E-book
15.75
drukowana A5
79.5
drukowana A5
Kolorowa
116.84
Polscy lekarze zwierząt w niemieckich oflagach

Bezpłatny fragment - Polscy lekarze zwierząt w niemieckich oflagach

Objętość:
466 str.
ISBN:
978-83-8440-178-1
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 79.5
drukowana A5
Kolorowa
za 116.84


Żonie Elżbiecie poświęcam. Elu,

bez Twojej akceptacji nie byłoby

realizacji mojej pasji.

Autor


I. Wprowadzenie

Publikację zatytułowaną OFLAGI POLSKICH LEKARZY ZWIERZĄT postanowiłem przygotować krótko po decyzji o zakończeniu pracy nad książką KATYŃ LEKARZY ZWIERZĄT, chociaż moimi myślami targały wówczas rozliczne wątpliwości. Jedną z nich było proste pytanie — po co ten temat powtarzać i powielać w kolejnej publikacji?


Tak postawione pytanie zatrzymało moje przemyślenia i pracę na kilka dobrych tygodni. Uznałem początkowo, że faktycznie, jaki sens ma powielanie wcześniejszych opracowań, które zostały opublikowane i są dostępne w różnych publikacjach książkowych autora. Im dłużej jednak trwały te przemyślenia, tym bardziej moje twarde postanowienie topniało. Zaczynałem tłumaczyć sobie, że przecież informacje o lekarzach weterynarii jeńcach uwięzionych w obozach wojskowych stalagach czy w oflagach są bardzo rozproszone i znajdują się w kilkunastu publikacjach autora. Komu więc będzie chciało się szukać jakieś informacji o konkretnym lekarzu zwierząt w kilku oddzielnych książkach!


Wreszcie postanawiam sprawdzić, czy tak postawione pytanie i odpowiedź na nie są słuszne w swoich pierwotnych założeniach? Sięgam na półkę po książki. To w książce Utrwalone skrawki życia znajdują się podstawowe opracowania dotyczące uwięzienia lekarzy weterynarii w obozach jenieckich dla oficerów — w oflagach i w obozach dla żołnierzy — stalagach w rozdziale zatytułowanym Oficerowie w niewoli niemieckiej a także w Porządkowanie archiwaliów obozowychZ dziennika wnuczki. Romuald Konikowski. Przedstawione rozdziały praktycznie wyczerpują temat, są stosunkowo obszerne i na nich można by poprzestać. Można by poprzestać…


Zobaczmy jednak, czy w kolejnych książkach znajdują się faktycznie rozszerzenia tematu i czy zawartość ich godna jest dodatkowej pracy i dodatkowego uzupełnienia opisu losów lekarzy osadzonych za drutem kolczastym na sześć długich lat? W książce Podążając śladami nieobecnych znajduje się kilka biogramów nie uwzględnionych we wcześniejszych opisach, znajdują się także uzupełnienia innych biogramów np. Stefan Artymowski, Józef Buchta — jest fotografia, Józef Gac — rozszerzenie biogramu, Jan Gregorkiewicz — fotografie i uzupełnienie biogramu, Roman Jaciów — uzupełnienie biogramu o wyjazd do USA, Juliusz Kurkowski — nowe informacje o emigracji, Alfons Łazarewicz — starania o wyjazd na emigrację, Kazimierz Pyszkowski — uzupełnienie i fotografie, Kazimierz Rakowski — fotografie i uzupełniania… To już jest sporo cennego materiału historycznego.


Przeglądam kolejną książkę: Niepowtarzalni lekarze zwierząt a w niej np. Władysław Baruch osadzony w Stalagu IIIA Leckenwalde, Juliusz Kurkowski — uzupełnienie biogramu o starania o wyjazd na emigrację, Michał Pastuszak — uzupełnienie biogramu, Włodzimierz Sawański — dodatkowa informacje o uwięzieniu także o pobycie w innym obozie wojskowym, Bogdan Wrzyszczyński — wyjaśnienie wielu nieprawidłowości…


W książce Po wielu z nich płaczę ponad dwadzieścia biogramów z uzupełnieniami. Podobnie w Śladami Niepowtarzalnych. Sięgam po następne i następne i w każdej z nich znajduje się kilka lub kilkadziesiąt nowych faktów. Szala na wadze przechyla się w jedną stronę.

Dysponując tyloma rozproszonymi uzupełnieniami i poprawkami dochodzę do jedynego słusznego wniosku — nastał odpowiedni czas, by przedstawione ponad 10 lat temu biogramy poprawić, uzupełnić o nowe fakty i zebrać w jednej szerszej publikacji książkowej.


Książkę OFLAGI POLSKICH LEKARZY ZWIERZĄT z podkreśleniem — polskich lekarzy, postanawiam zadedykować represjonowanej przez Niemców największej grupie lekarzy weterynarii oficerów służby zasadniczej i rezerwistów, osadzonych tuż po przegranej wojnie obronnej 1939 roku i tuż po przegranym powstaniu warszawskim w 1944 roku.


KONKLUZJA SZCZĘŚCIA. Osadzeni w tych obozach mimo uszczerbku na zdrowiu psychicznym i fizycznym i tak mieli ogromne szczęście w porównaniu z losem jaki spotkał ich kolegów zagarniętych przez Sowietów. 120 lekarzy weterynarii zostało przez nich zdradziecko zamordowanych strzałem z pistoletu w tył głowy. Tragedię tą, nazwaną przez niemniej okrutnych oprawców Niemców — Massenmord, przestawiłem w książce KATYŃ LEKARZY ZWIERZĄT.


Przystępuję więc do pracy. Opracowując ponownie każdy biogram poddam go dodatkowej weryfikacji — dodatkowo sprawdzę w dostępnych źródłach historycznych: Archiwum Arolsen, Archiwum IPN, Archiwum Yad Vashem, w Archiwach uczelni weterynaryjnych i archiwach państwowych i w kontaktach z rodzinami.


UWAGA. Ponieważ ciągle spotykamy się z niezrozumiałym zakłamywaniem historii, nawet przez tak szacowną organizację jak Yad Vashem z Jerozolimy [23.11.2025 — Żydzi napisali: „Polska była pierwszym krajem, gdzie Żydzi zostali zmuszeni do noszenia wyróżniającej ich odznaki, w celu odizolowania ich od otaczającej ludności”, jakby zapomnieli, że wówczas państwa Polskiego nie było] postanowiłem zmienić pierwotny tytuł książki OFLAGI POLSKICH LEKARZY ZWIERZĄT i napisać go prostym, jasnym i zrozumiałym dla wszystkich językiem:


POLSCY LEKARZE ZWIERZĄT W NIEMIECKICH OFLAGACH


POLNISCHE TIERÄRZTE IN DEUTSCHEN OFLAGS


POLISH ANIMAL DOCTORS IN GERMAN OFLAGS.


W prezentowanej publikacji pragnę omówić biografie lekarzy weterynarii, którzy w wyniku przegranej wojny obronnej (wrzesień — październik) 1939 r. dostali się do niewoli niemieckiej oraz tych lekarzy zwierząt co przez lata okupacji działali w podziemiu i podjęli przegraną walkę w powstaniu warszawskim w 1944 roku i zostali uwięzieni także w niemieckich obozach jenieckich.


Obozy jenieckie przeznaczone dla oficerów nazwane zostały przez Niemców oflagami [Offizierslager für kriegsgefangene Offiziere] i zlokalizowane w poszczególnych okręgach wojskowych. Oficerowie przypisani zostali do poszczególnych obozów jenieckich, co wcale nie świadczy, że w międzyczasie nie byli osadzeni jeszcze w innych obozach, bądź na końcu tej drogi znaleźli się w innym oflagu. Przypisanie do danego obozu jenieckiego nie wynika z chęci przypisania takiemu czy innemu obozowi jak największej liczby oficerów lekarzy weterynarii, a tylko z braku odpowiedniej dokumentacji.


W czasie II wojny światowej Niemcy utworzyli około 130 obozów jenieckich, w których po przegranej wojnie przez Polskę osadzono niemal 18 tys. oficerów (w tym 33 generałów). W oflagach uwięziono także wziętych do niewoli powstańców warszawskich i kolejnych 6 generałów. Pod koniec wojny nastąpiła komasacja oflagów i od 1944 roku pozostawione tylko cztery:

Oflag II C Woldenberg (Dobiegniew),

Oflag II D Gross-Born (Borne Sulinowo),

Oflag VI B Dössel,

Oflag VII A Murnau.


Niektórzy studenci i lekarze weterynarii uwięzieni zostali w wojskowych obozach dla szeregowych i podoficerów — w stalagach [Stammlager für kriegsgefangene Mannschaften und Unteroffiziere].


W miejscu tym chciałbym zacytować kilka dłuższych zdań z przepięknej książki „Trochę więcej niż rok” wyd. Towarzystwo Słowaków w Polsce, Kraków 2008 prof. dr. hab. Stanisława Saturnina Kwiatkowskiego (geologa z Krakowa), którą otrzymałem z wierszowaną dedykacją:


„I poszliśmy wszyscy/ W świat śmiercią pijany/ A żeby zabijać/ I być zabijanym”.


W tym jakże szczerym pamiętniku Profesor opisuje swój pobyt w partyzantce, w Powstaniu Warszawskim i w obozach jenieckich. Przez kilka miesięcy — od 13 października 1944 do 13 stycznia 1945 roku był w Reserve Lazarett Zeithain i następne do 2 maja 1945 r. w Stalagu IV B Mühlberg an der Elbe. Oto zapowiedziane wspomnienia: „W tym czasie kilku chłopaków zamordowało i zjadło psa, owczarka alzackiego, którego przywiózł do obozu jeden z naszych oficerów. To mi się nie podobało. Musiałbym być jeszcze bardziej głodny żeby to zrobić.”/…/ W tym czasie przeżyłem pewne wydarzenie, które miało pewien pozytywny wpływ na moje dalsze losy, a w każdym razie na moje samopoczucie w obozie. W ogóle byłem wtedy w bardzo złej skórze. Byłem głodny, słaby, zgnębiony tym głodem i słabością, a także po prostu niewolą. Życie wydawało mi się beznadziejnie nudne i smutne, ludzie wokół mnie nieznośni i beznadziejni. Trzeba pamiętać, że każdy przeżył powstanie jako silny szok i ludziom siedzącym teraz w Zeithainie dużo brakowało do normalności”. /…/. „W tym stanie ducha dostałem pewnego wieczoru ostrego ataku głodu. Aż mnie zwijało, aż mi się płakać chciało”. /…/. I wtedy z innej pryczy ktoś mnie zawołał /…/. Zlazłem z pryczy i podszedłem do niego. Powiedział, że nie mogą jeść przydziałowego chleba i dał mi — za darmo — całą porcję. Zdębiałem, podziękowałem i wróciłem na swoją pryczę, gdzie natychmiast pożarłem otrzymany skarb. To zdarzenie miało dla mnie charakter Boskiej ingerencji i w ogóle cudu. Nigdy chyba nie byłem tak głodny i nieszczęśliwy jak wtedy i nigdy poza tym nie widziałem, ani nie słyszałem, żeby ktoś komuś ofiarował porcję chleba. To zdarzenie poza doraźnym ratunkiem podbudowało bardzo mój optymizm”.


W Stalagu IV B: „W sytuacji jedzeniowej ogromne znaczenie miały paczki. Przeciętnie raz w miesiącu, ale nieregularnie dostawaliśmy paczki z amerykańskiego Czerwonego Krzyża, przywożone ciężarówkami ze Szwajcarii. Były to bardzo dobre paczki. Zawierały w puszkach: margarynę, mleko Nestleʼa w proszku, żółty ser, dżem, mięso wołowe, zwykle z Urugwaju lub Paragwaju, kawę nescę, boczek, a poza tym amerykańskie papierosy (przeważnie Chesterfieldy lub Camele), chyba 20 paczek, kalifornijskie śliwki suszone, gumę do żucia i mydło. Niektórzy na wysłane blankiety paczkowe dostawali także paczki ze szwedzkiego i tureckiego Czerwonego Krzyża. Legenda głosiła, że w szwedzkich paczkach był miód. Niektórzy dostawali też paczki od rodzin z Polski. Ja dostałem w sumie w obu obozach 5 takich paczek. Część z nich doszła do mnie dopiero po zajęciu Krakowa przez Rosjan. Trzeba przyznać, że poczta niemiecka działała do końca bez zarzutu”. /…/. „Po widocznym pasemku szosy galopowała kawaleria. W pierwszej chwili nie zrozumiałem co się dzieje. Od wielu dni nieskończone karawany wozów z uciekinierami i oddziały wojska ciągnęły tą drogą. W sekundę potem zrozumiałem, że to Rosjanie. Potem zdziwiłem się, że się wcale nie cieszę. 192 dni oczekiwałem na tę chwilę, a teraz czułem dziwną pustkę. Zapiąłem spodnie i wyszedłem na dwór. Ludzie biegali jak głupi po placu. Poszedłem do baraku. Wszyscy już wiedzieli. O jedenastej w nocy Niemcy opuścili obóz. Straż na wieżach przejęła policja międzynarodowa pod komendą angielską. Poszedłem do Zdzisia.

— Wiesz?

— Wiem.

— No i co?

Spojrzał na mnie z zakłopotanym uśmiechem.

— Jakoś się nie cieszę.

— Ja też — przyznałem. Wyszedłem znowu na dwór. Cały obóz wyszedł z baraków. Na głównej ulicy tłumy. Wszyscy Serbowie mieli czerwone gwiazdy na czapkach. Francuzi pomalowali się i poubierali cyrkowo. Widziałem typa z połową twarzy pomalowaną na niebiesko, a połową na czerwono…”.


Pierwsze karty tej książki zajęte zostały przez piękne wiersze. Przypadkowo zauważyłem w bibliotece żony „Poezje” K. I. Gałczyński z 1965 r. i stemplem „Jan Mucha” (Tato Eli). Poeta był więźniem Stalagu XI A Altengrabow. Podczas przeglądania tego tomiku spotykam wiersz „List jeńca”. Wiersz postanawiam włączyć do opowieści:


LIST JEŃCA

Kochanie moje, kochanie,

dobranoc, już jesteś senna —

i widzę Twój cień na ścianie,

i noc jest taka wiosenna!


Jedyna moja na świecie,

jakże wysławię Twe imię?

Ty jesteś mi wodą w lecie

i rękawicą w zimie.


Tyś szczęście moje wiosenne,

zimowe, latowe, jesienne —

lecz powiedz mi na dobranoc,

wyszeptaj przez usta senne:


za cóż to taka zapłata,

ten raj przy Tobie tak błogi?…

Ty jesteś światłem świata

i pieśnią mojej drogi.

K.I. Gałczyński,

Obóz Altengrabow, 1942.

II. Polscy lekarze weterynarii w oflagach

W dostępnych kartotekach w różnych archiwach sprawdziłem niemal 2 200 nazwisk lekarzy weterynarii, studentów i osób, które bezpośrednio po wojnie ukończyły studia weterynaryjne. Łącznie przejrzałem ponad 3000 kart jenieckich. Razem omawiam biografie 241 uwięzionych polskich jeńców lekarzy weterynarii/lekarzy zwierząt.


W poszczególnych obozach jenieckich osadzono następujące ilości jeńców-lekarzy weterynarii:

Oflag II C Woldenberg — osadzono 69 oficerów lekarzy wet. (w tym 6 studentów i 1 osoby — brak danych).

Oflag VII A Murnau — 79 oficerów lekarzy wet.

Oflag II D Gross-Born — 21 oficerów.

Oflag VI B Dössell — 19.

Oflag II B Arnswalde — 4.

Oflag XII A Hadamar — 2.

Oflag X A Sandbostel — 6.

Oflag II A Prenzlau — 10.

Oflag XI B Braunschweig — 2.

Oflag XI A Osterode — 2.

Oflag II E Neubrandenburg — 9.

Oflag X B Nienburg — 1.

Oflag X C Lübeck — 1.

Oflag III A Luckenwalde — 1.

Oflag XVII A Edelbach-Döllersheim — 2.

Oflag? „Komanderówka” — 1.

Oflag? — 1.

Stalag –10.

