E-book
10.92
drukowana A5
32.87
Pragnienie zemsty

Bezpłatny fragment - Pragnienie zemsty

część I Mistyfikacja


5
Objętość:
190 str.
ISBN:
978-83-8155-450-3
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 32.87

Prolog

Nie odrywał wzroku od trumny, którą nieśli przed nim akolici Enbirra. Szedł wyprostowany, a jego twarz pozostawała bez wyrazu. Ignorował szepty plotkujących na temat samobójstwa hrabiego Fredrica Bischofa. Doskonale ukrywał żal i gniew, jakie nim targały.

Nie miał już rodziny, dlatego też nikt mu nie towarzyszył. Za nim także nie podążały tłumy, jakich można było się spodziewać na pogrzebie arystokraty. Znał tego powód. Mimo młodego wieku zdawał sobie sprawę, że w tym świecie liczyły się tylko pieniądze i wpływy. Jego ojciec stracił to wszystko przed śmiercią, a on nic nie znaczył. Jeszcze nic nie znaczył…


Po ceremonii pogrzebowej przyjął wyrazy współczucia od nielicznych, po czym zwrócił się w stronę świeżo usypanego grobu i długo wpatrywał się w niego nieobecnym wzrokiem. Nie rozmyślał o przeszłości, niczego nie rozpamiętywał. Przygotowywał się do tego, co bezwzględnie musiało nastąpić.

W końcu rozejrzał się po opustoszałym cmentarzu i przyklęknął. Położył kwiaty na kopcu i wziął w dłoń trochę ziemi. Przez chwilę patrzył na nią w zadumie, po czym zacisnął pięść, by piach przesypał się między palcami.

— Pomszczę twoją śmierć, ojcze — obiecał spokojnym głosem. — Ten, który do niej doprowadził, zapłaci za to najwyższą cenę. Zniszczę go tak, jak on zniszczył ciebie. Nie spocznę, dopóki sprawiedliwości nie stanie się zadość. Przysięgam. — Podniósł się i energicznym krokiem ruszył w stronę bramy.

Rozdział 1

— Widzę, że jeszcze tu nie posprzątałaś — powiedziała Talima, rozglądając się po jednopokojowym mieszkaniu swojej siostry. — Czyżbyś aż tak przywykła do dworskiego życia?

— Gdybyś zaglądała tu częściej, nie byłoby problemu — stwierdziła z uśmiechem Lavinia.

— Dobrze wiesz, że nie miałam na to czasu. Mniejsza z tym. — Machnęła ręką. — Mam do ciebie wielką prośbę. — Usiadła na starym fotelu. — Wiem, że dopiero skończyłaś swoje zadanie, ale teraz ja muszę wyjechać i chciałabym, żebyś zastąpiła mnie w pracy.

— A czym się zajmujesz? — zainteresowała się Lavinia.

— Słyszałaś o hrabim Leopoldzie Lankdorfie?

Kobieta przecząco pokręciła głową.

— Kupił nieduży pałacyk w Temdorfie niecałe dwa lata temu, ale już dał się poznać. Błyskawicznie zdobył przyjaciół, wkręcił się do rady miasta i ma już spore wpływy. Można powiedzieć, że robi zawrotną karierę. Problem w tym, że jego poglądy nie do końca odpowiadają gildii i trudno czegokolwiek się o nim dowiedzieć, żeby zyskać nad nim kontrolę.

— Jaka jest w tym twoja rola?

— Spotykam się z nim, żeby zdobyć potrzebne informacje — wyjaśniła Talima. — W zasadzie to jesteśmy parą.

Lavinia popatrzyła na siostrę ze zdziwieniem.

— A Istrelbrin nie ma nic przeciwko temu? — zapytała.

— Nie — pokręciła głową — Farnoth sam mnie o to poprosił.

— Wybacz, ale trochę to dziwne, żeby twój mężczyzna prosił cię o takie przysługi.

— Wiesz, że mało komu ufa, a ta sprawa jest dla niego wyjątkowo ważna — powiedziała Talima. — Jeśli zgodzisz się mnie zastąpić, Farnoth z pewnością cię za to nagrodzi. — Uśmiechnęła się.

— Nie wątpię… — Zamyśliła się na moment. — Sądzisz, że ten Lankdorf się nie zorientuje?

— Wyglądamy identycznie, a ty jesteś świetną aktorką. Nie ma szans. — Sięgnęła do torby po skórzaną tubę, z której wyjęła kilka zwojów.

Lavinia obserwowała poczynania siostry, gdy ta rozkładała je na stole.

— Tu masz plan jego pałacu. — Talima wskazała na pierwszy pergamin. — Musisz wszystko dokładnie zapamiętać. Naucz się także tego. — Podała siostrze notatki. — Zapisałam tu wszystko, czego się o nim dowiedziałam. Musisz go dobrze poznać, zanim się spotkacie.

— Jesteście parą, tak?

— Tak.

