E-book
10.92
drukowana A5
57.83
Przekraczając czas i przestrzeń

Bezpłatny fragment - Przekraczając czas i przestrzeń

Cztery wcielenia Weroniki

Objętość:
437 str.
ISBN:
978-83-8189-372-5
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 57.83

Część I

Goście z innego wszechświata

Rozdział 1

Weronika biegła z trudem na szpilkach do ich nowej „rezydencji” na Żoliborzu. Wracała od przyjaciółki mieszkającej w pobliżu. Była atrakcyjną, zadbaną kobietą. Miała szmaragdowe, duże oczy, zgrabny nosek i sięgające pasa rdzawe włosy. Usta o pięknie zarysowanej linii pomalowane były na kolor pomarańczowo-czerwony. Jej lekka, zwiewna, długa sukienka o kolorze soczystej trawy obsypana była polnymi kwiatkami niczym łąka, tak samo wyglądały jej buty i zawieszona na ramieniu torebka, co tworzyło jednolitą całość. Wyglądała jak nimfa. Lubiła zielony kolor, bo świetnie pasował do jej rudych włosów i jasnej cery.

Znowu się spóźni! Za długo zatrzymała się u Anety, która zaprosiła ją na drinka. Poszła do niej po odebraniu ze szkoły swego pierwszoklasisty i zjedzeniu obiadu z nim oraz jego starszą siostrzyczką. Denerwowała się, że dzieci i mąż zbyt długo na nią czekają. Miała wyrzuty sumienia, że do powrotu męża Jaś i Małgosia pozostali sami w domu, chociaż dziesięcioletnia dziewczynka z powodzeniem opiekowała się braciszkiem.


Nie jest dobrą żoną. Absolutnie. Nie potrafi ogarnąć tego dużego domu. Gubi się w nim, biega po piętrach zdezorientowana. Z niczym sobie nie radzi. Fatalnie! Wiecznie dręczy ją poczucie winy. Chyba się już z nim urodziła. Trudno żyć z takim charakterem. No cóż, w dzisiejszych czasach, gdy na kobietach ciąży tak wiele obowiązków, dręczy ono niemal co drugą. W odróżnieniu od mężczyzn, którzy mają zwyczaj zwalania winy na innych.

Najgorsze, że była też złą matką. Gdy marzyła o macierzyństwie, łatwo jej było wyobrazić sobie, ile radości przynosi dziecko. Bezwarunkowa, bezinteresowna, gorąca miłość, ciepłe rączki obejmujące szyję i bijące serduszko tuż przy własnej piersi, pierwsze niezdarne kroki, śmiesznie przekręcane słowa. Poczucie bycia najważniejszą osobą dla małej istotki, całkowicie od niej uzależnionej. To było coś jednorazowego, coś wspaniałego. Prawdziwe szczęście. Jednak kiedy na świat przyszła Małgosia, w dodatku o dwa miesiące za wcześnie, oglądając ją zamkniętą w inkubatorze, malusieńką i kruchą jak skorupka jajka, wpadła w panikę, że nie będzie potrafiła utrzymać jej przy życiu, że nie poradzi sobie z pielęgnacją niemowlęcia. Ów lęk wciąż tkwił w niej gdzieś z tyłu głowy. Dręczyło ją uczucie, że nie potrafi sprostać wymogom właściwego wychowania dwojga dzieci. Wiecznie miała wyrzuty, że jej miłość nie jest wystarczająca, chociaż całkowicie poświęciła się organizowaniu ich życia. Zrezygnowała z kariery prawniczej, dzieliła czas między staraniem o Jasia i Małgosię a pisaniem powieści, gdyż nie chciała należeć do matek, które wychowanie dzieci powierzają obcym kobietom. Zatrudniali jedynie dochodzącą sprzątaczkę, która pomagała też Michałowi przy gotowaniu jego uroczystych kolacji, a następnie zajmowała się sprzątaniem ze stołu i wkładaniem naczyń do zmywarki. Nie stać ich było na zatrudnienie gosposi, bo prowadzili wystawny tryb życia.


Pisanie w domu równało się w oczach jej znajomych bezrobociem. Jednak ona miała nadzieję, że osiągnie sukces i zarobi mnóstwo pieniędzy. Michał był właścicielem dużego wydawnictwa, więc pewna była, że nie tylko wyda jej powieść, lecz zorganizuje też świetną promocję książki. No i skończą się ich problemy finansowe.

Powieść dość długo stanowiła raczej recepturę, przepis niż gotowe danie, jednak udało się w końcu połączyć składniki w gotową potrawę. Niestety, mąż kazał jej zacząć od nowa lżejszym stylem. Stwierdził, że książka napisana jest drętwym, prawniczym językiem. Szło jej to jak po grudzie. Jednak postanowiła za wszelką cenę zostać pisarką. Zależało jej na odzyskaniu poczucia wartości, które utraciła jako kura domowa.