Obozy przejściowe: Potulice — 1.

W kartotekach znajdują się jeszcze kolejne nazwiska, które trudno z pełnym przekonaniem zaliczyć do grupy zawodowej lekarzy weterynarii. Dla przykładu wymienię chociaż kilka z nich [dopiski w nawiasach pochodzą z lat późniejszych]: Kazimierz Wasilewski [lekarz weterynarii został zesłany do zespołu Łagrów Borowicze — wrócił w 1946 r.], Czesław Wojciechowski [ur. 17 lipca 1904 r. w Czortkowie, dyplom 9 grudnia 1933 r., po wojnie zarejestrował się w obowiązkowym Spisie], Jan Wolański [odszukany i biogram opublikowany], Mieczysław Wróblewski [odszukany w Oflagu Woldenberg, biogram został opracowany i dodany], Mieczysław Wydra, Stefan Zaremba, Antoni Zieliński.


Podstawowym powodem trudności z zaliczenia wymienionych osób do niniejszego opracowania był brak pełnej daty urodzenia. Podanie tylko roku urodzenia nie daje pewności co do ich tożsamości, gdy jest kilka osób o tym samym imieniu i nazwisku i urodzonym w tym samym roku, a kiedy brakuje imienia ojca czy matki i miejsca urodzenia o pomyłkę bardzo łatwo.


Oczywiście podane liczby można uznać za w miarę pełne, chociaż zawsze istnieje możliwość pomyłki in plus względnie in minus. Zdarzało się, że miałem do czynienia z kilkoma osobami o tym samym nazwisku, imieniu i dokładnej dacie urodzenia. Zaprezentowane biografie uwięzionych lekarzy weterynarii w oflagach w okresie II wojny światowej są bardzo krótkie, bardzo syntetyczne i będące „utrwalonymi skrawkami życia”. Jak brzmi tytuł jednej z moich książek prezentującej wcześniejsze badania nad polskimi jeńcami w obozach wojskowych.


Liczba 241 osadzonych w oflagach (5 w Stalagach i 5 w obozach przejściowych) jest znaczna i w stosunku do całej grupy zawodowej, która w 1939 roku składała się 2173 lekarzy weterynarii (w tym 22 kobiety) stanowi ponad 10 % ogółu. Spotykam się z uwagami, że przy rozliczaniu nie powinniśmy brać pod uwagę całej grupy zawodowej, a tylko tych lekarzy, którzy byli w wojsku — 160 lekarzy oficerów zawodowych i 560 zmobilizowanych. Razem 720. W takim przypadku stosunek ten wynosi już ponad 30 %.


I całe szczęście w nieszczęściu, że tych 241 lekarzy weterynarii trafiło do niemieckich obozów jenieckich. Gdyby dostali się do niewoli sowieckiej ich los mógłby wyglądać tragicznie, szczególnie gdyby zostali uwięzionych na przełomie 1939/1940 roku w Kozielsku, Starobielsku czy Ostaszkowie. Powiększyli by niewątpliwie grupę zamordowanych oficerów w Katyniu, Charkowie i Kalininie.


W okresie II wojny światowej zginęło w różnych okolicznościach ponad 550 lekarzy weterynarii, co stanowiło 25 % ogółu społeczności weterynaryjnej. Błędem byłoby przyrównywanie tej liczby tylko do zawodowych lekarzy weterynarii wojskowych i zmobilizowanych do wojny obronnej 1939.


W grupie 550 zamordowanych polskich lekarzy zwierząt znaleźli się walczący we wrześniu 1939 r. w wojnie obronnej, uwięzieni w obozach koncentracyjnych i obozach śmierci, osadzeni w specjalnych obozach sowieckich, zesłani w głąb Rosji, walczący na Zachodzie w Armii Andersa, walczący w podziemiu czy w partyzantce, walczących w szeregach 1 Armii ludowego Wojska Polskiego, mordowani przez Ukraińców a także lekarze weterynarii narodowości żydowskiej. Dodam, że ta ostatnia grupa składała się w 1939 r. z 175 osób (uratowało się tylko 23 lekarzy Żydów).

Do powyższych wywodów nawiązują inni autorzy. Osadzenie w niemieckim obozie, choć upokarzające i przygnębiające, było w istocie szczęściem w nieszczęściu — pisał Kenneth K. Koskodan. Można się z tym zdaniem zgodzić jeśli spojrzymy na zachowania wschodniej strony, Sowietów, którzy nie licząc się z żadnymi konwencjami, nie zważając na opinię świata, wymordowali strzałem w tył głowy niemal 21 800 obywateli polskich, w tym około 900 lekarzy i farmaceutów. W tej grupie zamordowanych wymienić należy 120 polskich lekarzy weterynarii. W Katyniu — 53, w Charkowie — 57. Dodatkowo 10 lekarzy weterynarii Sowieci zamordowali w więzieniach tzw. zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi z mocy tego samego rozkazu Biura Politycznego z 5 marca 1940 r.

W grupie 395 oficerów uratowanych przed zbrodnią katyńską znalazło się 5 lekarzy weterynarii (szerszy opis w będącej w druku w książce autora Katyń lekarzy zwierząt).


OFLAG II C WOLDENBERG

Oflag II C Woldenberg — fragment baraku/muzeum, ogrodzenia obozu z wieżyczką strażniczą


Oflag II C Woldenberg (Muzeum Woldenberczyków) — 2017 r.

Obóz jeniecki — Oflag II C Woldenberg — zlokalizowany w niemieckiej miejscowości Woldenberg — obecnie polski Dobiegniew w woj. lubuskim, budowało 500 jeńców Polaków od 1939 r. do 1940 r. Postawiono 25 murowanych baraków. Jeńców wojskowych zwożono z wielu małych obozów. Pierwsza partia składająca się z 495 oficerów i 172 ordynansów trafiła do oflagu 28 maja 1940 r. Najwyższy stan obozowy odnotowano w kwietniu 1942 r. i wyniósł on 6740 jeńców.


Prof. Janusz Gill tak pisał o obozie: „Szczęściem w tym wielkim nieszczęściu był fakt, że jenieckie obozy oficerskie grupowały liczne zespoły specjalistów, którzy mieli możliwość kontaktowania się ze sobą. To pobudzało umysły co aktywniejszych ludzi do podejmowania różnych działań — od nauki własnej do kształcenia innych, aż do stworzenia teatru obozowego”. W liście adresowanym do prof. Gordziałkowskiego dr E. Domański pisał z obozu: „A więc krótko: rozszerzam podręcznikowe wiadomości, czytam czasopisma; utworzyliśmy koło lekarzy i absolwentów naszego wydziału — prowadzę cały kurs chorób zakaźnych, niektóre wybrane działy oraz omawiam czasopisma /…/ staram się dużo mówić o chorobach zwanych przez Pana Profesora nowymi, dlatego prosiłem o publikacje Pana Profesora…”.

Likwidacja obozu. Po koniec stycznia 1945 r. ogłoszono gotowość marszową całego obozu. 25 stycznia 1945 r. obóz ewakuowano w dwóch kolumnach marszowych. Jedna grupa odzyskała wolność już po kilku dniach (ok. 3000 jeńców) w miejscowości Deetz. Druga grupa dotarła pod Hamburg 10 marca 1945 r. 27 kwietnia 1945 r. w miejscowości Pöls — dopiero po 3 miesiącach — odzyskała wolność.


Tuż przed przekazaniem książki Utrwalone skrawki życia do wydawnictwa otrzymałem przesyłkę, list od Pani Profesor Teresy Zaniewskiej z Warszawy z książką Krystyny Koneckiej „Listy dobiegniewskie”, Dobiegniew 2010. Kolejny raz przy powstaniu tej książki, także książek wcześniejszych, obserwuję, jak „ktoś z zewnątrz” ingeruje w ich powstanie i układa ich treść poza zamierzeniami autora (?). Pani Profesor nie wiedziała przecież nad czym aktualnie pracuję. Pospiesznie więc wybieram kilka interesujących wierszy, by umieścić je w tym miejscu.


Krystyna Konecka urodziła się w Dobiegniewie w rodzinie repatriantów z Wileńszczyzny. Zbiór wierszy poświęciła rodzinnej ziemi i powtarza za napisem nagrobnym, że „miłość nigdy nie ustaje”.


MURY ZA DRUTAMI. WOLDENBERG

Z lotu ptaka hektary junkra Puttkammera

(ironio! Jak Maryla, wieszcza ukochana!)

jawią się dzisiaj niczym dawno zapomniane

ogrody. Ale z ziemi — wciąż o oficerach


polskich do jenieckiego spędzonych obozu

dają żywe świadectwo. I oni, ostatni,

dotąd powracający do wojennej matni,

gdzie ich ocalał honor, hart ducha i rozum.


Olimpijczycy. Twórcy. Aktorzy. Rzeźbiarze.

Naukowcy. W barakach kreowali z marzeń

życie. Spraszając wszystkie Muzy do głodnego


świata. A one w szatach z drutu kolczastego

niosły — wraz z konspiracją wojskową — przesłanie,

że ta jedynie droga wiedzie do przetrwania.

MADONNA OBOZOWA

Pamięci prof. Stanisława Horno-Popławskiego

Ów podporucznik urodzony na Kaukazie,

ten, któremu w Oflagu II C odebrano

godność. Ale którego po latach nazwano

„poetą rzeźby polskiej”, umiał wyciąć w głazie


wiarę, miłość, nadzieję nigdy nie straconą.

Tak stworzył Woldenberską Madonnę z dzieciątkiem.

Cierpienie w oczach matki. Dwie kamienne rączki

synkowe rozpostarte jak krzyża ramiona.


I tam, w kaplicy obozowej przy ołtarzu,

i dzisiaj wśród kościelnych śpiewów i witraży

dwie scalone postacie jedną prawdę niosą


o nie odkrytych drogach człowieczego losu.

Lecz zniewolonych, nieszczęśliwych, za drutami

podtrzymują Jej dłonie. Nie jesteśmy sami.

Opowiadając o obozie jenieckim należy wspomnieć te osoby spośród jeńców wojennych, których powojenne publikacje przyczyniły się do utrwalenia pamięci o osadzonych. Mam na myśli prof. dr hab. Eugeniusza Domańskiego, który już w 1945 roku w „Medycynie Weterynaryjnej” opublikował artykuł Akcja samokształcenia lekarzy i absolwentów w Oflagu II C Woldenberg i podkreślił znamienite zdania: „Po ocknieniu się z początkowej depresji doszliśmy świadomie do przekonania, żeby przetrwać, musimy sobie w obrębie drutów stworzyć namiastkę życia. Pomimo trudności, przy braku pomieszczeń i literatury już na wiosnę 1940 r. pod gołym niebem zaczęliśmy omawiać tematy fachowe”. A także wspomnieć należy prof. dr hab. Lecha Jaśkowskiego z Bydgoszczy, który w 1983 r. w „Medycyny Weterynaryjnej” opublikował artykuł ”Woldenberczycy” Lekarze weterynarii w obozie jenieckim Woldenberg a w nim wykaz 50 lekarzy weterynarii.


Poza wymienionymi „Woldenberczykami” często o obozie publikował oraz temat obozu omawiał dr Jerzy Szenfeld z Oddziału Lubelskiego Polskiego Towarzystwa Nauk Weterynaryjnych z Gorzowa. Do Pana Doktora kieruję słowa uznania.


Od lat zajmuję się badaniem losów lekarzy weterynarii powiązanych z okresem II wojny światowej. W związku z tą pracą otrzymałem list, w którym wnuczek lekarza weterynarii po jego prezentacji w „Odnalezionych głosach” pisze o swoim drugim dziadku, już nie lekarzu weterynarii. Mowa jest o Yarku Godfreyu. Nadesłał tekst interesujący, materiał który powinno się zachować dla potomnych — w moim rozumieniu — w drukowanej postaci. Poszukiwałem sposobu włączenia go do niniejszej publikacji. Wydaje się, że powiązanie z oflagiem powojennego procesu woldenberczyków pozwala jednak na to (poniżej w Faktach luźno powiązanych).


OFLAG WOLDENBERG

Woldenberg to miejscowość, w której powstał największy obóz jeniecki — powierzchnia 25 ha. Utworzony 21 maja 1940 r. w miejsce żołnierskiego stalagu i został nazwany Offizierstalager II C — Oflag II C Woldenberg. Do tego obozu trafiali polscy oficerowie, którzy walczyli w wojnie obronnej 1939 r. — walczący na Westerplatte, Helu, w Bitwach nad Bzurą, obrońcy Modlina i Warszawy i Bitwy pod Kockiem. W grupie tej znaleźli się niemal wszyscy osadzeni lekarze weterynarii. W 1940 r. osadzano także polskich oficerów pojmanych podczas walk w obronie Francji. I tutaj właśnie odnotowaliśmy osadzenie jednego lekarza weterynarii. W 1942 r. trafiali jeńcy ujęci w ZSRR. Obóz w 1942 r. liczył 6740 jeńców (5964 oficerów i 796 niższych stopni). W 1944 r. do Oflagu przewieziono ponad 1000 oficerów z Powstania Warszawskiego.

Ponieważ długi okres odosobnienia sprzyja wystąpieniu nazwanej i opisanej podczas I wojny światowej choroby, „choroby drutów kolczastych”, w obozie postanowiono powołać Komisję Kulturalno-Oświatową, której przewodniczącym przez większą część istnienia był ppłk Jan Ciałowicz. Komisja zajęła się zagospodarowaniem czasu wolnego i zorganizowaniem całokształtu zajęć obejmujących szeroko rozumianą kulturę i naukę z oświatą. Przede wszystkim chodziło o działanie zapobiegające wystąpieniu wspomnianej choroby, której leczenie jest niebywale trudne i długotrwałe.


W obozie powstało pięć wydziałów: biblioteki, imprez artystycznych, oświaty żołnierskiej, sportu i wychowania fizycznego, kół fachowych i kursów. Dodatkowo powołano Uniwersytet Woldenberski prowadzony pod kierunkiem prof. Kazimierza Michałowskiego.

Wśród licznych kół środowiskowych (Koło Farmaceutów, Koło Leśników, Naukowe Koło Orientalistyki, Koło Metodologii Nauki) może najprężniej działało Koło Lekarzy Weterynarii. Osób związanych z weterynarią było w Oflagu 69, to znaczy 56 lekarzy weterynarii i 13 studentów i tych co po wojnie ukończyli studia weterynaryjne. W grupie 56 lekarzy weterynarii 37 ukończyło weterynarię we Lwowie, 15 w Warszawie, 2 w Berlinie, po jednym w Nowoczerkasku i Dorpacie.


Przewodniczącym Koła Lekarzy Weterynarii został mjr dr Teodor Ignacy Uszyński, który w 1924 r. ukończył Akademię Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie. Wykładowcami byli także dr Eugeniusz Domański — prowadził zajęcia z epizootiologii i fizjopatologii, dr Włodzimierz Osyczka — wykładał patologię szczegółową, dr Bronisław Lubieniecki — chirurgię i ortopedię, dr Julian Luks — higienę produktów żywnościowych zwierzęcego pochodzenia, lekarz wet. Bronisław Jużak — wykładowca administracji weterynaryjnej. Uczestnicy wykładów po ich zaliczeniu zdawali egzamin przed komisją egzaminacyjną, której przewodniczył płk lek. wet. Mieczysław Lessiński.


Kiedy zastanawiano się co przyniosła organizacja Koła Lekarzy Weterynarii odpowiedziano: „Starszym nie pozwoliła zapomnieć fachu i zmuszała ich do dzielenia się doświadczeniem z młodszymi, a młodym — wyobcować się zawodowo i zamiast kart do ręki wetknęła książkę”.

Po uwolnieniu z obozu — po wojnie — studenci Uniwersytetu Woldenberskiego stanęli przed komisją egzaminacyjną Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Stawiło się 10 studiujących w obozie: w 1945 r. egzaminowi poddał się Józef Piotrowicz (2 sierpnia 1945 r.), w 1946 r. — Władysław Chróściewicz, Alojzy Cywa, Aleksander Gostyński, Roman Wargocki, 1947 r. — Stanisław Kurowski, Jerzy Krzywosiński, Stefan Madeyski i Piotr Pietraszewski, a w 1948 r. — Leon Żebrowski.