— Ale nie sypiacie ze sobą? — zapytała z nadzieją w głosie Lavinia.

Talima uśmiechnęła się szeroko.

— Potraktuj to jako dodatek do przyszłej wypłaty. — Puściła oko do siostry.

— Nie żartuj! — oburzyła się. — Może jeszcze mi powiesz, że Istrelbrin o tym wie?

— A wyobrażasz sobie, by było inaczej? Farnoth wie wszystko. Dla niego to nie stanowi problemu, bo wyraźnie oddziela interesy od życia prywatnego.

— Ale zdaje się, że ty jesteś częścią jego prywatnego życia — zauważyła Lavinia.

— Jest jak jest. — Talima wzruszyła ramionami. — Szczerze mówiąc, liczę na to, że po zakończeniu tej sprawy spojrzy na mnie inaczej. Chciałabym wreszcie wprowadzić się do niego i oficjalnie być jego kobietą.

— Nie sądzę, by zerwał z tą swoją elfką. Są ze sobą od lat i nic nie wskazuje na to, by miało się to kiedykolwiek zmienić. — Popatrzyła na siostrę, która wyraźnie posmutniała. — Przykro mi.

— Wykopię ją z jego życia. Zobaczysz, uda mi się.

— Życzę ci jak najlepiej, ale wydaje mi się, że powinnaś stawiać przed sobą realniejsze cele. Nie chcę, żebyś cierpiała.

— Bez obawy, nie będę. — Na twarzy Talimy znów zagościł uśmiech. — To jak? Zajmiesz się hrabią?

Lavinia zerknęła jeszcze raz na pergaminy rozłożone na stole, po czym przeniosła wzrok na siostrę.

— Zrobię to — odpowiedziała po chwili namysłu.

— Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć. — Zadowolona Talima wygodnie rozsiadła się w fotelu, przerzucając nogi przez poręcz. — Daj tu jakieś wino i opowiem ci o Leopoldzie.

Gdy Lavinia postawiła na stole dwa napełnione kieliszki i butelkę, zaczęła:

— Poznaliśmy się na przyjęciu u Farnotha. Podał mi chusteczkę, którą niby przypadkiem upuściłam. Banał, ale zawsze działa. — Spojrzała wymownie na siostrę. — Przedstawiliśmy się sobie, chwilę porozmawialiśmy o wystroju sali balowej, a potem poszliśmy na spacer do ogrodu. Po powrocie trochę potańczyliśmy. Jeśli zaprosi cię na jakiś bal, udawaj, że nie tańczysz za dobrze — zaznaczyła. — Wyszedł dosyć wcześnie, ale przedtem umówiliśmy się na obiad w Złotym Jabłku. To była jego inicjatywa, przynajmniej on tak sądzi. — Sięgnęła po kieliszek i upiła spory łyk wina. — Dobre. — Popatrzyła na butelkę. — Następnego dnia przyjechał do mnie do sklepu z bukietem kwiatów, by przypomnieć o spotkaniu. Po obiedzie wybraliśmy się na spacer do parku nieopodal karczmy. Opowiadał o sobie i to wszystko masz spisane. — Wskazała jeden z pergaminów. — Pytał też o mnie. Powiedziałam mu, że mam dwadzieścia sześć lat, mieszkam w Temdorfie od urodzenia, a moi rodzice nie żyją. Wie, że mam siostrę, która mieszka w Emstorfie. Nie pytał o szczegóły, więc tu możesz mówić, co uznasz za stosowne. Kolejnego wieczoru zjedliśmy razem kolację w tym samym lokalu, a potem wybraliśmy się do teatru. Lubi przedstawienia. Spotykamy się od miesiąca, a zaciągnął mnie do tego teatru już sześć razy. — Skrzywiła się. — Ale to nie jest najgorsze. Oprócz tego zabierał mnie na wystawy jakichś malarzy, rzeźbiarzy i na wieczorki poetyckie. To zdecydowany minus tych randek, ale cóż począć. Trzeba przez to przebrnąć.

— Nie widzę problemu. — Lavinia uśmiechnęła się. — Lubię sztukę.

— I tego się trzymaj. On jest przekonany, że i ja interesuję się tymi bzdurami. Żeby to nie wyglądało tak tragicznie, powiem ci, że jest świetnym kochankiem. Sprawdziłam to po trzech tygodniach znajomości.

— Szybko.

— Wcale nie — obruszyła się Talima. — Nie zamierzam poświęcać mu zbyt wiele czasu, a przecież wiesz, że to najlepszy sposób, by omamić mężczyznę. Czekałam z tym tak długo, żeby nie pomyślał, że jestem łatwa. Nie wszystkim to odpowiada.

— Myśli, że jesteś w nim zakochana?

