E-book
10.92
drukowana A5
32.95
drukowana A5
kolorowa
57.65
Rozważania o chwalebnym smokobójstwie

Bezpłatny fragment - Rozważania o chwalebnym smokobójstwie

Mit smoka wawelskiego


Objętość:
150 str.
ISBN:
978-83-8189-693-1
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 32.95
drukowana A5
kolorowa
za 57.65

Wprowadzenie

Kiedyś w Krakowie głośno mówiono, że smok wawelski, którego rzekome kości wiszą przy wejściu do katedry wawelskiej, pojawił się jako zmartwychwstały lub był to jakiś jego potomek. To zdarzenie miało miejsce na początku XX wieku. Wtedy koło Wawelu zauważono dziwnego stwora o smoczym kształcie, uzębionej paszczy i białym brzuchu. Prof. Karol Estreicher (1906—1984) — polski historyk sztuki, encyklopedysta, prozaik, autor licznych publikacji, napisał w 1971 roku o tym zdarzeniu: „A w końcu, może to już tylko anegdota, ale za to prawdziwa. Z początkiem obecnego wieku naprawdę pojawił się w Wiśle pod Krakowem mały, dziwny stwór i zaczął straszyć kąpiącą się młodzież. Miał długą paszczę uzębioną i biały brzuch. Na wieść o tym, że smok wawelski pływa w Wiśle, wyprawił się nad rzekę księgarz i właściciel drukarni Wacław Anczyc i zastrzelił małego krokodyla, który nie wiadomo skąd znalazł się w Wiśle. Zdaje się, że uciekł do Rudawy, a tędy do Wisły, z wędrownego cyrku na Błoniach. Przez wiele dni żył Kraków tą sensacją, zwłaszcza że wypchanego krokodyla-smoka wystawił Anczyc w sklepie Fischerów w Rynku Głównym na linii A — B”.

Dziś w wielu krakowskich sklepach przy rynku wystawia się smoki, lecz jako zabawki dla dzieci i upominki przypominające o historii wawelskiego potwora — bajecznej postaci, w której istnienie bezsprzecznie wierzono przed stuleciami.

Widok Krakowa, „Kronika świata”, Hartmann Schedel, 1493 r. (il. z domeny publicznej)

Historia smoka wawelskiego jest wielce złożona, a w wielu miejscach nawet tajemnicza, podobnie jak cała smocza materia. Mit smoka sięga odległych tysiącleci i należy do najstarszych tworów ludzkiej wyobraźni religijnej. Krakowskie opowieści o smoku ulegały różnym przemianom. W początkowych wersjach przedstawionych w źródłach historycznych mamy tu do czynienia nie ze smokiem, lecz potworem. Nie każdy potwór musiał być smokiem. Na przełomie XII i XIII wieku biskup krakowski Wincenty Kadłubek, pierwszy piszący na ten temat, nic nie wspominał o smoku, lecz o potworze, a przynajmniej o czymś w rodzaju potwora, ale niekoniecznie musiał to być smok. Inni, jak nasz wspaniały historyk Jan Długosz, Marcin Kromer i Maciej z Miechowa, nie pisali o smoku, lecz o potworze przypominającym smoka lub węża. Dopiero późniejsza tradycja historyczna zlekceważyła to rozróżnienie i pozostała wyłącznie przy smoku jako sprawcy nieszczęść wawelskich, a uczynił to Marcin Bielski, a za nim powtórzył i nawet dodał pewne uzupełnienia Joachim Bielski. Taki stan rzeczy spowodowały względy natury religijnej, a mianowicie traktowanie smoka jako realnej istoty, ale będącej objawieniem szatana. Przyczyniła się także wiedza przyrodnicza, smoki bowiem uważano za prawdziwe istoty ze świata zwierząt, lecz nie stworzone przez Boga, ale diabelskiego pochodzenia.

Paradoksem całej smoczej wawelskiej historii jest fakt, że pogański mit o potworze został utożsamiony z pochodzącym z kręgu religijnego smokiem jako biblijnym uosobieniem zła. Doszło do utożsamienia wszelkiego rodzaju potworów, w tym smoka, z diabelskimi siłami.