Po wojnie 10 ukończyło UMCS w Lublinie a 2 we Wrocławiu na Uniwersytecie i Politechnice.


W Oflagu II C Woldenberg lekarze weterynarii nie tylko, że zajmowali się wykładaniem przedmiotów związanych ze swoim wykształceniem, to jeszcze prowadzili zajęcia ze stomatologii, medycyny ogólnej, hodowli i chorób pszczół czy kierunku ogólnorolnego.

W oflagu Woldenberg przebywało wiele wybitnych postaci. Wśród lekarzy weterynarii wymienić należy: Eugeniusza Domańskiego, Lecha Jaśkowskiego czy Jana Koprowskiego. Chociaż postacie można wymieniać tak aż do wspomnianych 56 lekarzy.


Biografię Jana Stefana Koprowskiego opublikowałem w „Życiu godnym pomnika” w rozdziale zatytułowanym „Biografia jak z filmu”. Biografię Jana Koprowskiego zamieściłem także w tym opracowaniu. Krótki cytat ze wstępu do tej biografii: „Studiując weterynarię we Wrocławiu, często spotykałem sympatycznego i nad wyraz skromnego dr. Jana Koprowskiego. Wówczas nie znaliśmy meandrów jego życiorysu. Słuchając wykładów i rozmawiając podczas przerw, nikt nie pomyślał nawet, że stoi obok człowiek o tak bogatym życiorysie. Lekarz weterynarii, którego życie może posłużyć za gotowy scenariusz filmowy. Biografia jak z filmu — internowany z bronią na Węgrzech, ucieka, okrętuje się na statek do Marsylii, walczy w kampanii francuskiej, przepływa wpław kanał Marna-Ren, ucieka samochodem w kierunku granicy szwajcarskiej…”.


W cytowanym wcześniej artykule o Eugeniuszu Domańskim pięknie napisał prof. Janusz Gill w pracy Rola profesora Eugeniusza Domańskiego w kształceniu lekarzy weterynarii w obozie jenieckim w Woldenbergu podczas II wojny światowej: Spośród znamienitych Synów Ziemi Podlaskiej wybitne miejsce w naukach weterynaryjnych zajmuje profesor dr hab. Eugeniusz Domański, wielki uczony, obywatel świata w zakresie endokrynologii doświadczalnej, człowiek niezwykle prawy, który nie umiał odpoczywać”.


Prof. Tadeusz Krzymowski w biografii zamieszczonej w Wybitni polscy lekarze weterynarii XX wieku w nauce i zawodzie w opracowaniu Edmunda K. Prosta, Lublin 2005, s. 69—72 podkreślał: Naukę tworzą indywidualności, tworzą ją talenty. Takim człowiekiem, pracującym z pasją i zamiłowaniem do pracy eksperymentalnej, był niewątpliwie prof. E. Domański. /…/ Miał świadomość, że współtworzy naukę światową, ale miał też przekonanie, że nasz polski wkład do tej nauki musi odpowiadać naszej kulturze i cywilizacji, naszym narodowym ambicjom, a braki i niedostatki, które nie od nas zależą, można i trzeba wyrównywać zwielokrotnionym nakładem własnej pracy”.


Prof. Marian Tischner w biografii zamieszczonej w Wybitni polscy lekarze weterynarii XX wieku w nauce i zawodzie w opracowaniu Edmunda K. Prosta, Lublin 2005, s. 143—149 tak wspomina prof. Lecha Jaśkowskiego: „W dniu 19 września 1939 r., po odbyciu kampanii wrześniowej, po bitwie pod Kutnem dostał się do niewoli niemieckiej. Cały okres II wojny przebył w obozach jenieckich w Itzehoe, Sandbostel, Lubece i Woldenbergu. Razem z kolegami założył w Woldenbergu (Dobiegniew) klub „Wielkiej Niedźwiedzicy”, którego głównym hasłem była „Praca dla przyszłej Rzeczpospolitej Polskiej”. Założyli Koło Medyków Weterynaryjnych, przygotowujących, w warunkach obozowych, lekarzy weterynarii do podjęcia pracy zawodowej po zakończeniu wojny. Oprócz regularnie odbywanych wykładów dyskutowano również nad wartością i możliwością wprowadzenia sztucznego unasienniania do praktyki hodowlanej. Wydaje się, że właśnie w Woldenbergu skrystalizowały się ostatecznie jego przyszłe zainteresowanie związane z biologią rozrodu”.


„Działania edukacyjne podjęte w Oflagu II C w Woldenbergu przez jeńców-oficerów polskich są zjawiskiem niepowtarzalnym w europejskiej historii oświaty. Lekarze weterynarii zapisali w nich piękną kartę” — zakończenie z art. prof. Teresy Zaniewskiej „Uniwersytet Woldenberski Koło Lekarzy Weterynarii”.


Fakty luźno powiązane

Po wojnie, w 1951 r. władze Polski Ludowej przygotowały akt oskarżenia za próbę wojskowego zamachu stanu. Oskarżono m.in. generałów: gen. Stanisława Tatara, gen. Jerzego Kirchmayera, gen. Stefana Mossera, gen. Bronisława Prugara-Ketlinga oraz osadzonych w Oflagu II C Woldenbergu, grupę tzw. woldenberczyków (gen. Franciszka Hermana — X/44, gen. Józefa Kuropieskę — 40—45). W akcie oskarżenia wymyślono, że akcją dywersyjną z Londynu mieli kierować członkowie „Komitetu Trzech”: wymieniony gen. St. Tatar, płk Marian Utnik i płk Stanisław Nowicki.


Ten ostatni płk. Stanisław Nowicki (w procesie TUN — od nazwisk oskarżonych, skazany na 15 lat więzienia) to drugi dziadek Yarka Godfreya. Pierwszy Władysław Godfreyow — bohater mojej książki „Odnalezione głosy. Zadziwiające losy lekarzy zwierząt”, Warszawa 2013 — lekarz weterynarii. I właśnie od Yarka Godfreya 30 lipca 2013 r. otrzymałem wspomniany na wstępie długi list opisujący losy dziadka Stanisława Nowickiego, w pewnym sensie bohatera tej publikacji. Jarek pisze:


Dziadek rotmistrz Stanisław Nowicki, który w latach 30-tych w okolicy Wilna zatrzymał pociąg (używając swojego szwadronu kawalerii), aby porwać swoją przyszłą żonę Halinę, która starała się ukryć przed nim w zakonie. Ta awantura zakończyła się w pobliskiej cerkwi, gdzie mój dziadek trzymał w jednej ręce swoją wybrankę, a w drugiej rewolwer przy głowie lokalnego popa. Rezultat tego związku — mój ojciec Andrzej i jego siostra Dorota. To mu wcale nie przeszkadzało być odpowiedzialnym za FON — Fundusz Obrony Narodowej czyli 13 ciężarówek wypełnionych srebrem ofiarowanym przez Polaków „na wojnę”, który starał się wyprowadzić z Polski przez Rumunię w 1939 r. W wyniku inwazji Sowieckiej 17 września, ten „ładunek” został „zagubiony” (i częściowo odnaleziony po „Solidarności”) i mój dziadek oskarżony niesłusznie o kradzież i zdradę. W końcu rotmistrz Nowicki przedostał się do Afryki, gdzie otrzymuje medal za walkę pod Tobrukiem i później znajdujemy go w Londynie, gdzie żeni się ponownie z byłą żoną swojego generała Andersa — jak by nie było! Nie mogąc wrócić do „czerwonej Polski” swoje ostatnie lata spędza w Buenos Aires. Dodam jeszcze, że wybuch wojny uratował życie mojego dziadka, ponieważ w 1938 r. dowiadując się przez przypadek, że w pobliskiej wiosce chłopi przecięli piłą jego dziadka w czasie powstania ludowego (1863!) zdecydował z pomocą swojego (prawdopodobnie pijanego) szwadronu zamordować wszystkich mieszkańców tej wioski za co dostał karę śmierci, która została anulowana w momencie wybuchu wojny. Taki wschodni „western”…”.


Przytaczam ten fragment listu wnuczka, gdyż w wielu miejscach legenda rodzinna rozmija się z prawdą historyczną, którą zamierzałem Yarkowi opisać. Niestety nie zdążyłem. Yarek Godfrej zmarł nagle w marcu 2014 r.


Odpowiedzią miało być opracowanie oparte o materiał zawarty w biografii gen. Stanisława Tatara na stronie www.wikipedia.com.

Po śmierci gen. Lucjana Żeligowskiego w Anglii, gen Stanisław Tatar był odpowiedzialny za przewiezienie jego ciała do Warszawy. Sytuacja ta została wykorzystana do przekazania rządowi PRL w 1947 r. zdeponowanej w Anglii części Funduszu Obrony Narodowej — 350 kg złota oraz 2,5 miliona dolarów (Fundusz Drawa).

Gen. Stanisław Tatar wraz z ppłk. dypl. Marianem Utnikiem i płk. dypl. Stanisławem Nowickim — oficerami z Oddziału VI Sztabu Naczelnego Wodza — zostali ustanowieni powiernikami skarbu (tzw. Komitet Trzech) przez Rząd RP na uchodźstwie. Komitet Trzech jednak zdradził. 19 czerwca 1947 skarb został, wbrew woli Rządu RP na uchodźstwie, przekazany — przedstawicielowi wywiadu wojskowego PRL. Przekazali także teczki archiwalne Oddziału VI Sztabu Naczelnego Wodza, narażając w ten sposób osoby z tych dokumentów na represje ze strony komunistów. Dziesięć metalowych kaset ze złotem przywiezionych zostało wraz z trumną gen. Lucjana Żelichowskiego z Londynu na Okęcie w lipcu 1947. Uczestniczyli w tym kurierzy specjalni płk Leon SzwajcerPola Landau-Leder. Złoto złożono w gabinecie szefa II Oddziału gen. Wacława Komara. Dopiero 8 marca 1948 wiceminister obrony narodowej Marian Spychalski zlecił przekazanie złota do Narodowego Banku Polskiego.

Cytuję zdania ze strony www.wikimedia.com: „Dzięki współpracy z oficerami wywiadu Oddziału II Sztabu Generalnego WP (warszawskiego) Stanisław Tatar otrzymał w 1947 paszport konsularny RP (PRL). W lipcu 1948 Bolesław Bierut odznaczył generała Tatara Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, pułkownika Nowickiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a podpułkownik Utnik rozkazem marszałka Michała Roli-Żymierskiego został awansowany do stopnia pułkownika. Od tego czasu Stanisław Tatar był izolowany przez środowiska niepodległościowe w kraju i za granicą. Do Polski powrócił w 1949”.

Po przyjeździe do kraju zostali jednak aresztowani i w 1951 r. w procesie „TUN” (Tatar-Utnik-Nowicki) skazani na wieloletnie więzienia (gen. St. Tatar — na dożywocie) na podstawie spreparowanych dowodów m.in. oskarżeni o defraudację złota ze skarbu FON i próbę wykorzystania przekazania depozytu do rozpoczęcia działalności szpiegowskiej.

W 1956 zostali zwolnieni i częściowo zrehabilitowani.

Kuriozum okazała się rehabilitacja płk. Stanisława Nowickiego, którego oczyszczono z zarzutów konspiracji w wojsku z braku dowodów winy ale nie zrobiono tego w stosunku do czynów z okresu wojny. Na pełną rehabilitację przyszło czekać ponad 40 lat.

Konferencja naukowa Uniwersytet Woldenberski i jego znaczenie poświęcona Oflagowi II C Woldenberg na SGGW (2015) — dr Dorota Grubba-Thiede, prof. Adam Dobroński, autor i prof. Teresa Zaniewska

JEŃCY OFLAGU II C WOLDENBERG:

Ppor. Tadeusz Banach, por. Tadeusz Barlik, por. Tadeusz Bober, por. Jerzy Brochocki, por. Bryński Jan, ppor. Władysław Chróściewicz (student), ppor. Alojzy Cywa (student), ppor. Zygmunt Czarnecki, mjr Sergiusz Dobrolubow, ppor. Eugeniusz Domański, por. Henryk Gębala, por. Aleksander Gostyński, ppor. Lech Marian Jaśkowski, mjr Mieczysław Jeziorowski, mjr Marian Kazimierz Jóźkiewicz, por. Bronisław Jużak, ppor. Alfons Henryk Kahle kpt. Emil Kaliński, ppor. Piotr Kaminiarz, ppor. Franciszek Kaszubowski, mjr Stefan Włodzimierz Kejdana, ppor. Roman Kluczkowski (student), Tadeusz Kobus, Stefan Konarski, Jan Stefan Koprowski, kpt. Kostrzewski Roman, ppor. Jerzy Krzywosiński, ppor. Stanisław Kurowski, Marian Lanowski, płk Mieczysław Lessiński, kpt. Bronisław Lubieniecki, ppor. Julian Luks, ppor. Józef Łukaszewicz, por. Stefan Madeyski-Poraj, por. Ludwik Makowski, ppor. Zdzisław Męciński, por. Jan Mleczko, ppor. Franciszek Morawski (student), ppor. Ludwik Morawski, ppor. Józef Muchowski, Józef Nagoszewer, ppor. Marian Niedbał, ppor. Zygmunt Niezgoda (student), ppor. Mieczysław Adam Nowicki, ppor. Włodzimierz Wiktor Omelan, ppor. Włodzimierz Osyczka, Wacław Owoc, ppor. Piotr Pietraszewski, ppor. Eugeniusz Stanisław Plewiński, ppor. Wiktor Rajszys, Marian Rybicki, ppor. Zbigniew Serwa, ppor. Józef Sobociński, ppor. Salomon Stefan Szafer, mjr Kazimierz Marcin Szostakiewicz, ppor. Tadeusz Ślączka, mjr Stanisław Świba, ppor. Jan Święcicki, ppor. Mieczysław Tułasiewicz, mjr Teodor Uszyński, por. Mikołaj Marian Wajda, ppor. Roman Wargacki, kpt. Eugeniusz Warnicki, ppor. Waldemar Wasiukiewicz (student), kpt. Zygmunt Wilczyński, por. Jan Wojnarowski, por. Mieczysław Woronkiewicz, por. Mieczysław Wróblewski, por. Leon Żebrowski.


OFLAG VII A MURNAU

Obóz dla oficerów polskich powstał w koszarach wojskowych w miejscowości Murnau am Staffelsee z przeznaczeniem początkowo dla 700—800 jeńców. We wrześniu 1942 r. przetrzymywano już blisko 4 tys. osadzonych. W maju 1945 r. znajdowało się 5457 jeńców. Obóz został oswobodzony 29 kwietnia 1945 r. przez oddział amerykański z 12 Dywizji Pancernej.