— Oczywiście, że tak. — Uśmiechnęła się. — Dołóż wszelkich starań, żeby tego nie zepsuć. Szkoda by było zmarnować tyle mojej pracy. — Znów napiła się wina. — Wróćmy do tematu. Zdarza mu się wyjeżdżać do Heimingen, ale zazwyczaj szybko wraca. Tym razem wypuścił się na dłużej, bo nie ma go w mieście od siedmiu dni, a powrót zaplanował na pojutrze…

— A kiedy ja mam przejąć sprawę? — przerwała jej Lavinia.

— Jak tylko wróci. Ja wyjeżdżam jutro rano — oznajmiła Talima.

— Świetnie — mruknęła. — Jak ja go poznam? Mówiłam ci, że go nie kojarzę.

— Jak go znam, pewnie po powrocie odwiedzi cię w sklepie z bukietem kwiatów.

— Mam nadzieję, że tylko on przynosi ci kwiaty. — Lavinia spojrzała na siostrę pytająco.

— Ostatnio tylko on. Spokojnie, poznasz go. Ma trzydzieści sześć lat, jest wyższy od nas o głowę, dobrze zbudowany, ale nie tak, jak te oprychy Farnotha. Szatyn, krótko obcięty, bez zarostu, zadbane dłonie, zawsze elegancko ubrany. Lubi niebieski, więc często nosi koszule w tym kolorze. Swoją drogą to słuszny wybór, bo ten kolor podkreśla jego oczy. Nie patrz w nie za długo, żebyś nie straciła głowy — zażartowała.

— Bez obawy.

— Pojutrze jesteście umówieni na kolację. Nie wiem, gdzie cię zabierze, ale zakładam, że znów do Złotego Jabłka. Czekaj na niego w domu, przyjedzie po ciebie. I nie chwal jego karocy — zaznaczyła Talima. — Już się nią nazachwycałam… — Zamyśliła się na moment. — Nie wiem, co jeszcze powinnaś wiedzieć. Jeśli coś przychodzi ci do głowy, pytaj.

— Co z jego rodziną?

— Nie ma rodzeństwa, matka zmarła przy porodzie, a ojciec został zamordowany. Niestety nie znam szczegółów. Bardzo niechętnie o tym mówi, a ja nie chciałam naciskać. Za krótko się znamy. Jeśli nadarzy się okazja, spróbuj coś z niego wyciągnąć.

— Jasne. — Lavinia pokiwała głową. — Wspominałaś, że stosunkowo niedawno przybył do Temdorfu. Skąd jest?

— Dzieciństwo spędził na południu, konkretnie w Dafen. Wcześnie opuścił rodzinny dom i sporo podróżował. Ma smykałkę do interesów. Do wszystkiego chyba doszedł sam. Z tego, co mówił, wynika, że pomimo tytułu szlacheckiego jego rodzina nie była majętna… — urwała. — Zapomniałabym o najważniejszym!

Lavinia spojrzała na nią w skupieniu.

— W sypialni pod dywanem jest sejf. Musisz zdjąć kilka desek, żeby się do niego dostać. Spróbuj go otworzyć, bo ja nie dałam rady. Myślę, że tam może się znajdować coś istotnego. W sejfie w gabinecie trzyma papiery dotyczące aktualnych interesów. Zaglądaj tam co jakiś czas. Farnotha interesują wszelkie informacje.

— Rozumiem. — Przeniosła wzrok na notatki.

— Tu jest wszystko, co powinnaś wiedzieć. Poradzisz sobie. Rano podrzucę ci klucze do mieszkania i do sklepu. — Podniosła się z miejsca. — Pojutrze Kargrond wcześniej kończy, więc musisz tam być po obiedzie. Następnego dnia ty otwierasz, bo on przyjdzie trochę później. Potem dogadujcie się co do czasu pracy, ale nie daj sobie wejść na głowę. On oczywiście nic nie wie o zamianie, więc musisz trochę tam posiedzieć. Ja zazwyczaj pilnuję interesu — powiedziała, kierując się do wyjścia. — Lecę, bo umówiłam się z Farnothem.

Lavinia odprowadziła ją wzrokiem, po czym sięgnęła po kieliszek z winem i zaczęła analizować zapiski siostry.

Rozdział 2

Lavinia przeniosła się do domu swojej siostry, więc do pracy miała niedaleko. Sklep Talimy mieścił się na parterze kamienicy, którą sprezentował jej hrabia Istrelbrin. Budynek znajdował się w centrum miasta przy jednej z głównych ulic Temdorfu, co sprawiało, że kobieta nie narzekała na brak klientów. Po trzech latach sprzedaży biżuterii należała już do grupy ludzi zamożnych.


Lavinia weszła do sklepu od zaplecza. Pracujący tam krasnolud właśnie zachwalał naszyjnik z rubinami, który oglądała starsza kobieta w eleganckiej sukni. W rogu pomieszczenia stał jej ochroniarz. Zdawał się być znudzony, jednak wyraźnie ożywił się na widok nowo przybyłej. Wyprostował się, co sprawiło, że od razu stał się wyższy.

— Dzień dobry — przywitała się.

Ochroniarz skinął głową i posłał jej uśmiech.

