E-book
13.65
drukowana A5
38.47
Rymowanki nastolatka

Bezpłatny fragment - Rymowanki nastolatka


Objętość:
37 str.
ISBN:
978-83-8245-176-4
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 38.47

Słowem wstępu

Dużą zaletą w prozie naszego życia są przeprowadzki — tak, to dzięki nim albo dużo tracimy ze swojej przeszłości, albo wiele odzyskujemy. Ha, obecnie, jako osobnik w wieku przedemerytalnym, nadal nie przywiązuję się do jednego miejsca zamieszkania. To już mój trzeci dom, a licząc z „blokersowaniem”, to szóste przenosiny nagromadzonego dobytku — dobrze, że już mebli człek ze sobą nie tacha. No to ładuję na meblowóz te pudła, kartony, szmaty, papiery i wówczas karton — trach, i wypadła teczka, sznurowana, szaro-brunatna z napisem „WIERSZE”.

Pamięć jeszcze działa — o tak, pisałem rymowanki na przełomie życiowym 11—15-latka, ale jako zgred żyłem z przekonaniem, że przepadły podczas moich licznych zmian miejsca zamieszkania. Otwieram — koślawe pismo poczynione wpierw piórem ze stalówką, poprzez ołówek, do pisaka zielonego. ZIELONEGO??? A tak, to takie czasy były. No nie, nie, nic się nie zmieniło z tym odręcznym pismem, tylko dawniej na dyslektyka mówiło się „leń” albo „osioł”, a dziś to nawet zaszczyt być nieco odmiennym. Do tego nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło — moje pisanie jak kura pazurem dość szybko zmusiło mnie do opanowania maszynopisania. A i wkrótce do szybkiego przeskoku na obsługę urządzeń liczących, co na tle moich rówieśników również znacznie mnie teraz wyróżnia. Idąc dalej w stronę świata kurczącego się dzięki globalizacji informacji poprzez sieć — to, co tak szczęśliwie nie przepadło podczas wielu transportów, oddaję dziś do poczytania wszystkim chętnym. Tym bardziej że mnie samego moje wierszyki z ubiegłego wieku, a konkretnie pisane od 1975 roku, zaciekawiły i rozbawiły do łez. Oczywiście pisownię owych utworów zachowałem oryginalną ;). No, to tyle wstępu, lekturę polecam i powrotu do stanu umysłu z lat dojrzewania „starszyźnie” życzę, bo dzieciaki nadają zawsze na tej samej fali.

Dedykuję moje „naste” lata stracone

ukochanej małżonce ;)

Ten pierwszy raz — 2.09.1976

Dziewczyna z ławki

Odeszła ma miłość do innej szkoły,

Upadły marzenia, runęły cokoły.

Teraz na to nic nie poradzę,

Sam w ławie do siebie słowo prowadzę.


Ale i ja idę do nowej szkoły,

Piszę do dziewcząt „dyrdymoły”.

Piękne odpowiadają mi wierszem:

„Nie będziesz ostatnim ani pierwszym”.


Zamykam się w sobie na klucz:

„Nie myśl o dziewczynach, tylko się ucz!”.

Lecz kto by posłuchał głosu rozsądku?

I zaczęło się wszystko od początku.

Senny ogród końca wiosny

Nimfa

Droga, którą kroczę od niewielu lat,

Jest krótka i wąska jak mój świat.

Mały świat, krótkie dni

I noc, w której mi się śni

Ogród, a w nim senny

„Biały róż” kwiecia wiśni,

Powiew wiosny,

Szum życiodajnej pieśni…

I idę wśród alei wielu,

Kładę się w zieleni zielu,

Odurza mnie ten zapach ziół.

Widzę pośród drzew nagiej postaci pół,

Jasne włosy splątane

W rozłożystych konarach tkwią,

Oczy łzą złości zalane…

Nimfa? Któż wie, tak ją zwą…

Wstaję, choć niechętnie,

Sytuacja przedstawia się mętnie.