Murnau — powitanie bez podania ręki — płk U. Frey i gen. dyw. T. Piskor. Źródło: T.K.Gruszka, W Murnau, wyd. Londyn1994

JEŃCY OFLAGU VII A MURNAU:

Ppor. Ludwik Jan Adamek, ppor. Stanisław Barcz (student), ppor. Franciszek Baumgart, ppor. Stanisław Biliński, ppor. Marian Bratkowski, kpt Józef Buchta, ppor. Arkadiusz Czajkowski, ppor. Kazimierz Dmowski, por. Eugeniusz Henryk Dubiel, ppor. Władysław Duś, por. Bronisław Dynowski, kpt. Tadeusz Elektorowicz, ppor. Alfred Eisen, ppor. Henryk Gargula, ppor. Stanisław Golonka, mjr Stefan Gomułka/Gumułka, ppor. Jan Józef Gregorkiewicz, ppor. Romuald Herbst (?), por. Władysław Hołub, ppor. Roman Jaciów, ppor. Józef Czesław Jaszczyński, mjr Władysław Kazimierz Jończy, ppor. Władysław Aleksy Jurjewicz, ppor. Tadeusz Kamiński, por. Kazimierz Karnecki, ppor. Stanisław Teofil Kilian, kpt. Tadeusz Kobusiewicz, mjr Julian Kochanowski, ppor. Wiktor Kolęda, ppłk Stanisław Konkiel, płk Tadeusz Karol Kucz, ppor. Aleksander Kuraszkiewicz, ppor. Franciszek Kwiatkowski, ppor. Roman Lalka, ppor. Tadeusz Marian Teofil Łożyński, ppłk Antoni Majer, kpt. Janusz Majewski, ppor. Euzebiusz Małecki, ppor. Eugeniusz Marczakowski, por. Mieczysław Antoni Maricz, ppor. Zygmunt Mąkowski, ppor. Adam Mikołajewski, ppor. Józef Roman Milchert, ppor. Henryk Motyl, ppor. Tadeusz Mosaniuk, ppor. Alojzy Neterowicz, ppor. Tadeusz Jan Niczewski, ppor. Jerzy Tomasz Oleksiński, ppor. Tomasz Ostrowski, ppor. Michał Pastuszak, ppor. Stanisław Patyk, ppor. Jan Perchuć, ppor. Witold Bernard Płoszyński, ppor. Liniusz Anatol Popiołek, mjr Józef Porzycki, por. Jan Andrzej Prasoł, ppor. Kazimierz Marian Pyszkowski, ppor. Kazimierz Rakowski, ppor. Józef Reimann, por. Paweł Riedel, ppor. Wacław Bogumił Różewski, ppor. Konstanty Rudziński, por. Kazimierz Alojzy Skoczek, mjr Stanisław Stebnicki, por. Henryk Michał Szawłowski, por. Teofil Szmilichowski, ppor. Tadeusz Świąszkowski, ppor. Bronisław Świtajski, kpt. Jan Talecki, mjr Franciszek Urbanik, por. Tadeusz Ważny, por. Stanisław Wędrychowicz, ppor. Franciszek Wisłocki, ppor. Paweł Wiktorski (student), mjr Józef Wiślicki, ppor. Bolesław Witkowski, kpt. Józef Wróblewski, por. Bohdan (Bogdan) Wrzyszczyński, ppor. Alojzy Zawadzki, ppor. Ferdynand Zieliński.

46 lekarzy weterynarii — jeńcy Oflagu Murnau — Archiwum rodzinne Tomasza Łożyńskiego

OFLAG II B ARNSWALDE

Obóz jenieckie położony w dzisiejszym Choszcznie powstał w 1939 r. w 4 dwupiętrowych blokach. Pierwszy transport przybył do obozu 6 listopada 1939 r. i liczył 2254 jeńców. 17 września 1940 r. wysłano do powstałego Oflagu II C Woldenberg 1963 oficerów polskich, a 14 maja 1942 r. pozostałych jeńców przewieziono do Oflagu II D Gross-Born.


JEŃCY OFLAGU

Ppor. Marian Bystroń, kpt. Aleksander Zbigniew Hollitscher, kpr. Bolesław Kamiński, kpt. Jerzy Łubkowski.

OFLAG XI B BRAUNSCHWEIG

Jeniec oflagu: Stefan Wojnarowski.


OFLAG VI B DÖSSELL

Obóz jeniecki utworzony w 1940 r. w miejsce planowanego lotniska. Pierwsi oficerowie polscy trafili tutaj z Oflagu IV C Colditz i 1077 wydanych przez Rumunów. Do Oflagu zostali przewiezieni jeńcy z obozu VI E Dorsten w związku z jego likwidacją. W tej grupie jeńców znaleźli się dwaj lekarze weterynarii: płk Stanisław L. Barzykowski i płk Konrad Millak. Zdjęcie z tego obozu oraz krótki opis zamieściłem w książce „Odnalezione głosy” w rozdziale „Zmarł podczas okupacji hitlerowskiej” s. 233 — 236. Obóz został omyłkowo zbombardowany przez samoloty brytyjskie 27 września 1944 r. W Oflagu VI B Dössell łącznie zginęło 141 jeńców. Obóz oswobodzili żołnierze amerykańscy 1 kwietnia 1945 r.


JEŃCY OFLAGU:

Ppłk Tytus Daniel Badowski, płk Stanisław Barzykowski, ppor. Roman Ludwik Bednarczyk, por. Józef Dąbrowski, por. Józef Henryk Gac, ppor. Euzebiusz Gajda, kpt Włodzimierz Grudziński, mjr Henryk Harland, kpt. Janusz I. Kołtoński, ppor. Stanisław Langer, ppor. Bohdan Ładyżyński, por. Alfons Łazarewicz, płk Konrad Millak, kpt. Stanisław Ochab, ppłk Stanisław Pietruszka-Pietrzewski, ppor. Kazimierz Sidor, Alojzy L. Weiss, por. Mieczysław Wydra, ppłk Zygmunt Zawierucha.


OFLAG II D GROSS-BORN

Obóz jeniecki dla oficerów polskich utworzony został 1 czerwca 1940 r. w miejscu Stalagu II C Gross-Born we wschodniej części wzgórza nazywanego Psią Górką w pobliżu miejscowości Kłomino (dzisiaj). W połowie 1942 r. z obozu wywieziono Francuzów a dostarczono Polaków z Oflagu II B Arnswalde. 1 stycznia 1945 r. znajdowano się 5391 Polaków z tego 5014 oficerów i 377 ordynansów. 29 stycznia obóz został ewakuowany pieszo do odległego o 700 km Oflagu X A Sandbostel. W Oflagu II D Gross-Born rozwijało się życie kulturalno-sportowe. Wychodziły gazety: „Zadrucie”, „Znaki”, „Alkaloidy”. Tutaj latem 1944 r. odbyły się XII Igrzyska Olimpijskie. Startowało w nich 100 zawodników w 16 dyscyplinach sportowych.


JEŃCY OFLAGU:

Por. Wiktor Bazylczuk, ppor. Roman Bolesław Brocki, kpt. Wiktor Chmielewski, mjr Leon Demciuch, ppor. Henryk Dymkowski, por. Stanisław Grudzień, por. Romuald Hayder, kpt. Wacław Jagielak, ppor. Bohdan Kalusiński, Aleksanderr Korthalis, ppor. Stefan Andrzej Krasuski, por. Juliusz Edmund Kurkowski, por. Antoni Malak, por. Józef Mazur, ppor. Marian J. Michalski, ppor. Aleksander Sawicki, por. Michał Szabuniewicz, ppor. Kazimierz Szczepański, ppor. Zygmunt Wojciechowski, por. Antoni Zieliński, ppor. Kazimierz Żebrowski.


OFLAG XII A HADAMAR

Jeńcy oflagu: Kazimierz Karnecki, Kazimierz Wojakiewicz.

OFLAG III A LUCKENWALDE

Jeniec oflagu: Franciszek Michał Kaczor.

OFLAG X C LŰBECK

Jeniec oflagu: Zdzisław Ważny.


OFLAG X B NIENBURG

Obóz funkcjonował od czerwca 1940 r. do kwietnia 1945 r. W Oflagu zostali uwięzieni oprócz Francuzów, Włochów także Polacy. Okresowo przebywali tam polscy marynarze. Między innymi komandor Stanisław Mieszkowski, który w 1952 r. został skazany przez polski sąd na karę śmierci pod fałszywym zarzutem o szpiegostwo. Proces był określany jako „spisek komandorów”. Wyrok wykonano. Miejsce pochówku nieznane. Pozostałych czterech komandorów skazano na karę śmierci a dwóch z nich na dożywotnie więzienie. W 1956 r. wykazano przed sądem całkowitą niewinność komandorów.


Jeniec oflagu: Tadeusz Sobolewski.


OFLAG II E NEUBRANDENBURG

Obóz jeniecki dla oficerów utworzony został w 1940 r. Zlikwidowany natomiast w marcu 1944 r.

Jeńcy oflagu: por. Stefan Artymowski, ppor. Marian Błaszczyk, por. Czesław Grabowski, ppor. Władysław Gulda/Guldo, ppor. Andrzej Jakubowski, ppor. Tadeusz Kłodziński, ppor. Bazyli Kobryń, ppor. Stanisław Ryszkowski, mjr Mieczysław Edward Zagajewski.


OFLAG XI A OSTERODE

Pierwsi oficerowie polscy przybyli do obozu 10 października 1939 r. i mieli już numer obozowy powyżej 1000. W obozie uprawiano sport — piłka nożna i siatkówka. Osadzeni otrzymywali żołd wypłacany co kwartał w lagermarkach. Oflag XI A rozpoczęto likwidować 1 sierpnia 1940 r. i jeńców przeniesiono do Oflagu II C Woldenberg i II A Prenzlau.


Jeńcy oflagu: Witold Józef Pawlikowski, Wacław Szyc.


OFLAG II A PRENZLAU

Prenzlau, Poméranie. Oflag II A, obóz jeniecki — Archiwa audiowizualne MKCK

Jeńcy: Bolesław Brauer, Eugeniusz Ejzert/Eizert, Bronisław Kosiński, Leopold Mroczkowski, Józef Nowak, Witold J. Pawlikowski, Władysław Roman Postępski, Aleksander Józef Radtke, ppor. Włodzimierz Julian Sawański, Władysław Witkowski.


OFLAG X A SANDBOSTEL

Jeńcy oflagu: Henryk Jaskulski, Romuald Konikowski, Jan Skarbek-Kiełłczewski, Wiesław Opieliński, Henryk Ślesiński, Bolesław Paweł Waszczuk.

OFLAG XVII A EDELBACH-DÖLLERSHEIM

Jeńcy oflagu: Zbigniew Gaugusch, Kazimierz Orzeł.

OFLAG „KOMANDIROWKA”

Jeniec: Zbigniew Czajkowski.


OFLAG? — Walerian Rutkowski.

STALAG XII A DIEZ

Jeniec obozu: Paweł Fritz,

STALAG XII D TRIER

Jeniec: Jan Wolański.

STALAG VIII B LAMSDORF

Jeniec obozu: Kazimierz Cytlak.

STALAG XXI A SCHILDBERG

Jeniec obozu: Józef Jankowski.

STALAG I A STABLACK

Największy obóz niemiecki na terenie byłych Prus Wschodnich z przeznaczeniem dla podoficerów i szeregowców wojsk lądowych na terenie dawnego niemieckiego poligonu Stablack. W latach 1939—1945 przebywało w nim około 255 000 jeńców wojennych..

Jeńcy obozu: Aleksander Kusio, Mirosław Ruszczycki, Michał Tymrakiewicz.

STALAG IV B MUHLBERG

Jeniec: Stefan T. Skulski.

STALAG XI A ALTENGRABOW

Jeńcy stalagu: Zbigniew Kowalski, Egon Saphir.

STALAG I A GROSS MISCHEN

Jeniec: Walenty Leszko.


OBÓZ PRZESIEDLEŃCZY W LABRECHTDORF (POTULICE)

W jednym z poprzednich rozdziałów opisałem złożone losy lekarza weterynarii Ulricha Davisa i jego córki. Tym razem chciałbym przybliżyć losy młodzieńca, który dyplom lekarza weterynarii zdobył po wojnie, a znalazł się w obozie dla wysiedleńców z Pomorza do Generalnego Gubernatorstwa.

Obóz ten powstał koła Nakła we wsi Potulice (później nazwane Lebrechtdorf) w listopadzie 1940 r. Pierwsze transporty wysiedlanych Polaków trafiły do niego w lutym 1941 r. Więźniów wsadzano do pomieszczeń pałacowych i gospodarczych nie ogrzewanych i bez umeblowania. Panujący bród, głód i choroby pasożytnicze bardzo prześladowały wysiedlane polskie rodziny. Później na terenie obozu powstały baraki określane jako „budy dla psów”.

Długo trwały spory, czy obóz ten należy zaliczyć do obozów koncentracyjnych ze względu na jego charakter. Nie było w nim jednak kary śmierci ale niewolnicza praca do niej prowadziła. W obozie zmarło 1291 osób (767 dzieci). Do takiego właśnie obozu trafił niespełna osiemnastoletni bohater naszego środowiska Henryk Biliński, który dyplom lekarza weterynarii otrzymał w 1953 r. we Wrocławiu.

III. Porządkowanie archiwaliów obozowych

W niezbyt obszernej literaturze podejmującej tematykę jeńców wojennych osadzonych w obozach niemieckich spotyka się pomyłki, przeinaczenia i znaczne nieścisłości. Niniejszy rozdział ma wyjaśnić pewne nieprawdziwe informacje, które dotyczą trzech nazwisk związanych z naszym, weterynaryjnym środowiskiem. Będzie więc mowa o Zbigniewie Kozarze, Mieczysławie Lewandowskim i Karolu Schönpflugu.


W poszukiwaniach lekarzy weterynarii uwięzionych jako jeńcy wojenni w obozach niemieckich natrafiłem na cytowany już wcześniej interesujący artykuł pióra prof. Janusza Gilla: „Rola profesora Eugeniusza Domańskiego w kształceniu lekarzy weterynarii w obozie jenieckim w Woldenbergu podczas II wojny światowej” zamieszczonym w opracowaniu „Światło wśród burzy. Szkolnictwo i oświata polska na zachodzie w czasie drugiej wojny światowej” pod red. T. Zaniewska, N. Pospieszny, Z. Stankiewicz, Wyd. Uniwersytecie Trans Humana, Białystok 2004 r.


W tej publikacji prof. J. Gilla czytamy: „Na zakończenie studiów została powołana w obozie (Obóz II C w Woldenbergu — dop. W.G.) odpowiednia komisja, która egzaminowała jeńców-studentów. Wyniki tych egzaminów zostały udokumentowane na piśmie. Z różnych źródeł wynikało, że było ich jedenastu. Po wyzwoleniu — kilku absolwentów tych studiów, w oparciu o wyniki uzyskane przed komisją obozową — uzyskało potwierdzenie przez Radę Wydziału Weterynaryjnego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, w 1945 roku. Otrzymali dyplomy lekarza weterynaryjnego i dzięki temu mogli zasilić służbę weterynaryjną zdziesiątkowaną przez obydwu okupantów.


W tym miejscu należy dodać — pisze dalej prof. J. Gill — że po uwolnieniu części Polski, od Bugu po Wisłę, przez Armię Czerwoną, w lipcu 1944 roku, zapanował niezwykły entuzjazm twórczy. Ludzie samorzutnie przystępowali do organizowania normalnego życia. Niewątpliwie też to było powodem rozpoczęcia organizacji uniwersytetu w Lublinie. Pierwszym rektorem był profesor dr Henryk Raabe. Są pierwsze przesłanki, że właśnie on nadał imię nowemu uniwersytetowi — Marii Curie-Skłodowskiej. Nie wiadomo jednak, dlaczego człony nazwiska sławnej uczonej zostały przestawione. Dzięki temu do dziś mamy UMCS w Lublinie.

Powstały wówczas Wydział Weterynaryjny UMCS już na wiosnę 1945 roku był tak zorganizowany, że Rada Wydziału 18 czerwca 1945 roku nadała pierwsze trzy dyplomy absolwentom studiów obozowych. Były to historyczne numery dyplomów:

Nr 1. Zbigniew Kozar (ur. 1918 r.)

Nr 2. Mieczysław Lewandowski (ur. 1914 r.)

Nr 3. Karol Schönpflug (ur. 1915 r.).

Następne dyplomy nadano 2 sierpnia 1945 roku:

Nr 4. Anna Kibitz (ur. 1919 r.)

Nr 5. Romualda Lechowska (ur. 1914 r.)

Nr 6. Józef Piotrowicz (ur. 1915 r.)

Nr 7. Janina Wierzbicka (ur. 1919 r.) — dyplom nadany 12 listopada 1945 r. Jest to obecna Pani Profesor dr hab. Janina Trawińska.


Zatem tylko czterech absolwentów studiów obozowych otrzymało dyplomy w 1945 roku, nie licząc 3 kobiet, które nie były w obozie. Prawdopodobnie wszyscy dalsi absolwenci obozowi otrzymali dyplomy w 1946 roku, gdyż w tym właśnie czasie, w drugim roku swej pracy Rada Wydziału Weterynaryjnego UMCS nadała aż 51 dyplomów /…/”.


Powyższe informacje bardzo ucieszyły autora, gdyż na wcześniejszych listach obozowych znalazłem tylko nazwisko Józefa Piotrowicza. Przystępuję więc do przeszukiwania wszelkich dostępnych materiałów archiwalnych. Szukam więc: Zbigniewa Kozara, Mieczysława Lewandowskiego i Karola Schönpfluga.