— Dobry — mruknął Kargrond, nie odrywając uwagi od potencjalnej klientki skupionej na biżuterii.

Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, Lavinia stanęła za ladą. Pomimo że rozejrzała się w nocy po sklepie, nie czuła się zbyt pewnie. Nie znała cen wystawionych towarów, a i handlem nie zajmowała się nigdy wcześniej.

— Jeszcze się zastanowię — powiedziała kobieta w eleganckiej sukni.

— Jak pani sobie życzy. — Krasnolud wziął od niej naszyjnik, by zamknąć go w gablocie. — Jeśli jest pani zainteresowana, radziłbym się pospieszyć. Pewna baronowa, nie zdradzę nazwiska, również rozważa ten zakup. — Zerknął na klientkę i ściszył głos: — Jestem przekonany, że najdalej jutro będzie jej własnością.

Kobieta pokiwała głową i w zamyśleniu dość szybko ruszyła do wyjścia. Ochroniarz, spoglądając w stronę Lavinii, podążył za nią.

— Mamy ją. — Wyraźnie zadowolony Kargrond oparł się o ladę. — Co tak późno, szefowo? Zabalowało się?

— Trochę — odparła.

— I dobrze. Młoda jesteś, to powinnaś korzystać z życia. — Uśmiechnął się szeroko, ukazując tym samym kilka złotych zębów. — Skoro jesteś, ja już pójdę. Bardin ma dziś setne urodziny i trzeba jeszcze co nieco przygotować. Pamiętasz, że jutro przychodzę później? — upewnił się.

— Pamiętam — potwierdziła. — Baw się dobrze.

Krasnolud skinął głową na znak, że właśnie taki ma zamiar, sięgnął za ladę po niewielki pakunek przewiązany zieloną kokardą, po czym opuścił sklep. Wtedy przed drzwiami zatrzymała się nieoznakowana karoca, z której wysiadł ubrany na czarno elf. Rozejrzał się, zatrzymał wzrok na Lavinii i przez chwilę jej się przyglądał.

— Witam, hrabio — powiedziała, gdy wszedł do środka. — Czym mogę służyć?

— Hrabio? — Uśmiechnął się. — Tyle razy prosiłem, żebyś mówiła mi po imieniu. Jesteśmy prawie rodziną.

— Wybacz, Farnoth.

— Chciałem sprawdzić, jak ci idzie. Radzisz sobie? — zapytał, wpatrując się w nią swoimi przenikliwymi czarnymi oczami.

— Jeszcze się z nim nie spotkałam, jeśli o to pytasz.

— Skoro o tym wspomniałaś… — Rozejrzał się. — Gdy tylko czegoś się dowiesz, przyjdź do Fortuny. Jeśli mnie tam nie będzie, powiedz Ralfowi, że chcesz się ze mną widzieć. Kojarzysz go, prawda?


— To ten kapłan Inwisa, tak? — upewniła się.

— Tak — potwierdził. — Nie muszę ci mówić, żebyś nie informowała go o sprawie, którą się zajmujesz?

Kobieta pokręciła głową.

— Świetnie. — Popatrzył na nią w taki sposób, że poczuła się skrępowana. — Do zobaczenia. — Pocałował ją w policzek. — Odłóż dla mnie tamten pierścionek z szafirem — wskazał gablotę — i dobierz do niego kolczyki. Zapakuj to ładnie.

— Mogę to zrobić od razu. — Ruszyła w stronę półki.

— Teraz nie mam czasu. Do zobaczenia.


Lavinia przygotowała biżuterię, o którą prosił Istrelbrin, i schowała szkatułkę w szafce za ladą. Wkrótce po tym zjawił się służący kobiety, która oglądała naszyjnik z rubinami. Zgodnie z przypuszczeniami Kargronda zdecydowała się na zakup.

Tego dnia sprzedała jeszcze kilka drobiazgów, a gdy tylko ulica opustoszała, postanowiła zamknąć sklep.

Rozdział 3

Przeglądając zawartość ogromnej szafy swojej siostry, zastanawiała się, czy oby na pewno tego wieczoru dojdzie do spotkania z hrabią Lankdorfem. Talima była przekonana, że zjawi się on w sklepie, a Lavinia nie widziała tam nikogo pasującego do rysopisu. Zaniepokoiła ją myśl, że mogła go nie rozpoznać. Gdyby tak się stało, nie byłaby w stanie dokończyć zadania.

Mimo wszystko wybrała jedną z sukien i przebrała się w nią po kąpieli. Z kieliszkiem wina podeszła do okna wychodzącego na ulicę i bez większego zainteresowania obserwowała przechodniów.

Wkrótce pod kamienicą zatrzymała się piękna, rzeźbiona karoca z ciemnego drewna. Woźnica opuścił swoje miejsce, by otworzyć drzwi. Ze środka wyszedł elegancko ubrany mężczyzna z bukietem kwiatów w dłoni. Powiedział coś do sługi, po czym ruszył w stronę wejścia do budynku.