Podchodzę, by uwolnić ją z niewoli,

Chwytam ją za ręce, ach, tylko ciernie, oj, boli, boli…

Obraz

Sen nocy wiosennej

Pejzażem tym —

Czar czarny nocy ciemnej,

Koloru brak w obrazie mym,

Widzę tylko jaśniejsze cienie,

Nic już dziś w tej mazi nie zmienię.

Koszmar to nie rzeczywistość przyjemna,

Lecz chwilowa urojona jawa senna.

Jak wspaniale odzwierciedla

Stan ducha mego i umysłu

Tożsamy z gwiazdą Shaula —

Widmo to samo i olbrzym złego zamysłu,

Obraz ten nie przejmuje mnie strachem,

Wśród szarości ogromu

Jawi się zapomnieniem…

Budzę się, jak dobrze, jestem w domu.

Poranek

Pod koniec nocy pięknej, bezsennej,

Ciepłej, księżycowej i wiosennej

Wstaję od kajeciku mojego

I wypatruję dnia słonecznego.

Już widzę jutrzenki promienie,

Ja cały w kolorach się mienię,

A jednak to olśnienie przychodzi,

Godzinne zapomnienie w snu powodzi.

Sad

Sam idąc wśród owocowej alei,

Widzę, jak u stóp płatek się bieli —

Z zapomnianego kielicha wypadł,

Jako ostatni na zieleni traw usiadł.

Uginam kark i sięgam ręką,

Trafiam palcami w trawę miękką,

Podnoszę i tulę do piersi biały pył

Pory przemijającej, będę o nim śnił.

Rośnie mój płatek na dłoni,

Ma skrzydła, to go przed wiatrem uchroni.

Zrywa się z ręki i szybuje —

Nie, nie mordujcie go, z góry dziękuję.

Ogród

Gdzieś daleko słychać krzyk żurawia,

Blisko przemyka wdzięczny ogon pawia,

Tęczą oprawiony, złotem się mieni

Wśród słonecznych promieni

Kwiat lotosu, w oddali

Stół ambrozją zastawiony.

Przez okno, w białej sali,

Widzę Marsa sprzęt odłożony,

Wojenne rzemiosło w księgi zamknięte,

Radość i śmiech króluje tu niezmiennie.

Tam gdzie sekrety nieśmiertelności zaklęte,

Czas płynie powoli, sennie.

Tu zwierz i kwiat wszelki

Fosą otoczony, a jednak radosny,

Bo tak oto wygląda piękny i wielki

Senny ogród końca wiosny.

Deszcz

Automatycznie stawiam

Krok za krokiem,

Chętnie się zabawiam

Z nieprzeniknionym mrokiem.

Ciemność nadejść nie może,

Dlatego miesiąc oślepia mnie,

Czy mam wezwać Ciebie, Boże?

Być może księżyc zlęknie się.

Nadchodzi chmura ciemna,

Mój sojusznik drogi —

Tak oto natura zmienna

Pomaga mi, nie gniew złowrogi.

Kropla wody spadła mi na głowę,

Ochłonąć czas,

Ogromny błysk odjął mi mowę,

Przeszył z rykiem niebo i zgasł.

Odwaga

Myślę o tobie

I wmawiam sobie,

Jaka jesteś głupia i nieprzystępna.

A pragnę, tak w sobie, cicho,

Byś była przy mnie, ty piękna…

Oj, odejdź, tchórzu; odejdź, pycho.

Nie wiem jak, wiem kiedy

Szkoła

Znów zaczęła się szkoła,

Ściąga to z łoża, każdego woła,

Idziemy jak na stracenie —

Leśne jelonki i jelenie.

Idą do szkoły woły i wołki,

Nauczyciele zrobią z nas ciołki,

Idzie ferajna z leśnego wzgórza

I idzie zwierzyna z domowego podwórza —

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 38.47