W opracowaniu książkowym „50 lat Wydziału Weterynaryjnego Akademii Rolniczej w Lublinie” pod red. J. Rzedzickiego, Wyd. Akademii Rolniczej Lublin 1994 na s. 9 znajduję interesujący akapit: „Pierwsza Rada Wydziału zebrała się 20 listopada 1944 r., a działalność dydaktyczną rozpoczęto już w następnym miesiącu. Po powołaniu katedr i zakładów pracę podejmują lekarze weterynarii i pierwsi absolwenci Wydziału, którzy tworzą trzon kadry asystentów, aktywnie włączając się w proces dydaktyczny i organizacyjny. Wymienić tu należy takie nazwiska jak: /…/ Mieczysław Lewandowski /…/ Karol Schönpflug. W roku akademickim 1944/1945 uruchomiono pierwszy i drugi rok studiów, na którym studiowało 160 studentów. W związku z napływem wielu absolwentów z przedwojennych wydziałów weterynaryjnych, powołano komisję egzaminacyjną, która sprawdzała stopień opanowania wiedzy teoretycznej i praktycznych umiejętności. Na tej postawie wręczono już w roku akademickim 1944/1945 siedem pierwszych dyplomów, upoważniających do prowadzenia praktyki weterynaryjnej”.

Przeszukanie „Listy nazwisk polskich oficerów więzionych w obozie jenieckim Woldenberg” przygotowanym przez Lubuskie Towarzystwo Genealogiczne (maj 2010) potwierdziło tylko pobyt w obozie Józefa Piotrowicza (nr 3953 na liście) — nr jeńca 415.


Podobny efekt uzyskano podczas poszukiwania wspomnianych nazwisk w kartotekach Fundacji Polsko-Niemieckiego Pojednania (straty.pl). Na znajdującej się kartotece jeńca Józefa Piotrowicza podano: „urodził się 12 marca 1915 r. w Olesinie, s. Stanisława i Balbiny. Do niewoli niemieckiej dostał się 1 października 1939 r. początkowo do obozu XVIII B Wolfsberg i przeniesiony do Oflagu II C Woldenberg. Nr jeńca 415. Uwolniony 1 maja 1945 r.”.


We wspomnianej wcześniej publikacji „50 lat Wydziału Weterynaryjnego AR w Lublinie” na s. 43 Zb. Milart podaje: „Następnie kadrę pracowników powiększyli: lek. wet. Mieczysław Lewandowski — absolwent Wydziału Weterynaryjnego UW…”.


W biografii Mieczysława Lewandowskiego zamieszczonej w publikacji opracowanej przez Edmunda K. Prosta: „Wybitni polscy lekarze weterynarii XX wieku w nauce i zawodzie”, wyd. Lubelskie Tow. Naukowe, Lublin 2005, s. 223 znajduje się wyjaśnienie okresu wojennego — „Po zdaniu matury w Gimnazjum im. Jana Zamoyskiego w Lublinie rozpoczął 1934 r. studia na Wydziale Weterynaryjnym Uniwersytetu Warszawskiego. Dyplom lekarza weterynarii otrzymał w 1945 r. na Wydziale Weterynaryjnym Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W czasie okupacji pracował jako lekarz weterynarii w Kraśniku, biorąc udział w ruchu oporu”.


Natomiast w biografii Zbigniewa Kozara opracowanej przez prof. Alojzego Ramisza ze Szczecina znajdujemy kolejną wątpliwość: „Po ukończeniu gimnazjum w Chyrowie (1936 r.) rozpoczął studia w Lwowskiej Akademii Medycyny Weterynaryjnej. Tam po raz pierwszy zetknął się z parazytologią /…/. Dyplom lekarza medycyny weterynaryjnej uzyskał w 1944 r. na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, gdzie został zatrudniony na stanowisku asystenta w Katedrze Parazytologii Wydziału Weterynaryjnego”.


Karol Schönpflug ur. w 1915 r. obronił pracę doktorską w 1948 r. na UMCS.

Zbigniew Kozar i Mieczysław Lewandowski zajęli się nauką weterynaryjną z doskonałym skutkiem i uzyskali wybitne osiągnięcia naukowo-badawcze i tytuły profesorskie.


Reasumując: informacje podane w art. „Rola prof. E. Domańskiego…” a dotyczące studentów osadzonych w Oflagu II C Woldenberg nie są zgodne ze stanem faktycznym. W Oflagu Woldenberg nie był więziony Zbigniew Kozar, Mieczysław Lewandowski i Karol Schönpflug. Natomiast z wymienionej na początku rozdziału grupy w obozie był osadzony tylko Józef Piotrowicz.


W dalszej części omawianego artykułu prof. J. Gill zauważył: „Zatem tylko czterech absolwentów studiów obozowych otrzymało dyplomy w 1945 roku, nie licząc 3 kobiet, które nie były w obozie. Prawdopodobnie wszyscy dalsi absolwenci obozowi otrzymali dyplomy w 1946 roku, gdyż w tym właśnie czasie, w drugim roku swej pracy Rada Wydziału Weterynaryjnego UMCS nadała 51 dyplomów lekarza weterynarii, w tym były tylko 2 kobiety. Należy przypuszczać, że pozostali absolwenci obozowi nieco później zgłosili się do Rady Wydziału. Ale archiwa UMCS nie zawierają danych, skąd kto przybył, byle miał dokument uprawniający do otrzymania dyplomu”.


Mając wykaz „absolwentów UMCS z 1946 roku” postanowiłem sprawdzić, które z wymienionych osób były więzione w Oflagu Woldenberg. Okazało się, że cztery osoby uwięzione i studiujące na „uniwersytecie woldenberskim” zgłosiły się do komisji egzaminacyjnej UMCS w Lublinie i w 1946 r. uzyskały dyplom lekarza weterynarii: Władysław Chróściewicz, Alojzy Cywa, Aleksander Gostyński i Roman Wargocki. Dalsze cztery osoby otrzymały dyplom w 1947 r.: Stanisław Kurowski, Jerzy Krzywosiński, Stefan Madeyski i Piotr Pietraszewski.


Razem z wymienionym wcześniej Józefem Piotrowiczem dyplomy lekarza weterynarii w wyniku studiowania weterynarii w obozie jenieckim w Woldenbergu uzyskało 9 osób.

IV. Obozowe klechdy z jeńcami w tle

1. BIOGRAFIA NA SCENARIUSZ FILMOWY. Jan Stefan Koprowski

Studiując weterynarię we Wrocławiu często spotykałem sympatycznego i nad wyraz skromnego dr. Jana Koprowskiego. Wówczas nie znaliśmy meandrów jego życiorysu. Słuchając wykładów i rozmawiając podczas przerw nikt nie pomyślał nawet, że stoi obok człowiek o tak bogatym życiorysie. Lekarz weterynarii, którego życie może posłużyć za gotowy scenariusz filmowy. Biografia jak z filmu — internowany z bronią na Węgrzech, ucieka, okrętuje się na statek do Marsylii, walczy w kampanii francuskiej, przepływa wpław kanał Marna — Ren, ucieka samochodem w kierunku granicy szwajcarskiej…. To krótka opowieść o lekarzu wet. Janie Koprowskim zaprezentowana także we Wprowadzeniu do niniejszej publikacji.


Jan Stefan Koprowski

J. Koprowski — art. J. Kirszak www.stankiewicz.e.pl [dostęp 10.10.2010]

Urodził się 30 maja 1915 r. w Przemyślu, s. Stefana i Tatiany z Szewczyków. W rodzinie kolejarskiej. „Nie mieliśmy nawet butów — mówił w wywiadzie udzielonym Jerzemu Kirszakowi.- Do szkoły chodziliśmy boso”. Do 1925 roku uczęszczał do Szkoły Powszechnej im. H. Sienkiewicza w Przemyślu, do klasy klasycznej z greką i łaciną. Także w Przemyślu ukończył Państwowe Gimnazjum im. K. Morawskiego uzyskując świadectwo dojrzałości w 1935 roku. Na rok został powołany do służby wojskowej w Szkole Podchorążych Rezerwy Piechoty przy 24 Dywizji Piechoty w Jarosławiu. Do podchorążówki zgłosił się na ochotnika. Ukończył ją we wrześniu 1936 roku w stopniu plutonowy podchorąży rezerwy. W maju 1936 roku uczestniczył w sypaniu kopca w Krakowie. Otrzymał przydział mobilizacyjny do 17 Pułku Piechoty w Rzeszowie.


W październiku 1936 r. podjął studia weterynaryjne na Akademii Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie. W wakacje 1937 roku odbył ćwiczenia rezerwy w 17 Pułku Piechoty, będąc zastępcą dowódcy plutonu. W rozmowie z Jerzym Kirszakiem opublikowanej w Biuletynie IPN nr 8—9/2009 r., Jan Koprowski z humorem opowiada o tamtych latach: „I przydarzyła mi się zabawna historia. W lutym 1939 roku zostałem powołany na trzydniowe ćwiczenia do Lwowa, chociaż to nie był mój pułk, do jakiegoś tutejszego pułku. Nie pamiętam już którego. Chodziło o przeszkolenie na instruktorów do Ligii Akademickiej. Zgłosiłem się, podaję nazwisko, imię itd. Wyciągnęli dla mnie mundur, buty. A mundur jest z gwiazdką. — Ja nie jestem oficerem, to czyjeś inne ubranie — mówię. Nie założyłem go. Nie miałem ochoty zostać tym instruktorem, ponieważ ćwiczenia Legi Akademickiej odbywały się raz w tygodniu, a moje studia były ciężkie. Miałem wprawdzie te nieobecności zaliczone, ale moje zajęcia i tak musiałbym odrabiać. Powiedziałem o tym spotkanemu we Lwowie znajomemu porucznikowi z Przemyśla. On mi powiedział tak: — Jak będzie egzamin na instruktorów, niech pan tak wydaje rozkazy, żeby oni nie przyjęli pana. Na egzaminie wydawałem takie rozkazy, że włosy dęba stawały, no i naturalnie oblałem. Po trzech dniach wypłacają żołd. Podchorążowie dostawali 50 groszy dziennie. Poszedłem do kasy. Sierżant płatnik wypłacił mi 21 złotych. Pytam: — Jak to jest? A on na to: — Przecież pan pierwszego stycznia został oficerem. I wtedy dowiedziałem się, że mam awans oficerski i tamten mundur był jednak dla mnie! Te 21 złotych przed wojną to były niezłe pieniądze. Trzeba było później jakoś to uczcić, więc uczciliśmy…”.


Na stopień podporucznika rez. piechoty awansował 11 listopada 1938 roku ze starszeństwem od 1 stycznia 1938 roku. W kolejne wakacje 1939 roku, 4 sierpnia powołany został na ćwiczenia do 5 Pułku Strzelców Podhalańskich w Przemyślu, skąd już bezpośrednio skierowany do obsadzenia w rejonie Rzepedzi południowego odcinka od Sanoka w ramach Batalionu Obrony Narodowej „Przemyśl”. Był dowódcą II plutonu 1 kompanii. Do pierwszego kontaktu z nieprzyjacielem doszło w nocy z 5 na 6 września, kiedy to pluton prowadzony przez Jana Koprowskiego do wypadu na Nowy Łupków natknął się na nieprzyjaciela. Początkowo uważali, że walczą z Ukraińcami, a byli to Słowacy. 10 września batalion Obrony Narodowej „Przemyśl” zabezpieczał w straży tylnej wycofującą się 3 Brygadę Górską. Koło Ustrzyk Dolnych pod Olszanicą zaatakowani zostali przez Niemców i częściowo rozproszeni. Dochodziło do licznych potyczek z ukraińskimi dywersantami. Rozproszony i szczątkowy batalion dotarł do rejonu Turki, gdzie nastąpiła reorganizacja 3 Brygady Górskiej. Utworzono 3 Pułk Strzelców Górskich złożony między innymi z pozostałości batalionu „Przemyśl”. Uczestniczył on w działaniach zaczepnych 16 i 17 września. 19 września 1939 roku cala 3 Brygada Górska w zwartym szeregu, z bronią i sprzętem przekroczyła Przełęcz Użocką i została internowana przez Węgrów.


Jerzy Kirszak opisując na stronie internetowej www.stankiewicz.pl biografie Jana Koprowskiego podał: „Kpt. Władysław Witrylak, bezpośredni przełożony Koprowskiego, w relacji z kampanii wrześniowej spisanej w Paryżu w styczniu 1940 r. napisał m. in.: jednym z najbardziej wartościowych młodszych oficerów mojej kompanii był ppor. Koprowski Jan, który przebył ze mną całą kampanię od dnia 29 sierpnia 1939 do 19 września 1939, oficer bardzo dzielny w boju, zaradny, energiczny i przywiązany do dowódcy i oddziałów”.


Podporucznik Jan Koprowski na Węgrzech osadzony został w obozie Savar, chronionym stosunkowo swobodnie, skąd 29 grudnia 1939 roku ucieka i przez zielona granicę dostał się do Jugosławii. Dotarł do Splitu, do portu i po udanym zaokrętowaniu na grecki statek „Patris” dopłynął do Marsylii 8 lutego1940 roku. Kolejny obóz, tym razem przejściowy w Paryżu i weryfikacja żandarmerii. Otrzymuje przydział do powstającego w Bretanii 2 Pułku Piechoty. Zostaje dowódcą III plutonu 7 kompanii 2 Pułku Grenadierów Wielkopolskich im. Bolesława Chrobrego. W kampanii francuskiej uczestniczy w walkach pod Dierze i Lagarde. W nocy 14 — 14 czerwca 1940 r. część oddziałów Pułku broniła się na rubieży Loning-Vittersbourg. 15 czerwca wycofali się za rzekę Albę, a wieczorem nad jezioro Lindre. 16 czerwca wczesnym rankiem z Niemcami walczy 3 batalion ale wobec wycofania się 291 batalionu francuskiego, wycofali się również w rejon lasku Bride. Około 17 zaatakowali ponownie Niemcy. Duże straty poniosła 7 kompania kpt. Sośnierza, która utrzymała jednak stanowiska. 17 czerwca 1940 r. po nocnym przegrupowaniu zaatakowana została 5 kompanii, która odparła pierwszy atak. Natomiast atak o 9.00 spowodował wycofanie się 5 i 7 kompanii. Wieczorem dowódca Dywizji osobiście poprowadził kontratak i udało się wyprzeć Niemców na północną stronę kanału. 18 czerwca 1940 r. ponoszą znaczne straty. Grenadierzy wycofują się. Zasadnicza część 11 kompanii dostała się do niewoli. W bitwie pod Lagarde poległo około 250 żołnierzy (150 uznano za zaginionych) a 700 odniosło rany. W tym krytycznym momencie Marszałek Petain skierował do Niemców prośbę o zawieszenie broni. Żołnierze francuscy uznali to za koniec walk, a Polacy — odczuli gorycz kolejnej klęski. 19 czerwca 1940 r. walki trwają jednak dalej. Po wycofaniu się oddziału francuskiego 52 Dywizji i odsłonięciu lewego skrzydła 2 Pułku Grenadierów, co spowodowało ogromne zagrożenie z tej strony dla polskich oddziałów — grenadierzy musieli się wycofać. Do tego doszło jeszcze bardzo tragiczne w skutkach wydarzenie — dowódca Pułku płk. Zietkiewicz i ppor. Podolski wracając z narady natrafili na oddział żołnierzy niemieckich, w walce obaj polegli. Tak więc 21 czerwca 1940 r. Pułk pozbawiony został rozkazów i oczekując bezskutecznie na zluzowanie przez 51 Pułk Kolonialny — mjr Bielski i mjr Wrona zdecydowali na wycofanie pułku. O 8.00 nadszedł rozkaz o rozwiązaniu oddziałów. Żołnierze polscy obawiając się niewoli niemieckiej przedzierali się małymi grupkami przez okrążenie w kierunku południa Francji, Szwajcarii czy w kierunku domów rodzinnych.


W tak trudnej, jak wyżej opisano, sytuacji ppor. J. Koprowski podejmuje decyzję o przepłynięciu wpław kanału Marna-Ren. Działania ppor. Jana Koprowskiego zapewniłyby kilka odcinków trzymającego w napięciu serialu z II wojny światowej.