Serce Lavinii zaczęło mocniej bić. Poczuła narastające napięcie związane z zadaniem, które przed nią stało.

Po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Kobieta odczekała moment, zanim otworzyła.

— Witaj, moja piękna — powiedział Leopold, wręczając jej kwiaty.

Nie miała wątpliwości, że to on. Niebieska koszula faktycznie podkreślała kolor jego oczu.

— Dziękuję — wyszeptała, przyjmując od niego bukiet.

— Widzę, że jesteś gotowa. — Obejrzał ją z nieskrywanym zachwytem.

— Tak — potwierdziła z uśmiechem. — Wstawię tylko kwiaty do wody i możemy iść.

— Zaczekam na ciebie na dole — oznajmił, gdy skierowała się do kuchni.

Ucieszyła się, że została sama. Dzięki temu miała chwilę na opanowanie emocji. Odetchnęła głęboko kilka razy, włożyła bukiet do wazonu, po czym bez pośpiechu ruszyła do wyjścia. Po drodze zatrzymała się na moment przed dużym lustrem stojącym w korytarzu. Chciała się upewnić, że jej wygląd był bez zarzutu.


Lankdorf czekał na nią przy karocy. Pomógł jej wsiąść i sam zajął miejsce naprzeciwko niej.

— Stęskniłem się za tobą — powiedział, gdy ruszyli.

— Mnie też brakowało naszych spotkań. — Uśmiechnęła się ciepło.

— Nawet nie wiesz, jak bardzo cieszą mnie twoje słowa. — Pochylił się i wziął ją za dłoń. — Dziś w teatrze jest premiera „Clory”. Kupiłem bilety, ale jeśli nie masz ochoty… — Popatrzył na nią pytająco.

— Oczywiście, że mam ochotę — zapewniła go. — O czym jest to przedstawienie? Wcześniej nie słyszałam tego tytułu.

— Clora to główna bohaterka, zamożna szlachcianka. Pod nieobecność męża, który walczy na wojnie, zakochuje się w kowalu. Gdy małżonek wraca, zaczynają się poważne kłopoty.

— Widziałeś to już? — zainteresowała się.

— Dawno temu, ale w innej obsadzie. — Zerknął w okno. — Zaraz będziemy na miejscu.


Gdy powóz zatrzymał się przed Złotym Jabłkiem, Leopold wysiadł i podał rękę Lavinii. Wzięła go pod ramię i tak weszli do środka.

Od razu podszedł do nich dobrze ubrany służący i wskazał wcześniej przygotowany stolik. Obecni w lokalu goście zerkali na nowo przybyłych. Niektórzy witali się z Lankdorfem i jego towarzyszką.

Na stole czekało na nich elfie wino i dwa puchary, które służący napełnił zaraz po tym, jak zajęli miejsca.

— Za kolejny wspaniały wieczór. — Hrabia uniósł kielich, patrząc z uśmiechem na Lavinię.

Kobieta również wzniosła toast.

— Wyborne — pochwaliła trunek.

— Cieszę się, że ci smakuje. Mam nadzieję, że nie będziesz miała mi za złe, ale pozwoliłem sobie już wcześniej złożyć zamówienie. Chciałem, żebyśmy mogli skosztować czegoś wyjątkowego. — Położył dłoń na jej dłoni.

Uśmiechnęła się i spojrzała w jego oczy. W przytłumionym świetle były szare i lśniące, do tego biła z nich mądrość.

— Nie masz mi tego za złe? — zapytał, wyrywając ją z zamyślenia.

— Nie. Wino, które wybrałeś jest wyśmienite, więc o kolację jestem spokojna.

— Opowiedz, co robiłaś przez ostatnie dni — poprosił, wpatrując się w nią.

— Większość czasu spędziłam w sklepie… — urwała, gdy zauważyła, że służący się zbliżają.

Jeden z nich podał do stołu, po czym obaj skłonili się i odeszli.

— Wygląda apetycznie — stwierdziła, patrząc na potrawy. — Jak się udał wyjazd?

— Muszę przyznać, że wszystko poszło lepiej, niż się spodziewałem — odparł. — Interesują cię szczegóły? Nie chciałbym cię zanudzać.

— Mów, chętnie posłucham.

— Jeśli chcesz… — Uśmiechnął się do niej. — Spotkałem się z baronem Walbrechtem. On jest z Menstedt, ale dowiedziałem się od znajomego, że zatrzyma się w Heimingen i wykorzystałem okazję. Wiedziałem, że pasjonuje się malarstwem, a mnie ostatnio udało się zdobyć trzy cenne obrazy. Sprzedałem mu je po bardzo korzystnej dla mnie cenie.

— Gratuluję — wtrąciła Lavinia.

— To nie wszystko.

Słuchała go z uwagą.

— Już miałem wracać do domu, gdy doszły mnie wieści, że Franz Ohrsten sprzedaje swój pałac. Udałem się do niego i okazało się, że zależy mu na czasie. Wiesz, że w takich sytuacjach cena nie może być wygórowana?