Kraków, widok w stronę Wawelu, pocztówka, ok. 1920—1921, autor nieznany (il. z domeny publicznej)

Smocze historie to przykład nie tylko traktowania tematu w kategoriach bajek i fantazji, lecz dosłownej na miarę człowieka średniowiecza wiary w szatańskie smocze objawienia. Człowiek średniowieczny i czasów późniejszych, aż do epoki oświecenia, wierzył w istnienie smoków, a to, co współcześnie nazywa się bajecznymi elementami w historiografii, było kiedyś traktowane na równi z realnymi zdarzeniami. Dzisiejsza smocza bajka lub legenda była przed stuleciami traktowana jako prawdziwa historia i znalazła swoje miejsce w europejskich traktatach przyrodniczych o smokach, bo takie kiedyś pisano.

Świat smoków jest potężny, bardziej niż to się wydaje potocznie. To składnik historii kultury od Dalekiego Wschodu do chrześcijańskiej Europy, a nawet zaistniał w kulturze prekolumbijskiej.

Wiara w istnienie smoków w Europie to dziedzictwo antyku czy innych pogańskich światów kulturowych, ale też skutek chrześcijańskiego myślenia o sprawach ostatecznych, szatanie i o Apokalipsie, bo w niej jest mowa o smokach.

Krak siedzi na smoku, Celestin Nanteuil (1813—1873), rys. węglem, ok. 1851 r. (il. z domeny publicznej)

Dopiero w epoce oświecenia krytycznie spoglądano na historię i treści religijne, podważono prawdziwość wielu wydarzeń, w tym smoczych dziejów. Sprowadzono je do rangi mitów, a nawet uznano za mistyfikację. Dziś nikt nie wierzy w istnienie smoków, ale siła tego mitu jest olbrzymia. Trudno wyliczyć, w ilu miejscach można się z tym motywem spotkać. Od filmów, poprzez literaturę, bajki, do różnych dzieł sztuki i reklamy natrafiamy na wizerunki smoka. W odróżnieniu od strasznego stwora z poprzednich stuleci stał się on postacią przyjazną i najczęściej zabawną.

Zamek Królewski nad Wisłą w Krakowie, grafika, J. N. Głowacki, wydawca J. S. Minasowicz, 1836 r. (il. z domeny publicznej)

Podobnie jest z naszym smokiem wawelskim. Z groźnego potwora, uosobienia zła, w którego istnienie wierzono, stał się on tematem bajek i różnych miłych produktów. Przemiana nastąpiła dzięki naukowemu odrzuceniu tego mitu. Historyk Joachim Lelewel w 1824 roku napisał: „Dziś już nikt w smoki nie wierzy”.

Mit pokonania smoka wawelskiego utrwalił się głęboko w tradycji kultury narodowej. Jednakże ów smok nie był jedynym potworem krakowskim, tak jak nie był on jedynym smokiem w bajecznych dziejach polskich.

W „Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego” napisanych przez wielkiego historyka, kanonika Jana Długosza, w XV wieku, mowa jest też o innej postaci potwornego pochodzenia. Czytamy tam o potworze, który żył w 1278 roku w pewnym jeziorze koło Krakowa: „W diecezji krakowskiej pewne jezioro rozciągające się na znacznej przestrzeni wzdłuż i wszerz miało złą sławę z powodu niepokojenia przez złe duchy wstrzymujące ludzi różnymi strachami i przeszkodami od łowienia ryb i użytkowania go. Kiedy więc w tym roku nadeszła surowsza niż zwykle zima, mieszkający w bliskim sąsiedztwie ludzie, pragnąc spróbować połowu w wymienionym jeziorze, wyjeżdżają na nie z pięcioma krzyżami, relikwiami świętych i chorągwiami. I gdy za pierwszym razem po zapuszczeniu sieci z wielkim wysiłkiem i trudem wyciągają jakby obciążony niewód, chwytają jedynie trzy małe rybki. Kiedy przy drugim zanurzeniu sieć kręciła się dokoła, na próżno się trudzili. Przy trzecim zaś zapuszczeniu sieci, które wyciągających kosztowało najwięcej trudu, okazało się, że schwytano i wyciągnięto strasznego potwora, którego oczy były czerwone, ogniste i płonące żarem, a kark kończył się kozią głową. Wszystkich zebranych ogarnęło na jego widok takie przerażenie, że zostawili krzyże i chorągwie i bladzi, i drżący rozbiegli się, gdzie popadło. U niektórych z nich wystąpiły chorobliwe wrzody. A potwór, napędziwszy ludziom strachu, skoczył do wody pod lód i jakby na skrzydłach latając i miotając się po całej przestrzeni jeziora, wywoływał straszliwy szum i łoskot”.