We wspomnianym wcześniej artykule Jerzy Kirszak pisał: „We wniosku o odznaczenie Koprowskiego Krzyżem Walecznych i francuskim Croix de Guerre, dowódca II baonu 2 pułku grenadierów mjr Franciszek Wrona napisał: „W Insming niszczy grupę Niemców, którzy się wdarli na tyłu kompanii (…). W walce pod Dierze po wycofaniu się kompanii pozostaje samorzutnie z małą grupką strzelców i prowadząc silny ogień rkm wprowadza w błąd npla. Tamże ranny [w rzeczywistości został tylko kontuzjowany]. Po rozwiązaniu 1 Dywizji Grenadierów przedzierał się z czterema innymi oficerami samochodem do Szwajcarii. Około 18 kilometrów przed granicą, w okolicy Colmar, natknął się na Niemców, którzy wzięli ich do niewoli. A było już tak blisko… Osadzono go w Oflagu II C Woldenberg (Dobiegniewo), gdzie pracował w izbie chorych”.


W Urzędzie ds. kombatantów i osób represjonowanych znajduje się informacja o tym prześladowaniu. „Koprowski Jan s. Stefana i Tatiany, ur. 30 maja 1915 r. w Przemyślu, jeniec wojenny, przeżył wojnę, wzięty do niewoli 1 lipca 1940 r., osadzony w obozie jenieckim i zwolniony 1 stycznia 1945 r.”.


25 stycznia 1945 roku rozpoczął się tygodniowy marsz do wolności — „marsz śmierci”. Pod koniec stycznia wędrówka wyniszczonych jeńców została przerwana. Podporucznik Jan Koprowski wyruszył do swoich rodzinnych stron, do Przemyśla. W czerwcu, po krótkim pobycie w Przemyślu, dociera jednak do Wrocławia i podejmuje naukę na wydziale weterynaryjnym, która przerwała wojna. Dyplom lekarz weterynarii otrzymał 28 lipca 1947 roku na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu i Politechniki we Wrocławiu. Zostaje pracownikiem naukowym uczelni, początkowo asystentem później adiunktem. 10 lutego 1951 r. obronił pracę doktorską pt. „Anemia zakaźna koni”. Promotorem pracy był prof. dr Zygmunt Markowski.


Doktorem Janem Koprowskim interesują się pracownicy stosownych służb. Ten okres w życiu Jana Koprowskiego tak opisuje Jerzy Kirszak: „Wojskowa Komisja Rejestracyjno-Weryfikacyjna nr 7 we Wrocławiu 14 maja 1949 roku orzeka: naukowiec, nieszczery, notowany w WUBP, bezpartyjny. /…/. 26 maja 1955 r. został aresztowany przez UB pod zarzutem współpracy z angielskim wywiadem. Pretekstem było utrzymywanie rodzinnych stosunków ze szwagrem Stanisławem Dziduszko, który będąc marynarzem bywał m.in. w Wielkiej Brytanii, gdzie najprawdopodobniej nawiązał jakiś kontakt z tamtejszym wywiadem. Po ciężkim śledztwie w więzieniu na Rakowickiej, wyrokiem Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie z 21 grudnia 1955 r. (sygn. 121/55), w składzie: przewodniczący kpt. Eugeniusz Dudzik, sędzia kpt. Stanisław Gutaker, sędzia kpt. Stanisław Kozłowski (oskarżał prokurator Józef Chomętowski) został skazany na 12 lat więzienia, 5 lat pozbawienia praw publicznych i obywatelskich praw honorowych oraz na przepadek całego mienia na rzecz skarbu państwa. Wyrok uprawomocnił się 13 lutego 1956 r. Wyrok odsiadywał w więzieniu we Wronkach. Zgromadzenie Sędziów Najw. Sądu Wojsk. w Warszawie na posiedzeniu niejawnym 13 lutego 1957 r. zmieniło wyrok Wojsk. Sądu Garnizonowego i postanowiło złagodzić mu karę 12 lat więzienia na 5 lat, a karę 5 lat utraty praw publicznych i obywatelskich do 3 lat oraz na zasadzie art. 3 ust.1 pkt. 1 i art. 4 ust. 1 ustawy z 27 kwietnia 1956 r. o amnestii, wymienioną karę 5 lat więzienia oraz utratę praw — darować. Zwolniony 18 lutego 1957 r.

Rozkazem Pers. MON nr 0521 z 3 czerwca 1957 r. został zdegradowany do stop. szer. i skreślony z ewidencji oficerów rezerwy”.


W 1957 roku przeszedł na emeryturę. Mieszka we Wrocławiu. Żona Łucja z d. Fałatowicz zmarła w 1989 r. Córka Barbara, ukończyła medycynę i wyjechała pod koniec 1981 r. na Zachód. Gdy w Polsce ogłoszono stan wojenny postanowiła nie wracać i została w Stanach. Prowadzi własną praktykę lekarską w stanie Nowy Jork, w Ithaca.


Opisując biografię dr. Jana Koprowskiego nie można nie docenić dociekań i starań, jakie w zdobycie szeregu informacji włożył p. Jerzy Kirszak, za co — pozwalam sobie — serdecznie podziękować.


Na podstawie: strony internetowej www.stankiewicz.pl i opracowań p. Jerzego Kirszaka.


2. NIE STWIERDZONO WROGIEJ DZIAŁALNOŚCI — Tadeusz Marian Kobusiewicz

T. Kobusiewicz w niewoli — z Archiwum Jolanty Hermanowicz

Urodził się 1 kwietnia 1905 r. w Szadku, s. Teofila i Heleny z Jędrzejewskich. Maturę zdał w Gimnazjum Towarzystwa im. Jana Zamoyskiego w Warszawie. Dyplom lekarza weterynaryjnego uzyskał w 1929 r. na Uniwersytecie Warszawskim. Także w 1929 r. ukończył kurs w Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu w stopniu plutonowego. Pracował jako samorządowy lekarz weterynarii w Łodzi. Od 1930 r. w wojsku. Został kierownikiem laboratorium bakteriologicznego w Wojskowej Pracowni Weterynaryjnej w Warszawie w stopniu podporucznika. W 1934 r. obronił pracę doktorską: „Znaczenie miana antytoksycznego surowicy zwierząt uodpornionych anatoksyna tężcową dla oceny wartości antygenowej anatoksyny”. Odbył liczne staże zagraniczne — Londyn, Weybridge, Cambridge i Aldershot.


„T. Kobusiewicz współpracując z prof. Z. Szymanowskim, poświęcił się produkcji anatoksyny tężcowej i jako pierwszy z polskich lekarzy weterynarii uodpornił sukcesywnie przeciw tężcowi konie w Wojsku Polskim. Po kilkuletnich studiach w latach 1934—1938 przeprowadził szczepienie zapobiegawcze przeciw tężcowi wszystkich koni w Armii Polskiej.

T. Kobusiewicz pierwszy z lewej i ogier Grunwald — Archiwum J. Gralaka — udostępnił J. Stulczewski

Ponad 70 tys. koni zostało dwu- lub trzykrotnie zaszczepionych anatoksyna tężcową z dodatkiem zmielonej tapioki. Po trzykrotnym szczepieniu nie zachorował ani jeden koń, a problem tężca przestał istnieć w Wojsku Polskim” — cyt. z art. Jarosława Stulczewskiego „Tadeusz Marian Kobusiewicz (1905—1979) — wybitny profesor weterynarii, kapitan WP, założyciel Zakłady Pryszczycy Państwowego Instytutu Weterynaryjnego” Biuletyn Szadkowski t. 12, 2012, s. 61—86.

Dr T. Kobusiewicz 1955 r. ze zbiorów Zakłady Pryszczycy w Zduńskiej Woli

Uczestniczył w wojnie obronnej 1939 r. w stopniu kapitana. „19 września przekroczył granicę rumuńską i dostał się do niewoli sowieckiej. Wkrótce uciekł z obozu i przedostał się na terytorium Francji, gdzie 18 stycznia 1940 r. zgłosił się do armii gen. W. Sikorskiego. Został przydzielony jako lekarz weterynarii do 201 Pułku Artylerii Ciężkiej 1 Dywizji Grenadierów. Po zażartych walkach na odcinku Saary, po kapitulacji armii francuskiej, 22 czerwca 1940 r. dostał się do niewoli niemieckiej.

Niewola niemiecka — Archiwum Jolanty Hermanowicz — udostępnił J. Sulczewski

Początkowy okres w niewoli spędził w szpitalu dla jeńców w Strasburgu (Francja). 11 lutego 1942 r. został wywieziony do Oflagu XII A w Hadamar koło Limburga (Niemcy), a następnie 22 maja 1942 r. trafił do Oflagu VII A w Murnau koło Monachium w Bawarii (Niemcy). Otrzymał numer obozowy 1580. 29 kwietnia 1945 r. został wyzwolony przez jeden z oddziałów amerykańskiej 12 Dywizji Pancernej gen. mjr. Roderica R. Allena, podporządkowanej czasowo 3 Armii gen. Georgeʼa Pattona. 3 lipca 1945 r. T. Kobusiewicz pojechał do Paryża celem demobilizacji z armii francuskiej. W czasie pobytu w Paryżu odbył staż naukowy w Instytucie Pasteura oraz w jego filii w Garches. 8 marca 1946 r. powrócił do kraju.” — to dalszy cyt. z art. J. Stulczewskiego.


Pracował w Gorzowie, a następnie w Zduńskiej Woli. Dzięki jego inicjatywie w Zduńskiej

Woli powstał Zakład Pryszczycy Instytutu Weterynarii. Zainteresowanych szerszą biografią prof. Tadeusza M. Kobusiewicza odsyłam do niezmiernie interesującego art. zamieszczonego w „Biuletynie Szadkowskim” t. 2, 2012 p. Jarosława Stulczewskiego.


W korespondencji z p. Jarosława Stulczewskim otrzymałem wyniki ostatnich poszukiwań dotyczących biografii prof. T. Kobusiewicza:

„Utworzony Zakład Pryszczycy Instytutu Weterynarii w Zduńskiej Woli staraniem dr Tadeusza Kobusiewicza znalazł swoje zainteresowanie wśród miejscowego aparatu bezpieczeństwa. Według materiałów SB, Kobusiewicz utrzymywał szerokie kontakty z Instytutem w NRD, Francji i Anglii. Prócz tego wykazano, że utrzymywał kontakt z pracownicą biblioteki ambasady amerykańskiej; kontakt korespondencyjny z kuzynem zamieszkującym za granicą (w listach używał laku jako tajnopisu). Również ze względu na częste wyjazdy służbowe za granicę, miejscowy organ bezpieczeństwa pisał w raporcie tak do krajów kapitalistycznych jaki i socjalistycznych. Z tego też względu winien być w naszym operacyjnym zainteresowaniu i jest też obserwowany przez tjn. wsp. ps. „Feliks”. Według raportu z roku 1963 doc. Kobusiewicz dalej często wyjeżdżał za granicę i obserwowany był przez TW „Feliks”, w ramach teczki zagadnieniowej. Jednak SB wówczas nie stwierdziło u niego wrogiej działalności”.


Zmarł 17 czerwca 1979 r.


3. „SKRAWKI ŻYCIA MOJEGO TATY”. Stanisław Kilian

Pani Alicja Kilian-Baran, córka dr. Stanisława Kiliana, w pierwszej partii dokumentów przesłała tekst jaki przed laty złożyła na ręce prof. Jana Tropiło. Tekst ten został wykorzystany i ukazał się w Drugim Słowniku Biograficznym Polskich Lekarzy Weterynarii z pewnymi pominięciami, dlatego tutaj zamieszczam go w całości i uzupełniam otrzymanymi fotografiami:


Stanisław Kilian (1904 — 1964)

Ppor. Stanisław Kilian — Archiwum rodzinne

Urodził się 18. XII. 1904 roku w Rakszawie, wsi położonej w Galicji niedaleko Łańcuta, jako pierworodne dziecko Antoniego i Anieli z d. Pelc. Miał pięcioro rodzeństwa. Rodzice gospodarowali na roli oraz prowadzili sklep, co dawało możliwość utrzymania rodziny. Po ukończeniu miejscowej szkoły elementarnej Stanisław, pod nieobecność swojego ojca, który z wybuchem I wojny światowej został zmobilizowany do wojska austriackiego i wzięty na 4 lata do rosyjskiej niewoli, pomagał matce w gospodarstwie i opiece nad młodszym rodzeństwem. Dalszą edukację, w latach 1918—1926, odbywał w Państwowym Gimnazjum im. H. Sienkiewicza w Łańcucie.

Gimnazjum, rok 1926. Stanisław Kilian (2 rząd od góry, 3 z lewej strony)


Stanisław Kilian — świadectwo dojrzałości

Po zdaniu egzaminu dojrzałości rozpoczął studia we Lwowie na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu Jana Kazimierza. Szybko jednak zorientował się, że to nie wymarzony przez niego kierunek studiowania. Pozostał we Lwowie i w roku następnym (1927) został przyjęty na Akademię Medycyny Weterynaryjnej.

Fot. Legitymacja studencka i Poświadczenie Rektora


Stanisław Kilian wśród braci studenckiej (fot. górna — pierwszy z lewej strony). Fot. dolna — S. Kilian stoi pierwszy od lewej, siedzą członkowie komisji egzaminacyjnej

W czasie studiów mieszkał w akademiku, brał udział w życiu studenckim, jako członek Legii Akademickiej uczestniczył w letnich obozach szkoleniowych.

S. Kilian — na obozie Legii Akademickiej w 1930 r. (w 3 rzędzie od góry, 3 z lewej)
Fot. Obóz LA w 1931 — S. Kilian trzeci od lewej wśród stojących

W marcu 1932 roku, po bardzo dobrze zdanych egzaminach czternastu trymestrów nauki, decyzją Rektoratu A.M.W. uzyskał absolutorium. Rektorem uczelni był wówczas prof. Bronisław Janowski.

Tego samego roku został powołany do czynnej służby wojskowej w Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu. Znalazł się tam w plutonie złożonym w większości z lekarzy weterynarii (VII rocznik 1932—1933 ukończyło 56 lekarzy weterynarii). W czasie VIII 1932 — V 1933 przeszedł okres rekrucki oraz szkolenia niższych dowódców.

Grupa podchorążych w SzPRK w Grudziądzu — S. Kilian w środkowym rzędzie w środku

W następnych miesiącach — do IX 1933 odbywał ćwiczenia w 10 pułku strzelców konnych w Łańcucie awansując do stopnia wachmistrz podchorąży, po czym powrócił do Lwowa, aby zdać ostatnie egzaminy dyplomowe na Akademii Medycyny Weterynaryjnej. Dyplom lekarza weterynarii uzyskał 2 marca 1934 roku, promotorami obrony byli: prof. Andrzej Klisiecki i prof. Jerzy Alexandrowicz.

Studenci Akademii Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie ze swoimi profesorami

„Mam jeszcze jedno zdjęcie ze Lwowa — dodaje A. Kilian-Baran — na nim Tata po prawej w przysiadzie, z łokciem opartym o stół”.

Dyplom ukończenia Akademii Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie i uzyskanie tytułu lekarza weterynaryjnego

Jako ciekawostkę wśród materiałów dostarczonych przez Alicję Kilian-Baran należy potraktować fotografię przedstawiającą profesorów Akademii Medycyny Weterynaryjnej witających Ministra Rolnictwa odwiedzającego Uczelnię.

Podana data wydarzenia w opisie dotyczy zapewne dnia dostarczenia do NAC widocznej fotografii. Samo wydarzenie — wizyta ministra rolnictwa L. Janty-Połczyńskiego — miało miejsce we Lwowie w 1930 lub 1931 r.

W miejscu tym należy dodać chociaż jedno zdanie dotyczące Leona Janty-Połczyńskiego, Ministra Rolnictwa — właśnie jemu Pomorze zawdzięcza w znacznej mierze, że w 1919 r. przyznane zostało Polsce.

W maju tegoż roku Stanisław Kilian rozpoczął pracę zawodową w Toruniu na stanowisku lekarza wet. przeznaczonego do akcji zwalczania zarazy płucnej na terenie województwa pomorskiego.