Kobieta pokiwała głową.

— Właśnie. I tu nadarzyła się kolejna okazja, by zarobić. Można powiedzieć, że kupiłem tę posiadłość za bezcen. Wyobraź sobie, że nie było zainteresowanych, bo budynek wymaga remontu. Jestem przekonany, że za jakiś czas dostanę za niego sto procent więcej, niż zapłaciłem.

— Widzę, że nie przepuścisz żadnej okazji.

— Staram się. — Napił się wina.

— A dlaczego Ohrstenowi tak zależało na czasie? — zainteresowała się.

— Oficjalnie się przeprowadza, a nieoficjalnie ma długi. Nie jest wielką tajemnicą, że Franz jest hazardzistą. Słyszałem, że zadłużył się u niebezpiecznych ludzi. Myślę, że miałby spore kłopoty, gdybym nie kupił tego domu. Jego żona i dzieci wyjechały już jakiś czas temu. Krążą plotki, że wcześniej próbowano porwać jego córkę.

— To straszne — powiedziała Lavinia z autentycznym przejęciem.

— Owszem. Nie wiem, jak mężczyzna może doprowadzić do takiej sytuacji. Jest głową rodziny i powinien być za nią odpowiedzialny. Przecież żona i dzieci to największy skarb, jaki istnieje. Ich bezpieczeństwo i zapewnienie im godnego bytu powinno być priorytetem.

— Chyba nie wszyscy są tego zdania — zauważyła.

— Niestety… — zamilkł i nieco spochmurniał.

Kobieta przyglądała mu się przez chwilę. Zdawał się być przyzwoitym człowiekiem. Żałowała, że poznali się w takich okolicznościach, a ich znajomość zakończy się po wykonaniu przez nią zadania.

— O której zaczyna się przedstawienie? — przerwała ciszę.

Spojrzał na nią i dostrzegła błysk w jego oczach.

— Myślę, że mamy jeszcze czas na kieliszek wina. — Sięgnął po butelkę i dolał najpierw jej, potem sobie. — Powiedz mi, Talimo, dlaczego tak piękna i inteligentna kobieta jest sama?

Lavinię przeszedł delikatny dreszcz, gdy zwrócił się do niej imieniem jej siostry.

— Nie mówiłam już o tym? — zapytała, posyłając mu zalotny uśmiech.

Przecząco pokręcił głową i pochylił się w jej stronę, opierając ręce na stole.

— Nie spotkałam jeszcze odpowiedniego mężczyzny.

— Z pewnością miałaś wielu adoratorów. Naprawdę żaden z nich nie skradł ci serca?

— Na razie żadnemu to się nie udało — odparła.

— Myślę, że wkrótce to się zmieni. — Napił się wina, po czym podniósł się z miejsca i ruszył w jej stronę, by odsunąć krzesło, gdy będzie z niego wstawała.


„Clora” była przedstawieniem tak wciągającym, że w czasie jego trwania nie zamienili ze sobą nawet słowa. Oboje z uwagą i przejęciem śledzili tragiczne losy bohaterów tej historii. Po spektaklu Lankdorf zabrał Lavinię za kulisy, gdzie odbyli krótką rozmowę z aktorami i mieli okazję dokładniej przyjrzeć się dekoracjom.

Kobieta była pod wielkim wrażeniem.


— Nie chciałbym jeszcze kończyć tego wieczoru — powiedział Leopold, gdy po wyjściu z teatru szerokimi schodami zmierzali w stronę karocy.

— Ja też — przyznała, patrząc na niego.

Uśmiechnął się, widząc jej rozpromienioną twarz.

— Naprawdę ci się podobało. — Objął ją i pocałował w skroń.

— Mówiłam, że lubię teatr.

— Już nigdy w to nie zwątpię. — Wziął ją za rękę. — Jest ciepło — spojrzał w niebo — gwiazdy pięknie świecą, a ja mam w domu kilka butelek dobrego wina i wygodne miejsce na tarasie. Co ty na to?

— Dziś zyskałam przekonanie, że powinnam się zgadzać na każdą twoją propozycję.

— Nareszcie. — Pomógł jej wsiąść do karocy. — Jedziemy do domu — zwrócił się do woźnicy.


Pałac hrabiego Lankdorfa był okazały, otoczony zielenią. Lavinia nie rozglądała się zbytnio, by nie zdradzić, że wcześniej tam nie była. Gdy weszli do środka, poczuła się pewniej. Szybko zyskała przekonanie, że dobrze zapamiętała rozkład pomieszczeń w tym budynku.

Leopold zaprowadził ją na taras, a sam poszedł po wino i przekąski. Gdy wrócił, zajął miejsce obok niej na rzeźbionej ławce wyłożonej poduszkami, objął ją i spojrzał w niebo.

— Piękna noc — stwierdził.

— Wyjątkowo piękna. — Oparła głowę na jego ramieniu.