Rozdział 2

— Piękna pani, chcę być sławnym! — usłyszała nagle rozpaczliwe wołanie.

Skąd się tu wziął bezdomny? Był to szokujący widok w tej willowej dzielnicy. Spojrzała zdumiona na smagłego młodzieńca z czarnymi włosami związanymi na czubku głowy w mały kok. Miał goły tors, który wraz z całymi rękami pokryty był tatuażem jakichś piktograficznych znaków. Siedział na ziemi, a obok niego leżał alzacki owczarek. Skąd on wziął tego rasowego psa? Marzyła, by mieć takiego, lecz Michał nie chciał o tym słyszeć.

— A ja pragnę być kochaną — rzekła z uśmiechem, podchodząc do mężczyzny i wrzucając mu do kubka dwa złote.

— W podziękowaniu zagram dla pani. — Na przewieszonej przez ramię tandetnej gitarze zaczął grać słynne Tango Albeniza. Znała ten utwór, ponieważ interesowała się muzyką klasyczną.

Przystanęła urzeczona. Nie wierząc własnym oczom, ujrzała stojącego na estradzie przystojnego młodego mężczyznę bez tatuaży, grającego na luksusowej elektrycznej gitarze. Miał na sobie markowe dżinsy i czarny T-shirt ze złotym napisem LOVE. Przeraziła się, że halucynuje, więc oddaliła się szybkim krokiem.

Jednak po drodze doszła do zaskakującego wniosku, że to nie była halucynacja. Wiele naczytała się o możliwości przenoszenia się do innych bytów, gdyż pisała powieść fantasy, którą oparła na wieloświatowej interpretacji fizyki kwantowej dotyczącej mikroświata i zachowania cząstek elementarnych. Według tej teorii świat złożony jest z nakładających się na siebie rzeczywistości. Każda cząsteczka może poruszać się wieloma drogami i wtedy powstaje niezliczona ilość wszechświatów — a w każdym z nich cząsteczka porusza się po innej ścieżce. Tak samo jest z ludzkim życiem. Istnieje nieskończenie wiele wersji tej samej osoby w różnych odnogach rzeczywistości, w różnych miejscach, w różnych rodzinach, z różnymi historiami życia. Przypomina to wielkie drzewo. Jak ptak siadamy na gałęzi, nie zdając sobie sprawy, że istnieje wiele identycznych z nami ptaków, siedzących na gałęziach innych drzew w innym punkcie świata.

Znalazłam się przez moment w innym wymiarze rzeczywistości, pomyślała zszokowana. I zobaczyłam inną wersję tego bezdomnego. Była niemal pewna, że ludzka świadomość istnieje poza ograniczeniami narzucanymi przez czas i przestrzeń. Więcej, że zawsze istniały jednostki, które przenosiły się do innych wszechświatów. Jedną z nich był na przykład Chrystus. Przecież sam powiedział, że jego królestwo nie jest z tego świata. Najlepszy dowód stanowiło zniknięcie jego ciała. Powrócił tam, skąd przybył. Pojawił się, by nauczyć ludzkość miłości, lecz mu się to nie udało.


Wkrótce znalazła się przed wciąż jeszcze dla niej obcą „rezydencją”, chociaż mieszkali w niej już dwa lat. Jej mąż odziedziczył po rodzicach dom we Włochach pod Warszawą, zaciągnął bajoński kredyt i kupił wymarzoną reprezentacyjną siedzibę dla rodziny. Musiała przyznać, że to piękny dom. Murowany, pokryty dachówką, wybudowany jeszcze przed wojną, lecz luksusowo zmodernizowany, ze wspaniałym ogrodem, otoczony żywopłotem z cisów. Składał się z trzech kondygnacji. W piwnicy znajdowały się dwa miejsca parkingowe, pralnia, garderoba sportowa, pokój na wino, spiżarnia oraz dodatkowe pomieszczenie z aneksem kuchennym. Na parterze mieścił się gabinet Michała z łazienką, obok duży salon z kominkiem i z wyjściem do ogrodu. Przylegała do niego jadalnia z dużym stołem na niezliczoną ilość miejsc, a przy niej usytuowana była kuchnia. Półpiętro zajmował jej gabinet i garderoba oraz pokój gościnny z kolejną łazienką. Na pierwszym piętrze była ich małżeńska sypialnia, też z garderobą i łazienką. Obok niej dwa pokoje dziecięce ze wspólną łazieneczką, w której znajdowała się jedynie duża wanna z zabawkami. Drugie piętro zajmowały dwa pokoje, gościnny i rekreacyjny z kolejną łazienką, aneksem kuchennym i wyjściem na duży taras z widokiem na dachy luksusowych domów.