Historia pojawienia się tego rzekomego potwora musiała być głośna w wiekach średnich w Krakowie, skoro wiele lat później o tym zdarzeniu wspominał Jan Długosz. Być może miał on do czynienia z jakimiś bliżej mam nieznanymi dokumentami i relacjami na ten temat. Trudno jest w tym przypadku posądzać Jana Długosza wyłącznie o fantazję, ale też nie należy tej relacji traktować dosłownie, siłą rzeczy w dawnych czasach zacierała się granica między obiektywnym spojrzeniem na świat a jego fantazyjną i religijną interpretacją.

Też w świecie krakowskich bajek nasz smok wawelski nie jest jedyną smoczą postacią związaną z Krakiem, czy Skubą. Istniał też bajkowy rycerz Ćwiek jako pogromca smoka spod Wawelu. Kiedyś rozpowszechniano Bajkę o smoku, rycerzu Ćwieku i królewnie Lali.

Smok wawelski uzyskał rangę legendy też dzięki literaturze, a największy w tym wkład Józefa Ignacego Kraszewskiego — autora popularnego utworu O Kraku, smoku wawelskim, królewnie Wandzie. Zasługą tego wielkiego pisarza było też wprowadzenie wątku smoczej legendy i bohaterstwa Kraka do powieści historycznej Stara Baśń — jednego z najczęściej wydawanych dzieł literackich, aż po dziś.

Kraków, mury Wawelu, kamienna tablica, fot. M. Sikorski

Wawelska materia smocza, choć dziś to składnik świata bajek, przed stuleciami należała do bardzo istotnych treści naszej historii, gdyż wiązano ją z początkami Polski. Dzieje narodu polskiego, jak kiedyś myślano, zaczęły się od różnych dziwnych historii, w tym o pokonaniu potwora wawelskiego, a był to chwalebny motyw w naszej historiografii.

Dziś czyni się ze smoka wawelskiego — symbolu pokonanego zła u progu polskiej historii — przedmiot komercyjnych bajek i wielu produktów handlowych.

Jedną z przyczyn tej przemiany było odmitologizowanie postaci smoka wawelskiego spowodowane racjonalnym spojrzeniem na świat przyrody i religii. Od epoki oświecenia podważono prawdziwość wielu wydarzeń, w tym smoczych dziejów i sprowadzono je do rangi mitów, a nawet uznano za mistyfikację.

Mit narodowy nie powinien ulec zubożeniu, nawet jeśli jest on tak bajeczny jak nasz smok. Wawelska tradycja jest obrazem wiary narodu w siłę pokonania zła, a smokobójstwo uznawano za czyn rycerski i chwalebny.

Jednym z wielu historycznych świadectw trwania przez wieki wiary w prawdziwość historii ze smokiem wawelskim i bohaterskim czynem Kraka jest kamienna tablica pamiątkowa ufundowana przez księcia Stanisława Jabłonowskiego (1799 -1878), umieszczona na murze obronnym Wawelu przy Smoczej Jamie. Tablica powstała w 1871 roku. Wykonano ją w pracowni Edwarda Stehlika. Posiada ciekawą inskrypcję, która wskazuje na pochodzenie wiadomości, a mianowicie na dokument z byłego archiwum kancelarii królewskiej — chodzi o metryki koronne:

KRAKUS XIĄŻE POLSKI / PANOWAŁ MIĘDZY 730 — 750 R. /(PETERS. METRYKI KORONNE, FASC. 2, PAG. 40) / W TYM MIEJSCU JEST JAMA / W KTÓREJ ZABIWSZY DZIKIEGO SMOKA /OSIADŁ NA WAWELU I FUNDOWAŁ MIASTO KRAKÓW/ WYSTAWIŁ TE TABLICE STANISŁAW KSIĄŻE PRUS JABŁONOWSKI / KAP: ARTY: WOJSK POLSKICH.