W 1934 roku (w mies. VIII/IX) został jeszcze powołany do odbycia ćwiczeń wojskowych w 10 psk, co owocowało awansem na stopień oficerski podporucznika rezerwy kawalerii w styczniu 1935 r.

Dowód osobisty wystawiony w Lubichowie

Dalszą pracę zawodową podjął w Lubichowie, pow. Starogard Gdański (lata 1935—37), a następnie, do VIII 1939 roku, w Zblewie (ten sam powiat). W miejscowościach tych sprawował funkcje obwodowego lek. wet. z zadaniem urzędowego badania zwierząt rzeźnych i mięsa, prowadził też praktykę prywatną.

Na zdjęciu z lewej — małżonkowie Hildegarda i Stanisław Kilianowie, Lwów 1939, a z prawej — czasy narzeczeństwa w Lubichowie, 1936

W Lubichowie założył rodzinę, pracował w Zblewie, gdzie małżonkowie mieszkali do wybuchu wojny, doczekał się narodzin syna. Intensywna praca zawodowa, założenie rodziny nie zwalniały go z obowiązku wobec Ojczyzny.

Rodzice Kilian stoją za wózkiem, w którym leżakuje pierworodny syn

„Drugi syn urodził się w 1949 r., a córka Alicja urodzona w 1953 r.” — uzupełnia A. Kilian-Baran.

Latem 1936 roku odbył ćwiczenia w Wojskowej Pracowni Weterynaryjnej w Warszawie i w 15. pułku artylerii lekkiej w Bydgoszczy, a 2 lata później w 2. Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich w Starogardzie Gdańskim.

Stanisław Kilian — Bydgoszcz 1936

„Tata w mundurze, maszerujący ulicą w Bydgoszczy. A było to latem 1936, gdy odbywał ćwiczenia w bydgoskim 15 pułku artylerii lekkiej — podaje A. Kilian-Baran. — Wtedy to na kartce pocztowej do swojej siostry w Rakszawie donosił: (…) Jestem na dalszych ćwiczeniach wojskowych w Bydgoszczy. Zastępuję pułkowego lek. wet., który bawi na urlopie. Jadę na 3-dniowe ostre strzelanie artyleryjskie do Torunia. Prowadzę tam ambulans. Przyjadę do Was między 18 a 20 sierpnia …”.

Pod koniec sierpnia 1939 roku został zmobilizowany do WP w Wesołej k. Warszawy. Został dywizjonowym lekarzem weterynarii w II Dywizjonie Pomiarów Artylerii. Wraz z jednostkami dywizjonu przebył cały szlak wrześniowy docierając aż w rejon walk oddziałów SGO Polesie gen. Kleeberga pod Kockiem. 6 października 1939 roku w miejscowości Krzywda został wzięty do niemieckiej niewoli.


Czytam na stronie https://dzieje.pl/aktualnosci/bitwa-pod-kockiem-ostatni-boj-kampanii-polskiej-1939-roku:

Ostatnia bitwa kampanii 1939 r. rozegrała się w dniach 2—5 października w rejonie wielu miejscowości — poza obszarem Kocka walki toczyły się m.in. pod Serokomlą, Krzywdą, Wojcieszkowem, Adamowem, Radoryżem Kościelnym, Helenowem i Wolą Gułowską. Przez cztery dni SGO „Polesie” nie tylko skutecznie odpierała, ale i atakowała siły niemieckie złożone z 13 Dywizji Piechoty Zmotoryzowanej, dowodzonej przez gen. Paula von Otto oraz 29 Dywizji Piechoty Zmotoryzowanej gen. Joachima von Lemelsena (przybyła w rejon bitwy 4 października). Obie nieprzyjacielskie dywizje walczyły w składzie XIV Korpusu Zmotoryzowanego gen. Gustava von Wietersheima.


I jeszcze kilka zdań z opracowania Apoloniusza Zawilskiego:

Równocześnie z zepchnięciem 50. Dywizji do lasu pod Krzywdą wyszło silne natarcie niemieckie na 182. i 184. pp 60. dywizji. W tym położeniu ruszyło przeciwuderzenie II batalionu 183. pp na południowym skrzydle kawalerii pod Gułowem. Akcję tę wspierała artyleria towarzysząca. W lesie Polacy uderzyli na bagnety. Niemcy nie wytrzymali ataku i szybko rozpoczęli odwrót, ścigani przez batalion odwodowy 183. pp. (…). Panie pułkowniku, zwyciężyliśmy. Były to słowa prawdy, gdyż grupa „Polesie” składała broń niepobita.


Ciąg dalszy korespondencji z Alicją Kilian-Baran:

Przebieg służby wojskowej: 12.08.1932—6.05.1933 Szkoła Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu — kapral podchorąży; 7.05.1933 — 20.09.1933 10 pułk strzelców konnych (Łańcut) w stopniu kolejno — plutonowy, wachmistrz podchorąży; VIII/IX 1934 — ćwiczenia w 10 pułku strzelców konnych; 1.01.1935 — mianowany ppor.; VII/VIII 1936 — ćwiczenia w Wojskowej Pracowni Weterynaryjnej w Warszawie i 15 pułku artylerii lekkiej w Bydgoszczy; VIII/IX 1938 — ćwiczenia w 2 Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich (Starogard Gdański); 24.08. 1939 — mobilizacja do Wojska Polskiego w Wesołej k. Warszawy. Udział w wojnie obronnej 1939 r. — był lekarzem wet. II Dywizjonu Pomiarów Artylerii.

Wzięty do niewoli niemieckiej w miejscowości Krzywda 6. 10. 1939.

Uwięziony w obozach przejściowych w Jędrzejowie, Biedrusku i Krotoszynie. Od 1.11.1939 — 29.04.1945 w Oflagu VIIA Murnau (Bawaria). Od V 1945 — VIII 1945 w Polskim Ośrodku Wojskowym w Murnau.


Prezentując jeńców osadzonych w Oflagu VII A Murnau w 2014 r. (78 lekarzy weterynarii) w publikacji Utrwalone skrawki życia opisałem także dr. Stanisława T. Kiliana w bardzo fragmentarycznej formie: Stanisław Teofil Kilian. Urodził się 18 grudnia 1904 r. w Rakszawie pow. Łańcut. Dyplom lekarza weterynaryjnego uzyskał w 1934 r. we Lwowie na Akademii Medycyny Weterynaryjnej. Pracował jako samorządowy lekarz weterynarii. W 1939 r. mieszkał w Zblewie pow. starogardzki. Uczestniczył w wojnie obronnej 1939 r. w stopniu podporucznika w 2 Dywizjonie Artylerii Ciężkiej. W niewoli niemieckiej od 6 października 1939 r. Nr jeńca 16557. Uwięziony w obozach i przenoszony do kolejnych. Ostatecznie osadzony 7 XI 1939 r. w Oflagu VIIA Murnau.


Ciąg dalszy korespondencji z Alicją Kilian-Baran:

Odniosę się do biografii S. Kiliana zamieszczonej w Pana Książce. Tata uczestniczył w wojnie obronnej w II Dywizjonie Artylerii Pomiarowej, nie artylerii ciężkiej. I od tego zacznę. Mnie samej trudno było dojść do tego. Tata umarł dawno, kiedy ja miałam 11 lat, mama trochę później, bazowałam więc na życiorysie, który sam napisał. A jest w nim skrótowo — II Dyw. Pom. Art. Myśleliśmy z braćmi, że to jakiś dywizjon pomorski, ale takowego w żadnym spisie nie było. Skrót jednostki wyjaśniły materiały, które otrzymałam z Centralnego Archiwum Wojskowego w Warszawie. Zaraz potem nabyłam książeczkę P. Zarzyckiego „Artyleria Pomiarowa”. Autor opisuje w niej przebieg kampanii wrześniowej wszystkich ośmiu baterii — 4 pierwszego dywizjonu stacjonujące w Toruniu i pozostałych + Ośrodka Zapasowego Artylerii Pomiarowej drugiego dywizjonu — krótko przed wojną powołanego w Wesołej. Wiedząc, że Tata powołany był do Wesołej, wzięty do niewoli 6.10.1939, wychodziło nam, że szlak wrześniowy przebył wraz z 7 baterią (dowódca kpt Stanisław Chodań) i Ośrodkiem Zapasowym, które wyruszyły jako ostatnie 7 września. Bezpośrednim dowódcą Taty był ppłk. Józef Kleiber. Dodatkową niespodzianką było zdjęcie zamieszczone w książeczce P. Zarzyckiego, zdjęcie, które mam w swoich zbiorach, a przywiózł je Tata z niewoli. Jest na nim m.in. ppłk Kleiber, kpt. Chodań, też mój Tata jako NN, widocznie autor nie miał pełnych danych.

W obozie VII A Murnau — ppor. Stanisław Kilian (pierwszy z lewej w drugim rzędzie) wśród artylerzystów pom. W pierwszym szeregu od lewej: ppor. Marian Makola, kpt. Stanisław Chodan, mjr Witold Grabiński, ppłk Józef Kleiber, mjr Stanisław Koryciński i inni.

Teraz kilka wyjaśnień za www.forum.historia.org.pl :

Bateria pomiarowa artylerii składała się z drużyny dowódcy, sekcji fotograficznej, zwiadu, drużyny gospodarczej i trzech plutonów — topograficzno-ogniowego, wzrokowego i dźwiękowego oraz drużyny karabinów maszynowych. Bpa przeciętnie liczyła 8 oficerów, 330 podoficerów i szeregowych, 185 koni, ok. 60 wozów sprzętowych i taborowych, 2 kuchnie polowe.


I krótka wypowiedź po wielu latach Mariana Makola zdobyta przez Alicję Kilian-Baran:

Od ppor M. Makola. Był zawodowym wojskowym, artylerzystą. Też w II Dyw. Pomiarów Art. ale w innej baterii, skierowanej w kierunku Krakowa. Był z moim Tatą w Murnau, od niego dostałam Zakładkę z Murnau z podpisem Taty. On już był mocno po 90-tce, tylko opowiadał, a pisał jego syn:

„Co do koni, to oczywiście Pani domniemania mój ojciec potwierdza. Koni było pod dostatkiem, każdy bez wyjątku oficer, a więc Pani Tata również, miał do dyspozycji wierzchowca. Zdarzało się także, że niektórzy podoficerowie także poruszali się konno. Oczywiście każdy oficer miał ordynansa do obsługi. Ordynansi oraz pozostali żołnierze z obsługi jechali razem ze sprzętem wozami taborowymi zaprzężonymi w dwa konie. W okresie kampanii ojciec mój nie doświadczył na szczęście na swoim szlaku drastycznych przejść w postaci ostrzelania jego oddziału, ran itp. Konie przetrwały dobrze w jego oddziale. Ciężar walk, doświadczenia ran i śmierci, były głównie — z perspektywy obserwacyjnej mojego ojca — udziałem piechoty, którą zawsze mój ojciec darzył (i do dzisiaj to podtrzymuje) ogromnym szacunkiem. Piechota była w ogniu najgorszych walk”.


Jeszcze fragment ze strony https://fakty.interia.pl/prasa/odkrywca/news-stalag-307-twierdza-zaglady.

„Nie wiadomo jak liczny był wtedy stan osobowy Kleeberczyków, bowiem w trakcie odwrotu do grupy dołączyła znaczna liczba żołnierzy z innych jednostek. Według źródeł niemieckich 1255 oficerów (w tym 4 generałów) 15605 podoficerów i szeregowych — razem 16860 żołnierzy oddało się w niewolę. Do Twierdzy Dęblin Kleeberczycy dotarli piechotą, 7 października, pod eskortą żołnierzy niemieckich. Szli w kolumnie pieszej od Kocka, przez Dęblin do Radomia. Rannych wieziono na wozach. Niektórym żołnierzom podczas przemarszu udało się uciec, a mieszkańcy wsi, przez które przechodzili, podawali im w miarę możliwości wodę i żywność. W Twierdzy Dęblin żołnierze-jeńcy zostali podzieleni na szeregowych i oficerów. Mogli się wreszcie umyć, zjeść posiłek, odpocząć. Ostatnim przemarszem była droga do stacji kolejowej w Zajezierzu k. Dęblina. Stamtąd, w wagonach towarowych, wyruszyli m.in. do obozów w Jędrzejowie i Radomiu.


Ciąg dalszy korespondencji z Alicją Kilian-Baran:

Stanisław Kilian znalazł się w Jędrzejowie. Tam, przy pierwszej sposobności, przechodząc przez most rzeki, wrzucił w jej nurt osobistą broń, jak zapamiętał z opowieści Taty mój starszy brat. Ppor. Stanisław Kilian przebywał w kilku obozach przejściowych: Jędrzejowie, Biedrusku i Krotoszynie, by w listopadzie 1939 roku znaleźć się ostatecznie w oflagu Murnau VII A w Bawarii.

Tłumaczenie listu poniżej:

Długi czas niewoli wykorzystywał, podobnie jak pozostali jeńcy, na różne formy samokształcenia. W Murnau biegle opanował język angielski, odbył kurs motoryzacyjny i medyczny, działał w Kole Socjologii Wsi.

Przede wszystkim jednak uczestniczył w działalności Koła Lekarzy Weterynarii, które było jednym z kilku wchodzących w skład Kursów Obozowych Oficerskiego Obozu Jeńców VII A. Kierownikiem działu rolniczego był ppor. Tadeusz Kochanowski. Koło Lekarzy Weterynarii liczyło 58 członków i w okresie od 1 maja 1944 r. do 31 sierpnia 1944 r. zrealizowano 25 godzin referatów o niezwykle interesującej tematyce: „Organizacja służby weterynaryjnej w Niemczech” — por. Teofil Szmilichowski, „Streszczenia bakteriologiczne z prac w Szwajcarii” — kpt. dr Tadeusz Kobusiewicz, „Zakaźny kaszel koni” — ppor. Henryk Motyl, „Przetoka kłębu” — ppor. Wacław Różewski, „Badanie środków spożywczych z uwzględnieniem właściwości mięsa i środków konserwujących” — por. Jan Gregorkiewicz. „Istota porażenia poporodowego” — ppor. Stanisław Kilian, „Cykl wykładów mikroskopowego badania krwi” — ppor. Tadeusz Łożyński.


Kurs ten, prowadzony dla absolwentów i studentów medycyny weterynaryjnej zakończono egzaminem. Zakończono kurs z zakresu „Higieny mięsa i badania środków spożywczych pochodzenia zwierzęcego”, a rozpoczęto kurs z zakresu „Anatomii patologicznej” prowadzony przez ppor. Kazimierza Pyszkowskiego.


Dodatkowo lekarze weterynarii wygłaszali referaty z zakresu weterynarii na zebraniach innych Kół. Na przykład: ppor. Henryk Motyl wygłosił referat na kursie w Kole Rolników pt. „Pierwsza pomoc przy porodzie” (2 godz.), a ppor. Kazimierz Pyszkowski wygłosił także 2 godzinny referat „Zadania powiatowego lekarza weterynarii w terenie” na Kursie Samorządowców.

Ciąg dalszy korespondencji z Alicją Kilian-Baran: Utrzymywał korespondencyjny kontakt z rodziną (w dozwolonym zakresie), bardzo dużo czytał, także fachową literaturę weterynaryjną sprowadzaną do Murnau za pośrednictwem Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Po wyzwoleniu obozu przez Amerykanów pod koniec kwietnia 1945 r. pozostał jeszcze jakiś czas na jego terenie (Polski Ośrodek Wojskowy). Odbył wiele pieszych wędrówek po Alpach, których wiecznie ośnieżone szczyty oglądał zza drutów przez pięć i pół lat.


Dzięki uprzejmości córki bohatera rozdziału, p. Alicji Kilian-Baran biogram możemy uzupełnić i wzbogacić o nigdzie nie publikowane fotografie z oflagu.

