E-book
1.37
drukowana A5
7.33
Polana ziszczeniem owocowym tuląca

Bezpłatny fragment - Polana ziszczeniem owocowym tuląca


Objętość:
13 str.
ISBN:
978-83-8189-711-2
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 7.33

Nieliczni chcą lśnić w takim bardzo kloacznym mroku wydarzeń, bo większość jest tak plugawie pobudzona, czyli ta większość głównie się odgryza wiatrem ze szpilkowatych obelg. Taki stan rzeczy nie trwa latami, bo w pewnym momencie ktoś sięga po ten brylant intelektu i przerywa tę węglistą spiralę. Przerwanie to nie zawsze następuje w tym smacznym momencie, bo opamiętanie nie przychodzi wtedy gdy jego błysk jest najbardziej potrzebnym. Mowa tu o chaosie, który jest niemal wszechobecny i ciągle wszystko komplikuje. Problem tkwi jedynie w tym, że raz na jakiś czas chaos ten bywa zbyt wrednym, by z nim walczyć metodami przypominającymi poczęstunek z bardzo jedwabnych uczynków.

Lśnienie tego bardzo szafirowego charakteru było i nadal jest ważnym dla Anny Rabdy, czyli dla dziewczyny, która od piętnastego roku życia zaczęła w sobie szlifować to bardzo piękne wyczucie jeśli chodzi o sposób wysławiania się. Jej piętnaste urodziny, a konkretniej ich okolice były też ważnymi ze względu na to, że na loterii wygrała taki drogi i bardzo ładny rower zjazdowy. Jego rama była i nadal jest opcją smacznie czarną, ale jego detale to już taki ciemno niebieski lakier, dzięki któremu ten konkretny sprzęt stał się symbolem walki o imponującą sylwetkę i to nie tylko dla jednej osoby. Anna jeździła nim po tych wymagających leśnych drogach gruntowych. Najczęściej były one opcjami dość grząskimi i stromymi. Dlatego też ta ambitna dziewczyna często wracała do domu z drobnymi urazami, ale najistotniejszym było jednak to, że z dnia na dzień stawała się silniejszą, czyli co jakieś dwa tygodnie wydłużała swoją dzienną trasę o kilometr lub o dwa. Przełomem w tym jej dążeniu do celu był taki kolarski bidon, który otrzymała na własną szesnastkę piątego czerwca. Prezent ten był tym ciekawszym podarunkiem od jej chłopaka Rafała, który cenił ją głównie za to, że chce być lepszą od ogółu, ale dla niej samej liczyło się też i to, że jej ciało zaczęło nabierać tych kształtów sportowca, bo nie tylko trochę straciła na wadze. Bardziej liczyło się to, że jej sylwetka stała się zgrabniejszą i bardziej dopasowaną do kobiety, która uwielbia sport. Jednak dla jej chłopaka liczył się bardziej jej ten magiczny uśmiech przypominający likier ze szczodrego rubinowego czaru. Dzięki niemu potrafiła wielu przekonać do własnych argumentów, ale często tego nie robiła, bo ograniczała się do chwil, w których uśmiech ten był wręcz niezbędnym. W tym imponowaniu innym kluczową rolę odgrywały też jej olśniewające blond włosy, które niemal zawsze wyglądały na zadbane, czyli panowała między nimi ta bardzo smaczna poetycka równowaga. W ich przypadku dzicz prawie się nie pojawiała, bo ta konkretna dziewczyna nie chciała wyglądać na zbyt szaloną, ale czasami taką właśnie była. Mowa tu dokładnie o chwilach pozbawionych olśniewającego smaku. Te chwile nie były częstymi jeśli chodzi o jej życie, a ich autorami bywały te dość kloaczne charaktery. Jednym z nich była jej starsza o prawie dwa lata kuzynka, która mieszkała w mniejszym mieście oddalonym o jakieś dwanaście kilometrów od jej domu. Ta konkretna kuzynka nosiła takie bardzo dziewczęce okulary i też olśniewała tym dorosłym spojrzeniem. Jednak była ona o prawie dwanaście centymetrów niższa od Anny i najczęściej nie imponowała taktownością, bo musiała osiągać swoje i to w dość złożony sposób. W jej przypadku nie chodziło wyłącznie by osiągnąć cel za pomocą intrygi, ale też i o to by ta intryga była niezwykle gładką, taką niemal niewyczuwalną. Problem tkwił jedynie w tym, że ta kuzynka nie zawsze imponowała tą zgrabnością własnych zagrywek i dlatego zbyt wielu nie chciało jej zaufać i to w taki stalowy sposób. Dlatego też zazwyczaj żyła w cieniu i trzy lub cztery razy do roku imponowała wspaniałomyślnością, po to by zwrócić na siebie uwagę. Na tym typie zagrywki w ciągu roku poznała się cała jej rodzina i większość znajomych. Mniejszości natomiast ta gra nie przeszkadzała, bo ta mniejszość przyjaciół była równie specyficzna co ona sama i nie byli oni celami jej gierek. Kuzynka ta miała na imię Elwira, ale używała imienia Ewa, po to by czuć się kimś lepszym niż jest w rzeczywistości. Wiele znaczyło też i to, że biegała, czyli aktywnie uprawiała sport i to głównie ze względu na to by wyglądać ciekawie. Zaliczyła też dwa związki, z których każdy trwał niemal rok, a aktualnie starała się o kolejnego wielbiącego poezję faceta i właśnie dlatego zaczęła szokować i to w sposób odmienny swoimi niesfornymi blond włosami.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 7.33