Przez jakiś czas siedzieli tak przytuleni, nie zakłócając panującej ciszy żadnymi słowami.

Kiedy zaczęli rozmawiać o swoich gustach literackich, Lavinia zapomniała, że jest w pracy. Upływający czas także nie miał dla niej znaczenia.

— Być może zbyt wcześnie wyciągam takie wnioski, ale odnoszę wrażenie, że mi się udało — powiedział Leopold, zerkając na towarzyszkę.

— Co ci się udało? — zapytała, nie wiedząc, co miał na myśli.

— Skraść twoje serce.

— Być może… — Pocałowała go delikatnie.

— Byłbym szczęśliwy, gdybyś została na noc — wyznał, gładząc dłonią jej policzek.

— Zostanę z przyjemnością — wyszeptała, patrząc mu w oczy.

Wyjął z jej dłoni kielich i odstawił go na stoliku. Podniósł się z miejsca, po czym wziął ją na ręce i zaniósł do swojej sypialni.

***

Lavinia obudziła się w przestronnej, aczkolwiek przytulnej komnacie. Leżała w jedwabnej pościeli na wielkim, wysokim łożu. Na stoliku, który był w zasięgu jej ręki, stał wazon pełen kolorowych kwiatów. Ich przyjemny zapach rozchodził się po pomieszczeniu. Przez uchylone okno wpadał do środka delikatny, ciepły wietrzyk.

Kobieta uśmiechnęła się na wspomnienie minionej nocy i spojrzała w stronę drzwi, gdy te się otworzyły.

— Dzień dobry, moja piękna — powiedział Leopold, niosąc przed sobą srebrną tacę ze śniadaniem.

Postawił ją na łóżku, przysiadł na skraju i czule pocałował Lavinię.

— Wyspałaś się? — zapytał.

— Tak — odparła zadowolona i zerknęła w stronę tacy.

— Pomyślałem, że będziesz głodna. — Sięgnął po talerz, na którym znajdowały się nieduże, pięknie udekorowane kanapki, i podał go jej.

— Dziękuję… — wyszeptała.

Nigdy wcześniej nikt nie traktował jej w taki sposób. Poczuła się jak księżniczka.

Mężczyzna wstał i podszedł do otwartego okna. Po chwili stanął do niego bokiem, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech, gdy zatrzymał wzrok na Lavinii.

— Chciałbym częściej przynosić ci śniadanie do łóżka — powiedział.

— Nie mam nic przeciwko temu. — Spojrzała w okno. — Wiesz, że nie mogę zostać?

— Domyślam się. Kąpiel jest już gotowa, a powóz czeka. Spodziewałem się, że będziesz chciała mi uciec, zasłaniając się pracą.

Rozdział 4

Po powrocie do domu siostry Lavinia przebrała się i zbiegła na dół, by otworzyć sklep. Przed drzwiami czekał na nią jeden z ludzi Istrelbrina.

— Gdzieś ty była? — warknął na nią, wchodząc do środka. — Sterczę tu jak jakiś idiota.

— Spokojnie, coś mi wypadło. Co cię tu sprowadza? — zapytała.

— Spokojnie, coś mi wypadło — przedrzeźnił ją, krzywiąc się. — Miałaś coś odłożyć dla szefa. Pamiętasz?

Kobieta odetchnęła głęboko i weszła za ladę.

— Wyobraź sobie, że pamiętam. — Sięgnęła po szkatułkę, po czym podała ją oprychowi.

— Jeśli to nie to, o co prosił, ty za to oberwiesz — zaznaczył, kładąc przed nią pełną sakiewkę. Potem posłał jej nieprzyjazne spojrzenie i opuścił sklep.

Odprowadziła go wzrokiem, westchnęła głośno i przysiadła na krześle. Po chwili rozejrzała się, zastanawiając się, czym powinna się zająć. Nie miała pojęcia, co robiła Talima, gdy nie było klientów.

Schowała sakiewkę do sejfu i postanowiła zabrać się za polerowanie biżuterii. Jej myśli błądziły wokół Lankdorfa i minionego wieczoru. Zastanawiała się też, dlaczego Istrelbrinowi aż tak zależało na informacjach, które miała zdobyć. Posunął się bardzo daleko, nakłaniając swoją kobietę do sypiania z innym. Ta sprawa musiała być dla niego naprawdę ważna.

Z zamyślenia wyrwał ją tubalny głos krasnoluda:

— Już jestem!

Aż podskoczyła i o mało nie upuściła na podłogę srebrnego kielicha.

— Nie bój się — powiedział rozbawiony jej reakcją Kargrond — to tylko ja.

— Jak udało się przyjęcie? — zapytała.

— Wszystko zgodnie z planem. Sprzedałaś ten naszyjnik?

— Tak — potwierdziła.

— Ha! Miałem rację! — ucieszył się. — Wiedziałem, że po niego wróci. — Zerknął w okno, gdy przed budynkiem zatrzymała się okazała karoca. — Chyba ktoś do ciebie — powiedział, kiedy zobaczył hrabiego Lankdorfa.