Lekarze weterynarii w Oflagu VII A Murnau — ppor. Stanisław Kilian w 2 rzędzie od góry w środku. Lek. wet. Euzebiusz Małecki — pierwszy od lewej; lek. wet. Józef Porzycki — czwarty od lewej (siedzi); lek. wet. Bogdan Wrzyszczyński — pierwszy z prawej (siedzi) w dolnym rzędzie


Oflag VII A Murnau — ppor. Stanisław Kilian drugi od prawej (siedzi)


Ppor. Stanisław Kilian — siedzi trzeci od prawej


Oryginalna notatka przygotowywanego wykładu w Oflagu
Ciąg dalszy notatki

Tata, wg listy jeńców Instytutu Piłsudskiego w Nowym Jorku, przebywał w bloku C. Wiem, że wspomnień Taty, jaki „bój” toczyli jeńcy o kawałek własnego poletka na grządkach między blokami.

Lista obozowa z Instytutu Piłsudskiego w Nowym Jorku


Lista obozowa VII A Murnau z Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach

„Zakładkę do książki z podpisami otrzymałam kilka lat temu — pisze Alicja Kilian-Baran — od żyjącego jeszcze wówczas por. Mariana Makoli z II Dyw. Pom. Art., który był zawodowym artylerzystą pomiarowym. Na zakładce jest też podpis kapitana Stanisława Chodania dowódcy 7 baterii DPA przemierzającej szlak Września razem z OZAP pod dowództwem ppłk Kleibera. Podpis Taty — Kilian Stanisław ppor. — 5 z góry”.

Po wyzwoleniu w Murnau powstał Polski Ośrodek Wojskowy podlegający dowództwu 3 Armii Amerykańskiej. Wielu oficerów wahało się co robić dalej? W ślad za gen. Andersem, który odwiedził Ośrodek i usilnie agitował do II Polskiego Korpusu we Włoszech pojechało ok. 2000 oficerów. Ppor. Stanisław Kilian pozostał w Murnau jeszcze cztery miesiące. Tata zapragnął zobaczyć Alpy z bliska, góry na które przez 5 i pół roku spoglądał dzień w dzień przez druty. Stąd pewnie przepustka do Oberammergan. Z dzieciństwa pamiętam przywiezione przez tatę kolorowe foldery z widokami gór, kolejek górskich i miasteczek.

Dokument tożsamości wystawiony w POW


Przepustka

„W tym pakiecie list o wartości sentymentalnej — pisze Alicja Kilian-Baran — ze względu na dopisek 6. letniego synka. Odnośnie portretu Taty — portrecistów w Murnau było kilku, nie mogę rozszyfrować nazwiska tego, który malował Tatę. Podręcznik med. wet. przedstawiony na kolejnym zdjęciu był sprowadzony do Murnau za pośrednictwem Szwajcarskiego Czerwonego Krzyża”.

Stanisław Kilian — portret z 1942 r. Murnau (artysta NN)


Tekst z publikacji — nie potrafię ustalić tytułu książki i jej autora — wybrano 6 stron, by zobrazować krótki okres pozostania w obozie przed ważną decyzją, co dalej? O tych stronach, tak pisze Alicja Kilian-Baran: „Na moje pytanie o POW dostałam z Łambinowic tylko te 3 kartki”. Są one jednak na tyle precyzyjne i interesujące, że postanowiłem je zamieścić, przepraszając jednocześnie ich autora.

Pani Alicja Kilian-Baran w kolejnej przesyłce mailowej dodała: „Na stronie 174 opisano

powrót do Polski polskich oficerów 24.08 1939. Wśród nich był Tata, Stanisław Kilian”.

Po wojnie na przełomie sierpnia i września 1945 r. ppor. lekarz wet. Stanisław Kilian wrócił do kraju.

Po powrocie podjął pracę na Ziemiach Odzyskanych — kolejno: w latach 1945—47 w Bytowie organizując lecznictwo weterynaryjne, w latach 1947—51 w Słupsku jako kierownik lecznicy zwierząt; tam też w starostwie prowadził prelekcje dla rolników dot. higieny i profilaktyki. W okresie 1951—55 był powiatowym lek. wet. w Miastku, a w latach 1955—60 pracował Szczecinku w rzeźni miejskiej sprawując funkcję urzędowego organu badania mięsa, jednocześnie odpowiadał za masowe szczepienia zwierząt w powiecie. Częsta zmiana miejsc pracy pociągała za sobą konieczność przeprowadzek wraz z rodziną, która zdążyła powiększyć się o drugiego syna i córkę.


Ponieważ Pan „poznał” mojego tatę, to jako uzupełnienie pozwalam sobie

przesłać jego bardzo prywatne zdjęcie, a mnie tak bliskie.

Dr Stanisław Kilian z córką Alicją w Ustce

15-letni powojenny okres pracy Stanisława Kiliana był niezwykle intensywny, satysfakcjonujący zawodowo lecz nie zawsze doceniany przez zwierzchników lub rejonowe władze. W 1960 roku wraz z rodziną przeprowadził się do Śremu w woj. poznańskim. Zaczynał odczuwać pierwsze symptomy choroby serca. W Śremie podjął pracę w rzeźni, dodatkowo współpracując z lecznicą zwierząt w zakresie lecznictwa w terenie.

Dr Stanisław Kilian w sanatorium w Nałęczowie — październik 1963

Bardzo dobrze czuł się w Wielkopolsce, została tu doceniona jego fachowość i ogólna wiedza. Jednakże zdrowie pogarszało się z roku na rok. Z kolejnego zawału serca nie zdołał się już wyleczyć. Zmarł 26. 03. 1964 roku. Pochowany jest na śremskim cmentarzu (Cmentarz parafialny przy Kościele Fara) obok swojej małżonki.


Lek. wet. Stanisław Kilian był z natury człowiekiem spokojnym, ufnym w stosunku do ludzi, niezwykle zaangażowanym w swoją pracę zawodową — często kosztem życia rodzinnego, niewykorzystanych urlopów. Interesował się, oprócz nauk przyrodniczych, historią, archeologią, kosmosem. Czytał wiele książek z tych dziedzin, a także periodyki „Medycyna Weterynaryjna” i „Problemy”. Uwielbiał piesze wędrówki dające mu możliwość obcowania z przyrodą.


Na zakończenie dwie dygresje:


O dziwo, z czasów powojennych nie mam ciekawych dokumentów, za wyjątkiem zdjęć z życia prywatnego, czy listów do rodziny. To nie były łatwe lata. Bezpośrednio po niewoli w niezwykle trudnych warunkach Tata pracował w Bytowie, organizował tam lecznictwo weterynaryjne, a i nadprogramowe obowiązki przybywały. Jak relacjonował w liście do swoich rodziców mieszkających na południu Polski, do powiatu i na majątki przywożono mnóstwo koni z UNRRY, koni z kolkami, urazami i różnymi chorobami związanymi z długim transportem. Do wieczora więc objeżdżał Tata te majątki. Potem kilka lat w Słupsku był kierownikiem lecznicy zwierząt i niezwykle czynnym w niej lekarzem. Kolejne lata — w Miastku — jako powiatowy lek. wet. też nie liczył godzin pracy. Z drugiej strony, ona dawała mu ogromną satysfakcję po 6 latach bezczynności zawodowej. Tata nie wchodził w żadne układy, nie poddawał się namowom szerzenia „odpowiedniej” propagandy wśród rolników, a miał z nimi stały kontakt. Praca w Szczecinku w funkcji urzędowego organu badania mięsa — kończyła jego aktywność zawodową na tzw. Ziemiach Odzyskanych. W Wielkopolsce, w Śremie pożył tylko 4 lata. Jak wspominała mama, tu doceniano jego fachowość i uczciwość. Nie poddawał się kolejnym, w odstępie roku, zawałom serca. Wracał zawsze do swojej pracy w rzeźni oraz wyjazdów w teren z ramienia lecznicy zwierząt. Niestety serce nie dało za wygraną. Tata zmarł w wieku niespełna 59 lat.


Druga dygresja:


Muszę powiedzieć, że ta trzydniowa moja praca nad przygotowaniem kolejnych pakietów do wysyłki dla Pana jeszcze bardziej przybliżyła mi mojego Tatę. Niejako czułam Jego bliskość, a to już 55 lat jak Go nie ma wśród żywych.


Cieszę się, że mogłam to wszystko „opowiedzieć” i że utrwalone będą skrawki życia, życia mojego Taty. Jak w Pańskiej książce o takim tytule.


4. URATOWANY PIES URATOWAŁ LEKARZA. Aleksander Kusio

Archiwum rodzinne I. Rymwid-Mickiewicz

Urodził się 25 grudnia 1890 r. w Męciszewie pow. Zwoleń, s. Marcina i Katarzyny z Wziątków. W 1914 r. ukończył Gimnazjum prywatne „Panowa z prawami” uzyskując świadectwo dojrzałości. Następnie zapisał się na studia weterynaryjne w Instytucie Weterynaryjnym na Uniwersytecie Warszawskim. Latem 1915 r. Instytut przeniesiono do Nowoczerkaska, co było związane z niekorzystnymi wynikami walk I wojny światowej. Do Nowoczerkaska przenieśli się także studenci, wśród nich Aleksander Kusio. Córka dr Aleksandra Kusio — Irena Rymwid-Mickiewicz — tak opisuje ten okres: „Wybuch I wojny światowej, a potem rewolucja w Rosji, oddalenie od rodziny, były trudnym okresem w życiu Ojca. Już w czasie trwania studiów w roku 1917 odbywa praktyki, gdzie pracuje jako p.o. lekarza weterynaryjnego przy Urzędzie Ziemskim w Podolsku”.

Dyplom lekarza weterynaryjnego otrzymuje 13 marca 1918 r. Przez kilka miesięcy po ukończeniu studiów (od maja 1918 do stycznia 1919) pracuje na etacie lekarza weterynarii w Urzędzie Ziemskim dla dwóch powiatów: klińskiego i bromnickiego. „Po pięcioletniej tułaczce — pisze córka Irena — wraca do wolnej Polski. Tutaj od 18 sierpnia 1921 r. do 15 września 1925 r. pracuje jako okręgowy lekarz weterynaryjny przy Sejmiku Radomskim”.

5 września 1925 r. żeni się ze Stefania Lipińską. Lekarz weterynarii Aleksander Kusio podejmuje pracę w Łomży. Zostaje miejskim lekarzem weterynarii oraz dyrektorem rzeźni miejskiej. Mają cztery córki: Halina, Aleksandra i znacznie młodsze bliźniaczki — Irena i Wincentyna.

Fragment Listy członków Polskiego Towarzystwa Lekarzy Weterynaryjnych z 1927 roku.

Podczas wojny aresztowany przez Niemców i osadzony w stalagu. Po powrocie z obozu pracował w Wyszkowie i Ostrowi Mazowieckiej.


Zmarł 31 września 1949 r. w Warszawie i pochowany na cmentarzu przy ul. Wałbrzyskiej.

Po oficjalnym przedstawieniu życiorysu dr. Aleksandra Kusio przystępuję do prezentacji zapisu przebiegu rozmowy, jaką odbyłem w przepięknym miejscu będącym częścią pozostałych dóbr rodzinnych, w Długosiodle, można by rzecz, że już niema takich miejsc na ziemi, czułem się przez moment jak w wymarzonym, biblijnym raju.


Zasiadamy na tarasie wiekowej posiadłości przy delikatnym śpiewie wielu gatunków ptasich rodzin do pysznej, zielono-owocowej herbatki. Pani domu — Irena Rymwid-Mickiewicz — częstując swoimi smacznymi wypiekami z nieukrywaną ciekawością oczekuje na moje pytania dotyczące życia jej Ojca, lekarz weterynarii Aleksandra Kusio.


— Pani Ireno, w Spisie lekarzy weterynaryjnych RP Ministerstwa Rolnictwa z 1939 r. znalazłem wpis: Dr Kusio vel Kussio Aleksander ur. 1890… Czy nazwisko Państwa pisano Kusio, a może pisane przez dwa s?


— Nie. Nigdy nie pisaliśmy się przez dwie litery s. Zawsze — od wieków — Kusio. Zapewne jakiś błąd w zapiskach.

— Przeglądając strony internetowe dotyczące prześladowań w okresie II wojny znalazłem informację dotyczącą Pani ojca: „Aleksander Kusio — Oryginalna kartoteka jeńca PCK — cywil w niewoli niemieckiej. Sygnatura 20398” oraz informacje o wywiezieniu na przymusowe roboty prawdopodobnie braci Pani ojca — Józefa i Tadeusza. Jeden wrócił do Polski w maju a drugi w kwietniu 1945 r.


— Tak, to prawda.


— Rozpoczynając naszą rozmowę okresem II wojny wprowadziłem pewien chaos, proszę więc rozpocznijmy od początku. Od gimnazjum, od studiów…


— Proszę bardzo. Tato urodził się 24 grudnia 1890 r. w Męciszewie k. Zwolenia w majątku rodzinnym, jako syn Marcina i Katarzyny z Wziątków. Gimnazjum prywatne Panowa z prawami ukończył w roku 1914. Po ukończeniu gimnazjum wstąpił na Uniwersytet Warszawski, gdzie studiował w Instytucie Weterynaryjnym. W wyniku działań wojennych w 1915 r. Uniwersytet Warszawski został ewakuowany do Nowoczerkaska. Tam też Aleksander kontynuował studia. Wybuch I wojny światowej, a potem rewolucja w Rosji, oddalenie od rodziny, był trudnym okresem w Jego życiu. Już w czasie trwania studiów pracuje w weterynarii, w roku 1917 odbywa praktykę, gdzie pracuje jako p.o. lekarza weterynarii przy Urzędzie Ziemstwa Podolskiego.


— Rok później kończy studia…


— Tak. W roku 1918 kończy studia, otrzymuje dyplom 13 marca i tytuł lekarza weterynaryjnego. Od maja 1918 roku do stycznia 1919 r. pracuje jako lekarz weterynarii przy Urzędzie Ziemstwa pow. klińskiego i pow. bromnickiego. Po pięcioletniej tułaczce wraca do wolnej Polski. Tutaj od 18 sierpnia 1921 roku do 15 września 1925, pracuje jako okręgowy lekarz weterynaryjny przy Sejmiku Radomskim. Cieszy się bardzo dobrą opinią, o czym świadczą wystawiane na piśmie pochwały i opinie. „Jako lekarz p. Aleksander Kusio odznaczał się znajomością swojego zawodu, sumiennym wykonywaniem obowiązków, zamiłowaniem do pracy społeczno-obywatelskiej i zyskał nasze pełne uznanie.” Oto opinia jaką otrzymał na piśmie od prezydenta Sejmiku Radomskiego Jana Janickiego.


— Zbliżamy się zapewne do momentu zawarcia związku małżeńskiego…

— W roku 1925 życie osobiste Aleksandra ulega zasadniczej zmianie. U swoich przyjaciół w Warszawie, państwa Tarnowskich, Aleksander poznaje Stefanię Lipińską, studentkę Politechniki Warszawskiej, łomżyniankę. Stefania jest osobą młodszą o 7 lat od Aleksandra, jest panną energiczną, dobrze zorganizowaną a jednocześnie romantyczną. Być może gra Stefanii na pianinie przy świecach dodaje tej scenerii specjalnej oprawy. Aleksander pokochał Ją od pierwszego wejrzenia. Ślub odbył się 5 września 1925 r. w kościele Sióstr Wizytek w Warszawie. Ponieważ Rodzice Stefanii mieszkali w Warszawie. Ojciec Jan Lipiński był urzędnikiem Urzędu Skarbowego, namawiano Aleksandra do pracy w Warszawie…


— A doktor Kusio wybrał jednak Łomżę.


— Tak. Podjął decyzję wyjazdu do Łomży. Po ślubie, 15 września 1925 roku, Aleksander i Stefania wyjeżdżają do Łomży, gdzie Aleksander Kusio został mianowanym miejskim lekarzem weterynarii. Jednocześnie zostaje kierownikiem rzeźni. Oboje ze Stefanią zamieszkują w domu rodzinnym Julii i Jana Lipińskich w Łomży przy ul. Nowogrodzkiej. Praca pochłania Aleksandra ogromnie, akceptuje ten wybór miejsca — Łomżę i postanawia związać całą przyszłość swoją i rodziny z tym miejscem.


— Dużo pracuje, dużo czyta z zakresu weterynarii — wtrącam swoje trzy grosze.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 79.5
drukowana A5
Kolorowa
za 116.84