazał, że nawet w najbardziej zarośniętym miejscu można znaleźć drogę, jeśli ktoś idzie obok.

— To dalej gra — powiedział, gdy zatrzymali się przy krzaku fiołków, które wyrosły tam, gdzie nie powinny.

I ona mu uwierzyła.

Rozdział 7 — Nana na na na…

Z czasem jej ogród zaczął wyglądać inaczej. Nie dlatego, że go uporządkowała. Dlatego, że zaczęła go rozumieć. A on był tam zawsze — ze złotym wąsem, z konewką, z uśmiechem, który mówił więcej niż słowa.

Czasem śpiewała pod nosem:

— Nana na na na… Sfiołkowałam na Twoim punkcie…

I choć brzmiało to głupio, brzmiało też najprawdziwiej na świecie.

Rozdział 8 — Przy nim rosła

Przy nim rosła. Nie jak roślina w szklarni — wypielęgnowana i idealna. Rosła jak dziki kwiat, który wreszcie znalazł słońce. Była sobą, całą sobą. Z chaosem, z magią, z dziwnymi słowami i z fiołkiem w głowie. A on kochał to wszystko.

Rozdział 9 — Ogrodnik, którego się nie zapomina

Nie wiedziała, kim był naprawdę. Może zwykłym człowiekiem, może kimś, kogo wysłał jej los. A może tylko przechodniem, który zatrzymał się na chwilę. Wiedziała jednak jedno: tylko przy nim jakoś rosła.

Rozdział 10 — Sfiołkowałam

Kiedyś, stojąc w swoim ogrodzie, spojrzała na wszystko, co wyrosło. Na maki, które pojawiły się przypadkiem. Na chwasty, które miały swoje historie. Na fiołki, które rosły w jej głowie i w ziemi.

I pomyślała: „Sfiołkowałam. Na jego punkcie. Na swoim punkcie. Na punkcie życia”.

I to było dobre.

Rozdział 11 — Listy z ziemi

Ofelia znalazła pierwszy list w miejscu, które zwykle było tylko przejściem: między furtką a skrzynką na listy, między chodnikiem a jej małym światem. Koperta była zmięta, papier cienki, pismo drobne i niepewne — ktoś pisał wolno, jakby każde słowo kosztowało. Na froncie, zamiast adresu, ktoś napisał tylko: Dla ogrodu.

W środku były trzy zdania: Przechodzę tędy codziennie. Siadam na ławce i patrzę. Dziękuję, że to miejsce istnieje. Pod spodem mały rysunek — dwa kółka, które mogły być oczami, i linia, która mogła być uśmiechem.

Ofelia stała z tą kartką w dłoni i nagle poczuła, że ogród nie jest już tylko jej prywatnym chaosem. Ktoś widział to, co ona widziała w porannym świetle: nieporządek, ale też coś, co trzymało oddech. Ktoś czuł się lepiej, przechodząc obok.

Nie napisała od razu odpowiedzi. Zamiast tego poszła do ogrodu, rozprostowała ręce, dotknęła ziemi. Ziemia była chłodna, wilgotna po nocnej rosie. Włożyła palce między liście i pomyślała, że odpowiedź nie musi być słowna. Zostawiła jednak małą karteczkę przy furtce: Dziękuję za patrzenie. Jeśli chcesz, usiądź kiedyś i posłuchaj. — O.

W sobotę, o godzinie, którą sama wybrała, na ławce pojawiła się kobieta z siwymi włosami spiętymi w niedbały kok. Miała na sobie stary płaszcz i torbę z warzywami. Jej dłonie były popękane, jakby przez lata trzymała w nich ziemię i garnki. Ofelia poczuła, że serce jej przyspiesza — nie z powodu romantycznego napięcia, lecz z powodu niepewności: jak rozmawiać z kimś, kto widzi to, co ona widzi, a jednak nie zna jej historii.

— Dzień dobry — powiedziała kobieta, siadając ostrożnie. — Ja jestem Helena. Przechodzę tędy od lat. Kiedyś tu była inna działka, potem pustka, a teraz… — uśmiechnęła się, patrząc na maki i dzikie zioła — teraz jest życie.

Ofelia zaparzyła herbatę w starej, lekko pękniętej porcelanie. Rozmowa zaczęła się od roślin, ale szybko zeszła na rzeczy, które zwykle chowamy: na samotność, na to, jak trudno jest komuś powiedzieć, że potrzebuje towarzystwa, nie naprawy. Helena mówiła o mężu, który umarł cicho, o tym, jak jej dni stały się krótsze, jakby ktoś odcinał im końce. Mówiła o zapachu ziemi, który był jej domem, o dłoniach, które pamiętały sadzenie.

Ofelia słuchała i nagle zrozumiała, że ogród nie jest tylko jej azylem — jest mostem. Mostem, po którym ludzie mogą przejść, zostawić ciężar i wrócić do świata z odrobiną ulgi. To odkrycie nie było spektakularne; było ciche i powolne, jak wzrost nowego pędu.

Po tym spotkaniu przyszły kolejne listy. Niektóre były krótkie: Dziękuję za to miejsce. Inne miały rysunki dziecięcych rąk, które próbowały oddać kształt liścia. Pewnego dnia ktoś zostawił przy furtce mały kamyk z wygrawerowanym słowem spokój. Inny list zawierał przepis na zupę z pokrzyw — ktoś chciał się podzielić tym, co zna.