Wspaniały dom. Jednak stanowczo za duży. Wiecznie się w nim gubiła. Nie lubiła go. Mało powiedziane. Odczuwała w nim przed czymś nieokreślonym lęk. Licho wie, co za ludzie w ciągu całego niemal wieku w nim mieszkali. Wyobrażała sobie, że musiały się tam dziać straszne rzeczy, rozgrywać dramatyczne wydarzenia. Może nawet kiedyś popełniono w nim zbrodnię? Odczuwała dreszcz przerażenia, gdy sobie to wszystko wyobrażała. Dręczyły ją senne horrory. Ani chybi w tych murach czaiły się jakieś złe duchy. Wyraźnie odczuwała tu złą energię, która atakowała ją niemal co dzień. A to coś stłukła, a to przypaliła pieczeń, to znów skaleczyła się podczas krojenia jarzyn. Obłęd! Oszaleć można. Najgorsze, że w tym „domiszczu” chyba coś złego groziło dzieciom. Czuła to wyraźnie.

Zdarzało się, że przebywając w swoim gabinecie, słyszała nagle potężny huk, po czym ukazywał się jej spalony niemal całkowicie ich dom, z którego wydobywano zwęglone ciała całej rodziny z dziećmi. Musiała tu ongiś nastąpić eksplozja pieca gazowego. W takich momentach trudno jej było zdobyć się na odwagę, aby wyjść z pokoju. Upewnić się, że nic złego się nie stało. Innym razem słyszała za drzwiami kłótnię małżeńską. To znów bała się wyjść ze swojego pokoju, gdyż zdawało się jej, że w salonie ujrzy wisielca.

Już podczas pierwszych oględzin usiłowała odwieść męża od jego kupna, lecz on się uparł. A przy tym zrobił jej „wspaniałą” niespodziankę. Zlecił urządzenie wnętrza młodemu projektantowi. Dopiero potem się wprowadzili. Jaskrawe kolory, nowoczesne meble, abstrakcyjne malowidła… Miało to zapewniać pogodną atmosferę, tymczasem wszystko ją tu drażniło. Marzyła o antykach, obrazach dawnych mistrzów na ścianach, podobnie jak było w domu jej starszej siostry Natalii, ale wiedziała, że na to nigdy ich nie będzie stać. Na szczęście Michał zgodził się na przeniesienie sypialni i jej gabinetu z zajmowanego dotąd przez nich czteropokojowego mieszkania. Jednak nawet to nie było w stanie złagodzić owego nieustannego niepokoju. Pewna była, że wkrótce wydarzy się tu coś złego.

Jedynym miejscem, w którym czuła się wspaniale był ogród. Jego pielęgnowanie stanowiło jej najmilsze zajęcie. Michał zajmował się jedynie koszeniem trawnika i przycinaniem krzewów. Ona dbała o kwiaty w gazonie, drzewa i stojące na dużym tarasie kompozycje roślinne w ogromnych donicach. Spędzała w ogrodzie każdą wolną chwilę. W ciepłe dni zjadała z dziećmi posiłki na tarasie, a wieczorem obiady również z mężem.

Uwielbiała drzewa. Wierzyła, że są naszymi opiekunami i przynoszą pomyślność. Traktowała je jak najlepszych przyjaciół. Sprzyjały marzeniom. W jakimś kobiecym piśmie przeczytała ciekawy artykuł, z którego dowiedziała się, że między ludźmi i drzewami istnieje ścisła więź. Każdy człowiek, w zależności od daty urodzenia, posiada swoje osobiste drzewo towarzyszące mu przez całe życie. Przed dwoma tysiącami lat, gdy żywioł natury dyktował porządek świata, a ludzie, zależni od jej kaprysów, umieli ją bacznie obserwować, Celtowie opracowali horoskop bazujący na różnych gatunkach drzew, odmiennie niż powszechnie znany horoskop astrologiczny oparty na zodiaku. Uważali, że każdy człowiek ma swojego przedstawiciela w jednym z drzew. Są drzewa ozdobne i skromne, delikatne i mocne, rosnące w większych skupiskach i samotne — podobnie jak ludzie. Zapamiętała, że drzewem charakteryzującym ludzi urodzonych, tak jak ona, z początkiem lipca jest jodła — symbol długowieczności i wierności małżeńskiej. Wyniosła i dumna, szlachetna i pełna godności, jak nikt inny potrafi dbać o swój wizerunek. Kocha piękne stroje. Otacza się ludźmi starannie wybranymi, innych trzymając na dystans. Ma skłonność do filozofowania i mistycyzmu. Obdarzona jest bogatą wyobraźnią. Małomówna i wybitnie inteligentna nie lęka się wyzwań i nie ulega wpływom. Można na niej bezwzględnie polegać.