Lavinia uśmiechnęła się promiennie na widok mężczyzny z bukietem kwiatów i natychmiast ruszyła do drzwi.

— Coś mi się zdaje, że czeka nas ślub — wymruczał krasnolud, kierując się na zaplecze.


— Witaj, moja piękna — powiedział Leopold, wręczył kobiecie kwiaty i pocałował ją w policzek. — Ślicznie pachniesz. To nowe perfumy?

— Dziękuję. Tak, niedawno je kupiłam — skłamała. Od lat była im wierna.

— Dziś wieczorem nie będziemy mogli się spotkać — zaczął — dlatego chciałbym porwać cię teraz. Nie jesteś sama, prawda?

— Nie — odpowiedział Kargrond z zaplecza. — Wszystkim się zajmę, jakby co.

Lankdorf uśmiechnął się.

— Zrobisz coś dla mnie, Talimo? — zapytał nieco ściszonym głosem.

— Co takiego?

— Zamień tę piękną suknię na spodnie i koszulę — wyszeptał jej do ucha, po czym musnął ustami jej skroń.


Wyjechali z miasta i wkrótce po tym się zatrzymali. Gdy wysiedli z karocy, Lavinia zrozumiała, dlaczego Leopold poprosił, by się przebrała. Zaniemówiła z zachwytu, gdy zobaczyła na łące dwa osiodłane kare rumaki o lśniącej sierści i długich, bujnych grzywach.

Hrabia przez chwilę patrzył na nią z zadowoleniem. Wreszcie skinął na sługę, który strzegł wierzchowców, a wtedy ten podprowadził zwierzęta.

— Zapraszam cię na przejażdżkę — powiedział Lankdorf, obejmując Lavinię.


Przez jakiś czas galopowali traktem, czując we włosach przyjemny wiatr.

— Jak ci się podoba? — zapytał Leopold, gdy nieco zwolnili.

— Jest cudownie — odparła, uśmiechając się promiennie.

— Cieszę się. Dotąd nie rozmawialiśmy na temat jazdy konnej i nie miałem pojęcia, czy ten pomysł przypadnie ci do gustu, ale postanowiłem zaryzykować. Zresztą, w razie czego przygotowałem coś jeszcze. — Nagle skręcił w las.

— Nie przestajesz mnie zaskakiwać — powiedziała z dziecięcą radością w głosie, podążając za nim.

— To bardzo dobrze, moja piękna!

Wąska ścieżka, którą jechali, prawdopodobnie została wydeptana przez łowców. Prowadziła na niewielką, okwieconą polanę, pośrodku której leżał koc. Na nim stały dwa plecione kosze, jakich używano podczas pikników.

— Zgłodniałaś? — Lankdorf spojrzał w niebo, zatrzymując się. — Wydaje mi się, że najwyższy czas na obiad. — Zeskoczył z rumaka, po czym energicznym krokiem podszedł do kobiety i wyciągnął ręce, by pomóc jej zsiąść.

Gdy zsunęła się wprost w jego ramiona, objął ją mocno i namiętnie pocałował. Po chwili odsunął się od niej nieznacznie, palcami przeczesał jej nieco zmierzwione włosy i uśmiechnął się.

— Chodźmy. — Trzymając ją za dłoń, ruszył w stronę koca.

Rozsiedli się wygodnie, a wtedy sięgnął do jednego z koszy i wyjął z niego dwa srebrne kielichy oraz elfie wino.

— Ostatnio bardzo ci smakowało. — Pokazał jej etykietę, sprawnie odkorkował butelkę i nalał trunek do pucharów.

Podał jej jeden i sięgnął po drugi.

— Za cudowne popołudnie w towarzystwie wyjątkowej kobiety. — Uniósł nieco kielich, jak to czyniono przy toastach.

Lavinia zrobiła to samo.

— Za cudowne popołudnie w towarzystwie wyjątkowego mężczyzny — powiedziała i, patrząc mu w oczy, upiła łyk wina.


— Jak już wspomniałem, wieczorem nie będziemy mogli się spotkać — przypomniał po posiłku.

— Czy coś się stało? — zainteresowała się.

— Nie — posłał jej uśmiech — ale muszę wyjechać. To dość pilne, więc nie powinienem tego przekładać.

— Jesteś niezwykle tajemniczy — zauważyła.

— Takie odnosisz wrażenie?

W odpowiedzi pokiwała głową.

— Po prostu nie chcę zanudzać cię szczegółami — wyjaśnił. — Chodzi o interesy. Myślę, że wrócę do ciebie za dwa dni.

— Więc to nie będzie daleka podróż? — Popatrzyła na niego pytająco.

— Jadę do Heimingen.

— Chodzi o ten pałac, który ostatnio kupiłeś?

— Nie. — Podniósł się z miejsca i podał jej rękę. — Powinniśmy już wracać.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 32.87