Felix obserwował to z boku. Nie przejmował inicjatywy, nie chciał być tym, który wszystko organizuje. Zamiast tego naprawiał skrzypiącą furtkę, przynosił dodatkowe krzesła, czasem siadał w cieniu i słuchał. Jego obecność była stała i cicha — jak ktoś, kto zna wartość milczenia. Kiedy Ofelia opowiadała mu o listach, uśmiechał się i mówił: — Ludzie szukają miejsc, gdzie mogą być bez etykiet. Dobrze, że masz taki ogród.

Z czasem ogród zaczął przyciągać ludzi, którzy nie przyszli po rady ogrodnicze, lecz po coś prostszego: po chwilę, w której ktoś ich zobaczy. Przyszedł młody ojciec z wózkiem, którego córka biegała między grządkami i śmiała się bez powodu. Przyszła nastolatka z zeszytem, która rysowała liście i zapisywała nazwy roślin. Przyszedł mężczyzna po pięćdziesiątce, który stracił pracę i przyniósł ze sobą stare narzędzia, bo chciał znów poczuć, że jego ręce coś tworzą.

Ofelia zaczęła prowadzić notatnik — nie z obowiązku, lecz z potrzeby pamiętania. Zapisywała imiona, krótkie zdania, co ktoś powiedział, jakie rośliny lubił. Notatnik stał się kroniką drobnych spotkań: kroniką, która mówiła, że przyjaźń nie musi być spektaklem, że może być prostym aktem obecności. Kiedy ktoś odchodził, zostawiał mały ślad: kawałek tkaniny, rysunek, kamyk. Ofelia zbierała te drobiazgi i wieszała je na gałęzi starego krzewu, tworząc nieformalną tablicę pamięci.

Pewnego popołudnia, kiedy deszcz zaczął padać delikatnie, Helena podała Ofelii mały kamyk. Na kamyku ktoś wygrawerował jedno słowo: Dziękuję. — To dla ciebie — powiedziała. — Za to, że nie zamknęłaś furtki.

Ofelia przyjęła kamyk i poczuła, że coś w niej mięknie. Nie była to miękkość słabości, lecz miękkość, która pozwalała na przyjęcie świata takim, jaki jest — z jego niedoskonałościami i drobnymi cudami. Zrozumiała, że przyjaźń, którą dzieliła z Felixem, zaczynała się rozgałęziać: nie w kierunku romansu, lecz w kierunku wspólnoty.


Wieczorem, gdy ogród pustoszał, Ofelia i Felix siedzieli na starych skrzynkach, patrząc na krople deszczu tworzące na liściach maleńkie lustra. — Kto by pomyślał — powiedziała Ofelia — że listy z ziemi mogą zmienić coś więcej niż porządek w skrzynce.

Felix spojrzał na nią z tym swoim spokojnym uśmiechem.

— Bo to nigdy nie była tylko kwestia ziemi i roślin — odpowiedział. — Stworzyłaś miejsce, w którym ludzie mogą po prostu odetchnąć. A ty razem z nimi.

Ofelia schowała kolejny list do kieszeni płaszcza — tym razem rysunek narysowany przez dziecko: słońce, drzewo, mały domek i napis: Tu jest mój ulubiony zakątek. Uśmiechnęła się i wiedziała, że jutro znów ktoś przekroczy próg jej ogrodu i zostawi kawałek swojej historii. I wiedziała też, że nie musi być bohaterką tej historii — wystarczy, że będzie obecna.

Rozdział 12 — Warsztat

Pewnego wtorku, kiedy powietrze jeszcze miało w sobie chłód poranka, Felix przyniósł ze sobą starą, złożoną kartkę. Na jej brzegu, pismem prostym i równym, napisał: Może spróbujemy czegoś prostego — raz w tygodniu. Kto chce, niech przyjdzie. Bez planu. Tylko obecność.

Ofelia spojrzała na kartkę i na niego. W jego oczach nie było triumfu ani oczekiwania. Była propozycja, nie instrukcja. To wystarczyło, żeby powiedziała „tak”.

Pierwsze spotkanie odbyło się w kolejny wtorek, o czwartej po południu. Felix rozstawił kilka krzeseł, Ofelia przyniosła termos z herbatą rumiankową i miskę z ciasteczkami, które upiekła bez przepisu — trochę mąki, trochę masła, trochę intuicji. Na trawie rozłożyła się mała grupa: młody ojciec z wózkiem, nastolatka z zeszytem, mężczyzna po pięćdziesiątce z narzędziami, kobieta w średnim wieku, która trzymała w dłoniach stary, zniszczony notatnik. Każdy przyszedł z innym powodem, ale nikt nie musiał go tłumaczyć.

Felix zaczął od prostego ćwiczenia:

— Usiądź. Zamknij oczy. Posłuchaj.

Nie było to żadne mistyczne wezwanie, tylko prosta instrukcja, jaką daje się dzieciom, żeby przestały biegać i zaczęły oddychać. Ludzie siedzieli. Słyszeli kroki przechodniów, odległy dźwięk tramwaju, szelest liści. Ktoś westchnął. Ktoś się uśmiechnął. Cisza nie była pusta — była pełna drobnych dźwięków, które zwykle ginęły w hałasie dnia.

Potem Felix poprosił, by każdy wybrał jedną roślinę i przez pięć minut po prostu ją obserwował. Nie podlewać, nie oceniać, nie nazywać. Obserwować. Ofelia patrzyła, jak ludzie pochylają się nad ziemią, jak ich twarze miękną, jak palce delikatnie dotykają liści. Nastolatka z zeszytem zapisała kilka słów, potem zamknęła zeszyt i pozwoliła, by jej oczy błądziły po kształtach. Mężczyzna z narzędziami opowiadał potem, że nie pamiętał, kiedy ostatnio patrzył na coś bez planu naprawy.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 28.72