Wszystko to do niej pasowało. Ulegała jedynie wpływowi Michała, ponieważ jej ojciec zginął w wypadku drogowym, gdy miała zaledwie pięć lat, a mąż stanowił dla niej przedłużenie jego życia. Gdy poznała o dziesięć lat starszego od niej właściciela potężnego wydawnictwa, traktowała go jak ukochanego tatę, za którym wciąż tęskniła. Wypełnił całkowicie bolesną lukę w jej życiu, jaką był brak ojca.

Rozdział 3

W pośpiechu nie mogła znaleźć w przestronnej torebce chipa do zapory przeciwwłamaniowej wysokiego metalowego ogrodzenia. Gdy się jej to wreszcie udało, znów miała problem z otwarciem furtki. Po uporaniu się z tym przebiegła po przejściu przez szpaler ozdobnych roślin, których liście zaczynały z lekka żółknąć z powodu upałów, które nie dawały za wygraną, chociaż zaczął się już wrzesień.

Wpadła do domu jak bomba, przepełniona bolesną tęsknotą za dziećmi i lękiem, że podczas jej nieobecności zostały porwane, albo zrobiły sobie krzywdę. Jednak żadna z tych możliwości nie mogła jej bardziej zaskoczyć niż widok młodszej siostry siedzącej z nimi na sofie.

— Mamusiu, mamusiu, wyobraź sobie, że przyleciała do nas samolotem ciocia Sabina! — krzyczała Małgosia.

Istotnie, nie była w stanie sobie wyobrazić, że po ostatniej niefortunnej wizycie siostra ją kiedykolwiek jeszcze odwiedzi. Jej zwariowana siostrzyczka mieszkała ostatnio w Londynie. Weronika nie sądziła, że ją jeszcze kiedykolwiek ujrzy. Przed tygodniem usiłowała dodzwonić się do niej, lecz okazało się, że „nie ma takiego numeru”. Ostatni raz rozmawiała z nią przed miesiącem. Powiedziała jej o kupnie domu i na wszelki wypadek podała nowy adres, lecz nie przypuszczała, że siostra ją odwiedzi.

Nie mogła uwierzyć własnym oczom, gdy ujrzała Sabina siedzącą na sofie w salonie i trzymającą na kolanach Jasia. Ugięły się pod nią nogi. W jej świadomości pozostała ona zakonserwowana jako piętnastoletni podlotek z czasów, gdy wspólnie mieszkały w rodzicielskim domu w Krakowie. Ich najstarsza siostra Natalia wyszła za mąż wkrótce po przyjściu na świat Sabiny. Pozostała więc tylko z nią. Ilekroć spotykała ją później jako dojrzałą kobietę, była zaskoczona. Trudno jej było teraz uświadomić sobie, że jej siostrzyczka dobiega trzydziestki. A przy tym zmieniła wygląd. Długie włosy miała ufarbowane na ceglasty kolor, co czyniło ją podobną do wiewiórki. Na jej lewym ramieniu widniał tatuaż. Zmieniła się nie do poznania. Gdy widziały się po raz ostatni miała czarne włosy, obcięte na Irokeza i nierówne zęby, pożółkłe od nikotyny. Teraz pokryte były bielutkimi koronami, dzięki którym zamieniły się w dwa sznury pereł, które ukazywała w uśmiechu od ucha do ucha.

— Cześć siostra! — Sabina wygładziła tygrysi top na ramiączkach, odkrywający jej płaski brzuch. Miała na sobie obcisłe skórzane leginsy podkreślające smukłość długich nóg.

— W ogóle się nie zmieniłaś, chociaż upłynęło sporo czasu, odkąd się po raz ostatni widziałyśmy… Chciałam ci zrobić niespodziankę — dodała z figlarną miną.

— No i świetnie ci się to udało. — Oszałamiający zapach uderzył w jej nozdrza, gdy objęła siostrę razem z uwieszonym na jej szyi Jasiem, który wprawdzie w pierwszej chwili zachowywał daleko posuniętą rezerwę wobec nieznanej cioci, ponieważ ostatni raz ją widział jako dwuletnie dziecko, lecz Sabina potrafiła szybko przełamać lody i zdobyć sympatię rodzeństwa. Z otwartymi ustami słuchało jej niesamowitych opowieści.

— Ładnie wyglądasz — rzekła Weronika z serdecznym uśmiechem.

— Dziękuję. Ty też się świetnie trzymasz.

— Mamusiu, ciocia była w Paryżu! — wykrzyknęła Małgosia tuląca się na sofie do nowoprzybyłej. — Przywiozła mi stamtąd śliczną sukienkę.

— Co ty powiesz? W Paryżu? — zdumiała się Weronika. — Przecież ostatnio żyłaś w Londynie.

Jaś puścił szyję Sabiny i opadł na sofę.

— Tak, przyleciałam z Londynu, ale przez jakiś czas mieszkałam w Paryżu. Nawiasem mówiąc dla ciebie i Michała też mam prezenty z Paryża.