Owa tablica odgrywała ważną rolę, przypominała w czasach zaborów o szczególnym wydarzeniu z dziejów narodu polskiego, dziś traktowanym jako bajeczna historia, o chwalebnym czynie jakim było pokonanie smoka — uosobienia zła.

Rozważania
o kościach smoka

Pokonanie smoka to czyn wielce chwalebny, bohaterski i ważny dla potomnych. Zabiciu smoka, jak dowiadujemy się z różnych mitologicznych czy hagiograficznych historii, towarzyszyły uroczystości, zakładanie miast, fundowanie świątyń oraz wystawianie smoczego trofeum. Gdy pokonano smoka, z którym walczył św. Jerzy, to od razu ufundowano kościół ku upamiętnieniu zwycięstwa i chwale Bożej.

Historia smoczego triumfu św. Jerzego była znana na Wawelu, bo pod tym wezwaniem powstała jedna z pierwszych wawelskich świątyń i znajdowała się ona tuż nad tzw. Smoczą Jamą.

Ze smokiem wawelskim związany jest też motyw triumfu, a przypominają o tym wiszące na ścianie katedry wawelskiej, tuż przy wejściu, olbrzymie kości. Przed stuleciami uważano je za autentyczne resztki po smoku wawelskim. Nikt nie sprzeciwiał się, że wiszą one w tak zaszczytnym miejscu, a znajdują się tam od stuleci. Ich wielowiekowe istnienie na ścianie katedry potwierdza list, który napisał krakowski uczony i podróżnik Marcin Fox do wielce uczonego Ulissesa Aldrovandiego — światowej sławy znawcy smoków: „Widzimy inne o wiele większe, wśród nich te, które wiszą w świątyniach zamku krakowskiego na łańcuchach”.

Kraków, katedra wawelska, fot. M. Sikorski

Kilkadziesiąt lat temu oceniono te kości pod względem naukowym i bez wątpliwości uznano je za prehistoryczne pozostałości wieloryba, nosorożca i mamuta. Nie mniej w tradycji historycznej uchodziły owe kości też za resztki po gigantycznych zwierzętach przedpotopowych, a do takich przecież należy według dawnych przyrodników smoki!

Sprawę smoka wawelskiego traktowano w przyrodoznawstwie poważnie. Przyrodnik i jezuita Gabriel Rzączyński (1664—1737) w dziele Historia naturalis curiosa Regni Poloniae, wydanym w 1721 roku pisał o smoku wawelskim i zwrócił uwagę też na zagadnienie smoczych kości.

Zadziwiający jest fakt, że umieszczono te kości w tak zaszczytnym miejscu, jak królewski dom modlitwy i nabożeństw, jakim była przecież katedra wawelska. Być może mamy tu do czynienia z ideą miejsca trofealnego, ze znakiem i przedmiotem upamiętniającym zwycięstwo nad smokiem. Jest to współistnienie dwóch równoległych wartości: świątyni, jako miejsca, w którym mocą sakramentu pokonuje się zło, oraz kości uważanych za resztki po smoku, którego w religii utożsamia się ze złem, ale pokonanym. To jakby współistnienie dwóch światów. Pierwszy to świat zła pokonanego przez sakrament mszy świętej, bo taką funkcję spełnia wawelska katedra, a drugi to świat zła pokonanego przez zwycięski czyn władcy polskiego, w rozumieniu dawnej historiografii. W to wierzono w zamierzchłych czasach. Smoka, czyli zło, pokonał jeden z pierwszych władców polskich, chociaż jeszcze nie chrześcijański, ale temu bliski, bo pokonał zło.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 32.95
drukowana A5
kolorowa
za 57.65