— Mamusiu, ciocia poznała Madeline — wtrącił z wypiekami na twarzy Jaś, trzymając w ręku ulubioną książeczkę tej słynnej autorki dziecięcej literatury. To wprost niewiarygodne, że ciocia ją zna! Dlaczego nam o tym nie powiedziałaś?

— Skąd mogłam wiedzieć? — Wzruszyła ramionami, siadając obok nich na sofie, spojrzawszy z wyrzutem siostrze w oczy, gdyż domyśliła się, że to bujda. –W gruncie rzeczy, wcale mnie to nie dziwi, bo ciocia zna cały świat — odpowiedziała synowi.

— Niemożliwe! Cały świat? — Małgosia wytrzeszczyła oczy.

— Wasza mama żartuje — rzekła Sabina lekko zdeprymowana.

— Skądże! Wystarczy otworzyć gazetę lub obejrzeć najnowszy film, a okaże się, że ciocia zna wszystkie występujące tam osoby — zakpiła jej starsza siostra. — Dlaczego nie miałaby znać Madeline?

— Ciocia spotkała ją na Wieży Eiffla — wyjaśnił Jaś.

— Ciociu, a znasz Patricka Calmana — spytała dziewczynka? — Czytam właśnie jego „Mroczne wzgórza”.

— Oczywiście — odpowiedziała Sabina pewnym tonem. — Później ci opowiem, jak go poznałam.

Weronika pobłażliwie traktowała tę specyficzną cechę siostry. Opowiadanie, że zna prominentne osoby było w jej stylu. Podczas ostatniej wizyty oświadczyła Małgosi, że jest zaprzyjaźniona z lalką Barbie.

— Dlaczego tak dziwnie na mnie patrzysz? — spytała ją Sabina z wyrzutem.

— Mamusiu, co ciocia ma na myśli?? — zaciekawiła się dziewczynka. — Jak dziwnie?

— Wiesz już, gdzie się zatrzymasz? — zwróciła się do siostry, ignorując pytanie córki.

— Colin wynajął mansardę, w której mieszka podczas pobytów w Warszawie.

— To on bywa w Warszawie?

— Tak. Na Jam Session … — urwała i podrapała się w głowę. — Tylko… muszę zatelefonować w sprawie klucza, ale jakoś nie mogę się dodzwonić. Mam chyba niewłaściwy numer — plątała się w „zeznaniach”.

Weronika wzruszyła ramionami. — Mówisz tak, jakbym wiedziała, kto to taki ten Colin. Pewnie jakiś zubożały arystokrata lub basista w zespole rockowym, o ile mam jako takie wyobrażenie o twoich znajomych.

— Colin jest gitarzystą jazzowym.

— To dla niego przeniosłaś się do Londynu z Los Angeles?

— Tak, ale ostatnio przeżywamy kryzys. On jest nie do zniesienia.

— Więc trzeba było wrócić do Los Angeles.

— O nie! Jeśli do tej pory nie zrobiłam kariery, to nie mam po co tam wracać. Zamierzam zostać pisarką. — oznajmiła uroczyście, odzyskawszy pewność siebie. — Nie wątpię, że twój mąż mi to umożliwi.

— Nie licz na to. On cię… niezbyt lubi.

— Polubi, jak przeczyta powieść, która zaczęłam pisać. Mam wiele pomysłów na kryminały.

— No cóż. — Westchnęła ciężko. — Możesz na razie zatrzymać się u nas, ale…

Nie dokończyła, gdyż usłyszała, że Michał woła ją do kuchni. Ciekawa była, jak on zareagował na tę niespodzianą wizytę.

Sabina rzuciła się jej na szyję.

— Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć. Zaniosłam już bagaże do pokoju gościnnego. Dzieci pokazały mi, gdzie się znajduje.

— Czy ciocia może mnie wykąpać? A potem przeczytać bajkę na dobranoc? Proszę, proszę — złożył błagalnie ręce Jaś.

— No, dobrze — zgodziła się niezbyt chętnie jego mama. — Tylko pospieszcie się.

— Kto idzie pierwszy?! — krzyknęła dziewczynka do brata, ale ciotka już pociągnęła go za rękę do łazienki.

Rozdział 4

— Przysięgam, nic nie wiedziałam — szepnęła, ucałowawszy męża w policzek. — Nie rozmawiałam z nią od miesięcy. Nie jesteś zły?

— Nie przejmuj się — odpowiedział potężny mężczyzna z bujną czupryną przyprószoną siwizną. — Odciążyła mnie trochę, zajmując się dziećmi. Pomogła Jasiowi w odrabianiu lekcji. Dzięki temu mogłem spokojnie zabrać się do gotowania. Właściwie już kończę. Zupa rakowa gotowa. Mięso w piekarniku. Niewiele pozostało do zrobienia. Anna się tym zajmie. Zdążę jeszcze wziąć prysznic i ogolić się.

— A co takiego tym razem przygotowałeś? — spytała, powstrzymując się od śmiechu. Komicznie wyglądał w damskim białym fartuszku, włożonym na dżinsy i czarną koszulkę Polo.

— Poitrine de veau farcie.

— Nie możesz powiedzieć po polsku?

— To jest faszerowana pierś cielęca przyrządzona według dawnego przepisu.

— No, no, podziwiam twój kunszt kulinarny.

Zdumiona jego dobrym humorem i brakiem wymówek z powodu jej późnego powrotu do domu, położyła mu palec na ustach, by mówił ciszej. Czasami posądzała go, że jest przygłuchy. Wiecznie zwracała mu uwagę, bo jego tubalny głos działał jej na nerwy.

— Dobrze przynajmniej, że nie przyjechała z którymś z tych swoich strasznych znajomych — powiedziała ściszonym tonem. — Nie złościsz się, że ona zakłóci twój ustalony porządek miejsc przy stole?

— Nie ma problemu.

Nie wierzyła własnym uszom. Na punkcie przyjęć jej mąż miał fioła. Jeśli ona w ostatniej chwili kogoś zaprosiła, wpadał we wściekłość. Uwielbiał rolę gospodarza domu, wszystko musiało być idealnie przygotowane i przebiegać według jego planu.

Pokręciła głową ze zdziwieniem. — To znaczy, że nie dostaniesz ataku serca z powodu nieprzewidzianej ilości osób przy stole?

— Adam uprzedził mnie, że nie może przyjść.

Teraz zrozumiała, dlaczego nie przeszkadza mu jej siostra.

— A usprawiedliwił się?

— Tak. Ma dzisiaj ważny wieczór autorski.

— Coś podobnego! — oburzyła się. — To nie wiedział o tym, kiedy go zaprosiłeś?

Widziała, że mąż jest rozczarowany nieobecnością pisarza, dzięki któremu, między innymi, jego wydawnictwo urosło do rangi jednego z najważniejszych. Wiedziała, że obecność Adama Kalickiego dodawała blasku ich przyjęciom, na czym Michałowi bardzo zależało. Jednak udawał, że nie ma to dla niego znaczenia. Tego właśnie nie znosiła w „Warszawce”. Takie afronty traktowano obojętnie, jakby nic się nie stało. Ucieszyła się w duchu z nieobecności tego bufona, gdyż zapowiadało to lżejszą atmosferę. W przeciwnym wypadku wszyscy byliby spięci. Chodziło zresztą nie tylko o słynnego pisarza, lecz o jego atrakcyjną przyjaciółkę wprowadzającą sporo zamieszania. Na ostatnim przyjęciu Michał robił z siebie błazna, usiłując ją zabawić.

— Przykro mi, kochanie. — Znów pocałowała go w policzek, podczas gdy on zamykał książkę kucharską. — Nie ma się czym przejmować. Będzie tak wiele ciekawych osób.

Wyszła z kuchni, by zajrzeć do łazienki. Stwierdziła z oburzeniem, że Sabina siedzi w wannie z Jasiem. Otworzyła usta, lecz nie przyszło jej na język odpowiednie słowo. Przeleciało jej przez głowę przerażenie, że jej siostra przyjechała, aby odebrać jej dziecko. Pomyślała, że musi go natychmiast wyjąć z wanny, odseparować od ciotki. Ciotki? Sabina była chyba kimś więcej dla chłopca. Widziała w tym poważny problem.

Ograniczyła się tylko do zlustrowania ciała „cioci”, które nie pasowało do tego słowa. Przypominało raczej zdjęcia z Playboya. Czy to przyzwoite, by jej siedmioletni syn siedział w wannie z taką sex bombą? Na szczęście Jaś odwrócony był plecami do jędrnych piersi Sabiny i zupełnie nie interesował się jej wyglądem, tylko bawił się Pokemonem. Usiłowała przypomnieć sobie, kiedy po raz ostatni widziała siostrę nagą. Czy zawsze miała taki wspaniały biust? Był chyba dziełem chirurga. Gdy wypatrywała blizn po cięciach skalpela, Sabina odgadując jej myśli, zaczęła mydlić piersi.

— Pomyślałam, że mnie również przydałaby się kąpiel przed przyjęciem — rzekła z niewinnym uśmiechem.

— Zamierzasz gościom pokazywać piersi? — spytała zgryźliwie Weronika.

Zawsze zazdrościła jej figury. Już jako podlotek Sabina była od niej wyższa i ładniejsza. Pewna siebie, przedsiębiorcza. Zamierzała żyć w Paryżu lub Londynie, więc pilnie uczyła się obu języków. Po zdaniu matury opuściła ich rodzinny Kraków i udała się do Paryża, gdzie zatrudniła się jako au pair w arystokratycznej rodzinie. Po dwu latach uzbierała trochę pieniędzy i przeniosła się do Londynu. Poznała tam podstarzałego playboya, z którym zwiedziła cały świat, po czym przeniosła się z nim do Los Angeles. Tam niestety on ją opuścił, jednak nie przejęła się tym zbytnio. Doskonale sobie radziła, kręcąc się wokół „fabryki snów”. Wkrótce dopięła swego. Powierzano jej małe, nieznaczące rólki w B-pictures.

— To jest Pikachu — oznajmił Jaś podnosząc do góry Pokemona ofiarowanego mu przez ciotkę, rozładowując w ten sposób napiętą atmosferę.

Rozdział 5

Weronika wyszła z łazienki do sypialni, gdzie Michał zdejmował biały fartuch.

— Jak myślisz, mogę włożyć do czarnej marynarki te nowe jasne dżinsy?

— Możesz, możesz. — Uśmiechnęła się pobłażliwie. Jej mąż przykładał wielką wagę do swojego sposobu ubierania się. Był chyba jedynym mężczyzną w ich środowisku noszącym wyłącznie dżinsy.

Nagle wpadł do nich wyszorowany Jaś w piżamie i zwrócił się do ojca:

— Jakie auto jest szybsze, tatusiu, Ferrari czy Porsche?

— To zależy — odpowiedział.

— Tata Łukasza ma Ferrari, a tata Maćka Porsche. To powiedz w końcu, które jest szybsze?

— Ferrari — odpowiedział zaabsorbowany przebieraniem Michał.

— Tak myślałem — ucieszył się malec. — Pocałujcie mnie na dobranoc.

Gdy oboje uścisnęli syna, wybiegł z pokoju.


Weronika stała przed otwartą szafą i zastanawiała się nad wyborem sukienki. W końcu zdecydowała się na czarną jedwabną ze skromnym wycięciem.

— Dobrze wyglądam? — spytała męża.

— Wspaniale — odpowiedział odwrócony do niej plecami, nie rzuciwszy na nią okiem.

— Skąd możesz wiedzieć? Przecież nie patrzysz na mnie.

Odstąpił od lustra, przed którym wiązał krawat.

— To nie najlepsza sukienka.

— A co w niej złego?

— Wyglądasz w niej całkiem płaska.

— Mam mały biust — odpowiedziała, wzruszając ramionami. Była z tego zadowolona, gdyż uważała, że wielkość piersi jest odwrotnie proporcjonalna do ilorazu inteligencji.

— Nieprawda! — Oburzyło go podważenie jakości jego własności, jaką stanowiła żona.

— To zobacz, czy Małgosia jest już w piżamie, bo muszę włożyć inną sukienkę, w której nie będę „całkiem płaska”.


Posłusznie udał się do pokoju córeczki.

— Co u ciebie słychać? — spytał, wkładając głowę w drzwi.

— Mężczyznom wstęp wzbroniony! — krzyknęła dziewczynka.

Naga, z zaróżowioną po kąpieli skórą, pokazywała ciotce swoją garderobę rozłożoną na łóżku. Seks bomba miała tylko ręcznik kąpielowy owinięty wokół bioder. Rzucił okiem na jej wspaniałe piersi i poczuł się jak natrętny samiec.

— Mama kazała mi sprawdzić, czy jesteś już w piżamie — usprawiedliwił się i skonfundowany wyszedł.

Rozdział 6

Przyjęcie udało się znakomicie. W głównej mierze dlatego, że wszyscy goście byli źle nastawieni do PiS-u. Sympatyzująca z tą partią Weronika nigdy się do tego w towarzystwie nie przyznawała. Gdy schodzono na tematy polityczne dyskretnie milczała. Tylko z Michałem pozwalała sobie na szczerość, co stanowiło przyczynę ich scysji. Zawsze jednak ulegała w końcu sile jego argumentów, ponieważ w sprawach polityki stanowił dla niej niepodważalny autorytet.

Spłoszona zimnym powitaniem Sabina starała się o zmianę nastawienia siostry, ponieważ zamierzała dłużej u niej pozostać, więc zachowywała się podczas przyjęcia przyzwoicie, nie wywołując tym razem skandalu. Kiedy goście się rozeszli i sprzątaczka zaczęła zbierać ze stołu, wycofała się do swojego pokoju, a oni przeszli do salonu. Siedzieli na wersalce i sączyli koniak. Michał objął Weronikę, przytulił i namiętnie pocałował. Zastanowiła się, kiedy to w ostatnim czasie tak się wobec niej zachował. Pomyślała, że może nie jest tak źle z jej małżeństwem, jak sądziła, gdy Michał wyśmiał jej powieść.

Chyba powinnam tę datę zanotować w kalendarzu, pomyślała z sarkazmem.

— Wiesz, rozumiem, że kochasz swoją młodszą siostrzyczkę, ale ona nas wykończy — powiedział łagodnym tonem. — Naprawdę, nie chciałem ci psuć nastroju przed przyjęciem, teraz jednak muszę ci to powiedzieć. Ona zupełnie nie nadaje się do naszego towarzystwa. Postaraj się jej w jakiś sposób jak najszybciej pozbyć.

— Przecież przyzwoicie się zachowywała, nie urządziła tym razem żadnego przedstawienia.

— Ty to nazywasz przyzwoitym zachowaniem! Skompromitowała nas wobec Igora Lipczyca! — krzyknął nagle i odsunął się od niej.

— O Boże, tak ci zależy na jakimś marnym poecie? Przecież nie wydajesz wierszy.

— Ale czytam. To zdolny chłopak.

— Po co ty w ogóle zapraszasz takie płotki? Nigdy dotąd tego nie robiłeś. Kogo jeszcze zamierzasz zaprosić na następne przyjęcie? Tak jakby za mało ci było trzydzieści osób.

— Zaproszę jeszcze Adę Koterbę.

— No wiesz, Michał! Ona jest bardziej zakręcona niż Sabina. A poza tym przecież te jej kryminały to kompletne dno.

— Jednak świetnie się sprzedają i są tłumaczone na obce języki. Sporo na nich zarobiłem.

— Tylko dzięki twojej obłędnej promocji. Podejrzewam, że przespałeś się z nią. Ta zadufana idiotka plecie w wywiadach, że jej powieści należą do ambitnej, wysokiej literatury, że w dzisiejszych czasach kryminał jako gatunek znalazł się na samym szczycie, na najwyższej półce — denerwowała się Weronika. — Kiedyś stwierdziła, że powieściom Kalickiego, laureata licznych nagród literackich, brakuje mięsa i kości. A przy tym wszystkim to… alkoholiczka i dziwka. Puszcza się na prawo i lewo. Ujęła sobie dziesięć lat.

— Co z tego? Wygląda jak młoda dziewczyna. Ładna, szczupła, atrakcyjna.

— Dlatego z nią sypiasz.

— Bzdura. Nic podobnego. Jestem tobie wierny. Nie rozumiem, dlaczego się tak oburzasz. Przecież ona jest bardzo podobna do twojej ukochanej siostrzyczki, którą tak bronisz. Z tą różnicą, że twoja siostra jest tylko party girl i od czasu do czasu odtwórczynią niepozornych rólek w hollywoodzkich B-pictures, a zachowuje się jak gwiazda filmowa.

— Dobrze. Najlepiej posadź je obie obok siebie, a w krótkim czasie znajdą się pod stołem.

— No proszę, wreszcie powiedziałaś prawdę o Sabinie. Ale ona jest nikim, a Ada popularną pisarką zarabiającą krocie. Zresztą, mam nadzieję, że szybko pozbędziesz się siostry i na następnym przyjęciu już jej tu nie będzie. Skończmy ten temat. To ja wybieram gości i tobie nic do tego — rzekł twardo.

Dobry nastrój prysł jak mydlana bańka. W salonie zapanowała ponura atmosfera. Odsunęli się od siebie na dwa końce designerskiej czerwonej kanapy i milczeli zamknięci w sobie.

— Weroniko — zwrócił się w końcu do niej Michał oficjalnym tonem.

— Słucham. — Spojrzała mu w oczy w oczekiwaniu jakieś ważnej deklaracji.

— Nie wiesz przypadkiem, co się stało z rozmarynem?

— Skąd mogę wiedzieć? A kto to taki? Nigdy o nim nie słyszałam.

— Nie kto, tylko co! — Poczerwieniał z oburzenia.

— O czym ty w ogóle mówisz? — Wzruszyła ramionami.

— To jest takie zioło — wyjaśnił, zniesmaczony jej ignorancją. — Dzień przed przyjęciem sam je kupiłem… Jak ty w ogóle możesz gotować, nie mając pojęcia o przyprawach?

Opróżniła kieliszek, po czym wstąpił w nią bojowy duch. Spojrzała na niego z wściekłością.

— Ach, chodzi ci o to zielsko w doniczce. Wyrzuciłam je dziś rano, bo mi zasmrodziło całą kuchnię. Śmieszny jesteś z tym celebrowaniem gotowania. Przecież można zamówić catering. Rozmaryn, rozmaryn — powtarzała, unosząc obie dłonie. — Mam w dupie twój rozmaryn! Dla ciebie wymyślne potrawy należą do wyobrażenia o dobrym życiu. Ale nie dla mnie. Na szczęście rzadko jadasz w domu obiad. Mnie i dzieciom żaden rozmaryn nie jest do szczęścia potrzebny.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 57.83